-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać163 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska10
Poe, King i smutek horroru
Lektura opowiadań Edgara Alana Poego jest z jednej strony wspaniała, z drugiej przygnębiająca. Wspaniała – bo to świetna literatura. Przygnębiająca – bo trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko, co najlepsze, już było, i to dawno, a literatura nie tyle się rozwija, ile podlega swoistej dewolucji…
Ojciec założyciel
Jorge Luis Borges napisał kiedyś opowiadanie pod tytułem „Ogród o rozwidlających się ścieżkach” i ta zgrabna metafora posłużyła mu do opisania czasu. Mam wrażenie, że równie dobrze pasuje do doświadczenia czytania literatury, ilustrując znaną wszystkim prawdę, że jedna książka prowadzi do drugiej.
Tak się jakoś składa, że bardzo wiele z owych ścieżek wiedzie nas w którymś momencie do Edgara Allana Poego. Ów amerykański, niby świetnie wszystkim znany, ale w sumie nie wiem, na ile intensywnie dziś czytany amerykański pisarz posiada pewną niezwykłą właściwość: okazuje się, że wynalazł sporą część tego, czym późniejsza literatura światowa miała się karmić.
Weźmy kryminał. Może i w obiegowej opinii fundamentem literatury detektywistycznej są dzieje dżentelmena z Baker Street 221b spisane przez sir Arthura Conana Doyle’a, może i zaszczytny tytuł pierwszej powieści gatunku przypisuje się „Księżycowemu kamieniowi” Wilkiego Collinsa – ale przecież ta znakomita zresztą książka Collinsa ujrzała światło dzienne w 1868 roku, „Studium w szkarłacie” zaś w 1887, podczas gdy już w 1841 na łamach amerykańskiego „Graham’s Magazine” Poe opublikował słynną nowelę „Morderstwo na Rue Morgue”, w której wprowadził postać detektywa Auguste’a Duponta, geniusza dedukcji i ojca wszystkich detektywów tego świata. W kilku opowiadaniach z Dupontem zawiera się wszystko to, co stanowić miało esencję podobnych historii – acz, zgodnie z zasadą, że cesarzowi, co cesarskie, przyznajmy, że to Conan Doyle potrafił w pełni wykorzystać potencjał tego pomysłu.
Najpowszechniej jednak kojarzy się Poego z literaturą grozy. Nie bez kozery: wystarczy spojrzeć na któreś z jego zdjęć, od razu widać, że facet musiał mieć wiele do powiedzenia w kwestii mrocznej strony świata…
Takich założycielskich opowiadań Poego jest jeszcze kilka. „Złoty żuk” kryje w sobie wszystkie elementy pirackiej powieści awanturniczej, za której szczytowe osiągnięcie uważamy „Wyspę skarbów” Stevensona. „Serce oskarżycielem” to czystej wody thriller psychologiczny napisany w czasach, gdy szczytem psychologicznej finezji było seppuku z miłości popełnione przez pewnego młodego Niemca nazwiskiem Werther. „Nieporównana przygoda niejakiego Hansa Pfalla” (1835) o podróżniku, który balonem doleciał na księżyc, czy „Przygody Arthura Gordona Pyma” (1838) czytane były w czasie, gdy mały Julek Verne siedział za pulpitem i z wystawionym koniuszkiem języka uczył się pisać zdanie „Pierre ma ser, a ser ma Pierre’a”.
Najpowszechniej jednak kojarzy się Poego z literaturą grozy. Nie bez kozery: wystarczy spojrzeć na któreś z jego zdjęć, od razu widać, że facet musiał mieć wiele do powiedzenia w kwestii mrocznej strony świata… W licznych opowiadaniach amerykańskiego klasyka groza przebija w najróżniejszy sposób, czasem są to historie wprost horrorowe, czasem chodzi raczej o nastrój i klimat, bywa, że straszą nas zupełnie na serio, a kiedy indziej szczerzą się w kąśliwym grymasie. I to jest właśnie ten moment, kiedy możemy doświadczyć poczucia literackiej dewolucji: bo czy nie jest przypadkiem tak, że horror bardziej się zwija, niż rozwija?

Smutek horroru
Czytałem sobie to „To” i myślałem, że stanowi ono znakomity dowód na to, że horror jest gatunkiem zasadniczo martwym. Wiem, brzmi to idiotycznie, rocznie wydaje się tony horrorów i miliony ludzi na świecie się nimi zaczytują, ładna mi śmierć…
Ci, którzy nie lubią literatury gatunkowej, często stosują prostą sztuczkę: chcąc wykazać marność pogardzanej konwencji – czy to będzie fantasy, SF, horror, czy tzw. literatura kobieca – biorą na warsztat utwory najgorszego sortu, dzieła przeciętnych twórców, piąte wody po kisielu i epigonów epigonów. I wtedy oczywiście elegancko wychodzi, jaki to literacki badziew. Mnie pesymistyczne refleksje ogarnęły jednak w trakcie lektury jednego z fundamentalnych dzieł gatunku pióra niekwestionowanego gatunku tego króla. Chodzi mi o To autorstwa Stephena Kinga.
Przyznaję: Kinga znam tylko częściowo i zacząłem poznawać późno. Przeczytane w liceum „Miasteczko Salem” wydało mi się beznadziejne, dziś nic nie pamiętam, prócz rozczarowania. Uznałem wtedy, że to po prostu marnej jakości masowa horror-pulpa, jakiej w heroicznych wydawniczo wczesnych latach 90. trzaskano całe masy. Potem przeczytałem „Danse macabre”, frajda wielka, ale to jednak inna bajka, bo rzecz literaturoznawcza. Później „Misery” – i musiałem przyznać, że bardzo to dobre. I tak oto powoli, ostrożnie wybierając z nadmiaru możliwości, czytałem kolejne „Kingi”, aż parę lat temu wreszcie wziąłem się za „Smętarz dla zwierzaków” – no i wtedy, proszę państwa, padłem na kolana, czapki z głów, ave mistrzu i takie tam.
Ale po klimaksie zawsze musi przyjść upadek. Bo „To” jest dla mnie w sumie powieścią rozczarowującą. Ale i dającą do myślenia. Czytałem sobie to „To” i myślałem, że stanowi ono znakomity dowód na to, że horror jest gatunkiem zasadniczo martwym. Wiem, brzmi to idiotycznie, rocznie wydaje się tony horrorów i miliony ludzi na świecie się nimi zaczytują, ładna mi śmierć… Ale ja mam na myśli osiągi, by tak rzec, artystyczne, literackie. Wydało mi się wówczas, że horror zasadniczo – że się tak szalenie fachowo i literaturoznawczo wyrażę – nie daje rady.
Jak wiadomo, gatunek ten wywodzi się ze szlachetnej tradycji ghost stories i gotyku, czyli historii, w których zjawia się coś z innego porządku i to coś jest straszne. Bohaterowie się boją i czytelnikom ten strach się udziela. Znawcy (patrz: Roger Caillois) twierdzą, że literatura taka jest możliwa tylko w społecznościach zlaicyzowanych i wyznających naukowy światopogląd: musisz nie wierzyć w ducha, by jego pojawienie się budziło metafizyczny strach; jeśli bowiem wierzysz, to bać się możesz, ale tak jak wściekłego psa czy faceta z nożem – żadna to metafizyka.
Sęk w tym, że taka konwencja, de facto oparta na jednym schemacie (potwór z pudełka), szybko się wyczerpuje. Wszystko jedno, czy to upiór, ghul, wampir, czy likantrop – ciężko się ich tak naprawdę bać. Do tego logika wydarzeń w takim tekście zwykle jest na bakier z logiką zwyczajnie ludzką. Pisał o tym Julio Cortázar w jednym ze szkiców zebranych w „Ostatniej rundzie” – zauważył, że na potrzeby akcji w historiach grozy bohaterowie robią rzeczy, których normalny człowiek nigdy by nie zrobił. W ramach idiotycznych zakładów zamykają się na noc w nawiedzonym domu albo starym grobowcu, na widok oślizgłego potwora pochylają się nad nim, zamiast wiać, włażą do jakichś tuneli itd. Znamy to uczucie z setek filmów i książek tego gatunku: kiedy bohater robi rzecz absolutnie idiotyczną i wiadomo, że to się dla niego źle skończy.
I co z tym „Tym”?
„To” jest horrorem do potęgi, takim metahorrorem, nie tylko ze względu na swoje fizyczne rozmiary. Mieści się tu naprawdę dużo (uprzedzam tych, co nie czytali: będę spojlował): jest straszliwy klaun-potwór mordujący dzieci, jest istota z innego świata przybyła na Ziemię w prehistorycznych czasach, jest nawiedzone i przeklęte miasteczko, w którym zło odradza się w regularnych odstępach czasu, jest wyprawa przez obrzydliwe kanały, jest oko z mackami, jest amerykańska wersja Szeloby, jest mroczna tajemnica z przeszłości, są opętani ludzie, zmuszani do strasznych działań niczym swoiste zombi, są makabryczne omamy. Do tego dochodzi arsenał chwytów już nie tyle z horrorów, ile z thrillerów, czy też szerzej – grozy niemetafizycznej: cała armia psychopatów, w tym psychopatyczne dzieci, mnóstwo przemocy fizycznej, rany, złamania, krew, hektolitry krwi, seryjni mordercy, zabójstwa i molestowanie seksualne, okrutna obojętność na cudze cierpienie. Wreszcie: są elementy z powieści w ogóle, poza gatunkami. Bo to w końcu historia o dziecięcej przyjaźni i o tym, co z tymi dziećmi – i z ich przyjaźnią – stało się po niemal trzydziestu latach, taka proza rozrachunkowa.
Według mnie powieść ta działa świetnie właśnie w tych momentach: kiedy jest realistyczną historią grupki bohaterów. Dzieciństwo z lat 50. – piątka z plusem, dorosłe losy i rozrachunki – też piątka, portrety postaci – również bardzo dobry. Nieźle radzi sobie jako thriller: mroczna przeszłość i przeklęte miasteczko Derry robią wrażenie; psychoza i zagadka mordowanych dzieci – bardzo udana kreacja klimatu. Trochę gorzej jest z warstwą erotyczną, naprawdę nie wiem, po kiego czorta była ta mała orgietka w kanałach z udziałem nieletnich. Nie mam nawet zastrzeżeń do podróży w czasie w wyniku dymnego rytuału, całkiem to zgrabne i z sensem. Wiadomo, King fachurą jest i basta.
Ale kiedy pojawia się potwór, kiedy wyskakuje jakaś zjawa – to jeśli chodzi o mnie, muszę powiedzieć, czar pryska. King prezentuje w tej powieści pełną gamę horrorowych chwytów, o których pisał w „Danse macabre”: od najwyżej cenionej grozy, przez zwykły strach, po (słowa samego Stephena) „wymiotny odruch obrzydzenia”. Grozy, zwłaszcza na początku, jest tu sporo, ale kiedy zaczęły się mnożyć te wszystkie okropności, masakry, wypływające oczy, rozdeptywane larwy (?) Tego, gnijące zwłoki i upiorne pajęczaki, to najpierw chichotałem, potem ziewałem, a w końcu mnie to irytowało.
I nie twierdzę, że King nie daje rady. To horror nie daje. Nie jesteśmy chyba dziś w stanie potraktować serio potwora (może Amerykanie mają inaczej?). Jaki by nie był straszny. Groza działa, jak długo nie wiemy, co się kryje w mroku. „Pokaż mi potwora, przestanę się bać” – to uniwersalna zasada tego gatunku. Jak by nie opisać monstrum (kino ma jeszcze gorzej, bo nie może sobie pozwolić na niedomówienia), to zawsze będzie nam towarzyszyć co najmniej lekkie rozczarowanie. Naprawdę straszy tylko nieznane.
Mam z „To” trochę tak samo jak z serialem „Stranger Things” (zestawienie, wiadomo, nieprzypadkowe): w sumie fajne, ale byłoby znacznie fajniejsze, gdyby wywalić wątki nadprzyrodzono-koszmarne (King zresztą to zrobił: „Ciało” to takie „To”, tyle że w rozsądnym rozmiarze i bez zjaw z innych światów).
Horror – myślałem sobie odkładając opasłe tomisko na bok – nie żyje i dziś straszyć może jeno jego trup. To znaczy horror wzięty w nawias, nietraktowany poważnie. Bądźmy szczerzy, książeczki dla dzieci o sympatycznych wampirkach tudzież filmy w rodzaju „Hotel Transylwania” to dla horroru tak, jakby ktoś wszedł na jego grób i nań nasikał. Może – snułem dalej te refleksje – może to dlatego, że dziś mamy tyle reportaży, a one są straszniejsze od horrorów? Te wszystkie książki o przemocy domowej, o uchodźcach tonących w przeładowanych łodziach, o kartelach i mafiach, o głodzie?
Tak sobie wtedy myślałem.
Nigdy nie mów nigdy
Groza działa, jak długo nie wiemy, co się kryje w mroku. „Pokaż mi potwora, przestanę się bać” – to uniwersalna zasada tego gatunku.
Ale minęło trochę czasu i zmieniłem zdanie. To znaczy dalej mam względem „Tego” te same odczucia i dalej uważam, że prawdziwą grozę budzi literatura faktu, tyle że jedna z rozwidlających się ścieżek zaprowadziła mnie do powieści, której istnienia do niedawna świadomości nie miałem i która anulowała moje przemyślenia na temat kresu horroru.
Ta powieść nazywa się „Dom z liści” i napisał ją Mark Z. Danielewski. Bardzo wymowne są jej recenzje na LC, chyba najcelniej i najkrócej ujmuje to Tibora, pisząc: „OSTRZEGAM! POLECAM!”. Danielewski stworzył bowiem coś, co nawet przy pobieżnym kartkowaniu zdaje się mówić wprost: to albo jest arcydzieło, albo totalny bełkot. Chaos typograficzny, najróżniejsze czcionki, przedziwne wizualne zaburzenia na stronach, kilka pięter narracji i ogrom przypisów pozwala nam szybko pojąć, że to rzecz mocno eksperymentalna i nie wiadomo, czy da się to czytać, czy nie bardzo.
Ja należę do tych, którzy twierdzą, że nie tylko da się, ale że to w ogóle bardzo dobra rzecz – a już na pewno znakomity horror. Bo to jest właśnie powieść grozy, historia pewnego domu, który kryje w sobie jakiś inny wymiar – trudno to precyzyjnie określić: w każdym razie w budynku otwierają się przestrzenie urągające wszelkiej naszej fizycznej wiedzy i zdrowemu rozsądkowi. I kryje w tym innym wymiarze jakaś groza, ba, nie że jakaś – wielka groza! Tyle że nie bardzo wiadomo jaka, żaden diabeł czy inny klaun z pudełka nie wyskoczy.
„Dom z liści” pokazuje, że literatura grozy wcale nie sczezła, że wciąż daje wielkie możliwości, że można budzić lęk i niepokój bez używania oślizgłości, hektolitrów krwi, zębatych paszcz i stosów zmasakrowanych ciał.
Literatura nie przestaje ewoluować. Ścieżki wciąż się rozwidlają.
A wy, drodzy Czytelnicy, znacie jakieś doskonałe współczesne horrory, które nie powielają zgranych schematów?
Powiązane artykuły
komentarze [56]
Moim skromnym zdaniem najwięcej cukru w cukrze, czyli horroru u Kinga jest w jego opowiadaniach (czytaliście to o potworze w szafie? Jej, jej, jej...) A im grubsza książka, tym bardziej sam horror zmieszany z czym innym, co zresztą nie musi być wcale takie złe. Dla mnie "To" jest przede wszystkim świetną historią o przyjaźni grupki dziecięcych outsiderów na tle niewielkiego amerykańskiego miasteczka, a takie miasteczko to jest coś, co King naprawdę czuje. A że aż tak bardzo nie straszy, to racja. Chociaż w "To" epizody, w których każde z bohaterów mierzy się samotnię z grozą (zobacz - scena w zbiorniku wodnym), bywają naprawdę przerażające. Tylko finał nieco rozczarowuje.
A co do potwora, to sam King przyznaje w "Danse macabre", że straszniejszy jest, jeśli nie widzimy go w całej okazałości...
Moim skromnym zdaniem najwięcej cukru w cukrze, czyli horroru u Kinga jest w jego opowiadaniach (czytaliście to o potworze w szafie? Jej, jej, jej...) A im grubsza książka, tym bardziej sam horror zmieszany z czym innym, co zresztą nie musi być wcale takie złe. Dla mnie "To" jest przede wszystkim świetną historią o przyjaźni grupki dziecięcych outsiderów na tle niewielkiego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Artykuł zwrócił moją uwagę po pierwsze z racji tego, że jestem zarówno fanką horrorów jak i fanką Kinga.
Od paru dni zagłębiam się w "To" i jestem w połowie. Muszę jednak zaznaczyć, że obecne czytanie jest już 3 podejściem do tego klasycznego już tomiszcza. Dopiero za tym trzecim razem udało mi się dobrze 'wgryźć' w opowieść.
Po przebrnięciu przez pierwszą setkę stron, polubieniu bohaterów, "To" wypada na razie korzystnie.
Wspomniany w tekście "Smętarz zwierząt" popieram jako arcydzieło, to moja kingowska miłość i kwintesencja pisarskiego kunsztu.
Łyżką dziegciu we wszystkich peanach na temat horrorów Kinga jest natomiast moja opinia o "Lśnieniu"- książka jest... rozwleczona i męcząca do tego stopnia, że nigdy nie byłam w stanie jej przeczytać w całości. Może więc nie powinnam się wypowiadać, ale przydługie szkice psychologiczne postaci są tam dla mnie po prostu nie do przebrnięcia.
Nawiązując do Edgara Allana Poe- czytałam parę jego opowiadań, wywarły na mnie pewne wrażenie, ale wrażenie podobne do dzieł Lovecrafta- twórczość obydwóch jest twórczością nie tyle horrorystyczną (określenie horroru we współczesnym świecie za bardzo kojarzy się z zombie apokalipsami i napisami tworzonymi wszelakimi posokami na ścianach), co przerażająco mroczną i ciężką alternatywą życia na pograniczu światów..które oddziela tylko bardzo cieniutka linia. Ich utwory nie tyle straszą, co zasiewają w duszy ziarno niepokoju, którego zdecydowanie trudniej jest się pozbyć niż strachu, który mija po zaświeceniu światła.
Artykuł zwrócił moją uwagę po pierwsze z racji tego, że jestem zarówno fanką horrorów jak i fanką Kinga.
Od paru dni zagłębiam się w "To" i jestem w połowie. Muszę jednak zaznaczyć, że obecne czytanie jest już 3 podejściem do tego klasycznego już tomiszcza. Dopiero za tym trzecim razem udało mi się dobrze 'wgryźć' w opowieść.
Po przebrnięciu przez pierwszą setkę stron,...
"Smętarz dla zwierzaków" to lektura taka, że czapki z głów? Powieść zainspirowana opowiadaniem Bradbury'ego "Posłaniec". Pomysł w sam raz na opowiadanie i opowiadanie Bradbury'ego zrobiło na mnie ważenie, tymczasem King rozwlekł to tak, że więcej tu było nudy niż strachu.
"Smętarz dla zwierzaków" to lektura taka, że czapki z głów? Powieść zainspirowana opowiadaniem Bradbury'ego "Posłaniec". Pomysł w sam raz na opowiadanie i opowiadanie Bradbury'ego zrobiło na mnie ważenie, tymczasem King rozwlekł to tak, że więcej tu było nudy niż strachu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Przepraszam, a co takiego oryginalnego jest w fabule "Domu z liści"? "Historia pewnego domu, który kryje w sobie jakiś inny wymiar – trudno to precyzyjnie określić: w każdym razie w budynku otwierają się przestrzenie urągające wszelkiej naszej fizycznej wiedzy i zdrowemu rozsądkowi"? Shirley Jackson napisała już taką książkę w 1959 roku, nazywała się "Nawiedzony dom na wzgórzu". Stephen King też nie raz poruszał tematy geometrii nieeuklidesowej. Nie mówiąc już o tym, że mistrzem dziwnych, urągających umysłowi krajobrazów był H.P. Lovecraft, który w tym felietonie jakoś zaginął.
Ja wiem, że nie da się wyczerpać tematu horroru w tak krótkim artykule, ale ten tekst jest, no cóż... pobieżny do bólu.
Przepraszam, a co takiego oryginalnego jest w fabule "Domu z liści"? "Historia pewnego domu, który kryje w sobie jakiś inny wymiar – trudno to precyzyjnie określić: w każdym razie w budynku otwierają się przestrzenie urągające wszelkiej naszej fizycznej wiedzy i zdrowemu rozsądkowi"? Shirley Jackson napisała już taką książkę w 1959 roku, nazywała się "Nawiedzony dom na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie zgadzam się z opinią autora na temat powieści "To". Być może rzeczywiście dzisiaj nie jest ona taka straszna, ale autor nie wziął chyba pod uwagę, że pierwsze wydanie miało miejsce ponad 30 lat temu! Czytałem ją zapewne niedługo po tym wydaniu i zapamiętałem jako świetną książkę (a pamięć długotrwałą mam raczej słabą). Obecnie w zalewie kinowych potworów, dziwnych domów, kosmitów itp. trudno o zadziwienie/przestraszenie czytelnika, ale kiedyś ta książka naprawdę "dawała radę". Przyznam, że nie czytałem ponownie tej powieści, bo rzadko daję się skusić na to co modne (książka wróciła do łask wraz z promocją filmu), ale od czasu do czasu przeczytam coś nowego Kinga i moim zdaniem cały czas pisze świetne książki (np. "Mroczna wieża"), co wielu autorom horrorów i nie tylko jakoś się nie udaje. Najlepszym przykładem wspomniany w komentarzach Masterton - pierwsze jego książki "połykałem" momentalnie, ale im dalej tym gorzej (np. "Bazyliszek").
Nie zgadzam się z opinią autora na temat powieści "To". Być może rzeczywiście dzisiaj nie jest ona taka straszna, ale autor nie wziął chyba pod uwagę, że pierwsze wydanie miało miejsce ponad 30 lat temu! Czytałem ją zapewne niedługo po tym wydaniu i zapamiętałem jako świetną książkę (a pamięć długotrwałą mam raczej słabą). Obecnie w zalewie kinowych potworów, dziwnych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWedług mnie "To" nie jest stricte horrorem. To dramat-obyczajowy z elementami grozy. Książka jest świetna. Kinga nie powinno się szufladkować. Zresztą nikogo nie powinno :P Gatunek literacki to rzecz płynna i nie zawsze da się jej przypiąć metkę.
Według mnie "To" nie jest stricte horrorem. To dramat-obyczajowy z elementami grozy. Książka jest świetna. Kinga nie powinno się szufladkować. Zresztą nikogo nie powinno :P Gatunek literacki to rzecz płynna i nie zawsze da się jej przypiąć metkę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNo właśnie ja mam podobnie z Tym - czytałam ją za dzieciaka, i zapamiętałam bardzo dobrze. A teraz się zastanawiam, czy warto by ją odswieżyć i zobaczyć, czy wytrzymała próbe czasu ;)
No właśnie ja mam podobnie z Tym - czytałam ją za dzieciaka, i zapamiętałam bardzo dobrze. A teraz się zastanawiam, czy warto by ją odswieżyć i zobaczyć, czy wytrzymała próbe czasu ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoże,ktoś wie .Czy Masterton wróci do Wojowników Nocy ?
Może,ktoś wie .Czy Masterton wróci do Wojowników Nocy ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wy tu tylko o Kingu, który obraca się w jednym gatunku - horroru.
My kochamy Kinga za to jak kompletnym i wszechstronnym jest pisarzem.
Łączy w sobie wszystkie gatunki. Grozy, romansu, powieści obyczajowej.
Dla mnie King zawsze wychodził poza wszelkie ramy.
Jest niesamowity.
Nudne opisy bohaterów?
Właśnie to jest jego najmocniejszy punkt.
Portrety psychologiczne. Jest piekielne precyzyjny, zna się na ludziach, na życiu.
Wy tu tylko o Kingu, który obraca się w jednym gatunku - horroru.
My kochamy Kinga za to jak kompletnym i wszechstronnym jest pisarzem.
Łączy w sobie wszystkie gatunki. Grozy, romansu, powieści obyczajowej.
Dla mnie King zawsze wychodził poza wszelkie ramy.
Jest niesamowity.
Nudne opisy bohaterów?
Właśnie to jest jego najmocniejszy punkt.
Portrety psychologiczne. Jest...
Kompletnym i wszechstronnym? To trochę przegięcie.
Sam przeczytałem w całości tylko jedną książkę King'a i tylko dlatego, że pewna koleżanka bardzo mi ją polecała. Samo doświadczenie było w porządku, nawet mnie lektura wciągnęła, ale jednocześnie wynudziła i nie zachęciła po zagłębienie się w jego twórczość bardziej.
Jego książki nie są bardzo zróżnicowane. Są bardzo dobrze i prawidłowo napisane, pod względem warsztatowym nie można im niczego zarzucić, też jego tworzenie postaci jest dopracowane i tła psychologicznie dobrze wyważone. Jednak, daje to wszystko poczucie pewnej sterylności. King nie wypływa w swojej fabule na nieznane wody, nie daje się porwać swojej wyobraźni. Wszystko jest idealnie zaplanowane i przemyślane. Brakuje mu tej cząstki artystycznego szaleństwa, tego co daje gorąco literackiemu ogniu, a jego ogień nie parzy, pomimo, że przyjemnie się na niego patrzy jak na włączony sztuczny kominek.
Jest to niewyobrażalnie oczytany i światowy człowiek, ale może przez ten nawał obcych pomysłów, jego własny autorski umysł zgubił gdzieś tę nieprzewidywalność, artyzm.
Nie ma nic złego w lubieniu jego prozy czy w nielubieniu. Ja go nie lubię dlatego, że nie potrafi mnie porwać w swój wykreowany świat, nie umożliwia mi wejścia w bohaterów jego książek.
I ten sztuczny ogień widać również w filmach jakie wyreżyserował na podstawie swoich książek. Są nudne, ich bohaterowie są jednowymiarowi, fabuła wlecze się jak flaki na ziemi wydobyte z jakiegoś potwora. To wszystko na pewno bardzo sprawnie działa w jego reżyserskim umyśle, ale nie działa na ekranie.
Kompletnym i wszechstronnym? To trochę przegięcie.
Sam przeczytałem w całości tylko jedną książkę King'a i tylko dlatego, że pewna koleżanka bardzo mi ją polecała. Samo doświadczenie było w porządku, nawet mnie lektura wciągnęła, ale jednocześnie wynudziła i nie zachęciła po zagłębienie się w jego twórczość bardziej.
Jego książki nie są bardzo zróżnicowane. Są bardzo...
Nie daje się porwać wyobraźni? Na nieznane wody?
Większej bzdury nie przeczytałem.
Nie będę podawał przykładów.
Przeczytałem wszystkie jego książki więc dalsza konwersacja z Tobą nie ma sensu.
Nie daje się porwać wyobraźni? Na nieznane wody?
Większej bzdury nie przeczytałem.
Nie będę podawał przykładów.
Przeczytałem wszystkie jego książki więc dalsza konwersacja z Tobą nie ma sensu.
Akurat skupiłeś się na dwóch mniej znaczących aspektach mojego wywodu, ale w porządku.
Nie musisz podawać przykładów. My się oboje nie przekonamy do swoich racji, nasza dyskusja to tylko rozrywka dla osób trzecich, które będą to czytać.
Ja przez King'a nie potrafię przebrnąć. Pierwsze kilkadziesiąt stron i przepraszam, ale wysiadam. Wszystko jest takie samo, wszystko zlewa się w jedno, ciężko odróżnić jedną książkę od drugiej. Jego książki są popularne, nie dlatego, że są wyśmienicie artystyczne, ale dlatego, że on je napisał. Książki swojego autora.
Akurat skupiłeś się na dwóch mniej znaczących aspektach mojego wywodu, ale w porządku.
Nie musisz podawać przykładów. My się oboje nie przekonamy do swoich racji, nasza dyskusja to tylko rozrywka dla osób trzecich, które będą to czytać.
Ja przez King'a nie potrafię przebrnąć. Pierwsze kilkadziesiąt stron i przepraszam, ale wysiadam. Wszystko jest takie samo, wszystko zlewa...
Dla mnie największym atutem Kinga jest to, że jego protagoniści, a także postaci-tło są autentyczne, ludzkie. Czytając książkę jego autorstwa z łatwością sobie wszystko wizualizuję. Poza tym do tej pory pamiętam wielu z nich - bohaterów - takimi jakimi wydawali się być i płynąć przez fabułę w mojej głowie. Chociaż odtworzyć przebiegu wydarzeń nie byłabym w stanie. Tego samego nie mogę powiedzieć o 90% innych książek z nurtu popkultury.
King to nie tylko rejony grozy. To mistrz obyczaju. Którego niestety nie urodził za wiele. Ale każdemu zrażonemu zanim wyrobi sobie do końca opinię o nim polecam sięgnąć po "Ciało" (ze zbioru "Cztery pory roku"), czy chociażby po opowiadanie "Serca Atlantydów". Jego proza to coś więcej niż straszaki.
I przede wszystkim ukradł mi serce trafnymi spostrzeżeniami, od których może nie dostałam oświecenia, ale potrafił je tak przyprawić słowami, że chylę czoła.
Jego książki są popularne dlatego, że on je napisał? Oczywiście. Ale on sam sobie tą popularność uzbierał. Więc to uczciwy deal. A popularne nie jest synonimem dobre. Czytelnicy potrafią ocenić czy coś im się podoba, czy też nie i nie jest to zdeterminowane autorem. Jako fanka Kinga z czystym sumieniem mogę napisać, że Śpiące królewny są według mnie porażką. Outsider przeciętny. Uniesienie nie wiem czy powinno być wydane jako samodzielna rzecz.
Jednak nie umniejsza to innym pozycjom spod jego pióra.
Każdy pisarz może poszczycić się lepszymi i gorszymi tworami. Nawet ci najbardziej "ambitni".
Dla mnie największym atutem Kinga jest to, że jego protagoniści, a także postaci-tło są autentyczne, ludzkie. Czytając książkę jego autorstwa z łatwością sobie wszystko wizualizuję. Poza tym do tej pory pamiętam wielu z nich - bohaterów - takimi jakimi wydawali się być i płynąć przez fabułę w mojej głowie. Chociaż odtworzyć przebiegu wydarzeń nie byłabym w stanie. Tego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMnie też King nudzi. Kiedyś był jednym z moich ulubionych pisarzy. Podobało mi się, że w jego książkach można znaleźć trochę horroru, trochę dramatu czy trochę dreszczowca. Jednak w miarę mojej czytelniczej podróży stwierdziłam, że to "trochę" to za mało. Nie jest on dla mnie mistrzem w żadnej kategorii. Tak samo miałam jak za dzieciaka uwielbiałam "Harrego Pottera" i uważałam tę książkę za szczyt książek fantasy. Tylko po prostu nie znałam innych powieści tego gatunku. "Harry Potter" spadł więc z piedestału jak przeczytałam "Władcę pierścieni". Tak King jest już pisarskim celebrytą i czasem mam wrażenie, że nikt się nie zastanawia na ile nowatorskie są jego książki.
Mnie też King nudzi. Kiedyś był jednym z moich ulubionych pisarzy. Podobało mi się, że w jego książkach można znaleźć trochę horroru, trochę dramatu czy trochę dreszczowca. Jednak w miarę mojej czytelniczej podróży stwierdziłam, że to "trochę" to za mało. Nie jest on dla mnie mistrzem w żadnej kategorii. Tak samo miałam jak za dzieciaka uwielbiałam "Harrego Pottera" i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFormalne eksperymenty z reguły kryją nędzę fabularną ale mogę się mylić.
Formalne eksperymenty z reguły kryją nędzę fabularną ale mogę się mylić.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPowieść "Dom z liści" jest świetna, chociaż niekoniecznie bym ją horrorem nazywał. To raczej miedzygatunkowy, eksperymentalny miks, w którym oczywiście horror też ma swoje znaczące miejsce. Jeśli ograniczyć współczesny horror do Kinga czy popularnego u nas Mastertona to faktycznie można odnieść wrażenie, że jest martwy i już nic nas w nim nie zaskoczy. Ale to nieprawda, bo horror ma się świetnie dzięki pisarzom łamiącym schematy jak np. Thomas Ligotti czy nasz rodzimy Wojciech Gunia. Szczególnie tych dwóch pisarzy polecam autorowi tekstu, bo w ich opowiadaniach można odnaleźć sporo z tego klimatu, który tak zachwycił go u Danielewskiego. Poza tym najbardziej godna uwagi polska książka grozy ostatnich lat: "Czarny Bóg" Marcina Wrońskiego, jako dopełnienie mojej tezy, że horror nie umarł i ma się dobrze. Gorąco polecam.
Powieść "Dom z liści" jest świetna, chociaż niekoniecznie bym ją horrorem nazywał. To raczej miedzygatunkowy, eksperymentalny miks, w którym oczywiście horror też ma swoje znaczące miejsce. Jeśli ograniczyć współczesny horror do Kinga czy popularnego u nas Mastertona to faktycznie można odnieść wrażenie, że jest martwy i już nic nas w nim nie zaskoczy. Ale to nieprawda, bo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKrzysztofa Wrońskiego :)
Krzysztofa Wrońskiego :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBardzo podoba mi się powyższy artykuł. Lubię czytać Kinga i o Kingu. To prawdziwy mistrz. Jego książki są napisane bardzo dobrym i poprawnym językiem, dlatego czyta się je tak lekko (chyba że są źle przetłumaczone). Dostarczają dużo emocji (smutek, żal, strach, przerażenie, etc.) i super rozrywkę w tym ponurym i przewidywalnym świecie. Po przeczytaniu strach mija, a racjonalne myślenie mówi nam, że to kolejna zmyślona historia, która nie może się zdarzyć. Podziwiam go za to, że napisał tyle książek (kilkadziesiąt) i opowiadań, a każda ma praktycznie inną fabułę. Nie znam takiego drugiego pisarza. U większości komercyjnych pisarzy kiedy czyta się następną książkę autora nie pamięta się już o czym była poprzednia np. Child, Coben, Link, ..., a nawet Grisham. Kiedy spojrzy się na okładkę książki Kinga nawet po 20 latach dobrze się pamięta o czym była.
Bardzo podoba mi się powyższy artykuł. Lubię czytać Kinga i o Kingu. To prawdziwy mistrz. Jego książki są napisane bardzo dobrym i poprawnym językiem, dlatego czyta się je tak lekko (chyba że są źle przetłumaczone). Dostarczają dużo emocji (smutek, żal, strach, przerażenie, etc.) i super rozrywkę w tym ponurym i przewidywalnym świecie. Po przeczytaniu strach mija, a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mam dokładnie tak samo.
Dlatego King pozostaje dla mnie wciąż numerem 1.
Za to wszystko o czym napisałaś.
Z jednym małym wyjątkiem. Czasami ten strach pozostaje ze mną na dłużej.
Ale nigdy nie sięgałem po Kinga po to "żeby się bać". Może przy okazji, żeby poczuć dreszczyk emocji.
Bo w przeciwieństwie do większości pisarzy jest on nieprzewidywalny. (Oczywiście nie we wszystkich powieściach).
Mam dokładnie tak samo.
Dlatego King pozostaje dla mnie wciąż numerem 1.
Za to wszystko o czym napisałaś.
Z jednym małym wyjątkiem. Czasami ten strach pozostaje ze mną na dłużej.
Ale nigdy nie sięgałem po Kinga po to "żeby się bać". Może przy okazji, żeby poczuć dreszczyk emocji.
Bo w przeciwieństwie do większości pisarzy jest on nieprzewidywalny. (Oczywiście nie we...
Drogi autorze pańskie dywagacje jako żywo przypominają mi lamenty fanów Pink Floyd czy Genesis, że prawdziwa muzyka dawno temu się skończyła. Horror to jeden z moich ulubionych gatunków ale nigdy nie oczekiwałam że będzie mnie straszył. W horrorze liczy się dla mnie przeżycie metafizyczne, spotkanie z niepojętym. Dlatego też nie uważam historii z psychopatami za horrory bo psychopaci to właśnie przerażająca rzeczywistość. Co do autorów to moim absolutnymi liderem jest Paul F Wilson. Facet nie eksperymentuje ale tradycyjnymi środkami opowiada niesamowicie wciągające historie. Niestety tylko kilka jego książek przetłumaczono na polski. Ciekawe dlaczego?
Drogi autorze pańskie dywagacje jako żywo przypominają mi lamenty fanów Pink Floyd czy Genesis, że prawdziwa muzyka dawno temu się skończyła. Horror to jeden z moich ulubionych gatunków ale nigdy nie oczekiwałam że będzie mnie straszył. W horrorze liczy się dla mnie przeżycie metafizyczne, spotkanie z niepojętym. Dlatego też nie uważam historii z psychopatami za horrory bo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejHorror skończył się na Kill 'Em All. ;)
Horror skończył się na Kill 'Em All. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPozwolę sobie skorygować - detektyw stworzony przez pana Poe na nazwisko ma Dupin, nie Dupont.
Pozwolę sobie skorygować - detektyw stworzony przez pana Poe na nazwisko ma Dupin, nie Dupont.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
A dla mnie Król jest tylko jeden. Stephen King. Czytałem wielu pisarzy. Jeśli chodzi o ten gatunek, jak zresztą inne, Król grozy nie ma sobie równych. Chociaż oczywiście zdarzyły mu się słabsze pozycje.
W jego twórczość trzeba się wczuć.
Pozdrawiam wszystkich fanów autora!
A dla mnie Król jest tylko jeden. Stephen King. Czytałem wielu pisarzy. Jeśli chodzi o ten gatunek, jak zresztą inne, Król grozy nie ma sobie równych. Chociaż oczywiście zdarzyły mu się słabsze pozycje.
W jego twórczość trzeba się wczuć.
Pozdrawiam wszystkich fanów autora!
Król jest tylko jeden i jest nim - a raczej był - Howard Philips Lovecraft. Myślę, że sam King by się z tym zgodził.
Król jest tylko jeden i jest nim - a raczej był - Howard Philips Lovecraft. Myślę, że sam King by się z tym zgodził.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCo do Kinga,to bywało.Że,miałem złe doświadczenia/
Co do Kinga,to bywało.Że,miałem złe doświadczenia/
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
King to dno literatury. "Straszne" u Kinga oznacza: obsceniczne, perwersyjne, obrzydliwe, idiotyczne. Całkowity brak wyrafinowania, kunsztu, tylko pozbawiona wartości, komercyjna papka dla rzeszy dzbanów, która nigdy nie wykształci wewnątrz swych czaszek tzw. mózgu i nigdy nie wyjdą poza tanią, łatwą w odbiorze beletrystykę.
Pozdrawiam serdecznie 😚
King to dno literatury. "Straszne" u Kinga oznacza: obsceniczne, perwersyjne, obrzydliwe, idiotyczne. Całkowity brak wyrafinowania, kunsztu, tylko pozbawiona wartości, komercyjna papka dla rzeszy dzbanów, która nigdy nie wykształci wewnątrz swych czaszek tzw. mózgu i nigdy nie wyjdą poza tanią, łatwą w odbiorze beletrystykę.
Pozdrawiam serdecznie 😚
A mi się wydaje, że to właśnie Ciebie twórczość Kinga przerasta skoro nie potrafisz jej docenić.
Zero konstruktywnych argumentów, tylko jakieś populistyczne określenia.
A mi się wydaje, że to właśnie Ciebie twórczość Kinga przerasta skoro nie potrafisz jej docenić.
Zero konstruktywnych argumentów, tylko jakieś populistyczne określenia.
Nie potrzebuję konstruktywnych argumentów, żeby przekonywać ludzi, że King jest słaby, bo mam punkty odniesienia w postaci Lovecrafta czy właśnie Poego, których opowiadania stoją na znacznie wyższym poziomie od Kinga. Nie widzę potrzeby przekonywania do wniosków, do których wysunięcia potrzeba jedynie przeczytać książkę jakiegoś mądrzejszego autora - dla porównania.
Całkiem zrozumiałe jest dla mnie, że chłopstwu się King podoba, bo to po prostu łatwa, chwytliwa literatura, tak jak disco polo jest łatwą, chwytliwą muzyką.
Pozdrawiam :)
Nie potrzebuję konstruktywnych argumentów, żeby przekonywać ludzi, że King jest słaby, bo mam punkty odniesienia w postaci Lovecrafta czy właśnie Poego, których opowiadania stoją na znacznie wyższym poziomie od Kinga. Nie widzę potrzeby przekonywania do wniosków, do których wysunięcia potrzeba jedynie przeczytać książkę jakiegoś mądrzejszego autora - dla porównania.
Całkiem...
Kolega chyba nigdy nie czytał nic naprawdę perwersyjnego. Polecam Edwarda Lee!
Kolega chyba nigdy nie czytał nic naprawdę perwersyjnego. Polecam Edwarda Lee!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Indywiduum
.
Nie potrzebuję konstruktywnych argumentów, żeby przekonywać ludzi...
No, interesujący patent na dyskusję. Grubo, naprawdę grubo.
@Indywiduum
.
Nie potrzebuję konstruktywnych argumentów, żeby przekonywać ludzi...
No, interesujący patent na dyskusję. Grubo, naprawdę grubo.
Śmieszny mnie wasz ton takich mega "wykształconych" ludzi. King jest dla kogoś słaby to jest, poprostu. Po co o tym dyskutować?🙃
Śmieszny mnie wasz ton takich mega "wykształconych" ludzi. King jest dla kogoś słaby to jest, poprostu. Po co o tym dyskutować?🙃
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA ja się zgadzam z wypowiedzią Indywiduum. Nie przepadam za Kingiem. Wiele jego książek jest śmiertelnie nudna. Przez połowę książki potrafią ciągnąć się opisy bohaterów i wspominki, które są maksymalnie nudne. Uważam że Horror ma być straszny, ma mieć duszną, mroczną atmosferę i ma trzymać w ciągłym napięciu. U Kinga często jest ciężko o napięcie, gdzie przez połowę książki nie dzieje się nic ciekawego. Już wolę poczytać dowolnego zakapiora klasy B pokroju Mastertona, Lee, Saula i reszty autorów. Żeby nie było że tylko krytykuję. Niektóre książki Kinga mi się podobały. Podpalaczka, Desperacja, Miasteczko Salem, Carrie. Ale ogólnie to za Kingiem nie przepadam
A ja się zgadzam z wypowiedzią Indywiduum. Nie przepadam za Kingiem. Wiele jego książek jest śmiertelnie nudna. Przez połowę książki potrafią ciągnąć się opisy bohaterów i wspominki, które są maksymalnie nudne. Uważam że Horror ma być straszny, ma mieć duszną, mroczną atmosferę i ma trzymać w ciągłym napięciu. U Kinga często jest ciężko o napięcie, gdzie przez połowę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Ksiądz
Polecam czytanie ze zrozumieniem. Nie potrzebuję przekonywać konstruktywnymi argumentami do OPINII. Subiektywnej opinii, którą wyrażam, a nie wciskam innym na siłę. Konstruktywne argumenty przydają się w dyskusji na temat teorii, nauki itd, a nie tego, co kto lubi.
PS
Czy jak napiszę, że nie lubię ziemniaków i że np. uważam je za największy podmiot kulinarny, to też muszę przedstawić konstruktywne argumenty?
@Ksiądz
Polecam czytanie ze zrozumieniem. Nie potrzebuję przekonywać konstruktywnymi argumentami do OPINII. Subiektywnej opinii, którą wyrażam, a nie wciskam innym na siłę. Konstruktywne argumenty przydają się w dyskusji na temat teorii, nauki itd, a nie tego, co kto lubi.
PS
Czy jak napiszę, że nie lubię ziemniaków i że np. uważam je za największy podmiot kulinarny, to...
Podsumowujac najsmutniejsza postac tego tekstu to ukryta : "Indywiduum" inteligentna/Y niesamowite wyczucie stylu itd....ale zbierajac to wszystko do "kupy" zostalo tylko "pisanie"..ale ale tylko komentarze na forum i ocenianie kogos komu mozesz co najwyzej zrobic herbatke :)
Podsumowujac najsmutniejsza postac tego tekstu to ukryta : "Indywiduum" inteligentna/Y niesamowite wyczucie stylu itd....ale zbierajac to wszystko do "kupy" zostalo tylko "pisanie"..ale ale tylko komentarze na forum i ocenianie kogos komu mozesz co najwyzej zrobic herbatke :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Indywiduum
Czytam jak najbardziej ze zrozumieniem i nie sądzę żebym w twoim krótkim tekście musiał dopatrywać się jakiś ukrytych treści między wierszami.
Stosując Twoje podejście, mogę równie dobrze napisać, że wg. mojej subiektywnej OPINII nie potrzebuję żadnych konstruktywnych argumentów aby Cię przekonać, że twórczość Poego jest do bani bo przykładowo trąci myszką.
@Indywiduum
Czytam jak najbardziej ze zrozumieniem i nie sądzę żebym w twoim krótkim tekście musiał dopatrywać się jakiś ukrytych treści między wierszami.
Stosując Twoje podejście, mogę równie dobrze napisać, że wg. mojej subiektywnej OPINII nie potrzebuję żadnych konstruktywnych argumentów aby Cię przekonać, że twórczość Poego jest do bani bo przykładowo trąci myszką.
Lovecraft lepszy od Kinga???
Od razu zaznaczę, że obu znam dość pobieżnie, z nielicznych tylko dzieł i fanką żadnego z nich nie jestem, ale...
King jest niezaprzeczalnie bardzo sprawnym rzemieślnikiem, a niekiedy udaje mu się napisać coś o poziom wyżej niż tylko robota rzemieślnicza. Tworzy wiarygodnych psychologicznie bohaterów i niejednokrotnie udaje mu się nieco poznęcać nad psychiką czytelnika.
Lovecraft z kolei... nie rozumiem zachwytów. Zupełnie nie rozumiem. Nie radzący sobie ze światem mizogin, rasista, ksenofob, szowinista i długo by jeszcze wymieniać, ewidentnie psychiczny, niewykluczone, że cierpiący na jakieś urojenia, przelewał na papier swoje koszmary i obsesje, w tym, a jakże, sporo tych klasycznych dla horroru obrzydliwości, śluzowatych, glutowatych, mackowatych, generalnie wszystkiego, co teraz oglądamy w horrorach najniższej klasy. Rozumiem, że ma to pewną wartość historyczną. Gdyby nie Lovecraft, wielu tych mackowatości byśmy nie mieli, on je stworzył, a wielu po nim z jego pomysłów czerpało. I fajnie, miejsca w historii gatunku mu nie odmawiam. Ale same te jego dzieła wydają mi się bardzo słabe, niewiarygodne, niestraszne nawet, a to w przypadku literatury grozy najgorsze chyba, co może się czytelnikowi przydarzyć. W przerwach pomiędzy obrzydliwością, tak opisów wydzielin, jak i osób obcych bohaterowi, a obrzydzeniem jakie mnie ogarniało przy każdym wyzierającym z tekstu osobistym poglądzie autora, wiało mi tam po prostu okropną nudą. Literacko mnie do siebie nie przekonał. Ot, historyczna ciekawostka, zabytek i źródło dla dzieł późniejszych, ale samo w sobie - paskudztwo nie lepsze niż dzisiejsze filmy.
Lovecraft lepszy od Kinga???
Od razu zaznaczę, że obu znam dość pobieżnie, z nielicznych tylko dzieł i fanką żadnego z nich nie jestem, ale...
King jest niezaprzeczalnie bardzo sprawnym rzemieślnikiem, a niekiedy udaje mu się napisać coś o poziom wyżej niż tylko robota rzemieślnicza. Tworzy wiarygodnych psychologicznie bohaterów i niejednokrotnie udaje mu się nieco poznęcać...
@Indywiduum. Stephena Kinga możesz nie lubić (lub po prostu nie rozumieć) ale przy tej okazji może nie obrażaj ludzi czytających/lubiących tego autora. "Dzbany" i na dobitkę fragment o "niewykształceniu mózgu". Ho ho... nie ma co "błysnąłeś". A skoro już sięgasz po tak "wyszukane" określenia jak "dzban" to polecam w wolnej chwili zajrzeć do słownika i znaleźć może już trochę zapomniane słowo "szacunek". Nie mierz wszystkich swoją miarą tzn. miareczką.
@Indywiduum. Stephena Kinga możesz nie lubić (lub po prostu nie rozumieć) ale przy tej okazji może nie obrażaj ludzi czytających/lubiących tego autora. "Dzbany" i na dobitkę fragment o "niewykształceniu mózgu". Ho ho... nie ma co "błysnąłeś". A skoro już sięgasz po tak "wyszukane" określenia jak "dzban" to polecam w wolnej chwili zajrzeć do słownika i znaleźć może już...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@ReaderX
Popieram w całej rozciągłości. Ja szczerze mówiąc wyrosłem już z Kinga, nie czytam jego nowych powieści (najczęściej kończy się to na próbach), rzadko wracam do książek tego autora, które czytałem lata temu.
Nie uważam jednak za stosowne obrażać ludzi, którzy cenią jego twórczość albo najzwyczajniej traktują ją jako świetną rozrywkę (którą niewątpliwie jest). Po prostu: de gustibus non est disputandum.
@ReaderX
Popieram w całej rozciągłości. Ja szczerze mówiąc wyrosłem już z Kinga, nie czytam jego nowych powieści (najczęściej kończy się to na próbach), rzadko wracam do książek tego autora, które czytałem lata temu.
Nie uważam jednak za stosowne obrażać ludzi, którzy cenią jego twórczość albo najzwyczajniej traktują ją jako świetną rozrywkę (którą niewątpliwie jest). Po...
Czy może,przegapiłem.Ktoś może,coś powie o Frankensteinie ?
Czy może,przegapiłem.Ktoś może,coś powie o Frankensteinie ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@filozof
"Frankenstein" NIE JEST horrorem. O horror mogą ocierać się dzieła nim inspirowane, ale oryginał nie należy do tego gatunku, nie ma z nim nawet wiele wspólnego, stąd nie ma dla niego miejsca w tej dyskusji.
@filozof
"Frankenstein" NIE JEST horrorem. O horror mogą ocierać się dzieła nim inspirowane, ale oryginał nie należy do tego gatunku, nie ma z nim nawet wiele wspólnego, stąd nie ma dla niego miejsca w tej dyskusji.
W bibluotece Sarnaki,są stare fajne horrory.Z lat 80 i 90.
W bibluotece Sarnaki,są stare fajne horrory.Z lat 80 i 90.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nie zgadzam się z diagnozą, że lekarstwem dla horroru jest ścieżka „Domu z liści”. Przyznaję, ze „Domu z liści” nie przeczytałem do końca, nie chce mi się, chronicznie nie cierpię przerostu formy nad treścią, czego modelowym przykładem jest ta książka. Stoi u mnie na półce, bardzo ładne wydanie, może kiedyś po nie jeszcze sięgnę, ale na razie szkoda mi czasu. Ewentualnie pójdzie do biblioteki.
Nie rozumiem też, dlaczego niby „To” miałoby być fundamentalną książką gatunku, raczej dowodzi to fundamentalnie pobieżnej znajomości tematu. Albo doboru materiału do z góry założonej teorii, choć to byłoby nieładnie. Akurat „To” zostało ostatnio wypromowane przez film i może stąd się wzięła ta cudaczna koncepcja o „fundamentalności”. „To” jest średnim poziomem stanów średnich bogatego dorobku Kinga. Całkowicie się przy tym zgadzam, że orgietka w kanałach jest głęboko niesmaczna i bardzo zepsuła mi odbiór tej przeciętnej książki. Ale sam King ma w dorobku wiele lepszych powieści niż „To” jak: „Smętarz dla zwierzaków”, „Carrie”, „Bastion”, „Lśnienie”, „Misery”, „Rose Madder”, „Dallas”, Pod kopułą”, „Joyland”, czy „Sklepik z marzeniami”.
A ja i tak za najlepsze horrory współczesnej prozy uważam „Terror” i „Trupią otuchę” Simmonsa.
Horror nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale czasem po niego sięgam. Faktem jest, że został ostatnio trochę sprofanowany przez harlequiny o wampirach dla dorastającej młodzieży. Jednakowoż pseudoartystyczny bełkot, z którego mędrcy będą wygrzebywać tajemne mądrości, to nie jest propozycja dla mnie. Mam nadzieję, że horror nie pójdzie tą ścieżką.
Nie zgadzam się z diagnozą, że lekarstwem dla horroru jest ścieżka „Domu z liści”. Przyznaję, ze „Domu z liści” nie przeczytałem do końca, nie chce mi się, chronicznie nie cierpię przerostu formy nad treścią, czego modelowym przykładem jest ta książka. Stoi u mnie na półce, bardzo ładne wydanie, może kiedyś po nie jeszcze sięgnę, ale na razie szkoda mi czasu. Ewentualnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSimmons? O tak!!! Te dwie wymienione przez Ciebie pozycje niewątpliwie zasługują na wyróżnienie.
Simmons? O tak!!! Te dwie wymienione przez Ciebie pozycje niewątpliwie zasługują na wyróżnienie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Poego szanuję za dorobek artystyczny jednak tak naprawdę jakoś do końca nie mogę się do niego przekonać. Ze współczesnych pisarzy powieści grozy za mistrza uważam Stephena Kinga, który umiejętnie potrafi utrzymać ten swoisty literacki "mrok", dużą dozę niepewności, połączoną z subtelnością często przerażających szczegółów, które "wychodzą" wraz z kolejnymi przeczytanymi stronami. Współczesna powieść grozy uległa trochę swoistej komercjalizacji a nazwę "horror" przypisywać się nawet zaczęło jakimś pseudo-wampirzym romansidłom, czy nawet kreskówkom. Zgadzam się w 100% z autorem, że "to dla horroru tak, jakby ktoś wszedł na jego grób i nań nasikał". Sam nie ująłbym tego lepiej.
Poe był artystą, Stephen King jest mistrzem jeśli chodzi o bycie rzemieślnikiem ale myślę, że i jemu nie można odmówić pewnej formy współczesnego artyzmu jeśli chodzi np. o szczegóły, o umiejętność płynnego "przechodzenia" między różnymi wątkami powieści ale także nienachalnej narracji. Umiejętności te myślę, że wykraczają poza samo słowo "rzemieślnik".
To tyle tytułem wstępu. Chciałbym zwrócić uwagę na brak jednej osoby w tym zestawieniu Poe-King a mianowicie brakuje mi tutaj H.P. Lovecrafta. Co jak co ale jest to moim zdaniem jeden z najwybitniejszych przedstawicieli powieści grozy. Nie jest może aż takim 'artystą' jak Poe ale czytając jego opowiadania nie sposób nie docenić i nie wyczuć 'mroku' jaki w nich panuje. Nie jest to 'mrok' aż tak oczywisty jak u Poego czy tak rozsądnie dawkowany jak u S.K ale czytając opisy niektórych małych miasteczek czy historii związanych z niektórymi praktykami okultystycznymi...po prostu odnosi się cały czas wrażenie, że kurcze "coś jest nie tak". Przy całym pietyzmie w budowie Klimatu u Lovecrafta można znaleźć też przykłady desperacji, rozdarcia wewnętrznego, trudnych wyborów. Nie ma w tym przesadnej nachalności, sztucznego melodramatyzmu. Po prostu to idealny przykład jak można sprawnie przy zachowaniu "mroku" sprawić, że "czynnik ludzki" może być równie przerażający co zjawiska nadprzyrodzone. Wielu współczesnych autorów z tego korzysta i myślę, że za to Lovecraftowi należy się pewna reklama/promocja z mojej strony oraz miejsce w tym wyżej wymienionym porównaniu.
Poego szanuję za dorobek artystyczny jednak tak naprawdę jakoś do końca nie mogę się do niego przekonać. Ze współczesnych pisarzy powieści grozy za mistrza uważam Stephena Kinga, który umiejętnie potrafi utrzymać ten swoisty literacki "mrok", dużą dozę niepewności, połączoną z subtelnością często przerażających szczegółów, które "wychodzą" wraz z kolejnymi przeczytanymi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Może – snułem dalej te refleksje – może to dlatego, że dziś mamy tyle reportaży, a one są straszniejsze od horrorów? "
Swego czasu, na pytanie kolegi o brak porządnych horrorów produkcji polskiej, odpowiedziałem, że życie tutaj jest wystarczająco straszne
"Może – snułem dalej te refleksje – może to dlatego, że dziś mamy tyle reportaży, a one są straszniejsze od horrorów? "
Swego czasu, na pytanie kolegi o brak porządnych horrorów produkcji polskiej, odpowiedziałem, że życie tutaj jest wystarczająco straszne
"klimaksie" naprawdę? To już zaszło tak daleko? Czemu nie może być szczytowanie, albo punkt kulminacyjny?
Porównanie Poe'go i King'a do siebie nie ma sensu. Poe miał w sobie cząstkę artysty, a King to po prostu bardzo dobry rzemieślnik.
Jestem pewny, że żyje i tworzy dziś autor, który jest prawdziwym kontynuatorem grozy Poe'go. Trzeba tylko poszukać. Taki podgatunek raczej nie ma zbyt dużo fanów, gdyż po prostu taki artyzm w utworach grozy się już tak dobrze nie sprzedaje.
"klimaksie" naprawdę? To już zaszło tak daleko? Czemu nie może być szczytowanie, albo punkt kulminacyjny?
Porównanie Poe'go i King'a do siebie nie ma sensu. Poe miał w sobie cząstkę artysty, a King to po prostu bardzo dobry rzemieślnik.
Jestem pewny, że żyje i tworzy dziś autor, który jest prawdziwym kontynuatorem grozy Poe'go. Trzeba tylko poszukać. Taki podgatunek...
"Szczelina" Józefa Kariki ! Coś nowego, bardzo mrocznego i bez klaunów (których tak się boję, że samo patrzenie na książkę mnie przerażało kilkanaście lat temu, a "To" przeczytałam dopiero 2 lata temu. Dla mnie horror nie umarł. Odradza się na nowo właśnie w takich doskonałych powieściach jak "Szczelina". "Dom z liści" bardzo chętnie przeczytam :)
"Szczelina" Józefa Kariki ! Coś nowego, bardzo mrocznego i bez klaunów (których tak się boję, że samo patrzenie na książkę mnie przerażało kilkanaście lat temu, a "To" przeczytałam dopiero 2 lata temu. Dla mnie horror nie umarł. Odradza się na nowo właśnie w takich doskonałych powieściach jak "Szczelina". "Dom z liści" bardzo chętnie przeczytam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa lubię horrory,mimo.Że wiele się ze mnie śmieje.Lubię strach,przy czytaniu.Kiedyś to Masterton.Dziś Edward Lee.I Radecki.
Ja lubię horrory,mimo.Że wiele się ze mnie śmieje.Lubię strach,przy czytaniu.Kiedyś to Masterton.Dziś Edward Lee.I Radecki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Napiszę tak.
Dla mnie książką, która podziałała na mnie, w trakcie czytania, jak horror (chociaż za horror nie jest uznawana) była rzecz napisana przez J. C. Oates "Tatulo". Trzymała w napięciu jak niejeden horror, opisywała wydarzenia wstrząsające jak niejeden horror, generalnie wydźwięk tej powieści jest niezwykle pesymistyczny czego niejednemu horrorowi brakuje wg. mnie. Czytając tę powieść miałem dziwne przeświadczenie, że w takim kierunku powinno ewoluować pisarstwo "króla horroru", ale wg. mnie niestety nie wyewoluowało.
Ad vocem do: "Groza działa, jak długo nie wiemy, co się kryje w mroku".
Dlatego cenię sobie wśród filmów "Blair Witch Project", bo największe wrażenie robi nie to co wyskakuje zza kadru, ale to co roi się w głowie widza lub czytelnika, który chłonie treść.
Napiszę tak.
Dla mnie książką, która podziałała na mnie, w trakcie czytania, jak horror (chociaż za horror nie jest uznawana) była rzecz napisana przez J. C. Oates "Tatulo". Trzymała w napięciu jak niejeden horror, opisywała wydarzenia wstrząsające jak niejeden horror, generalnie wydźwięk tej powieści jest niezwykle pesymistyczny czego niejednemu horrorowi brakuje wg....
Zapraszam do dyskusji.
Zapraszam do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam