
Stephen King
Amerykański powieściopisarz, głównie literatury grozy. W przeszłości publikował pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen.
Mistrz horroru. Eksperymentator internetowy. Rzemieślnik i artysta. Jeden z najbogatszych pisarzy świata (zarabia rocznie średnio 50 mln dolarów). Każda jego książka trafia natychmiast po premierze na szczyty list bestsellerów, a zanim powstanie, wytwórnie filmowe biją się o prawa do jej ekranizacji. Jest przy tym kochany przez rodaków jak mało który literat: jego kariera to odzwierciedlenie amerykańskiego mitu sukcesu - od pucybuta do prezydenta. A w tym przypadku - od pracownika miejskiej pralni do króla literatury popularnej.
Stephen Edwin King, drugi syn Donalda Edwina Kinga i Nellie Ruth Pilsbury King, urodził się 21 września 1947 roku w Portland w stanie Maine. Niedługo cieszył się życiem w pełnej rodzinie - jego ojciec niespodziewanie porzucił dom, kiedy Stephen był jeszcze małym chłopcem. Po kilkuletniej wędrówce po Stanach Zjednoczonych, związanej z podejmowaniem pracy w przeróżnych miejscach, Nellie King osiadła z synami w Durham w Maine, gdzie zaopiekowała się swoimi schorowanymi rodzicami. Stephen miał wtedy 11 lat, a za sobą pierwsze próby pisarskie. Historie fabularne fascynowały go odkąd nauczył się czytać. Pochłaniał komiksy, namiętnie oglądał filmy i zapisywał ich akcję w formie opowiadań. Za namową matki zajął się tworzeniem własnych historii. To od niej otrzymał na Gwiazdkę swoją pierwszą maszynę do pisania - marki Royal. Na tym sprzęcie wystukał opowiadanie, które w 1960 roku wysłał do wydawcy. Co prawda nie otrzymał żadnej odpowiedzi w sprawie tekstu, ale rozpoczął w ten sposób uporczywe, regularne dostarczanie wydawcom i redakcjom czasopism swoich utworów. Jako pierwsze ukazało się drukiem opowiadanie "Byłem nastoletnim rabusiem grobów", które wydawca Mike Garret opublikował w swoim fanzinie pod zmienionym tytułem - "W półświecie grozy". Wydrukowanie tekstu było dla nastoletniego autora wielkim wydarzeniem. Znacznie częściej wydawcy odsyłali teksty załączając odmowy lub nie odpowiadali wcale. Kolekcja negatywnych opinii rosła, co jednak nie zniechęcało młodego pisarza. Wkrótce ambitny nastolatek postanowił wydać swoją pierwszą książkę. Sam ją napisał (była to prozatorska adaptacja horroru "Studnia i wahadło"),sam złożył matrycę, wydrukował i rozkolportował ją wśród swoich kolegów ze szkoły jako prywatne wydawnictwo V.I.B. (Very Important Book - Bardzo Ważna Książka). Kolejne lata nauki upływały pod znakiem prowadzenia gazetki szkolnej "Bęben", pisania relacji z imprez sportowych dla lokalnej gazety "Weekly Enterprise" oraz pracy zmianowej w fabryce włókienniczej. W domu się nie przelewało - matka po śmierci dziadków pracowała jako pomoc w maglu, kucharka, a później gospodyni w ośrodku dla umysłowo chorych. By uchronić syna przed wojskiem i wysłaniem na wojnę w Wietnamie, namówiła Stephena na studia na University of Maine at Orono. King ukończył je w 1970 roku jako wykwalifikowany nauczyciel angielskiego, a rok później wziął ślub z Tabithą Spruce, do dziś swoim pierwszym czytelnikiem, krytykiem i wierną towarzyszką życia. Pierwsze lata małżeństwa okazały się niełatwe pod względem finansowym. King znalazł zatrudnienie najpierw w pralni przemysłowej, później zaś jako nauczyciel literatury w szkole średniej. I pisał. Wciąż pisał - codziennie po kilka godzin tkwił przy maszynie do pisania, a opowiadania sprzedawał magazynom dla panów. Jednak dochody jego i żony często nie wystarczały nawet na opłacenie bieżących rachunków. Los państwa Kingów odmieniła dopiero powieść "Carrie"...
Początkowo miało to być opowiadanie dla jednego z męskich pism, ilustrowane zdjęciami nagich nastolatek. Pomysł opowieści o brzydkiej, zaniedbanej dziewczynie obdarzonej niezwykłymi zdolnościami psychokinetycznymi przerósł jednak rozmiary zwykłego opowiadania. King zamierzał nawet zrezygnować z pisania tego tekstu, gdyż zapowiadało się na zbyt długą formę, a on sam nie potrafił obdarzyć głównej postaci sympatią. Do kontynuowania pracy nad powieścią namówiła pisarza żona, której spodobał się kontrowersyjny pomysł fabularny. Maszynopis trafił do wydawnictwa Doubleday, w ręce Billa Thompsona, tego samego, który jakiś czas później odkrył kolejną gwiazdę literatury popularnej - niejakiego Johna Grishama. Tuż przed premierą "Carrie" zmarła matka Kinga. Od kilku lat cierpiała na nowotwór. 10 lat później powstanie powieść fantasy, dziś zaliczana do klasyki gatunku, o dwunastolatku, który poszukuje talizmanu mogącego ocalić życie matce cierpiącej na raka. "Carrie" ukazała się w 1974 roku, a wkrótce potem znalazła wydawcę wersji paperbackowej. Kontrakt opiewał na sumę gigantyczną jak na debiutującego na rynku książkowym autora - 400 tys. dolarów. King mógł wreszcie porzucić pracę w szkole i zająć się wyłącznie pisaniem. Wkrótce ukazały się jego kolejne powieści: "Miasteczko Salem" (1975),"Lśnienie" (1977),"Bastion" (1978),"Strefa śmierci" (1979),"Podpalaczka" (1980),"Cujo" (1981). Praktycznie od 1977 roku King publikuje minimum jedną książkę rocznie. Nie zawsze pod własnym nazwiskiem (od 1977 roku wydał około dziesięciu tytułów pod pseudonimem Richard Bachman). Kolejne utwory były już murowanymi bestsellerami: cykl "Mroczna wieża", "Christine" (1983),"Smętarz dla zwieżąt" (1983),"Talizman" (1984),"To!" (1986),"Oczy smoka" (1987),"Misery" (1987),"Gra Geralda" (1992),"Dolores Claiborne" (1993),"Zielona mila" (1996),"Worek kości" (1998),"Pokochała Toma Gordona" (1999) i setki opowiadań z rewelacyjnymi "Sercami Atlantydów" (1999) na czele doczekały się wielomilionowych nakładów, tłumaczeń na przeszło 30 języków, a na całym świecie można znaleźć ponad 300 milionów egzemplarzy książek z nazwiskiem Stephena Kinga na okładce.
Autor wstrząsających powieści grozy żyje przykładnie z rodziną w Bangor w stanie Maine. Regularnie wspiera Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem, sponsoruje różnorodną działalność charytatywną i funduje stypendia dla uczniów szkół średnich. Dzięki pomocy rodziny wykaraskał się z alkoholizmu i narkotyków, a zniewolenie człowieka przez nałogi uosobił w bohaterce powieści "Misery": zaborczej, szalonej pielęgniarce Annie Wilkes, jednej z najpotworniejszych postaci wykreowanych mocą swojej wyobraźni. Z żoną Tabishą doczekał się trójki dzieci noszących imiona Naomi Rachel, Joe Hill i Owen Phillip. Tylko raz zawiesił swoją działalność pisarską. Przerwa była spowodowana wypadkiem samochodowym, któremu pisarz uległ w 1999 roku. Bolesna i długotrwała rehabilitacja sprawiły jednak, że King powrócił do pisania. Niestrudzenie tworzy fabuły, które zadomowiły się nie tylko na kartach książek.
Wiele jego powieści i niejedno opowiadanie doczekały się przeniesienia na taśmę filmową. A trzeba przyznać, że, jak mało który pisarz, King ma szczęście do wybitnych ekranizacji swoich utworów. Takie filmy, jak "Carrie" Briana de Palmy, "Lśnienie" Stanleya Kubricka z genialną rolą Jacka Nicholsona, "Misery" Roba Reinera z fantastyczną kreacją Kathy Bates, "Skazani na Shawshank" z Timem Robbinsem czy "Zielona mila" z Tomem Hanksem weszły do kanonu światowej kinematografii. Sam pisarz niejednokrotnie brał udział w procesie produkcji filmów powstających na podstawie swoich książek jako scenarzysta i producent. Kolejnym wyzwaniem stała się dla Kinga realizacja amerykańskiej wersji "Królestwa" Larsa von Triera.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce 4 po północy
Drugi, po “Czterech Porach Roku” czteropak mini-powieści Stephena Kinga, nieco mniej popularny od superprzebojowego poprzednika (no bo Shawshank i Stand By Me…) ale za to znacznie konkretniejszy gatunkowo, stąd dla zaprzysięgłych fanów horroru (do których zalicza się piszący te słowa) będzie większą frajdą.
Tym razem King nie hamletyzuje, jak to “formuła horroru” go ogranicza, nie usiłuje pisać Wielkiej Amerykańskiej Literatury, bawi się tym, co najbardziej kocha, czyli porządną gatunkową grozę, powstałą z połączenia jego autentycznych lęków (jak sam często żartuje, King boi się “praktycznie wszystkiego” a na szczycie jego obaw są latanie samolotami i wypalenie artystyczne) z wręcz pulpową, B-klasową fantastyką/horrorem. No i cztery takie sztosiwa serwuje spragnionym czytelnikom w “Cztery Po Północy”.
+
Na pierwszy strzał idą najbardziej znane ze zbioru (a to za sprawą popularnego mini-serialu tv) “Langoliery”. Często zarzuca się Kingowi, że lepiej u niego z piórem, warsztatem, niż z inspiracją, innymi słowy że przepięknie potrafi opisywać dość banalne pomysły i inspiracje. W wypadku “Langolierów” jednakże znakomity, oryginalny pomysł jest na pierwszym planie.
Oto samolot pasażerski wlatuje w coś w rodzaju luki czasoprzestrzennej. Na skutek przejścia między wymiarami z pokładu znikają wszyscy ludzie, z wyjątkiem małej grupki tych, którzy akurat całe wydarzenie….przespali. Szczęściem ocalałych jest to, że jednym z nich jest zawodowy pilot. Potrafi on bezpiecznie sprowadzić maszynę na docelowe lotnisko.
Na ziemi okazuje się, że cały świat, który znają….zniknął. Nie ma żadnych ludzi, nic nie działa, wszystko jest jakby niematerialne, zepsute. Co najgorsze jednak, na horyzoncie pojawia się ostateczne zagrożenie, tytułowe “Langoliery”, wywodzące się z dziecięcej opowieści byty/monsrta/whatever, które - dosłownie - pożerają pozawymiarową nie/rzeczywistość.
Zagubieni w czasie muszą szybko poderwać samolot do kolejnego lotu i poszukać przejścia międzywymiarowego, by wrócić do swego czasu. Nie pomaga im w tym fakt, że jeden z nich jest groźnym, niebezpiecznym szaleńcem…
+
No, muala - tu się wszystko zgadza. Wyborny pomysł wyjściowy, naprawdę imponujący świeżością, wzorowe, jak to u Kinga wykonanie, wykreowanie szeregu przejmujących, budzących sympatię czytelnika bohaterów, dynamiczna i pełna napięcia akcja. Może szaleństwo głównego villaina nieco przeszarżowane i trochę jednak deus ex machina działające, ale dla ogólnej frajdy nie ma to znaczenia.
Nic dziwnego, że tak atrakcyjna fabuła szybko została przeniesiona na ekran - szkoda jednak, że tylko telewizyjny. Format mini-serialu z jednej strony spowodował przeciągniecie opowieści tak, że chwilami ona przynudza, z drugiej budżet teleziwyjny nie pozwolił na wykreowanie przekonujących Langolierów - w efekcie serowe efekty specjalne serialu są do dziś słusznie wyśmiewane.
+
Prawdziwą jednak ozdobą zbioru jest druga sławna minipowieść - “Sekretne Okno, Sekretny Ogród”, trochę “korespondująca” z wydaną rok wcześniej “Mroczną Połową”.
Pisarz po burzliwym, bolesnym rozwodzie wyprowadza się do leśnego domku. Tutaj chce w samotności uporządkować swoje życie i może napisać coś nowego. Tuż po przybyciu jednak spotyka go niezwykle niemiła sytuacja - przed jego drzwiami staje jakiś południowy wieśniak i oskarża go o kradzież opowiadania.
Autor początkowo się zżyma i unosi gniewem, szczególnie że wsiok żąda jakiejś, bliżej nieokreślonej “satysfakcji” (później sprecyzuje, że chce “nowego opowiadania dla siebie”). Dowodem na niesłuszność oskarżenia jest czasopismo, w którym po praz pierwszy autor opublikował swój tekst, wydane rok wcześniej niż intruz napisał swoją historię. Problem jednak w tym, że trudno je znaleźć (czasy mamy jeszcze mocno przedinternatowe i wyraźnie to w fabule “Okna” czuć),a użarty wsiur nie przebiera w środkach, by wykazać swą determinację - i dla wzmocnienia efektu i starań morduje kota pisarza.
Autor chce wrócić do rodzinnego domu, w którym została była żona, pamięta bowiem, że egzemplarz czasopisma ma w swych zasobach w pracowni, okazuje się jednak, że pożar pochłonął posiadłość, a wybuchł właśnie w pracowni!
Tymczasem prześladowca coraz bardziej napiera - nic go nie przekona oprócz fizycznego egzemplarza periodyku. Autor szuka jakiejś pomocy, okazuje się jednak, że znajomi, którzy widziali do razem z wieśniakiem zniknęli bez śladu…
+
Maestria, naprawdę, mimo oczywistego, z góry przewidywalnego kierunku fabuły King tak efektownie gra oczekiwanami czytelnika, że lektura “Sekretnego Okna” jest samą przyjemnością. Dwa regularne strachy Kinga dochodzą tu do głosu - strach przed wypaleniem talentu, blokadą twórczą, i strach przed oskarżeniem o plagiat (sam King miewał podobne sytuacje; jedna z nich stanowiła punkt wyjścia dla opowieści).
Jak napisałem, rozwiązanie jest od początku dość jasne i z biegiem stron coraz bardziej oczywiste, nie zmienia to jednak jego atrakcyjności i mistrzostwa, z jakim historię tę King opowiedział. Znowu mamy cały szereg fenomenalnie wykreowanych postaci - bo to nie tylko będący w centrum wydarzeń pisarz, ale i jego była, jej obecny partner, przyjaciele i znajomi pisarza no i sam “John Shooter” - ręce same składają się do oklasków.
Nic dziwnego, że tak dobry tekst również został przeniesiony na ekran. “Sekretne Okno” to znany, generalnie dobrze oceniany film, choć język kina nie do końca poradził sobie z gęstością fabułka i Johnny Depp - jak byłem fanem jego talentu - tutaj nie do końca dobrze wypadł w roli Kingowego alter ego
+
Prawdziwą perełką zbioru, prezentem dla fana “złotej ery”, dla pulpowego horroru będzie “Biblioteczny Policjant”.
Mężczyzna nie daje na czas do lokalne bilioteki wypożyczonych książek, co gorsza, kiedy dzwoni do niego tajemnicza, dość niesamowita bibliotekarka, stanowczo żądając zwrotu i strasząc wizytą “bibliotecznego policjanta” postaci z dziecięcych plakatów bllibliotecznych, okazuje się, że książki bezpowrotnie zginęły (przypadkowo trafiły na makulaturę).
Najgorszym jets jednak….wizyta prawidzwego Bibliotecznego Policjanta - przerażającej osoby, żywego ucieleśnienia wszystkich dziecięcych strachów. Daje on przerażonemu bohaterowi ostatni tydzień czasu na zwrot książek, po jego upływie zostaną wyciągnięte “najsurowsze konsekwencje”…Bohater, szukając pomocy, trafia napotkanie lokalnego klubu AA (kolejny koszmar Kinga),tam czysta przyjaciół gotowych dopomóc w jego sytuacji, usłyszy też upiorną historię samej Bibliotekarki…
+
King, widać, bawi się na całego. Bierze na warsztat własne “To”, łączy to ze Straubowską “Upiorną Opowieścią” i tworzy opowieść w stylu najlepszych odcinków “Archiwum X” - małe miasteczko, ponadczasowe Zło powracające raz za razem, złączona więzami przyjaźni grupa bohaterów… Sama radość z czytania. Podobnie, jak to miało miejsce “Widmie Nań Innsmouth” Lovecrafta) dużą część opowieści stanowi historia starego pijaka - to z niej wynika całość wydarzeń, z których finałem przyjdzie nam się zapoznać.
Prawdziwy klejnocik zbioru.
+
Porównując do trzech wspaniałych opowieści ostatnia historia, “Polaroidowy Pies” nieco rozczarowuje.
+
Młody chłopiec otrzymuje na swe urodziny Polaroida. Urządzenie jednak zamiast dawać otaczającą je rzeczywistość robi tylko jedno zdjęcie - ukazujące jakiś inny świat a na tym innym świecie szarżującego, wściekłego psa. Co gorsza, na każdym kolejnym zdjęciu bestia zbliża się do aparatu.
Chłopak, skierowany, prosi o pomoc właściciela lokalnego lombardu. Ten (jak się okazuje, niezła szuja żyjąca z pożyczania pieniędzy na zbójecki procent; w przeszłości jego ofiarą stał się ojciec naszego chłopca) zamiast pomocy zabiera aparat, i wmawiając, że został zniszczony, usiłuje go z zyskiem sprzedać kolekcjonerom różnych niesamowitości.
Aparatu nikt nie kupuje, a piekielny pies na każdym zdjęciu zbliża się do aparatu…
+
No OK, wszystko jest w porządku zasadniczo, akcja sprawna, pomysł znośny, czyta się, jak to Kinga, dobrze, ale w porównaniu do poprzednich tytułów ta Novella nieco rozczarowuje. Cały przebieg fabuły jest taki jak z wypracowania, po sznurku i bez żadnych zgrabnych twistów (ani tez bez choćby zdawkowej próby wyjaśnienia fenomenu aparatu),do tego zasypany kingowskim rodzinnym cukrem - wiecie, Tato/Syn, wchodzenie w Dorosłość, Zło Ukarane… czegoś lepszego by się można spodziewać.
Ale, no ok, 5/10 niewyjęte (może nawet 6?). A całości frajdy z lektury niczym nie psuje.
Podsumowanie - “Cztery Po Północy” to nie jest jakiś “najlepszy” czy nawet “najpopularniejszy” King. Do kanonu literackiej grozy nie przeszło, niemniej za tę radość pisania grozy i fantastyki, za radość, jaką odczuje fan horroru podczas lektury - kudosy i pochwały się Królowi Stefanowi należą. Tak się bawić to ja rozumiem!
Drugi, po “Czterech Porach Roku” czteropak mini-powieści Stephena Kinga, nieco mniej popularny od superprzebojowego poprzednika (no bo Shawshank i Stand By Me…) ale za to znacznie konkretniejszy gatunkowo, stąd dla zaprzysięgłych fanów horroru (do których zalicza się piszący te słowa) będzie większą frajdą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem King nie hamletyzuje, jak to “formuła horroru” go...
Sięgając po „Cztery po północy” Cztery po północy miałam poczucie, że wchodzę w świat niepokoju i napięcia, który zna tylko Stephen King. To lektura, która trzyma w nieustannym napięciu – nawet gdy milknie akcja, w powietrzu wciąż czuć cichy niepokój.
Sposób, w jaki King buduje atmosferę, jest niesamowity – drobne szczegóły, codzienne sytuacje, nagle stają się źródłem lęku. Jako czytelniczka często czułam, że moje własne myśli wkradają się w opowiadania, że niepokój z książki przelewa się na mój dzień. Każde opowiadanie pozostawiało mnie z mieszanką fascynacji i dreszczyku – coś, czego nie odczuwa się przy zwykłych powieściach.
Uwielbiam, że autor nie boi się eksplorować mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki i codzienności. Dla mnie „Cztery po północy” to nie tylko horror w klasycznym sensie – to prawdziwa podróż w głąb emocji, lęków i obsesji, która długo zostaje w głowie po odłożeniu książki.
Sięgając po „Cztery po północy” Cztery po północy miałam poczucie, że wchodzę w świat niepokoju i napięcia, który zna tylko Stephen King. To lektura, która trzyma w nieustannym napięciu – nawet gdy milknie akcja, w powietrzu wciąż czuć cichy niepokój.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSposób, w jaki King buduje atmosferę, jest niesamowity – drobne szczegóły, codzienne sytuacje, nagle stają się źródłem...
Jak dla mnie Ukryte okno, Ukryty ogród był najlepszy, Langliery trzymały w napięciu, jednak ich kształt mnie zaskoczył, sądziłam że będą inaczej wyglądały, czułam rozczarowanie. Oczekiwałam czegoś innego. Biblioteczny policjant w pewnym momencie też mnie rozczarował. Pies z aparatu był najsłabszy. Mimo to, uwazam że tak jak w książce napisano wszystko co pisze King jest poważne ale niekoniecznie takie jakie mogłoby być naprawdę. Jeśli ktoś nie lubi takich rzeczy, nie polubi twórczości Kinga.
Jak dla mnie Ukryte okno, Ukryty ogród był najlepszy, Langliery trzymały w napięciu, jednak ich kształt mnie zaskoczył, sądziłam że będą inaczej wyglądały, czułam rozczarowanie. Oczekiwałam czegoś innego. Biblioteczny policjant w pewnym momencie też mnie rozczarował. Pies z aparatu był najsłabszy. Mimo to, uwazam że tak jak w książce napisano wszystko co pisze King jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzyma w napięciu!
Trzyma w napięciu!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKing pokazuje różnorodność swojego stylu, utrzymując czytelnika w ciągłej niepewności.
King pokazuje różnorodność swojego stylu, utrzymując czytelnika w ciągłej niepewności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma tu dużo miejsca na sentymenty, wszystko jest zwarte i niepokojące.
Nie ma tu dużo miejsca na sentymenty, wszystko jest zwarte i niepokojące.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór 4 opowiadań o łącznej długości ok 900 stron. Dostajemy więc całkiem spore historie, w które można się wczuć. Ogólne podsumowując ze wszystkimi miałem podobne odczucia- były momenty gdy akcja się rozlewała i liczyłem na to, żeby coś się w końcu wydarzyło, bo przysypiałem. Gdy dynamika przyśpieszała i z opisu jakiś nieistotnych elementów świata autor skupiał się na głównym wątku czytało się super. Mam wrażenie, ze w każdym opowiadaniu te momenty zwolnienia i przyśpieszenia wypadały w innych miejscach- czasem na początku, czasem w środku, a czasem na końcu.
Mam na koncie kilka książek Kinga i trzeba przyznać, ze jest to po prostu jego styl i może pasować bądź nie. Co ciekawe tak zachwalane tutaj opowiadanie o Policjancie bibliotecznym było dla mnie najnudniejsze. Ciekawe jak gusta są różne.
Zbiór 4 opowiadań o łącznej długości ok 900 stron. Dostajemy więc całkiem spore historie, w które można się wczuć. Ogólne podsumowując ze wszystkimi miałem podobne odczucia- były momenty gdy akcja się rozlewała i liczyłem na to, żeby coś się w końcu wydarzyło, bo przysypiałem. Gdy dynamika przyśpieszała i z opisu jakiś nieistotnych elementów świata autor skupiał się na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to najsłabszy zbiór opowiadań Kinga jaki do tej pory przeczytałam. Pierwsze opowiadanie było naprawdę dobre, drugie w porządku, trzecie do przeżycia, a czwarte okropnie nudne i przegadane. Dawno mnie tak nic nie wymęczyło jak "Pies z Aparatu". Gdyby to opowiadanie było o połowę krótsze, to ostateczna ocena książki byłaby na 7 gwiazdek.
Jest to najsłabszy zbiór opowiadań Kinga jaki do tej pory przeczytałam. Pierwsze opowiadanie było naprawdę dobre, drugie w porządku, trzecie do przeżycia, a czwarte okropnie nudne i przegadane. Dawno mnie tak nic nie wymęczyło jak "Pies z Aparatu". Gdyby to opowiadanie było o połowę krótsze, to ostateczna ocena książki byłaby na 7 gwiazdek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCztery dosyć długie opowiadania, z których trzy są świetne, a jedno "tylko" zwyczajne, nudne, przewidywalne i przeciągnięte.
Zaczyna się od podróży samolotem w "Langolierach". Feralna podróż zaczyna się od przebudzenia. Na pokładzie maszyny, gdzie ostało się tylko kilkanaście osób. Świat się zmienił, a ładowanie dostarczy tylko kolejnych problemów. Bo gdzie tam na horyzoncie słuchać hałas. Coś się zbliża i jest głodne...
Drugie opowiadanie, którego świetną adaptację miałem szansę oglądać lata temu, z Johnny'm Depp'em w obsadzie to "Tajemnicze okno, tajemniczy ogród". To historia pewnego pisarza, który niedawno rozwiódł się z żoną, a na domiar złego na progu jego domu pojawia się tajemniczy gość, którego ubranie jasno wskazuje na pochodzenie we wsi. Szkopuł w tym, że mężczyzna zarzuca pisarzowi kradzież jego opowiadania i nie cofnie się przed niczym, aby udowodnić swoją rację...
Trzecim opowiadaniem jest "Pies z aparatu", w którym młody chłopiec dostaje w prezencie nowiutki aparat fotograficzny. Szkopuł w tym, że nie robi on normalnych zdjęć. Na fotkach widać bowiem określony krajobraz i psa, który zaczyna zbliżać się do obiektywu. I zaczyna się zmieniać z każdym kolejnym zdjęciem...
Ostatnie, ale zdecydowanie nie najgorsze opowiadanie to "Policjant Biblioteczny". Kto by pomyślał, że wypożyczenie książki z biblioteki może nastręczyć tyle kłopotów. Zwłaszcza, kiedy nie zdąży się z oddaniem pozycji na czas. Niepokojąca bibliotekarka, której historia mrozi krew w żyłach jest tutaj największym zaskoczeniem...
Cztery spore opowiadania, które przeplatają różne gatunki: s.f., horror, thriller plus spora polewa z świetnych wątków obyczajowych. A jednak historia z fantazyjnym psem w tle była przegadana, zbyt przedłużona, przewidywalna i miejscami zwyczajnie nudna. Relacja ojca z synem i końcówka co prawda lekko wynagradzały niegodności, ale to za mało, abym mógł powiedzieć, że lubię tą historię.
Takiego problemu nie miałem z resztą i na tą chwilę nie wiem co bardziej lubię. Czy wyprawę samolotem w nieznane z żarłocznymi potworkami w tle, czy pobyt w bibliotece, gdzie w miarę rozwoju fabuły czuć mocno vibe TO!. Są to świetne historie, które zostały ze mną na pewien czas po lekturze.
Cztery dosyć długie opowiadania, z których trzy są świetne, a jedno "tylko" zwyczajne, nudne, przewidywalne i przeciągnięte.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczyna się od podróży samolotem w "Langolierach". Feralna podróż zaczyna się od przebudzenia. Na pokładzie maszyny, gdzie ostało się tylko kilkanaście osób. Świat się zmienił, a ładowanie dostarczy tylko kolejnych problemów. Bo gdzie tam na...
3 pierwsze opowiadania to King w znakomitej formie i dla nich samych zdecydowanie warto te książkę nabyć. Ostatniego prawdę mówiąc nie zapamiętalem (czytałem to daaaawno temu),ale zakładając że jest średnie - i tak warto :)
3 pierwsze opowiadania to King w znakomitej formie i dla nich samych zdecydowanie warto te książkę nabyć. Ostatniego prawdę mówiąc nie zapamiętalem (czytałem to daaaawno temu),ale zakładając że jest średnie - i tak warto :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to