Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Der boim fun lebn
- Data wydania:
- 2016-03-22
- Data 1. wyd. pol.:
- 2016-03-22
- Liczba stron:
- 628
- Czas czytania
- 10 godz. 28 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788363182335
- Tłumacz:
- Joanna Lisek, Magdalena Ruta
Chava Rosenfarb (1923-2011) urodziła się w Łodzi. Przeżyła łódzkie getto, a także obozy Auschwitz, Sasel i Bergen-Belsen. Po wojnie mieszkała w Belgii, a potem w Kanadzie. Autorka tomów poetyckich, dramatu, esejów, a przede wszystkim znakomitej prozy. Doświadczenia z okresu Zagłady są ważnym elementem jej twórczości. Trzytomowa saga Chavy Rosenfarb pt. Drzewo życia (Der boim fun lebn) opowiada o Łodzi, a przede wszystkim o łódzkim getcie i jego mieszkańcach. Drugi tom dzieła obejmuje lata 1940-1942, gdy Niemcy utworzyli odrębną dzielnicę dla Żydów, a miasto otrzymało nazwę Litzmannstadt. Za tę poruszającą opowieść Chava Rosenfarb została wyróżniona wieloma nagrodami na całym świecie.
Kup Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942 w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942
Poznaj innych czytelników
32 użytkowników ma tytuł Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942 na półkach głównych- Przeczytane 17
- Chcę przeczytać 14
- Teraz czytam 1
- Posiadam 3
- Przeczytane 2017 1
- 2018 1
- Biblioteczka papierowa 1
- Przeczytane 2024 1
- Mam wersję papierową 1
- Rok 2025 1
Tagi i tematy do książki Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942
Tu nienawidziła śmierci i czuła, że jej pragnienia oddania się,
poświęcenia pochodzi nie z rezygnacji, lecz żywiołowej kobiecości...
































OPINIE i DYSKUSJE o książce Drzewo życia. Tom drugi. Lata 1940-1942
Chava Rosenfarb pisała “Drzewo życia” przez dwadzieścia lat. I niestety - to widać. Chciała stworzyć pomnik getta, ale zamiast żywej powieści wyszedł jej pomnik z kamienia.
Temat był ogromny, emocje autorki prawdziwe, ale zabrakło tego, co w literaturze najtrudniejsze - psychologicznego mięsa. Bohaterowie nie są ludźmi, tylko symbolami: stary władca, młoda ofiara, żona-sumienie, matka boska getta, fabrykant-egoista. Czytelnik nie wchodzi w ich emocje, tylko obserwuje z zewnątrz, jakby uczestniczył w moralnym wykładzie, w którym z góry wiadomo, co ma czuć.
Największy problem to to, że wiele rzeczy jest powiedzianych, a nie opowiedzianych. Emocje są streszczane, nie pokazane. Dobrym przykładem jest Samuel - w pierwszym tomie jeszcze postać pozytywna, w drugim już cyniczny wykonawca rozkazów. Ale kiedy i jak do tego doszło? Nie wiemy. Autorka często porzuca takie wątki, by w zamian zaserwować szokujące sceny. Efekt jest taki, że książka traci emocjonalną ciągłość i zamiast poruszać, po prostu męczy.
Ten brak ciągłości widać też w strukturze całości. Chava chciała napisać panoramę Łodzi, ale przez nadmiar postaci i epizodów wyszło coś, co przypomina raczej zbiór luźnych historii. “Drzewo życia” jest pięknie napisane, ale puste w środku - ładna wydmuszka, która nie ma życia. Dobrym przykładem jest wątek Dawida - przed wojną wrażliwego, zakochanego chłopaka, który w getcie traci poczucie męskości, płaci za seks, szuka sensu i tożsamości. Ciekawa postać, ale w drugim tomie mogłoby jej już w ogóle nie być. Autorka przestaje go rozwijać, wszystko tylko streszcza, aż w końcu sam Dawid w swoim pamiętniku pisze, że nie chce mu się pisać. I równie dobrze można by powiedzieć, że Rosenfarb też w tym momencie już się nie chciało.
Czytając to, ma się nieodparte wrażenie, że połowę tych wątków i postaci można by spokojnie usunąć i książka wcale by na tym nie straciła. Zamiast pogłębiać to, co naprawdę istotne, autorka rozprasza się w drobnych epizodach i romansowych aluzjach (jak choćby wątek Estery, wokół której krążą niemal wszyscy mężczyźni),a jednocześnie redukuje wydarzenia o ogromnym znaczeniu historycznym - jak wysiedlenie Żydów z Rzeszy, Czech i Luksemburga - do jednego, zaledwie kilkustronicowego rozdziału.
Ten sam problem dotyczy relacji między kobietami a Rumkowskim. Sabina to jego pożądanie i upadek, Estera - litość i słabość, Klara - wyrzuty sumienia i kara. Żadna z nich nie jest pełnowymiarową postacią. One istnieją tylko po to, żeby odbijać jego emocje. Nie ma między nimi relacji, tylko symboliczna gra.
Sam Rumkowski, choć mógłby być postacią tragiczną, został tu sprowadzony do kilku impulsów: władza, pożądanie, wstyd. Nie ma w nim prawdziwego wewnętrznego konfliktu, tylko reakcje. A kiedy autorka próbuje go “uczłowieczyć” - wpychając mu marzenia o rodzinie i duchowym odkupieniu - to po prostu nie działa. Bo nic w tekście nie przygotowuje nas na taką przemianę. Jeśli przez prawie dwa tomy bohater reaguje tylko na władzę, strach i ciało młodej dziewczyny, to nie można nagle, pod koniec drugiego tomu, zrobić z niego mężczyzny, który marzy o inteligentnej, dojrzałej kobiecie i synu z nią. Ta metamorfoza nie wynika z niczego. W jednym fragmencie Rosenfarb po prostu wciska mu zmianę gustu - nagle przestają go kręcić nastolatki, a zaczynają "piękne, dojrzałe kobiety". Gdzie w tym psychologia? To nie rozwój, tylko reset postaci.
Na osobny komentarz zasługują przypisy w polskim wydaniu opracowanym przez Joannę Podolską. To klasyczny przykład, jak pomylić fikcję z dokumentem. Choć Rosenfarb jasno napisała, że podobieństwa do osób są przypadkowe, redaktorka prowadzi przypisy tak, jakby komentowała źródła historyczne. Pisze np. o postaci Herr Schattena, że “posiada cechy ludzi z otoczenia Rumkowskiego” - jakby istnieli jacyś “pośrednicy od dziewcząt”, choć nikt tego nigdy nie udowodnił. Brzmi naukowo, ale to po prostu mit w przebraniu faktu. Problem w tym, że Rosenfarb zostawiła prawdziwe imię i nazwisko Rumkowskiego, więc czytelnik zaczyna brać wszystko za biografię. W efekcie fikcja zaczyna wyglądać jak akt oskarżenia. A przypisy zamiast porządkować, dolewają oliwy do ognia.
Podobnie w przypisach Podolska pisze o “wprowadzeniu przez Rumkowskiego gettowych pieniędzy”, jakby to on sam podjął decyzję o zamknięciu obiegu walutowego. Tymczasem nie istnieją żadne dowody na to, że był to jego pomysł. Wszystko wskazuje, że inicjatywa wyszła od Niemców, którym zależało na całkowitej kontroli nad handlem i izolacji getta od strony aryjskiej. Rumkowski nie miał w tym żadnego interesu, wykonał jedynie decyzję okupanta, który i tak zarządzał każdą sferą życia w getcie. To już nie jest ani historia, ani literatura, tylko moralny chaos ubrany w przypis.
I to wszystko boli tym bardziej, że książka jest świetnie napisana. Styl Rosenfarb jest melodyjny, język precyzyjny, rytm frazy zachwycający. Można się domyślać, że w jidysz brzmi to jeszcze lepiej. Ale pod tą piękną formą kryje się pustka. Zamiast powieści o ludziach dostajemy moralitet, który imponuje rozmachem, ale nie porusza. Okropnie zmarnowany potencjał.
Chava Rosenfarb pisała “Drzewo życia” przez dwadzieścia lat. I niestety - to widać. Chciała stworzyć pomnik getta, ale zamiast żywej powieści wyszedł jej pomnik z kamienia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat był ogromny, emocje autorki prawdziwe, ale zabrakło tego, co w literaturze najtrudniejsze - psychologicznego mięsa. Bohaterowie nie są ludźmi, tylko symbolami: stary władca, młoda ofiara,...
Arcydzieło. Najlepsza, kompletna powieść o getcie jaka czytałam.
Arcydzieło. Najlepsza, kompletna powieść o getcie jaka czytałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„(…) Łódź robi się judenrein, bo wielka, niewidzialna miotła wymiata Żydów ze wszystkich kątów do wielkiego kosza na śmieci, który zwie się Bałuty.”
Druga część genialnej powieści Chavy Rosenfarb jest fabularyzowaną, a przy tym bardzo dokładną, rzetelną i emocjonalną kroniką łódzkiego getta i zamkniętych w nim Żydów. Pośród nich znaleźli też swoje miejsce bohaterowie, których poznaliśmy w części pierwszej i to oni wiodą nas ulicami bałuckiego, żydowskiego, zamkniętego w obrębie drutów, świata.
Litzmannstadt Ghetto, co warto podkreślić, było specyficzne, w przeciwieństwie do innych, całkowicie zamknięte. Na przestrzeni ok. 4 km2 odizolowano ok. 180 tysięcy osób. Przetrwało też najdłużej. Istnienie podmiotu nastawionego na produkcję, generującego zyski dla Rzeszy dzięki licznym manufakturom sprawnie zarządzanym i nadzorowanym przez „Pana wszystkich Żydów” Rumkowskiego, było dla Niemców kurą znoszącą złote jaja, którą żal było zarzynać.
Wspólny los podzielili bogaci i biedni, ortodoksi i odszczepieńcy, ich pozycja tutaj często spadała, ale też dzięki sprytowi mogła znacznie wzrosnąć, co dawało pole do zemsty za prawdziwe lub urojone krzywdy doznane w poprzednim, wolnym życiu.
Na to wszystko z wysoka spogląda, znana nam już z poprzedniego tomu wiśnia, rosnąca w podwórku jednej z kamienic przy ulicy Lutomierskiej, również więźniarka getta, jednak obojętna na ten fakt, także tutaj niezmiennie poddana prawom natury, co roku pokrywająca się świeżą zielenią pączkujących liści, bielą delikatnych płatków, które opadając dają początek radosnej czerwieni dojrzewającego owocu. Drzewo życia, towarzyszące człowiekowi w najtrudniejszych chwilach, by nieść mu nadzieję, że naturalny porządek świata kiedyś powróci.
Nie bez przyczyny nazwałam tę powieść kroniką. Tom drugi obejmuje lata 1940-1942 i nie pomija żadnego z ważniejszych wydarzeń, jakie miały miejsce w łódzkim getcie; kolejnych rozporządzeń, organizowania się w jego obrębie poszczególnych sektorów gospodarczych, strajków i buntów, rozkwitu Marysina jako terenu wypoczynku i rekreacji, obozów organizowanych dla dzieci, szkół i sierocińca, a także działek i daczy prominentnych ludzi getta. Bo i w getcie były duże rozbieżności oraz przywileje. Jedną z najbardziej rozdzierających serce w tej opowieści jest scena wywożenia ciężarówkami na śmierć niczego nieświadomych pacjentów szpitala psychiatrycznego. Tej dramatycznej sytuacji przypatrują się mieszkańcy. Jedni obojętnie, inni z ulga, że nie ich to spotyka, zaś rodziny chorych z bezradną rozpaczą. „Tęgi jegomość wszedł na ciężarówkę i splunął ponad deskami: - wszyscy szaleńcy zostają w getcie! – zawołał”
„Drzewo życia” to dużo więcej niż opis, nawet najlepszy, tego, co wówczas się wydarzyło. Przy okazji lektury spotkało mnie sporo zaskoczeń. Trafiłam bowiem na powieść głęboko psychologiczną, analityczną, rozważającą różne aspekty oddziaływania ekstremalnej sytuacji na ludzką psychikę, potrafiące niekiedy zmienić człowieka nie do poznania. Wczorajsza bestia może stać się bezbronną owcą, dotychczasowy degenerat obudzić w sobie instynkt altruistycznego dobra, zaś zwyczajny obywatel, kierujący się dotąd w życiu moralnymi zasadami, skuszony pochlebstwami, zamieni się w potwora. Jeden z bohaterów mówi: „Przed wojną to, co nas łączy, nazwalibyśmy przyjaźnią. Ale tu przyjaźń ma inną miarę. Trzeba ją w odpowiedni sposób udowodnić. Nie doczekaliśmy jeszcze takiego egzaminu.”
Bohaterowie różnie reagują na izolację od reszty społeczeństwa. Co zaskakujące, dominuje ulga. „(…) my nie zostaliśmy odcięci od świata, ale świat od nas. To oni siedzą wśród drutów kolczastych, my jesteśmy wolni.” Są tutaj pośród swoich, bezpieczni od pogardy i nienawiści polskich antysemitów, bliscy sobie obyczajem, religią i mową. Jednocześnie dużo silniej odczuwają emocje. Tak jak smutek i poczucie zagrożenia są większe, tak i chwile szczęścia potężniej eksplodują, a ich źródłem może być byle drobiazg. Bliskość śmierci podwyższa jeszcze wagę życia. Bunim nigdy „nie czuł się tak przywiązany do życia jak teraz. Jeszcze nigdy nie czuł takiego entuzjazmu i szacunku do niego, jak tu, za drutami, z pustym żołądkiem.”
Wiele z poznanych w getcie postaci autorka ukrywa pod fikcyjnymi nazwiskami. Rozpoznanie dużej części z nich nie nastręcza trudności, czego wyrazem są szczegółowe przypisy u dołu strony. Niekiedy z cech kilku osób wyrasta jeden bohater, o skomplikowanym charakterze, zdarza się, że podlega przy tym zaskakującej metamorfozie, jakie wówczas nie były rzadkością. Są postaci zupełnie fikcyjne, prezentujące rozmaite, czasem wręcz krańcowe postawy. Dzięki temu powieść prezentuje bogate spektrum społeczeństwa, co jest niesamowicie cenne dla czytelników. Mordechaj Chaim Rumkowski wyrasta ponad wszystkich tuszą, białą grzywą i przeświadczeniem o własnej mocy, dorównującej boskiej. Ten niegdysiejszy ubezpieczyciel – filantrop o perwersyjnej naturze, wiszący u klamki bardziej znaczących od niego, teraz nabrał wiatru w żagle, a otrzymawszy niemal nieograniczoną władzę nad tysiącami Żydów, nie waha się z niej korzystać. To postać złożona, bardzo ciekawa od strony psychologicznej, splątana i niejednoznaczna, której powojenna ocena nastręczyła sporo trudności. Warto zwrócić na Rumkowskiego baczniejszą uwagę. Autorka jemu jednemu pozwoliła wystąpić pod prawdziwym nazwiskiem, a nam dała jedyną w swoim rodzaju okazję rozwikłania zagadki jego osobowości w czasie, gdy „(…) getto założyło mu koronę na głowę.”
Bohaterowie w żaden sposób nie są przez autorkę oceniani. Poznajemy ich w relacjach z ludźmi, poprzez postawę w rozmaitych sytuacjach, patrzymy na nich oczami innych; rodziny i sąsiadów, a także wsłuchując się w ich własne myśli, przelewane na kartkę papieru w formie listu lub tylko snute w głowie, często gniewne, niepewne, ale zawsze szczere. Doskonale podsumowała to panna Diamant: „(…) dzisiaj wszyscy przechodzimy przemianę. W kotle, do którego zostaliśmy wrzuceni, wszystko w nas ulega przetworzeniu. Ale z czasem wyłonimy się z ognia z naszymi prawdziwymi twarzami i damy się poznać.” Tak też się dzieje i zapewniam was, jest to jedna z największych przygód, jakie możemy przeżyć dzięki „Drzewu życia”. Bandzior Walentino, prostytutka Szejndl, przedsiębiorca Samuel Cukerman, małżeństwo Rozenbergów czy nauczycielka panna Diamant potrafią nas nieźle zaskoczyć, całkiem zbić z pantałyku i zmusić do zastanowienia nad nieprzewidywalnością człowieczeństwa, wobec której pozostajemy bezradni.
Getto opisane słowami, nawet najtrafniejszymi, obfitującymi w przymiotniki i przecinki, złożonymi w kunsztowne metafory i porównania, oksymorony i epitety, w pełni odsłania się przed nami dopiero namalowane barwną kreską, kolorową plamą rzuconą na kartkę. Mnogość odcieni zieleni, żółci, czerwieni nasyconych wiosną podkreśla jak nic innego, najdobitniej, kontrast radosnego rozkwitnienia, odrodzenia i wzrastania z surowością płotu i budek strażniczych, ostrością kolczastego drutu i smutkiem, apatią emanującymi z twarzy i sylwetek uwięzionych ludzi. Jesień natomiast zabija każdą odrobinę optymizmu, oblekając mieszkańców i ich otoczenie w błotnistą, beznadziejną szaroburość.
Jednak była też miłość w getcie, były marzenia, głód wiedzy, jakiego nauczyciele nie widzieli nigdy przedtem, poświęcenie, krótkie przebłyski dziecięcej radości w dojrzałych oczach kilkulatków. Było życie i śmierć, wesele i żałoba, odwaga i tchórzostwo, nadzieja i zwątpienie. Były święta i modlitwa, u jednych żarliwsza niż kiedykolwiek, podczas gdy inni tracili wiarę w Boga. I tę właśnie różnorodność, to ogromne bogactwo idei, postaw i dusz udało się autorce oddać w sposób niezwykły. Toniemy w powieści, dajemy się jej porwać i podążamy za nią poznając wciąż coś nowego, dając się zaskoczyć i oczarować. To jedna z najpełniejszych opowieści o getcie, najgłębszych, wielopoziomowych, którą po prostu trzeba poznać. Przede mną jeszcze tom trzeci, o nim już niebawem…
Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
„(…) Łódź robi się judenrein, bo wielka, niewidzialna miotła wymiata Żydów ze wszystkich kątów do wielkiego kosza na śmieci, który zwie się Bałuty.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część genialnej powieści Chavy Rosenfarb jest fabularyzowaną, a przy tym bardzo dokładną, rzetelną i emocjonalną kroniką łódzkiego getta i zamkniętych w nim Żydów. Pośród nich znaleźli też swoje miejsce...
To drugi tom "Drzewo życia" obejmujące swoim okresem mroczne lata lódzkiego getta Litzmannstadt. Autorka opisuje w dramatyczny, przejmujący sposób łódzkie getto, jego strukturę, "życie" w jego strukturze. I co najważniejsze mieszkańców getta,. Jako dziewczynka doświadcza koszmaru zamkniętej dzielnicy. Dzielnicy odrębnej, wyizolowanej z dotychczasowego świata wraz z jego mieszkańcami. Mieszkańcami, których pozbawiono dzieciństwa, młodości; pozbawiono wolności.
To drugi tom "Drzewo życia" obejmujące swoim okresem mroczne lata lódzkiego getta Litzmannstadt. Autorka opisuje w dramatyczny, przejmujący sposób łódzkie getto, jego strukturę, "życie" w jego strukturze. I co najważniejsze mieszkańców getta,. Jako dziewczynka doświadcza koszmaru zamkniętej dzielnicy. Dzielnicy odrębnej, wyizolowanej z dotychczasowego świata wraz z jego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejny tom monumentalnej sagi z życia łódzkich Żydów obrazujący okres getta. To książki na granicy wybitności, wyjątkowa proza, plastyczny język, różnorodność postaci. Dzięki talentowi pisarki oraz tłumaczy, po prostu jesteśmy w getcie razem z bohaterami.
Kolejny tom monumentalnej sagi z życia łódzkich Żydów obrazujący okres getta. To książki na granicy wybitności, wyjątkowa proza, plastyczny język, różnorodność postaci. Dzięki talentowi pisarki oraz tłumaczy, po prostu jesteśmy w getcie razem z bohaterami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to