Star Wars: Kanan. Ostatni padawan

Okładka książki Star Wars: Kanan. Ostatni padawan
Greg WeismanPepe Larraz Wydawnictwo: Story House Egmont Seria: Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont] komiksy
276 str. 4 godz. 36 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont]
Tytuł oryginału:
Star Wars: Kanan
Data wydania:
2024-12-04
Data 1. wyd. pol.:
2024-12-04
Liczba stron:
276
Czas czytania
4 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328171251
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Kanan. Ostatni padawan w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Wars: Kanan. Ostatni padawan

Średnia ocen
7,6 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
158
158

Na półkach: , ,

Postać Kanana Jarrusa wprowadzona została do uniwersum Gwiezdnych Wojen w serialu animowanym "Rebelianci". Przyznam bez bicia, że sam serial, jak i postać rycerza Jedi, nie od razu przypadły mi do gustu. Kanan wydawał mi się pozbawiony charyzmy, niezdecydowany, nijaki. No i Jedi z blasterem? "So uncivilized", jak mawia mistrz Obi-Wan Kenobi.
Tymczasem lektura komiksu pozwala zrozumieć rozterki Kanana, które widoczne były w serialu animowanym. Ta swego rodzaju komiksowa biografia Jedi (niepełna) ukazuje jego trudne dzieciństwo, naznaczone rywalizacją w Zakonie z innymi młodzikami oraz Wojnami Klonów. Ten świeżo upieczony padawan od razu zostaje rzucony w wir brutalnych działań zbrojnych. Potrafi jednak pogłębiać swoje relacje z klonami oraz wzmacniać więź ze swoją mistrzynią – Depą Billabą.
U schyłku Wojen Klonów młody Jedi walczy o przetrwanie, najpierw uciekając przed Rozkazem 66, a później wiodąc żywot galaktycznego włóczykija, niekoniecznie parającego się legalnymi zajęciami. W końcu zmuszony jest zmienić swoją tożsamość i wkroczyć na ścieżkę, na której zabraknie miejsca dla osób znających jego dziedzictwo.
Komiks zręcznie łączy losy Kanana w szeregach Rebelii z czasami dawnymi, kiedy służył Zakonowi Jedi jako Caleb Dume. Zastosowano więc retrospekcje, które absolutnie nie zaburzają narracji. Należy też pochwalić staranną kreskę i żywe kolory. Wysoka estetyka komiksu widoczna jest szczególnie w scenach walki, zarówno na lądzie, jak i w kosmosie. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów serialu "Rebelianci".

Postać Kanana Jarrusa wprowadzona została do uniwersum Gwiezdnych Wojen w serialu animowanym "Rebelianci". Przyznam bez bicia, że sam serial, jak i postać rycerza Jedi, nie od razu przypadły mi do gustu. Kanan wydawał mi się pozbawiony charyzmy, niezdecydowany, nijaki. No i Jedi z blasterem? "So uncivilized", jak mawia mistrz Obi-Wan Kenobi.
Tymczasem lektura komiksu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

65 użytkowników ma tytuł Star Wars: Kanan. Ostatni padawan na półkach głównych
  • 47
  • 18
43 użytkowników ma tytuł Star Wars: Kanan. Ostatni padawan na półkach dodatkowych
  • 20
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Star Wars: Kanan. Ostatni padawan

Inne książki autora

Okładka książki Star Wars: Pakiet 2025 Ario Anindito, Andrea Broccardo, Jacopo Camagni, Christopher Cantwell, Marc Guggenheim, Jody Houser, Pepe Larraz, Nico Leon, Alessandro Miracolo, Ibraim Roberson, Luke Ross, Cavan Scott, Greg Weisman
Ocena 0,0
Star Wars: Pakiet 2025 Ario Anindito, Andrea Broccardo, Jacopo Camagni, Christopher Cantwell, Marc Guggenheim, Jody Houser, Pepe Larraz, Nico Leon, Alessandro Miracolo, Ibraim Roberson, Luke Ross, Cavan Scott, Greg Weisman
Okładka książki Przeznaczenie X. X-Men Gerry Duggan, Pepe Larraz, Javier Piña
Ocena 6,7
Przeznaczenie X. X-Men Gerry Duggan, Pepe Larraz, Javier Piña
Okładka książki Amazing Spider-Man (Vol. 7) #1 Joe Kelly, Pepe Larraz, John Romita Jr.
Ocena 5,0
Amazing Spider-Man (Vol. 7) #1 Joe Kelly, Pepe Larraz, John Romita Jr.
