rozwiń zwiń

Ezotero. Moje przeznaczenie

Okładka książki Ezotero. Moje przeznaczenie
Agnieszka Tomczyszyn Wydawnictwo: Wydawnictwo MG Cykl: Ezotero (tom 2) fantasy, science fiction
333 str. 5 godz. 33 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Ezotero (tom 2)
Data wydania:
2016-02-17
Data 1. wyd. pol.:
2016-02-17
Liczba stron:
333
Czas czytania
5 godz. 33 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377793602
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ezotero. Moje przeznaczenie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ezotero. Moje przeznaczenie



książek na półce przeczytane 4027 napisanych opinii 3063

Oceny książki Ezotero. Moje przeznaczenie

Średnia ocen
7,2 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
406
75

Na półkach:

Po pierwszy tom "Ezotero" sięgnęłam dawno temu, z ciekawości. I dlatego, ze autorka mieszka niedaleko mnie ;) Fakt, że nie jestem specjalną fanką fantastyki mi nie przeszkadzał, a historia Latte mnie wciągnęła. Drugi tom na półce przeleżał dość długo. tak naprawdę zmobilizowałam się do sięgnięcia po niego za sprawą wyzwania na blogu czytelnicza-dusza.blogspot.com. Potrzebna mi była książka z tytułem na E.
Daleka jestem od stwierdzenia, że ta książka jest rewelacyjna. Nie wywołała specjalnej burzy na rynku wydawniczym, bo też nie ma takiego potencjału. A jednak czyta się przyjemnie, szybko, z zainteresowaniem. Historia współczesnych wróżek, choć nieco bajkowa i czasami zbyt naciągana, jest naprawdę ciekawa! Tym bardziej, że pod warstwą takiej mało prawdopodobnej historii autorka zwraca uwagę na kilka dość istotnych problemów. Na pierwszy plan wysuwa się kwestia osób zaginionych, ale jest i problem ludzi w śpiączce, wspomniany jest problem transplantacji i głodu na świecie.
Kiedy przeczytamy między wierszami mamy jednak i inne problemy - takie, które dotyczą każdego z nas. Autorka mówi o uczciwości i o tym, że niejako obowiązkiem każdego jest wykorzystanie swoich talentów nie tylko w celu osiągnięcia własnej przyjemności, ale też po to, by zrobić coś dobrego dla innych.
Dużo tu jest nawiązań do tematów związanych z duchowością - usypywanie mandali, joga, medytacja. To wszystko sprawia, że choć mamy do czynienia z pewnym miksem różnych teorii rozwoju duchowego i zjawisk paranormalnych jest całkiem nieźle. Choć oczywiście nie idealnie. Myślę jednak, ze autorka ma potencjał - jej ogromna wyobraźnia i łatwość operowania słowem sprawiają, że wierzę, iż spod jej pióra wyjdzie jeszcze kilka fajnych, przyjemnych powieści.

Po pierwszy tom "Ezotero" sięgnęłam dawno temu, z ciekawości. I dlatego, ze autorka mieszka niedaleko mnie ;) Fakt, że nie jestem specjalną fanką fantastyki mi nie przeszkadzał, a historia Latte mnie wciągnęła. Drugi tom na półce przeleżał dość długo. tak naprawdę zmobilizowałam się do sięgnięcia po niego za sprawą wyzwania na blogu czytelnicza-dusza.blogspot.com. Potrzebna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

116 użytkowników ma tytuł Ezotero. Moje przeznaczenie na półkach głównych
  • 64
  • 52
50 użytkowników ma tytuł Ezotero. Moje przeznaczenie na półkach dodatkowych
  • 37
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ezotero. Moje przeznaczenie

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dwadzieścia siedem snów Marta Alicja Trzeciak
Dwadzieścia siedem snów
Marta Alicja Trzeciak
"Dwadzieścia siedem snów" Marty Alicji Trzeciak to ksiązka nietuzinkowa, która pozwala czytelnikowi zawędrować do dwóch światów - onirycznego i - czy na pewno - rzeczywistego. Do urokliwej wsi o nietypowej nazwie To Nowe, celem napisania nowej powieści, przyjeżdża młoda pisarka, która wynajmuje pokój u tajemniczej kobiety, zwanej Szarą. Wraz z nią mieszka tu również matka Szarej i 16-letnia Laura. Od samego początku pobytu kobieta czuje w tym niezwykłym domu jego wyjątkowość, że jest on owiany sekretami i tajemnicami. Z okna jej pokoju widać, posadowiony na wzgórzu, samotny dom, zamieszkały przez niemniej tajemniczą Milenę, który w szczególny sposób intryguje pisarkę. Dodatkowo, w każdą noc, śnią jej się sny, w których mimo że stanowią one jakby odrębną opowieść, pojawiają się w nich ci same postaci, które na codzień otaczają kobietę. To właśnie z tych snów poznajemy historię klątwy, ciążącej nad kobietami z rodziny Szarej. Rzeczywistość splata się tu z senną fantazją, realizm z magią. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że "Dwadzieścia siedem snów" to wyjątkowa i bardzo ciekawa opowieść, w której życie kobiet na współczesnej wsi przeplata się z fantastyczną historią kobiet z dalekiej przeszłości. Przepiękny realizm magiczny tej powieści kojarzy się niewątpliwie z jakąś dawną słowiańską legendą o pramatce, ktorą nie jeden czytelnik będzie chłonął z zapartym tchem. Polecam!
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Hotel Bankrut Magdalena Żelazowska
Hotel Bankrut
Magdalena Żelazowska
“Chodzisz do roboty, której nienawidzisz. Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz. Mieszkasz z babą, która cię nie kocha. W końcu zrozumiałem, że choćbym nie wiem jak się starał, to nigdy nie wystarczy” – czytam. Ten cytat z książki “Hotel Bankrut” jest uderzająco trafny, nieprawdaż? Powieść Magdaleny Żelazowskiej to doskonałe studium przypadku – a może przypadków? Ludzi, którzy z powodu biedy, nieprzystosowania, a może z winy okrutnych mechanizmów tego świata są “jak grosz, który wyszedł już z obiegu.” Pozwolę sobie wyznać, że należę do osób zdecydowanie leniwych. Lubię wszystko to, co łatwe i przyjemne – dotyczy to również książek. Preferuję pozycje, które czyta się bez wysiłku, tymczasem “Hotelu Bankrut” nieuważnie czytać się nie da. To książka wymagająca skupienia i pewnej koncentracji, jako że wątki z losami bohaterów coraz to urywają się, by następnie przeplatać z historiami innych… Kim są główne postaci? Zacznijmy od słów samej autorki, która opisuje ich w ten sposób: “Bezrobotna stara panna, samotna emerytka, przeterminowany stary kawaler, siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi, bo takich jak ona jest na pęczki.” Bezrobotna stara panna to Weronika – urodziwa, nieco “puszysta” brunetka, która w lepszych czasach mogła być nazwana kobietą sukcesu. Młoda menager pięła się po szczeblach kariery – jej sukcesy na polu finansowym pozwoliły na zakup pięknego mieszkania w Łodzi oraz liczne podróże do dalekich krajów… Do czasu jednak. Zwolnienie z doskonałej pracy staje się początkiem szybkiego i nieuchronnego upadku w życiu tej aktywnej kobiety. Samotna emerytka to zacna Łucja, która na początkowych stronach powieści zatrudnia się jako recepcjonistka, by dorobić parę groszy, a przede wszystkim wyjść w końcu “do ludzi.” Nowe zajęcie daje jej wiele radości, na krótko jednak! Pechowo dla starszej pani, w tym samym budynku pracuje jej ambitny wnuk, który fakt, że jego babcia siedzi na portierni uważa za uwłaczający… Samotny stary kawaler nazywa się Leon i jest tak naprawdę kawalerem z odzysku. Odeszła od niego żona – ten fakt przypieczętował serię niepowodzeń w życiu bohatera. Przez wiele lat prowadził razem z małżonką popularny w okolicy sklep spożywczy, zbankrutował jednak w wyniku konkurencji z zagranicznym supermarketem… Od tego czasu prowadzi skromny lombard. “Siksa, której wyimaginowany talent nikogo nie obchodzi” to Kinga – wychowywana przez ojca, z którym jest bardzo związana dziewczyna z prowincji wyrusza do miasta Łodzi. Przez dłuższy okres zadowala się pracą w sklepie odzieżowym, pielęgnuje jednak marzenie o zostaniu projektantką ubrań: niespuszczanie z oka tego celu zapoczątkuje niespodziewany zakręt w karierze dziewczyny. To jednak nie wszystko, głównych bohaterów jest bowiem pięcioro. Ostatni z nim jest ambitny Damian, zwany w rodzinie Dudusiem. Mieszkający z matką przystojniak pracuje w banku, jego zajęcie polega głównie na utrzymywaniu kontaktu z osobami, którym się nie powiodło… Jak Weronika, która po utracie pracy nie jest w stanie spłacać swojej wysokiej pożyczki, zaciągnietej we frankach szwajcarskich. Tytułowy “Hotel Bankrut” to mieszkanie Leona, który za opłatą oferuje własny kąt lokatorom. Wprowadzają się do niego: Kinga, która ma serdecznie dość mieszkania z ciotką, Łucja, która po odejściu z pracy wkracza na nową ścieżkę życiową oraz smutna Weronika, zmuszona do wynajecia własnego, wspaniałego mieszkania. Jak wspomniałam wcześniej, powieść Magdaleny Żelazowskiej nie należy do “łatwych” książek… Dlaczego więc przeczytałam ją w jeden wieczór? Odpowiedź brzmi – naprawdę warto. To wspaniała pozycja, która na przykładzie miasta Łodzi pokazuje, jak kryzys ekonomiczny wpływa na życie mieszkańców… W mojej opinii, pomimo niepowodzeń, jakie spadają na bohaterów “Hotel Bankrut” jest powieścią dosyć optymistyczną. Pokazuje, że pieniądze to nie wszystko… Ludziom potrzeba również czegoś innego. Czy to to cenne “coś” zostanie odnalezione przez Weronikę, Leona, Łucję, Damiana i Kingę? O tym należy się przekonać, sięgając po powieść Magdaleny Żelazowskiej! Naprawdę polecam.
Danka Markiewicz - awatar Danka Markiewicz
ocenił na 10 2 lata temu
Robot w ogrodzie Deborah Install
Robot w ogrodzie
Deborah Install
Atmosfera: 9/10 – ciepła, podnosząca na duchu, pełna nienachalnego humoru, podszyta odrobiną życiowej melancholii Tempo: Zmienne - niespieszne, senny początek płynie przechodzi w dynamiczną opowieść drogi Styl autorki: Lekki, przystępny i niezwykle plastyczny, piszę z dużą empatią dla swoich bohaterów, sprawnie operując komizmem sytuacji Tematyka: syndrom Piotrusia Pana, kryzys małżeński i tożsamościowy, przyjaźń wykraczająca poza schematy, oswajanie dorosłości i nauka odpowiedzialności Gatunek: Współczesna literatura obyczajowa z elementami sience fiction Zakończenie: optymistyczne, satysfakcjonujące emocjonalnie, domykające główne wątki (choć opierające się na dość przewidywalnych schematach) Poziom trudności: Niski – niewymagający, relaksacyjny, angażująca lektura na weekend, nie przytłacza ciężarem formy ani treści Z pozoru debiutancka powieść Deborah Install zapowiada się jako kolejna lekka wariacja na temat relacji człowieka ze sztuczną inteligencją. Jednak pod płaszczykiem uroczej historii o zardzewiałym androidzie, „Robot w ogrodzie” kryje uniwersalną opowieść o ucieczce przed dorosłością, kryzysie tożsamości i mozolnym procesie naprawiania własnego życia. Install udowadnia, że literatura typu feel-good może być nie tylko rozrywkowa, ale i zaskakująco przenikliwa. Główny bohater, Ben Chambers, to uosobienie współczesnego Piotrusia Pana. Jest trzydziestokilkuletnim mężczyzną, który po odziedziczeniu rodzinnego majątku stracił cel w życiu. Dni spędza w szlafroku, unikając odpowiedzialności, co nieuchronnie prowadzi do rozpadu jego małżeństwa z ambitną Amy. Z marazmu wyrywa go dopiero tytułowy gość – Tang. To przestarzały, pordzewiały i wyjątkowo irytujący robot, który pewnego ranka pojawia się w ogrodzie Bena. Zamiast oddać maszynę na złom, Ben podejmuje zaskakującą decyzję – postanawia odnaleźć twórcę Tanga i naprawić usterki mechanicznego przyjaciela. Ta decyzja staje się katalizatorem klasycznej opowieści z motywem drogi, która zabierze duet z angielskiej prowincji, przez słoneczną Kalifornię, aż po neonowe Tokio. Największą siłą powieści Deborah Install nie jest fascynacja technologią, lecz skupienie się na ludzkiej i nieludzkiej psychice. Tang przypomina bardziej zbuntowane, kapryśne i zagubione dziecko niż zaawansowaną sztuczną inteligencję. Jego usterki – fizyczne i systemowe – stają się czytelną, choć wdzięczną metaforą emocjonalnego napięcia samego Bena. Autorka z niezwykłym wyczuciem buduje dynamikę między tą dwójką. Ben, naprawiając Tanga i troszcząc się o jego bezpieczeństwo w obcym świecie, po raz pierwszy w życiu musi przejąć stery. To proces bolesny, pełen frustracji, ale ostatecznie oczyszczający. Autorka unika moralizatorskiego tonu, ewolucja bohatera jest wiarygodna właśnie dlatego, że potyka się on na każdym kroku. Największym atutem powieści jest bez wątpienia kreacja samego Tanga. Robot jest postacią wielowymiarową, rozbrajającą i kradnącą każda scenę, a jego specyficzny sposób komunikacji oraz postrzegania świata generują naturalny, nienachalny komizm. Autorka wykazuje się również doskonałym wyczuciem w balansowaniu tonacji – zręcznie przeplata humor wynikający ze zderzenia dwóch nieprzystosowanych do życia jednostek z momentami szczerego wzruszenia. Dodatkowo, osadzenie akcji w konwencji motywu drogi gwarantuje dużą płynność narracji. Zmieniające się dynamicznie lokacje nadają historii świetne tempo, dzięki czemu lektura po prostu nie nudzi. Powieść, jak przystało na debiut, nie ustrzegła się jednak pewnych potknięć. Najbardziej rzuca się w oczy przewidywalność samej intrygi. Fundament fabularny opiera się na dobrze znanych i chętnie eksploatowanych schematach literatury obyczajowej, przez co uważny czytelnik dość szybko domyśli się ostatecznego finału perypetii Bena i Amy. Pewien niedosyt pozostawia również budowa drugiego planu. Postacie poboczne momentami wydają się nakreślone zbyt grubą kreską, pełniąc funkcję jedynie fabularnego tła, mającego za zadanie wyłącznie uwypuklić wewnętrzną ewolucję głównego bohatera. „Robot w ogrodzie” to czarująca, ciepła i mądra książka o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by dorosnąć – nawet jeśli do przebudzenia potrzebujemy irytującego kawałka złomu. Deborah Install stworzyła powieść, która uderza w odpowiednie struny emocjonalne bez uciekania się do taniego sentymentalizmu. To idealna propozycja dla czytelników szukających literatury podnoszącej na duchu.
DarkM00n - awatar DarkM00n
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Samulka Kinga Facon
Samulka
Kinga Facon
Samulki, to jedno z takich miejsc gdzie spokój przeplata się z ciszą. Trzy lata temu do tego jakże uroczego miasteczka przeprowadziła się Ewa, skryta i zamknięta w sobie trzydziestolatka. W wyniku pewnych dramatyczny wydarzeń z przeszłości, kobieta posiada na duszy ranę, którą z wielkim trudem próbuje zabliźnić. Ku jej wielkiemu zdziwieniu w towarzystwie nowo poznanych osób, zaczyna coraz częściej się uśmiechać, i inaczej patrzeć na świat. Może liczyć w każdej chwili na ich pomoc. Szczególne wsparcie otrzymuje od Marcina, nie mniej tajemniczego mężczyzny jak ona sama. Byłam ciekawa tej książki ze względu na rozbieżność w opiniach innych recenzentów. Jedni się zachwycają, drudzy wręcz przeciwnie, i dlatego chciałam wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Osobiście mam sentyment do małych miasteczek, więc lubię sięgać po książki właśnie z takim motywem. Samulki, pięknie brzmi prawda? Jestem bardzo ciekawa, skąd autorka miała pomysł na taką nazwę, bo oryginalności jej nie brakuje. Bez wątpienia jest to wyjątkowe miejsce otulone aurą ciepła, troski i przytulności. W dużej mierze odpowiedzialni są za to jego mieszkańcy. Są to ludzie, którzy wspierają się nawzajem, mogą liczyć na siebie w każdej sytuacji. Tworzą kochające się rodziny. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych jest to mało realne. Gdzie podziały się jakieś problemy, troski? Wszyscy chodzą zadowoleni, cieszą się życiem. Po prostu bajka. Przykre jest to, że tracimy wiarę w szczęście i miłość. Do swojego grona przyjęli również Ewę. Dziewczyna zmaga się z zespołem depresyjno-lękowym. Nasza główna bohaterka stara się odnaleźć psychiczną równowagę, ale chwilami jej zachowanie było mało odpowiedzialne. Mam tu na myśli odstawienie farmaceutyków. Zamiast tego szukała ukojenia w kawoterapii, ciastoterapii, floroterapii i w spacerach ze swoim adoptowanym przyjacielem na czterech łapach z merdającym ogonem. Coś takiego może w jakimś stopniu pomóc, jednak moim zdaniem fachowa porada powinna być tutaj na pierwszym miejscu. Ewa lubi rozmawiać, ale z kim skoro stroni od ludzi? Tego moi drodzy wam nie zdradzę. W książce pojawił się pewien wątek, który nie wszystkim może przypaść do gustu. Mowa tutaj o wierze w Boga. Czy jest to temat kontrowersyjny? W dzisiejszych czasach chyba troszkę tak. Co niektórzy lubią się nią obnosić, bez wstydu chodzą do kościoła, mają bliski kontakt z kapłanami, należą do różnych grup formacyjnych. Inni wręcz przeciwnie. Czy to źle? Każdy z nas podejmuje decyzje samodzielnie, nikt nas do niczego nie zmusza. Kto wie, może z czasem zmienimy zdanie, prawda? Modlitwa też jest formą terapii. Może pomóc, ukoić naszą duszę i uzdrowić zbłąkaną owieczkę. Jak dla mnie ten wątek nie był jakiś przesadzony i nie poczułam jego nadmiaru. Ta powieść ma potencjał, ale chyba nie został przez autorkę do końca dobrze wykorzystany. Chwilami wiało nudą, zwyczajnie nie działo się nic. Niestety próżno tu szukać jakichkolwiek zaskoczeń w fabule. W trakcie lektury kilka razy zdarzyło mi się zgubić wątek. Głównym winowajcą były wspomniane wcześniej tajemnicze rozmowy głównej bohaterki, których według mnie było za dużo, i to one wiodły tutaj prym. Plus należy się za poruszenie jakże ważnego tematu jakim jest depresja. Czy polecam wam tę książkę? Nie należy do tych bardzo dobrych, ani tych bardzo złych, i dlatego decyzję odnośnie lektury pozostawiam wam.
Polka_z_ksiazka - awatar Polka_z_ksiazka
oceniła na 6 7 miesięcy temu
Miasto krwi Kamil Dziadkiewicz
Miasto krwi
Kamil Dziadkiewicz
Szansę na przeczytanie Miasta krwi dostałam już spory czas temu, jednak ciągle coś stało mi na drodze, by poznać tę historię. Wiele zobowiązań, wyjazd za granicę, w końcu problem z sięgnięciem po e-booka. Książka grzecznie przeleżała, czekając, aż w pełni będę na nią gotowa. Nie jestem bowiem fanką gatunku fantasy. Na swoim koncie mam już kilka przeczytanych i liczyłam na to, że autorowi również uda się przenieść mnie do magicznego świata, który stworzył w swoim dziele. Siedemnasty wiek, Hyruf. Epoka krwawych wojen religijnych. Poniżany przez ojca z powodu kalectwa Mulgih Thadur nie może dłużej znieść maltretowania siebie i swojej matki. Doprowadzony do ostateczności popełnia makabryczne morderstwo, które pozoruje na samobójstwo. Nie wie jednak, że z ukrycia obserwuje go człowiek Garlona, najważniejszej figury świata przestępczego Hyruf. Popełnione z desperacji zabójstwo wprowadza go na drogę zła, z której nie ma już odwrotu. Chcąc chronić rodzinę, godzi się na najgorsze z możliwych czynów. Początkowo zmuszany przez szantażujących, z czasem odnajduje się w profesji i przechodzi na stronę tych, z którymi walczył - najpierw zakłamanych duchownych, potem reformatorów - opętanych żądzą krwi przeciwników Kościoła. W tego typu powieściach, uwagę zwracam na kilka punktów - kreacja bohaterów, wciągający przedstawiony świat i język, jakim posługuje się autor. Miasto krwi to literacki debiut polskiego, młodego autora. Kamil Dziadkiewicz interesuje się historią i podróżami, co miałam nadzieję, zaowocuje w jego opowieści. Hyruf to miejsce, które od samego początku przypadło mi do gustu. Pan Kamil zadbał o wszelkie detale, które takim czytelnikom jak ja z całą pewnością ułatwią przeniesienie się do magicznego świata. To co mnie urzekło, to wzorowanie się na siedemnastowiecznym Londynie. Choć Hyruf, to literacka fikcja, to zdecydowanie mnie porwała. Uwielbiam wszystko, co z dawnym Londynem związane, a skoro tu stał się wzorem, to jestem stanowczo na tak! Jak już wspominałam, autor fascynuje się historią, co również można zauważyć na łamach jego powieści. Zgrabnie włada piórem, idealnie plątając ze sobą wątki historyczne z literacką fantazją. To, co najważniejsze, zostało osiągnięte. Wraz z Mulgihem przeniosłam się do siedemnastego wieku i do miejsca, które z całą pewnością będę wspominać. Mulgih jest bohaterem, który swoją postawą, podjętymi decyzjami i poczynaniami zdecydowanie mnie zaskoczył. Chłopak toczy ze sobą wewnętrzną walkę. Tragiczne wydarzenia, jakich doświadczył w życiu wpływają na ujawnienie się jego mrocznej strony, która niestety bardzo często bierze górę nad dobrą stroną. Do końca pierwszej części Sagi Wschodu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, po której stronie się opowie. Z całą pewnością podsyca to niepewność, a chęć sięgnięcia po kolejny tom staje się jeszcze większa. Miasto krwi to zdecydowanie kolejny udany debiut, jaki w ostatnim czasie wpadł w moje ręce. Choć nie jestem zagorzałą fanką tego gatunku, spędziłam z tą książką przyjemny czas. Uwielbiam, kiedy autor przemyca do swojego dzieła wątki historyczne, tworząc zupełnie nowy, tajemniczy świat. Kamilowi Dziadkiewiczowi zabieg ten udał się na tyle dobrze, że z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy Mulgiha. Polecam! http://krainaksiazkazwana.blogspot.com
KrainaKsiążkąZwana - awatar KrainaKsiążkąZwana
oceniła na 8 9 lat temu
Siedem listów z Paryża Samantha Verant
Siedem listów z Paryża
Samantha Verant
Są takie historie, których człowiek sam nie wymyśli, one się po prostu dzieją, nie pytając nikogo o zdanie i na tym polega ich piękno. Właśnie z takim przykładem mamy do czynienia w przypadku książki Samanthy Verant "Siedem listów z Paryża" 40-letnia Samantha czuje, że jej życie znalazło się w martwym punkcie: Tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, tonie w długach, bez pracy i perspektyw, a jej najbliższym przyjacielem jest chory pies. Wszystko zmienia się w chwili gdy kobieta trafiła na swoje stare listy od Jean-Luca- chłopaka, który był jej wakacyjną miłością przez jeden weekend spędzony w Paryżu przed dwudziestoma laty. Samantha wraca wspomnieniami do pamiętnych wakacji i listów, na które nigdy nie odpowiedziała, w końcu za namową przyjaciółki postanawia zacząć pisać bloga, na którym opowie całą historię i... odpisać na listy Jean-Luca. Za pośrednictwem internetu kobieta odnajduje swojego "żabiego króla", a odnowiona więź okazuje się równie silna, a nawet silniejsza niż ta sprzed dwóch dekad. Tylko czy internetowa korespondencja może równać się rzeczywistej relacji i czy spotkanie po 20 latach nie będzie dla obojga rozczarowujące? Cóż, tego dowiecie się sami w trakcie lektury. Muszę się Wam przyznać, że już dawno nie czytałam żadnej książki z takim zapałem. Autorka ma ogromną łatwość pisania. Jej lekki, przejrzysty język i ciekawa forma sprawiają, że książkę czyta się niezwykle szybko. Duży plus należy się autorce również za sposób kreacji bohaterów. Opisując własną historię, często ciężko zachować zdrowy dystans i opisać całość w miarę obiektywnie, ale autorce ta sztuka się udała. W "Siedmiu listach z Paryża" nic nie jest tylko czarne lub białe, dobre lub złe, każda osoba, każda sytuacja ma swoje pozytywne i negatywne aspekty dzięki czemu udało się uniknąć przesłodzenia powieści. Wisienką na torcie są przytoczone listy Jean-Luca, które nadają klimat całości i wprowadzają czytelnika w romantyczny nastrój powieści. "Siedem listów z Paryża" to niesamowita, romantyczna historia o tym, że czasami warto zaryzykować i pomimo przeciwności losu i wbrew zdrowemu rozsądkowi dać sobie szansę na szczęście. A fakt, że autorka opisała w książce swoją własną historię dodatkowo podnosi rangę książki i sprawia, że historia z pewnością trafił prosto w serce każdej nieuleczalnej romantyczki, więc jeśli jeszcze szukacie prezentu dla takiej osoby biegnijcie do księgarni póki czas;)
ksiazkoholiczka94 - awatar ksiazkoholiczka94
ocenił na 8 9 lat temu

Cytaty z książki Ezotero. Moje przeznaczenie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ezotero. Moje przeznaczenie