taszkopinie

Profil użytkownika: taszkopinie

Nie podano miasta Kobieta
Status Czytelniczka
Aktywność 23 tygodnie temu
224
Książek na półce
przeczytane
318
Książek
w biblioteczce
158
Opinii
493
Polubień
opinii
Nie podano
miasta
Kobieta
Dodane| 5 cytatów
Jestem studentką archeologii z zamiłowaniem do słabych młodzieżówek i urban fantasy. Od czasu do czasu wpadnie mi w ręce jakaś ambitniejsza literatura, ale naprawdę rzadko xD. Mam stado świnek morskich (aż 2 sztuki; Frytka i Jaga).

Opinie


Na półkach:

Ta książka to przypadek źle zrealizowanego, całkiem okej pomysłu (może i niezbyt oryginalnego, ale nawet schemat można przecież ciekawie ograć). Spodziewałam się czegoś innego, jednak mimo wszystko dwa pierwsze rozdziały mi się spodobały – problem w tym, że potem zaczęłam się nudzić jak mops, więc ograniczyłam się do wybiórczego czytania co ciekawszych fragmentów. Dlatego trochę ciężko mi tę pozycję ocenić.
Główną bolączką okazała się dla mnie ilość perspektyw zawartych w powieści, wyróżniono tu aż osiem bohaterek i jasne, że nie każda ma angażującą historię, poza tym idzie się łatwo pogubić. Gdyby autorka zapytała mnie o zdanie, powiedziałabym, że powinna podzielić opowieść na dwie części (to jeden z tych uzasadnionych razów) albo opisać wszystko z punktu widzenia pani dyrektor rozwiązującej sprawę (to by było naprawdę kozackie!). Kilka dni po rozpoczęciu książki nie pamiętałam już ani imion tych dziewczyn, ani kim są i co chwilę musiałam wracać do prologu, żeby rzucić okiem na listę.
Postanowiłam więc zrobić mały eksperyment i po około 150 stronach zaczęłam czytać tylko rozdziały postaci, które polubiłam – Abby, Danielle i Bridget. Ich wątki to najmocniejsze atuty książki, więc nagle przestałam odczuwać niechęć do czytania i dokończyłam ją w jeden wieczór. Abby to taka cynamonowa bułeczka, głupiutka, ale poczciwa z ciekawymi relacjami rodzinnymi. Danielle zachowuje się jak człowiek rozumny (to nie takie oczywiste), a jej kłopoty z chłopakiem naprawdę działają. Z kolei Bridget to wisienka na torcie, dziewczyna cierpi na zaburzenia odżywiania (zdecydowanie odradzam osobom wrażliwym, mi trudno się o tym czytało) i według mnie sprawdziłaby się jako główna bohaterka własnej powieści. Chociaż tutaj zabrakło mi jakichś reakcji ze strony otoczenia, a finał wątku był taki sobie.
Tytuł najbardziej wkurzającej nastolatki otrzymuje Sara, która od początku robiła emo popisówę, ale jej świetny chytry-sprytny plan to już przeszedł ludzkie pojęcie. Serio, to właśnie jej głupota skłoniła mnie do skipowania niektórych rozdziałów i niczego nie żałuję, bo oszczędziłam sobie zgrzytania zębów.
Gdybym mogła oddzielić te trzy promyczki od całej reszty nieobchodzących mnie historii, moja ocena byłaby pewnie wyższa (może nawet sporo). Problem w tym, że to łącznie jakieś trzydzieści, w porywach do pięćdziesięciu procent całości. Wkurzał mnie też moralizatorski ton, który uderza w czytelnika z subtelnością buldożera i prowadzi do wyświechtanego morału w stylu „nie ważna jest aparycja” – autorka chyba trochę starała się wymyślić koło na nowo. A zmarnowany potencjał tkwi przede wszystkim w pani dyrektor, która niby prowadziła swoje śledztwo, ale jej wątek wydawał się wepchnięty tu na odczepkę.
Nie doczekałam się satysfakcjonującego zakończenia. Chociaż, będąc w stu procentach uczciwą, muszę przyznać, że zabrakło mi informacji z nieprzeczytanych rozdziałów, żeby w pełni je zrozumieć. Tak czy siak, naprawdę nie zamierzam do nich wracać, bo wolę przeczytać w tym czasie coś lepszego.

Ta książka to przypadek źle zrealizowanego, całkiem okej pomysłu (może i niezbyt oryginalnego, ale nawet schemat można przecież ciekawie ograć). Spodziewałam się czegoś innego, jednak mimo wszystko dwa pierwsze rozdziały mi się spodobały – problem w tym, że potem zaczęłam się nudzić jak mops, więc ograniczyłam się do wybiórczego czytania co ciekawszych fragmentów. Dlatego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Swój stosunek do tej książki mogłabym skwitować tym, że nie potrafiłam się nawet zmusić do napisania opinii, bo tak bardzo nie chciało mi się do tego wracać. No, ale wreszcie tu jestem i postaram się za dużo nie jęczeć.
Zacznijmy od narratorki, Theodosii, która swoimi przemyśleniami skutecznie odbierała mi całą (i tak już wątpliwą) przyjemność z czytania. Pokuszę się o stwierdzenie, że główna bohaterka wcale nie musi być bystra, żeby dało się ją polubić – wystarczy, że posiada chociaż odrobinę empatii, od czasu do czasu coś zabawnie skomentuje albo bardzo, ale to bardzo się stara, pomimo że nic jej nie wychodzi. Żadna z tych rzeczy nie dotyczy Theodosii. Dziewczyna potrafi współczuć tylko swoim rodakom, uznając najwyraźniej, że podział na dobrych i złych sprowadza się do prostego nasi i obcy (zajęcie jej kraju naprawdę guzik mnie obchodzi, zważywszy na fakt, że przez dziesięć lat zdążyła się przekonać, że pośród najeźców też są dobrzy ludzie). Idąc dalej, życie Theodosii to jedno wielkie pasmo cierpień i nie istnieje osoba bardziej pokrzywdzona niż ona. Kiedy akurat nie dzieje jej się krzywda, lubi rozpamiętywać te momenty, kiedy jednak się działa – jak zdarta płyta wspomina swoją biedną matkę tak, że jej męczeństwo po dziesięciu pierwszych razach przestaje być czymkolwiek więcej niż irytującą przypominajką. Wszystkie jej intrygi okazują się genialne, nawet jeśli są totalnei głupie, chyba że akurat fabuła wymaga czegoś innego. Na dodatek nasza księżniczka od samego początku zachowuje się fałszywie jak żmija, traktując swoją przyjaciółkę jak śmiecia, mimo że to jedyna osoba, która ma ochotę z nią rozmawiać, wielokrotnie wstawiała się za nią, a nawet daje jej ubrania, w których Theodosia lepiej się czuje niż we własnych. Naprawdę nie wiem, w którym momencie tej historii miałam polubić tę postać.
Jeśli chodzi o resztę bohaterów, to też trochę szkoda strzępić ryja. Blaise to zagubiony dzieciak, który przykleja się do różnych osób, żeby nie musieć samemu podejmować decyzji (i dobrze, bo jego pomysły są beznadziejne), Art to niby tutejszy głos rozsądku, ale nie potrafi wyrażać swojego zdania w kulturalny sposób i ma kompleks mamusi, a Heron wydaje się interesujący, jednak w zasadzie nic o nim nie wiem, bo autorki raczej nie obchodzi. Tak właściwie to w powieści pojawia się tak mało postaci, że mogłabym wymienić tu wszystkie, ale to by się mijało z celem. Dlatego wspomnę jeszcze o Kaiserze, którego wyobrażam sobie jako czarny charakter z kreskówki – przy kolejnych podłościach, których się dopuszczał, ograniczałam się do przewrócenia oczami (poza paroma zrytymi wyjątkami). Natomiast jedynymi bohaterami, których polubiłam, byli Cress oraz Søren. Ona zaczyna jako stereotypowo głupiutka panienka z dobrego domu, ale szybko się zauważa jej oddanie i spryt… a potem wszystko zmierza w nieoczekiwanym kierunku. Myślę, że gdyby Cress została narratorką, zupełnie inaczej odebrałabym tę książkę. Z kolei Søren to cynamonowa bułeczka, góra mięśni bez mózgu, ale za to z dobrym sercem. Naprawdę uwielbiam tego człowieka (a zwłaszcza jego historie z dzieciństwa) i drugą połowę szrota zniosłam tylko dzięki jego obecności (za rzadkiej).
Wypadałoby też wspomnieć o dwóch wątkach fabularnych powieści. Pierwszy to oczywiście miłość i unikając zdradzania za dużo, podsumuję go tak: przez 200 stron nic się nie działo, potem ruszyło z kopyta, ale chemii za dużo nie dostrzegłam tak czy siak. Kilka scen się autorce naprawdę udało i dobrze się przy nich bawiłam, niestety niszczy je tępota i niezdecydowanie Theodosii. Drugi wątek to gra polityczna i tutaj mógłby nastąpić segment „świat tak nie działa”, ale go sobie daruję. Nie trzeba być specem od ekonomii i gospodarki, żeby zauważyć, jak bardzo to wszystko się kupy nie trzyma. Rozumiem też, jeśli komuś to nie przeszkadza, natomiast tu nie ma niczego, co by odwracało moją uwagę od absurdów. A wątek polityczny zdaje się tym głównym, więc fakt, że robi ledwie krok do przodu przez 400 stron, sprawia, że całość staje się zwyczajnie nudna.
No i wreszcie świat przedstawiony, na który aż brakuje mi słów. Mam wrażenie, że pisała to osoba, która uznała, że nie musi przejmować się, czy łączone przez nią elementy sensownie do siebie pasują – chodzi mi przede wszystkim o aspekty etniczno-kulturowe i wynalazki wybrane z różnych epok przez podróżnika w czasie. Co do tego pierwszego, to fajnie, że rozmawiamy o wyspiarzach na oceanie, a jeszcze fajniej (i tak trochę kolonialnie), że ci wyspiarze to chyba zamienili się mentalnością z podrasowanymi Grekami. A może bardziej powinnam się przejmować tymi pseudo-Wikingo-Rzymianami? Sama nie wiem, ale to, że oni wszyscy żyją jak Brytyjczycy w XIX w. sprawia, że wątroba mi gnije, a mój dyplom z archeologii płacze. O ile ciekawsza byłaby książka o ludzie nieskalanym europejską myślą? I przepraszam bardzo, ale dlaczego ktoś miałby do chitonu zakładać gorset? Skąd oni wzięli zapałki? Co to za abominacja ukrywająca się pod płaszczykiem „mój świat = moje zasady”? Nie można ot tak wybrać sobie technologii z czasów tak odmiennych pod kątem realiów, wrzucić do miski i zmiksować, bo wyjdzie niekonsekwentna papka.

Swój stosunek do tej książki mogłabym skwitować tym, że nie potrafiłam się nawet zmusić do napisania opinii, bo tak bardzo nie chciało mi się do tego wracać. No, ale wreszcie tu jestem i postaram się za dużo nie jęczeć.
Zacznijmy od narratorki, Theodosii, która swoimi przemyśleniami skutecznie odbierała mi całą (i tak już wątpliwą) przyjemność z czytania. Pokuszę się o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Darzę tę książkę ogromnym sentymentem, ponieważ była pierwszym przeczytanym przeze mnie harlekinem – tak, zdecydowanie w zbyt młodym wieku i tak, mam teraz raczej uszkodzony mózg. Jednak mimo wszystko postaram się wyskrobać wartościową opinię.
Jako dużą zaletę i przewagę tej powieści nad innymi z serii należy wymienić kreację bohaterów, pojawia się więcej niż dziesięciu (dzięki czemu człowiek nie ma wrażenia, że we wsi pana lorda żyje dwóch chłopów na krzyż), a ci wymienieni z imienia posiadają na dodatek często indywidualne cechy. Prawie jakbym czytała normalną książkę, a nie harlekina. Rodzina Holtonów to prawdziwe złoto, każde z dzieciaków zachowuje się jak odrębny człowiek i w ogóle nie irytują.
Główne postacie też wypadają dość dobrze. Pani X miała być delikatną, troskliwą duszyczką, która dla każdego ma dobre słowo i to jak najbardziej działa. Gorzej z Bartem, który niby bawi swoim zamkniętym umysłem, ale ilość wygłaszanych przez niego krzywdzących opinii na temat kobiet wykracza poza ludzkie pojęcie. Chłop został zdradzony, wiem, ale usprawiedliwianie jego zachowania w ten sposób zwyczajnie nie działa, kiedy zbiera mu się na amory.
Dlatego że głównym problemem relacji między bohaterami jest moim zdaniem to, że Bart traktuje panią X jak śmiecia, a ona to przyjmuje z pokorą, bo przecież on ma traumę. Przez praktycznie całą powieść facet jej nie ufa, co kompletnie nie przeszkadza mu w bardzo natarczywym podrywie. Ani razu też nie zapytał pani X, czy miałaby ochotę na jakieś zbliżenie – on po prostu stawia ją przed faktem dokonanym. No ale to przecież przystojny mężczyzna i do tego lord, więc przecież wszystko mu wolno. Zero wyrzutów sumienia. Jako kolejny minus wskazałabym też tempo rozwoju uczuć, które przychodzą dosłownie znikąd. Puf.
Najgorzej wyszli Szkoci, którzy są takimi potworami, że aż się niekomfortowo czytało niektóre sceny. Żadna z negatywnych postaci nie ma w sobie za grosz pozytywnych cech, wszystkie są wręcz karykaturalnie zepsute i brzydkie (poza jednym przystojniakiem), jak w kreskówce. Moim zdaniem lepiej byłoby opisać niechęć na linii Anglia-Szkocja, odwołując się do realiów historycznych, zamiast demonizować jedną stronę.
Powieść czyta się szybko, ale to chyba cecha gatunkowa. Przez mniej więcej dwie trzecie objętości fabuła naprawdę wciąga i pomimo że wiedziałam, dokąd zmierzamy, bawiłam się świetnie. Chociaż wydaje mi się, że zwroty akcji stosunkowo łatwo przewidzieć. Tak czy inaczej, tutaj niewiele potrzeba, żeby książka stała się romansem z trochę wyższej półki, gorzej końcówka. Była strasznie naciągana i rodem z filmu akcji.

Darzę tę książkę ogromnym sentymentem, ponieważ była pierwszym przeczytanym przeze mnie harlekinem – tak, zdecydowanie w zbyt młodym wieku i tak, mam teraz raczej uszkodzony mózg. Jednak mimo wszystko postaram się wyskrobać wartościową opinię.
Jako dużą zaletę i przewagę tej powieści nad innymi z serii należy wymienić kreację bohaterów, pojawia się więcej niż dziesięciu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika taszkopinie

z ostatnich 3 m-cy
2026-02-18 12:46:14
taszkopinie Zagłosowała w plebiscycie "Książka Roku 2025"
2026-02-18 12:46:14
taszkopinie Zagłosowała w plebiscycie "Książka Roku 2025"

ulubieni autorzy [4]

Agatha Christie
Ocena książek:
7,1 / 10
194 książki
8 cykli
6663 fanów
Jane Austen
Ocena książek:
7,8 / 10
70 książek
4 cykle
Pisze książki z:
3657 fanów
Lisa Kleypas
Ocena książek:
7,0 / 10
39 książek
7 cykli
240 fanów

Ulubione

Cassandra Clare Kroniki Bane’a Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Kroniki Bane’a Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Kroniki Bane’a Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej

Dodane przez użytkownika

Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Pani Noc Zobacz więcej
Cassandra Clare Kroniki Bane’a Zobacz więcej

statystyki

W sumie
przeczytano
220
książek
Średnio w roku
przeczytane
18
książek
Opinie były
pomocne
493
razy
W sumie
wystawione
218
ocen ze średnią 6,2

Spędzone
na czytaniu
1 479
godzin
Dziennie poświęcane
na czytanie
22
minuty
W sumie
dodane
5
cytatów
W sumie
dodane
0
książek [+ Dodaj]