
A Memory Called Empire

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Teixcalaan (tom 1)
- Data wydania:
- 2019-03-26
- Data 1. wydania:
- 2019-03-26
- Liczba stron:
- 464
- Czas czytania
- 7 godz. 44 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9781250186430
- Inne
"A Memory Called Empire perfectly balances action and intrigue with matters of empire and identity. All around brilliant space opera, I absolutely love it."—Ann Leckie, author of Ancillary Justice
Ambassador Mahit Dzmare arrives in the center of the multi-system Teixcalaanli Empire only to discover that her predecessor, the previous ambassador from their small but fiercely independent mining Station, has died. But no one will admit that his death wasn't an accident—or that Mahit might be next to die, during a time of political instability in the highest echelons of the imperial court.
Now, Mahit must discover who is behind the murder, rescue herself, and save her Station from Teixcalaan's unceasing expansion—all while navigating an alien culture that is all too seductive, engaging in intrigues of her own, and hiding a deadly technological secret—one that might spell the end of her Station and her way of life—or rescue it from annihilation.
A fascinating space opera debut novel, Arkady Martine's A Memory Called Empire is an interstellar mystery adventure.
"The most thrilling ride ever. This book has everything I love."—Charlie Jane Anders, author of All the Birds in the Sky
Kup A Memory Called Empire w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki A Memory Called Empire
Poznaj innych czytelników
681 użytkowników ma tytuł A Memory Called Empire na półkach głównych- Chcę przeczytać 438
- Przeczytane 234
- Teraz czytam 9
- Posiadam 66
- Fantastyka 7
- 2022 6
- 2021 6
- 2024 5
- E-book 4
- Chcę w prezencie 3


































OPINIE i DYSKUSJE o książce A Memory Called Empire
Lubię sci-fi z politycznymi intrygami w tle, ale tutaj to jakoś nie zadziałało. Punkt wyjścia był ciekawy - babka ze Stacji typu pipidówek galaktyki przybywa na planetę Miasta-Imperium, którego kultura, język i mieszkańcy zawsze jej imponowali, żeby pełnić funkcję ambasadorki. Na miejscu dowiaduje się, że jej poprzednik został zamordowany. Nie działa też technologia związana z pamięcią, która miała jej pomóc pełnić ważną polityczną funkcję. No zapowiadało się super! Imperium też wydawało się intrygujące, już nawet pomijając ich dziwne zafascynowanie poezją, które można było moim zdaniem wykorzystać lepiej. Ale mam z tą książką dwa, może trzy poważne problemy:
1. Wszystko tu się rozwiązuje samo, przez co nie czuje się absolutnie żadnego napięcia i emocji. Szybko dowiadujemy się, że wszyscy będą bohaterce iść na rękę (mimo że są z różnych planet i kultur więc powinni mieć inne cele, ale jakoś ostatecznie zawsze wszyscy wszystko robią tak, żeby pomóc ambasadorce),że w odpowiednim momencie jej "pomagierowie" akurat znają kogoś kto rozwiąże problem, że bez przypału i szybciutko wprowadzą ją do Cesarza, że mimo tego, że co chwilę ktoś próbuje ją zamordować, to wiadomo, że nigdy nic jej się nie stanie i nie będzie to miało żadnych negatywnych konsekwencji. Nawet się nie czuje, żeby ona była jakoś specjalnie zestresowana tymi zamachami.
2. Bohaterowie są przezroczyści, nie mają absolutnie żadnej osobowości. Dlatego też ja nie wierzę w ich relacje.
3. I to jest chyba mój największy problem - dawno nie miałam wrażenia, że autorka książki tak bardzo ma mnie za kretynkę. Tu co chwilę powtarza się to samo, tłumaczy się coś, co było wytłumaczone trzy akapity temu, nie daje mi się możliwości wyciągnięcia własnych wniosków, tylko wszystko podaje na tacy. Jak już się bawimy w tą poezję i za jej pomocą szyfrujemy wiadomości to może dajmy czytelnikowi szansę samemu ją rozszyfrować zamiast tłumacząc znaczenie natychmiast po wierszu? Te wiersze serio nie są takie zawoalowane, żeby to tłumaczenie w ogóle było potrzebne, zwłaszcza po 400 stronach wbijania mi do głowy w kółko tego samego. Tworzysz kulturę, w której ważny jest język i jego wieloznaczeniowość? Super. Ale może powiedz, że "Miasto", "Imperium" i "Świat" wyrażane są tym samym słowem dwa, góra trzy razy, a nie przypominaj mi o tym ZA KAŻDYM RAZEM.
Uhh, sfrustrowała mnie ta lektura. Jak można się domyślić, drugiej części już nie będę czytać, bo absolutnie niczego nie wniesie do mojego życia.
Lubię sci-fi z politycznymi intrygami w tle, ale tutaj to jakoś nie zadziałało. Punkt wyjścia był ciekawy - babka ze Stacji typu pipidówek galaktyki przybywa na planetę Miasta-Imperium, którego kultura, język i mieszkańcy zawsze jej imponowali, żeby pełnić funkcję ambasadorki. Na miejscu dowiaduje się, że jej poprzednik został zamordowany. Nie działa też technologia...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowita powieść która na pewno będzie moją topką tego roku.
"A Memory Called Empire" (po polsku: "Pamięć Zwana Pokojem"),autorstwa Arkady Martine, jest pierwszą częścią duologii Teixcalaan i nie poznał_m całej historii ale i tak ten pierwszy tom mnie naprawdę zachwycił. Jeśli chodzi o fabułę, to jak widać z opisu wydawcy, może sam pomysł nie wszystkich zainteresuje ale to jak jest przeprowadzona i jakie tematy porusza jest na pewno na tyle ciekawe żeby zadowolić każdego fana sci-fi i politycznych intryg, bo są tutaj polityczne intrygi i jest ich dużo. Na szczęście ich ilość nie przeszkadza w zrozumieniu fabuły, bo autorka bardzo dobrze te wszystkie wątki prowadzi a także my jak i główna bohaterka Mahit, jesteśmy osobami z zewnątrz które nie wiedzą co się aktualnie dzieje w sercu tego imperium, tej planecie-mieście, nawet jeśli bohaterka wie o wiele więcej od nas o kulturze Teixcalaanim to i tak jest tak samo ślepa jak my jeśli chodzi o politykę i tak samo jak ona krok po kroku odkrywamy co się stało z naszym poprzednikiem i co to znaczy dla głównej bohaterki, jej domu oraz także całego Imperium.
Widać że autorka podczas pisania powieść oraz samego Imperium Teixcalaanamu inspirowała się kulturą Japońską i imperialistycznymi popędami Imperium Brytyjskiego. Naprawdę mi się podobało jak autorka bierze rzeczy z naszej historii i wykorzystuje je żeby opowiedzieć historię o przeżyciu i walce przeciwko Imperium które się rozrasta i asymiluje wszystko w zasięgu ręki.
Trzeba w tej historii zwrócić także uwagę na wykorzystanie języka którym pisze autorka oraz który wymyśliła na potrzeby tej powieści. Język, na pewno inspirowany językiem japońskim, jest tutaj wykorzystany do opisywania rang ludzi w "Sejmie", do pisania poezji z dwoma znaczeniami w zależności jak się je czyta oraz do akcentowania niektórych słów, które dla laika nie miałyby żadnego znaczenia.
Naprawdę jestem zachwycon_ tą historią. Pierwszy tom skończył się na dość solidnym clifhangerze i nie mogę się doczekać aż zabiorę się za drugi tom. Naprawdę polecam ta książkę wszystkim fanom sci-fi, którzy chcą przeczytać porządna polityczną historię w kosmosie z inspiracjami Azjatyckimi oraz Imperium Brytyjskim.
Niesamowita powieść która na pewno będzie moją topką tego roku.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"A Memory Called Empire" (po polsku: "Pamięć Zwana Pokojem"),autorstwa Arkady Martine, jest pierwszą częścią duologii Teixcalaan i nie poznał_m całej historii ale i tak ten pierwszy tom mnie naprawdę zachwycił. Jeśli chodzi o fabułę, to jak widać z opisu wydawcy, może sam pomysł nie wszystkich zainteresuje...
Świetna książka. Intrygi pałacowe palce lizać. Jak dobrze, że nie czytałem opinii tej społeczności, bo pewnie bym odpuścił, na szczęście ktoś polecał książkę na angielskojęzycznym youtubie i tak na nią trafiłem. Polecam.
Świetna książka. Intrygi pałacowe palce lizać. Jak dobrze, że nie czytałem opinii tej społeczności, bo pewnie bym odpuścił, na szczęście ktoś polecał książkę na angielskojęzycznym youtubie i tak na nią trafiłem. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgnąłem po książkę po przeglądnięciu listy laureatów nagród - Nebuli, czy tam czegoś innego. Oczekiwałem space opery - z polityką, szpiegami. To jest, ale świat, struktura, jest tak prostacka, że śledzenie losów naiwnych postaci w naiwnym świecie zniechęca do marnowania czasu.
Sięgnąłem po książkę po przeglądnięciu listy laureatów nagród - Nebuli, czy tam czegoś innego. Oczekiwałem space opery - z polityką, szpiegami. To jest, ale świat, struktura, jest tak prostacka, że śledzenie losów naiwnych postaci w naiwnym świecie zniechęca do marnowania czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO piękna naiwności. Ładnie pisane, ale niekoherentne i banalne momentami. Z plusów mógłbym wymienić ciekawy szkielet świata oraz zgrabnie prowadzoną narrację. Pomysł z technologią imago ciekawa, ale nie nowa, i nieszczególnie przekonująco przedstawiono jej problematykę. Reszta nie przypadła mi do gustu, a niektóre elementy wręcz zirytowały.
Największym problemem dla mnie był gigantyczny absurd fabularny, który zaczął się już na pierwszych kartach książki, ale nieświadomy czytelnik odkryje go dopiero w okolicy 400 strony. Główna bohaterka - Mahit, ma zastąpić ambasadora swojej stacji kosmicznej (Lsel) na dworze wielkiego imperium Teixcalaan. Nie wiadomo dlaczego, ale Impreium bez słowa zażyczyło sobie zastępcę (tzn. wiemy dlaczego, bo opis z tyłu książki nam wszystko powie!). Zastępczyni jest przygotowywana przez dłuższy czas (co jest tylko wzmiankowane w paru akapitach),ponieważ musi przejść proces przystosowania do maszyny imago - takiej pamięci swojego poprzednika. Otrzymuje imago przestarzałe o 15 lat, więc niewiele wie co się działo na dworze imperialnym. A potem leci miesiącami na planetę-stolicę (może 1 akapit). I mniej więcej tu tak naprawdę zaczyna się opowieść. Przed końcem książki dowiadujemy się, że część zarządu stacji Lsel wiedziała jakie zadania miał poprzednik, jak było to niebezpieczne, że wymieniali wiadomości pomiędzy sobą, że używali specjalnego szyfru itd. No ale nie wpadli na pomysł, żeby jakoś poinformować o wszystkim Mahit. Wysłali bezbronną i nieświadomą sytuacji ambasadorkę prosto w paszczę lwa. Dlaczego? Książka tego nie wyjaśni w sensowny sposób. Odniosłem wrażenie, że głównym powodem jest to, że autorka zaplanowała twist przed końcem i tyle. To był moment w którym chciałem książkę zarzucić. Bardzo nie lubię, jak traktuje się mnie jak idiotę. Sam fakt, że mała stacja kosmiczna (kilkadziesiąt tyś. mieszkańców) posiada niespotykany nigdzie hi-tech, a gigantyczne galaktyczne imperium go nie ma i nie jest świadome jej istnienia, to jawne rzucenie mi w twarz "Nie jesteś od pytania tylko czytania. Do your job!".
Lećmy dalej. Mahit w parę dni (akcja toczy się około tydzień) biega w kółko i próbuje śmiało ogarniać rzeczy w znacznym przytłoczeniu rzeczywistością, której wielu aspektów nie rozumie (prócz kultury, którą jest zafascynowana). Zdąży się zaprzyjaźnić, zakochać, zmienić zauroczenie imperium, na ostrożny sceptycyzm, wkurzyć stado wpływowych ludzi i przeżyć kilka zamachów. Niby dużo, ale nie czuć tego. Może dlatego, że akcja dzieje się w tak krótkim czasie, że tak naprawdę ciężko poznać tu kogokolwiek i się z nim zżyć. Za dużo Mahit mieli w głowie. 500 stron mija a ty nie znasz za bardzo bohaterów dramatu. Ciężko też poznać imperium, ich przywódców i wielkie persony dworu (ich motywacje są przez to banalne),kulturę i architekturę (jest tam nieco opisów, ale jakoś nieszczególnie one rezonują).
Sam finał jest nieprzekonujący. Jeśli spiski i intrygi polityczne miały być osią tej książki to całość z zakończeniem była rozczarowująco naiwna.
Trzeba także przyzwyczaić się do pomysłu autorki na Teixcalaanlijskie imiona i nazwiska, które czasami, ale niekoniecznie, mają coś wspólnego z piastowaną pozycją. Bo o ile nie miałem większego problemu z zapamiętaniem kim jest Trzy Trawa Morska czy Dwanaście Azalia, bo przewijali się przez pół książki, albo Dziewięć Napęd (całkiem logiczna 'nazwa' ministra wojny),ale miałem kłopoty z zapamiętaniem innych ministrów, a przy skojarzaniu Jedenaście Tokarki ze znanym poetą za każdym razem polegałem.
Na koniec wspomnę o błędach edytorskich/tłumacza. Trafiały mi się postaci które zmieniały płeć. "Poszłyśmy" dla towarzystwa jednej kobiety i kilku mężczyzn, czy na odwrót - męskoosobowe nazwy stanowisk dla kobiet, które śmiało mogły mieć formę żeńską. Jakoś to dodatkowo mieszało w już i tak dziwnym zamieszaniu z liczbowymi 'nazwami' bohaterów.
O piękna naiwności. Ładnie pisane, ale niekoherentne i banalne momentami. Z plusów mógłbym wymienić ciekawy szkielet świata oraz zgrabnie prowadzoną narrację. Pomysł z technologią imago ciekawa, ale nie nowa, i nieszczególnie przekonująco przedstawiono jej problematykę. Reszta nie przypadła mi do gustu, a niektóre elementy wręcz zirytowały.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajwiększym problemem dla mnie...
Poddałem się 100 stron przed końcem. Nie mogłem w ogóle złapać immersji i absolutnie nie mogłem zrozumieć naiwnego postępowania bohaterki. Właściwie to nie była nawet bohaterka tylko jakiś dziwny surogat widza i fabuły. Nic od niej nie zależało, wszystko brała jakim się pojawiło w fabule. Szkoda bardzo bo sam świat miał większy potencjał. Albo ja się naczytałem już zbyt dużo kosmicznych oper żeby robiło to na mnie wrażenie.
Poddałem się 100 stron przed końcem. Nie mogłem w ogóle złapać immersji i absolutnie nie mogłem zrozumieć naiwnego postępowania bohaterki. Właściwie to nie była nawet bohaterka tylko jakiś dziwny surogat widza i fabuły. Nic od niej nie zależało, wszystko brała jakim się pojawiło w fabule. Szkoda bardzo bo sam świat miał większy potencjał. Albo ja się naczytałem już zbyt...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakieś to takie... nie wiem.
Opis brzmi zachęcająco - styk różnych kultur, jedna dominująca, Mahit z podbitej kultury jest równocześnie zafascynowana Imperium. Dodajmy do tego meksykańsko brzmiącą nazwę (Teixcalaan) i aluzje do Meksyku oraz Hiszpanii są oczywiste - i na tym się kończą.
Najgorsza w powieści jest naiwność bohaterki i naiwnie przedstawiona jej praca jako ambasadorki. Zostaje jej przydzielona obywatelka imperium (jako nadzorczyni) i nagle zostają przyjaciółkami. Często łapałem się na tym, że wyobrażałem jej sobie jako nastolatki. Przedstawionym wydarzeniom brakowało powagi.
Pomysł na imiona oryginalny ale jednak w praktyce się nie sprawdza i ciężko potem było się połapać, kto jest kim.
Gdzieś tam w tle wspomniana jest inna cywilizacja, która może być zagrożeniem dla wszystkim, ale ciągle nie wiedziałem, czy będzie to miało większe znaczenie, czy nie. Z opisów tomu drugiego wynika, że tak, więc chyba sięgnę po "Pustkowie zwane pokojem" ale bez większych oczekiwań.
Jakieś to takie... nie wiem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpis brzmi zachęcająco - styk różnych kultur, jedna dominująca, Mahit z podbitej kultury jest równocześnie zafascynowana Imperium. Dodajmy do tego meksykańsko brzmiącą nazwę (Teixcalaan) i aluzje do Meksyku oraz Hiszpanii są oczywiste - i na tym się kończą.
Najgorsza w powieści jest naiwność bohaterki i naiwnie przedstawiona jej praca jako...
Mówię do Was Ja....Nowy Cesarz; Trzy Ster na Sterburcie - 0,7 Litra.
A tak na serio. Nie ma co się zrażać początkowymi imionami i nazwiskami. Fajna opowieść, dużo ciekawych pomysłów. Właśnie czytam 2 tom :)
Mówię do Was Ja....Nowy Cesarz; Trzy Ster na Sterburcie - 0,7 Litra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA tak na serio. Nie ma co się zrażać początkowymi imionami i nazwiskami. Fajna opowieść, dużo ciekawych pomysłów. Właśnie czytam 2 tom :)
Po pierwsze bardzo podoba mi się tytuł samej książki - nawiązujący do pomysłowego, interesującego i bardzo świeżego tematu przewodniego - koncepcji przenoszenia pamięci i tożsamości jednej osoby na drugą. Po drugie tempo - nie można tu narzekać na nudę, cała fabuła dzieje się w relatywnie krótkim czasie i mamy wciąż jakieś przygody. Po trzecie - polityka i intrygi, co momentami przywoływało mi Diunę. Nie powiem, że jest to pozycja wybitna, ale naprawdę mało jej brakuje żeby taką być. Jest potencjał, dlatego też zabieram się za kolejną część. Polecam!
Po pierwsze bardzo podoba mi się tytuł samej książki - nawiązujący do pomysłowego, interesującego i bardzo świeżego tematu przewodniego - koncepcji przenoszenia pamięci i tożsamości jednej osoby na drugą. Po drugie tempo - nie można tu narzekać na nudę, cała fabuła dzieje się w relatywnie krótkim czasie i mamy wciąż jakieś przygody. Po trzecie - polityka i intrygi, co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Fascynujące połączenie pełnej akcji międzygwiezdnej powieści przygodowej z mroczną zagadką kryminalną." - hahaha nie. Nie nie nie.
W ogóle wyrzućcie z głowy jakiekolwiek nawiązania do kryminału - tak, jeden z bohaterów umarł (Iskandr),nie do końca wiadomo, kto go zabił, ale to nie jest ważne. Nawet pytanie "dlaczego go ktoś zabił" ustępuje miejsca "jakie jego śmierć ma polityczne konsekwencje i jak Mahit (główna bohaterka) może to wykorzystać". Mamy na początku inspekcję ciała, a przed rozwiązaniem zagadki Mahit ma luźne podejrzenia dotyczące śmierci Iskandra, ale nie oczekujcie klasycznych struktur kryminału, bo ich nie dostaniecie.
Międzygwiezdna powieść przygodowa to też jest trochę naciągane... może inaczej. Pamięć zwana Imperium to skomplikowana książka o tożsamości i styku kultur w świecie science fiction, którą można najszybciej przyrównać do politycznego thrillera. Jeżeli międzygwiezdna powieść przygodowa wywołuje w Was wizje podróży międzyplanetarnych, w których bohaterowie odkrywają nowe/stare światy przy okazji wpadając w tarapaty - no nie. Aż można się zastanowić, czy człowiek od blurbów w ogóle wiedział, co dostał.
Przede wszystkim mamy tu wielkie Imperium Teixcalaanlijskie (fakt, że nauczyłam się w końcu to odmieniać pokazuje, ile razy w tekście pojawia się to słowo),utuczone i zadowolone swoimi wcześniejszymi podbojami, w chwili trwania akcji w czasach jako takiego pokoju, i małą, zaradną, sprzymierzoną z nim Stację Lsel, która bardzo nie chce stać się jego częścią. I Mahit, jako ambasadorka Stacji, jak i barbarzynka zafascynowana kulturą imperialną, musi politycznie odnaleźć się w wielkim Mieście-planecie i wśród dworskich intryg cesarskich, by do takiej aneksji nie dopuścić.
Przede wszystkim Mahit to klasyczny przykład obcej w obcym świecie - mimo całkiem dobrej znajomości kultury Imperium Lselka nie rozumie z początku połowy gier politycznych, i potrzebuje pomocy przy rozszyfrowywaniu poezji, powszechnie stosowanej do szyfrowania czy przekazywania informacji lub kierowania opinią publiczną. Co prawda ma Trzy Trawę Morską (niestety takie autorka wymyśliła imiona, jak ktoś ma problemy z zapamiętywaniem liczb jak ja to życzę powodzenia),swoją łączniczkę do pomocy, ale Trzy Trawa Morska często pogłębia to uczucie wyobcowania właśnie przez bycie de facto wspólniczką Mahit w intrygach - nie tylko obce osoby są obce, ale i jej najbliżsi sprzymierzeńcy także. Przez większą część książki obijała mi się w głowie fraza Nosowskiej "zbyt Szczecińska dla Warszawy, A dla Szczecina zbyt Warszawska" (to jest z "Cudzoziemki w raju kobiet") - Mahit zdecydowanie dla Lsel jest zbyt imperialna - dlatego chcieli się jej pozbyć, wysyłając do Imperium, ale w Imperium się okazuje, że jest do kości przesiąknięta swoją macierzystą kulturą i technologią Stacyjnych i zawsze pozostanie dla nich barbarzynką. Cała narracja jest tym uczuciem niedopasowania, ale i zafascynowania przesiąknięta.
Mahit też ma kuriozalne urządzenie w mózgu - implant, w którym zachowana została osobowość (ciąg hormonalnych i neurologicznych reakcji?) młodego Iskandra, imago zgrane w maszynę piętnaście lat przed śmiercią. Na Lsel większa część ludzi ma takie implanty, i tego typu linie imagowe potrafią rozciągać się czternaście pokoleń wstecz, przekazując wiedzę dotyczącą technologii czy odkryć międzyplanetarnych, ale także scalając swoją osobowość z poprzednikami. Mahit niestety nie miała czasu na integrację osobowości, więc po prostu przez jakiś czas żyje w swojej głowie z głosem osoby, która w Imperium przeżyła już pięć lat - do czasu, w którym imago na widok swojego martwego ciała zanika i już się nie pojawia - na co smutałam niezmiernie, bo uwielbiam wszelakie eksperymenty SFF sfery typu jedna głowa, wiele osobowości, i pytaniami dotyczącymi tożsamości i granic. Wątek imago jednak przez całą książkę się przewija i zarówno nasza heroina, jak i inni bohaterowie zadają ciekawe pytania na ten temat.
Te dwa wątki tożsamości i kultur przeplatają się z politycznymi kwestiami i intrygami - niestety Mahit przez dużą część książki sama przyznaje, że umykają jej niuanse potrzebne do grania w polityczną grę, a także jest zbyt świeża na tej arenie zostawionej przez Iskandra, by mieć jakąś wprawę (a Iskandr szybko się ulatnia). Powiem szczerze, że przez większą część książki polityka mnie słabo interesowała - a szkoda, bo to jest właśnie główny wątek. Przypomniała mi się przy okazji "Europa jesienią" - co prawda to powieść szpiegowska SF, ale tam główny bohater też przez większą część fabuły był tylko pionkiem i nie miał żadnego kontekstu do wydarzeń, w których uczestniczył, prócz przypadkowych skrawków i domysłów. Tu jest trochę podobnie.
Same kultury Imperium i Lsel dla czytelnika są tak samo obce, jak i znajome - jeżeli ktoś tak jak ja ma w zwyczaju automatycznie przyjmować perspektywę głównego bohatera za swoją, to może i podążając za główną bohaterką będzie myślał o Stacyjnych jako tych bardziej naszych, ale nie ma żadnych przesłanek, żeby którąkolwiek z tych dwóch wymyślonych kultur traktować jako bardziej znajomą.
Ciężko mi się było też z kimkolwiek oprócz Mahit związać - ponieważ dla Mahit wszystko jest obce, dla czytelnika także, i dopiero w 2/3 książki zagubienie fabularne mnie opuściło i się wciągnęłam. Nie pomaga, że większość osób widzimy nie tylko jako obcych, ale też jako graczy politycznych - z oczywistych względów będą ukrywać wiele przed nami i zakładać maski. W pierwszej połowie denerwowało mnie to, że wszyscy wydają się takimi samymi doświadczonymi graczami, bez niekompetentnych idiotów lub osób niezainteresowanych grą polityczną.
O ile wątek maszyn imago został dogłębnie wyeksplatowany, o tyle są pewne inne punkty fabularne - prawdziwi obcy, z którymi nie można się porozumieć; pytanie, czy Miasto ma osobowość; albo czemu Słońca Imperium (policja) zachowują się, jakby wszystkie dzieliły jeden umysł - które nie są w ogóle zgłębione, tylko niejasno zaznaczone. Powiem szczerze, że te wszystkie pytania wydają się bardzo interesujące (czasem bardziej, niż poezja i kulturalne różnice) i mam nadzieję, że druga część (Teixcalaan to duologia, autorka nie przewiduje więcej tomów w serii, aczkolwiek chciałaby dalej pisać o tym świecie) w satysfakcjonujący sposób je rozwiązuje.
To też jest tego typu książka, gdzie fabuła, świat przedstawiony i pytania z nim związane są nadrzędne w stosunku do bohaterów - może właśnie dlatego tak ciężko mi było się z nawet z Mahit związać, mimo narracji z jej perspektywy.
Jest to bardzo inteligentna powieść, poruszająca w sposób niebanalny swoje skomplikowane tematy. Jednocześnie nie do końca moje science fiction - mnie najbardziej fascynują zagadki związane z odkrywaniem innych światów i obcych, lub wpływ technologii na codzienne życie, lub rzeczy niepojęte. Jedno z przemyśleń, które mi przyszło na myśl podczas czytania tej książki - gdyby ktoś chciał przemielić tę powieść i zrobić z niej fantasy, to zaskakująco dużo elementów mogłoby pozostać niezmienionych.
"Fascynujące połączenie pełnej akcji międzygwiezdnej powieści przygodowej z mroczną zagadką kryminalną." - hahaha nie. Nie nie nie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW ogóle wyrzućcie z głowy jakiekolwiek nawiązania do kryminału - tak, jeden z bohaterów umarł (Iskandr),nie do końca wiadomo, kto go zabił, ale to nie jest ważne. Nawet pytanie "dlaczego go ktoś zabił" ustępuje miejsca "jakie jego śmierć ma...