rozwińzwiń

Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków

Okładka książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków autora Michał Łuczyński,
Okładka książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków
Michał Łuczyński Wydawnictwo: Triglav Seria: Wszechnica Triglava popularnonaukowa
426 str. 7 godz. 6 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Seria:
Wszechnica Triglava
Data wydania:
2022-08-05
Data 1. wyd. pol.:
2022-08-05
Liczba stron:
426
Czas czytania
7 godz. 6 min.
Język:
polski
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków

Średnia ocen
7,0 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków

avatar
312
68

Na półkach:

Książka wyzwanie.

Książka wyzwanie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
412
183

Na półkach:

Mity Słowian

Przyszła do mnie koleżanka na kawę, bo akurat dostałam w prezencie koniak. Zamiast ciastek do kawy przyniosła ze sobą książkę. Położyła obok mojej filiżanki i ciężko westchnęła. Otóż wzięła sobie do serca mój apel o poznawanie rodzimej historii słowiańskiej, zwłaszcza wierzeń, kupiła książkę o zachęcającym tytule, ale… Nie da rady jej czytać. To nie dla niej, inżyniera po politechnice. To pozycja dla magistra każdej filologii słowiańskiej, a nawet klasycznej. Jako że ja takowa jestem, przyniosła mi owe wydawnictwo w prezencie.
Kiedy wyszła, zabrałam się za czytanie… Miała rację. Książka Michała Łuczyńskiego „Mity Słowian, śladami świętych opowieści przodków” jest książką naukową i z pojęciem mitologii jako historyjek o bogach, nie ma wiele wspólnego. Nie spodziewajcie się zatem opowieści o walce Peruna ze Żmijem. Pewnie więcej dowiecie się o Thorze i nie będzie to Chris Hemsworth. Jeśli również nie posiadacie podstawowych wiadomości z językoznawstwa, bo uciekły te ze szkoły średniej, też będziecie mieć kłopoty w zrozumieniu tekstu. Nie jest to również książka do czytania po obiedzie czy przed snem. Ją się studiuje, analizuje, często powraca do przeczytanych stron. Słowem, jak za starych dobrych czasów, kiedy takiego studenta filologii polskiej można było bez trudu rozpoznać w gmachu uczelni. Łazi to to i czyta. I właśnie takie czasy koleżanka mi przypomniała. Poczułam się jak studentka. I jako taka postaram się tę książkę scharakteryzować.
Pozycja Łuczyńskiego jest niezwykle cenna w poznawaniu wszelkich mitologii. Autor w bardzo precyzyjny sposób analizuje praktycznie wszystkie dostępne mu opowieści, by wykazać ich obecność w słowiańskich wierzeniach. Mamy odwołania do historii afrykańskich, azjatyckich i oczywiście europejskich. Wszystkie oczywiście prowadzą na Słowiańszczyznę. Towarzyszą im mapki z rozmieszczeniem głównych motywów. Czy wiecie, że opowieść o zaślubinach Nieba i Ziemi obecna jest w siedemnastu mitologiach? Większość oczywiście przekazywanych ustnie lub wynikających z pozostałości w języku społeczności. Wszak nasz Perun pozostał jako taki sobie normalny piorun… Pochodzenie człowieka jako „wyrosłego z ziemi” obecne jest w dziesięciu...A Bóg jako gość, naczelna opowieść o powstaniu państwa polskiego ( wizyta u Piasta) też funkcjonowała w innych częściach świata. Poczytacie również o naszej Wandzie (Wędzie),co to nie chciała Niemca. Nie chciała – fakt. Ale dlaczego? Oj, feministki będą zadowolone. I zdradzę Wam tajemnicę – to nie ona popełniła samobójstwo. Łuczyński pisze o tym w rozdziale „Wróg ośmieszony”. Większość więc motywów związanych z wierzeniami ma wspólne jądro.
Poza tym dużo w książce odwołań do zagadnień językoznawczych. Nic dziwnego. Po najstarszych opowieściach nie zachował się praktycznie żaden ślad „pisany”. Dlaczego? Autor też to wyjaśnia. Szukając więc tego, co było, trzeba zająć się językiem. W nim jest bardzo dużo pozostałości po dawnych bogach, obrzędach i wierzeniach.
Jeśli więc macie ochotę na studiowanie pozycji naukowej z zakresu humanistyki, polecam. Jeśli szukacie opowieści z fabułą i akcją – odradzam.

Mity Słowian

Przyszła do mnie koleżanka na kawę, bo akurat dostałam w prezencie koniak. Zamiast ciastek do kawy przyniosła ze sobą książkę. Położyła obok mojej filiżanki i ciężko westchnęła. Otóż wzięła sobie do serca mój apel o poznawanie rodzimej historii słowiańskiej, zwłaszcza wierzeń, kupiła książkę o zachęcającym tytule, ale… Nie da rady jej czytać. To nie dla...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1441
146

Na półkach: , , , ,

Niestety ta książka jest dla mnie jednym z największych rozczarowań czytelniczych ostatnich lat. Nie mogę jej polecić nikomu, a już na pewno nie osobom dopiero zaczynającym przygodę z wierzeniami Słowian. Jeśli dla kogoś trudna w odbiorze jest „Mitologia Słowian” Gieysztora, to w porównaniu do tekstu Łuczyńskiego - czyta się ją z prawdziwą przyjemnością.

Książkę kupiłam od razu po premierze i poległam po kilkudziesięciu stronach. Teraz przy drugim podejściu zacisnęłam zęby i wymęczyłam ją - pozycję, którą normalnie połknęłabym w dwa dni, czytałam dwa tygodnie. I powodem nie jest tutaj hermetyczne słownictwo (czasami wymieszane z kolokwializmami) głównie z dziedziny językoznawstwa, którego autor nigdzie nie wyjaśnia, a skrótów nie rozwija. Akurat z wykształcenia jestem filologiem, a zawodowo muszę zapoznawać się na co dzień z potężną ilością tzw. naukowego bełkotu. W przypadku osób spoza tej bańki spojrzenie na tekst skutkuje jednak komentarzem, że ten akapit jest nieczytelny, ten następny też, i następny też (testowane).

Głównym problemem jest nie tyle hermetyczny styl, co ogólniej narracja tej książki. Jest po prostu niechlujna i przez to niebywale uciążliwa w czytaniu. Książka nie przeszła redakcji ani korekty (albo nikt się do niej nie przyznaje, co też nie dziwi),co już sprawia, że w takim stanie nie powinna była zostać wydana - i to jest wina wydawnictwa. Zdarzają się całkiem często linijki, w których słowa nie zostały rozdzielone spacjami, dostajemy więc ciąg liter do samodzielnego rozbicia. Niekiedy dzielone wyrazy na końcu linii nie mają dołączonego dywizu, zatem trzeba się też domyślać, że zostały podzielone (ta przypadłość dopadła też tekst na tylnej okładce). Są też i takie edytorskie kwiatki, jak np. zdanie „Często przywoływanym przykładem jest tu Juliusz Cezar i jego „Wojna galijska” - przed bitwą Galijki obnażały się i rzucały się w ręce legionistów, którzy powinni przypis Był to pewnego rodzaju gest…” (s. 313-314).

Mam jednak wrażenie, że sam autor nie przeczytał ponownie swojego tekstu choćby we fragmentach, o czym świadczą wielokrotne powtórzenia myśli w sąsiadujących akapitach. Tak tekst może wyglądać na etapie przedredakcyjnym, jako półprodukt. Widać w nim pośpiech naprawdę niezrozumiały, bo raczej nikt nie stał nad autorem z batem i nie krzyczał o dedlajnie. Jest tu też wiele zdań, które zadziwiają przy świadomości, że napisał je doktor polonistyki. Nie będę się znęcać i cytować obficie przykładów, więc tylko dla demonstracji: „Mimo ponad 215 lat od tego stwierdzenia (1806 rok) i tego, że były one już nieraz cytowane, tak że stały się niemal wyświechtanym frazesem, słowa te pozostają nadal aktualne” (s. 88). Mimo upływu lat. Było ono („to stwierdzenie” - a nie pojawiające się dopiero później „słowa”).
Nagminne jest też stosowanie błędnego „sensu stricte” - albo stricte, albo sensu stricto.

Na to wszystko być może dałoby się przymknąć (z trudem i bólem) oko, gdyby wysiłek wynagradzała treść. Lecz niestety tak nie jest. Autor próbuje odtworzyć mity czy też motywy mitologiczne (Pra)Słowian z zestawienia porównawczego znanych mitów indoeuropejskich oraz doszukania się analogicznych treści lub przynajmniej fraz w materiale słowiańskim. Ta zapowiedź ginie w realizacji, kiedy przytaczany jest już nie tylko materiał indoeuropejski, ale obfity wybór mitów całego świata: afrykańskich, azjatyckich, australijskich, amerykańskich… Robi się z tego po prostu groch z kapustą, a tytuł publikacji powinien brzmieć raczej „Mity świata i możliwe analogie słowiańskie”. Ten zabieg ukazania uniwersalności wielu motywów mitycznych jest oczywiście zrozumiały, mimo że autor zupełnie go nie tłumaczy i nie zapowiada, chcąc skupić się na materiale indoeuropejskim. Wystarczyłoby zatem po prostu napomknąć o obecności motywu w wielu kulturach i od razu przejść do tych najistotniejszych. Objętość byłaby wtedy przynajmniej o połowę mniejsza, ale raczej nie o objętość powinno iść.
Kroplą przepełniającą tę czarę goryczy była dla mnie jednak opowieść indoeuropejska, białoruska, polegająca na wyliczaniu rodów białoruskich w ramach genealogii ludowej. Dwie strony tekstu, który nie ma żadnego większego związku z tematem konkretnego podrozdziału i nie niesie żadnej treści. Oczywiście można przy czytaniu pomijać znaczne fragmenty tekstu, ale czy wtedy można mówić o przeczytaniu książki?
Coraz bardziej więc odnosiłam wrażenie, że przy tego rodzaju metodzie autor jest w stanie uprawdopodobnić wszystko, więc nic nie ma tu większego znaczenia. Do każdego motywu można znaleźć lub podciągnąć odpowiednik słowiański. Albo pozornie słowiański. Autor słusznie bowiem krytykuje dość powszechne uznanie paru mitów za słowiańskie, gdyż opierały się one na materiale ugrofińskim. A później sam sięga po materiał, który niekoniecznie ma słowiańską proweniencję. Mowa tu o przytaczanych opowieściach z terenów Podkarpacia czy zachodniej Ukrainy, w których występują postacie takie jak wiedźma „bosorkania”, smok „szarkań” czy koń Tatosz. Są to nazwy węgierskie (boszorkány oznacza właśnie wiedźmę, sárkány smoka, zaś tá(l)tos czarownika, szamana, który mógł przybierać końską postać). Jak sam autor wielokrotnie wskazuje - nazwy konkretnego pochodzenia mogą zdradzać rzeczywistą proweniencję całego podania, nie jest ono zatem słowiańskie, a poprzez kanał węgierski - stepowe lub jeszcze dalej: ugrofińskie. Zdaję sobie sprawę, że autor nie zna węgierskiego i znać go nie musi, bo nie jest możliwe znać się na wszystkim. Przez te nieznajomości wpada się jednak w nieoczywiste pułapki, jakie dostrzega się u innych. Ja również nie znam się na wszystkim, ale ponieważ znam się akurat na tym, to widzę, że w tej kwestii autorowi nie mogę ufać i od razu przestaję mu ufać w szeregu innych kwestii. Nie znam się bowiem na wszystkich kulturach, które w treści są przytoczone, i powinnam móc zawierzyć autorowi. A nie mogę.

Teraz parę innych kwestii merytorycznych. Znane z Anonima tzw. Galla podanie o Piaście i Popielu autor koniecznie chce włączyć w repertuar opowieści mitycznych, a nie podań dynastycznych legitymizujących władzę konkretnego rodu. Mimo że w bibliografii widnieje książka profesora Jacka Banaszkiewicza na ten temat, w której badacz w zasadzie wyczerpał temat poprzez porównanie legendy z analogicznymi podaniami indoeuropejskimi, to Łuczyński nie odnosi się do niej w tej kwestii, w innych miejscach chętnie powołując się na profesora (czyli kiedy to pasuje pod tezę).
Zadziwia też, że arabski zapis Welitaba/Walinjana autor odczytuje jako Wołynianie - wbrew nie tylko kontekstowi historycznemu, który historyków skłania do odczytywania tej nazwy jako Wieleci/Wolinianie, ale przede wszystkim wbrew orientaliście, arabiście, Tadeuszowi Lewickiemu, który opowiedział się za tą pierwszą opcją (i to zdanie arabisty jest w tym zakresie rozstrzygające jako osoby najbardziej po temu kompetentnej). Związana z tym fragmentem tekstu postać Madżaka odczytywana jest przez profesora Banaszkiewicza jako Mężyk, który miałby stanowić analogię do Mannusa jako praprzodka Germanów; tego jednak Łuczyński nie przedstawia, powołując się w zamian na innych historyków, którzy Madżaka koniecznie chcieli powiązać z rzeczywistym władcą słowiańskim Mezamirem. Jest to naprawdę zaskakujące u autora, który dąży do odtworzenia treści przecież mitologicznych.

Dochodzą do tego inne kwestie - konstrukcyjne. Brakuje konsekwencji w budowie podrozdziałów. Niektóre zawierają mapki lub drzewka filogenetyczne, a inne nie. Większość podąża podobnym schematem, który zostaje znacznie zaburzony gdzieś po kilkunastym, gdy dochodzi do „mitów” a raczej legend zapisanych już w lokalnych kronikach. Konsekwencji brakuje też w tłumaczeniu fragmentów obcojęzycznych. Zazwyczaj oddawane są one po polsku - lecz nie zawsze (zostały więc gdzieniegdzie treści angielskie i rosyjskie).
Na schemacie hipotetycznej drugiej fazy rozwoju panteonu słowiańskiego (s. 368) Weles został synem Dadźboga, o czym nigdzie w treści nie było mowy i nie ma ku temu żadnych podstaw. Jest to więc błąd w schemacie: Weles powinien znajdować się na tym samym poziomie, co Dadźbog. Ilustracja wprowadza czytelników w błąd naprawdę znaczny.

Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że książka jest potężnym falstartem, a zawarte w niej wartościowe propozycje giną w gąszczu wymienionych wyżej poważnych wad. Gdyby autor posiedział nad nią dłużej, przeczytał ją parokrotnie, okrzepł z koncepcjami a wiele z nich wyklarował (lub odrzucił) - to by była naprawdę ciekawa książka. A tak jest wielkie rozczarowanie i powrót książki na półkę, skąd już raczej nigdy jej nie ściągnę.

Niestety ta książka jest dla mnie jednym z największych rozczarowań czytelniczych ostatnich lat. Nie mogę jej polecić nikomu, a już na pewno nie osobom dopiero zaczynającym przygodę z wierzeniami Słowian. Jeśli dla kogoś trudna w odbiorze jest „Mitologia Słowian” Gieysztora, to w porównaniu do tekstu Łuczyńskiego - czyta się ją z prawdziwą przyjemnością.

Książkę kupiłam od...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

182 użytkowników ma tytuł Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków na półkach głównych
  • 134
  • 46
  • 2
24 użytkowników ma tytuł Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mity Słowian. Śladami świętych opowieści przodków


Ciekawostki historyczne