Love vegan.Gotowy jadłospis na 21 dni

Okładka książki Love vegan.Gotowy jadłospis na 21 dni
Violetta DomaradzkaHanna Stolińska Wydawnictwo: Agora kulinaria, przepisy kulinarne
Kategoria:
kulinaria, przepisy kulinarne
Wydawnictwo:
Agora
Data wydania:
2017-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788326825620
Tagi:
Wege; gotowanie; zdrowie
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1558
1557

Na półkach:

Moja pierwsza książka kucharska!
Pierwsza, którą zatrzymałam dla siebie, pierwsza na kuchennej półce i jedyna nieliteracka, którą dołączam do moich książek top życia. Nie dlatego, że bardziej dbałam do tej pory o umysł i duszę niż ciało, ale dlatego, że nie trafiłam na odpowiadającą moim nawykom żywieniowym – bez soli, bez cukru, bez alkoholu, bez ostrych przypraw, za to z dużą ilością warzyw, owoców i niewielką ilością mięsa, wykluczające smażenie. Tak! Uwielbiam kuchnię, którą inni nazywają mdłą albo szpitalną. Przyzwyczaiłam się już, że moje zachwyty nad walorami szpitalnego jedzenia innych wprawiają w konsternację. Tak mam, że lubię czuć pierwotny zapach i smak produktów niezabitych polepszaczami smaku. Odnalazłam je w tej pozycji.
Trafiłam na nią przypadkowo.
Szukałam urozmaicenia w postaci koktajli warzywnych, o których nie miałam zielonego pojęcia, a chciałam spróbować skomponować je sama. Pomyślałam, że najlepiej sięgnąć po pozycję wegetariańską, stąd mój wybór tego tytułu, który aż krzyczał, co zawiera w sobie. Znalazłam w niej nie tylko koktajle, ale również sposób mojego odżywania się!
Po prostu ideał!
Pozycję celnie trafiającą w mój gust poza drobnymi wyjątkami. To, co przekonało mnie do niej, to warunki wstępne postawione przez autorów – bez soli, bez cukru, bez alkoholu. Troszkę zmartwiłam się obcięciem mięsnego czubka w Piramidzie Zdrowego Żywienia IŻŻ, ale potem przeczytałam zdanie podkreślające elastyczność poradnika, że przepisy „przeznaczone są także dla osób, które nie chcą zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego, ale starają się włączyć do swojej diety więcej potraw na bazie roślin”. Dokładnie o mnie w tym zdaniu była mowa!
Byłam gotowa!
Tak bardzo, że mogłam nawet nie czytać teoretycznej części, by przejść do działania, ale przeczytałam, bo lubię sobie od czasu do czasu przypomnieć, dlaczego te 5 minut przyjemności z batonikiem nie jest warte ceny zdrowia, bo zdarzają mi się „upadki”. Tak, cierpię na cukroholizm od zawsze. Właściwie, gdyby nie zdrowy rozsądek i bunt ciała w postaci senności, mogłabym żyć o słodyczach i kawie. Dlatego była mi potrzebna ta porcja „straszenia” chorobami, którą przekazała jedna z trójki autorów – dietetyczka.
Ale nie tylko. Wymieniła również zalety i korzyści wynikające ze stosowania diety roślinnej, zwłaszcza w różnego typu chorobach. Powoływała się na konkretne przypadki swoich pacjentów w gabinecie. W kolejnym rozdziale pałeczkę motywacji przejęli od niej pozostali autorzy – praktycy. Podpowiedzieli, jak dietę roślinną wprowadzić w życie bez poczucia szoku. Wskazali co, gdzie, za ile warto kupować, czego unikać, na co zwracać uwagę, jak radzić sobie z żywieniem poza domem, w delegacji, na urlopie czy wakacjach i jak budować zdrowe nawyki krok po kroku i dzień po dniu, włączając w to ruch. Nie byli przy tym na siłę forsującymi treningi. Hołdowali zasadzie ruszania się w ogóle, byle trwało to minimum 30 minut dziennie, o której czytałam w „Projekcie zdrowie”. A potem pokazali, że to, o czym mówią, ma sens i zastosowanie w życiu, oddając głos legendzie polskiego kolarstwa, Czesławowi Langowi. Sportowcowi, który opowiedział o swoim przejściu z diety mięsożernej na dietę roślinną, od złych nawyków do dobrych przyzwyczajeń, od choroby do zdrowia i pełnej aktywności fizycznej, łącznie z aktywnym uprawianiem kolarstwa po zakończeniu kariery zawodowej. Cały ten wstęp miał służyć zmotywowaniu potencjalnego kandydata do podjęcia wysiłku zmiany nie tyle diety, ile nawyków żywieniowych.
Autorzy postawili sobie bardzo ambitny cel!
Z doświadczenia koleżanki wiem, jak trudno zmienić przyzwyczajenia żywieniowe. Przypomina to wręcz walkę uzależnionego z używką. Miała chęci, miała świadomość, miała motywację w postaci choroby, była pod profesjonalną opieką dietetyka i miała wsparcie we mnie służącej za przykład skutecznej walki z cukrem, że można. Niestety - przegrała. Uzależnienia i nawyki jedzeniowe okazały się silniejsze od wszystkich czynników przemawiającym za tym, że uda się jej. Nie udało. Wróciła do starego sposobu jedzenia i... choruje. Dlatego dobra motywacja to połowa sukcesu wprowadzania zmian.
Druga to odpowiednia dieta.
Tutaj autorzy zaproponowali gotowy jadłospis rozpisany na 21 dni w trzech, zbilansowanych wariantach kalorycznych – 1500, 2000 i 2500, w zależności od aktywności fizycznej. Każdy dzień rozpoczynała lista zakupów zaplanowana na sześć posiłków dziennie w myśl zasady – mało, ale często. Każdy sposób przygotowania dania był ilustrowany zdjęciem oraz poprzedzającym go krótkim, motywującym opisem. Na samym dole autorzy dodatkowo umieścili poradę dietetyka.
Z ogromnym zaciekawieniem i uwagą przestudiowałam wszystkie przepisy i wszystkie chciałabym wypróbować, ciesząc się z tak bogatej możliwości urozmaicenia mojego jedzenia. Z radości odkrywania na nowo warzyw, które dotychczas pomijałam, przekonując się, jak smaczny może być seler naciowy, który zaczęłam jeść jako przekąskę.
Ale nie biorę też tych przepisów w ciemno i bezkrytycznie.
Powyrzucam przyprawy ostre takie, jak pieprz, czosnek czy papryka, które są w nich właściwie podstawą. Nie szkodzi, mogę zastąpić je ziołami. Na pewno też nie zrezygnuję z mięsa, które właściwie jem w bardzo małych ilościach i sporadycznie, ograniczając się do ryb, drobiu i wołowiny. Dokładnie w takiej kolejności. Na szczęście mogę pić kawę! Również inne napary, oprócz herbaty czarnej, której autorzy nie polecają. Przy okazji odkryłam napoje roślinne (to dla mnie zupełnie nowe pojęcie!) zastępujące mleko, które piłam, bo – pij mleko, będziesz duży! A to nie do końca prawda, jak się okazuje.
Swoją przygodę z proponowanym jadłospisem zaczęłam od pierwszego przepisu, w pierwszym dniu, pierwszego tygodnia, który od razu mi się spodobał – od naleśników w nowej odsłonie. Najlepsze było to, że prawie wszystkie składniki miałam w kuchni (oprócz suszonych moreli, które dokupiłam), a wyczarowałam z nich coś zupełnie odmiennego od tych tradycyjnych z twarogiem i cukrem. Wzięłam swoją czarodziejską różdżkę czyli kopyść (fajne, niemal archaiczne już słowo!), pomieszałam w lewo, w prawo (wprawdzie nie było tak łatwo, bo się poparzyłam, ale straty na wojnie muszą być!) i z góry niepozornych produktów wyczarowałam coś przepysznego! Pachniały przepięknie, a w smaku poczułam kakao z nutą cynamonu w cieście, którego czekoladowe odczucie przełamywał kwaskowo-słodki smak nadzienia z jabłek i moreli, a atrakcyjności dodawała chrupkość marchewki aldente i drobno siekanych orzechów. Po dwóch naleśnikach czułam się przyjemnie syta, ale nie ociężała i senna. Mojej mamie, obiektywnie testującej naleśniki, brakowało tylko soli. No, cóż! Nawyk! Dla mnie idealne, dlatego wprowadzam ten przepis na stałe! Wymaga tyle samo czasu na przygotowanie, co naleśniki tradycyjne, smakują równie dobrze, ale zawierają w sobie to, czego nie posiadają te z serem i cukrem – zdrowie. Warte zamiany! Kolejne przepisy będę testować wybiórczo przez następnych kilka miesięcy, a samą książkę już uważam za swoją przyjaciółkę.
Tak slogan o książce-przyjacielu stał się faktem!
http://naostrzuksiazki.pl/

Moja pierwsza książka kucharska!
Pierwsza, którą zatrzymałam dla siebie, pierwsza na kuchennej półce i jedyna nieliteracka, którą dołączam do moich książek top życia. Nie dlatego, że bardziej dbałam do tej pory o umysł i duszę niż ciało, ale dlatego, że nie trafiłam na odpowiadającą moim nawykom żywieniowym – bez soli, bez cukru, bez alkoholu, bez ostrych przypraw, za to...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
783
415

Na półkach: ,

Znacie to motto: "Nowy rok, nowy ja"? Podejrzewam, że zadałam wyjątkowo głupie pytanie, ponieważ nie wiem, czy istnieje ktoś, kto przynajmniej raz o tym nie słyszał. W końcu to jeden z najbardziej popularnych tekstów ostatnich lat. Myślę, że nikt nie zaprzeczy, że bardzo chwytliwe. Jednak pewnie tak samo jak ja macie go dość. Dlatego ja postanowiłam, że nie będę wcale czekać na 1 stycznia, żeby zmienić coś w swoim życiu. Zrobiłam to miesiąc wcześniej i myślę, że to lepsze rozwiązanie niż robić tysiące noworocznych postanowień.

Postanowiłam zapoznać się z książką trójki ekspertów – "Love Vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni". Nie myślcie sobie, że od razu przeszłam na wegetarianizm albo tym bardziej weganizm. Nic z tych rzeczy. Po prosu chciałam zgłębić bardziej tę tematykę i posiadać jakąś własną książkę o gotowaniu, bo z tym u mnie raczej słabo. Trochę mnie bawi moja własna postawa, ale przyznaję, że nie żałuję, że weszłam w posiadanie tej książki kucharskiej. Tylko teraz pojawia się pytanie: dlaczego?

Pomysł na napisanie książki nie należy do najbardziej oryginalnych, ponieważ tematyka jest w tej chwili popularna i ludzie szukają dokładnie takich dzieł. Oczywiście w tym przypadku pewnego rodzaju sztampowość jest bardzo pożądana. Po co pisać książkę, która nikogo w danej chwili nie interesuje? Sama wiem po swoich znajomych, że w teraz tzw. wege stało się modne i coraz więcej ludzi decyduje się na zmianę diety. Dlatego potrzebują jakiegoś wyznacznika, a "Love Vegan" sprawdza się prawie że idealnie w tym przypadku.

Poradnik jest podzielony na dwie części tak jak wskazuje sam tytuł. Pierwsza odpowiada za wytłumaczenie tematu oraz skupieniu się na radach, jak i kiedy zdecydować się na przejście na tę specyficzną dietę. Druga natomiast to najróżniejsze przepisy na 21 dni. Właśnie na tej pierwszej części zawiodłam się chyba pod każdym względem. Jest to ok. 100 stron najróżniejszych informacji, co brzmi dobrze. Niestety tylko tak brzmi. Pomijam już fakt, że było to po prostu nudne. Od poradników nie trzeba wymagać nie wiadomo jakich zwrotów akcji, ale czegoś odkrywczego już tak. Dla mnie prawie wszystkie informacje podawane przez autorów były znane, co mnie wyjątkowo zniechęciło. Pewnie część z was pomyśli, że jeśli znam się na temacie, to nic dziwnego. Ale ja się w ogóle nie znam i do tej pory pod żadnym względem nie zgłębiałam go, więc moja wiedza jest naprawdę ograniczona. Jak to możliwe, że nie zostałam niczym zaskoczona?

Drugim moim "ale" do wprowadzenia jest fakt, że na każdej stronie są po prostu całe epopeje wychwalające dietę wegańską, a myślę, że nie do końca o to chodzi. Oczywiste, że ta książka ma do tego zachęcać, ale jest to w zły sposób zrobione, bo czasami wprost sugeruje, że jak zaraz na nią nie przejdziemy, to umrzemy na jakąś chorobę, której zagrożenie jest wywołane przez zbyt częste jedzenie mięsa, czy coś podobnego... To mnie właśnie zniechęcało. Tym bardziej że za przykłady były podawane niezliczone badania, niby potwierdzające opinię autorów. Tu się zaczynał dla mnie kolejny problem. Skąd brały się te badania? Kto je przeprowadzał? Jak mogę je potwierdzić? Czy były dobrze przeprowadzane metodologicznie? I czy nie są to po prostu korelacje? Takich pytań podczas czytania pojawiało się wiele. Tu znowu przyznaję się, że jeszcze nie znam się wystarczająco dobrze na tym, by ostatecznie oceniać, jednak podpowiada mi to zwykła logika. Choć sama nie planuję przejść na podobną dietę, to podziwiam ludzi, którzy to robią i rozumiem ich, więc tu nie wchodzi czynnik mojej krytyki.

Na szczęście przepisy ratują prawie całą książkę. Nie będę wam wmawiać, że wszystkie dokładnie sprawdziłam i to jeszcze w ciągu 21 dni. Moje umiejętności są zbyt ograniczone, żeby to zrobić, choćbym nie wiem, jak bardzo chciała. Czasu też nie mam wystarczająco. Lecz te łatwiejsze sprawdziłam i naprawdę było warto. Niektóre są wyjątkowo ciekawe i pozytywnie zaskakują. Przy tym są ładnie i bardzo dokładnie opisane. Czasami miałam wrażenie, że aż zanadto. Pojawiają się takie, które wychodzą tanio i produkty są łatwo dostępne, ale również bardziej wyrafinowane.

Jednak największym niepodważalnym plusem "Love Vegan" jest jej wydanie – po prostu przepiękne pod każdym możliwym względem. Liczne ilustracje i zdjęcia sprawiają, że człowiek chce ją przeglądać, czytać i sprawić, że jego życie również będzie tak kolorowe jak te wszystkie opisywane dania. I ten papier... Może bardziej tusz. Jest to niesamowity zapach. Czasami wolałam wąchać tę książkę niż ją czytać – jakkolwiek dziwnie to brzmi.

Jest to dość specyficzny poradnik, do którego ostatecznie mam ambiwalentne odczucia. Na pewno nie żałuję, że się z nim zapoznałam, ale w wielu momentach mnie irytował. Jednak myślę, że dla nowicjuszy, którzy chcą się zaangażować w taką dietę, będzie przydatny. Dla bardziej zaawansowanych pewnie ciekawym dodatkiem będą przepisy.

Znacie to motto: "Nowy rok, nowy ja"? Podejrzewam, że zadałam wyjątkowo głupie pytanie, ponieważ nie wiem, czy istnieje ktoś, kto przynajmniej raz o tym nie słyszał. W końcu to jeden z najbardziej popularnych tekstów ostatnich lat. Myślę, że nikt nie zaprzeczy, że bardzo chwytliwe. Jednak pewnie tak samo jak ja macie go dość. Dlatego ja postanowiłam, że nie będę wcale...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
7
7

Na półkach: ,

” Love Vegan ” wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Polecam zwłaszcza tym, którzy myślą o poprawie swojej kondycji fizycznej i wdrożeniu zdrowych nawyków żywieniowych :)

” Love Vegan ” wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Polecam zwłaszcza tym, którzy myślą o poprawie swojej kondycji fizycznej i wdrożeniu zdrowych nawyków żywieniowych :)

Pokaż mimo to

2
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Love vegan.Gotowy jadłospis na 21 dni


Reklama
zgłoś błąd