Trenuję uważność, ale to nie oznacza, że zacząłem zabijać – wywiad z autorem „Zabijaj uważnie”

Anna Sierant
02.06.2021

Mindfulness jako... znakomity sposób na rozwinięcie swoich morderczych instynktów i „umiejętności”? Karsten Dusse w swojej powieści kryminalnej „Zabijaj uważnie” z niemałą dozą ironii i humoru udowadnia, że to jak najbardziej możliwe! Postanowiliśmy zapytać autora, skąd pomysł na taką fabułę książki i bohatera, który dowodzi, że (przynajmniej na kartach literatury) trening uważności może być wręcz zabójczo skuteczny.

Trenuję uważność, ale to nie oznacza, że zacząłem zabijać – wywiad z autorem „Zabijaj uważnie” Materiały prasowe Wydawnictwa Otwarte

[Opis wydawcy] Björn Diemel, główny bohater „Zabijaj uważnie”, to odnoszący sukcesy adwokat, który zostaje zmuszony przez żonę do pójścia na terapię. Kobieta postawiła mu ultimatum: albo poprawi swój work-life balance, albo koniec z ich małżeństwem, a o kontaktach z córką też może zapomnieć. Wizyty w gabinecie nie tylko szybko przynoszą owoce, ale w finezji uczeń przerasta mistrza. Kiedy natrętny klient Björna – brutalny kryminalista – zaczyna przysparzać mu problemów, adwokat zabija go zgodnie ze wszystkimi regułami mindfulness wyniesionymi z terapii. A to dopiero początek…

Anna Sierant: Twoja książka nie jest thrillerem w klasycznym znaczeniu – od początku wiadomo, kto zabija, a czytelnik w tracie lektury jest zaciekawiony, ale i co jakiś czas wybucha śmiechem, wkurza się na głównego bohatera, czasem się boi. Trudno było to wszystko połączyć?

Łączenie elementów, które rzekomo do siebie nie pasują, gwarantuje największe urozmaicenie. Na przykład, najbardziej lubię lody o smaku solonego karmelu. Niby wiem, czego się spodziewać, a jednak każda łyżeczka smakuje inaczej. Wystarczy sporządzić listę podstawowych składników i ich wzajemnych oddziaływań. Potem połączenie ich nie jest trudne.

Reklama

Zapewne pytano cię o to już nie raz, ale i ja nie mogę nie zadać tego pytania: dlaczego (i czy w ogóle) tak bardzo nie lubisz całej filozofii związanej z mindfulness? Z jednej strony w oczywisty sposób traktujesz ją z przymrużeniem oka, ale patrząc na wyczyny twojego bohatera – trudno odmówić jej (tragicznej) skuteczności.

To zabawne, ale nigdy mnie o to nie pytano. Jestem ogromnym fanem uważności. W swojej książce pokazałem ją, świadomie operując ostrymi kontrastami. Białego gołębia lepiej widać na tle ciemnej chmury.

A czy sam uczestniczyłeś w treningu uważności lub wziąłbyś w niej udział? Uważasz, że mogą one rzeczywiście pomóc człowiekowi, ale oczywiście w inny sposób niż miało to miejsce w przypadku Björna?

Wziąłem udział w kursie uważności. Praktykuję ją codziennie, głównie po to, by nie dać się przytłoczyć wymaganiom stawianym mi przez otoczenie. Nie oznacza to jednak, że zacząłem zabijać.

Dlaczego ukazałeś zastosowanie zasad mindfulness w praktyce akurat w środowisku mafijnym? Chodziło o to, by móc rozśmieszyć czytelnika, pokazać absurd niektórych sytuacji, a jednocześnie wprowadzić do książki wartką akcję?

Wątek uważności stanowił logiczną odpowiedź na konkretne pytanie: Jak morderca radzi sobie ze stresem, zarówno tym, który doprowadził go do morderstwa i tym, który dopada go później? Wtedy przyszło mi do głowy, że Björn powinien przekonać się o pożytkach z uważności, zanim zabije Dragana. W pewnym momencie okazało się, że to całkiem dobre połączenie.

