John Constantine. Hellblazer, tom 1: Znak cierpienia

- Kategoria:
- komiksy
- Format:
- papier
- Cykl:
- Sandman Uniwersum - Hellblazer (tom 1)
- Seria:
- Sandman Uniwersum
- Tytuł oryginału:
- John Constantine: Hellblazer, Vol. 1: Marks of Woe
- Data wydania:
- 2021-12-08
- Data 1. wyd. pol.:
- 2021-12-08
- Liczba stron:
- 216
- Czas czytania
- 3 godz. 36 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788328160682
- Tłumacz:
- Paulina Braiter
Pierwszy tom kolejnej z opowieści rozgrywającej się w stworzonym przez słynnego Neila Gaimana uniwersum Sandmana. Tym razem głównym bohaterem jest największy komiksowy mag Anglii – John Constantine!
Podobno John nie żyje... Owszem, przez jakiś czas był poza naszym wymiarem życia, ale jakaś siła wyrwała go z chaosu apokaliptycznych wersji przyszłości, aby powrócił na ulice Londynu, gdzie przerażające istoty rozdzierają na strzępy miejscowych gangsterów. Ich szef chce zatrudnić Constantine'a, aby zlikwidował mroczne zagrożenie. Szybko okazuje się, że zwyczajne egzorcyzmy nie wystarczają. Co więcej, sprawa ginących bandytów jest tylko zapowiedzią nadciągającego wielkiego niebezpieczeństwa...
Serię „John Constantine: Hellblazer” tworzy wielu autorów, między innymi scenarzysta Simon Spurrier („Lobster Random”, „The Simping Detective”) i rysownik Aaron Campbell („The Shadow”, „Green Hornet”).
Tom zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „The Sandman Universe Presents: Hellblazer” #1, „Books of Magic” #14, „John Constantine: Hellblazer” #1–6.
Kup John Constantine. Hellblazer, tom 1: Znak cierpienia w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki John Constantine. Hellblazer, tom 1: Znak cierpienia
Poznaj innych czytelników
98 użytkowników ma tytuł John Constantine. Hellblazer, tom 1: Znak cierpienia na półkach głównych- Przeczytane 58
- Chcę przeczytać 40
- Posiadam 25
- Komiksy 10
- Komiks 6
- Komiks 3
- 2023 3
- 2022 2
- Z biblioteki 2
- DC Comics - Sandman Uniwersum 1



































OPINIE i DYSKUSJE o książce John Constantine. Hellblazer, tom 1: Znak cierpienia
Sięgnąłem po latach po kolejna serie wydana w ramach Sandman Universe, nieudanej proby podjetej przez komiksowego wydawniczego molocha przywrócenia do zycia magii komiksowej rodem z wydawnictwa Vertigo lat dziewięćdziesiątych. Powraca po latach klasyczny wydawaloby sie bohater, John Constantine, Hellblazer. Ale to nie on już. To jakaś sztuczna ugrzeczniona wersja komiksu sporządzona wg tego przepisu, który wydawca superbohaterszczyzny DC stosuje do wydawniczego komiksowego mainstreamu. Nie ma tu duszy, nie ma ani mroku ani społecznego komentarza,, ktore kiedyś były siłą, znakiem rozpoznawczym serii. Jest za to nagle mnóstwo magicznych artefaktów, zaklęć i tym podobnych pierdół. Rozczarowanie. Ledwo doczytałem, tak mnie zasmuciło widoczny brak jakości w opowiesci o jednym z moich ulubionych bohaterów sprzed lat.
Sięgnąłem po latach po kolejna serie wydana w ramach Sandman Universe, nieudanej proby podjetej przez komiksowego wydawniczego molocha przywrócenia do zycia magii komiksowej rodem z wydawnictwa Vertigo lat dziewięćdziesiątych. Powraca po latach klasyczny wydawaloby sie bohater, John Constantine, Hellblazer. Ale to nie on już. To jakaś sztuczna ugrzeczniona wersja komiksu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"W górze ognisty narwal wali w archanioła tak mocno, że obydwaj eksplodują, a moja kurewska ręka nie chce przestać się trząść."
➡️John jest zgorzkniałym, niestroniącym od kielicha i jarającym non stop szlugasy egzorcystą (z braku lepszego słowa to się nada). Jego życie to jedno wielkie pasmo:
- porażek
- spotkań z demonami
- wygranych potyczek
- przegranych potyczek
- kolejnych dupeczek wpadających przy okazji
- wyjaranych paczek szlugów
- chlania i leczenia kaca
- ironicznych przygadywanek
➡️Tak, czyż można sobie wyobrazić lepszego bohatera?! Ja bym powiedział, że nie można. Taki Marlowe pośród demonów, który idzie, gdzie go nie posieją, wdaje się w rozróby, z których wychodzi z obitym ryjem (tak duchowo jak fizycznie) i którego dobrze mieć po swojej stronie, jak coś nadprzyrodzonego zacznie się Wam dobierać do dupy!
➡️Tego gościa trzeba brać z całym dobrodziejstwem inwentarza, inaczej się nie da. On będzie kłamał, oszukiwał, ślizgał się po łbach, ściemniał na potęgę ALE tylko ON JEDEN jest w stanie pomóc Wam, kiedy jakieś supernaturalne nie wiadomo co dobierze Wam się do tyłka.
"Ostateczna magiczna wojna naszych czasów!"
➡️Facet nie ma złudzeń. Facet nie ma przyszłości, a mimo tego seria jego przygód to jedna z dłuższych serii na tym łez padole i maczali w niej paluchy baaardzo znani scenarzyści i rysownicy.
➡️Jak wspomniałem to jest nasz pierwszy kontakt (pominąwszy film z Keanu Reeves'em, całkiem fajny) i ten komiks rzutuje na całe moje przyszłe postrzeganie tego gościa. Ten komiks zadecyduje o tym, czy chcę tę znajomość pociągnąć dalej. A już teraz Wam mówie - chcę i to bardzo chcę!
➡️Czytało się to znakomicie! Sarkazm Johna, jego dowcipasy, jego czarny humor (no opowieść o psychofanie Johna mnie zabiła 😂) i niesamowita witalność przykryta wieczną depresją i malkontenctwem urzekła mnie momentalnie! Ten gość to bohater idealny! Wiecznie przegrany, wiecznie poszukujący, wpadający z deszczu pod rynnę i jak śliwka w kompot.
➡️Kolejne zeszyty zebrane w tym tomie były prawdziwą przyjemnością! Kolejne przygody wyrywały z butów! Nie wiem, nie znam się, nie czytałem pozostałych runów, ale ten etap z życia Johna autentycznie mnie zachwycił. Co to oznacza? Ano to, że kolejne już wędrują do koszyka 😁
➡️A co z rysunkami? Rysowników było wielu. I ich rysunki są świetne, choć bardzo różne. Niektóre bardzo realistyczne, inne mistyczne, jeszcze inne radośnie komiksowe, niektóre pastelowe, inne mroczne i ponure, kolory jak z Rembrandta, a zaraz potem jak z dziecinnej malowanki, och, dostaniecie co chcecie, co lubicie, co Was rusza, jest bardzo rozmaicie ale bardzo dobrze!
➡️John nie ma złudzeń. John jest cynikiem. John wykorzystuje ludzi. Wrogów, przyjaciół, wszystkich. Byle tylko być skutecznym. Byle przegnać to piekielne pomiotło spowrotem do piekła. Żeby równowaga została zachowana. Aha, i John jest paranoikiem i schizofrenikiem. I co tam jeszcze chcecie.
"Zniszczona przez traumę osobowość schizoidalna. Agresywny psychopata cierpiący na idealnie przekonujące urojenia. Krótko mówiąc jebany psychol."
➡️Bywa bardzo gorzko i smutno i to też doceniam. Życie nie jest bajką. Życie Constantine'a tym bardziej nie. Wyrządza wiele złego przy okazji czynienia czegoś dobrego. I musi z tym żyć.
"To nie guz mnie zabił, John, to ty. Jesteś trucizną."
➡️John jest bardzo samotny. John przeżywa życie krzywdząc innych. Separuje się od ludzi. Jest osobą wyautowaną, outsiderem w obu światach.
"Ludzie przychodzą i odchodzą. To nic nowego. Straciłem więcej bliskich osób, niż mogę zliczyć... A za śmierć większości odpowiadam tylko ja."
➡️Jest jeszcze coś - w tych wszystkich demonicznych opowieściach jest nieuchwytny, ale bardzo wyraźny klimat starych filmów noir, a to już okazało się dla mnie przysłowiową wisienką na torcie. Tak właśnie wyobrażam sobie znakomity horror i jak dotąd najbliżej tego był Brubaker w "Fatale". I w sumie dalej jest, ale klimacik w tym tomie przygód Johna jest bardzo smakowity.
➡️Moi Drodzy, pierwsze starcie z Hellblazerem uważam za wyjątkowo udane i zapewniam Was, że nie będzie ostatnie. Spodziewajcie się kolejnych tomów, kolejnych recenzji i mam nadzieję kolejnych zachwytów. Dostaniecie tu świetny aczkolwiek mocno zakręcony horror, znakomitą historię pełną twistów, mega wyrazistego bohatera, świetnych demonicznych adwersarzy i ogólnie rzecz biorąc jazdę bez trzymanki!
➡️A póki co ten tom dostaje ode mnie 9/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości). Bawiłem się po prostu znakomicie!
"Łatwo wszystko zracjonalizować. Łatwo wmawiać sobie, że załatwiłem to tak tylko dlatego...dlatego że, słuchajcie, stawką był cały pierdzielony świat. Ale... robiłem gorsze rzeczy z mniej ważnych powodów."
"W górze ognisty narwal wali w archanioła tak mocno, że obydwaj eksplodują, a moja kurewska ręka nie chce przestać się trząść."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to➡️John jest zgorzkniałym, niestroniącym od kielicha i jarającym non stop szlugasy egzorcystą (z braku lepszego słowa to się nada). Jego życie to jedno wielkie pasmo:
- porażek
- spotkań z demonami
- wygranych potyczek
- przegranych potyczek
-...
Hellblazer, to seria która ukazywała się od 1988 roku. Wyszło tych tomów „parę”, żeby nie powiedzieć wiele, jednak album „John Constantine. Hellblazer. Znak cierpienia”, różni się trochę od tego do czego się przyzwyczailiśmy.
O albumie możemy przeczytać, że:
Pierwszy tom kolejnej z opowieści rozgrywającej się w stworzonym przez słynnego Neila Gaimana uniwersum Sandmana. Tym razem głównym bohaterem jest największy komiksowy mag Anglii – John Constantine! Podobno John nie żyje... Owszem, przez jakiś czas był poza naszym wymiarem życia, ale jakaś siła wyrwała go z chaosu apokaliptycznych wersji przyszłości, aby powrócił na ulice Londynu, gdzie przerażające istoty rozdzierają na strzępy miejscowych gangsterów. Ich szef chce zatrudnić Constantine'a, aby zlikwidował mroczne zagrożenie. Szybko okazuje się, że zwyczajne egzorcyzmy nie wystarczają. Co więcej, sprawa ginących bandytów jest tylko zapowiedzią nadciągającego wielkiego niebezpieczeństwa...
Kolejna odsłona Hellblazera to komiks inny niż poprzednie. Bardziej ułagodzony, spokojniejszy, skupiony na fantastyce a nie czymś ponad. Nadal jednak czyta się go nieźle. Jest tu akcja jednak zamiast mroku więcej tu magii. Bliżej całości do Sandmana, tym bardziej ze głębia i satyra porzucone zostały na rzecz fantastyki. Graficznie rzecz wypada lepiej niż fabularnie ale bardziej to dodatek dla fanów uniwersum Gaimana niż Hellblazera.
Hellblazer, to seria która ukazywała się od 1988 roku. Wyszło tych tomów „parę”, żeby nie powiedzieć wiele, jednak album „John Constantine. Hellblazer. Znak cierpienia”, różni się trochę od tego do czego się przyzwyczailiśmy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO albumie możemy przeczytać, że:
Pierwszy tom kolejnej z opowieści rozgrywającej się w stworzonym przez słynnego Neila Gaimana uniwersum Sandmana....
„Śmierć jest wieczna” – takie stwierdzenie pasowałoby do każdego zwykłego człowieka, ale na pewno nie Johna. Dla niego odejście z tego świata to niebyt w innym niezbyt „przyjemnym” wymiarze życia. Uwolnienie się z apokaliptycznej i brutalnej rzeczywistości nie oznaczało jednak niczego dobrego (szczególnie kiedy okazuje się być pacjentem szpitala psychiatrycznego). Była to jednak tylko chwilowa „niedogodność”, będąca początkiem całej masy szalonych wydarzeń. Współczesna Anglia po brexicie borykała się bowiem z wieloma różnymi problemami. Jednym z nich są przerażające istoty czyhające w mrocznych uliczkach Londynu na swoje ofiary (którymi głównie są lokalni gangsterzy). Nic więc dziwnego, że usługi Johna były bardzo potrzebne i zwrócił on uwagę ich szefa. W momencie, kiedy portfel jest pusty, a zleceniodawca posiada jeszcze kilka innych bardziej dosadnych argumentów, nie można odmówić. Sprawa jest jednak o wiele bardziej poważna i Constantine kolejny raz będzie musiał stanąć do nierównej walki z potężnym „przeciwnikiem”.
Album Hellblazer: Znak cierpienia #1 śmiało można określić mianem próby stworzenia duchowego następcy oryginalnego cyklu (który wciąż ma ogromną rzeszę fanów). Zadania tego podjął się Simon Spurrier, będąc w pełni świadomym ciężaru, jaki spoczął na jego barkach. Najważniejszym więc pytaniem jest to, czy seria ma jakiekolwiek szanse konkurowania z „klasyką”? Moim zdaniem tak. Autor udanie sięga tutaj do korzeni Constantine’a, wykorzystuje pewne sprawdzone elementy i jednocześnie unika zbyt oczywistych nawiązań czy potrzymania ciągłości historii (tak, aby po tytuł mógł sięgnąć każdy). Pod twardą oprawą znaleźć można więc wszystko to, co stanowiło siłę klasycznego Hellblazer’a. Jest porcja widowiskowej treści, mroczne elementy horroru łączące się z obyczajowo-społecznymi wstawkami, wyraziste postacie, nieustanna walka aniołów i demonów ukazana z ziemskiej perspektywy i solidna dawka fabularnego szaleństwa.
Obok masy pozytywnych cech komiksu, nie można jednak nie zauważyć jego „potencjalnych” b (zależnie od danego czytelnika). Na klimat dzieła dość mocno wpływają osobiste przekonania i zapatrywania polityczne autora. Im mocniej będziemy zagłębiać się w fabułę, tym bardziej będzie widoczne, jak stara się on ukazać brexit jako największe zło tego świata, kierujące Anglię w stronę krajów trzeciego świata. Pewnej przemianie ulega również John, który nie jest już znudzonym życiem „dupkiem”, który nie liczy się ze swoim otoczeniem (stał się on bardziej „poprawny”- aby przez przypadek nikogo nie urazić).
Jeśli chodzi o oprawę graficzną komiksu, to prezentuje się ona bardzo dobrze. Mieszanka stylów (klasycznego Hellblazera i nowego Sandmana) potrafi być dosyć urzekająca i mocno przykuć uwagę odbiorcy. Rysunki są mroczne i potrafią znacząco podbić klimat albumu.
https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-hellblazer-znak-cierpienia-tom-1/
„Śmierć jest wieczna” – takie stwierdzenie pasowałoby do każdego zwykłego człowieka, ale na pewno nie Johna. Dla niego odejście z tego świata to niebyt w innym niezbyt „przyjemnym” wymiarze życia. Uwolnienie się z apokaliptycznej i brutalnej rzeczywistości nie oznaczało jednak niczego dobrego (szczególnie kiedy okazuje się być pacjentem szpitala psychiatrycznego). Była to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJESZCZE JEDNA WERSJA JOHNA
John Constantine zadomowił się na polskim rynku. Albumy zbierające jego klasyczne przygody wciąż się u nas ukazują, mieliśmy też okazję czytać jego nowe przygody napisane przez Toma Taylora, pojedyncze zeszyty (w antologii „Dni pośród nocy”) czy gościnne występy w różnych komiksach („Księgi magii”, „Batman”, „Sandman”, „Saga o potworze z bagien”). Teraz nadszedł czas na nową serię osadzoną w uniwersum „Sandmana”. I chociaż nie jest to dzieło na miarę Ennisa, Delano, Azzarello czy Ellisa, twórców najlepszych przygód Johna Constantine’a, i tak warto jest po ten album sięgnąć.
John Constantine nie żyje. A raczej nie żył. Właściwie to jednak przebywał poza wymiarem życia, a teraz powraca do Londynu, by stawić czoła masakrze, jaka stała się udziałem gangsterów i dziwnych bestii. Problem w tym, że tym razem zwykłe działania nie wystarczą, a sytuacja jest jedynie zwiastunem… czegoś zdecydowanie większego…
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2021/12/sandman-uniwersum-john-constantine.html
JESZCZE JEDNA WERSJA JOHNA
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJohn Constantine zadomowił się na polskim rynku. Albumy zbierające jego klasyczne przygody wciąż się u nas ukazują, mieliśmy też okazję czytać jego nowe przygody napisane przez Toma Taylora, pojedyncze zeszyty (w antologii „Dni pośród nocy”) czy gościnne występy w różnych komiksach („Księgi magii”, „Batman”, „Sandman”, „Saga o potworze z...