Iwona Matelska 
27 lat, kobieta, Tarnowskie Góry, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 16 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-17 16:41:27

Od zawsze bardzo cenię sobie polską muzykę i wykonawców o których pamiętają moi rodzice i dziadkowie, a których współczesna młodzież i młodzi ludzie nawet nie kojarzą. Jednym z nich był właśnie Pan Zbigniew Wodecki. Człowiek o niesamowitym głosie, wielkiej charyzmie i włosach o których większość mężczyzn w jego wieku mogłaby pomarzyć. Zawsze sympatyczny, roześmiany i mający wiele do... Od zawsze bardzo cenię sobie polską muzykę i wykonawców o których pamiętają moi rodzice i dziadkowie, a których współczesna młodzież i młodzi ludzie nawet nie kojarzą. Jednym z nich był właśnie Pan Zbigniew Wodecki. Człowiek o niesamowitym głosie, wielkiej charyzmie i włosach o których większość mężczyzn w jego wieku mogłaby pomarzyć. Zawsze sympatyczny, roześmiany i mający wiele do powiedzenia. Nie ograniczał się tylko do działalności muzycznej, wiele lat występował w składzie jury Tańca z Gwiazdami i chociaż może nie był ekspertem w tej dziecinie, jego komentarze zawsze były bardzo rzeczowe i kulturalne. Kiedy dowiedziałyśmy się razem z mamą, że przyjeżdża do naszego tarnogórskiego Centrum Kultury, nie mogłyśmy przepuścić takiej okazji! Co prawda z wielkim smutkiem dowiedziałyśmy się, że miejsca w pierwszym rzędzie są już zajęte, ale udało nam się dostać równie dobre troszkę dalej. Byłyśmy mocno podekscytowane. Mama nawet wspominała, że dwie noce wcześniej śnił jej się Pan Wodecki, przejeżdżający naszą ulicą czerwonym kabrioletem i z rozwianymi przez wiatr włosami. Co prawda to był tylko sen, ale jaki piękny. Koncert był cudowny! Oklaskom i bisom nie było końca, a wszyscy chcieli zachować jak najdłużej niezwykłą atmosferę, którą stworzył na scenie artysta

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-16 13:08:39

Ostatnio mam całkiem dużo czasu, dlatego zwiedzam i odwiedzam zakamarki mojego miasta o których do tej pory nie miałam pojęcia. Ostatnio udało mi się dotrzeć pod nieistniejący od lat dworzec kolejowy, który czasy świetności miał już dawno za sobą. Z dużym podekscytowaniem, ale jeszcze większym napięciem podeszłam do budowli i zaczęłam zaglądać do środka przez powybijane okna. Widziałam... Ostatnio mam całkiem dużo czasu, dlatego zwiedzam i odwiedzam zakamarki mojego miasta o których do tej pory nie miałam pojęcia. Ostatnio udało mi się dotrzeć pod nieistniejący od lat dworzec kolejowy, który czasy świetności miał już dawno za sobą. Z dużym podekscytowaniem, ale jeszcze większym napięciem podeszłam do budowli i zaczęłam zaglądać do środka przez powybijane okna. Widziałam boazerię poczekalni, dostrzegłam też w rogu okienka kas kolejowych. Z nostalgią stwierdziłam, że kiedyś musiało się tutaj toczyć wspaniałe życie. Kiedy podeszłam do bocznych drzwi stacji, serce biło mi jak oszalałe. Obawiałam się, że spotkam nastolatków popijających wódkę (butelek w okolicy nie brakowało), albo jakiś bezdomny nie przestraszy. Tabliczka, że budynek grozi zawaleniem owszem budziła respekt, ale też potęgowała ciekawość. Nawet się nie zorientowałam, kiedy jak grzyb pod deszczu wyrósł ze mną krępy mężczyzna. Chwilę zajęło mi rozszyfrowanie, kim jest. Wiedziałam o nim tyle co nic. Jeździł na starym rowerze, przesiadywał pod sklepem z miejscowymi pijaczkami, chyba nawet nie miał domu. Czasem znikał na lata, wszyscy myśleli, że zmarł gdzieś w samotności, ale podobno odsiadywał wtedy różne kary. Sama nie wiedziałam, co myśleć. Tym bardziej, kiedy powiedział, że lata temu popchnął w żartach swojego kolegę, który wpadł pod pociąg, stracił nogi i jakiś czas później zmarł. A myślałam, że to dobre miasto...

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-14 18:13:17

Każdy kolejny rok niesie za sobą mnóstwo historii i chwil, które wspominamy z sentymentem i często uśmiechamy się pod nosem z myślą: jak ja mogłam...
Jedną z nich są eskapady z moją przyjaciółką, które urządzałyśmy we wszystkie dni robocze, kiedy obiekt naszych westchnień o 6.45 wychodził z domu i podążał na przystanek autobusowy by udać się do oddalonego o 15 km od naszej miejscowości liceum.
...
Każdy kolejny rok niesie za sobą mnóstwo historii i chwil, które wspominamy z sentymentem i często uśmiechamy się pod nosem z myślą: jak ja mogłam...
Jedną z nich są eskapady z moją przyjaciółką, które urządzałyśmy we wszystkie dni robocze, kiedy obiekt naszych westchnień o 6.45 wychodził z domu i podążał na przystanek autobusowy by udać się do oddalonego o 15 km od naszej miejscowości liceum.
Niezależnie od tego, czy było +25 stopni, czy -25 stopni, czy padał deszcz, czy wiał wiatr, stałyśmy za murem domu mojej przyjaciółki i obserwowałyśmy jego trasę. Kiedy oddalił się na bezpieczną odległość, wysuwałyśmy się niczym tajni szpiedzy i śledziłyśmy go aż do momentu, kiedy wsiadł do autobusu i pojazd znikał na skrzyżowaniu.
Do tej pory zastanawiam się, czy o tym wiedział? A jeśli wiedział, dlaczego nie powiedział nam, że jesteśmy nienormalne.
Dalej nie wiem, co nam to właściwie dało. Tylko poranków nieprzespanych, kiedy miałam na trzecią lekcję mi żal.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-14 17:37:06

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakby to było gdybyś wiedział kiedy umrzesz?
Czy zrobiłbyś coś szalonego, np. skoczył z mostu (oczywiście przywiązany do liny, nikt nie chce przyspieszać śmierci)?
A może pracowałbyś mniej intensywnie, bo i tak się nie opłaca i poświęcił ten czas na coś innego?
A może bez skrupułów wydałbyś wszystkie swoje oszczędności, bo i tak nie będą Ci już potrzebne?
A może...
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakby to było gdybyś wiedział kiedy umrzesz?
Czy zrobiłbyś coś szalonego, np. skoczył z mostu (oczywiście przywiązany do liny, nikt nie chce przyspieszać śmierci)?
A może pracowałbyś mniej intensywnie, bo i tak się nie opłaca i poświęcił ten czas na coś innego?
A może bez skrupułów wydałbyś wszystkie swoje oszczędności, bo i tak nie będą Ci już potrzebne?
A może sam wybrałbyś trumnę i przedstawił bliskim całą listę wytycznych dotyczących pogrzebu?
Ja np. chciałabym żeby żałobnicy ubrali się na kolorowo, przynieśli konwalie i żeby zamiast organisty wystąpił jakiś miły rockowy zespół. Czy miły zespół jest odpowiedni na pogrzeb? Chrzanić to. W końcu dzieci, ryby i umarli nie mają głosu, ale przecież to moja impreza.
Mam okazję się dowiedzieć. Jedno pytanie i krótka odpowiedź. I już wiem, ile zostało mi czasu.
Mogę całkowicie przeorganizować swoje życie. Zmienić wszystkie wartości. Przyspieszyć ślub, zajść w ciążę, bo zawsze odkładam to na kiedyś. Mogę powiedzieć ludziom, których mam dość, że nie chce mi się na nich patrzeć, chociaż do tej pory starałam się tego nie robić, bo tyle razy się jeszcze spotkamy. Co robię? Nie pytam. I nucę sobie popularną ostatnio radiową piosenkę: Weź nie pytaj, weź się przytul. W jednej chwili czuję jak bardzo jestem szczęśliwa i ile wspaniałości mnie spotkało i ile może jeszcze spotkać. Chociaż kusi mnie to bardzo, nie chcę psuć marzeń, planów. Bo wiem, że ważne są dni, których jeszcze nie znamy.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-11 18:18:00
Wypowiedziała się w dyskusji: Pustelnik - wygraj książkę „Lissy".

I znowu poniosło mnie zbyt daleko. Tak to jest, jak ktoś zaczyna szukać grzybów w lesie, którego nie zna. Ale nie mogłam się powstrzymać. W końcu jesień w pełni, a w dodatku ciepła i wilgotna, co sprzyja poszukiwaniu borowików, kozaków i wielu innych pysznych osobników. Co prawda trochę ostatnio się naczytałam o staruszce z wózkiem, która przemierza lasy z lalką bez oczu, którą nazywa swoim... I znowu poniosło mnie zbyt daleko. Tak to jest, jak ktoś zaczyna szukać grzybów w lesie, którego nie zna. Ale nie mogłam się powstrzymać. W końcu jesień w pełni, a w dodatku ciepła i wilgotna, co sprzyja poszukiwaniu borowików, kozaków i wielu innych pysznych osobników. Co prawda trochę ostatnio się naczytałam o staruszce z wózkiem, która przemierza lasy z lalką bez oczu, którą nazywa swoim dzieckiem, ale postanowiłam puścić w niepamięć. Szybko jednak sobie o tym przypomniałam, bo usłyszałam głos.
- LISSY to Ty?
Nie wiedziałam, czy odpowiedzieć. Zobaczyłam przed sobą przygarbionego starszego pana z bardzo długą i siwą brodą. Zdawałam sobie sprawę, że raczej nie jest groźny, ale mimo wszystko odczuwałam strach.
- Nie proszę Pana. Mam na imię Iwona. Kim jest Lissy?
- Nieistotne
Nie wiedziałam, czy drążyć dalej, dlatego postanowiłam zmienić temat na najwygodniejszy, jaki tylko można sobie wyobrazić.
- Piękna pogoda prawda?
-Zawsze tak jest w październiku.
Jego odpowiedź nie zachęcała do dalszej dyskusji. Spojrzałam na obdarte suknie i buty, który pamiętały czasy, kiedy jeszcze nie było mnie na świecie. Typowy samotnik, typowy pustelnik. Pewnie dawno z nikim nie rozmawiał, dlatego postanowiłam spróbować znowu
-Od dawna Pan tu mieszka?
-Od zawsze
-Jak stąd wyjść? Zgubiłam się! Już kiedyś byłam w podobnej sytuacji i nie skończyło się to dobrze.
Sama nie wiem dlaczego to powiedziałam.
-Wiem, dwa miesiące spędziłaś w szpitalu i do teraz miewasz lęki.
Zamarłam... Skąd wiedział?

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-11 11:52:08

-Hej, dlaczego masz taką smutną minę? Coś się stało?
-Właśnie wróciłem z pracy i nie mam już na nic ochoty.
-Przecież dopiero co awansowałeś i zostałeś kierownikiem. Źle się czujesz na tym stanowisku?
-Wiesz... Chyba wolę wykonywać polecenia niż je wydawać. Ludzie wcale nie chcą mnie słuchać. A wiesz co jest najgorsze?
-Co takiego?
-Nie umiem im zwrócić uwagi. Przecież to moi koledzy i...
-Hej, dlaczego masz taką smutną minę? Coś się stało?
-Właśnie wróciłem z pracy i nie mam już na nic ochoty.
-Przecież dopiero co awansowałeś i zostałeś kierownikiem. Źle się czujesz na tym stanowisku?
-Wiesz... Chyba wolę wykonywać polecenia niż je wydawać. Ludzie wcale nie chcą mnie słuchać. A wiesz co jest najgorsze?
-Co takiego?
-Nie umiem im zwrócić uwagi. Przecież to moi koledzy i koleżanki, a większość z nich pracuje w firmie dłużej niż ja. Jak mam im powiedzieć, że robią coś źle i, że mają się bardziej postarać. To bardzo trudne.
-Wiem, że trudne, ale nie możesz zapominać o swojej roli. W końcu to Ty jesteś teraz kierownikiem.
-Wiesz co dzisiaj zrobili?
-Co takiego?
-Powiedzieli, że jest piękna pogoda i przecież nie zmuszę ich do pracy i wszyscy poszli do nowej cukierni. Nie było ich chyba z godzinę. To ja odbierałem wszystkie telefony, a raczej próbowałem, bo trudno jest odbierać cztery jednocześnie.
-Posłuchaj mnie uważnie
-Słucham Cię bardzo uważnie
-Jeżeli chcesz by Twoi pracownicy mieli do Ciebie szacunek, musisz mieć szacunek również i dla nich.
-Przecież mam.
-Ale to nie wystarczy.
-Co jeszcze muszę zrobić?
-Musisz dać im do zrozumienia, że jesteś nie tylko przyjacielem, ale też ich szefem. Szefem, który ma konkretne oczekiwania wobec ich pracy. Takim, który potrafi docenić, ale też zwrócić uwagę.
-Konstruktywna krytyka powiadasz?
-Oczywiście. Zawsze, jak kogoś krytykujesz, popieraj swoje słowa argumentami i bądź wiarygodny. Spróbuj zasugerować inne rozwiązanie.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-11 10:49:08
Ma nowego znajomego: Ika
 
2018-10-10 23:48:03

I w końcu niedziela handlowa. Miłosz i Milena czekali na nią już dwa tygodnie. Zmęczeni weekendowymi maratonami paradokumentów i niekończącymi się kolejkami do McDonalda, który wydawał się jedyną atrakcją w okolicy. W końcu mogli oddać się zakupowemu szaleństwu, przejrzeć nowości, zjeść coś pysznego, a na zakończenie obejrzeć najnowsze kinowe produkcje. Nie przeszkadzało im, że szafy w domu... I w końcu niedziela handlowa. Miłosz i Milena czekali na nią już dwa tygodnie. Zmęczeni weekendowymi maratonami paradokumentów i niekończącymi się kolejkami do McDonalda, który wydawał się jedyną atrakcją w okolicy. W końcu mogli oddać się zakupowemu szaleństwu, przejrzeć nowości, zjeść coś pysznego, a na zakończenie obejrzeć najnowsze kinowe produkcje. Nie przeszkadzało im, że szafy w domu pękają w szwach, a na ekranach nie ma w zasadzie nic ciekawego.
Kiedy Miłosz postanowił zmierzyć kilka par spodni i podał Milenie telefon do przytrzymania, nie podejrzewała, że ten dzień totalnie odmieni jej życie. Wsadziła go do torebki i pewnie gdyby nie zaczął wibrować i to kilka razy pod rząd, nie zwróciłaby na niego najmniejszej uwagi. Próbowała nawet wołać ukochanego chłopaka, ale gwar miejsca w którym się znajdowali, skutecznie tłumił jej krzyki. Dyskretnie zajrzała do torebki i oniemiała.
,,Kochanie! Widziałam Was i mam nadzieję, że wkrótce skończysz z tą nudną babą'' - brzmiała wiadomość,
,,Nie mogę się doczekać, kiedy to ze mną pójdziesz na zakupy'' - głosiła kolejna.
Milena poczuła się słabo. Ale to był dopiero początek. Trzeci sms przypominał, że następna niedziela to obiecany wypad z dzieckiem, bo mały stęsknił się za tatusiem. Jakim tatusiem? Co to do cholery znaczy? Potrzebowała dłuższej chwili, a UKŁADANKA w jej głowie powoli zaczęła zbierać poszczególne elementy do kupy. Znalazła ostatnio u niego samochodzik, a on upierał się, że jest dużym chłopcem. Kłamał! Zawsze!

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-09 21:15:52

Moim ulubionym motywem, który pojawia się w wielu książkach jest doświadczona kobieta, która wiele w życiu przeszła i która nie wierzy w to, że jeszcze los się do niej uśmiechnie. Nie chce się już więcej zakochiwać, bo nie wierzy w prawdziwą, dobrą i bezinteresowną miłość. Ma niskie poczucie własnej wartości, które utraciła przez sytuacje, które ją spotykały. I tradycyjnie jak to bywa, kiedy... Moim ulubionym motywem, który pojawia się w wielu książkach jest doświadczona kobieta, która wiele w życiu przeszła i która nie wierzy w to, że jeszcze los się do niej uśmiechnie. Nie chce się już więcej zakochiwać, bo nie wierzy w prawdziwą, dobrą i bezinteresowną miłość. Ma niskie poczucie własnej wartości, które utraciła przez sytuacje, które ją spotykały. I tradycyjnie jak to bywa, kiedy żałuje wielu rzeczy w swoim życiu i dokonuje smutnego podsumowania, pojawia się ON. Facet, który początkowo wydaje się niespełnionym marzeniem, księciem z bajki, kimś nieosiągalnym, a który zaczyna się nią interesować. Długo odrzuca jego zaloty, udaje niezainteresowaną, bo boi się rozczarowania i w tym wszystkim doszukuje się jakiegoś podstępu. I chociaż skrycie bardzo chce zaryzykować, rozsądek wydaje jej się siłą, której nie da się pokonać. I w końcu przychodzi ten dzień... Puszczają emocje, puszcza opanowanie, wpadają sobie w ramiona i zakochują się w sobie bez pamięci. Pragną siebie bez opamiętania, a to, co rodzi się między nimi byłoby trudno opisywać w książkach. I nagle wszystko zaczyna się jej udawać. Znajduje cudowną pracę, gdzie jest doceniana, albo sama zakłada interes, który przynosi olbrzymie zyski. Czuje się atrakcyjna, silna, kochana.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-27 09:02:05

Przyznam się szczerze, że nie jestem zwolennikiem wesel. Gdybym sama miała decydować o swoim wymarzonym dniu, po ślubie udałabym się na pyszny obiad w gronie najbliższych z kolorowym deserem, a resztę czasu spędziła z mężem. Miałam jednak okazję uczestniczyć w wielu weselach. Od tych małych po kilkanaście osób do takich na których bawiło się blisko 300 gości. Jak wiadomo... jedni piją na umór... Przyznam się szczerze, że nie jestem zwolennikiem wesel. Gdybym sama miała decydować o swoim wymarzonym dniu, po ślubie udałabym się na pyszny obiad w gronie najbliższych z kolorowym deserem, a resztę czasu spędziła z mężem. Miałam jednak okazję uczestniczyć w wielu weselach. Od tych małych po kilkanaście osób do takich na których bawiło się blisko 300 gości. Jak wiadomo... jedni piją na umór i leżą pod stołem, inni jedzą ile wlezie, bo wpisowe (mam na myśli zawartość koperty) było spore i trzeba korzystać, a jeszcze inni zastanawiają się ile kosztowała sukienka i do której godziny zagra zespół.
Tego dnia impreza trwała na dobre. Byłam już dość zmęczona i zażenowana, bo sama nie piję alkoholu i średnio mnie bawi poziom żartów, które aktywują się w ludziach po takich trunkach. Nagle wielki chaos. Nie wiadomo o co chodzi. Ktoś szuka jakiegoś wujka. Wszyscy biegają po pokojach, toaletach i najciemniejszych kątach restauracji, która mieści się w hotelu. Pojawiają się mroczne hipotezy. Wpadł do zalewu! Utopił się! Potrąciło go auto! Leży w fontannie! I długo by tak można wymieniać. Strachu rodzina wspominanego wujka najadła się sporo. Finał akcji był zaskakujący i szczęśliwy. Zmęczony zabawą gość, szukał miejsca do odpoczynku i schronienia. Zdecydował się na domek dla dzieci na placu zabaw. I pewnie długo by go szukali, gdyby nie fakt, że wystawały mu nogi i bardzo głośno chrapał.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-27 08:36:00
Wypowiedziała się w dyskusji: Raport 9/20/2018 - wygraj książkę „Outsider".

Niewielkie mieszkanie na pozór nie wzbudza podejrzeń. Czas jednak przyjrzeć się z bliska drobiazgom, które nie zwracają na siebie uwagi od samych drzwi.
Co do tej pory wiemy o podejrzanym? Absolwent socjologi, który od kilku lat bezskutecznie próbuje podjąć pracę. Próbował swoich sił w wielu zawodach, jednak zwykle bardzo szybko rezygnował, bo uważał, że te urągają jego kwalifikacją. Długie...
Niewielkie mieszkanie na pozór nie wzbudza podejrzeń. Czas jednak przyjrzeć się z bliska drobiazgom, które nie zwracają na siebie uwagi od samych drzwi.
Co do tej pory wiemy o podejrzanym? Absolwent socjologi, który od kilku lat bezskutecznie próbuje podjąć pracę. Próbował swoich sił w wielu zawodach, jednak zwykle bardzo szybko rezygnował, bo uważał, że te urągają jego kwalifikacją. Długie włosy, niepozorna garderoba, zamiłowanie do koloru czarnego. Jakieś znaki szczególne? Niewielki tatuaż na lewym nadgarstku, który mocno odbiega od dzieł sztuki, prawdopodobnie wykonany przez amatora. Cóż mamy w mieszkaniu?
Kilka gitar, które sugerują, że gość lubi muzykę. Są też płyty, które zdradzają gust do mocniejszego brzmienia. Nie znajdziemy tutaj zespołów discopolowych. Na szafce nocnej zauważam album pełen zdjęć. Przeglądam je bardzo uważnie i dostrzegam, że podejrzany bardzo się zmienił na przestrzeni kilku lat. Kiedyś nosił krótkie blond włosy (teraz jest brunetem), preferował raczej kolorowe koszule i jeansy, a nie ciemne bojówki z łańcuchem u boku. Coś musiało wpłynąć na taką zmianę. Uruchamiam wieżę w przedpokoju, chwilę później rozpoznaję dźwięk Outsidera - Ryśka Ridla. Ten kawałek sporo mówi o chłopaku. Dlaczego w takim wieku ewidentnie unika znajomych? Widać po mieszkaniu, że raczej nikt go nie odwiedza. W szafce jest zaledwie jeden kubek i jedna szklanka. Z kosza wyciągam pomiętą karteczkę na której ktoś nabazgrał: w końcu będę spokojny i szczęśliwy, wystarczy chwila.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-24 11:06:12

Kolejna impreza firmowa... Straszne nudy. Jedynym pozytywnym aspektem takich wyjść był Marek - kolega z działu marketingu, który szalenie mi się podobał. Moim zdaniem nie było nic złego w przelotnych spojrzeniach, wspólnym piciu kawy i przypadkowych muśnięciach dłoni, kiedy tylko spotykaliśmy się na korytarzu lub podczas większych spotkań. To urocze, że pewnym wieku, kiedy człowiek ma w miarę... Kolejna impreza firmowa... Straszne nudy. Jedynym pozytywnym aspektem takich wyjść był Marek - kolega z działu marketingu, który szalenie mi się podobał. Moim zdaniem nie było nic złego w przelotnych spojrzeniach, wspólnym piciu kawy i przypadkowych muśnięciach dłoni, kiedy tylko spotykaliśmy się na korytarzu lub podczas większych spotkań. To urocze, że pewnym wieku, kiedy człowiek ma w miarę ułożone życie, czuje się jak nastolatek, a rumieniec wstydu zalewa jego twarz regularnie. Niezwykłe urozmaicenie w poukładanym życiu do którego dążymy, a które z czasem staje się nudne. Ale wróćmy do imprezy. Nie wiem w jakim celu organizowane są z taką częstotliwością, ale chyba firma ma na to jakiś specjalny budżet, bo tym razem pozwolono nam przyjść z partnerami. Męża nie trzeba było długo namawiać. Uwielbiał wyjścia towarzyskie, catering, drinki i opowiadanie o swoich pasjach, których nigdy mu w życiu nie brakowało. Ledwo przekroczyliśmy próg restauracji w której odbywało się to wydarzenie, a już dostrzegłam Marka. Byłam pewna, że nie zdobędzie się na to, ale podszedł do nas i ze swoją wrodzoną elegancją przedstawił się Mikołajowi, a mnie pocałował w rękę. Najbliższe 2 godziny były gradem przelotnych spojrzeń, pomiędzy mną a kolegą, podczas gdy mój mąż brylował w towarzystwie i nie zwracał na mnie zbyt dużej uwagi. W tym momencie dostałam smsa. Marek zachęcał, żebyśmy się spotkali w niewielkim ciemnym i spokojnym składziku. Światło obok męża, a może mrok z kolegą? Byłam pod ścianą.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-08-26 10:06:41

W pojedynkę najbardziej lubię robić... zakupy.
Oczywiście nie ma na myśli negatywnych cech shoppingu, kiedy ledwo co podnosisz do góry ogromne torby, bo znowu nakupiłaś zbyt wiele, a kierowca autobusu z uśmiechem zamyka Ci drzwi przed nosem. O nie! Tego chyba nie lubi nikt.
Mam na myśli samo chodzenie po sklepach, wybieranie, przebieranie, podejmowanie decyzji i powracanie kilka razy do tego...
W pojedynkę najbardziej lubię robić... zakupy.
Oczywiście nie ma na myśli negatywnych cech shoppingu, kiedy ledwo co podnosisz do góry ogromne torby, bo znowu nakupiłaś zbyt wiele, a kierowca autobusu z uśmiechem zamyka Ci drzwi przed nosem. O nie! Tego chyba nie lubi nikt.
Mam na myśli samo chodzenie po sklepach, wybieranie, przebieranie, podejmowanie decyzji i powracanie kilka razy do tego samego butiku, bo pod koniec wojaży w głowie pojawia się myśl, że jednak musimy mieć pierwszą mierzoną przez nas sukienkę.
Kiedy wybieram się z kimś na zakupy, niezależnie od tego, czy jest to najlepsza przyjaciółka, czy chłopak, który w przeciwieństwie do innych facetów rzeczywiście lubi takie eskapady, czuję się trochę skrępowana.
Idąc sama mogę spędzać czas w przymierzalni bez wyrzutów sumienia, że ktoś czeka i bez skrępowania mogę lecieć wprost do wieszaka z promocją i sprawdzać ceny. Uwielbiam podczas takich wyjść zaglądać do swojej ulubionej kawiarni i rozkładać czas tak, żeby było mi wygodnie.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-07-29 19:46:52

Moją pracą marzeń jest bycie sprzedawcą w sklepie muzycznym!
Od dziecka miłości do muzyki uczył mnie mój Tato, który na każdą możliwą okazję obdarowywał mnie płytami, zabierał na koncerty i opowiadał o wokalistach i zespołach w taki sposób, że czułam się jakbym słuchała pięknych bajek.
Zawsze bardzo cieszyłam się z powiększającej kolekcji ulubionych krążków, a każdy festiwal i każdy koncert...
Moją pracą marzeń jest bycie sprzedawcą w sklepie muzycznym!
Od dziecka miłości do muzyki uczył mnie mój Tato, który na każdą możliwą okazję obdarowywał mnie płytami, zabierał na koncerty i opowiadał o wokalistach i zespołach w taki sposób, że czułam się jakbym słuchała pięknych bajek.
Zawsze bardzo cieszyłam się z powiększającej kolekcji ulubionych krążków, a każdy festiwal i każdy koncert sprawiał, że spełniałam swoje marzenia. Nawet pracę magisterską napisałam o muzyce, nie mogło być inaczej. Jeśli chodzi o moją drogę zawodową - bywa różnie, lekko nie jest. Gdybym mogła pracować w sklepie z płytami, biletami - byłabym w siódmym niebie. Muzyka nie przestawałaby grać nawet na chwilę, chętnie doradzałabym swoim klientom, a każdą kolejną płytę sprzedawałabym im z radością. I taka chyba powinna być wymarzona praca, prawda? :)

pokaż więcej

więcej...
 
2018-07-22 17:02:40

A, bo to raz. Tym bardziej jeśli człowiek jest jedynakiem, a jedyne towarzystwo do zabaw to starsi kuzyni i sąsiedzi. Non stop graliśmy w piłkę, czytaliśmy komiksy, budowaliśmy twierdze i strzelaliśmy do siebie z pistoletów z odpustu. Bawiłam się świetnie, rodzice to tolerowali, pewnie z tego względu, że mieli mnie z głowy, ale babcia wciąż powtarzała: dziewczynkom nie wypada! Powinnaś sobie... A, bo to raz. Tym bardziej jeśli człowiek jest jedynakiem, a jedyne towarzystwo do zabaw to starsi kuzyni i sąsiedzi. Non stop graliśmy w piłkę, czytaliśmy komiksy, budowaliśmy twierdze i strzelaliśmy do siebie z pistoletów z odpustu. Bawiłam się świetnie, rodzice to tolerowali, pewnie z tego względu, że mieli mnie z głowy, ale babcia wciąż powtarzała: dziewczynkom nie wypada! Powinnaś sobie znaleźć bardziej odpowiednie zajęcie.
Kupowała mi lalki, wiązała kokardki na włosach, a ja znikając za rogiem domu ściągałam je i biegałam za piłką.
Czy byłam chłopczycą? Nie wydaje mi się. Fakt, że lepiej się czułam w męskim towarzystwie, nie robi ze mnie chłopaka.
W szkole było podobnie. Jakoś nie kręciły mnie te pierwsze błyszczyki, ukradkiem malowane rzęsy i odciski ust zostawiane na lustrze w szkolnej łazienki. Wolałam pograć w zbijaka, pooglądać jakieś potwory w książkach i pośmiać się z rzeczy o które małe kobietki się obrażały. I co? Nie wypadało? Może i nie, ale uważam, że człowiek powinien się cieszyć każdą chwilą, a nie tylko zastanawiać, co wypada, a co nie wypada.

pokaż więcej

więcej...
 
Moja biblioteczka
9 0 0
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (3)

zgłoś błąd zgłoś błąd