-
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać10 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać21 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Gorzko, gorzko! - wygraj książkę „Zło czai się na szczycie".
Detektyw Szymon Solański bawi się na weselu w Zdrojowicach. Na moment wymyka się z uroczystości i trafi a na teren budowy kolejnego budynku hotelu. W świeżo wylanych fundamentach odkrywa ciało. Ktoś zamordował miejscowego aptekarza! Właściciel hotelu, którego interes jest zagrożony, zleca Solańskiemu odnalezienie mordercy. W śledztwo włącza się Róża Kwiatkowska, a i kundelek Gucio wetknie swój nos. W tej malowniczej beskidzkiej wiosce każdy zna każdego, a mieszkańcy niechętnie zdradzają swoje tajemnice. Dla Szymona ta sprawa jest tym trudniejsza, że to właśnie w Zdrojowicach zginęła w pożarze jego żona...
Prawie każdy zna jakąś nieprawdopodobną lub zabawną historię weselną. Huczna zabawa czasem potrafi uderzyć gościom do głowy i przerodzić się w potyczki między krewnymi, a bieg wodzirejskich zabaw przyjmuje zaskakujący obrót. Podzielcie się z nami ślubnymi anegdotami.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Zło czai się na szczycie
Autor : Marta Matyszczak
Regulamin
- Konkurs trwa 20 września do 27 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu Dolnośląskiemu. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [42]
Dziękuję bardzo, bardzo miła niespodzianka.
Dziękuję bardzo, bardzo miła niespodzianka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Edyta
alimaslarz
ebueba
aagnieszkaa1
Ola
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Edyta
alimaslarz
ebueba
aagnieszkaa1
Ola
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Już jako dziecko nie lubiłam niespodzianek. Byłam przekonana, że niespodziewane sytuacje mogą skutecznie zepsuć nawet najpiękniejsze wspomnienia. Z takim oto nastawieniem rodzice zabrali mnie na wesele kuzynki. Wszystko szło idealnie. Śliczna panna młoda, mnóstwo kwiatów i jedzenia oraz świetna muzyka. Przyszedł jednak moment, który albo się kocha, albo wręcz nienawidzi - weselne zabawy. Oczywiście panna młoda była pierwsza do szaleństw. Biegała, tańczyła, skakała... No właśnie - skakała. Podczas jednego z kangurzych skoków na balon, ramiączko zwiewnej sukienki pękło i światło dzienne ujrzał biust kuzynki w cudownym, koronkowym biustonoszu. Czy ktoś się tym przejął? Nie. A na pewno nie panna młoda, która rzuciła tylko coś w rodzaju "Tak bardzo nie mogę doczekać się nocy poślubnej, że zaczęłam się już rozbierać.". Do dziś historia jest opowiadana na rodzinnych obiadkach a ja już zdecydowanie nie jestem dziewczynką, która marzy o idealnym weselu - od tamtej pory wiem, że najlepsze wspomnienia wiążą się z niespodziewanymi sytuacjami.
Już jako dziecko nie lubiłam niespodzianek. Byłam przekonana, że niespodziewane sytuacje mogą skutecznie zepsuć nawet najpiękniejsze wspomnienia. Z takim oto nastawieniem rodzice zabrali mnie na wesele kuzynki. Wszystko szło idealnie. Śliczna panna młoda, mnóstwo kwiatów i jedzenia oraz świetna muzyka. Przyszedł jednak moment, który albo się kocha, albo wręcz nienawidzi -...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W tej historii nadmienić należy już na wstępie, że sala weselna w prezencie zapewniła nam samochód, który zawiezie nas do ślubu – stary, ale pięknie wyglądający mustang, którego właścicielem był zięć organizatorów przyjęcia. Z owym zięciem się spotkaliśmy, auto się spodobało, kierowca też konkretny, uradowani wróciliśmy do domu by zaplanować kolejny krok w przygotowaniach.
Nadszedł nasz piękny dzień. Stres niesamowity, Pan Młody po wejściu do domu Panny Młodej, zamiast udać się do salonu, gdzie na niego czekała, skręcił w drugą stronę, do kuchni, gdzie czekała na niego szklanka whisky, trochę na odwagę, ciut dla kurażu.
Do ślubu pojechaliśmy mustangiem. Przez cały czas mszy i życzeń silnik auta pracował, bo oto się okazało, że nasz umówiony kierowca, nie mógł przybyć, więc wysłał w zastępstwie kolegę. Powiedział mu jednak gromkim głosem „Tylko silnika nie gaś, bo zobaczysz, że nie odpalisz”.
Po uroczystości zaślubin zasiedliśmy do auta, ale żeby zażegnać stres, wpadliśmy na pomysł, że po drodze na salę weselną, trzeba gdzieś skręcić z drogi na papierosa. No bo głupio tak, że Panna Młoda z fajką w zębach, więc umknęliśmy w jakąś uliczkę, tuż obok marketu.
No i stało się! Kierowca się zapomniał i silnik zgasił. Więc klienci Lidla mogli widzieć nie tylko cały orszak weselny Pary Młodej wraz z czwórką świadków z papierosami w buziach. Ba! Oni mogli podziwiać jak cała szóstka pcha mustanga dopóty, dopóki znów nie zapali.
Goście weselni czekali przed salą. Baaardzo długo.
W tej historii nadmienić należy już na wstępie, że sala weselna w prezencie zapewniła nam samochód, który zawiezie nas do ślubu – stary, ale pięknie wyglądający mustang, którego właścicielem był zięć organizatorów przyjęcia. Z owym zięciem się spotkaliśmy, auto się spodobało, kierowca też konkretny, uradowani wróciliśmy do domu by zaplanować kolejny krok w przygotowaniach.
...
