Dotyk Crossa Sylvia June Day 6,9

ocenił(a) na 725 tyg. temu Nie sądziłam że to kiedyś powiem, ale Dotyk Crossa to niezły erotyk. Lepszy od Twarzy Greya, bo nie tak strasznie naiwny. A już na pewno lepszy od Wyzwania, które przeczytałam przed chwilą, które było prawie kalką Greya, o ile to wgl możliwe, jeszcze bardziej naiwną niż pierwowzór.
Niestety nieopatrznie zaczęłam czytać komentarze na LC o Dotyku Crossa. Nie powinnam. Niektórzy czytelnicy pisali, że gorsze od protoplasty gatunku, czyli właśnie Greya, który niby ma być “zaskakujący”. Ludzie, przecież to jest ten typ książki, którą się raz przeczytało i już niewiele więcej może człowieka zaskoczyć w podobnych historiach. To erotyki są, a nie wybitne dzieła. To się czyta dla pikantnych opisów, a nie fabuły. Ale nieważne.
🐝 Bogata i świadoma
W Dotyku Crossa w końcu mamy bogatą i pewną siebie bohaterkę, świadomą swojej seksualności i nie niewinną! Oczywiście nadal mamy tu parę klisz – skrzywdzona w dzieciństwie, ma swoje problemy. Dziewczyna jest zadziorna ale uległa i mokra na sam widok pięknego kochanka Gideona, którego poznaje w nowej pracy na początku książki. Gideon to buc jakich mało, ale wiadomo, później okazuje się księciem, choć mrocznym, hehe. Biorąc pod uwagę całość, te nieco wytarte schematy nie przeszkadzają, no i umówmy się, nie można mieć wszystkiego.
Co więcej, obydwoje mają w miarę równorzędne pozycje, a na pewno obydwoje tak siebie postrzegają. Nie ma tu rażących dysproporcji, ani w majątku ani doświadczeniu. A że zamiast pogłębiania charakterów postaci jest inne pogłębianie i co kilka stron są opisy namiętnych zbliżeń z dokładnymi opisami kto i co gdzie włożył? Cóż… a to nie o to w takich książkach chodzi?
🐝 Jacyś bohaterowie
Doceniam, że Eva, czyli główna bohaterka jest pyskata i zabawna! I nawet rozsądna, a przynajmniej próbuje być. Jej tłumaczenia są jakieś. Próbuje coś tam w sobie i w innych rozkminiać, nawet jeśli ciągle powiela schemat zachowań i ucieka od problemów. I podobało mi się frywolne tłumaczenie, choć nie uniknęło zupełnie kiczu w stylu “mocarnego drąga” czy “grubej kolumny”, if you know what I mean.
A najbardziej w tej książce podobało mi się to, że nie ma tu raczej dosłownych zapożyczeń od protoplasty. Ta sztuka nie wszystkim autorkom erotyków się udaje. Nie przewracałam oczami czytając, a nawet mam ochotę sięgnąć po kolejne części. To chyba najlepsza możliwa rekomendacja.