rozwińzwiń

Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3

Okładka książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 autora Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer, 9788382309232
Okładka książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3
Kevin J. AndersonBrian Herbert Wydawnictwo: Non Stop Comics Cykl: Ród Harkonnenów[Non-Stop Comics] (tom 3) komiksy
112 str. 1 godz. 52 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Ród Harkonnenów[Non-Stop Comics] (tom 3)
Tytuł oryginału:
Dune. House Harkonnen, vol. 3
Data wydania:
2025-03-26
Data 1. wyd. pol.:
2025-03-26
Liczba stron:
112
Czas czytania
1 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382309232
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3

Średnia ocen
6,7 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3

avatar
1349
436

Na półkach: ,

Bardzo ważna uwaga dla niewtajemniczonych: książkowo "Ród Atrydów", "Ród Harkonnenów" i "Ród Corrinów" tworzą jedną spójną całość czyli trylogię. W formie komiksów każda z książek jest rozbita na trzy tomy komiksu.

Tą trylogię rysowała i koloryzowała inna grupa ludzi ale tłumaczyła ta sama osoba co "Atrydów". Tutaj rysunki mi bardziej przypadły do gustu bo są bardziej ręczne.

Kontynuujemy przygody z poprzedniej trylogii, na scenę wchodzą nowe postacie. Pętla fabuły powoli się zaciska.

Bardzo ważna uwaga dla niewtajemniczonych: książkowo "Ród Atrydów", "Ród Harkonnenów" i "Ród Corrinów" tworzą jedną spójną całość czyli trylogię. W formie komiksów każda z książek jest rozbita na trzy tomy komiksu.

Tą trylogię rysowała i koloryzowała inna grupa ludzi ale tłumaczyła ta sama osoba co "Atrydów". Tutaj rysunki mi bardziej przypadły do gustu bo są bardziej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
767
210

Na półkach: ,

Jest to zakończenie, które zamyka wątki, które należało zamknąć przed wielki finałem, jakim jest "Diuna". Tłumaczy postawy bohaterów i w tym, co robi jest dobre, bo przecież to co najważniejsze, dopiero ma się pojawić. Mimo wszystko po tym, co zaprezentowano w się "Rodzie Atrydów" spodziewałem się czegoś więcej... jakby autorom zabrakło pomysłów.

Od strony graficznej "Ród Harkonnenów" trzyma poziom.

Jest to zakończenie, które zamyka wątki, które należało zamknąć przed wielki finałem, jakim jest "Diuna". Tłumaczy postawy bohaterów i w tym, co robi jest dobre, bo przecież to co najważniejsze, dopiero ma się pojawić. Mimo wszystko po tym, co zaprezentowano w się "Rodzie Atrydów" spodziewałem się czegoś więcej... jakby autorom zabrakło pomysłów.

Od strony graficznej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
161

Na półkach:

Trzeci tom Rodu Harkonnenów domyka opowieść o wzroście i upadku jednej z najbardziej bezwzględnych dynastii w uniwersum Diuny. Brian Herbert i Kevin J. Anderson wraz z ilustratorami kontynuują mroczne i wciągające śledztwo w psychikę barona Vladimira Harkonnena oraz jego otoczenia.

Ten tom wyróżnia się tym, że pokazuje konsekwencje wcześniejszych decyzji i działań Harkonnenów. Ambicje, zdrady i brutalna polityka w końcu odbijają się echem w życiu wszystkich postaci, a napięcie między rodami osiąga swoje apogeum. Autorzy skutecznie budują dramatyczną atmosferę, pokazując, że każda manipulacja i każdy akt okrucieństwa mają swoje reperkusje.

Warstwa wizualna ponownie robi wrażenie: mroczne i szczegółowe kadry oddają ciężar opowieści, a realistyczne przedstawienie postaci w połączeniu z monumentalnymi, przytłaczającymi krajobrazami Harkonnenów podkreśla skalę ich władzy i deprawacji.

Dla fanów uniwersum Diuny tom trzeci jest satysfakcjonującym zamknięciem trylogii – daje pełniejszy obraz rodu Harkonnenów i pozwala zrozumieć, jak rodowe ambicje kształtowały historię Arrakis. To pozycja ciężka, mroczna, ale i fascynująca, idealna dla tych, którzy cenią polityczne intrygi i psychologiczne portrety postaci.

Trzeci tom Rodu Harkonnenów domyka opowieść o wzroście i upadku jednej z najbardziej bezwzględnych dynastii w uniwersum Diuny. Brian Herbert i Kevin J. Anderson wraz z ilustratorami kontynuują mroczne i wciągające śledztwo w psychikę barona Vladimira Harkonnena oraz jego otoczenia.

Ten tom wyróżnia się tym, że pokazuje konsekwencje wcześniejszych decyzji i działań...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

48 użytkowników ma tytuł Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 na półkach głównych
  • 35
  • 13
26 użytkowników ma tytuł Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 na półkach dodatkowych
  • 10
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Diuna: Ród Corrinów, tom 1 Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 6,9
Diuna: Ród Corrinów, tom 1 Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Zgromadzenie żeńskie z Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 7,2
Zgromadzenie żeńskie z Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna. Ród Corrinów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 7,0
Diuna. Ród Corrinów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna. Ród Atrydów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 7,2
Diuna. Ród Atrydów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 2 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Ocena 6,7
Diuna: Ród Harkonnenów, tom 2 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Okładka książki Księżniczka Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 6,4
Księżniczka Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna Powieść graficzna. Księga 3. Prorok Raúl Allén, Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Frank Herbert, Patricia Martin
Ocena 7,5
Diuna Powieść graficzna. Księga 3. Prorok Raúl Allén, Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Frank Herbert, Patricia Martin
Brian Herbert
Brian Herbert
Pisarz science-fiction, znany głównie jako syn Franka Herberta i kontynuator sagi o Diunie. Mieszka w Waszyngtonie. Brian Herbert napisał powieści Sidney's Comet, Man of Two Worlds (z ojcem) i Sudanna Sudanna. W 2003r. Herbert napisał biografię ojca: Dreamer of Dune: Biografia Frank Herbert. Brian stworzył również zgodności z Uniwersum Diuny na podstawie notatek ojca. Jest najbardziej znany ze współpracy z autorem Kevin J. Anderson, z którym napisał wiele prequeli do ojca landmark 1965, powieści science fiction, o Diune. Duet rozpoczął współpracę trylogią "Preludium do Diuny (1999-2001) i Legends of Dune (2002-2004). Powieści Hunters of Dune (2006) i Sandworms z Dune (2007),według Herberta i Andersona, są w oparciu o konspekt i notatki pozostawione przez Franka Herberta. W 2008 roku Brian i Anderson rozpoczęli publikowanie Heroes of Dune, interquel serii czterech powieści, które mają miejsce między powieści w oryginalnej serii Franka Herberta. Żonaty od 1967 roku, ma trzy córki Julie, Kim i Margaux Beverly. Ma starszą siostrę, Penny oraz młodszego brata. Jego brat, Bruce Calvin Herbert (okulista) zmarł na AIDS w 1999 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D Marc Guggenheim
Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D
Marc Guggenheim Salva Espin
Komiksowe uniwersum „Star Wars” rozwija się w najlepsze. Obecnie ukazuje się kilka osobnych serii i chyba wszystkie z nich cieszą się uznaniem w oczach fanów. Od czasu do czasu pojawiają się też crossovery – wydania łączące i spajające rozproszone wątki, przypominające, że mamy do czynienia z jednym, wielkim światem. Należą do nich „Mroczne droidy”, omawiany album nie jest jednak jego tomem-matką, ale fabułą stojącą obok. Sprawdzę, jak prezentuje się ona w oczach czytelnika, dla którego jest to pierwszy kontakt z tym konkretnym eventem. R2-D2 robi co może, żeby pomóc C-3PO, którego wypaczyła szalejąca w galaktyce i zagrażająca mechanicznemu życiu Plaga. Mały astromech nie może jednak wyruszyć w misję sam, dlatego przystępuje do zbierania drużyny złożonej z innych droidów. Werbowane przez niego maszyny wyróżniają się trudnym charakterem i dość mrocznymi popędami, co ostatecznie może się okazać niezwykle przydatne w konfrontacji z czającym się na ich drodze zagrożeniem. Założenia fabularne całego crossoveru są takie, że tak zwana Plaga spowodowała zmianę zachowania droidów – stały się mordercze, ogarnięte trudną do powstrzymania chęcią buntu przeciwko organicznemu życiu. I tyle w zasadzie wystarczy wiedzieć, bo jakkolwiek początek „Drużyny D” stanowi kontynuację poprzednich wydarzeń, to ich znajomość nie jest potrzebna do zrozumienia zaserwowanej w tym albumie opowieści. Twórcy często starają się konstruować komiksy w taki sposób, by wejście w kolejne tomy przez kogoś „z zewnątrz” było możliwie jak najmniej problematyczne. Tak właśnie dzieje się w tym przypadku. Nie ma co ukrywać – „Drużyna D” jest w znacznej mierze nastawiona na akcję. Ale chyba nikt nie spodziewał się niczego innego, prawda? Najważniejsze jest to, że zawartość tego komiksu okazuje się całkiem angażująca. Nie uświadczymy w nim co prawda zbyt wielu fabularnych zaskoczeń, ale wszystko poprowadzono sprawnie (Guggenheim czuje „Gwiezdne Wojny”, co udowadniał już wcześniej),a opowieść ma kilka sympatycznych elementów. Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu, jest kreatywne odwrócenie ról – droidy są w tym uniwersum zazwyczaj dodatkiem i pełnią określoną, często humorystyczną rolę. Rzadko aż tak mocno wychodzą na pierwszy plan. To dobry ruch, bo potrafią być charyzmatyczne, ciekawe i oczarowywać czytelnika swoją osobowością. Cała ta opowieść ma wyraźnie wyczuwalny przygodowy sznyt – właściwie na całej przestrzeni albumu fabuła poprowadzona jest lekko i z tak zwanym „jajem”, a to doskonale pasuje do charakteru franczyzy. Sytuacji sprzyja fakt, że Guggenheim potrafi nadać opisywanym wydarzeniom znaczenie. Mają one osobisty charakter dla R2-D2, a zawsze lepiej dla opowieści, kiedy wyraźnie można wyczuć stawkę, o jaką toczy się gra, bo dodaje to fabule psychologicznej wiarygodności. Tak właśnie jest w tym przypadku. Warto też wspomnieć, że autor nie stroni od dość mrocznego humoru – te droidy mają charakter, a teksty, którymi sypią, potrafią zaskoczyć cynizmem. W moje poczucie humoru taki styl trafia idealnie. Szkoda tylko, że końcówka albumu przynosi zawieszenie akcji i informację, że zakończenie poznamy gdzie indziej. To rozczarowujące, tym bardziej, że na okładce nie znajdziemy żadnego oznaczenia tomu sugerującego, że nie mamy do czynienia z zamkniętą całością. Ilustracje to element, który dobrze komponuje się z lekkością tej historii. Kolejne strony wypełniają przejrzyste kadry, narysowane ładną, miłą dla oka kreską, która sprawdza się co najmniej dobrze. Nawet w scenach konfrontacyjnych, kiedy droidy się, że tak powiem „naparzają”, wszystko jest doskonale widoczne i z łatwością rozróżnialne. To nie zawsze jest regułą w momentach bardziej akcyjnych, tym bardziej więc wypada złożyć wyrazy uznania panu Espinowi. Nawet wchodząc do świata „Mrocznych droidów” z nie tej strony co trzeba, nie ma absolutnie żadnej trudności z przyswojeniem fabuły „Drużyny D”. Jest to komiks sympatyczny i angażujący, kwintesencja tego, czym „Gwiezdne Wojny” powinny być – lekkiej zabawy ze szczyptą nieco poważniejszej tematyki. Podczas lektury bawiłem się dobrze i gdyby tylko nie to nieszczęsne zawieszenie akcji na końcu, byłoby jeszcze lepiej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/05/star-wars-mroczne-droidy-druzyna-d.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0D3jabicRqqsCWcWfqK4fDvaqJSfsFUd3wugJfY1BLVT6FSpfPMPvENyEvoMg8ysMl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan Pepe Larraz
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan
Pepe Larraz Greg Weisman Andrea Broccardo Jacopo Camagni
Postać Kanana Jarrusa wprowadzona została do uniwersum Gwiezdnych Wojen w serialu animowanym "Rebelianci". Przyznam bez bicia, że sam serial, jak i postać rycerza Jedi, nie od razu przypadły mi do gustu. Kanan wydawał mi się pozbawiony charyzmy, niezdecydowany, nijaki. No i Jedi z blasterem? "So uncivilized", jak mawia mistrz Obi-Wan Kenobi. Tymczasem lektura komiksu pozwala zrozumieć rozterki Kanana, które widoczne były w serialu animowanym. Ta swego rodzaju komiksowa biografia Jedi (niepełna) ukazuje jego trudne dzieciństwo, naznaczone rywalizacją w Zakonie z innymi młodzikami oraz Wojnami Klonów. Ten świeżo upieczony padawan od razu zostaje rzucony w wir brutalnych działań zbrojnych. Potrafi jednak pogłębiać swoje relacje z klonami oraz wzmacniać więź ze swoją mistrzynią – Depą Billabą. U schyłku Wojen Klonów młody Jedi walczy o przetrwanie, najpierw uciekając przed Rozkazem 66, a później wiodąc żywot galaktycznego włóczykija, niekoniecznie parającego się legalnymi zajęciami. W końcu zmuszony jest zmienić swoją tożsamość i wkroczyć na ścieżkę, na której zabraknie miejsca dla osób znających jego dziedzictwo. Komiks zręcznie łączy losy Kanana w szeregach Rebelii z czasami dawnymi, kiedy służył Zakonowi Jedi jako Caleb Dume. Zastosowano więc retrospekcje, które absolutnie nie zaburzają narracji. Należy też pochwalić staranną kreskę i żywe kolory. Wysoka estetyka komiksu widoczna jest szczególnie w scenach walki, zarówno na lądzie, jak i w kosmosie. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów serialu "Rebelianci".
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na810 miesięcy temu
Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień Klaus Janson
Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień
Klaus Janson Jason Aaron Paul Davidson Leonard Kirk Steve Orlando Alessandro Vitti Stefano Raffaele Daniel Warren Johnson Frank Tieri Marc Bernardin Marika Cresta Peach Momoko Torunn Gronbekk David Pepose Victoria Ying Danny Earls
Mamy AD 2026 rok, a jedna z najbardziej immersyjnych w swej produkowanej rozrywce, i odbieranej przez rzesze fanów, marka, ba!, najsłynniejsza ,,Dawno, dawno temu w Galaktyce…” macierz rozrywki wciąż ma się świetnie, i to mimo ,,psioczeń” i licznych natrętnych komentarzy (pseudo)fanów! Nie ma to tamto, na popkulturowe Mikroversum, które stanowi solidny swój własny Kosmos rozrywki pośród morza innych kreowanych w ,,masówce” Światów/Multiświatów, nie da się narzekać. ,,Głoda” na coś do doświadczenia powinien w – jakby to powiedziała młodzieży - ,,starłorsach” zaspokoić każdy, i to ,,głoda na cokolwiek fajnego!”. Ba! Gwiezdne Wojny to nie jest już ,,jakaś tam marka!”, to prawie że ,,moloch” w branży, który potrafi tworzyć zawsze, dla każdego i prawie że w każdej formie. Tak, nawet najbardziej ortodoksyjny fan Uniwersum ma w czym ,,grzebać” w tych swoich ,,starwarsaaaach": od Klasycznej Trylogii Lucasa, przez jego Prequele aż po ,,The Clone Wars”, serial nad którym również od 2008 roku do około 2012 roku sprawował pieczę. A tak zwana nowa generacja odbiorców, czyli nasza współczesna młodzieży? No to proszę bardzo: Nowa Trylogia zapoczątkowana przez J. J. Abramsa, liczne gry video realizowane w budowanym od 2014 roku ,,Nowym Kanonie”, komiksy czy powieści z coraz bardziej popularnej tzw. ,,Wielkiej Republiki”, seriale o Ahsoce Tano czy popularnym ,,Mando”, który 22 maja 2026 (prawie po 9 latach… Gwiezdne Wojny dają nam kolejny pełnometrażowy film ze swoich galaktycznych wojaży!) zadebiutuje z przenosin z małego ekranu na ekranie kina, w produkcji pt. The Mandalorian and Grogu . Ale każdego fana, ba!, tego kto jakkolwiek szanuje i docenia na rozmaitym polu wkład całości marki Star Wars, w tym jej cudownych Świata/ów, całego contentu: od gadżetów, przez filmy aż po disnejowskie seriale… łączy jedno: nie, nie damy rady, po prostu nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie jest to w żaden sposób możliwe – wie o tym w głębokich pokładach swojego fanowskiego serducha każdy nerd zarażony starwarsową rozrywką. To cudowne, znane z każdych Epizodowych filmów głównego trzonu fabuły Uniwersum, tzw. Sagi Skywalkerów, otwarcie, to mega-wypaśne intro wraz z obłędnym logotypem, który mknie zza widza ku tej nieskończonej wspartej przez Moc przygodzie, to jak na mój gust i doświadczenie z tymi realiami swego rodzaju ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, franczyzy, która nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i w nadnaturalny sposób zaznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości, i pozostając tam, miejmy nadzieję, na wieki wieków… aż po grób! Mało powiedziane aż po kres kresów Wszechświata. Wspomniane powyżej w niniejszych deliberacjo-recenzjo-opinii dotyczącej pewnego komiksu z naszej wszechwiecznej lucasowskiej Galaktyki – narracji śmiało i odważnie owiniętej tematycznie wokół postaci iście legendarnego, chyba starszego ,,niż podają to najstarsze podania i przekazy” Lorda Vadera, fenomenalnie dopracowane, od samego procesu aż po ostateczny wydźwięk w pierwszym filmie z 1977 roku, intro graficzno-muzyczne głównych kinówek Gwiezdnych Wojen, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszech-wieczny znak rozpoznawczy marki Papy Lucasa, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji. Pan George jest dla kultury masowej, dla jej różnorodności w powstawaniu Uniwersów tematycznych, szczególnie w gatunkach Science-Fiction i Fantasy z domieszkami licznych nurtów praktycznie bezcenny, i to do tego stopnia, że Lucas byłby chyba pierwszą osobą (tak, nie zdziwiłbym się, gdyby do tego doszło) w dziejach czasów nowego millennium, której świadomość (umysł, koncepcja Ja, świadomość, samoświadomość) zostanie ,,skopiowany” z formy impulsów bioelektrycznych do bytu informatycznego. Czyli co… wieczny George? A czemu by nie? Tak, tego rodzaju jak akapity wyżej ,,rozkminy fana” doprowadziły mnie w tej ,,pozytywnej ostateczności” do próby znalezienia jakiegoś niezwykłego, po prostu ,,innawego” po całości komiksu dotyczącego (jakkolwiek) postaci ,,upadłego Anakina”. I tak, miałem ten łut szczęścia w zapasie, więc wyszło na moje: odnalazłem, zapłaciłem, zamówiłem i w końcu otrzymałem do paczkomatu a potem w swoje czytelnicze ręce komiks pt. ,,Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień” autorstwa m.in. jako twórców w pracy zbiorowej: Jasona Aarona, Peacha Momoko czy Leonarda Kirka i wielu, wielu innych. A jeśli chodzi o samą lekturę, cóż, ,,fizycznie” to taki skromnie zbudowany, ale ładnie w okładkę (przód, tył i grzbiet) oprawiony swego rodzaju ,,mini-pomnik” postawiony samej idei tego czym jest, był i będzie Darth Vader w popkulturze i w samych Gwiezdnych Wojnach, jak i jego twórcy: demiurgowi Geoerge’owi Lucasowi. Jednak, co ciekawe, owa skromna objętość i fizyczność tego wydania nie umniejsza temu, co ono i jak opowiada. No bo… ,,Łej Pany”, ależ te 140 stron weszło na ruszt, ależ to było ,,główne danie”, które nasyciło mojego głoda na coś mega-atypowego dotyczącego nie tylko ,,starłarsów”, ale w głównej mierze jej ,,fabularnej osi”, czyli Vadera! Podczas czytania i smakowania tej ,,kolorowej” wizji twórców komiksu czułem się jak ,,dzidzia która dostała ulubioną zabawkę, która wylądowała w centrum najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć!”. I właśnie tymi treściami była całość ,,Czerni, bieli i czerwieni” w wydaniu postaci Lorda Vadera. I co istotne, pisząc o ,,kolorowej wizji twórców” niniejszym recenzowanego komiksu, miałem na myśli niepodrabialne, totalnie sztosowo-oryginalne komiksy z mini-cyklu zwanego potocznie ,,Kolor”, związanego przeważnie z daną postacią superbohaterską, głównie herosami z Światów Marvela. Ów cykl wydaje Mucha Comics, a niedawno nawet w ,,Kolorze” pojawiła się odmiana owej serii: dość specyficzne zjawisko, wąski cykl zwany ,,Czerń, Biel i Krew”, który w Polsce podobnie zresztą, jak wspomniana wyżej seria, wydawany jest pośrednictwem firmy ,,Mucha Comics”. I Żeby było ciekawiej… odmianą tej odmiany okazuje się tytuł ,,Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień”, nad którym to niniejszym się pochylam. To pierwsza przygoda z nową wśród tych nowych cykli dziwnością ,,Koloru” w komiksie superbohatersko-sciencefiction. Być może ,,krew” w tytule zarezerwowana została dla realiów komiksowych naszej polskiej firmy Muchy Comics. Nie jest to jednak istotne – to taka ciekawostka, bowiem kolor spełnia tu tak samo wydźwiękową, narracyjną rolę jak we wszystkich innych dziełach od Marvela czy Star Wars z tego cyklu, które do tej pory doświadczyłem. Tkwiąca w niniejszej narracji obrazkowej, historia mrocznego Lorda Vadera, bo, przede wszystkim głównie ona jest tu najistotniejsza, a to, co ukazywane jest wokół Lorda (postaci, wątki, historie etc.) schodzi nieco na dalszy plan, skupia na sobie uwagę czytelnika w nienaganny sposób. Ba! To taka smagana intuicyjną dozą szaty graficznej opowieść, tak właściwie to opowieści i różne interpretacje ,,vaderowskości”, która/które ma w sobie tę niesamowitą dynamikę, podkreślaną przez tak porażającą czymś, czego w książkach i żadnych starwarsowskich filmach dotąd nie było: ,,kolorystyczną kreację” upadłego Anakina, którego niezmierzonej w ukazany tu sposób potęgi, tej charyzmy wprost z Klasycznej Trylogii nie da się pominąć, nie da się nie zauważyć. Czegoś takiego w tworzeniu ,,lore” wokół Vadera w całej historii Sagi brakowało. Nie inaczej! Widać, że liczni pracujący tu twórcy uważali na to, jak stworzyć obraz tak kultowej jednostki w marce SW, aby nie zaszkodzić jej obrazowi, jej odbiorowi przez fana, który… fan jak to fan potrafi być znośny lub nie, a to ma wpływ na to co i jak produkuje się w sercu Lucasfilm Ltd. i Disneya. Tak Anakin/Vader, nieistotne jak go nazwiemy, owe mroczne, przesiąknięte szkarłatem i nazwijmy to interpretacyjną otaczającą go zewsząd czernią w mroku, bielą w nadziei i czerwienią w cierpieniu i wymuszonej agresji jego naturalnego Ja serce Sitha tej postaci… po prostu – nazwać tego inaczej się nie da – cierpi, choć w kwestii odczuwanych emocji przez byt niematerialny zwany Vaderem, pośród fanów… tu zdania mogą być podzielone. Do postaci wnętrza Lorda Sithów trzeba umieć przez te kilka opowiadań dotrzeć. Lekturę może zaburzyć dziwny sposób na ułożenie kolejności opowiadań po sobie – niektóre historie, jak ,,Pełne wyłączenie” mogłaby wybrzmieć jeszcze bardziej dosadnie-vaderowsko, gdyby nie była rozdzielana i przeplatana pomiędzy częściami innymi opowiadaniami. Mimo wszystko, mimo pewnych dziwnych i refleksyjnych, niekiedy surrealistycznych chwil, jak ta z historią w ,,Bez ucieczki”, ten komiks, to całe wydanie, no ba!, zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. To tak potrzebna każdemu ,,geek-specjaliście” od Vadera opowieść, oj i to jak!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 dni temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 8: Mroczne droidy Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 8: Mroczne droidy
Greg Pak Raffaele Ienco
Tajemnicza siła przejmuje kontrolę nad maszynami - wygląda na to, że to rodzaj cyfrowego wirusa. Tym razem Vader staje do walki z czymś, czego nie da się zniszczyć samym mieczem świetlnym i co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla niego samego. Jejku, jak dobrze, że ta seria powoli zbliża się do końca. Początkowo trzymała wysoki poziom, ale z każdym kolejnym tomem leci coraz niżej (choć zdarzały się wyjątki). Tutaj jest ciut lepiej, ale głównie dlatego, że fabularnie dostajemy coś nowego. W tym tomie, mimo że droidy grają pozornie pierwsze skrzypce, są właściwie tylko pretekstem do kolejnego starcia między Vaderem a Imperatorem. Całość ponownie sprowadza się do utrzymania hierarchii: mistrz i uczeń. Paradoksalnie jednak to właśnie wątek maszyn napędza ten komiks. Nadaje mu nawet lekki posmak horroru w klimacie sci-fi. Rysunki… Najlepiej wypadają statki i akcja w kosmosie. Reszta to typowy poziom tej serii: poprawnie, ale bez zachwytu. Kolorki są okej, ale momentami trafiają się kadry z wyraźnymi błędami albo tak puste, że mam wrażenie, jakby postacie dodano tam na ostatnią chwilę. Szkoda, bo ta historia naprawdę zasługiwała na lepszą oprawę. Warto pamiętać, że ten tom jest częścią większej całości - niektóre wątki się przeplatają i uzupełniają. Ale szczerze? Nie chce mi się już brnąć dalej, bo seria bywa męcząca: fabularnie i wizualnie. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na65 miesięcy temu
Pingwin: Długa droga do domu Tom King
Pingwin: Długa droga do domu
Tom King Rafael de Latorre Marcelo Maiolo
Pingwin oficjalnie „odszedł z tego świata” i wiedzie spokojne życie w Metropolis. Spokojne do czasu, gdy rząd USA werbuje go jako agenta. Zadanie jest proste - odzyskać swoje dawne imperium. Cobblepot poszukuje osób, by wrócić z hukiem. Tom King to dla mnie wyznacznik jakości. Po świetnym „Mister Miracle” historia właściciela Iceberg Lounge wciąga równie mocno i nawet przez chwilę nie nuży. Fabularnie to solidny materiał. Kilka przeskoków czasowych, plejada postaci, klimat i serialu, i filmu. Postacie mają głębię. Widać, że Oswald to naprawdę ktoś, kto dał się we znaki Batmanowi. Jest chłodny, bezczelny, nieprzewidywalny, ale do tego piekielnie inteligentny. Jest też narracja każdej z postaci… mega opcja na spojrzenie na sytuację z kilku perspektyw. Do tego świetne rysunki, które pomimo zmieniających się autorów utrzymują wysoki i spójnie mroczny poziom. Cienie, gra świateł, szczegółowość (w tym piękne pokazanie deszczu w Gotham) sprawiły, że komiks wskoczył na listę największych pozytywnych zaskoczeń. Nienawiść Oswalda do świata przedstawiona fenomenalnie. Czasami sama mimika zdradzała więcej niż tekst w dymku. Komiksy superbohaterskie często mielą i mielą wciąż te same pomysły. „Pingwin” pewnie też nie jest wyjątkiem, ale oprócz tego, że uczy, by nie rozmawiać z pingwinem z parasolem, to przede wszystkim zaciekawia i nakręca na kolejne wydarzenia. Zaskoczenie i przebicie oczekiwań. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na85 miesięcy temu
Batman: Łowy Paul Gulacy
Batman: Łowy
Paul Gulacy Doug Moench
Pierwsza część tomu o tytułowej nazwie „Łowy” zaskoczyła mnie. Moench w przeciwieństwie do Wagnera wykorzystał doktora Strange’a w całkowicie inny sposób . Tam był świetny horrorowaty akcyjniak z hybrydami tu natomiast mamy starcie mózgów i próbę rozwikłania przez Hugona zagadki kim to Batman tak naprawdę jest przy użyciu wszelkich dostępnych przez policję metod. Podejście do Batmana jak do typowego kryminalisty: analiza jego działań, zrobienie profilu psychologicznego. To wszystko okazało się być zdecydowanie bardziej efektywnym podejściem by go zniszczyć. Pierwszy raz widziałem tak zniszczonego psychicznie Bruce’a. Zostało to przedstawione bardzo dobrze i zapada w pamięć. Finał i to jak wpadł Hugon po tak genialnie wikłanej intrydze przez całą tą pierwsza historie kłóciło się trochę z jego intelektem, ale z drugiej strony trafia do mnie fakt, że osoba tak naprawdę mocno zaburzona jaką był pławiła się w swoim sukcesie i zwyczajnie łatwiej było ją podejść. W każdym razie świetna pierwsza historia. Czytając DC chronologicznie miałem przerwę między historią Łowy, a drugą o nazwie Terror. W międzyczasie wpadło parę tm-semiców, a nawet i innych pozycji jak kolaboracja Nietoperza i Arrowa. Wracając. Dobrze było powrócić do tego tomu od Egmontu. Terror nie jest co prawda tak złożony jak Łowy. Bliżej mu do typowego akcyjniaka. Jednak jest w nim coś więcej. Świetne przedstawienie genezy Scarecrowa i liczne nawiązania do niej w samej fabule drugiej części tomu. Bardzo udany powrót Hugona jak i (być może) jego koniec tym razem ostateczny. Dobrze poprowadzony wątek relacji między Batmanem i Catwoman. Kontynuacja wątku legendarnego reflektora Batmana jak i bonus jednorazowy akcent z sygnałem Catwoman. Sporo tego jak na akcyjniak, a zostało to zrealizowane świetnie. Wszystko tu do siebie pasuje i siebie uzupełnia. Za Łowy chciałem wystawić 9. Szczerze? Myślałem, że druga historia całościowo nie obroni tej oceny i lekko ona spadnie. A jednak. W pełni podtrzymuje. Brawo Panie Moench. Oby więcej takich tomów.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na93 miesiące temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 7: Nieokiełznana Moc Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 7: Nieokiełznana Moc
Greg Pak Adam Gorham Raffaele Ienco
Recenzja: Darth Vader, Tom 7 – Nieokiełznana Moc Już sam tytuł – „Nieokiełznana Moc” – brzmi jak obietnica szaleństwa, gniewu i katastrofy. I trzeba przyznać: to jeden z tych tomów, które uderzają w samo serce konfliktu Dartha Vadera – nie tego galaktycznego, ale wewnętrznego. Tutaj Moc nie jest już narzędziem – to wręcz niebezpieczny żywioł, którego nawet Vader nie potrafi kontrolować. 🧠 Vader na granicy utraty kontroli W tym tomie widzimy coś, co rzadko się zdarza: Darth Vader chwiejący się emocjonalnie. Jego potęga zaczyna działać przeciwko niemu. Przez długie tomy widzieliśmy go jako żelaznego kata Imperatora – nie do ruszenia, bezlitosnego, zimnego. Ale teraz – jego przeszłość, wspomnienia o Padmé, obecność Sabé i pęknięcia w relacji z Palpatinem zaczynają zbierać żniwo. W skrócie: Vader przestaje panować nad sobą, a Moc staje się nie tyle darem, co przekleństwem. 👥 Sabé, Aphra i dylemat lojalności Wątek Sabé jest kontynuowany i zyskuje nową głębię. Jej lojalność wobec Vadera (czy może raczej: wobec Anakina Skywalkera, którego wciąż widzi pod maską) zostaje wystawiona na ciężką próbę. To nie jest już tylko emocjonalne napięcie – to realna gra o wpływy, wybory moralne i zagrożenie życia. Dodatkowo pojawia się doktor Aphra, co zawsze oznacza jedno – chaos. Jej relacja z Vaderem to klasyczna dynamika: ona wie za dużo, on nie ufa nikomu. I to czyni ich duet fascynującym – jest napięcie, sarkazm i nieprzewidywalność. 🎨 Styl graficzny – chaos jako estetyka Graficznie ten tom jest burzliwy. Rysunki są bardziej dynamiczne niż wcześniej, często celowo „rozedrgane”, z dziwnymi perspektywami, co świetnie podkreśla destabilizację Vadera. To nie jest komiks o równowadze – to wizualny wyraz kryzysu. Niektóre kadry z wykorzystaniem mocy są wręcz psychodeliczne – i dobrze! Wreszcie widać, że Moc to nie tylko telekineza i duszenie z odległości, ale też coś bardziej nieuchwytnego, groźnego, wręcz… pierwotnego. ✅ Plusy: Vader w najciekawszej wersji – rozdarty, niepewny, niebezpieczny. Sabé zyskuje jeszcze większą głębię – to nie jest już tylko echo Padmé. Powrót Aphry – świeża energia i odrobina czarnego humoru. Moc pokazana jako dziki, destrukcyjny żywioł. ❌ Minusy: Narracja chwilami może być chaotyczna – jakby celowo gubiła tropy. Nie każdemu może się spodobać „niestabilny” Vader – to nie jest jego klasyczna wersja. Wątek główny trochę rozmywa się w emocjonalnych napięciach.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Wojny i smoki. Bitwa o Anglię. Tom 1 Nicolas Jarry
Wojny i smoki. Bitwa o Anglię. Tom 1
Nicolas Jarry Vax David Courtois
Wojny i smoki. Bitwa o Anglię Jest to rzecz niewielkich rozmiarów (zaledwie 64 strony),co jest zarówno zaletą, jak i wadą. Zaletą, bo czyta się tę pozycję szybko, jednorazowo, czemu sprzyjają wartka akcja oraz dynamiczne ilustracje. Wadą, bo taka to właśnie jest historia: szybka i jednorazowa, która ledwie się zaczęła, a już kończy, przez co ciężko jest zżyć się z bohaterami, którzy skądinąd wykreowani są poprawnie, lecz bez większego pogłębienia ich osobowości oraz motywacji. Innym problemem wynikającym z objętości, jest kwestia światotwórcza. Wiadomo, iż smoki istnieją, że służyły ludziom już w trakcie Pierwszej wojny światowej, lecz nie wiadomo, skąd właściwie się wzięły. Czy są sztucznymi tworami stworzonymi w laboratoriach, czy też ich istnienie zostało w pewnym momencie odkryte? A jeśli tak, to w którym momencie historii? Mam jednak nadzieję, że odpowiedzi na te pytania znajdę w następnych częściach. Inną kwestią, która wprawia mnie w konfuzję, jest to, do kogo ta pozycja jest skierowana. Z jednej strony pojawiają się tu dosyć drastyczne kadry przedstawiające smoki rozszarpujące się nawzajem, oprócz tego sporadycznie pojawiają się przekleństwa oraz spożywanie alkoholu (które jest jednakowoż jednoznacznie potępiane),lecz z drugiej strony głównym bohaterami jest dwoje dzieci, a narracja jest momentami przesadnie patetyczna. Pomijając jednak te kwestie, jest to po prostu wartka, akcyjna historia z efektownymi przedstawieniami smoków, a przecież to dla smoków większość czytelników po nią sięgnie. Choć pierwsza część mnie nie zachwyciła, to jednak zamierzam przy stosownej okazji sięgnąć po następne części.
Bosorka - awatar Bosorka
oceniła na722 dni temu

Cytaty z książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3

Więcej
Brian Herbert Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 Zobacz więcej
Więcej