Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień
Klaus Janson Jason Aaron Paul Davidson Leonard Kirk Steve Orlando Alessandro Vitti Stefano Raffaele Daniel Warren Johnson Frank Tieri Marc Bernardin Marika Cresta Peach Momoko Torunn Gronbekk David Pepose Victoria Ying Danny Earls
Mamy AD 2026 rok, a jedna z najbardziej immersyjnych w swej produkowanej rozrywce, i odbieranej przez rzesze fanów, marka, ba!, najsłynniejsza ,,Dawno, dawno temu w Galaktyce…” macierz rozrywki wciąż ma się świetnie, i to mimo ,,psioczeń” i licznych natrętnych komentarzy (pseudo)fanów! Nie ma to tamto, na popkulturowe Mikroversum, które stanowi solidny swój własny Kosmos rozrywki pośród morza innych kreowanych w ,,masówce” Światów/Multiświatów, nie da się narzekać. ,,Głoda” na coś do doświadczenia powinien w – jakby to powiedziała młodzieży - ,,starłorsach” zaspokoić każdy, i to ,,głoda na cokolwiek fajnego!”. Ba! Gwiezdne Wojny to nie jest już ,,jakaś tam marka!”, to prawie że ,,moloch” w branży, który potrafi tworzyć zawsze, dla każdego i prawie że w każdej formie.
Tak, nawet najbardziej ortodoksyjny fan Uniwersum ma w czym ,,grzebać” w tych swoich ,,starwarsaaaach": od Klasycznej Trylogii Lucasa, przez jego Prequele aż po ,,The Clone Wars”, serial nad którym również od 2008 roku do około 2012 roku sprawował pieczę. A tak zwana nowa generacja odbiorców, czyli nasza współczesna młodzieży? No to proszę bardzo: Nowa Trylogia zapoczątkowana przez J. J. Abramsa, liczne gry video realizowane w budowanym od 2014 roku ,,Nowym Kanonie”, komiksy czy powieści z coraz bardziej popularnej tzw. ,,Wielkiej Republiki”, seriale o Ahsoce Tano czy popularnym ,,Mando”, który 22 maja 2026 (prawie po 9 latach… Gwiezdne Wojny dają nam kolejny pełnometrażowy film ze swoich galaktycznych wojaży!) zadebiutuje z przenosin z małego ekranu na ekranie kina, w produkcji pt. The Mandalorian and Grogu . Ale każdego fana, ba!, tego kto jakkolwiek szanuje i docenia na rozmaitym polu wkład całości marki Star Wars, w tym jej cudownych Świata/ów, całego contentu: od gadżetów, przez filmy aż po disnejowskie seriale… łączy jedno: nie, nie damy rady, po prostu nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie jest to w żaden sposób możliwe – wie o tym w głębokich pokładach swojego fanowskiego serducha każdy nerd zarażony starwarsową rozrywką. To cudowne, znane z każdych Epizodowych filmów głównego trzonu fabuły Uniwersum, tzw. Sagi Skywalkerów, otwarcie, to mega-wypaśne intro wraz z obłędnym logotypem, który mknie zza widza ku tej nieskończonej wspartej przez Moc przygodzie, to jak na mój gust i doświadczenie z tymi realiami swego rodzaju ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, franczyzy, która nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i w nadnaturalny sposób zaznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości, i pozostając tam, miejmy nadzieję, na wieki wieków… aż po grób! Mało powiedziane aż po kres kresów Wszechświata.
Wspomniane powyżej w niniejszych deliberacjo-recenzjo-opinii dotyczącej pewnego komiksu z naszej wszechwiecznej lucasowskiej Galaktyki – narracji śmiało i odważnie owiniętej tematycznie wokół postaci iście legendarnego, chyba starszego ,,niż podają to najstarsze podania i przekazy” Lorda Vadera, fenomenalnie dopracowane, od samego procesu aż po ostateczny wydźwięk w pierwszym filmie z 1977 roku, intro graficzno-muzyczne głównych kinówek Gwiezdnych Wojen, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszech-wieczny znak rozpoznawczy marki Papy Lucasa, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji. Pan George jest dla kultury masowej, dla jej różnorodności w powstawaniu Uniwersów tematycznych, szczególnie w gatunkach Science-Fiction i Fantasy z domieszkami licznych nurtów praktycznie bezcenny, i to do tego stopnia, że Lucas byłby chyba pierwszą osobą (tak, nie zdziwiłbym się, gdyby do tego doszło) w dziejach czasów nowego millennium, której świadomość (umysł, koncepcja Ja, świadomość, samoświadomość) zostanie ,,skopiowany” z formy impulsów bioelektrycznych do bytu informatycznego. Czyli co… wieczny George? A czemu by nie?
Tak, tego rodzaju jak akapity wyżej ,,rozkminy fana” doprowadziły mnie w tej ,,pozytywnej ostateczności” do próby znalezienia jakiegoś niezwykłego, po prostu ,,innawego” po całości komiksu dotyczącego (jakkolwiek) postaci ,,upadłego Anakina”. I tak, miałem ten łut szczęścia w zapasie, więc wyszło na moje: odnalazłem, zapłaciłem, zamówiłem i w końcu otrzymałem do paczkomatu a potem w swoje czytelnicze ręce komiks pt. ,,Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień” autorstwa m.in. jako twórców w pracy zbiorowej: Jasona Aarona, Peacha Momoko czy Leonarda Kirka i wielu, wielu innych. A jeśli chodzi o samą lekturę, cóż, ,,fizycznie” to taki skromnie zbudowany, ale ładnie w okładkę (przód, tył i grzbiet) oprawiony swego rodzaju ,,mini-pomnik” postawiony samej idei tego czym jest, był i będzie Darth Vader w popkulturze i w samych Gwiezdnych Wojnach, jak i jego twórcy: demiurgowi Geoerge’owi Lucasowi. Jednak, co ciekawe, owa skromna objętość i fizyczność tego wydania nie umniejsza temu, co ono i jak opowiada. No bo… ,,Łej Pany”, ależ te 140 stron weszło na ruszt, ależ to było ,,główne danie”, które nasyciło mojego głoda na coś mega-atypowego dotyczącego nie tylko ,,starłarsów”, ale w głównej mierze jej ,,fabularnej osi”, czyli Vadera! Podczas czytania i smakowania tej ,,kolorowej” wizji twórców komiksu czułem się jak ,,dzidzia która dostała ulubioną zabawkę, która wylądowała w centrum najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć!”. I właśnie tymi treściami była całość ,,Czerni, bieli i czerwieni” w wydaniu postaci Lorda Vadera. I co istotne, pisząc o ,,kolorowej wizji twórców” niniejszym recenzowanego komiksu, miałem na myśli niepodrabialne, totalnie sztosowo-oryginalne komiksy z mini-cyklu zwanego potocznie ,,Kolor”, związanego przeważnie z daną postacią superbohaterską, głównie herosami z Światów Marvela. Ów cykl wydaje Mucha Comics, a niedawno nawet w ,,Kolorze” pojawiła się odmiana owej serii: dość specyficzne zjawisko, wąski cykl zwany ,,Czerń, Biel i Krew”, który w Polsce podobnie zresztą, jak wspomniana wyżej seria, wydawany jest pośrednictwem firmy ,,Mucha Comics”. I Żeby było ciekawiej… odmianą tej odmiany okazuje się tytuł ,,Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień”, nad którym to niniejszym się pochylam. To pierwsza przygoda z nową wśród tych nowych cykli dziwnością ,,Koloru” w komiksie superbohatersko-sciencefiction. Być może ,,krew” w tytule zarezerwowana została dla realiów komiksowych naszej polskiej firmy Muchy Comics. Nie jest to jednak istotne – to taka ciekawostka, bowiem kolor spełnia tu tak samo wydźwiękową, narracyjną rolę jak we wszystkich innych dziełach od Marvela czy Star Wars z tego cyklu, które do tej pory doświadczyłem.
Tkwiąca w niniejszej narracji obrazkowej, historia mrocznego Lorda Vadera, bo, przede wszystkim głównie ona jest tu najistotniejsza, a to, co ukazywane jest wokół Lorda (postaci, wątki, historie etc.) schodzi nieco na dalszy plan, skupia na sobie uwagę czytelnika w nienaganny sposób. Ba! To taka smagana intuicyjną dozą szaty graficznej opowieść, tak właściwie to opowieści i różne interpretacje ,,vaderowskości”, która/które ma w sobie tę niesamowitą dynamikę, podkreślaną przez tak porażającą czymś, czego w książkach i żadnych starwarsowskich filmach dotąd nie było: ,,kolorystyczną kreację” upadłego Anakina, którego niezmierzonej w ukazany tu sposób potęgi, tej charyzmy wprost z Klasycznej Trylogii nie da się pominąć, nie da się nie zauważyć. Czegoś takiego w tworzeniu ,,lore” wokół Vadera w całej historii Sagi brakowało. Nie inaczej! Widać, że liczni pracujący tu twórcy uważali na to, jak stworzyć obraz tak kultowej jednostki w marce SW, aby nie zaszkodzić jej obrazowi, jej odbiorowi przez fana, który… fan jak to fan potrafi być znośny lub nie, a to ma wpływ na to co i jak produkuje się w sercu Lucasfilm Ltd. i Disneya.
Tak Anakin/Vader, nieistotne jak go nazwiemy, owe mroczne, przesiąknięte szkarłatem i nazwijmy to interpretacyjną otaczającą go zewsząd czernią w mroku, bielą w nadziei i czerwienią w cierpieniu i wymuszonej agresji jego naturalnego Ja serce Sitha tej postaci… po prostu – nazwać tego inaczej się nie da – cierpi, choć w kwestii odczuwanych emocji przez byt niematerialny zwany Vaderem, pośród fanów… tu zdania mogą być podzielone. Do postaci wnętrza Lorda Sithów trzeba umieć przez te kilka opowiadań dotrzeć. Lekturę może zaburzyć dziwny sposób na ułożenie kolejności opowiadań po sobie – niektóre historie, jak ,,Pełne wyłączenie” mogłaby wybrzmieć jeszcze bardziej dosadnie-vaderowsko, gdyby nie była rozdzielana i przeplatana pomiędzy częściami innymi opowiadaniami. Mimo wszystko, mimo pewnych dziwnych i refleksyjnych, niekiedy surrealistycznych chwil, jak ta z historią w ,,Bez ucieczki”, ten komiks, to całe wydanie, no ba!, zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. To tak potrzebna każdemu ,,geek-specjaliście” od Vadera opowieść, oj i to jak!
OPINIE i DYSKUSJE o książce Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3
Bardzo ważna uwaga dla niewtajemniczonych: książkowo "Ród Atrydów", "Ród Harkonnenów" i "Ród Corrinów" tworzą jedną spójną całość czyli trylogię. W formie komiksów każda z książek jest rozbita na trzy tomy komiksu.
Tą trylogię rysowała i koloryzowała inna grupa ludzi ale tłumaczyła ta sama osoba co "Atrydów". Tutaj rysunki mi bardziej przypadły do gustu bo są bardziej ręczne.
Kontynuujemy przygody z poprzedniej trylogii, na scenę wchodzą nowe postacie. Pętla fabuły powoli się zaciska.
Bardzo ważna uwaga dla niewtajemniczonych: książkowo "Ród Atrydów", "Ród Harkonnenów" i "Ród Corrinów" tworzą jedną spójną całość czyli trylogię. W formie komiksów każda z książek jest rozbita na trzy tomy komiksu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTą trylogię rysowała i koloryzowała inna grupa ludzi ale tłumaczyła ta sama osoba co "Atrydów". Tutaj rysunki mi bardziej przypadły do gustu bo są bardziej...
Jest to zakończenie, które zamyka wątki, które należało zamknąć przed wielki finałem, jakim jest "Diuna". Tłumaczy postawy bohaterów i w tym, co robi jest dobre, bo przecież to co najważniejsze, dopiero ma się pojawić. Mimo wszystko po tym, co zaprezentowano w się "Rodzie Atrydów" spodziewałem się czegoś więcej... jakby autorom zabrakło pomysłów.
Od strony graficznej "Ród Harkonnenów" trzyma poziom.
Jest to zakończenie, które zamyka wątki, które należało zamknąć przed wielki finałem, jakim jest "Diuna". Tłumaczy postawy bohaterów i w tym, co robi jest dobre, bo przecież to co najważniejsze, dopiero ma się pojawić. Mimo wszystko po tym, co zaprezentowano w się "Rodzie Atrydów" spodziewałem się czegoś więcej... jakby autorom zabrakło pomysłów.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd strony graficznej...
Trzeci tom Rodu Harkonnenów domyka opowieść o wzroście i upadku jednej z najbardziej bezwzględnych dynastii w uniwersum Diuny. Brian Herbert i Kevin J. Anderson wraz z ilustratorami kontynuują mroczne i wciągające śledztwo w psychikę barona Vladimira Harkonnena oraz jego otoczenia.
Ten tom wyróżnia się tym, że pokazuje konsekwencje wcześniejszych decyzji i działań Harkonnenów. Ambicje, zdrady i brutalna polityka w końcu odbijają się echem w życiu wszystkich postaci, a napięcie między rodami osiąga swoje apogeum. Autorzy skutecznie budują dramatyczną atmosferę, pokazując, że każda manipulacja i każdy akt okrucieństwa mają swoje reperkusje.
Warstwa wizualna ponownie robi wrażenie: mroczne i szczegółowe kadry oddają ciężar opowieści, a realistyczne przedstawienie postaci w połączeniu z monumentalnymi, przytłaczającymi krajobrazami Harkonnenów podkreśla skalę ich władzy i deprawacji.
Dla fanów uniwersum Diuny tom trzeci jest satysfakcjonującym zamknięciem trylogii – daje pełniejszy obraz rodu Harkonnenów i pozwala zrozumieć, jak rodowe ambicje kształtowały historię Arrakis. To pozycja ciężka, mroczna, ale i fascynująca, idealna dla tych, którzy cenią polityczne intrygi i psychologiczne portrety postaci.
Trzeci tom Rodu Harkonnenów domyka opowieść o wzroście i upadku jednej z najbardziej bezwzględnych dynastii w uniwersum Diuny. Brian Herbert i Kevin J. Anderson wraz z ilustratorami kontynuują mroczne i wciągające śledztwo w psychikę barona Vladimira Harkonnena oraz jego otoczenia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen tom wyróżnia się tym, że pokazuje konsekwencje wcześniejszych decyzji i działań...
„Diuna” stała się ostatnimi czasy intensywnie eksploatowaną franczyzą. Niektórzy powiedzą, że zbyt mocno, bo jakość kolejnych powieści z tego uniwersum jest, nie ukrywajmy, dyskusyjna. Brian Herbert i Kevin J. Anderson, kontynuując wizję Franka Herberta, znaleźli jednak sposób na zaistnienie w świadomości milionów fanów fantastyki, a jakiś czas temu do książek dołączyły też komiksy. To adaptacje na język tego medium wcześniejszych powieści tej dwójki autorów. Najpierw wydano „Ród Atrydów”, a teraz na półkach ląduje trzeci, ostatni tom „Domu Harkonnenów”. Poniżej o tym, jak się on prezentuje.
Przyparty do muru przywódca zdradzonego rodu Verniusów decyduje się na desperacki krok, mający pozwolić mu w końcu wywrzeć zemstę na znienawidzonym Imperium. W tym czasie na Kaladanie Leto Atryda musi zmierzyć się ze spowodowanymi haniebną zdradą tragicznymi wydarzeniami i niezwykle bolesną, osobistą stratą. Z kolei Arrakis opiera się próbom transformacji ekologicznej, jaką usilnie próbuje zaimplementować imperialny planetolog.
Scenarzyści prowadzą fabułę dynamicznie i sprawnie. Każdy zeszyt napisany jest w dokładnie taki sam sposób, według identycznego schematu – zawiera kilka oddzielnych wątków, a uwaga twórców płynnie skacze od jednego do drugiego, finalnie wszystko zmierza zaś bez większych przeszkód w jednym kierunku. Można zatem powiedzieć, że komiks pod względem konstrukcyjnym wygląda podręcznikowo. Zastrzeżenia, jakie można mieć do tego albumu, nie dotyczą jednak sposobu, w jaki Herbert i Anderson prowadzą opowieść. Prawdziwe problemy komiksu leżą bowiem gdzie indziej.
Najistotniejsza wada trzeciej odsłony „Rodu Harkonnenów” to w mojej opinii zauważalnie leniwe scenopisarstwo. Album prezentuje się tak, jakby autorzy chcieli jak najszybciej przełożyć na język komiksu środkową część swojej pierwszej trylogii, zgarnąć honorarium i zapomnieć o sprawie. Wątki są pocięte, prowadzone bardzo szybko i skrótowo, co nie pozwala wybrzmieć jakimkolwiek niuansom. Wszystko jest przesadnie czarno-białe, jasno określone, bez szansy na to, że nie będzie takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Tak, to wymyślony świat, ale każdy z nas wie, że żadna rzeczywistość nie wygląda w ten sposób. Nie tak pisał Frank Herbert. Jego świat kipiał kolorami i czarował odcieniami szarości, tymczasem Herbert syn i Anderson spłycają jego wizję, i choć konstruują fabułę sprawnie, to nie oferują przy tym niczego ponad jednowymiarową, akcyjną space operę.
Przytoczmy jedną ze scen omawianego komiksu. Na Kaladan przybywa Gurney Halleck, wówczas nieznany księciu Leto Atrydzie. Na dwóch (!) stronach widzimy, jak trafia przed oblicze władcy i opowiada mu, jak Harkonnenowie zniszczyli jego życie. Leto wysłuchuje tego obcego człowieka, po czym za namową mentata (przypomnijmy – to ludzki komputer, umysł do przesady rzeczowy i analityczny),przyjmuje go na służbę. Bez żadnej weryfikacji, czy nie jest przypadkiem szpiegiem wroga, tak po prostu – na słowo honoru. Czy można stworzyć bardziej naiwną scenę? Nawet jeśli odpowiedź byłaby twierdząca, uważam, że jest to bardzo trudne zadanie. Więc w zasadzie można to uznać za pewne osiągnięcie panów scenarzystów. Na koniec dorzucę jeszcze wisienkę na torcie – to wszystko mieści się zaledwie na dwunastu kadrach. Tego naprawdę nie trzeba dodatkowo komentować. Kurtyna.
Warstwa graficzna albumu to dzieło Michaela Schalfera, na którego rysunki psioczyłem przy okazji recenzji pierwszej odsłony „Rodu Harkonnenów”. W tym tomie ilustrator powraca w „glorii i chwale”, prezentując się dokładnie tak samo, jak wtedy. Postacie są przerysowane, przybierają karykaturalne pozy i miny, widać w nich także inspirację mangą, która do tego uniwersum pasuje raczej średnio. Mogę za to pochwalić galerię okładek i grafiki umieszczone na początku kolejnych zeszytów. Patrząc na nie, żałowałem, że cały komiks nie jest narysowany w tak piękny sposób.
Bardzo lubię „Diunę”, wychowałem się na powieściach Franka Herberta, nie chciałem więc być nadmiernie krytyczny względem dzieł oficjalnych kontynuatorów jego dzieła. Przez długi czas przymykałem oko na mankamenty powieści, a później komiksów Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Ale obaj nie notują żadnego progresu, z każdym kolejnym tytułem piszą coraz gorzej, coraz bardziej powierzchownie i mechanicznie. Czasami nawet sentyment nie wystarcza, żeby bronić jednej z ulubionych serii, a obawiam się, że „Diuna” właśnie do takiego punktu dotarła.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/diuna-rod-harkonnenow-tom-3-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/diuna-rod-harkonnenow-tom-3-recenzja.html
„Diuna” stała się ostatnimi czasy intensywnie eksploatowaną franczyzą. Niektórzy powiedzą, że zbyt mocno, bo jakość kolejnych powieści z tego uniwersum jest, nie ukrywajmy, dyskusyjna. Brian Herbert i Kevin J. Anderson, kontynuując wizję Franka Herberta, znaleźli jednak sposób na zaistnienie w świadomości milionów fanów fantastyki, a jakiś czas temu do książek dołączyły też...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i wreszcie koniec. Wszystkie intrygi zostały zakończone. Ciąg dalszy oczywiście nastąpi ale ta seria przynajmniej zakończyła się w miarę sensownie i satysfakcjonująco. Oceniając tylko tą serię zapewne dałbym odrobinę wyższe oceny ale nie sposób oddzielić ich od Diuny. Dla nieznających uniwersum - może być to ciekawe acz chaotyczne doświadczenie, dla tych co je znają, ot ciekawostka którą z czystym sumieniem można pominąć.
No i wreszcie koniec. Wszystkie intrygi zostały zakończone. Ciąg dalszy oczywiście nastąpi ale ta seria przynajmniej zakończyła się w miarę sensownie i satysfakcjonująco. Oceniając tylko tą serię zapewne dałbym odrobinę wyższe oceny ale nie sposób oddzielić ich od Diuny. Dla nieznających uniwersum - może być to ciekawe acz chaotyczne doświadczenie, dla tych co je znają, ot...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba najlepszy tom z dotychczasowych, zamknięty zostaje w nim najbardziej drażniący wątek romantyczny w całej sadze Diuny (subiektywna ocena, ale Kailea potrafiła mocno grać na nerwach, tak Leto, jak i czytelnikowi). Poznajemy również genezę kilku postaci, z których chyba najciekawsza i zarazem najbardziej przerażająca jest ta Rabbana. Wyjaśnia się również historia Victora, syna Leto (mimo tych wyjaśnień i tak nie wiem, po co go wprowadzano, zwłaszcza, że główna saga nie wspomina o nim). Nadal uważam, że Preludium do Diuny jest jedną z gorszych serii w tym świecie, ale akurat ta komiksowa adaptacja zawiera najważniejsze informacje i nie spłyca ich, co niestety stało się w komiksowej adaptacji Diuny.
Chyba najlepszy tom z dotychczasowych, zamknięty zostaje w nim najbardziej drażniący wątek romantyczny w całej sadze Diuny (subiektywna ocena, ale Kailea potrafiła mocno grać na nerwach, tak Leto, jak i czytelnikowi). Poznajemy również genezę kilku postaci, z których chyba najciekawsza i zarazem najbardziej przerażająca jest ta Rabbana. Wyjaśnia się również historia...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Świat wielkich pieniędzy i wielkiej wladzy to nie miejsce dla słabych. Ród Harkonnenów od lat utrzymuje władzę na świecie. Z nią też od lat próbują walczyć, działające na różnych planetach, komórki rebeliantów chcących zmienić niekorzystną rzeczywistość.
"Diuna. Ród Harkonnenów 3" to najnowszy komiks wydany przez Nonstopcomics, będący kontynuacją kosmicznej serii osadzonej w znanym uniwersum Diuna. Poraz kolejny otrzymujemy dobrze napisaną historię z ciekawą fabułą oraz świetnymi i czytelnymi ilustracjami. W połączeniu sprawia to, że dostajemy pozycję godną polecenia. Świetnie się bawiłem czytając ten tom podobnie jak i poprzednie, więc mam nadzieję, że to nie koniec przygód z tego świata.
Na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Świat wielkich pieniędzy i wielkiej wladzy to nie miejsce dla słabych. Ród Harkonnenów od lat utrzymuje władzę na świecie. Z nią też od lat próbują walczyć, działające na różnych planetach, komórki rebeliantów chcących zmienić niekorzystną rzeczywistość.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Diuna. Ród Harkonnenów 3" to najnowszy komiks wydany przez Nonstopcomics,...
Ostatni tom serii przedstawia najbardziej dramatyczne wydarzenia. Pomimo tytułu to bardziej skupia się on na rodzie Atrydów niż Harkonnenów. Napięcia polityczne rosną, spiski i intrygi przebijają skalę znaną z poprzednich tomów, a tragedia Leto Atrydy wstrząsa całym uniwersum. Dzieje się tutaj dużo, aż za dużo. Tomik jest bardzo krótki i wręcz pęka pod naporem ilości wydarzeń. Co dwie strony zmienia się miejsce akcji i bohaterowie, co strasznie przytłacza i wprowadza chaos. Tak ważne wydarzenia powinny być rozpisane na większą ilość stron (z pięć razy więcej). Nie zmienia to faktu, że fabuła potrafi wciągnąć. Jednak aby zrozumieć wszystko najlepiej tuż przed tym tomem przeczytać poprzednie, ponieważ ilość nawiązań jest ogromna.
Wizualnie jest tutaj bardzo kolorowo i dynamicznie. Styl momentami przypomina trochę mangę, ale dla mnie to na plus. Choć wydarzenia mają wielką wagę to nie uświadczymy tutaj mrocznych ilustracji. Szczerze mówiąc to wolę takie podejście, mimo wszystko pasuje bardzo dobrze do tej serii.
Wszystkim fanom diuny mogę polecić tą serię. Ma swoje wady, ale możliwość poznania wcześniejszych losów bohaterów znanych z np. filmów sprawia, że z przyjemnością wychwytywałem wszystkie zależności.
Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DH-obYrsaWs/?igsh=NHlxcjRxMnE1aDN4
Ostatni tom serii przedstawia najbardziej dramatyczne wydarzenia. Pomimo tytułu to bardziej skupia się on na rodzie Atrydów niż Harkonnenów. Napięcia polityczne rosną, spiski i intrygi przebijają skalę znaną z poprzednich tomów, a tragedia Leto Atrydy wstrząsa całym uniwersum. Dzieje się tutaj dużo, aż za dużo. Tomik jest bardzo krótki i wręcz pęka pod naporem ilości...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPOPKULTUROWY KOCIOŁEK: Trzeci tom to przede wszystkim opowieść o politycznych intrygach i bezwzględnej walce o władzę. Autorzy scenariusza zręcznie lawirują tu między różnymi frakcjami, ukazując skomplikowane relacje między rodami Atrydów i Harkonnenów. W tym tomie jeszcze mocniej wybrzmiewa brutalność i bezwzględność Harkonnenów, którzy nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swoje cele.
Fabuła komiksu jest więc intensywna, brutalna i mocno skondensowana, tak aby do ostatniego kadru utrzymywać czytelnika w napięciu. Widzimy tu między innymi pełnię degeneracji i bezlitosności barona Vladimira czy działania Leto mocno kontrastujące z zepsuciem Harkonnenów.
Tom trzeci – jak i cała seria, to pozycja, w której scenariusz nie zalicza się od lekkich i prostych w odbiorze. Duet twórców podobnie jak autor oryginału stawia bowiem na wielowątkowość, przeplatanie się historii na wielu różnych płaszczyznach i nie zawsze oczywiste powiązania pomiędzy bohaterami. Ma to swój niezaprzeczalny urok i potrafi dość mocno zaangażować fana uniwersum. Nadaje to również tytułowi ciekawy mroczny gęsty klimat.
Takie podejście do fabuły ma jednak swoje pewne niedoskonałości. Ktoś mniej zaangażowany w cały świat Diuny, może nie dostrzec powiązań pomiędzy kolejnymi wydarzeniami (które momentami są bardzo, ale to bardzo cienkie). Jest tu nawet kilka momentów, które dla największych fanów mogą okazać się zbyt chaotyczne. W paru scenach można bowiem odnieść wrażenie, jakby twórcy chcieli pospiesznie zakończyć opowieść...
https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-diuna-rod-harkonnenow-tom-3/
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Trzeci tom to przede wszystkim opowieść o politycznych intrygach i bezwzględnej walce o władzę. Autorzy scenariusza zręcznie lawirują tu między różnymi frakcjami, ukazując skomplikowane relacje między rodami Atrydów i Harkonnenów. W tym tomie jeszcze mocniej wybrzmiewa brutalność i bezwzględność Harkonnenów, którzy nie cofną się przed niczym, by...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam skłonność - ostatnio - do rozpoczynania serii komiksowych od końca, lub przynajmniej środka i jak do tej pory nawet się to udawało i nie czułam większego zagubienia a nawet w przewadze nie czułam zagubienia wcale... Jak poszło z DIUNĄ: RODEM HARKONNENÓW tomem 3? Pod względem zagubienia było mocno, pod względem wizualnym i literackim było świetnie.
Jest to seria, którą zdecydowanie polecam czytać od TOM 1. Mamy tu kontynuację dużej całości i naprawdę należy wiedzieć, co było w tomach poprzednich, bo w innym przypadku - patrz "w moim przypadku" - czytelnik poczuje się nieco otępiały. Jednak i tak nie żałuję, że przeczytałam... żałuję tylko, że nie czytałam od jedynki.
DIUNA: RÓD HARKONNENÓW, to rewelacyjnie rozszerzenie świata DIUNY Franka Herberta. Znam ten świat, choć może nie tak dobrze, jak powinnam. Znam go głównie z filmów i z fragmentów książek. Myślę, że ktoś, kto jest poza tym uniwersum, kto zupełnie nic nie wie o DIUNIE nie jest adresatem tego komiksu. To opowieści rozszerzające to, co już wiemy i dające jeszcze trochę radości z obcowania z tą fikcyjną rzeczywistością.
To na co ja chcę w przypadku tego komiksu zwrócić szczególną uwagę, to warstwa wizualna. O fabule pisać raczej nawet nie powinnam, bo to wycinek większej całości i nawet niechcący, ale jednak - mogłabym zdradzić coś, czego zdradzać nie powinnam.
Więc wizualnie jest to rzecz świetna. Pięknie narysowany komiks z absolutnie mistrzowską kolorystyką. ogromne wrażenie robią ilustracje rozpoczynające każdy rozdział. Mamy tu różne style, bo i pracowało przy tym projekcie kilku artystów - i to jest bardzo dobra wiadomość. Czytelnik cały czas jest czymś zaskakiwany i trudno oderwać wzrok od rysunków. To mocna, dobra robota i widać, że nie był to rzut na kasę, pragnienie zrobienia czegoś na bazie sentymentu do DIUNY (patrz, to co robi Disney) tylko prawdziwe kopanie głębiej, z miłości do pierwowzoru i z szacunku wypływającego z siły wyobraźni jaką zaprezentował Frank Herbert w swoich dziełach.
Podsumowując bardzo polecam, ale koniecznie tę przygodę radzę zaczynać od TOMU 1. Piękny wizualnie, bardzo dobrze napisany, zmontowany, pokolorowany, ze zgrabnym rozwinięciem świata DIUNY i ciekawymi bohaterami, którzy nie są czytelnikowi obojętni. Komiks ma silę angażowania i jest gęsty fabularnie. Wiele wątków się przeplata, postaci ścierają się ze sobą i mam wrażenie, że łączą niuansami, bez których całość byłaby chaotyczna a tu, te nici mocy sprawiają, że nie da się nie doceniać kunsztu twórców.
"Wejrzyj w siebie,a ujrzysz Wszechświat." powiedzenie Zensunnitów
tom 3
DIUNA: RÓD HARKONNENÓW
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki
Mam skłonność - ostatnio - do rozpoczynania serii komiksowych od końca, lub przynajmniej środka i jak do tej pory nawet się to udawało i nie czułam większego zagubienia a nawet w przewadze nie czułam zagubienia wcale... Jak poszło z DIUNĄ: RODEM HARKONNENÓW tomem 3? Pod względem zagubienia było mocno, pod względem wizualnym i literackim było świetnie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to seria, którą...