Okładka książki Rządy X. X-Men. Tom 2 Gerry Duggan, Pepe Larraz, Javier Piña
Ocena 7,1
Rządy X. X-Men. Tom 2 Gerry Duggan, Pepe Larraz, Javier Piña
Okładka książki Rządy X: Hellfire Gala Vita Ayala, Joshua Cassara, Russell Dauterman, Gerry Duggan, Alberto Foche, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Matteo Lolli, Benjamin Percy, Stephen Segovia, Marcus To, Zeb Wells
Ocena 7,3
Rządy X: Hellfire Gala Vita Ayala, Joshua Cassara, Russell Dauterman, Gerry Duggan, Alberto Foche, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Matteo Lolli, Benjamin Percy, Stephen Segovia, Marcus To, Zeb Wells
Okładka książki X mieczy. Tom 1 Mahmud Asrar, Vita Ayala, Viktor Bogdanovic, Ed Brisson, Carmen Carnero, Gerry Duggan, Carlos Gómez, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Matteo Lolli, Phil Noto, Benjamin Percy, Rod Reis, R.B. Silva, Zeb Wells, Leah Williams, Leinil Francis Yu
Ocena 7,1
X mieczy. Tom 1 Mahmud Asrar, Vita Ayala, Viktor Bogdanovic, Ed Brisson, Carmen Carnero, Gerry Duggan, Carlos Gómez, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Matteo Lolli, Phil Noto, Benjamin Percy, Rod Reis, R.B. Silva, Zeb Wells, Leah Williams, Leinil Francis Yu
Okładka książki X mieczy. Tom 2 Mahmud Asrar, Carmen Carnero, Stefano Caselli, Joshua Cassara, Gerry Duggan, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Phil Noto, Benjamin Percy, Zeb Wells, Leinil Francis Yu
Ocena 7,3
X mieczy. Tom 2 Mahmud Asrar, Carmen Carnero, Stefano Caselli, Joshua Cassara, Gerry Duggan, Jonathan Hickman, Tini Howard, Pepe Larraz, Phil Noto, Benjamin Percy, Zeb Wells, Leinil Francis Yu
Pepe Larraz
Pepe Larraz
Hiszpański rysownik, który po studiach plastycznych w Madrycie i kilku latach pracy w Europie coraz częściej działa na rynku amerykańskim. Larraz w 2010 r. zaczął rysować dla Marvela i ma w swym dorobku serie takie jak The Mighty Thor, Wolberine i X-Men, Deadpool kontra X-Force
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars: Kylo Ren. Początki Will Sliney
Star Wars: Kylo Ren. Początki
Will Sliney Charles Soule Guru-eFX
W opinii wielu (większości?) fanów, trylogia sequeli „Star Wars” nie tylko nie dorównała klasycznym Epizodom IV, V i VI, ale ustępuje również trzem prequelom. Czy rzeczywiście jest słabsza? W mojej opinii owszem, ale muszę w tym miejscu dodać, że można w niej znaleźć kilka elementów, które miały pewien potencjał. Szkoda, że dopiero tytuły z Expanded Universe rozwijają te wątki i postaci, a same filmy w wielu aspektach były rozczarowujące. Tak to jednak wygląda i obecnie jedyne co możemy zrobić jako fani, to starać się czerpać z tych książek i komiksów tyle przyjemności, ile się da. Jak wypada w tym kontekście „Kylo Ren. Początki”? Sprawdźmy. Ben Solo czuje ogromną presję oczekiwań. Jako syn bohaterów Rebelii i siostrzeniec ostatniego Rycerza Jedi, wydaje się mieć z góry wyznaczoną drogę. Jednak on sam nie czuje wcale pewności co do tego, jaką ścieżką chce podążać. Dziedzictwo przodków to nie tylko jasne strony a gdzieś w cieniu czai się… gniew. Postać Kylo Rena jest jednym z tych jaśniejszych punktów trzech sequeli. Filmy niestety ledwie zarysowały jego rys psychologiczny (najbardziej próbowano to uczynić w najlepszym z nich, czyli „Ostatnim Jedi”) i dopiero teraz, w poświęconym mu komiksie, autorzy próbują ten stan rzeczy zmienić. I trzeba przyznać, że wychodzi im to całkiem nieźle. Nie mamy jednak do czynienia z albumem wolnym od wad. Najbardziej rzuca się w oczy to, że album złożony jest z ledwie czterech zeszytów. Soule dwoi się i troi, by zmieścić na dostępnych stronach jak najwięcej. Siłą rzeczy momentami do opowieści wkrada się jednak skrótowość. Kolejne wątki są zatem dość krótkie, ale nie można za to mieć większych zastrzeżeń w materii ich jakości. Autor całkiem dobrze pokazuje to, w jaki sposób Ben Solo zmienia swoje priorytety. Nie ucieknę od tego – na wybrzmienie pewnych kwestii przydałoby się nieco więcej stron, ale i tak bohater prezentuje się tu o wiele (podkreślę - o wiele) lepiej niż w filmach. Czuć, że mamy do czynienia z postacią z krwi i kości, napędzaną pragnieniem wyjścia poza oczekiwania innych. Chce odnaleźć własną ścieżkę – niekoniecznie powiązaną z przeszłością i niekoniecznie taką, jaką jego najbliżsi uznaliby za odpowiednią. „Star Wars” to także franczyza, w której istotna jest satysfakcjonująca warstwa rozrywkowa, a na tym polu omawiany komiks także sprawdza się dobrze. Wszystko toczy się szybko (tak – to znów te cztery zeszyty), poza tym autor próbuje łatać fabularne dziury pozostawione przez filmy. Pojawia się zatem Snoke (jego akurat mogłoby być więcej – jest kimś interesującym), są też Rycerze Ren, którzy w końcu przestają być jedynie odległymi i niejasnymi figurami, zyskują za to prawdziwą tożsamość. To się chwali, tym bardziej, że absolutnie nie mamy do czynienia z kalką Sithów. Chętnie poczytałbym o nich więcej. Jakkolwiek „Kylo Ren. Początki” nie jest albumem idealnym, to w moim odczuciu stanowi udane uzupełnienie Epizodów VII, VIII i IX, całościowo prezentując się od nich zauważalnie lepiej (o ile możemy oczywiście tak lekko porównywać przedstawicieli dwóch różnych mediów). Z przyjemnością przeczytałbym kolejne komiksy poświęcone Kylo Renowi, bo nadal jest to postać o sporym potencjale, jednak na tę chwilę wygląda na to, że takowe nie są w planach osób decyzyjnych. Oby to się jeszcze kiedyś zmieniło, bo lektura była nadspodziewanie przyjemna. To dobry przykład na to, jak medium komiksowe potrafi tchnąć nowe życie w nie w pełni wykorzystane filmowe postaci. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-kylo-ren-poczatki-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry Jeremy Barlow
Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry
Jeremy Barlow Juan Frigeri
Recenzja komiksu "Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry" "Darth Maul: Syn Dathomiry" to wyjątkowy komiks w uniwersum Gwiezdnych Wojen, oparty na niewykorzystanych scenariuszach z serialu animowanego "The Clone Wars". Historia koncentruje się na jednej z najbardziej enigmatycznych i fascynujących postaci w świecie "Star Wars" – Darth Maulu – ukazując jego walkę o przetrwanie i zemstę. Fabuła i kontekst Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Darth Maul, były uczeń Dartha Sidiousa, zostaje schwytany przez swojego dawnego mistrza po dramatycznych wydarzeniach na Mandalorze. Komiks rozwija jego losy, prezentując zawiłą rozgrywkę między Maulem, Sidiousem, generałem Grievousem, hrabią Dooku i Matką Talzin – przywódczynią Sióstr Nocy i biologiczną matką Maula. W miarę jak intryga się rozwija, czytelnik odkrywa, że Maul staje się graczem w grze Sidiousa, który planuje ostateczne zniszczenie Dathomiry i Sióstr Nocy. Komiks oferuje fascynującą mieszankę polityki, zdrady, bitew i mistycyzmu, eksplorując wątki mocy, magii i osobistych ambicji. Postacie Darth Maul: Ukazany jako postać zarówno tragiczna, jak i potężna. Jego żądza zemsty i pragnienie niezależności czynią go bardziej złożonym bohaterem niż tylko narzędziem Sidiousa. Matka Talzin: Postać kluczowa dla fabuły, symbolizująca mistycyzm i potęgę Sióstr Nocy. Jej relacja z Maulem dodaje głębi całej opowieści. Darth Sidious i hrabia Dooku: Stanowią przeciwieństwo Maula – mistrzowie manipulacji i zdrady, którzy konsekwentnie realizują swoje cele. Warstwa wizualna Rysunki w "Synu Dathomiry" są dynamiczne i pełne szczegółów. Artysta wspaniale uchwycił dramatyzm i intensywność walk oraz mroczny klimat Dathomiry. Kolorystyka, w szczególności ciemne tony i jaskrawe akcenty magii Sióstr Nocy, tworzy aurę tajemnicy i grozy. Kadry bitew są spektakularne, a twarze postaci wyrażają emocje z dużą precyzją. Tematyka Komiks wciąga czytelnika w bardziej skomplikowane i mroczne aspekty uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zamiast typowej walki dobra ze złem, obserwujemy starcie sił mroku. To opowieść o zdradzie, lojalności, ambicji i nieustającej walce o władzę. Dla kogo jest ten komiks? "Syn Dathomiry" jest obowiązkową lekturą dla fanów Dartha Maula, którzy chcą dowiedzieć się więcej o jego losach poza filmami i serialem. Dla fanów "The Clone Wars" komiks stanowi idealne uzupełnienie i rozwinięcie wątków porzuconych w serialu. Podsumowanie "Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry" to emocjonująca, dobrze napisana i pięknie zilustrowana opowieść, która wnosi nową głębię do postaci Dartha Maula i jego roli w galaktyce. Komiks doskonale łączy akcję z psychologicznym portretem bohatera, tworząc historię, która zachwyca zarówno wizualnie, jak i fabularnie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 7 1 rok temu
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2. Marc Guggenheim
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2.
Marc Guggenheim David Messina Paul Fry
Recenzja: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2 Wydawnictwo Marvel / Egmont Polska Po niezłej jazdzie bez trzymanki w tomie pierwszym, Han i Chewie wracają – z większymi problemami, bardziej pokręconymi postaciami i misją, która jeszcze mocniej balansuje między „genialnym planem” a „kompletnym chaosem”. To kontynuacja, która podkręca tempo, podbija stawkę i jeszcze raz przypomina, dlaczego Han Solo to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w galaktyce. ⚙️ Fabuła i klimat: W tomie drugim wszystko robi się trochę bardziej osobiste. Nadal mamy strzelaniny, przekręty, pościgi i typowy humor, ale między tymi sekwencjami widać też nieco więcej emocjonalnej głębi – szczególnie jeśli chodzi o relacje i przeszłość Hana. To nie dramat psychologiczny, ale fajnie, że scenariusz daje miejsce na coś więcej niż tylko przekomarzanie się i ucieczki. Co ciekawe – pojawiają się nowe postacie, które dodają historii pikanterii, ale też kilka znajomych twarzy, które mogą zaskoczyć. Scenarzysta nie boi się sięgać po motywy, które balansują między legendą a rzeczywistością, i robi to całkiem zgrabnie. 🎨 Warstwa graficzna: David Messina znów trzyma poziom. Rysunki są czytelne, dynamiczne, a kadrowanie dodaje historii tempa. Świetnie wypadają też sceny akcji – czuć energię i zagrożenie. Styl nadal jest bardzo "marvelowy", ale to działa. Kolory dobrze oddają nastrój scen – od kantyn po bardziej mroczne zakamarki galaktyki. 🤔 Minusiki? Podobnie jak w pierwszym tomie – nie ma tu wielkich filozofii. To nadal lekka, przygodowa historia w duchu klasycznego Star Wars, więc jeśli ktoś liczy na coś ambitniejszego, może poczuć niedosyt. Momentami można też odnieść wrażenie, że bohaterowie wychodzą z opresji trochę zbyt łatwo – ale hej, to Han Solo. On zawsze jakoś się wywinie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin Tom Waltz
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin
Tom Waltz Kevin Eastman Peter Laird Esau Escorza Isaac Escorza Ben Bishop Luis Antonio Delgado
W popkulturze przywykliśmy do konkretnej interpretacji określenia ronin. Tym bowiem mianem, określało się samurajów, którzy utracili pana. Jednak dosłowne znaczenie jest zupełnie inne, a brzmi ono „człowiek-fala” który uda się tam gdzie poniesie go wiatr. Do ostatniego z Żółwi ten przydomek pasuje jak ulał. Jeśli kierowani nostalgią oczekujecie od Wojowniczych Żółwi Ninja relatywnie przystępnej rozrywki z pewną dozą humoru, to w tył zwrot, bo to zdecydowanie nie ten adres. Fabuła „Ostatniego Ronina” jest lepka i brudna niczym najpodlejszy ściek. Ostatni z synów Splintera ma jeden cel: rozprawić się z klanem Stopy, lub zginąć próbując. Zemsta jest tym, co go motywuje, napędza i wyniszcza jednocześnie. Jednak wie, że warto, bo gdy odebrano Ci wszystko, nic poza celem nie ma znaczenia. Oczywiście są jeszcze wątki poboczne. Choćby związany z oddolną rewolucją wymierzoną w klan Stopy, czy dotyczący trenowania pewnej młodej adeptki sztuk walki. Chociaż generalnie są one całkiem ciekawe, to dla mnie stanowią jedynie dodatek. Ten komiks to przede wszystkim znakomite studium straty, cierpienia i brzemienia, które z niej wynikają. O bohaterach będzie ogólnie, bo niemal każde poznane przed lekturą imię byłoby niepowetowaną stratą dla czytelnika. W komiksie spotkamy sporo znanych postaci, będą też zupełnie nowe, bo fabuła jest osadzona wiele lat po tym jak Shredder przewodził klanem Stopy. Można się więc domyślić, że ostatni z braci zdecydowanie wiek nastoletni ma daleko za sobą (dla niewtajemniczonych angielski nazwa tego uniwersum to Teenage Mutant Ninja Turtles). Sposób w jaki skonstruowano jego postać jest niesamowity i zaskakujący. Przyznam też, że gdy dowiedziałem się kim jest Ronin, nie mogłem wyjść z szoku, bo nigdy bym się nie spodziewał akurat jego. W temacie tej postaci warto również wspomnieć o jego relacjach z braćmi. Ich rozmowy czy kłótnie… może to nostalgia, ale za każdym razem miałem kluchę w gardle. Nie mówię tu o retrospekcjach, tylko czasie rzeczywistym. Do samego końca nie wiemy, czy są duchami czy wytworami jego pokiereszowanej przez okrutny los psychiki. To nieważne. Są, mówią i jak zawsze wkurzają, choć doskonale wie, że tak naprawdę ich nie ma. A on został i nie może sobie wybaczyć, że to akurat jemu z wojowniczej czwórki się udało. Styl graficzny jest cholernym majstersztykiem. W zasadzie dwa style. Jeden, stosowany przez większość czasu: niezwykle dopracowany, o mrocznym charakterze, idealnie dobranej kolorystyce i pięknej kresce. Drugi, gdy autorzy wspominają o tym, co się z Roninem działo w przeszłości, jest zupełnie inny. Niezwykle oszczędny, lekko zamazany, wręcz pozornie niedbały. Czarno-biała kolorystyka w stylu kreskowania krzyżowego. Te kadry pokazują największą tragedię w życiu głównego bohatera, więc człowiek ma poczucie, że kolor byłby tu wręcz nie na miejscu. Absolutnie genialny zabieg! Zostaje mi podsumować to następująco: brałem do ręki komiks z myślą, że to będzie fajny powrót do bohaterów z dzieciństwa. A odkładałem dzieło, które obróciło w pył wspomnienia i zredefiniowało postrzeganie tego klasycznego uniwersum. Jeśli kiedykolwiek było Ci z Wojowniczymi Żółwiami Ninja po drodze, musisz to przeczytać. Ostrzegam jednak, będzie bolało. BARDZO. P.S. Ten komiks absolutnie nie jest przeznaczony dla młodego czytelnika.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 10 15 dni temu
Cyberpunk 2077: XOXO Jakub Rebelka
Cyberpunk 2077: XOXO
Jakub Rebelka Bartosz Sztybor
Kapkę nie czaję lekkiego, zasłyszanego tu i ówdzie w internetu odmętach hejtu, czy też negatywnych opinii o XOXO. Nie do końca wiem, czego ludzie spodziewają się po - zeszytówce, jakby nie było - w uniwersum Cyberpunk’a. Gdzieś tam widziałem - ktoś napisał, że XOXO miał momenty lepsze i momenty gorsze. Albo że to miernota, na szybko strzelona, prosta i zbyt skupiona na jednym wątku. Czego ludzie oczekują, od kilkudziesięcio stronicowego, zamkniętego komiksu z logo Cyberpunk na okładce? Rozwinięcia czterdziestu wątków z gry? Wyjaśnienia absolutnie wszystkich niuansów na pierwszych czterech stronach, ażeby każdy zrozumiał sens? To miał być szybki strzał. Kupiłem XOXO, bo zbieram sajberanki. Spodziewałem się, że pyknę, ciachnę na raz i bajlando. Posta nie będę pieścił, bo o czym? Toż te sajberpanki, to nie wszystkie warte tego, aby posta pieścić.  Ale XOXO w mojej ocenie jest najlepszym jak dotąd Cyberpunkowym komiksem. Przeczytałem dwa razy w ciągu jednego dnia. I jestem zachwycony skurwysyńsko. Bo raz, że to naprawdę skupiona na jednym wątku opowieść - i to ogromny plus. Biorąc kolejny komiks z pokaźnego uniwersum, wcale nie mam ochoty dostawać zbyt długiego przedwstępu, ażebym się połapał. Dlatego Sztybor odwalił kawał dobrej roboty, robiąc z XOXO bardzo przystępną opowieść, która w zasadzie tylko klimatem i światem przedstawionym skleja się z macierzystym uniwersum i nie potrzebuje absolutnie żadnych wyjaśnień. Człowiek, który nie ma bladego pojęcia o Cyberpunku, zrozumie XOXO w 101%. Gdyż XOXO to komiks o… miłości (o zgrozo!), który ukradkiem o miłości stara się nie mówić, a jednak mówi o niej wcale a wcale sporo. I robi to prześwietnie. Pokazując ją od zupełnie… tyłka strony - tej brudnej i pełnej negatywnych konsekwencji. Tej absolutnie pozbawionej romantyzmu, przykrej i zepsutej od samego zaczątku. I jest to niesamowita wręcz skrajność do settingu i półświatka, w którym rzecz się dzieje. Sztosem jest również prowadzona pobocznie rysowana kreskówka, która nie dość, że stanowi przepięknie podaną alegorię tego, z czego zlepiony jest główny wątek, to jeszcze Sztybor kapitalnie wręcz uzasadnia jej istnienie w opowieści. Wizualna strona, za którą odpowiada Jakub Rebelka to miód, orzeszki, trufle - i wszystko inne dobre, co sobie tutaj wymyślisz, co to lubisz czasem wdrążolić na przekąskę, wstaw - a pasowało będzie. Rysunek Rebelki wpasowuje się w komiksowy świat Cyberpunku w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest gęsto, brudno, ciężko i konkretnie. Owa wspomniana kreskówka to absolutny majstersztyk stylistyczny. Nie mogłem się napatrzeć. No coś pięknego. Finalnie więc, jak szacować komiks, który - jakkolwiek zły czy dobry by nie był - to w ostatecznym rozrachunku i tak będzie elementem/kawałkiem/częścią czegoś większego? Na moje oko - w dupie mieć czy to sajberpank, czy nie. Kooperacja świetnego rysunku i dobrego scenariusza obroni się sama. Więcej na (IG) @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na 8 3 miesiące temu
Pingwin: Długa droga do domu Tom King
Pingwin: Długa droga do domu
Tom King Rafael de Latorre Marcelo Maiolo
Pingwin oficjalnie „odszedł z tego świata” i wiedzie spokojne życie w Metropolis. Spokojne do czasu, gdy rząd USA werbuje go jako agenta. Zadanie jest proste - odzyskać swoje dawne imperium. Cobblepot poszukuje osób, by wrócić z hukiem. Tom King to dla mnie wyznacznik jakości. Po świetnym „Mister Miracle” historia właściciela Iceberg Lounge wciąga równie mocno i nawet przez chwilę nie nuży. Fabularnie to solidny materiał. Kilka przeskoków czasowych, plejada postaci, klimat i serialu, i filmu. Postacie mają głębię. Widać, że Oswald to naprawdę ktoś, kto dał się we znaki Batmanowi. Jest chłodny, bezczelny, nieprzewidywalny, ale do tego piekielnie inteligentny. Jest też narracja każdej z postaci… mega opcja na spojrzenie na sytuację z kilku perspektyw. Do tego świetne rysunki, które pomimo zmieniających się autorów utrzymują wysoki i spójnie mroczny poziom. Cienie, gra świateł, szczegółowość (w tym piękne pokazanie deszczu w Gotham) sprawiły, że komiks wskoczył na listę największych pozytywnych zaskoczeń. Nienawiść Oswalda do świata przedstawiona fenomenalnie. Czasami sama mimika zdradzała więcej niż tekst w dymku. Komiksy superbohaterskie często mielą i mielą wciąż te same pomysły. „Pingwin” pewnie też nie jest wyjątkiem, ale oprócz tego, że uczy, by nie rozmawiać z pingwinem z parasolem, to przede wszystkim zaciekawia i nakręca na kolejne wydarzenia. Zaskoczenie i przebicie oczekiwań. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na 8 4 miesiące temu
Transformers. Tom 1: Zamaskowane roboty Mike Spicer
Transformers. Tom 1: Zamaskowane roboty
Mike Spicer Daniel Warren Johnson
Przyznaję się bez bicia, transformersy w ogóle mnie nie interesują, w całym moim życiu widziałem może dwa filmy i kilka odcinków kreskówki z tymi robo-autami. Co mnie za to bardzo interesuje to Daniel Warren Johnson (w skrócie DWJ) i jego rysunki i dla tego człowieka warto jest sięgnąć po ten komiks. DWJ jest jednym z najbardziej dynamicznych rysowników na obecnym rynku komiksowym. Mało kto rysuje akcję, skalę oraz tempo tak jak on. NIkt inny nie narysowałby wielkich samochodo-robotów stosujących na sobie ruchu z amerykańskich zapasów, a jeżeli już jakiś szaleniec wpadłby na taki pomysł, to tylko DWJ był w stanie to zrobić tak dobrze. Niektóre kadry wyryły mi się w umyślę i ich nigdy nie zapomnę, ten gość jest taki dobry. Historia również jest niezła. Zarówno postacie ludzkie jak i mechaniczne potrafią chwycić za serce a złowrogi Starscream jest udanym złoczyńcą. Niestety w trakcie scen walki miałem problemy z rozróżnieniem od siebie poszczególnych robotów; widać tutaj rodowód tych postaci jako zabawki do masowej produkcji. Z tego co wiem to od drugiego tomu, kto inny przejmuje obowiązki rysownika, natomiast DWJ zostaje wyłącznie scenarzystą. Podobno nowy rysownik trzyma poziom, lecz nawet po tej lekturze moje zainteresowanie Transformersami jest znikome; wystarczy mi na półce ten jeden genialnie narysowany tom.