Sam jesteś prawnikiem i prawnikiem uczyniłeś też Björna Diemela – w jednym z wywiadów wspomniałeś, że zawsze ważniejsze było dla ciebie rozwiązanie sprawy niż jej wygranie. Diemel stosuje w życiu inną filozofię: po trupach do celu. Jako że sam wykonujesz ten zawód, nie wolałeś stworzyć pozytywnego bohatera parającego się prawem?

Niemal każdy spór prawny wynika z jakiegoś konfliktu międzyludzkiego. O wiele sensowniej jest rozwiązać ten fundamentalny problem niż rozgrzebać sprawę przed sądem. Takie pojednanie wymaga jednak dużej wrażliwości emocjonalnej. Björn świadomie wybrał pracę w środowisku narażającym go na maksymalny stres. Jednak dopiero wstrząs emocjonalny każe mu przemyśleć swoje życie. Prawnik, który uważa, że „cel uświęca środki”, prędzej czy później płaci za to wysoką cenę, na przykład, wypalenia zawodowego.

Uduszenie w bagażniku, a potem pocięcie na kawałki czy wysadzenie w powietrze – Björn nie ma dla tych, którzy staną mu na drodze litości. Z drugiej strony to kochający ojciec i cierpliwy małżonek. Tylko czy go w ogóle można lubić? Czy zależało Ci na tym, by bohater zyskał sympatię czytelników, czy raczej ich zaciekawił?

Dlaczego kochający ojciec nie miałby przemielić w rębaku ogrodowym kogoś, kto stoi na drodze do szczęścia jego dzieci? Mówiąc poważnie, moim celem nie było moralizowanie, tylko dostarczenie rozrywki. Piszę z myślą o konkretnym czytelniku: sobie samym. Jeśli mam całymi miesiącami zajmować się zmyśloną postacią, postąpiłbym zgoła nieuważnie, gdybym stworzył taką, której nie lubię. Lubię Björna. Podoba mi się to, że nie tylko dopuszcza się czynów, o których inni tylko myślą w gniewie, ale także stara się wyjaśnić swoje motywacje.

Reklama

A co z innymi postaciami: członkowie mafii, bezwzględni prawnicy, niewdzięczne żony – czy w ogóle kogokolwiek w twojej książce można obdarzyć sympatią? Masz swojego ulubionego bohatera?

Sympatia do drugiej osoby to sprawa czysto subiektywna. Dzięki Bogu. W przeciwnym razie istnieliby na świecie wyłącznie ludzie powszechnie lubiani bądź znienawidzeni. Dotyczy to również fikcyjnych postaci. Björnowi poświęciłem najwięcej uwagi. Nie musiałem natomiast szczegółowo opisywać pozytywnych stron pozostałych postaci. Co nie oznacza, że ich nie mają.

Czy „Zabijaj uważnie” może być przestrogą dla osób, które zapędziły się w pracy ponad godziny, zapomniały o pielęgnowaniu relacji z małżonkiem, mało czasu spędzają z dziećmi, by w porę zwrócili na to uwagę? Bo może nie skończy się to dla nich tym, że staną się mordercami, ale wymęczy ich psychicznie?

„Zabijaj uważnie” to przede wszystkim propozycja dla czytelników, by na kilka godzin oderwali się od codzienności. Tylko tyle i aż tyle. Czytelnik może po jej przeczytaniu dalej zgłębiać poruszane w niej tematy albo przerwać lekturę w połowie. Oczywiście to pierwsze cieszy mnie bardziej.

Jesteś nie tylko prawnikiem, ale i autorem scenariuszy do seriali. „Zabijaj uważnie” wydaje się idealnym materiałem na produkcję telewizyjną – czy trudno było ci zmienić sposób pisania i tym razem stworzyć fabułę do powieści, książki, a nie do telewizji?

Myślę obrazowo. Kiedy konstruuję scenę, przenoszę się myślami w świat fikcji. Dotyczy to zarówno prozy, jak i skeczu czy serialu. Literatura daje mi jednak większą satysfakcję niż pisanie dla telewizji. Tylko ja mam wpływ na kształt świata powieściowego, a rezultat mojej pracy żyje o wiele dłużej.

Jako Polka nie mogę zapytać o jedną z pobocznych bohaterek – Basię, która weszła w związek z niemieckim policjantem, bo przecież dla Polki niemiecka emerytura to już jest coś, to są duże pieniądze. Czy w Niemczech nadal pokutuje obraz biednego Polaka i Polek, polującego na bogatego małżonka lub imającego się tylko fizycznych zajęć? A może to wcale nie stereotyp, tylko rzeczywistość, którą obserwujesz?

Szczerze powiedziawszy, nie zastanawiałem się nad tym. To, że przedstawiam perspektywę dobrej emerytury pana Möllera jako jego najlepszą cechę charakteru, służy wyłącznie charakterystyce tej postaci. Zarazem powinien mieć wspaniałą partnerkę, której odejścia się boi i która wpędza go w kompleksy, zazdrość bowiem sprawia, że łatwo nim manipulować. Nie chciałem też, by pan Möller umarł na oczach kolegów z policji, dlatego postanowiłem, że jego partnerka będzie pochodzić z sąsiedniego kraju, a on zginie po wielogodzinnej podróży, pod kołami samochodu, przed drzwiami domu swoich niedoszłych teściów. Mogłem wybrać Francję albo Polskę. W kręgu moich znajomych jest para niemiecko-polska, dlatego zdecydowałem się na taką kombinację. Znowu wracamy do kwestii łączenia składników, wywołujących odmienne reakcje.

Reklama

Na koniec nie mogę nie zapytać o przedszkola – to, jak w Niemczech wygląda do nich rekrutacja, przedstawiłeś z ogromnym poczuciem humoru, jednak dla wielu rodziców te zapisy to droga przez mękę. Dla tych w Polsce też. Doświadczyłeś tych problemów na własnej skórze?

Rozdźwięk między oczekiwaniami i rzeczywistością jest w Niemczech w wielu sprawach ogromny. Dotyczy to również dzieci. Codziennie toczą się dyskusje, czego należy zakazać, by „ocalić ich przyszłość”. Zarazem nie dba się o ich teraźniejszość. Na przykład, poszukiwanie miejsca w przedszkolu stało się dla rodziców pracą na pełny etat. W mojej drugiej książce Joschka Breitner następująco to podsumowuje: „Dzieci nie mają żadnych oczekiwań względem przyszłości. Interesuje je wyłącznie teraźniejszość. Oczekiwanie to ma zresztą swoją nazwę: dzieciństwo”.

O autorze

Karsten Dusse – prawnik, który od lat pisze scenariusze do seriali i formatów telewizyjnych. Za tę twórczość był wielokrotnie nagradzany – otrzymał między innymi Deutscher Fernsehpreis i Deutscher Comedypreis. Powieść „Zabijaj uważnie" i jej kontynuacja sprzedały się już w ponad 2 milionach egzemplarzy.

Zobacz, dlaczego Marcin Perchuć poleca książkę „Zabijaj uważnie”:

Fragment książki „Zabijaj uważnie”:

Zabijaj uważnie

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Powieść „Zabijaj uważnie” jest już dostępna w księgarniach online.

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
lacerta 07.06.2021 21:21
Czytelnik

Bardzo ciekawy wywiad. :) Czekam z niecierpliwością na kolejne książki pana Dusse.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
mimbla 04.06.2021 12:51
Czytelnik

Jakże inaczej napisana jest ta książka, a jak dobrze się ją czyta :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Skylla 03.06.2021 11:10
Czytelnik

Jeżeli pojawi się e-book to może się skuszę...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Reklama
Anna Sierant 01.06.2021 13:11
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd