rozwińzwiń

Diuna. Ród Atrydów

Okładka książki Diuna. Ród Atrydów autora Kevin J. Anderson, Brian Herbert, 9788383382623
Okładka książki Diuna. Ród Atrydów
Brian HerbertKevin J. Anderson Wydawnictwo: Rebis Cykl: Preludium do Diuny (tom 1) Seria: Diuna fantasy, science fiction
744 str. 12 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Preludium do Diuny (tom 1)
Seria:
Diuna
Tytuł oryginału:
Dune. House Atreides
Data wydania:
2024-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2000-05-01
Data 1. wydania:
2000-08-01
Liczba stron:
744
Czas czytania
12 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383382623
Tłumacz:
Marek Michowski
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Diuna. Ród Atrydów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Diuna. Ród Atrydów



książek na półce przeczytane 4027 napisanych opinii 3063

Oceny książki Diuna. Ród Atrydów

Średnia ocen
7,2 / 10
486 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Diuna. Ród Atrydów

avatar
1076
831

Na półkach: , , , ,

W kwietniu 2021 roku zakończyłem czytać książkę Czerwie Diuny, która była drugim tomem dylogii Diuna 7, która z kolei jest zakończeniem Kronik Diuny. Od tamtego czasu nie odwiedzałem świata Diuny. Jednak w listopadzie 2024 roku udało mi się zakupić trzy książki: Ród Atrydów, Ród Harkonnenów oraz Ród Corrinów. Tytuły te ukazały się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.
14 lutego 2025 roku rozpocząłem czytanie pierwszego ze wspomnianych tytułów, a mianowicie Ród Atrydów. Akcja powieści ma miejsce około 50 lat przed wydarzeniami pokazanych w Diunie. Na czele Atrydów stoi książę Paulus Atryda, a jego syn Leto jest zaledwie nastolatkiem. Imperium rządzone jest przez Padyszacha Elrooda IX Corrino, lecz chrapkę na zostanie imperatorem ma jego syn, Szadam IV Corrino. Ten ostatni z pomocą przyjaciela, Hasimira Fenringa, próbuje przyśpieszyć swoje wejście na tron. W powieści rzecz jasna nie brakuje Harkonnenów, z baronem Vladimirem na czele. Jednak fizjonomia barona bardzo Was zaskoczy (mnie zaskoczyła). W powieści pojawiają się również Bene Gesserit wraz z ich planem eugenicznym, który wkracza w decydującą fazę.
Oprócz znanych bohaterów znanych z Diuny, pojawiają się również mniej znane lub praktycznie stworzone na nowo postacie. Jednym z takich bohaterów jest Dominik Vernius oraz cała jego rodzina, która jest zaprzyjaźniona z Atrydami. Brian Herbert oraz Kevin J. Anderson musieli zmierzyć się z faktami, które są znane z Uniwersum Diuny. Jednak mieli swoje małe poletko, na którym mogli popuścić wodze fantazji i stworzyć rzeczy w ogóle nieznane.
Dzięki temu książkę tę czytało mi się bardzo dobrze. Na przeczytanie 723 stron potrzebowałem dziesięciu dni oraz trzynastu posiedzeń. Wynik taki plasuje tytuł ten na 151 miejscu wśród 324 książek Przeczytanych na tronie. Oczywiście polecam tę powieść, gdyż rozszerza fakty z Diuny oraz dodaje całkowicie nieznane.

https://www.facebook.com/czytamnatronie/

W kwietniu 2021 roku zakończyłem czytać książkę Czerwie Diuny, która była drugim tomem dylogii Diuna 7, która z kolei jest zakończeniem Kronik Diuny. Od tamtego czasu nie odwiedzałem świata Diuny. Jednak w listopadzie 2024 roku udało mi się zakupić trzy książki: Ród Atrydów, Ród Harkonnenów oraz Ród Corrinów. Tytuły te ukazały się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.
14...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
458
455

Na półkach:

Pierwszy tom Preludium do Diuny w końcu odsłania, jak doszło do wydarzeń znanych z Kronik. Na scenie pojawiają się bohaterowie, których znamy z sagi: książę Leto, baron Harkonnen, matki wielebne Bene Gesserit czy niezapomniany Duncan Idaho.

Spośród wszystkich powieści kontynuujących cykl ta najbardziej przypomina styl i klimat Franka Herberta. Dzięki temu czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Każdy wątek ma tu znaczenie – pozwala lepiej zrozumieć, kto jest kim i jakie decyzje ukształtowały bieg wydarzeń w oryginalnych tomach.

Choć Ród Atrydów liczy ponad sześćset stron, lektura płynie sprawnie. Rozdziały są dłuższe niż w poprzednich minicyklach, ale wciągają tak, że czas mija niepostrzeżenie. Autorzy rzucili światło na drogę prowadzącą do Diuny i tchnęli w sagę nowe, pełne dynamiki życie.

To już nie domysły, lecz barwnie podane wyjaśnienia oparte na notatkach Franka Herberta, wzbogacone jednak o oryginalne pomysły kontynuatorów. Jak mawiają Bene Gesserit – nie da się stworzyć czegoś z niczego. Tu udało się znakomicie.

Każdy kolejny tom udowadnia, że duet autorów coraz bardziej się rozkręca. Podsuwają nowe tropy, niespodzianki, a przy tym uczą – bo Diuna nigdy nie była tylko rozrywką. Wątki polityczne, ekologiczne i religijne pełne są znaczeń, które dociekliwy czytelnik potrafi odczytać.

Diuna: Ród Atrydów to świetna książka i z pełnym przekonaniem ją polecam. Sam już sięgam po kolejny tom Preludium.

Pierwszy tom Preludium do Diuny w końcu odsłania, jak doszło do wydarzeń znanych z Kronik. Na scenie pojawiają się bohaterowie, których znamy z sagi: książę Leto, baron Harkonnen, matki wielebne Bene Gesserit czy niezapomniany Duncan Idaho.

Spośród wszystkich powieści kontynuujących cykl ta najbardziej przypomina styl i klimat Franka Herberta. Dzięki temu czyta się ją z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
585
346

Na półkach:

Czasem się zastanawiam czy fakt, że “Diuna” jako seria urosła do swojego aktualnego rozmiaru jest czymś dobrym czy złym (w kontekście ilości tomów, nie popularności oczywiście). Z jednej strony mam takie nie do końca sprecyzowane odczucie, że pewne dzieła dobrze zostawić w pewnym momencie, nawet jeśli czytelnicy poczują żal, że nie wejdą do danego świata już nigdy na nowo to będzie to żal dobrego typu. Z drugiej… Naprawdę dobrze mi się czytało “Ród Atrydów”. Z pewnymi zastrzeżeniami, ale jednak.

Książka jest już trochę na rynku, więc to ja się spóźniłem na imprezę - ale może to i lepiej, zagorzali fani oryginalnej serii być może już ochłonęli i zrozumieli, że książki Herberta juniora i Andersona to jednak nie to samo, co książki Herberta seniora. Wydaje mi się, że właśnie utrzymywanie w głowie tej perspektywy, iż “Ród Atrydów” nie jest tym samym, co “Kroniki Diuny” stanowi klucz do czerpania przyjemności z lektury. Sam darzę oryginalną serię wielką estymą, ale jakoś nie przeszkadza mi, że duet, który przejął schedę po Herbertcie podchodzi do tematu uniwersum nieco inaczej. “Ród Atrydów” bowiem może momentami być bliżej klimatem powieściom z nurtu young adult niż oryginalnej, głęboko humanistycznej i filozoficznej atmosfery i w mojej ocenie jest to jak najbardziej w porządku. Czytanie o losach młodego Leto I, jego ojca Paulusa, dzieciństwie Duncana czy wczesnych latach rządów Vladimira Harkonnena w tym zdynamizowanym, nieco uproszczonym wydaniu jest po prostu przyjemne.

Wydaje mi się, że w pewien dziwny sposób to nawet dobrze, że “Ród Atrydów” nie próbuje naśladować atmosfery “Kronik” - prawdopodobnie wypadłoby to blado, a tak przynajmniej dostajemy okazję wejścia do świata “Diuny" ponownie w nieco luźniejszej formie. Czy to dobrze, że autorzy większość rzeczy dają czytelnikowi na talerzu? Że intrygi, choć obecne, to nie są szczególnie zawiłe i nie pozostawiają czytelnikowi za wiele pola dla domysłów? Że całość jest mniej przegadana i bardziej wartka niż “Kroniki”? Kwestia perspektywy. Jeśli oczekujecie, że “Ród Atrydów” będzie książką, której moglibyście spokojnie przypisać autorstwo Herberta seniora to pewnie się rozczarujecie. Jeśli podejdziecie jednak do niej z otwartą głową i bez szczególnych oczekiwań to powinniście się nieźle bawić. Nawet jeśli będziecie mieć ochotę pokłócić sie z autorami o ten czy inny wątek - być może w tym właśnie zawierać się będzie część zabawy.

W mojej ocenie “Ród Atrydów” to bardzo przyjemna, względnie zniuansowana i wielowątkowa historia osadzona w wielkim, ciekawym uniwersum. Z racji jej oczywistej wtórności wobec oryginału nie towarzyszy jej poczucie odkrywanie nowego świata, ale nie znaczy to, że jest nudna. Prawdopodobnie właśnie z racji swej lekkości (względnej wobec “Kronik”, punkt odniesienia jest tutaj bardzo ważny) “Ród Atrydów” czytało mi się szybciej i przyjemniej niż niejedną część oryginalnej serii. Czy jest to powieść równie dobra? Nie, ale nie dlatego pewne dzieła są nazywany arcydziełami, żeby można było tak wyróżnić wszystko inne, z definicji są raczej rzadkie. Co tu dużo mówić - starzy fani pewnie i tak czytali, nowi pewnie przeczytają, a Ci z Was, którzy są niezdecydowani, ale zainteresowani - warto dać “Rodowi Atrydów” szansę.

https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow

Czasem się zastanawiam czy fakt, że “Diuna” jako seria urosła do swojego aktualnego rozmiaru jest czymś dobrym czy złym (w kontekście ilości tomów, nie popularności oczywiście). Z jednej strony mam takie nie do końca sprecyzowane odczucie, że pewne dzieła dobrze zostawić w pewnym momencie, nawet jeśli czytelnicy poczują żal, że nie wejdą do danego świata już nigdy na nowo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1332 użytkowników ma tytuł Diuna. Ród Atrydów na półkach głównych
  • 657
  • 654
  • 21
353 użytkowników ma tytuł Diuna. Ród Atrydów na półkach dodatkowych
  • 248
  • 32
  • 22
  • 20
  • 15
  • 8
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Diuna: Ród Corrinów, tom 1 Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 6,9
Diuna: Ród Corrinów, tom 1 Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Ocena 6,7
Diuna: Ród Harkonnenów, tom 3 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Okładka książki Zgromadzenie żeńskie z Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 7,2
Zgromadzenie żeńskie z Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna. Ród Corrinów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 7,0
Diuna. Ród Corrinów Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna: Ród Harkonnenów, tom 2 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Ocena 6,7
Diuna: Ród Harkonnenów, tom 2 Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Michael Shelfer
Okładka książki Księżniczka Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Ocena 6,4
Księżniczka Diuny Kevin J. Anderson, Brian Herbert
Okładka książki Diuna Powieść graficzna. Księga 3. Prorok Raúl Allén, Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Frank Herbert, Patricia Martin
Ocena 7,5
Diuna Powieść graficzna. Księga 3. Prorok Raúl Allén, Kevin J. Anderson, Brian Herbert, Frank Herbert, Patricia Martin
Brian Herbert
Brian Herbert
Pisarz science-fiction, znany głównie jako syn Franka Herberta i kontynuator sagi o Diunie. Mieszka w Waszyngtonie. Brian Herbert napisał powieści Sidney's Comet, Man of Two Worlds (z ojcem) i Sudanna Sudanna. W 2003r. Herbert napisał biografię ojca: Dreamer of Dune: Biografia Frank Herbert. Brian stworzył również zgodności z Uniwersum Diuny na podstawie notatek ojca. Jest najbardziej znany ze współpracy z autorem Kevin J. Anderson, z którym napisał wiele prequeli do ojca landmark 1965, powieści science fiction, o Diune. Duet rozpoczął współpracę trylogią "Preludium do Diuny (1999-2001) i Legends of Dune (2002-2004). Powieści Hunters of Dune (2006) i Sandworms z Dune (2007),według Herberta i Andersona, są w oparciu o konspekt i notatki pozostawione przez Franka Herberta. W 2008 roku Brian i Anderson rozpoczęli publikowanie Heroes of Dune, interquel serii czterech powieści, które mają miejsce między powieści w oryginalnej serii Franka Herberta. Żonaty od 1967 roku, ma trzy córki Julie, Kim i Margaux Beverly. Ma starszą siostrę, Penny oraz młodszego brata. Jego brat, Bruce Calvin Herbert (okulista) zmarł na AIDS w 1999 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Diuna. Ród Harkonnenów Kevin J. Anderson
Diuna. Ród Harkonnenów
Kevin J. Anderson
Już wspominałem, że w tym roku powróciłem do świata Diuny. 31 maja rozpocząłem drugą część cyklu Preludium do Diuny, zatytułowany Ród Harkonnenów. I po raz kolejny duet Brian Herbert - Kevin J. Anderson dali radę wprowadzając do znanego świata Diuny nowe elementy. Znany z powieści Diuna Padyszach Imperator Szaddam IV Corrino już od kilku lat zasiada na imperialnym tronie. Planeta Diuna w tej części powieści zarządzana jest przez barona Harkonnena, który czerpie pełnymi garściami z Arrakis. Plan imperatora o sztucznej przyprawie nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Oczywiście nie można zapominać o siostrach Bene Gesserit, które coraz bardziej wchodzą w polityczne układy, gdzie najważniejszy jest ich plan eugeniczny, do finału którego jest już całkiem blisko. Sam Leto Atryda nadal musi mieć się na baczności, gdyż baron Harkonnen nadal chce usunąć go z polityki. Lecz Atryda ma bardzo ważnych sojuszników w osobach Thufira Hawata, Duncana Idaho a na horyzoncie pojawia się Gurney Halleck. Trudno opowiedzieć o tej książce cokolwiek aby nie powiedzieć, co nam zafundowali autorzy. Książkę tę czytało mi się dobrze. Na przeczytanie 782 stron potrzebowałem dziewięciu dni oraz dziesięciu posiedzeń. Wynik taki plasuje tytuł ten na 104 miejscu wśród 340 książek Przeczytanych na tronie. Oczywiście polecam, bo jest to bardzo ciekawe rozwinięcie świata Diuny. https://www.facebook.com/czytamnatronie/
Czytam_Na_Tronie - awatar Czytam_Na_Tronie
ocenił na84 miesiące temu
Heretycy Diuny Frank Herbert
Heretycy Diuny
Frank Herbert
Po krótkiej przerwie wracam, by dokończyć kosmiczną sagę Diuny, tym razem mierząc się z jej Heretykami. Nie wiem, czy to chwila wytchnienia od tego świata, czy może fakt, że ten tom skupia się głównie na Zgromadzeniu Żeńskim, ale coś sprawiło, że piąta część Kronik Diuny wydaje mi się jak dotąd najbardziej złożonym dziełem Franka Herberta — i jednocześnie najbardziej mi się spodobała w tej podróży w przyszłość. Znów mamy tu przeskok w czasie: około 1500 lat po wydarzeniach opisanych w Bogu Imperatorze. Monopol dawnej Diuny na melanż został przełamany — przyprawa pozyskiwana jest już także z innych źródeł. Wszechświat uległ głębokim przemianom: całe planety i cywilizacje zdążyły upaść albo zmienić swoje nazwy. Na scenie pozostali jednak dobrze znani gracze: Ixianie, Bene Tleilax oraz — moje ulubione — Bene Gesserit. Pojawia się też coś zupełnie nowego, z czym muszą zmierzyć się wszyscy: uwodzicielskie i bezwzględne Dostojne Matrony. Ojciec Diuny wiele w tej części nam wyjaśnia. W końcu poznajemy tajemnice mistrzów genetyki z Tleilaxa, a także to, co Leto II naprawdę miał na myśli i jak wyglądał jego Złoty Szlak dla ludzkości. Jest tu dużo filozofii, jeszcze więcej religii — i działa to na korzyść książki, bo pozwala lepiej zrozumieć kierunek, w jakim zmierzają bohaterowie. Niby główną postacią jest baszar Teg, ale mam wrażenie, że to celowa zmyłka autora. Dla mnie prym w tej opowieści wiodą dwie siostry z Bene Gesserit. Cieszy mnie, że to właśnie one przetrwały galaktyczne przemiany i trwają w tej historii, nadając jej ciągłość i głębszy sens. Robią to zresztą znakomicie, adaptując się do zmieniających się układów sił we wszechświecie i do nowych zagrożeń — zgodnie ze starą zasadą: czego nie możesz pokonać, przyswój. Heretycy Diuny to kolejne arcydzieło w sześciotomowym cyklu, ukazujące ogrom wyobraźni Herberta seniora, jego wiedzę, rozeznanie i niezwykłą umiejętność łączenia tych elementów w spójną całość, która urzeka i fascynuje nawet po tylu latach od premiery pierwszej powieści z tego uniwersum. Oczywiście doczytam do końca trzy pozostałe tomy i chyba nic już nie zmieni mojego zdania o tej serii: to najbardziej fascynujący, dopracowany w każdym szczególe kosmos w historii literatury — nie tylko fantastycznej. Mariaż SF z fantasy, bo tak traktuję całą Diunę, jest znakomitą rozrywką, ale daje też szansę wzbogacenia się o wiedzę z wielu dziedzin i czerpania z tego dodatkowej satysfakcji. Czytając Heretyków Diuny, dostaniecie jedno i drugie. I — jak ja — zapragniecie niezwłocznie poznać finał tej sagi, ciesząc się, że macie ją w całości na swojej półce. Serdecznie polecam.
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na93 miesiące temu
Zgromadzenie żeńskie z Diuny Brian Herbert
Zgromadzenie żeńskie z Diuny
Brian Herbert Kevin J. Anderson
Od wydarzeń z bitwy pod Corrinem minęło ponad 80 lat. Powstało nowe Imperium, a wraz z nim Wielkie Szkoły. Jedną z nich jest Zgromadzenie Żeńskie, będące spadkobiercą czarowniczek z Rossaka. Butlerowcy wciąż mają się dobrze i tępią każdy przejaw postępu technologicznego, wierząc, że ten doprowadzi do powrotu ery myślących maszyn. Tymczasem w swoim programie eugenicznym Wielebna Matka Raquella korzysta — jak głoszą plotki — z zakazanych komputerów. Tak mniej więcej rysuje się fabuła tego tomu Wielkich Szkół Diuny. Opowieść jest misternie poprowadzona, pozwala spojrzeć na uniwersum z wielu stron i perspektyw, koncentrując się jednak na siostrach z Rossaka. To kolejna odsłona zakrytych dla fanów Diuny fragmentów jej świata, napisana z wiernością wizji Franka Herberta. To chyba najlepsza książka kontynuatorów, jaką dotąd czytałem. A może to tylko wrażenie — bo od zawsze trzymałem stronę Bene Gesserit. Podobnie jak poprzednie części, czyta się ją szybko, a akcja toczy się wartko i dynamicznie. Na scenę wkraczają nowe postacie, ale spotykamy też starych znajomych, jak Vor Atryda, wciąż żyjący po zabiegach, jakim poddał go ojciec. Wydarzenia w tej części wpływają na losy całego nowego Imperium — i tak się w istocie dzieje. Jestem ciekaw, dokąd poprowadzi to przyszłość Sióstr, Mentatów czy Gildii. Przekonam się niebawem, bo sięgam już po kolejny tom. Was również zachęcam do zanurzenia się w ten świat — złożony, fascynujący i sprawiający wrażenie najlepiej wykreowanego uniwersum w całej literaturze science fiction, jaką dane mi było czytać. Fantastycznie dobra książka. Polecam
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na87 miesięcy temu
Poczwarki John Wyndham
Poczwarki
John Wyndham
Poczwarki to zdecydowanie książka, która mnie zachwyciła, chociaż szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego. Powieść od samego początku szybko i w niezwykle wciągający sposób wprowadza nas do świata postapokaliptycznego, w którym żyje główny bohater, David. W świecie tym, obraz człowieka jest obrazem boga, człowiek więc musi mieć dwie ręce, dwie nogi, łącznie dwadzieścia palców, jedną głowę i jedno ciało - jeżeli coś się nie zgadza, nazywany jest mutantem i wypędza się go ze społeczności. David żyje w tym miejscu wychowywany przez srogiego ojca, który tępi wszelkie, najdrobniejsze odstępstwa od normy nazywając je plugastwem, a z czasem okazuje się, że takim odstępstwem od normy jest także jego syn. David wraz ze swoimi przyjaciółmi ucieka przed zagrażającą im śmiercią, po raz pierwszy stawiając stopę na groźnych pustkowiach, miejscu w którym żyją mutanci, w miejscu splugawionym. Podczas wędrówki okazuje się, że świat jest tak naprawdę wielkim i różnorodnym miejscem, w którym nie każdy ma tak surowe poglądy jak jego ojciec. Przyjaciele wspólnie trafiają w miejsca, które być może, pozwolą im żyć w bezpieczny i normalny sposób. Powieść Wyndhama to naprawdę świetna książka i dobrze wykreowany świat, jest to nie tylko rozrywka, ale także lektura, która skłania do refleksji, nad tym kim właściwie jest człowiek, nie brakuje tutaj fajnie psychologicznie zbudowanych charakterów, książka więc jest dzięki temu bardzo bogata, a studium ich zachowania niezwykle interesujące. Szczerze polecam sięgnięcie po tę opowieść.
szary_pterodaktyl - awatar szary_pterodaktyl
ocenił na81 miesiąc temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Obcy: Morze Boleści James Arthur Moore
Obcy: Morze Boleści
James Arthur Moore
"Obcy. Morze boleści" to ostatnia część serii o brutalnych Xenomrphach i ekspansji kosmosu korporacji Weyland-Yutani. Świadomie oznaczam tę pozycję jako ostatnią, choć została wydana jako tom drugi pod szyldem Kanonicznej Trylogii Obcych (czerwona seria),ale po kolei. Morze boleści to wydarzenia na planecie LV178, czyli to samo miejsce, które poznaliśmy z książki "Obcy. Wyjście z cienia", więc pewnie dlatego otrzymała pozycję drugiego tomu. Całą strukturę burzy tu jednak czas, bo wydarzenia z tej części rozgrywają się 356 lat później. Przez ten czas zdążyły popaść w zapomnienie losy bohaterów z książek "Obcy. Rzeka cierpień", "Obcy. Decydujące starcie", "Obcy 3", "Obcy. Zimna kuźnia" oraz "Obcy. Przebudzenie". W tym chronologicznie ułożonym szeregu powinniśmy przeczekać jeszcze sto lat, zanim Morze boleści wejdzie na scenę. Przewińmy ten czas. Jak już wcześniej wspomniałem, korporacja Weyland-Yutani wraca na planetę LV178 z kolejną misją złapania żywych lub martwych okazów obcych. Wiedza na temat tego gatunku jest już bardzo bogata, choć nadal dostępna tylko dla wyższego personelu firmy. Najemnicy zwabieni pokaźnymi nagrodami, obdarowani są minimalnym skrawkiem informacji, a tym bardziej wielkości czyhającego na nich zagrożenia. Do grupy poszukiwaczy zostaje "przekonany" niejaki Alan Decker - pracownik Izby Handlowej, mający specyficzne poczucie deja vu. Okazuje się, że jest z szóstego pokolenia Ellen Riplay (to jedyne nawiązanie) i stąd przebłyski oraz wyczuwanie dotąd niespotkanego zagrożenia. Decker trafia na LV178 wraz z oddziałem najemników, gdzie doświadcza nienawiści, która należy mu się przez wzgląd na minione czasy. "Obcy. Morze boleści" to niestety jedna ze słabszych pozycji z serii. Brakowało mi kluczowych postaci, a Alan Decker i jego szósta krew z krwi nie bardzo mnie przekonała w swojej roli. Klimat oczywiście został zachowany, bo tu się coś wykluwało, tu zabijało, wszystko niby działało bez zarzutu. Nawet został, po raz wtóry wyjaśniony cały proces rozwoju obcej rasy. Od królowej, poprzez jaja, moment "zapłodnienia" dawcy, po narodziny i gotowość do zabijania. To moje ósme spotkanie z serią, więc mogę być już bardziej wymagający. Zabrakło wielu elementów, jak chociażby wyraźnego antagonisty z ramienia Weyland-Yutani, bo ten przestawiony w książce, bardzo rzadko podkreślał swoją obecność. Większą presję można było odczuć poprzez pisemne komunikaty przesyłane do Zimnej Kuźni albo bezwzględne działania Asha - androida z Ósmego pasażera Nostromo. To ostatnia przeczytana przeze mnie książka, jaka wyszła z serii Obcy i wydawnictwa Vesper, ale mam nadzieję, że coś jeszcze się pojawi, a ja odpowiednio umieszczę tytuł na osi czasu.
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na62 miesiące temu
Pyłek w Oku Boga Larry Niven
Pyłek w Oku Boga
Larry Niven Jerry Eugene Pournelle
Powieść z 1974 roku, a bohaterowie korzystają z "komputerów kieszonkowych", którymi nagrywają przeróżne sytuacje, a następnie zapisują ją w sieciach komputerowych - sieci komputerowej statku kosmicznego, budynku na planecie, wreszcie w publicznej sieci całego państwa... Zresztą jedna z bohaterek (a właściwie: jedyna bohaterka) łapie się na tym, że za dużo czasu spędza z komputerem kieszonkowym w ręku. Ot, wizjonerstwo. Natomiast pod wieloma względami ta monumentalna powieść science fiction o pierwszym kontakcie stoi w sprzeczności z dzisiejszymi czasami. Jest celowo retrofuturystyczna - o ile opisywana technologia względnie poszła do przodu, o tyle warstwa socjologiczna się cofnęła. I tak miejsce kobiet w społeczeństwie przypomina konserwatywną Ameryką lat 50., a Imperium Ludzkości rządzi arystokracja, z oczywistą megalomanią tytułów. Czułem, jakbym czytał "Honor Harrington", ale nieco bardziej na poważnie. Taką konwencję trzeba kupić, co nie jest łatwe. Choć rzeczywiście podejście autorów do jedynej kobiety na statku jest mocno problematyczne, postać Sally trudno jest jakkolwiek obronić nie tylko z dzisiejszej, ale i jakiejkolwiek perspektywy. Jeśli chodzi o główną warstwę, czyli powieść o pierwszym kontakcie, to jest ona bardzo dobra. Oczywiście obcy okazują się być dość bliscy ludziom, ale jednak na tyle obcy, aby ciekawie się o nich czytało. Autorzy ciekawie grają relatywizmem moralnym. Dużą zaletą powieści jest spokojne tempo, dzięki któremu wszystkiemu udaje się wybrzmieć. Największa wada to natomiast wspomniane już postacie, na czele z Sally, ale też Roderickiem Blainem, który może i jest zajebisty, ale tylko w warstwie deklaracji autorów. Zdecydowanie nie żałuję, że przeczytałem. To bardzo dobre SF, które zostanie w mojej pamięci na dłużej. Są dużo lepsze powieści o pierwszym kontakcie, ale nie ma ich znowuż aż tak wiele. Serdecznie polecam, choć podczas lektury trzeba wziąć poprawkę na rok napisania - od 1974 r. minęło już wiele dekad, a w świecie literatury SF były to wręcz eony. Stąd dla wielu czytelników "Pyłkowi w oku Boga" może być bliżej do ramotki.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na87 dni temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Diuna. Ród Atrydów

Więcej
Brian Herbert Diuna. Ród Atrydów Zobacz więcej
Brian Herbert Diuna. Ród Atrydów Zobacz więcej
Brian Herbert Diuna. Ród Atrydów Zobacz więcej
Więcej