mateuszcelestyn - awatar mateuszcelestyn
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa Charles Soule
Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa
Charles Soule Ramon Rosanas
Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa" Piąty tom serii „Star Wars” kontynuuje wydarzenia rozgrywające się pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”, zbliżając Rebelię do ostatecznego starcia z Imperium. Bohaterowie, wciąż podzieleni i osłabieni wcześniejszymi wydarzeniami, muszą znaleźć sposób, by odbudować swoje siły i przygotować się na decydujące uderzenie. Fabuła koncentruje się na Leii, Luke’u i Lando, którzy próbują skonsolidować rozproszoną flotę Rebelii, jednocześnie mierząc się z nowymi zagrożeniami. Imperium, choć osłabione, nie zamierza łatwo oddać kontroli nad galaktyką, a komandor Zahra nadal jest zaciekłym wrogiem Sojuszu. Dodatkowo Luke Skywalker staje przed kolejnymi próbami zrozumienia swojego przeznaczenia jako Jedi i przygotowuje się do konfrontacji, która zadecyduje o jego przyszłości. Tom ten łączy dynamiczną akcję z politycznymi intrygami i rozwojem postaci. Widać wyraźnie, jak bohaterowie dojrzewają i ewoluują w obliczu nadchodzącej bitwy. Leia umacnia się jako liderka, Lando stara się zyskać pełne zaufanie Rebelii, a Luke stopniowo staje się bardziej świadomy swojej roli w nadchodzącym konflikcie. Pod względem wizualnym komiks prezentuje solidny poziom. Sceny bitewne są efektowne i pełne detali, a rysunki dobrze oddają emocje postaci. Kolorystyka i dynamika kadrów budują napięcie, szczególnie w momentach kluczowych dla fabuły. „Droga do zwycięstwa” to ważny etap w historii Gwiezdnych Wojen, prowadzący bezpośrednio do wydarzeń z „Powrotu Jedi”. To tom, który skutecznie buduje atmosferę nadchodzącego finału, dostarczając zarówno emocjonujących scen akcji, jak i głębszego spojrzenia na przemiany bohaterów. Dla fanów sagi jest to pozycja obowiązkowa, która spaja wcześniejsze wątki i przygotowuje grunt pod ostateczne starcie z Imperium.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 7 1 rok temu
Batman: Failsafe Chip Zdarsky
Batman: Failsafe
Chip Zdarsky Jorge Jimenez Tomeu Morey
Batman Tom 1 Failsafe. Nowy początek Batmana to zawsze spore wydarzenie, a Failsafe jest całkiem udanym startem nowej serii. Nie ma co jednak oczekiwać wybitnej fabuły – to klasyczny akcyjniak, który nie sili się na przesadne intelektualizowanie, ale daje sporo frajdy. I właśnie o to chodzi. Akcja pędzi do przodu praktycznie bez przerwy. Kolejne efektowne sceny sprawiają, że czyta się to jednym tchem, a mimo przewidywalnej intrygi historia ma w sobie coś, co trzyma przy lekturze. Czuć adrenalinę i energię, a Batman wciąż pozostaje Batmanem – twardym, zdeterminowanym i gotowym na wszystko bohaterem. Tytułowy Failsafe to nowy przeciwnik, z którym Mroczny Rycerz musi się zmierzyć. Wrogów jest jednak więcej, zarówno tych fizycznych, jak i tych ukrytych w zakamarkach umysłu Bruce’a Wayne’a. Aby stawić czoła niezniszczalnej maszynie, Batman sięga po nietypowe rozwiązania, które dodają fabule nieco świeżości. Choć trzeba przyznać, że pewne momenty balansują na granicy przesady: jak choćby scena, w której Batman spada z orbity, otrzepuje się z płomieni i wraca do bitki. Tutaj zawieszenie niewiary bywa naprawdę trudne. Od strony wizualnej komiks prezentuje się świetnie. Nowoczesne, dynamiczne i stylowe ilustracje dobrze pasują do szybkiej fabuły. Może nie każdemu fanowi klasycznego Batmana przypadną do gustu, ale dla mnie to właśnie taki kierunek powinny obrać nowe przygody Nietoperza: świeży, efektowny i przyciągający wzrok. Failsafe to prosty, ale bardzo satysfakcjonujący tom. Nie ma tu wielkich filozofii, ale jest akcja, klimat i bohater, którego dobrze znamy, a jednocześnie chcemy wciąż oglądać go w nowych odsłonach. Fajne, przyjemne i z pazurem. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DOIiy8tDD_F/?igsh=MTc4b2s1b3Fmd29qbw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Gotham: Rok pierwszy Phil Hester
Gotham: Rok pierwszy
Phil Hester Tom King Eric Gapstur Jordie Bellaire
W końcu musi nadejść moment, gdy Tom King mnie rozczaruje. Ale to jeszcze nie ten dzień. Acz trzeba mu przyznać, że w „Gotham: rok pierwszy” gra mniej swoimi typowymi mocnymi stronami niż w „Vision” czy „Mister Miracle”, które zaskakiwały emocjonalną, obyczajową stroną i wymykały się ciut klasyfikacji. Opisywany dziś komiks jest komiksem bezlitośnie gatunkowym, to zimny i ponury kryminał noir. Coby nie zdradzać zbyt wiele, komiks opowiada o przełomowym momencie w historii Gotham. Mamy rok 1961, a miasto jest dalekie od bycia brudną stolicą przestępczości. Jest to miejsce, gdzie z uśmiechem witasz się z każdym sąsiadem i puszczasz dzieci same do szkoły. Przynajmniej w niektórych, bardziej… białych dzielnicach. Miasto nie było pozbawione cieni, niepokojów na tle rasowym, policyjnej brutalności. Umówmy się, to kryminał noir. Główny (anty?) bohater to brutalny detektyw pomagający rodzinie Wayne’ów odzyskać porwaną córkę, ciągle pada deszcz, wszyscy palą szlugi i są dla siebie zimni jak lód. No i jest bardzo porządnie. Ja fanem kryminałów nie jestem, scenariuszowo dla mnie było to zbyt naiwne, przerysowane, jak zawsze z rozdziału na rozdział kto inny był głównym podejrzanym, przez co nawet nie chciało mi się bawić w domysły. Natomiast klimat działał tu w punkt. Pierwszoosobowa narracja doskonale zagrała, poczucie miasta pogrążającego się w chaosie zrobiło wrażenie, plus przewija się tu kilka naprawdę przewrotnych i zaskakujących relacji. Tom King narracyjnie błyszczy jak zawsze. Wypada pewnie porównać „Gotham” do „Długiego Halloween”; moim zdaniem „Gotham” było bardziej ludzkie i namacalne, ale scenariuszowo „Halloween” mocniej intrygowało. Fanom noirowej estetyki zdecydowanie polecam, bardziej niż fanom typowego superbohaterstwa. Moje obyczajowe serce nie zabiło mocniej, ale klimat opowieści zostanie ze mną na dłużej. Za egzemplarz ślicznie dziękuję Wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Void Rivals. Tom 1. Więcej niż mogłoby się zdawać Robert Kirkman
Void Rivals. Tom 1. Więcej niż mogłoby się zdawać
Robert Kirkman Lorenzo De Felici Matheus Lopes
Pierwszy tom Void Rivals otwiera nowe uniwersum Energonu, choć sam komiks nie zawiera żadnych bezpośrednich odniesień do innych tomów. To dość zaskakujące. Fabuła skupia się na dwóch przedstawicielach zwaśnionych ras – Aggorianach i Zertorianach – które od wieków toczą ze sobą nieprzerwaną wojnę. Każda ze stron uważa drugą za wrogą, wręcz odrażającą. Los sprawia jednak, że piloci z obu cywilizacji rozbijają się na tej samej planetoidzie. Początkowa nieufność szybko zostaje zastąpiona koniecznością współpracy – aby przetrwać, muszą zacząć działać razem. Sam początek historii wypada dość schematycznie i przewidywalnie – konflikt, niechętna współpraca, wzajemne poznawanie się. Dzieje się tu niewiele, a tempo jest umiarkowane. Na szczęście w dalszej części komiksu akcja wyraźnie przyspiesza. Bohaterowie odkrywają zaskakujące fakty, które zmieniają ich spojrzenie na otaczający świat, a to, co zaczęło się jako niewielka osobista historia, przeradza się w opowieść o znacznie większej skali. Niestety, właśnie w momencie, gdy napięcie narasta, historia zostaje przerwana. Zakończenie zostawia wiele pytań bez odpowiedzi, ale jednocześnie skutecznie budzi ciekawość wobec dalszego ciągu. Pod względem wizualnym Void Rivals prezentuje się ciekawie, choć bez szczególnego rozmachu. Kolory są stonowane, a styl graficzny utrzymany w surowej estetyce przypominającej klimatem Gwiezdne Wojny. Projekt świata jest interesujący, choć pierwsze strony komiksu nie oferują szczególnie wyróżniających się plansz. Dopiero w dalszej części oprawa pokazuje pazur. Void Rivals to udany, choć niepozorny początek większej opowieści. Komiks potrafi naprawdę wciągnąć. Jestem bardzo ciekawy kontynuacji. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DLXL9JLMISG/?igsh=em5la3BwY2kwcTlo
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Uwertura Rafael Albuquerque
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Uwertura
Rafael Albuquerque Dave Stewart Simon Spurrier Ram Venkatesan
Batman i jego przygody doczekały się już w zasadzie każdego możliwego scenariusza, zakończenia, ponownego rozpoczęcia. Wszak Detektyw-Nietoperz ma już 86 lat. Chociaż się nie starzeje i nadal to ten sam Bruce Wayne (no, z małymi wyjątkami), ciężko czasem wymyślić koło na nowo. Wiadomo, że dla fanów Gacka każda historia z nietoperzem będzie dobra (czy na pewno? Patrzę na Ciebie Tynion IV…) ale no właśnie – trzeba przecież jakoś przyciągnąć zainteresowanie. Ram V zrobił to w moim odczuciu perfekcyjnie. Gothamski Nokturn wprowadza nową jakość do historii o Batmanie, przynajmniej do tych historii które znam (nie ma ich znowu aż tak gigantycznie dużo, chociaż znam sporo). Wraca on do korzeni Batmana, klimatu noir, budując swoją opowieść na wzór opery, rozbudowując kolejne wątki i stopniując napięcie. Pierwsza część Gothamskiego Nokturnu jest więc wprowadzeniem, rozstawieniem bohaterów na planszy, przedstawieniem aktorów – mamy więc z jednej strony Batmana-Bruce’a Wayne’a, który jest trochę innym niż ten którego znamy. Jest emerytowany Jim Gordon, próbujący znaleźć na nowo swoje miejsce w Gotham i wpadający na dziwnego dzieciaka bez tożsamości. Z drugiej strony – jest Harvey Dent aka Two-Face, którego wątek w tym komiksie i jego kontynuacji (jestem w trakcie) to istne złoto. Jest też tajemnicza rodzina Orghamów, jednych z założycieli Gotham, kojarzonych głównie nie bez powodu z Arkham… Gothamski Nokturn to podróż przez koszmary – zarówno Batmana jak i Two-Face. Fabularnie komiks jest wyśmienity. Gorzej trochę z częścią wizualną. Rysunki Rafaela Albuquerque są wyśmienite, oddają klimat Gotham i świata Batmana. Za to prace Daniego, który rysuje historię Gordona, wydają się niechlujne, nieczytelne, zlewające się. Może taki był zabieg? Nie do końca mi podszedł chociaż, nie ukrywam – forma przedstawienia części opowieści w kadrze jako opisy akurat do mnie trafia. Ram V udanie przywitał się ze światem Gacka, wprowadzając w niego elementy świeżości a może właśnie sprowadzając go do tego klasycznego, gotyckiego świata. Wiem, że jego przygoda na razie z Detective Comics się skończyła, ale liczę na to, że wróci. A przede mną jeszcze trzy akty tej opery.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 4 miesiące temu
Leviathan Shiro Kuroi
Leviathan
Shiro Kuroi
"Leviathan" autorstwa Shiro Kuroi to opowieść o naszym człowieczeństwie. O tym, jak byśmy się zachowali, gdy zostalibyśmy postawieni w ekstremalnej sytuacji i zmuszeni do walki o przeżycie. Zapewne każdy z nas chciałby zachować się szlachetnie, ale niestety historia w większości przypadków przytacza dokładnie odwrotne przykłady. To jedna z tych historii, gdzie na pokładzie kosmicznego statku pasażerskiego, gdzieś pomiędzy Proximą Centauri, a Ziemią mamy okazję przejrzeć się w reprezentacyjnej próbce społeczeństwa. W momencie trudnej sytuacji bardzo szybko dochodzi do przemocy, podziałów klasowych, a grupki chłopaków zaczynają polować na dziewczyny w wiadomym celu. Jest tutaj kilka jednostek, które pomimo wszystko odmawiają udziału w tym wszystkich i do końca starają się pozostać neutralne lub po prostu dobre. Chociaż oczywiście domyślacie się jak niezwykle trudne to było w świecie rządzonym prawem silniejszego. Bardzo udanym zabiegiem jest przedstawienie fabuły przez autora dwutorowo. Z jednej strony śledzimy losy trzech kosmicznych łowców skarbów, którzy udają się na zniszczony statek wycieczkowy w nadziei odnalezienia czegoś wartościowego. Zamiast tego trafiają na pamiętnik jednego z uczestników feralnego rejsu i właśnie przez jego wspomnienia poznajemy wydarzenia zaraz po katastrofie. Tworzy to wspaniałe uczucie u czytelnika, jakby sam odkrywał całą historię i pozwala na większe wczucie się w całą historię. Dodatkowo autor samej opowieści, właśnie w tej dwutorowości ukrył kilka niespodzianek dzięki czemu lektura sprawia wiele przyjemności. Całość została wydana w jednym tomie. W twardej oprawie, z pięknie pomalowanymi z zewnątrz stronami. Jak często zdarza się w przypadku mangi. Kilkanaście stron jest kolorowych, ale ogólnie jest to pozycja czarno biała i bardzo dobrze. Te rozpadające się ściany statku kosmicznego i wszelkie sceny przemocy wspaniale wyglądają w takiej palecie kolorów. Niestety tutaj mam największy zarzut do całej pozycji i jest to właśnie sposób jej wydania. Może pięknie wygląda i dobrze prezentuje się na półce. Niestety okładkowa cena prawie 150 zł powoduje, że pewnie znacznie mniej osób sięgnie po ten tytuł. Ja sam odpuściłem pomimo wielu dobrych recenzji. Przeczytałem dopiero jak przypadkiem udało mi się znaleźć ten tytuł we wspaniałym punkcie bibliotecznym filii nr 31 w Krakowie. Komiks przeczytany dzięki uprzejmości biblioteki oraz Budżetu Obywatelskiego Miasta Krakowa. W takich chwilach czuję jak moje podatki idą na dobre cele. Bardzo dawno nic nie napisałem i autentycznie czułem jak mój mózg oduczył się takiej pracy. Tekst powstawał w bólu więc proszę bądźcie wyrozumiali. Życzę, aby sprawił wam tyle przyjemności jak mi czytanie tej mangi.
zawsze_spozniony - awatar zawsze_spozniony
ocenił na 7 3 miesiące temu

Cytaty z książki Star Wars: Kanan. Ostatni padawan

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: Kanan. Ostatni padawan