Kobieta osobna i miasto

Okładka książki Kobieta osobna i miasto autora Vivian Gornick, 9788396440860
Okładka książki Kobieta osobna i miasto
Vivian Gornick Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry biografia, autobiografia, pamiętnik
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Odd Woman and the City: A Memoir
Data wydania:
2022-09-28
Data 1. wyd. pol.:
2022-09-28
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396440860
Tłumacz:
Łukasz Witczak
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kobieta osobna i miasto w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kobieta osobna i miasto

Średnia ocen
7,4 / 10
225 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kobieta osobna i miasto

avatar
1525
1500

Na półkach:

“Moje życie zamiast fantazji odgrywa wewnętrzne konflikty, podobnie jak Nowy Jork. Pasujemy do siebie”. Jedną z wartości tej książki, najbardziej zbliżonej do autobiograficznego eseju, jest to, że dużo tu Miasta, którego trudno mi zapomnieć, choć chyba nie chciałbym tam wrócić. Zwłaszcza teraz.

Bardzo to interesująca literatura, osobista w najlepszym tego słowa sensie i bardzo erudycyjna. Autorka flanuje po mieście, analizuje, rozmawia, wspomina, notuje scenki, do których N.Y.C. nadaje się idealnie.

I opisuje swoje, jak pisze “chwile istnienia” - jako nowojorczanka, choć była “dzieckiem imigrantów z klasy robotniczej którzy nie mieli czasu ani chęci poświęcać nam należytej uwagi”. Zaczynała wszak na Bronksie, skończyła czas na Manhattanie, co samo w sobie można uznać za tzw. sukces.

Mimo to, a może właśnie dlatego, z narracji nie wynika poczucie jakiegoś wielkiego osiągnięcia. Ona sama najwyraźniej to bagatelizuje, bo wie, co jest w życiu najważniejsze. Zarazem ma również poczucie jakiegoś braku, do pełni czegoś jednak zabrakło.

“Cały sens miasta polegał na tym, że łatwiej było w nim znieść samotność” - pisze Gornick, dla której Miasto jest więcej niż pocieszeniem.

“Co wieczór, gdy przed pójściem spać gaszę światło w moim salonie na piętnastym piętrze, doznaję przyjemnego wstrząsu na widok wznoszących się ku niebu rzędów rozświetlonych okien; otoczona przez nie czuję się tak, jakby obejmowała mnie gromada bezimiennych mieszkańców miasta. To mrowie ludzkich siedzib, zawieszonych jak moja w przestrzeni, to ukłon Nowego Jorku w stronę ponadjednostkowej więzi. Ukojenie płynące z tej przyjemności jest nie do opisania”.

I spacerom, i Miastu Autorka zawdzięcza bardzo wiele.

“Kiedy życie zaczyna mi się jawić jako suma niepowodzeń, idę spacerem na Times Square - plac będący domem najobrotniejszego magnesu społecznego na świecie – i tam szybko odzyskuję właściwą perspektywę”.

“W czasach, gdy zbliżałam się coraz bardziej do magnesu społecznego, nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Obserwując ludzi, którzy na pięćdziesiąt różnych sposobów próbują pozostać ludźmi, widząc różnorodność i pomysłowość technik przetrwania, czułam jak schodzi ze mnie napięcie”.

“Nigdy nie czułam się mniej samotna niż w trakcie samotnego spaceru zatłoczoną ulicą. (...) Chodziłam, by przewietrzyć umysł, zakosztować ulicznego życia, rozpędzić popołudniowe przygnębienie.”

Pisarka postrzega miejski, no dobra - nowojorski, tłum jako rodzaj wspólnoty, zwłaszcza po 11.09.2001.

“Po jedenastym września w mieście na długo zapanowała trudna do opisania atmosfera. Przez wiele tygodni Nowy Jork wydawał się nieobecny, zagubiony, wysiedlony. Ludzie chodzili półprzytomni, jak gdyby coś ich męczyło, ale nie umieli tego nazwać. (...) Jednocześnie utrzymywała się cisza jakby nie z tej ziemi”.

“Przystanęłam na wysepce pośrodku, jak każdy nowojorczyk. Spojrzałam w prawo, aby wypatrywać w sznurze samochodów przerwy, która pozwoli mi bezpiecznie przemknąć na czerwonym. Okazało się jednak, że nic nie jedzie; jak okiem sięgnąć, ani jednego auta. Stałam tak jeszcze przez chwilę zahipnotyzowana tą wielką i straszną pustką. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek - może tylko z wyjątkiem śnieżnych zamieci - widziała Broadway bez jadących samochodów”.

“Wszyscy jesteśmy na Piątej Alei z tego samego powodu, na tych samych prawach. Przemierzamy ulice światowych stolic od niepamiętnych czasów: aktorzy, urzędnicy przestępcy, dysydenci, uciekinierzy, nielegalni, geje z Nebraski, polscy intelektualiści, kobiety na krańcu czasu”.

Świetnie opisana przewijająca się przez całą książkę relacja z pewnym Leonardem, wzorowy to udano-nieudany związek w wieku średnim: “Żadna inna bliska znajomość nie dała mi takiego wglądu w zagadkową naturę zwyczajnych relacji między ludźmi”.

„Leonarda i mnie łączy polityka krzywdy. Płonie w nas jasnym ogniem głębokie przekonanie, że przyszliśmy na świat urządzony według niesprawiedliwych reguł. Naszym tematem jest życie, które nas ominęło. Oboje mierzymy się z pytaniem: gdyby ta nierówność nie istniała zawczasu – on jest gejem, ja kobietą osobną – czy sami byśmy ją sobie wymyślili, żeby mieć pożywkę dla swoich pretensji? Właśnie temu pytaniu poświęcona jest nasza przyjaźń. Ono ją definiuje – określa jej charakter oraz idiom…”

“– To czym ostatnio jest dla ciebie życie? - pytam.
– Kością stojącą w gardle - odpowiada.
– Ani nie mogę jej połknąć, ani wykasłać. Mogę tylko próbować się nie udławić”.

“W trakcie tych naszych dalekich spacerów nieraz ukradkiem zmieniał się charakter czasu i przestrzeni, Znikało pojęcie godzin. Ulice były jedną długą wstęgą ciągnącej się hen drogi, po której wędrowaliśmy bez przeszkód. Czas się rozrastał, zaczynał przypominać ten z dzieciństwa, nigdy się niekończący, a nie ten obecny, którego zawsze było za mało”.

Inne cytaty

“Oto mężczyzna usiłował mnie zmusić do czegoś, znaczy nie miałam ochoty [pewien rodzaj seksu - przyp. mój], i robił to w sposób, jakim nigdy by się nie posłużył wobec innego mężczyzny: próbował mi wmówić, że nie wiem czego chcę. (...) Uzmysłowiłam sobie, że mężczyźni należą do innego gatunku niż ja. Innego i obcego”.

“Nadal byłam córką swojej matki. Ona była teraz negatywem, a ja odbitką, lecz obie zostałyśmy same, bez tego właściwego (po rozwodzie)”.

“Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której ludzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej energii i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spotkać.

“Różnice osaczyły nas niczym bujny gąszcz zarastający leśną polanę. Przyjaźń, będąca przez lata źródłem podniety, nagle wyczerpała się jako potrzeba. Jednym długim susem przeskoczyła z rozedrganego centrum na wyczerpane peryferia”.

“Dojrzałam do tego, by nie oczekiwać od przyjaciół rzeczy, których nie potrafią mi dać. Biorę każdą przyjaźń taką, jaka ona jest, bez dyktowania warunków”.
“– Mam tylko jeden problem z chrześcijaństwem. Dlaczego oni nienawidzą Żydów za Śmierć Chrystusa? Kobieta zwraca mu niemu twarz i mówi:
– A wie pan, że mnie też to zawsze zastanawiało. W końcu to Rzymianie go zabili. Dlaczego nie mają pretensji do Włochów?

“Przekonanie, że jesteśmy tym, do czego się przyznajemy, to wielkie złudzenie naszej kultury”.

“Przez całe życie porzucał wszystko z wyjątkiem kobiet”.

“Odbierałam przez skórę zbiorowy opór przed pójściem na dno”.

“Czuła się otępiona gadką szmatką, która dzień w dzień wypełniała jej uszy. To gorsze niż cisza, powiedziała. O wiele gorsze”.

“Najbardziej żywotną poza seksem formą więzi jest rozmowa”.

“Kończąc sześćdziesiąt lat, poczułam się tak, jakby ktoś mi powiedział, że mam przed sobą jeszcze tylko sześć miesięcy. W jednej chwili ucieczka w wyimaginowane jutro stała się przeszłością. Pozostał jedynie ogrom opustoszałej teraźniejszości. (...) Z bujaniem w obłokach skończyłam bez trudu, ale jak właściwie żyć w teraźniejszości, jeśli przez tyle lat się tego nie robiło?”.

“​To gen anarchii, obecny w każdym człowieku, który urodził się w gorszej klasie, z gorszym kolorem skóry, z gorszą płcią – tyle że u niektórych pozostaje uśpiony, a u innych sieje spustoszenie – nikt nie wie tego lepiej niż ja”.

Czytając, miałem skojarzenia z „Przyjacielem ” - dość podobną książką innej nowojorczanki Sigrid Nunez, której pozostałe rzeczy też biorę na cel. A teraz czas na kolejną książkę Gornick, podobno jeszcze lepszą - słynne “Przywiązania”...

“Moje życie zamiast fantazji odgrywa wewnętrzne konflikty, podobnie jak Nowy Jork. Pasujemy do siebie”. Jedną z wartości tej książki, najbardziej zbliżonej do autobiograficznego eseju, jest to, że dużo tu Miasta, którego trudno mi zapomnieć, choć chyba nie chciałbym tam wrócić. Zwłaszcza teraz.

Bardzo to interesująca literatura, osobista w najlepszym tego słowa sensie i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
532
75

Na półkach:

Wspólna, uwierająca osobność

„Odkąd sięgałam pamięcią, bałam się, że świat obnaży moje niedostatki. Jeśli będę robić w życiu to, na czym mi zależy, na pewno nie podołam; jeżeli będę zabiegać o znajomości, na których mi zależy, zostanę odtrącona; choćbym robiła wszystko by stać się atrakcyjną, i tak będę zwyczajna”[1].

Zaskakujące porównanie. Kiedy przeczytałam zacytowany powyżej fragment z książki pisarki kojarzonej głównie z feminizmem, natychmiast stanął mi przed oczami inny, bardzo charakterystyczny cytat, który dobrze zapamiętałam. Jego autorem jest Wiliam Faulkner.

„Człowiek wywiera sobą takie małe wrażenie na świecie. Rodzi się człowiek i próbuje wywrzeć wrażenie; sam nie wie dlaczego, ale wciąż i wciąż próbuje” [2].

Najprostszym i zarazem najtrafniejszym dla mnie wytłumaczeniem, jest właśnie owa „osobność”. Nie kobieca, ale ludzka – człowiecza, która uwiera i skłania do takich przemyśleń. Nie tylko „kobiety osobne” - również mężczyzn. I właśnie dlatego, namawiam do odrzucenia stereotypowego dzielenia czytelniczych sympatii na pro- i anty-. Ta książka zasługuje na obiektywnego czytelnika.

„Przywiązania” Vivian Gornick uznawane za najważniejszą książkę amerykańskiej pisarki i eseistki były dla mnie odkryciem, więc natychmiast sięgnęłam po jej kolejną, a wydaną dopiero w 2015 roku powieść „Kobieta osobna i miasto”. Napisała ją autorka starsza o niemal 30 lat, ale mnie wydawało się, że czytam dalszy ciąg bardzo osobistej opowieści i że naprawdę niewiele czasu upłynęło od wędrówek Gornick i jej matki ulicami Nowego Jorku w latach 80.
Obie książki znajdują się na skraju gatunków, pomiędzy powieścią, a autobiograficznymi zbiorami esejów tworzącymi jedność, chociaż na wstępie „Kobiety...” autorka zaznacza, że zmienione zostały imiona i pewne cechy bohaterów, aby utrudnić ich rozpoznanie, a niektóre sceny powstały z połączenia kilku wydarzeń. Całość jest kolekcją pozornie oderwanych od siebie fragmentów - opowieści i dialogów, prowadzących jednak w tym samym kierunku. Pamiętnik przemyśleń, wrażeń i refleksji, które razem z drogą jaka do nich zaprowadziła, udało się Vivian Gornick zanotować i umieścić w zaskakująco trafnych kontekstach.
Miasto – Nowy Jork - jest wciąż ważne. Fragmenty zasłyszanych konwersacji, scenki rozgrywające się w miejskim tłumie i interakcje bohaterki z nieznajomymi są dla niej najważniejszym tworzywem. Układa z nich historie ludzi żyjących w wielkim mieście - ludzi „osobnych”, czasami tylko na moment nawiązujących ze sobą niezwykłą, zaskakującą ich samych i bardzo bliską więź.

„Odbyłam prześmieszną rozmowę z dostawcą pizzy, a gdy szłam dalej ulicą, zdania, które w niej padły, zaczęły rozbrzmiewać w mojej głowie, bawiąc mnie od nowa i sprawiając coraz większą satysfakcję. Energia – mocna i surowa – wypełniła mi klatkę piersiową (…) i nagle z niespodziewaną ostrością uprzytomniłam sobie nie sens ludzkiego istnienia, lecz to, jak bardzo potrafi ono zadziwić. To właśnie na ulicy - dotarło do mnie - jestem w pełni sobą, żyję w teraźniejszości”[3].

Raz w tygodniu pisarka spotyka się ze swoim przyjacielem Leonardem: „Naszym tematem jest życie, które nas ominęło (…) - on jest gejem, ja kobietą osobną - (…) żadna inna bliska znajomość nie dała mi takiego wglądu w zagadkową naturę zwyczajnych relacji między ludźmi” [4].
Na podstawie tej osobistej relacji i łączących ich podobieństw, autorka podejmuje próby definiowania pojęcia przyjaźni i miłości, a raczej dostrzega towarzyszące wciąż wielu ludziom, uczucie ich niedosytu spowodowane, właściwie nie wiadomo, niespełnieniem się w narzuconych rolach, czy dążeniem do zrealizowania wpojonego w dzieciństwie wzoru romantycznej relacji?

„ Pięćdziesiąt lat temu człowiek wchodził do szafy z napisem „małżeństwo”. W tej szafie były dwa zestawy ubrań, tak sztywne, że dało się je postawić. Kobieta wkładała strój z napisem „żona”, a mężczyzna strój o nazwie „mąż”. I tyle. Znikali w tych ubraniach”[5].

Odnajdziemy u Gornick również bliskie nam poczucie lęku. W niestabilnej sytuacji politycznej, klimatycznej i ekonomicznej towarzyszące niemal codziennie, może nie większości, ale wielu osobom. Bohaterowie i autorka też poszukują pocieszenia i sensu, aby pozbyć się nieznośnego strachu przed życiem i towarzyszącej mu tęsknoty za odmianą.
Wśród przywoływanych przez nią postaci amerykańskiej kultury, z przyjemnością znalazłam wątek poświęcony przyjaźni Constance Woolson i Henry'ego Jamesa, napotkany w przeczytanej niedawno powieści „Anagalis: historia miłosna” Maurensiga.

Tak jak poprzednia, również ta książka Vivian Gornick spełniła nadzieje, jakie w niej pokładałam. To ten rodzaj satysfakcji, kiedy nie po raz pierwszy, ale z taką samą radością, odkrywamy, że zapisano już myśli i refleksje, które są na tyle uniwersalne, że i nam, choć ubrane w słowa bardziej nieporadne i nieadekwatne, przyszły do głowy. I chyba tego właśnie szukam w autobiografiach i pamiętnikach. Przekonania, że są, lub byli ludzie, którzy myśleli i czuli podobnie jak my. Że mamy gdzieś więcej bratnich dusz, niż moglibyśmy przypuszczać.


[1] Vivian Gornick, „Kobieta osobna i miasto”, przeł. Łukasz Witczak, wyd. Filtry, 2024, s.146.
[2] Wiliam Faulkner, „Absalomie, Absalomie” - z pamięci.
[3] Tamże, s. 148.
[4] Tamże, s. 8.
[5] Tamże, s. 43.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Recenzja zamieszczona na innym portalu czytelniczym.

Wspólna, uwierająca osobność

„Odkąd sięgałam pamięcią, bałam się, że świat obnaży moje niedostatki. Jeśli będę robić w życiu to, na czym mi zależy, na pewno nie podołam; jeżeli będę zabiegać o znajomości, na których mi zależy, zostanę odtrącona; choćbym robiła wszystko by stać się atrakcyjną, i tak będę zwyczajna”[1].

Zaskakujące porównanie. Kiedy przeczytałam zacytowany...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
30
15

Na półkach: , ,

„Kobieta osobna i miasto” to w pewnym sensie, literacka kontynuacja Przywiązań, w której Vivian Gornick ponownie zabiera nas na spacer ulicami Nowego Jorku – miasta, które staje się tłem do refleksji nad samotnością, kobiecością i przemijaniem. Tym razem autorka z charakterystyczną dla siebie przenikliwością i ironią snuje opowieść o byciu kobietą niezależną, która z wyboru – i konieczności – żyje „osobno”.

To książka pełna drobnych spotkań, miejskich obserwacji i wspomnień, z których wyłania się portret dojrzałej kobiety szukającej sensu i bliskości, choć jednocześnie głęboko ceniącej swoją samotność. Gornick pisze z dystansem, ale i czułością – zarówno do siebie, jak i do świata. To błyskotliwa, mądra i niezwykle aktualna lektura.

„Kobieta osobna i miasto” to w pewnym sensie, literacka kontynuacja Przywiązań, w której Vivian Gornick ponownie zabiera nas na spacer ulicami Nowego Jorku – miasta, które staje się tłem do refleksji nad samotnością, kobiecością i przemijaniem. Tym razem autorka z charakterystyczną dla siebie przenikliwością i ironią snuje opowieść o byciu kobietą niezależną, która z wyboru...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

609 użytkowników ma tytuł Kobieta osobna i miasto na półkach głównych
  • 338
  • 265
  • 6
93 użytkowników ma tytuł Kobieta osobna i miasto na półkach dodatkowych
  • 37
  • 20
  • 13
  • 8
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Vivian Gornick
Vivian Gornick
Urodzona w 1935 roku Vivian Gornick dziś ma w Ameryce status literackiej gwiazdy – doczekała się go jednak stosunkowo późno, początkowo jej nazwisko było kojarzone przede wszystkim ze społecznym aktywizmem i krytyką książkową, którą zajmowała się najpierw na łamach „The Village Voice”, a następnie także „New York Timesa”, „The Nation” oraz „The Atlantic”. Sławę przyniosły jej wspomnienia Fierce Attachments, które wydała w 1987 roku, gdy miała 51 lat. Można powiedzieć, że była prekursorką stylu, który wówczas określano mianem „dziennikarstwa osobistego” (personal journalism) – pisarstwa, w którym autobiografia staje się punktem wyjścia do poszukiwania uniwersalnego znaczenia zjawisk i zdarzeń, a to, co prywatne, ujmowane jest jako kulturowe i polityczne. W swoich książkach Gornick opisuje doświadczenie bycia podwójną outsiderką – kobietą i Żydówką, w dodatku pochodzącą z klasy robotniczej. Stawia pytanie o to, kim jest i kim może być w naszej kulturze kobieta, gdy nie definiuje się w relacji do mężczyzn – jako żona, wdowa, rozwódka, kochanka. Zarówno w Fierce Attachments, jak późniejszych znakomitych The Odd Woman and the City (2015) oraz ostatniej Unfinished Business. Notes of a Chronic Re-Reader (2020) poszukuje istoty przyjaźni i miłości, o której nasze matki mówiły, że jest „najważniejszą rzeczą w życiu każdej kobiety”, ale czyż – na swoją zgubę i naszą – nie myliły jej z seksualnym pożądaniem lub prowadzącym do samounicestwienia poświęceniem? „Idziemy do łóżka z fantazjami, a budzimy się z rzeczywistością” – powiada Gornick, która wszystko, łącznie z samą sobą, podaje nieustająco w wątpliwość. Warto jej w tym niekończącym się wysiłku reinterpretacji towarzyszyć.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Kobieta osobna i miasto

Więcej
Vivian Gornick Kobieta osobna i miasto Zobacz więcej
Vivian Gornick Kobieta osobna i miasto Zobacz więcej
Vivian Gornick Kobieta osobna i miasto Zobacz więcej
Więcej