Na weselu wódeczka języki rozwiązuje, dużo się rozmawia a myśli się... Na drugie, lub nawet trzeci dzień dopiero. Słowa jednak lubią sobie żart stroić, a zwłaszcza te dwuznaczne.
Wesele mojego wujka odbywało się w ogrodzie koło domu, co wcale nie znacz, że huczne nie było. Goście bawili się lepiej niż nie jednak raz na sali. Muzyka gra, tańczymy pijemy a tu głos z domu przez otwarte okno nawołuje pana młodego.
- Krzysiek! - woła jego siostra. - Zrobić ci loda?
Goście chichoczą
- Nie dzięki – odpowiada pan młody chyba z przyzwoitości
- Oj weź przestań, chodź zrobię ci!
Widać siostra nie przyjmuje odmowy i pan młody musiał pójść.
Późno się zaczyna robi i nieoświetlonych częściach ogrodu ciężko się odnaleźć. Oczywiście co chwilę gdzieś ktoś pójdzie w tym mój chłopak. Klęczącego na ziemi znajduje go mój kuzyn.
- Łukasz co ty robisz?
- Szkła szukam.
- Olej ten kieliszek i chodź pić.
Tym sposobem szkła kontaktowe nie zostały znalezione.
Na weselu wódeczka języki rozwiązuje, dużo się rozmawia a myśli się... Na drugie, lub nawet trzeci dzień dopiero. Słowa jednak lubią sobie żart stroić, a zwłaszcza te dwuznaczne.
Wesele mojego wujka odbywało się w ogrodzie koło domu, co wcale nie znacz, że huczne nie było. Goście bawili się lepiej niż nie jednak raz na sali. Muzyka gra, tańczymy pijemy a tu głos z domu...
Dawno, dawno temu zaproszono mnie na ślub studencki. Niestety miesiąc przed ślubem rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam jakiś czas. Trudno mi było znaleźć kogoś odpowiedniego na taką imprezę, a ostatnią deską ratunku okazał się kolega, preferujący raczej męskie towarzystwo. Nie znałam wybranka mojej znajomej z roku, byłam więc niezwykle ciekawa z kim stanie na ślubnym kobiercu. Usiedliśmy w kościele raczej z tyłu. Pan młody stał już przed ołtarzem i ku swojemu zgorszeniu odkryłam, że to mój były. Nazywałam go pieszczotliwie trutniem, a on mnie swoją pszczółką. Chciało mi się raczej śmiać, niż płakać, nie miałam bowiem pojęcia jak tych dwoje tak szybko się zeszło. Gorzej zareagował mój towarzysz, który należał do bardzo emocjonalnych osób. Kiedy dopatrzył, że z przodu stoi nie kto inny, lecz znany mu przecież Ł., powiedział na głos:
- Słodkiego, miłego życia panie trzmielu! – tutaj pomylił jego przezwisko.
Wszyscy odwrócili się w naszym kierunku, a ponieważ ja nie mogłam przestać się śmiać, opuściliśmy kościół i poszliśmy do pobliskiego pubu na piwo. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się pójść na wesele.
Dawno, dawno temu zaproszono mnie na ślub studencki. Niestety miesiąc przed ślubem rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam jakiś czas. Trudno mi było znaleźć kogoś odpowiedniego na taką imprezę, a ostatnią deską ratunku okazał się kolega, preferujący raczej męskie towarzystwo. Nie znałam wybranka mojej znajomej z roku, byłam więc niezwykle ciekawa z kim stanie na ślubnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Historia zasłyszana od przyjaciółki. Rzecz się dzieje na wsi.
Wesele jej kuzynki. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że kilka tygodni przed ślubem zmarł ojciec panny młodej. Za późno było by wszystko odwoływać, wszystko z resztą opłacone, goście zaproszeni, prezenty kupione itd. Ale by na wsi kwasu nie było, że tu pogrzeb, a zaraz tańce i zabawa na ślubie, wymyślono następujące rozwiązanie. Rodzina panny młodej "bawiła się" na sali bez muzyki i alkoholu, natomiast rodzina pana młodego miała zorganizowaną imprezę w remizie z całym weselnym przytupem. Niby wilk syty i owca cała ale jakoś takie rozwiązanie tej sytuacji mnie nie przekonuje. A Was?
Historia zasłyszana od przyjaciółki. Rzecz się dzieje na wsi.
Wesele jej kuzynki. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że kilka tygodni przed ślubem zmarł ojciec panny młodej. Za późno było by wszystko odwoływać, wszystko z resztą opłacone, goście zaproszeni, prezenty kupione itd. Ale by na wsi kwasu nie było, że tu pogrzeb, a zaraz tańce i zabawa na ślubie, wymyślono...
Moja babcia do mnie zawsze mawiała na weselach i pogrzebach masz ładnie wyglądać - tam się poznaje mężów.
No i traf chciał poznałam takiego jednego na weselu. poszłam z kolegą na wesele a wyszłam z obecnym mężem.
I tak to się przepowiednia babci sprawdziła :)
Moja babcia do mnie zawsze mawiała na weselach i pogrzebach masz ładnie wyglądać - tam się poznaje mężów.
No i traf chciał poznałam takiego jednego na weselu. poszłam z kolegą na wesele a wyszłam z obecnym mężem.
I tak to się przepowiednia babci sprawdziła :)
Wesele wiejskie parę lat temu. Wszystko zapowiadało sie na dobrą zabawę, do momentu kiedy panowie mieli za dużo w czubie. Brat panny młodej zaczął bić się z panem młodym. Cóż, nigdy za sobą nie przepadali, ale ciąża przyspieszyła ślub. Skończyło się na przyjeździe policji i pogotowia.
Wesele wiejskie parę lat temu. Wszystko zapowiadało sie na dobrą zabawę, do momentu kiedy panowie mieli za dużo w czubie. Brat panny młodej zaczął bić się z panem młodym. Cóż, nigdy za sobą nie przepadali, ale ciąża przyspieszyła ślub. Skończyło się na przyjeździe policji i pogotowia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Przyznam się szczerze, że nie jestem zwolennikiem wesel. Gdybym sama miała decydować o swoim wymarzonym dniu, po ślubie udałabym się na pyszny obiad w gronie najbliższych z kolorowym deserem, a resztę czasu spędziła z mężem. Miałam jednak okazję uczestniczyć w wielu weselach. Od tych małych po kilkanaście osób do takich na których bawiło się blisko 300 gości. Jak wiadomo... jedni piją na umór i leżą pod stołem, inni jedzą ile wlezie, bo wpisowe (mam na myśli zawartość koperty) było spore i trzeba korzystać, a jeszcze inni zastanawiają się ile kosztowała sukienka i do której godziny zagra zespół.
Tego dnia impreza trwała na dobre. Byłam już dość zmęczona i zażenowana, bo sama nie piję alkoholu i średnio mnie bawi poziom żartów, które aktywują się w ludziach po takich trunkach. Nagle wielki chaos. Nie wiadomo o co chodzi. Ktoś szuka jakiegoś wujka. Wszyscy biegają po pokojach, toaletach i najciemniejszych kątach restauracji, która mieści się w hotelu. Pojawiają się mroczne hipotezy. Wpadł do zalewu! Utopił się! Potrąciło go auto! Leży w fontannie! I długo by tak można wymieniać. Strachu rodzina wspominanego wujka najadła się sporo. Finał akcji był zaskakujący i szczęśliwy. Zmęczony zabawą gość, szukał miejsca do odpoczynku i schronienia. Zdecydował się na domek dla dzieci na placu zabaw. I pewnie długo by go szukali, gdyby nie fakt, że wystawały mu nogi i bardzo głośno chrapał.
Przyznam się szczerze, że nie jestem zwolennikiem wesel. Gdybym sama miała decydować o swoim wymarzonym dniu, po ślubie udałabym się na pyszny obiad w gronie najbliższych z kolorowym deserem, a resztę czasu spędziła z mężem. Miałam jednak okazję uczestniczyć w wielu weselach. Od tych małych po kilkanaście osób do takich na których bawiło się blisko 300 gości. Jak wiadomo......
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDwa lata temu byłam na weselu kuzynki. Wiadomo, że wesele to śpiew, zabawa, itp, itd. Mija północ - oczepiny. Zostałam poproszona, by reprezentować rodzinę panny młodej, podczas zabaw "okołooczepinowych". Jakże wielkie było zdziwienie, gdy okazało się, że miałam udawać psa. Zabawa polegała na tym, iż wodzirej czytał tekst o zwierzętach,a każdy z nas miał przypisane, jakim jest zwierzęciem. Ja zostałam wspomnianym psem. Okazało się, że umiem merdać, biegać i co rozbawiło całą salę przewracać się, niczym najlepszy Azor na świecie. Najważniejsze, że nasza drużyna wygrała, a ja jeszcze przez długi czas miałam w rodzinie ksywkę Azor.
Dwa lata temu byłam na weselu kuzynki. Wiadomo, że wesele to śpiew, zabawa, itp, itd. Mija północ - oczepiny. Zostałam poproszona, by reprezentować rodzinę panny młodej, podczas zabaw "okołooczepinowych". Jakże wielkie było zdziwienie, gdy okazało się, że miałam udawać psa. Zabawa polegała na tym, iż wodzirej czytał tekst o zwierzętach,a każdy z nas miał przypisane, jakim...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Byłam uczestniczką wielu wesel. Swoje również mam za sobą. A oto najśmieszniejsze, najstraszniejsze czy też najdziwniejsze moje wspomnienia z nimi związane:
* gdy podczas zabawy oczepinowej wujek tak biegał, że aż spalił sobie podeszwę od buta. Po prostu nie wiem jak to zrobił, ale zrobiła się dziura w podeszwie...
* gdy Pana Młodego użądliła pszczoła w trakcie, gdy ze mną rozmawiał. Nagle zaczął puchnąć. Na szczęście wesele było w remizie, gdzie poniżej znajdował się Gminny Punkt Pierwszej Pomocy. Więc Młody dostał zastrzyk i wszystko wróciło do normy
* gdy podczas słynnego wypuszczania gołębi przed kościołem, owy gołąb "narobił" to i owo na sukienkę Panny Młodej- mojej kuzynki
* gdy trafia się na wesele prawie "bezalkoholowe" i do dyspozycji mamy tylko eleganckie wino do określonych dań...
* gdy ksiądz w kościele myli imiona Młodych mówiąc kazanie
* gdy Panna Młoda w dni swojego ślubu zaczyna rodzić. Ooo tak! Byłam wtedy mała. Moja ciocia brała ślub i ze stresu bodajże zaczął się u niej poród. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Ważne, że ślub kościelny się odbył. A wesele odbyło się już bez Młodych. Młody przyjechał pod koniec zabawy... Dobre i to :)
Byłam uczestniczką wielu wesel. Swoje również mam za sobą. A oto najśmieszniejsze, najstraszniejsze czy też najdziwniejsze moje wspomnienia z nimi związane:
* gdy podczas zabawy oczepinowej wujek tak biegał, że aż spalił sobie podeszwę od buta. Po prostu nie wiem jak to zrobił, ale zrobiła się dziura w podeszwie...
* gdy Pana Młodego użądliła pszczoła w trakcie, gdy ze mną...
Ostatnimi czasy wesele kojarzy mi się z dość nieprzyjemną sytuacją. Nie znałam pary młodej, uczestniczyłam w celebracji jedynie jako osoba towarzysząca. Już podczas pierwszej wymiany zdań pan młody dał się poznać jako śmieszek. Typ, który śmieje się ze swoich żartów najgłośniej. Do rzeczy – zabawa była przednia, typowe weselne potańcówki i zabawy, wódka lała się strumieniami, spoceni wujkowie wirowali z ciotkami jak szaleni. Wszystko układało się po myśli organizatorów. Nadszedł moment prezentacji tortu - góra śmietanowej rozkoszy wjechała na salę. Młodzi zgodnie z tradycją przymierzali się do krojenia. Jako że główny tort miał za mało porcji, obok na mniejszej paterze ułożono dodatkowy, mniejszy tort. Pan młody nalegał, aby pani młoda napoczęła również tamten. Po chwili śmiechu, pani młoda nachyliła się nad drugim ciastem. Nagle ręka męża spoczęła na jej karku i dość mocno pchnęła głowę żony w dół. Z zaskoczenia pani młoda odruchowo chciała uciec do tyłu, straciła jednak równowagę, a jej twarz, zamiast w cieście – jak planował młody pan (przecież to byłoby takie zabawne!), wylądowała na krawędzi stołu. Wszyscy zamarli, polała się krew i łzy. Myślę, że noc poślubna była przednia.
Ostatnimi czasy wesele kojarzy mi się z dość nieprzyjemną sytuacją. Nie znałam pary młodej, uczestniczyłam w celebracji jedynie jako osoba towarzysząca. Już podczas pierwszej wymiany zdań pan młody dał się poznać jako śmieszek. Typ, który śmieje się ze swoich żartów najgłośniej. Do rzeczy – zabawa była przednia, typowe weselne potańcówki i zabawy, wódka lała się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wiejskie wesele. Moja ciota zadbana 40 latka uwielbiająca wesele, wystroiła się w czarno-różową sukienkę i wysokie szpilki. Na zmianę nic nie brała bo jak to, ona stała bywalczyni wesel i imprez buty na zmianę? Nigdy!
- Idziemy na piechotę! - oznajmiła godzinę przed ślubem.
Pomyślałam, daleko do Kościoła nie mamy, wiec czemu nie.
Ślub minął szybko, więc spod kościoła do remizy. Moja ciotka uśmiechnięta od ucha do ucha szła nie patrząc na nic i witała się ze znajomymi. Pech chciał, że niedaleko remizy znajdowała się łąka dla krów. Pech chciał, że jedno ze zwierząt nie wytrzymało i zostawiło niespodziankę na drodze.
Nawet nie zdążyłam ostrzec mojej cioci kiedy ta z rozpędem weszła w sam środek. Od tamtej pory na wszystkie uroczystości jeździ samochodem...
Wiejskie wesele. Moja ciota zadbana 40 latka uwielbiająca wesele, wystroiła się w czarno-różową sukienkę i wysokie szpilki. Na zmianę nic nie brała bo jak to, ona stała bywalczyni wesel i imprez buty na zmianę? Nigdy!
- Idziemy na piechotę! - oznajmiła godzinę przed ślubem.
Pomyślałam, daleko do Kościoła nie mamy, wiec czemu nie.
Ślub minął szybko, więc spod kościoła do...
Na spotkaniach rodzinnych zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak też było ostatnim razem. Dowiedziałam, się jak dokładnie przebiegło wesele mojego wujka.
Było to końcem lat 80tych. Żyło się im trochę biednie, jak wielu ludziom w tamtym okresie. Jednak nazbierali trochę pieniędzy i w końcu mogli się pobrać.
Jako, że moja rodzina od zawsze była dość duża - a zaprosić trzeba wszystkich - to było także wielu gości.
Lecz głównymi bohaterkami jest grupa kobiet w podeszłym wieku, których osobiście nie kojarzę, jednak mogę sobie wyobrazić, że były to ciocie mojego wujka.
Uroczysty obiad, rozmowy, alkohol, zabawa trwała w najlepsze. Jednak późnym popołudniem mój dziadek zauważył, że wiele osób zniknęło z salonu i nie do końca wiedział gdzie mogły pójść. Znalazł je w pokoju obok, siedzące przed telewizorem z pretekstem, że właśnie rozpoczął się ich ulubiony serial i po prostu nie mogą przegapić tego odcinka.
Początkowo próbował ich przekonać, żeby odpuściły sobie ten jeden raz i wróciły do salonu, jednak one uparcie siedziały wpatrzone w ekran.
Mój dziadek chyba doszedł do wniosku, że jedynym sposobem by je odciągnąć od telewizora było jego wyłączenie. Nie zrobił tego jednak w normalny sposób.
Wziął telewizor i wyrzucił go przez okno, tym samym nie dając większego wyboru swoim siostrom, które musiały wrócić do salonu. Niekonwencjonalnie, lecz jak skutecznie.
Kolejnego dnia pan młody bardzo się zdziwił, gdy znalazł telewizor w ogrodzie...
Na spotkaniach rodzinnych zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak też było ostatnim razem. Dowiedziałam, się jak dokładnie przebiegło wesele mojego wujka.
Było to końcem lat 80tych. Żyło się im trochę biednie, jak wielu ludziom w tamtym okresie. Jednak nazbierali trochę pieniędzy i w końcu mogli się pobrać.
Jako, że moja rodzina od zawsze była dość duża - a...
Mówią,że potrzeba jest matką wynalazków.O znaczeniu tego powiedzenia przekonałam się na własnej skórze w dniu ślubu mojej przyjaciółki,której byłam druhną.Panna Młoda już była uczesana,umalowana,właśnie założyła suknię ślubną,jednak bardzo się stresowała całą uroczystością.Na parapecie stało czerwone wino,jedna z dziewczyn rzuciła:
-Może napijmy się po lampce wina,wznieśmy toast za ostatnie chwile panieństwa Agi.Tobie Aguś też dobrze to zrobi,rozluźnisz się trochę.
No i wszystkie jak jeden mąż wzniosłyśmy lampki, pech chciał,że Aga jakimś cudem wylała trochę wina na swoją śnieżno białą suknię.No i zaczął się lament.Była sobota, do uroczystości pozostało niewiele czasu.
-Jak ja będę wyglądała na własnym ślubie,wszystko stracone..-krokodyle łzy płynęły po policzku mojej przyjaciółki.
Postanowiła zdać się na mnie,bo miałam chociaż jakiś pomysł.
Znalazłam w pokoju starą gazetę, zmięłam ją w kulkę.Wino wlałam do miseczki i w tym właśnie winie, moczyłam gazetę, robiąc kolejne plamy na sukni Panny Młodej, w ten sposób,że wyglądały one jak róże.Reszta dziewczyn suszyła te plamy suszarką do włosów.Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.Suknia wyglądała pięknie,oryginalnie i co najważniejsze moja przyjaciółka przestała rujnować swój ślubny makijaż.Wszyscy obecni zachwycali się kreacją Agi i pytali o salon sukien, w którym można taką kupić.Nikt,oprócz najbliższych nie domyślał się nawet,że ostateczny wygląd sukni nie był zamierzony,tylko wynikł z nieszczęśliwego wypadku.
Mówią,że potrzeba jest matką wynalazków.O znaczeniu tego powiedzenia przekonałam się na własnej skórze w dniu ślubu mojej przyjaciółki,której byłam druhną.Panna Młoda już była uczesana,umalowana,właśnie założyła suknię ślubną,jednak bardzo się stresowała całą uroczystością.Na parapecie stało czerwone wino,jedna z dziewczyn rzuciła:
-Może napijmy się po lampce wina,wznieśmy...
Będąc na weselu u kuzynki byłam świadkiem wydarzenia, które przybrało rozmiar tragedii rodzinnej. Po tradycyjnych oczepinach przyszedł czas na kolejne “zabawy” wymyślone wspólnie przez parę młodą i zespół muzyczny. Jak to często bywa inwencja twórcza poniosła zarówno pierwszych jak i drugich, pojawiły się więc zawody pomiedzy trzema grupami uczestników. Ich zadaniem było jak najszybciej pokonać trzy stacje i dotrzeć do mety. Oczywiście na każdej stacji musieli wykonać pewne zadanie: na pierwszej wypalić do końca papierosa, na drugiej wypić chochlę wódki, na trzeciej dojechać na deskorolce do mety. Powszechnie wiadomo, że w tego typu zabawach najchętniej startują najbardziej pijani, więc dodatkowo po zaliczeniu aktywności na stacji numer dwa, ojciec panny młodej szaloną jazdę na deskorolce przypłacił wybitymi dwoma zębami.
Poszkodowanym musiała zająć sie żona, parze młodej nieco zrzedły miny, zespół muzyczny uratował jednak sytuację, tak że goście mogli kontynuować zabawę w rytm piosenek Zenka Martyniuka.
Będąc na weselu u kuzynki byłam świadkiem wydarzenia, które przybrało rozmiar tragedii rodzinnej. Po tradycyjnych oczepinach przyszedł czas na kolejne “zabawy” wymyślone wspólnie przez parę młodą i zespół muzyczny. Jak to często bywa inwencja twórcza poniosła zarówno pierwszych jak i drugich, pojawiły się więc zawody pomiedzy trzema grupami uczestników. Ich zadaniem było...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie znoszę wesel i , na szczęście, w niewielu tego typu imprezach w swym życiu uczestniczyłam. Pamiętam jednak wesele mojego brata. Miałam wtedy siedemnaście lat. Poszłam na nie bez osoby towarzyszącej, ale nie narzekałam na nudę, ponieważ czas umilał mi mój, nie żyjący już niestety, wujek Włodek. Zawsze byliśmy bratnimi duszami i nie brakowało nam tematów do rozmów. To od niego dostałam pierwszą kasetę Scorpions i był jedynym człowiekiem w rodzinie wspierającą moje zamiłowanie do rocka. Na weselu Łukasza , gdy młoda para tańczyła pierwszy taniec, a wszyscy weselnicy otoczyli ich i tańczyli w ogromnym kole, wujek Włodek wciągnął mnie do tego koła i zaczęliśmy tańczyć wraz z młodymi W pewnym momencie nachylił się i powiedział : "no, Iron Maiden to tu raczej nie usłyszymy". Nasz śmiech, który wtedy wybuchł, dla wielu pozostaje zagadką do dziś :-)
Nie znoszę wesel i , na szczęście, w niewielu tego typu imprezach w swym życiu uczestniczyłam. Pamiętam jednak wesele mojego brata. Miałam wtedy siedemnaście lat. Poszłam na nie bez osoby towarzyszącej, ale nie narzekałam na nudę, ponieważ czas umilał mi mój, nie żyjący już niestety, wujek Włodek. Zawsze byliśmy bratnimi duszami i nie brakowało nam tematów do rozmów. To od...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNieprawdopodobna była jedna z sytuacji, w której całkiem niedawno uczestniczyłam. Byłam na weselu, które mogłoby posłużyć jako przykład parodii weselnej. Na początku wszystko było ok: błogosławieństwo, kościół, goście weselni. Impreza w remizie na około 80 osób, na stołach ceraty i plastikowe naczynia, na talerzach danie główne: kanapki z żółtym serem, a w salaterkach deser: budyń. Bez komentarza..
Nieprawdopodobna była jedna z sytuacji, w której całkiem niedawno uczestniczyłam. Byłam na weselu, które mogłoby posłużyć jako przykład parodii weselnej. Na początku wszystko było ok: błogosławieństwo, kościół, goście weselni. Impreza w remizie na około 80 osób, na stołach ceraty i plastikowe naczynia, na talerzach danie główne: kanapki z żółtym serem, a w salaterkach...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mój wujek grał w kapeli weselnej. Najlepszą historią, jaką od niego usłyszałam była opowieść o najkrótszym koncercie w jego karierze.
Wesele trwało piętnaście minut, ponieważ okazało się, że pan młody uprawiał seks ze swoją świeżo upieczoną teściową w restauracyjnej toalecie. Na szczęście, wujkowi zapłacili jak za cały występ.
Mój wujek grał w kapeli weselnej. Najlepszą historią, jaką od niego usłyszałam była opowieść o najkrótszym koncercie w jego karierze.
Wesele trwało piętnaście minut, ponieważ okazało się, że pan młody uprawiał seks ze swoją świeżo upieczoną teściową w restauracyjnej toalecie. Na szczęście, wujkowi zapłacili jak za cały występ.
Przychodzą mi do głowy dwie anegdoty.
Zaproszono mnie na wesele, ale nie miałam wtedy partnera, więc poszłam sama. Miałam wtedy około 20-kilku lat. Tańczyłam z każdym z gości kto mnie poprosił do tańca, bo tak wypada. Nawet nie wiedziałam, że jednemu panu wpadłam w oko. Był to ojciec Panny Młodej, który też był sam na weselu, wdowiec. W pewnej chwili usiadł koło mnie żeby porozmawiać i zaproponował, że skoro oboje nie mamy partnerów do tańca to moglibyśmy wspólnie się bawić. Mnie zamurowało...Już to, że mógłby być moim ojcem to nie był taki problem jak to, że ja mam wzrostu 170 cm a on miał 150 cm wzrostu. Po tych słowach jak tylko go zobaczyłam na sali weselnej uciekałam w druga stronę. A na poprawiny to w ogóle nie poszłam udając, że źle się czuję.
Kilka lat temu odbył się ślub kuzynki. Poinformowano nas, że Msza Święta w kościele będzie później niż napisano na zaproszeniu. Więc my przyjechaliśmy gdzieś około pół godziny później niż była podana godzina a okazało się, że jakaś msza trwa. Zastanawiamy się czy to już ta Msza Ślubna czy nie? W końcu wchodzimy. Usiedliśmy z tyłu żeby nie robić zamieszania i obserwuję czy są osoby znajome. Rozglądam się, ale każdy wyfryzurowany, wymalowany, ubrany elegancko więc trudno poznać. Tym bardziej, że usiedliśmy z tyłu a wszyscy siedzieli jak najbliżej Państwa Młodych. Liczę na to, że ksiądz wypowie ich imona to będziemy wiedzieli czy dobrze trafiliśmy. Ksiądz zaczyna kazanie i bardzo często wypowiada imona Państwa Młodych z tym, że imię Panny Młodej się nie zgadza. Zaczynam się nerwowo rozglądać i myślę, że to jeszcze nie ten ślub. Ale nie wypada robić hałasu i wychodzić, więc siedzimy. W pewnej chwili podchodzi jeden z gości do księdza i mówi, że pomylił imię Panny Młodej. Ja odetchnęłam z ulgą, że na dobrym ślubie jesteśmy, ale Państwu Młodym i rodzicom nie było do śmiechu.
Przychodzą mi do głowy dwie anegdoty.
Zaproszono mnie na wesele, ale nie miałam wtedy partnera, więc poszłam sama. Miałam wtedy około 20-kilku lat. Tańczyłam z każdym z gości kto mnie poprosił do tańca, bo tak wypada. Nawet nie wiedziałam, że jednemu panu wpadłam w oko. Był to ojciec Panny Młodej, który też był sam na weselu, wdowiec. W pewnej chwili usiadł koło mnie żeby...
moja sytuacja może nosić tytuł nieogarnięta Panna Młoda.
Dzień mojego ślubu, wszystko gotowe, sukienka wisi na karniszu, ja pomalowana z fryzurą na głowie w bieliźnie siedzę i oglądam TLC (wesela cyganów) i wcinam pizze co została z dnia wczorajszego zrobienia korony.
A tu nagle trąbienie klaksonu auta ja do okna a tu Pan Młody. Przyjechali półtorej godziny za wcześnie, ja nie ubrana, w bieliźnie z pizzą w ręka.
Na szybko myłam zęby, Tata musiał mnie ubrać, a Pan Młody został wysłany z psem na spacer.
moja sytuacja może nosić tytuł nieogarnięta Panna Młoda.
Dzień mojego ślubu, wszystko gotowe, sukienka wisi na karniszu, ja pomalowana z fryzurą na głowie w bieliźnie siedzę i oglądam TLC (wesela cyganów) i wcinam pizze co została z dnia wczorajszego zrobienia korony.
A tu nagle trąbienie klaksonu auta ja do okna a tu Pan Młody. Przyjechali półtorej godziny za wcześnie, ja...
Do tej pory mi wstyd, chociaż wydarzenie to miało miejsce ponad 20 lat temu.
Byłam brzdącem, miałam zaledwie 4 latka, ale już przemawiała przeze mnie zaborczość i gotowość do walki. Uczestniczyłam w weselu mojego chrzestnego i całą imprezę bawiłam się z nowopoznaną tam dziewczynką. Biegałyśmy, tańczyłyśmy razem, dużo rozmawiałyśmy i się śmiałyśmy. Już zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami na całe życie, kiedy ona nagle powiedziała, że pan biorący ślub jest jej chrzestnym. Wtedy w mojej małej głowie pojawiła się myśl: „Ale jak to jej chrzestny? Przecież to mój chrzestny!”. Oskarżyłam koleżankę o kłamstwo, ona mnie popchnęła, a potem dwie kilkuletnie dziewczynki biły się na środku parkietu. Było kopanie, drapanie, plucie i obraźliwe słowa.
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, Wujku!
Do tej pory mi wstyd, chociaż wydarzenie to miało miejsce ponad 20 lat temu.
Byłam brzdącem, miałam zaledwie 4 latka, ale już przemawiała przeze mnie zaborczość i gotowość do walki. Uczestniczyłam w weselu mojego chrzestnego i całą imprezę bawiłam się z nowopoznaną tam dziewczynką. Biegałyśmy, tańczyłyśmy razem, dużo rozmawiałyśmy i się śmiałyśmy. Już zostałyśmy...
Rzeczywiście weselny klimat sprzyja zabawnym "aferkom", które długo się wspomina (oby wesoło!). Ja miałam okazję być na weselu syna sąsiadów wraz z całą moją rodziną. Byłam szczęśliwa, że dwóch dorosłych synów wraz z partnerkami bawi się wspólnie z nami. W czasie oczepin humory dopisywały do tego stopnia, że zabawa polegająca na bezwzględnym wykonywaniu komend (jak w wojsku) rozkręciła się na całego. Mój mąż jak zwykle chętnie uczestniczył i jako jedyny bez szemrania i zastanowienia ściągnął spodnie na komendę przed całym audytorium. ("Teraz młodzi to nie wiedzą co to wojsko"). Uciechy było co niemiara, tylko jakoś nieswojo się czułam wiedząc, że wśród weselników są potencjalne synowe... Ale w drodze z wesela wydarzyło się coś ekstra...Ja za kierownicą (mąż wesoły...). Patrzę...a na środku jezdni leży człowiek...Myślę sobie: zasłabł, może zatrzymanie krążenia.. Hamuję i w duchu przypominam sobie zasady RKO...Okazuje się, że człowiek żyje, oddycha i...leży sobie! Mój mąż robi wykład:"Co pan tak leży na szosie? Jeszcze pana samochód przejedzie...A on na to:"Ja tu się właśnie po to położyłem, żeby mnie przejechał..."Ponieważ to była 4 nad ranem w niedzielę, a pan był w garniturze, i też wesoły - wnioskuję, że w okolicy było inne wesele, gdzie być może zabawy przybrały dla niektórych niespodziewany obrót... Cóż...Mój mąż pocieszył delikwenta, podniósł go z ziemi, otrzepał z przydrożnego kurzu i zaproponował podwózkę. Pan nie skorzystał i poszedł pieszo w bliżej nieokreślonym kierunku. Mam nadzieję, że ma się dobrze i pozytywnie wspomina tamto wesele...
Rzeczywiście weselny klimat sprzyja zabawnym "aferkom", które długo się wspomina (oby wesoło!). Ja miałam okazję być na weselu syna sąsiadów wraz z całą moją rodziną. Byłam szczęśliwa, że dwóch dorosłych synów wraz z partnerkami bawi się wspólnie z nami. W czasie oczepin humory dopisywały do tego stopnia, że zabawa polegająca na bezwzględnym wykonywaniu komend (jak w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDwie historie dotyczą mojego ślubu. Żona pochodzi z Bydgoszczy i tam też miało się odbyć wesele. Mieszkaliśmy natomiast wtedy we Wrocławiu. Żona pojechała do rodzinnego miasta dzień wcześniej. Ja miałem dojechać kolejnego, w przeddzień naszego ślubu, ostatnim pociągiem tego dnia. Miałem wcześniej zerwać się z pracy, ale przed samym wyjściem trafił mi się wyjątkowo upierdliwy klient. Kiedy w końcu udało mi się go spławić, okazało się że w okolicy zdarzył się wypadek i miasto było potwornie zakorkowane. Wysiadłem więc z tramwaju trzy przystanki przed dworcem i zacząłem biec z walizką i garniturem ślubnym w garści. Wcześniej napisałem do siostry, która jechała ze mną, żeby spróbowała wstrzymać odjazd pociągu. Odpisała mi jednak, że w rozmowie z konduktorem dowiedziała się, że nie ma takiej możliwości. Miałem przed oczami wizję, że spóźnię się na własny ślub, ale jakimś cudem, ostatkiem sił, dobiegłem do pociągu na dwie minuty przed odjazdem. Z dworca odebrała nas moja przyszła żona i teściowa. Pojechaliśmy jeszcze do sklepu i gdy z niego wróciliśmy, okazało się, że zostawiliśmy jedne drzwi do samochodu otwarte na oścież. Jeszcze większym szokiem był fakt, że nic nam na szczęście nie ukradziono, chociaż zostawiliśmy tam prawie wszystkie rzeczy. Przed ślubem mieliśmy więc tyle przygód, że sama ceremonia nie wzbudziła w nas większych emocji.
Dwie historie dotyczą mojego ślubu. Żona pochodzi z Bydgoszczy i tam też miało się odbyć wesele. Mieszkaliśmy natomiast wtedy we Wrocławiu. Żona pojechała do rodzinnego miasta dzień wcześniej. Ja miałem dojechać kolejnego, w przeddzień naszego ślubu, ostatnim pociągiem tego dnia. Miałem wcześniej zerwać się z pracy, ale przed samym wyjściem trafił mi się wyjątkowo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDziadek mojego Małża, kiedy już poczuje na weselu przypływ pewności siebie, porywa orkiestrze albo DJ-owi mikrofon i zaczyna swoją tradycyjną pieśń - coś tam o zamążpójściu, o tęknocie za chłopakiem, o pierwszym razie... ciągnie się to w nieskończoność, a tak naprawdę nikt nie wie, ile ta pieśń ma zwrotek, bo jeszcze nie było wesela, na którym rodzina pozwoliłaby mu ją dokończyć - dziadek zawsze zagłuszony zostaje burzą oklasków, że niby to było takie wspaniałe, a w tym całym zamieszaniu ktoś wyrywa dziadkowi mikrofon i sadza go na krześle. Bo musicie wiedzieć, że to nie jest śpiew uroczego starszego pana, którego słucha się z lekką nutką nostalgii, dziadek wyje niemiłosiernie, a żeby było zabawniej, podczas "śpiewu" słychać specyficzne kłapanie - bo dziadek ma chyba za luźną protezę i kiedy wyciąga dłuższe sylaby to kłapie paszczą... żeby mu ta sztuczna szczęka nie wypadła! Padało mnóstwo alkoholowych zakładów, kiedy w końcu dziadek tak zatraci się w romantyczno-zbereźnej balladzie, że szczęka po prostu dziadkowi wypadnie, no cóż, po iluś tam weselach w końcu wypadła - na naszym...
Dziadek mojego Małża, kiedy już poczuje na weselu przypływ pewności siebie, porywa orkiestrze albo DJ-owi mikrofon i zaczyna swoją tradycyjną pieśń - coś tam o zamążpójściu, o tęknocie za chłopakiem, o pierwszym razie... ciągnie się to w nieskończoność, a tak naprawdę nikt nie wie, ile ta pieśń ma zwrotek, bo jeszcze nie było wesela, na którym rodzina pozwoliłaby mu ją...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak to w Polsce się przyjęło, na wesele "nie wypada" przychodzić bez osoby towarzyszącej. Zuch kto się na to odważy! Po pierwsze o tańcu można zapomnieć, bo wszyscy w parach i nie ma z kim się bawić. A do tego "ofiara" zostaje otoczona wianuszkiem ciotek, opowiadających jak wspaniałego wybranka/wspaniałą wybrankę ma jej córka/syn. Po czym pada sakramentalne pytanie:"a czemu ten twój/ta twoja nie przyszedł /nie przyszła", a w ich oczach widać to wyczekujące bazyliszkowe spojrzenie,aby ich uszy popieściło to zdanie "z nikim.nie chodzę". I tak chcąc uniknąć takiej sytuacji mój dobry kolega zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą na wesele kuzyna. Uwielbiam śluby, więc się zgodziłam. Jak się okazało na weselu było wiele takich osób jak ja, a moze i jeszcze bardziej"z łapanki" i to w ostatniej chwili. Wyszło na to,że para młoda nie znała niemal połowy swoich gości. W skutek tego impreza była wyjątkowo drętwa. Przy stole siedzieli ludzie, nie mogacy znaleźć żadnych wspólnych tematów. Ktoś rzucił jakąś rodzinna historyjka, ale nikt się nie śmiał, nie zripostował,bo nawet nie wiedział kim była Frania-bohaterka owej opowieści. Towarzystwo z nudów i braku perspektyw wychylało kieliszek za kieliszkiem i robiło się coraz bardziej smętnie. Ot czas na tradycyjne przewietrzenie się. Okazało się, że w tej samej wsi odbywały się akurat dożynki. I skończyło się tym, że większość gości właśnie tam się ulotniła. Żwawsza muzyka, luźniejsza atmosfera spowodowały,że weselnicy wybrali tę publiczną imprezę i na wesele już nie wróciło. Na oczepinach była już tylko najbliższa rodzina.
Jak to w Polsce się przyjęło, na wesele "nie wypada" przychodzić bez osoby towarzyszącej. Zuch kto się na to odważy! Po pierwsze o tańcu można zapomnieć, bo wszyscy w parach i nie ma z kim się bawić. A do tego "ofiara" zostaje otoczona wianuszkiem ciotek, opowiadających jak wspaniałego wybranka/wspaniałą wybrankę ma jej córka/syn. Po czym pada sakramentalne pytanie:"a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPamiętam gdy byłam mała było wesele kuzynki. Ja trochę się pobawiłam ,potańczyłam i coś zjadłam i poszłam spać. Traf chciał że miałam spać w pokoju gdzie były ciasta i stał tort, którego nie widziałam. Tort był nie weselny ale piękny, był on prezentem dla państwa młodych od cioci . Po przebudzeniu a spałam jakąś godzinę do dwóch poczułam się głodna i niewiele myśląc wzięłam się za konsumpcję ciast ,najpierw kawałek ułamałam jednego,potem spróbowałam drugiego i trochę trzeciego. Dobrze że przyszła ciocia mama panny młodej bo nie byłoby żadnego całego ciasta. Darła się na mnie ale potem jej przeszło i jak wspominamy tę chwilę dziś śmieje się
Pamiętam gdy byłam mała było wesele kuzynki. Ja trochę się pobawiłam ,potańczyłam i coś zjadłam i poszłam spać. Traf chciał że miałam spać w pokoju gdzie były ciasta i stał tort, którego nie widziałam. Tort był nie weselny ale piękny, był on prezentem dla państwa młodych od cioci . Po przebudzeniu a spałam jakąś godzinę do dwóch poczułam się głodna i niewiele myśląc...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW tamtym roku byłem na weselu mojego kuzyna. Kapela która grała muzykę głównie po angielsku i to jeszcze tak spokojne i nużące teksty że aż jeden upity Pan z mojej rodziny krzyknął "no to teraz country''. Jak to piszę to nie jest jakoś super śmieszne ale wtedy na weselu wszyscy zaczęli się śmiać, a ludzie z tej kapeli się zaczerwienili.
W tamtym roku byłem na weselu mojego kuzyna. Kapela która grała muzykę głównie po angielsku i to jeszcze tak spokojne i nużące teksty że aż jeden upity Pan z mojej rodziny krzyknął "no to teraz country''. Jak to piszę to nie jest jakoś super śmieszne ale wtedy na weselu wszyscy zaczęli się śmiać, a ludzie z tej kapeli się zaczerwienili.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam