-
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać7 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Związek na odległość – wygraj książkę „Okrutne pragnienie”.
Związek Verity i Mike’a nie należał do konwencjonalnych. Verity ukształtowała Mike’a, mężczyzna pozostawał pod jej przemożnym wpływem. Kochankowie upodobali sobie swoistą grę, która często kończyła się namiętnym seksem. To jednak już przeszłość. Verity planuje poślubić innego mężczyznę. Gdy Mike dostaje zaproszenie na ślub, traktuje je jak wstęp do kolejnej, bardziej wyrafinowanej rundy dawnej gry. Wierzy, że jeśli będzie bacznie obserwował ukochaną, dostrzeże wyczekiwany znak...
Związek Mike`a i Verity rozpada się, gdy on musi przeprowadzić się do Nowego Jorku. Miłość przegrywa z dzielącą ich odległością. Czy związki na odległość mają rację bytu? Opiszcie doświadczenia swoje, albo waszych bliskich.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Okrutne pragnienie
Autor : Araminta Hall
Regulamin
- Konkurs trwa 22 - 28 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu W.A.B. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [49]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Aleksandra
Lektor
Aleksandra
Effie
Martyna Danek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Aleksandra
Lektor
Aleksandra
Effie
Martyna Danek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Któż to widział, cztery ramki, w których jego oczy matowieją z braku czułości. Pusty wieszak i szary męski płaszcz, który pachnie tylko wyobrażeniami jak dobrze było trzymać siebie w ramionach, a to było zeszłej jesieni. Najgorsze są poranki, kiedy zapominasz i stawiasz dwa kubki ciepłej kawy na blacie kuchennym i wmawiasz sobie, że w ten weekend wróci, a kawa wciąż będzie ciepła od tej odległej miłości. Wszystko zacznie płakać z braku nieobecności jego we wspólnym domu, a balkonowe nasturcje już dawno zapomniały, kto truł ich powietrze dymem nikotynowym. W zabieganym mieście na wąskich ulicach nie ma miejsca na trzymające się za ręce pary, dlatego jest Ci trochę lżej. Do chwili, kiedy drewniana ławka w parku jest zbyt długa i nie potrafisz zjeść ciepłego pączka z marmoladą, wtedy właśnie odczuwasz nieobecność. W domu, kiedy robisz pranie lecą jego ulubione piosenki i wmawiasz sobie, że siedzi w salonie na kanapie i nieufnie zagląda na pochmurne niebo. Wtedy to pochmurne niebo nie pozwala Ci na dokończenie prania. Dlatego czerwone zwietrzałe wino jest najlepszym rozwiązaniem w tym momencie. Jednak idealizujesz waszą miłość przez komputerowe kamerki do chwili, kiedy zauważasz, że rachunek za prąd jest zbyt wysoki.
Któż to widział, cztery ramki, w których jego oczy matowieją z braku czułości. Pusty wieszak i szary męski płaszcz, który pachnie tylko wyobrażeniami jak dobrze było trzymać siebie w ramionach, a to było zeszłej jesieni. Najgorsze są poranki, kiedy zapominasz i stawiasz dwa kubki ciepłej kawy na blacie kuchennym i wmawiasz sobie, że w ten weekend wróci, a kawa wciąż będzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejHistoria ot typowa - On długo mnie do siebie przekonywał, a ja jestem z natury wątpiąca, więc trochę czasu mu to zajęło. Teraz wiem, że miał rację. Nie wyobrażam sobie życia bez jego poczucia humoru, wsparcia i rozweselania kiedy trzeba. Na początku miałam mu za złe, że mnie tak uwodzi mieszkając 341 km stąd, ale kiedy zrozumiałam, że kluczem do naszego szczęścia jest odległość, jestem mu wdzięczna, że był tak uparty. Znamy się dopiero kilka lat, ale mam wrażenie jakbyśmy znali się od zawsze. Zawsze uśmiecham się do siebie, kiedy o czymś pomyślę, a Kamil za chwilę wypowiada to zdanie, takie żywcem wyjęte z moich myśli. Łączy nas dużo, ale jeszcze więcej dzieli, łącznie z temperamentami, dlatego dobrze, że mieszkamy tak daleko od siebie, bo pewnie często talerze latałyby po domu :-)
Historia ot typowa - On długo mnie do siebie przekonywał, a ja jestem z natury wątpiąca, więc trochę czasu mu to zajęło. Teraz wiem, że miał rację. Nie wyobrażam sobie życia bez jego poczucia humoru, wsparcia i rozweselania kiedy trzeba. Na początku miałam mu za złe, że mnie tak uwodzi mieszkając 341 km stąd, ale kiedy zrozumiałam, że kluczem do naszego szczęścia jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kto umie być szczęśliwym w związku na odległość to tak jakby umiał się najeść patrząc na jedzenie.
Był przystojny. Był inteligentny, och, jak inteligentny. Był dowcipny. Dbał i troszczył się do stopnia, jakiego nigdy nie zaznałam - ani przedtem ani potem. Miał pasje i zainteresowania, a jednocześnie czas, siły i chęć na rozmowy ze mną.
A potem skończył się związek na odległość i rozpoczął ponowny związek w pobliżu. I każdego dnia boleśnie odkrywaliśmy, że jego dowcipy nie bawiły jak wcześniej, a moje wieczne zainteresowanie drugim człowiekiem już nie fascynuje i wzrusza a denerwuje marnowanym czasem. Codziennie z niepokojem, nieśmiało, odkrywaliśmy zmiany, które w nas niepostrzeżenie nastąpiły. I tak, każda wspólnie spędzona godzina przynosiła zdziwienie w oczach, nieme pytanie - czy to ciebie kocham? kochałam? kochałem?
Nie tylko nie można najeść się patrząc na jedzenie - gorzej, aż do pierwszego gryza nie będzie wiadomo, czy jest rzeczywiście smaczne i czy da nam siłę i energię, czyli - czy jest dla nas dobre. Pamiętamy smak, tęsknimy za nim, lecz przecież nie wiemy, czy od momentu, kiedy ostatnio to jedliśmy, nie zmienił nam się gust lub czy jedzenie się nie zepsuło...
I tak, nadal jest przystojny, inteligentny, och, tak inteligentny. I część mnie nadal tęskni i kocha - jednak za wspomnieniem, a nie za nim, za tym prawdziwym, nowym, nieznanym nim.
Kto umie być szczęśliwym w związku na odległość to tak jakby umiał się najeść patrząc na jedzenie.
Był przystojny. Był inteligentny, och, jak inteligentny. Był dowcipny. Dbał i troszczył się do stopnia, jakiego nigdy nie zaznałam - ani przedtem ani potem. Miał pasje i zainteresowania, a jednocześnie czas, siły i chęć na rozmowy ze mną.
A potem skończył się związek na...
Moim zdaniem kwestia związków na odległość jest bardzo trudna i nie można jej jednoznacznie ocenić. Są przypadki potwierdzające regułę, że to układy niemające szans przetrwania, ale zdarzają się też szczęśliwe związki z happy endem. Ilu zakochanych na odległość, tyle opinii.
Na studiach poznałam dziewczynę, która była w związku na odległość. Zostałyśmy współlokatorkami,a z czasem przyjaciółkami (przynajmniej wtedy tak mi się wydawało), więc byłam dość blisko tego tematu. Ciągłe SMS-y, wyznania miłości i deklaracje tęsknoty, wielogodzinne rozmowy przez telefon. A jak tylko nadchodził weekend jego przyjazdu Zuzka gnała do domu co sił w nogach. Trochę zazdrościłam im tej miłości, oddania, lojalności pomimo dzielących ich setkom kilometrów, bo Paweł pracował za granicą. Stanowili na pierwszy rzut oka fajną parę, chociaż wydawało mi się, że Paweł jest tym bardziej racjonalnym, spokojnym i trochę hamuje zwariowane zapędy Zuzki, może czasami za bardzo. Koniec końców byłam na ich ślubie i cieszyłam się ich szczęściem. Potem urodziło im się dziecko, a oni cały czas byli, tym razem już małżeństwem, na odległość i chyba już się do tego w pewnym sensie przyzwyczaili. Ale niespodziewanie Paweł przestał wyjeżdżać i znalazł pracę w Polsce. Okazało się, że bardzo trudno jest nauczyć się siebie na codzień. Zupełnie inaczej brzmią deklaracje miłości i zaufania przez telefon, a zupełnie czym innym jest pielęgnowanie uczucia w naszej szarej rzeczywistości. To wszystko zaczęło Zuzę trochę przytłaczać, więc skupiła się na dzieciach (bo zdecydowali się na następne).
Ja i Paweł nie mieliśmy nigdy jakiegoś rewelacyjnego kontaktu, ale odwiedziłam ich kilka razy. Starałam się podtrzymywać znajomość, ale zauważyłam, że z drugiej strony nie było za bardzo ku temu chęci, więc odpuściłam. Mam cały czas takie wrażenie, że w jakimś stopniu przyczynił się do tego Paweł.
No cóż, miłość na odległość w przypadku Zuzki i Pawła przetrwała, tylko co z niej zostało tak naprawdę? Czy Zuzka naprawdę jest szczęśliwa? Czy oboje są szczęśliwi? Dzięki zarobionym przez Pawła pieniądzom kupili dom, wyremontowali go, założyli rodzinę, ale czy nie zapłacili za to za wysokiej ceny? Czy coś im po drodze nie umknęło?
Moim zdaniem kwestia związków na odległość jest bardzo trudna i nie można jej jednoznacznie ocenić. Są przypadki potwierdzające regułę, że to układy niemające szans przetrwania, ale zdarzają się też szczęśliwe związki z happy endem. Ilu zakochanych na odległość, tyle opinii.
Na studiach poznałam dziewczynę, która była w związku na odległość. Zostałyśmy współlokatorkami,a z...
Miłość na odległość- zapytana o to cztery lata temu, bez namysłu odpowiedziałabym "buhahaha nie ma takiej możliwości". Zapytana dziś...
Było gorąco. Wysiadłam z pociągu po 12 godzinach podróży. Potem jeden autobus i drugi. 3 kilometry na nogach i w końcu byłam na miejscu. Siedziałam przy biurku na drugim końcu Polski. Ubiegałam się o pracę, którą jak się później okazało, dostałam. I tak się zaczęła moja przygoda.
Nowa praca, nowe otoczenie, nowi ludzie. W Piotrku zakochałam się po pewnym czasie. Była to miłość dojrzała, może bez jakiś fajerwerków ale połączyło nas prawdziwe uczucie. Niestety mój wybranek był specjalistą na całą Polskę, w mojej lokalizacji bywał jedynie kilka razu w roku. Początkowo byłam przerażona i załamana. Zadawałam sobie jedno pytanie, "JAK?".
Odpowiedź okazała się prostsza niż myślałam. Oczywiście telefon, skype nie rozwiązywało problemu ale jakoś daliśmy radę. Długie rozmowy jedynie umocniły nasz związek. W między czasie mój ukochany stał się moim najlepszym przyjacielem, który do dziś zna mnie lepiej niż ja samą siebie....
Zapytana dziś... czy związek na odległość jest możliwy odpowiedziałabym "A dlaczego nie?"
Miłość na odległość- zapytana o to cztery lata temu, bez namysłu odpowiedziałabym "buhahaha nie ma takiej możliwości". Zapytana dziś...
Było gorąco. Wysiadłam z pociągu po 12 godzinach podróży. Potem jeden autobus i drugi. 3 kilometry na nogach i w końcu byłam na miejscu. Siedziałam przy biurku na drugim końcu Polski. Ubiegałam się o pracę, którą jak się później okazało,...
Raz w życiu podglądałam taką miłość. Widywałam ich twarze w momentach, gdy kamerki przestawały mrugać i buczeć, i ukazywały im siebie nawzajem. Ona i on, między nimi 2,5 tys. kilometrów.
Miałyśmy z siostrą na studiach wspólny pokój. Siłą rzeczy słyszałam te polsko-rosyjskie wsparte angielskim rozmowy o podróżach, o planach, o nostryfikacji dyplomu, o imionach, które można by nadać dzieciom.
Była urokliwa ta miłość, bo się tyle w niej czekało. Można w niej było tęsknić i marzyć, snuć domysły i porównywać... języki... kraje... zwyczaje... życia. Niby podobnie było u niej i u niego, studiowali przecież to samo, pragnienia mieli spójne. A ile się w tym związku było można nauczyć, ile nadziwić, ile się naśmiało z przeróżnych dziwactw Rosjan i Polaków, tylko oni widzieli. I ja, przy okazji i bardzo niechcący.
Słodka się wydawała ta miłość. Nie psuły jej porzucone skarpetki i niedomknięte szuflady. Stłuczki, rachunki ani inne głupstwa.
Oczywiście były też symptomy nieprawdy. Drobne niespójności, jakaś nieobecność na skypie pokrętnie tłumaczona...
Ale przecież te kwiaty na Walentynki, mimo tych kilometrów. I widziałam jej błyszczące oczy pod choinką i te wszystkie paczki, które sama zalepiała 2 miesiące przed Gwiazdką, bo tyle szła poczta między nią a nim.
I była też przygoda i ryzyko, wielka podróż w głąb Rosji 20 godzin od Moskwy pociągiem. I dalej znowu miesiące wyczekiwania. Tęsknota, ale przecież nie smutek.
A potem koniec. Jego nagłe, niewyjaśnione żegnaj.
U niej w sercu dziura.
Raz w życiu podglądałam taką miłość. Widywałam ich twarze w momentach, gdy kamerki przestawały mrugać i buczeć, i ukazywały im siebie nawzajem. Ona i on, między nimi 2,5 tys. kilometrów.
Miałyśmy z siostrą na studiach wspólny pokój. Siłą rzeczy słyszałam te polsko-rosyjskie wsparte angielskim rozmowy o podróżach, o planach, o nostryfikacji dyplomu, o imionach, które można...
Jestem od 8 lat w związku, którego część spędziłam właśnie na odległość. I w tym momencie życia także żyjemy na odległość, już pięć miesięcy.
Jak to wygląda?
Pierwsza rozłąka była dla mnie wielkim dramatem. Płakałam dzień po dniu, czułam się jakby umarła część mnie. Nie mogłam wyobrazić sobie dłuższej rozłąki niż te dwa miesiące. Po powrocie był wielki wybuch uczuć i jeszcze większa radość. Potem były kolejne rozłąki. Z każdą kolejną ból był coraz mniejszy, czas płynął szybciej i jakoś łatwiej było nam przeżyć. Aktualnie mamy córkę, więc podczas nieobecności męża nie koncentruję się na swojej samotności, a na kolejnych zadaniach do wykonania. Czas płynie szybko, a teraz to zdecydowanie mojemu mężowi jest gorzej przetrwać rozłąkę - bo on jest sam, a my we dwie.
Podstawą każdego rozstania jest wszystko to, co jest pomiędzy naszymi spotkaniami. Poranne smsy z wyznaniami miłości. Krótkie rozmowy telefoniczne w ciągu dnia. Wieczorne pogaduszki na skype. Jeśli się uda, bo nie zawsze jest czas. Już nie kłócimy się o bzdury. Coraz częściej odpuszczam w kłótniach. Za to coraz częściej zapewniamy się o wzajemnej miłości. Każde ponowne spotkanie to wielkie święto, randka, miodowy miesiąc. Czujemy się jak zakochane nastolatki na pierwszej randce. Jednak już niedługo wyjazdy męża się skończą i znowu będziemy mieć siebie na co dzień. Nie możemy się doczekać.
Jestem od 8 lat w związku, którego część spędziłam właśnie na odległość. I w tym momencie życia także żyjemy na odległość, już pięć miesięcy.
Jak to wygląda?
Pierwsza rozłąka była dla mnie wielkim dramatem. Płakałam dzień po dniu, czułam się jakby umarła część mnie. Nie mogłam wyobrazić sobie dłuższej rozłąki niż te dwa miesiące. Po powrocie był wielki wybuch uczuć i...
Moi rodzice od 25 lat udowadniają mi, że miłość może przezwyciężyć każdą odległość. Tata wyemigrował zarobkowo do Monachium jeszcze na wiele lat przed moimi narodzinami. Czasy były ciężkie, więc początkowo imał się każdej pracy. Mama jako pielęgniarka ledwo wiązała koniec z końcem. W dniu moich narodzin tata także znajdował się za granicą. Nie było telefonów, nie miał pojęcia że już przyszłam na świat. Dowiedział się kilka dni później. Mama musiała wychowywać mnie sama, przeżywając wiele trudności, bo jako dziecko miałam do niej często pretensje, że inne dzieci mają tatę, a mój tylko czasami zadzwoni. Nie rozumiałam jak trudne jest samotne wychowywanie córki. Jednak gdy już przyjezdzał zawsze doświadczałam niesamowitej miłości z jego strony. Także między mamą a tatą czuć było chemię. I nadal tak jest, mimo że są już prawie 30 lat po ślubie. Teraz mamy wideorozmowy, autostrady i otwarte granice, jednak dzięki moim rodzicom wierzę, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
Moi rodzice od 25 lat udowadniają mi, że miłość może przezwyciężyć każdą odległość. Tata wyemigrował zarobkowo do Monachium jeszcze na wiele lat przed moimi narodzinami. Czasy były ciężkie, więc początkowo imał się każdej pracy. Mama jako pielęgniarka ledwo wiązała koniec z końcem. W dniu moich narodzin tata także znajdował się za granicą. Nie było telefonów, nie miał...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Związki na odległość... Hmmm, ciężka sprawa. Sama osobiście nie dałabym rady żyć z dala od mojego męża. Jednak znam taką parę, która już 20 lat żyje w związku na odległość. On zarabia w Holandii, ona czeka w Polsce na jego przyjazdy. Raz na trzy miesiące wraca na tydzień. Podziwiam ich, że dają radę tak wytrwać. Może to już kwestia przyzwyczajenia, kto wie...
Ale prawdą jest, że da się. Chcieć to móc. Ale żadna praca nie jest warta rozłąki z najbliższymi... Takie jest moje zdanie. Za miłością trzeba gnać na drugi koniec świata, a nawet jeszcze dalej!
Związki na odległość... Hmmm, ciężka sprawa. Sama osobiście nie dałabym rady żyć z dala od mojego męża. Jednak znam taką parę, która już 20 lat żyje w związku na odległość. On zarabia w Holandii, ona czeka w Polsce na jego przyjazdy. Raz na trzy miesiące wraca na tydzień. Podziwiam ich, że dają radę tak wytrwać. Może to już kwestia przyzwyczajenia, kto wie...
Ale prawdą...
Jestem najlepszym przykładem na to, że związek na odległość jest możliwy do zrealizowania, choć niestety potrzeba wysiłku i ogromnego zaangażowania. Mojego obecnego męża poznałam na wakacjach w wieku 15 lat. Szkoda tylko, że spędzałam je na wsi niedaleko Koszalina, a mieszkałam w... oddalonym o ponad 500 km. Bytomiu. Każde wakacje spędzaliśmy razem, a potem czekaliśmy miesiącami na spotkanie. Nie było wtedy tak dziś popularnych telefonów. Za każdym razem przeżywaliśmy rozstanie na nowo. W dodatku nasze rodziny nie zbyt były przychylne naszemu związkowi. Przyznam, że młodość rządzi się swoimi prawami i nie jeden raz błądziliśmy. Jak to w życiu bywa ścieżki ludzkich losów przecinają się z innym i czasem wracają do punktu wyjścia. Kilka lat później zdecydowałam się na studia w Koszalinie, a moja miłość wciąż na mnie czekała. Reszta sama się ułożyła. Dzisiaj jestem szczęśliwą żoną i matką dwóch chłopców.
Jestem najlepszym przykładem na to, że związek na odległość jest możliwy do zrealizowania, choć niestety potrzeba wysiłku i ogromnego zaangażowania. Mojego obecnego męża poznałam na wakacjach w wieku 15 lat. Szkoda tylko, że spędzałam je na wsi niedaleko Koszalina, a mieszkałam w... oddalonym o ponad 500 km. Bytomiu. Każde wakacje spędzaliśmy razem, a potem czekaliśmy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Był młody i szalenie zakochany. Jeździł do niej w każdej wolnej chwili, a tych było niestety niewiele. Pewnego razu chciał jej zrobić niespodziankę, pojechał bez zapowiedzi, drzwi otworzył mu nieznany mężczyzna, który okazał się jej drugim. Od tamtego przykrego zdarzenia nie wiązał się z kobietami, które mieszkały daleko. A tym, którzy żyli w związkach na odległość, zadawał jedno pytanie: „ po co żyć oddzielnie skoro można razem?”
Dziś nie wyobraża sobie miłości na odległość. Jest w szczęśliwym związku z kobietą, z którą widzi się każdego dnia, ma możliwość podziwiania jej ślicznego uśmiechu oraz patrzenia w jej cudowne, zielone oczy. Nie ma niczego piękniejszego od bezpośredniego kontaktu z ukochaną osobą.
Był młody i szalenie zakochany. Jeździł do niej w każdej wolnej chwili, a tych było niestety niewiele. Pewnego razu chciał jej zrobić niespodziankę, pojechał bez zapowiedzi, drzwi otworzył mu nieznany mężczyzna, który okazał się jej drugim. Od tamtego przykrego zdarzenia nie wiązał się z kobietami, które mieszkały daleko. A tym, którzy żyli w związkach na odległość, zadawał...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Związki na odległość mają rację bytu tylko w sytuacji, gdy pary są pewne siebie i dażą się dużym zaufaniem. Partnerzy nie powinni też być zbytnio zazdrośni o siebie, ba, to uczucie powinno być wręcz nikłe!
Znałam jedną parę, która faktycznie związała się mimo odległości oddzielająca partnerów. Starali się żyć idealnie, chwalili sobie to, że spotykając się rzadziej jednocześnie unikają częstych kłótni, rutyny, a ponadto bardziej za sobą tęsknią, co skutkowało większą namiętnością w trakcie ich spotkań.
Przyczyną rozstania było to, że bezgraniczne zaufanie zostało perfidnie wykorzystane przez jedną z osób w tym związku. W dodatku była to kobieta. Znalazła sobie kogoś"na boku", argumentując, że w chwilach smutku potrzebowała kogoś obok, a R. nie było na miejscu.
Związki na odległość mają rację bytu tylko w sytuacji, gdy pary są pewne siebie i dażą się dużym zaufaniem. Partnerzy nie powinni też być zbytnio zazdrośni o siebie, ba, to uczucie powinno być wręcz nikłe!
Znałam jedną parę, która faktycznie związała się mimo odległości oddzielająca partnerów. Starali się żyć idealnie, chwalili sobie to, że spotykając się rzadziej...
Wszystko zależy od nastawienia obu stron oraz jak swój związek spostrzegają. Jeżeli naprawdę jest im razem dobrze to pomimo odległości i poniesionych kosztów będą się bardzo chętnie odwiedzać :)
Jeśli się kogoś naprawdę kocha to za coś i mimo czegoś.
Wszystko zależy od nastawienia obu stron oraz jak swój związek spostrzegają. Jeżeli naprawdę jest im razem dobrze to pomimo odległości i poniesionych kosztów będą się bardzo chętnie odwiedzać :)
Jeśli się kogoś naprawdę kocha to za coś i mimo czegoś.
Kiedyś myślałam, że jak się dwoje ludzi kocha, to wszystko się da.
Doświadczyłam, choć z perspektywy czasu już nie myślę o tym jak o miłości, raczej jako zauroczeniu.
Decyzja o utrzymywaniu takiej relacji w naszym przypadku była ogromnym błędem. Rozłąka potęgowała niepewność i podejrzenia. A nieliczne spotkania w realu zamiast zbliżać pokazywały, jak jesteśmy od siebie oddaleni, nie tylko na mapie.
Dziś nie mamy ze sobą nawet kontaktu. Jak w piosence Gotye, jest osobą, którą kiedyś znałam. Oboje tylko zmarnowaliśmy na siebie czas.
Kiedyś myślałam, że jak się dwoje ludzi kocha, to wszystko się da.
Doświadczyłam, choć z perspektywy czasu już nie myślę o tym jak o miłości, raczej jako zauroczeniu.
Decyzja o utrzymywaniu takiej relacji w naszym przypadku była ogromnym błędem. Rozłąka potęgowała niepewność i podejrzenia. A nieliczne spotkania w realu zamiast zbliżać pokazywały, jak jesteśmy od siebie...
Czy związek na odległość przetrwa zależy od bardzo wielu czynników
* od chęci samych zainteresowanych - muszą dwie strony chcieć walczyć o relację
* od wieku - większe szanse na przetrwanie są u osób dojrzalszych, którzy już wiedzą czego chcą w życiu niż u nastolatków
* od czasu rozłąki - kilkutygodniowe czy kilku miesięczne wyjazdy zazwyczaj nie są przeszkodą w trwałości związku, jednak gdy ta rozłąka trwa kilka lat to rzadko który związek do wytrzymuje
* od dalszej perspektywy - gdy dwoje ludzi ma świadomość, że związek na odległość jest tylko sprawą przejściową, to traktują to jako kolejną trudność/przeszkodę, którą trzeba pokonać. Gdy nie ma perspektywy na wspólne zamieszkanie, takie związki szybciej się rozpadają
* od etapu relacji w którym następuje rozłąka - szybciej rozpadają się związki tych par, które dopiero co się poznały niż, które są w związku już dłuższy czas
* od formalnego statusu - łatwiej jest się rozejść jeśli para nie ma wspólnych dzieci, rachunku w banku, kredytu na mieszkanie/samochód
Nie wyobrażam sobie związku, który od początku do końca byłby skazany na odległość, a partnerzy widywali by się raz na jakiś czas na kilka dni. Takie związki nie mają racji bytu. Przetrwać mogą jedynie te, w których ta rozłąka jest przejściowa a w dalszej perspektywie jest wspólne życie w jednym domu/mieszkaniu.
Czy związek na odległość przetrwa zależy od bardzo wielu czynników
* od chęci samych zainteresowanych - muszą dwie strony chcieć walczyć o relację
* od wieku - większe szanse na przetrwanie są u osób dojrzalszych, którzy już wiedzą czego chcą w życiu niż u nastolatków
* od czasu rozłąki - kilkutygodniowe czy kilku miesięczne wyjazdy zazwyczaj nie są przeszkodą w trwałości...
Kiedy powiedziałam, że chciałabym polecieć do brata do Londynu na 2 miesiące z hakiem, żeby podszlifować angielski i przy okazji zarobić na waciki w funtach, temat zakończył się dziką awanturą. Dowiedziałam się, że na pewno go rzucę na odległość, zdradzę, dam się porwać londyńskiemu nocnemu życiu i zapomnę o tym, że w ogóle czeka na mnie w Polsce jakiś chłopak, podczas gdy on będzie usychać z tęsknoty za mną. W końcu udało się go jakoś udobruchać, a ja poleciałam do brata z małą torbą wypchaną książkami i nadziejami. Finał był taki, że kiedy zaharowywałam się w knajpie u Turka-chama, mój chłopak imprezował do zerwanego filmu, pobicia i pogubionych rzeczy osobistych. W jednym się nie mylił - faktycznie z nim zerwałam na odległość...
Kiedy powiedziałam, że chciałabym polecieć do brata do Londynu na 2 miesiące z hakiem, żeby podszlifować angielski i przy okazji zarobić na waciki w funtach, temat zakończył się dziką awanturą. Dowiedziałam się, że na pewno go rzucę na odległość, zdradzę, dam się porwać londyńskiemu nocnemu życiu i zapomnę o tym, że w ogóle czeka na mnie w Polsce jakiś chłopak, podczas gdy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZwiązki na odległość są możliwe. Jeśli tkwią w nich osoby, które mimo darzenia się uczuciem lubią swoją autonomię, niezależność, życie według własnych zasad. Mogą być udane, pełne pożądania, oczekiwania na kolejne spotkanie. Mogą - pod warunkiem, że żadna ze stron nie zapragnie spróbować żyć ze sobą każdego dnia.
Związki na odległość są możliwe. Jeśli tkwią w nich osoby, które mimo darzenia się uczuciem lubią swoją autonomię, niezależność, życie według własnych zasad. Mogą być udane, pełne pożądania, oczekiwania na kolejne spotkanie. Mogą - pod warunkiem, że żadna ze stron nie zapragnie spróbować żyć ze sobą każdego dnia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamStasiek przyjechał na MOST z Krakowa. Zupełnie nie mogłam pojąć dlaczego... Po co zamieniać, nawet na kilka miesięcy, UJ na warszawską uczelnię, która nie cieszyła się zbyt dużą renomą? Po co tracić pół roku na poznanie nowych twarzy, których nigdy więcej się nie spotka? Nie potrafiłam zrozumieć Staśka, ale jego urok osobisty tak bardzo mnie pociągał, że po 2 miesiącach znajomości zostaliśmy parą. Wszystko układało się cudownie do momentu, w którym Stasiek oznajmił mi, że jednak wraca – nie zostanie dłużej w Warszawie. Nasz związek stanął więc pod znakiem zapytania. Nigdy nie wierzyłam w przyjaźnie na odległość, więc tym trudniej było mi się oswoić z myślą o możliwości „chodzenia ze sobą” na odległość. Postanowiłam jednak spróbować, bo strach przed tym, że mogłabym go stracić, paraliżowały mnie. Pierwsze 3 miesiące były naprawdę udane. Odwiedzaliśmy się co 2 tygodnie. Raz ja jechałam do Krakowa, raz Stasiek przyjeżdżał do mnie. Były to krótkie chwile, ale szczęśliwe. Z czasem coraz bardziej zaczynała nam przeszkadzać odległość. Ja byłam zmęczona ciągłym życiem na walizkach i tym, że powoli zaczynam tracić kontakt z bliskimi, bo nigdy nie było czasu, żeby ich odwiedzić. Stasiek z kolei powiedział mi, że „ma dość ochłapów”, które mu daję i żądał, żebym przeprowadziła się do Krakowa - bez względu na wszystko. Choć było mi trudno, odmówiłam. Nie potrafiłam przedłożyć życia, które zbudowałam w Warszawie nad Staśka, z którym przyszłość była niepewna. Nasz związek się rozpadł.
Stasiek przyjechał na MOST z Krakowa. Zupełnie nie mogłam pojąć dlaczego... Po co zamieniać, nawet na kilka miesięcy, UJ na warszawską uczelnię, która nie cieszyła się zbyt dużą renomą? Po co tracić pół roku na poznanie nowych twarzy, których nigdy więcej się nie spotka? Nie potrafiłam zrozumieć Staśka, ale jego urok osobisty tak bardzo mnie pociągał, że po 2 miesiącach...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZ własnego doświadczenia i obserwacji innych ludzi, zdecydowanie stwierdzam, że związek na odległość nie ma racji bytu. Kiedy tu mamy okazję budować fundamenty związku, zaufania, nie mówiąc o obecności tej drugiej osoby w okresie smutku, czy radości. Do kogo się przytulić,w czyje ramię się wypłakać? Jeśli jest to jednorazowy wyjazd, a związek ma już dłuższy staż za sobą, to może to nawet pozytywnie wpłynąć i odświeżyć związek. Na dłuższą metę jest to jednak niezdrowe i na pewno grozi rozpadem związku.
Z własnego doświadczenia i obserwacji innych ludzi, zdecydowanie stwierdzam, że związek na odległość nie ma racji bytu. Kiedy tu mamy okazję budować fundamenty związku, zaufania, nie mówiąc o obecności tej drugiej osoby w okresie smutku, czy radości. Do kogo się przytulić,w czyje ramię się wypłakać? Jeśli jest to jednorazowy wyjazd, a związek ma już dłuższy staż za sobą, to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzasem ludzi poróżni sto kilometrów, a czasem połączą ich dzielące tysiące. Związek na odległość to lekcja pokory i pójścia na kompromisy. Ja osobiście nie doświadczyłam jeszcze takiej miłości na odległość. Jednak moja przyjaciółka poprzez internet poznała chłopaka z Wenezueli. Dalej się nie dało- pomyślałam. Z jej relacji wynikało, iż to zawsze ona bardziej dbała o tą relację. Latała do niego, wydawała na to uzbierane z mozołem pieniądze, by za każdym razem wracać do Polski i tęsknić. Zero rekcji w drugą stronę. Jej łzy, były moim zmartwieniem- chciałam wziąć i chłopa udusić- ale był za daleko. Taki stan rzeczy utrzymywał się długo, ale ona nadal go kochała. Wnioski tej historii: związek na odległość ma racje bytu. Bez znaczenia jak długo ten związek by trwał. Każda historia ma happy end. Moja przyjaciółka i on są razem i to w Polsce.
Czasem ludzi poróżni sto kilometrów, a czasem połączą ich dzielące tysiące. Związek na odległość to lekcja pokory i pójścia na kompromisy. Ja osobiście nie doświadczyłam jeszcze takiej miłości na odległość. Jednak moja przyjaciółka poprzez internet poznała chłopaka z Wenezueli. Dalej się nie dało- pomyślałam. Z jej relacji wynikało, iż to zawsze ona bardziej dbała o tą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"To tylko 3 miesiące" - powtarzał wbijając jej do głowy że to chwila. To nie miał być związek na odległość przecież. 3 miesiące to jakieś 90 szybkich dni i jak się okazało 90 strasznych nocy. A w trakcie kilka wiadomości, rozmów przez telefon. "Musisz być silna, bo ja nie wrócę w marcu. Uwielbiam Cię...". Wyjechał na 3 miesiące, z których zrobiło się pół roku, potem rok. To nie miało tak wyglądać. Wiadomości i rozmowy nie mogły być fundamentem pod trwały związek. Wokół czai się zawsze zło i ciemność, ludzie żerują a okazje nie omijają. A Ty bezczynnie trwaj, łudząc się, że wszystko wróci, bo są wspomnienia, wspólna historia i podobno miłość. A kiedy mija rok "miłości" zdziesiątkowanej tysiącami kilometrów i stajecie oko w oko i jest pomiędzy czarna dziura. Ona miała mu wpaść w ramiona, on miał ją całować namiętnie, ale ogień prawie zgasł i jedna iskra, którą rozpalił ten znajomy uśmiech mogła przywrócić wszystko. A wtedy jak grom z jasnego nieba wiadomość że za tydzień znów jedzie, że "to tylko trzy miesiące". Gehenna. Miłość na odległość jest jak rozniecanie płomienia w deszczowy dzień. Po 3 miesiącach, kiedy na stałe wrócił - budowali wszystko od nowa. Tylko czy będą w stanie, kiedy ten czas wniósł wiele zmian do ich życia... Wszystko może runąć, bo nawet najsilniejsi czasem nie dają rady. Teraz nadrabiają stracone momenty, próbują jakby tej odległości nie było pomiędzy.
Pomimo wszystkiego chciałabym aby ta historia zakończyła się szczęśliwie, oni są tego warci.
"To tylko 3 miesiące" - powtarzał wbijając jej do głowy że to chwila. To nie miał być związek na odległość przecież. 3 miesiące to jakieś 90 szybkich dni i jak się okazało 90 strasznych nocy. A w trakcie kilka wiadomości, rozmów przez telefon. "Musisz być silna, bo ja nie wrócę w marcu. Uwielbiam Cię...". Wyjechał na 3 miesiące, z których zrobiło się pół roku, potem rok. To...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMyślę, że zależy jak długo trwa rozłąka - jeżeli jest to kilka miesięcy, to raczej nie powinno być tragedii. Są różne sytuacje - czasem pojawia się kwestia szybszego zarobku dla jednej strony za granicą i jeśli to jest rozwiązanie czasowe, bo np. potrzebny jest wkład własny na mieszkanie, to wszystko w porządku. Problem pojawia się, gdy odległość staje się czymś stałym, przeciąga się przez lata. Myślę, że wtedy trudno mówić o jakimkolwiek związku - są to tylko osoby, które twierdzą, że się kochają i są razem,a le w praktyce spotykają się tylko okazjonalnie. Rozmowy przez telefon nie zastąpią prawdziwej bliskości, a związek to nie tylko porozumienie na poziomie intelektualno-duchowym, ale i fizycznym.
Myślę, że zależy jak długo trwa rozłąka - jeżeli jest to kilka miesięcy, to raczej nie powinno być tragedii. Są różne sytuacje - czasem pojawia się kwestia szybszego zarobku dla jednej strony za granicą i jeśli to jest rozwiązanie czasowe, bo np. potrzebny jest wkład własny na mieszkanie, to wszystko w porządku. Problem pojawia się, gdy odległość staje się czymś stałym,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dziwne to jest małżeństwo... Gdy po dziesięciu latach życia razem ona odziedziczyła mieszkanie w kamienicy w Wielkim mieście, wiedziała, że z niego nie zrezygnuje. Tym bardziej, że tam, gdzie mieszkała dotychczas miała i problemy z pracą i ogromną niechęć do okolicznych lekarzy. Przeniosła się do Wielkiego miasta, zabierając ze sobą dzieci, bo przecież powinny mieszkać z matką. On został na ojcowiźnie w małym mieście, odległym o trzysta kilometrów. Przecież nie porzuca się dziedzictwa przodków, tym bardziej, że tu ma pracę.
I tak żyją ze sobą, kolejnych naście lat. Widują się w niektóre weekendy i wszystkie święta. Latem zawsze zjeżdżają do niego do małego miasta. Dzieciom brakuje ojca na co dzień. A i oni nie potrafią już mieszkać razem. Po kilku dniach wszyscy chodzą zestresowani i spięci obcą dla siebie sytuacją.
Ale wciąż są razem i choć ta relacja ich nie uszczęśliwia, jakoś nie mają pomysłu jak coś zmienić w swoim życiu...
Dziwne to jest małżeństwo... Gdy po dziesięciu latach życia razem ona odziedziczyła mieszkanie w kamienicy w Wielkim mieście, wiedziała, że z niego nie zrezygnuje. Tym bardziej, że tam, gdzie mieszkała dotychczas miała i problemy z pracą i ogromną niechęć do okolicznych lekarzy. Przeniosła się do Wielkiego miasta, zabierając ze sobą dzieci, bo przecież powinny mieszkać z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Żyliśmy z Mateuszem przez 4 lata oddzieleni od siebie 800 kilometrami. Od 10 roku życia mieszkał w Luxemburgu. Dzisiaj po 8 latach związku i 4 latach mieszkania razem jesteśmy zaręczeni i planujemy ślub we wrześniu przyszłego roku. Jak było to możliwe? Oto przepis.
- Nie możecie się codziennie widywać? Dzwońcie do siebie na skypie. Codzienny kontakt wzrokowy jest bardzo ważny. Żyjemy w XXI wieku i trzeba korzystać ze wszystkich dobrodziejstw naszych czasów.
- Jeśli przez odległość nie możecie na co dzień poznawać życia drugiej osoby ( jej przyjaciół, restauracji do których chodzi, uczelni na której studiuje), musicie dużo o tym opowiadać. Inaczej całe towarzystwo oraz środowisko, w którym druga osoba żyje będzie dla was anonimowe. Wysyłajcie sobie dużo zdjęć, parku w którym lubicie jeździć na rowerze, kawy, którą lubicie pić.
- Bądźcie ze sobą szczerzy i panujcie nad zazdrością. Na odległość bardzo trudno jest zaufać drugiej osobie, gdyż nie masz żadnej możliwości weryfikacji tego, co ci opowiada. Prowadziło to na początku naszego związki do wielu aktów zazdrości i nieufności, ale szybko nauczyliśmy się tego unikać.
- Wierzcie w swój związek, to na prawdę nie jest niemożliwe ;)
Żyliśmy z Mateuszem przez 4 lata oddzieleni od siebie 800 kilometrami. Od 10 roku życia mieszkał w Luxemburgu. Dzisiaj po 8 latach związku i 4 latach mieszkania razem jesteśmy zaręczeni i planujemy ślub we wrześniu przyszłego roku. Jak było to możliwe? Oto przepis.
- Nie możecie się codziennie widywać? Dzwońcie do siebie na skypie. Codzienny kontakt wzrokowy jest bardzo...
Związek na odległość???
To nie dla mnie! Potrzebuję partnera przy sobie a nie gdzieś w świecie. Rozdzieleni tak naprawdę nie jesteśmy razem.
Czy można bowiem wzniecać ognisko przez telefon? Wątpię, że ogień zapłonął.
Załóżmy jednak, że mój partner wyjeżdża i wiem, że nie będzie go dwa lata.
Nie mam pojęcia czy wytrzymam w wierności? Zakładam, że tak! Dziś zakładam ale czy jutro dalej będę tak uważała?
Nie mam też pojęcia czy on wytrzyma w wierności.
Czy może oboje złożymy sobie obietnice bez pokrycia?
Najpierw jest wielka miłość, tęsknota, pragnienie, pożądanie... Odległość początkowo potęguje te doznania.
Jednak z czasem wszystkie emocje i uczucia ulegają osłabieniu.
Życie toczące się tu i teraz wsysa mnie jak wodny wir. Po prostu uczę się żyć w pojedynkę. Początkowo potykam się na drodze więc dzwonię, opowiadam, czekam na poradę. Z czasem swoje sprawy zaczynam załatwiać bez konsultacji. Nawet nie zauważam, że coś się zmieniło, że już mniej kocham, mniej pragnę...
Związek na odległość???
To nie dla mnie! Potrzebuję partnera przy sobie a nie gdzieś w świecie. Rozdzieleni tak naprawdę nie jesteśmy razem.
Czy można bowiem wzniecać ognisko przez telefon? Wątpię, że ogień zapłonął.
Załóżmy jednak, że mój partner wyjeżdża i wiem, że nie będzie go dwa lata.
Nie mam pojęcia czy wytrzymam w wierności? Zakładam, że tak! Dziś zakładam ale czy...
To nie jest jeden jedyny przypadek, który mówi ,że to nie ma sensu, ale pierwszy,który przytrafił się mnie i tak bolał...Pierwszy poważny związek rozpadł się, gdy mój chłopak wyjechał do wojska na całe 12 miesięcy. Najsmutniejsze jest to ,żyjesz w świecie zakładów obstawianych 24 na dobę, że to ty będziesz powodem tendencyjnych przypuszczeń, powodem rozpadu, masz na starcie przypiętą łatkę kobiety niewiernej, a ,,życzliwe" oczy są dookoła tylko czekają. Możesz się starać- uczelnia-dom, uczelnia- dom. Zero spotkań z przyjaciółmi. Ale i tak jesteś na pozycji straconej. A on??? Przecież jest w zamknięciu, tęskni, jest samotny, taki biedny. Przecież odbywa tak ważny obywatelski obowiązek. Pierwsza przepustka była pełna namiętności, kolejna już nieco rutynowa. Na trzecią się nie zjawił- to były tylko 24h nie opłacało się, Tak było kilka razy- nie robiłam wyrzutów, bo podróż trwała 4 godziny w jedną stronę. Wreszcie wrócił na dobre. Pewnego wieczoru wyszedł z pokoju i zadźwięczał sygnał jego telefonu. Myślałam ,że to nasz kolega, z którym chwilę wcześniej ustawialiśmy się na wypad nad jezioro... Sms był szokiem. To były podziękowania za wspaniałe dwa wieczory , pełen podtekstów, serduszek i podpisany Ania. Kiedy tylko przyszedł podałam mu telefon zapytałam tylko ,,Kiedy".Okazało się ,że wystarczyły 24h przepustki, afrodyzjakowy wpływ koloru khaki munduru , podpuszczanie kolegów i wszystko potoczyło się ,,jakoś tak automatycznie".
To nie jest jeden jedyny przypadek, który mówi ,że to nie ma sensu, ale pierwszy,który przytrafił się mnie i tak bolał...Pierwszy poważny związek rozpadł się, gdy mój chłopak wyjechał do wojska na całe 12 miesięcy. Najsmutniejsze jest to ,żyjesz w świecie zakładów obstawianych 24 na dobę, że to ty będziesz powodem tendencyjnych przypuszczeń, powodem rozpadu, masz na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
To zależy od wielu rzeczy.
Po pierwsze - prawdziwości uczucia. Mam znajomych, którzy twierdzili, że się kochają, a 100 km było dla nich przeszkodą nie do pokonania, a mam i takich, którzy są z dwóch krańców Polski i chodzili 8 lat. Teraz mieszkają razem i są szczęśliwym małżeństwem.
Po drugie - czasu jaki trwa rozłąka. Zależy, czy to częste zjazdy i spotkania, czy jeden dłuższy wyjazd (np za granicę do pracy) i powrót, czy ciągłe życie w rozjazdach. Większość znajomych, których relacja na odległość trwała więcej niż rok nie wytrzymało. Ja sama odpadłam - bo tęskniłam, brakowało mi bliskości i jak poznam tak na prawdę tego człowieka gdy go nie widuję?
I tu po trzecie - zależy jak dobrze i długo para się zna. Czym lepiej i dłużej tym łatwiej o szczęśliwe zakończenie. Wtedy jest szczerość i wspólna decyzja, czy ciągnąc to na odległość, czy zacząć żyć wspólnie 'na już.
To zależy od wielu rzeczy.
Po pierwsze - prawdziwości uczucia. Mam znajomych, którzy twierdzili, że się kochają, a 100 km było dla nich przeszkodą nie do pokonania, a mam i takich, którzy są z dwóch krańców Polski i chodzili 8 lat. Teraz mieszkają razem i są szczęśliwym małżeństwem.
Po drugie - czasu jaki trwa rozłąka. Zależy, czy to częste zjazdy i spotkania, czy jeden...
Prawdziwe związki na odległość nie mogą istnieć. Można to przyrównać to do przyciągania, dwoje ludzi są jak kawałki magnezu, które dążą do spotkania. Jeśli zbyt długo są daleko od ciebie jedno z nich poszukuje drugiej połówki gdzie indziej. Tak w skrócie można opisać historię mojej przyjaciółki, która zostawiła swojego chłopaka po wakacjach. Przez długie miesiące wierzyła w niego i była lokalna do bólu, ale niestety wszystko zniszczyło pewne zdjęcie po pijaku wysłane w środku nocy.
Prawdziwe związki na odległość nie mogą istnieć. Można to przyrównać to do przyciągania, dwoje ludzi są jak kawałki magnezu, które dążą do spotkania. Jeśli zbyt długo są daleko od ciebie jedno z nich poszukuje drugiej połówki gdzie indziej. Tak w skrócie można opisać historię mojej przyjaciółki, która zostawiła swojego chłopaka po wakacjach. Przez długie miesiące wierzyła w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej