-
Artykuły
„Nasze ciało to mapa lęków, której umysł nie potrafi ukryć” – wywiad z Sebastianem Fitzkiem, autorem thrillera „Mimika”
Marcin Waincetel2 -
Artykuły
Kalafiory, czarownice i zbrodnia w rezydencji. Sprawdź, co kryje się w tych książkach Nowości pod patronatem Lubimyczytać.
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Z czego żyje pisarz?
Orbitowski24 -
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać342
Biblioteczka
"Czahary" Marii Rodziewiczówny to kolejny tom z serii literatury klasycznej wydawanej przez Bukowy Las. Serię wyróżnia niezwykła szata graficzna, która przyciągnie oko niejednego wybrednego czytelnika! Tym razem Rodziewiczówna przeniesie nas w klimatyczne miejsca, gdzie wiele się wydarzy. Ale zacznijmy od początku...
Zosia, główna bohaterka powieści, to typ czarnej owcy w rodzinie. Każdy z rodu Janickich o tym wiedział, lecz dopiero śmierć ojca stała się wyraźną cezurą, od której wizerunek Zosi jeszcze bardziej się wyostrzył. Mamy koniec XIX wieku, kiedy to wciąż dominującą stroną są mężczyźni, a kobiety, jeśli nie chcą wpaść w kłopoty, muszą się podporządkować. Tymczasem główna bohaterka bezpardonowo protestuje przeciw niesprawiedliwemu podziałowi majątku po ojcu, czym rozpoczyna poważny konflikt z braćmi. Bunt Zofii przynosi jednak efekty, ale czy takich się spodziewała?
Przeczytałam już kilka powieści Rodziewiczówny i z każdą kolejną coraz bardziej przekonuję się do twierdzenia, że twórczość tej pisarki jest błędnie postrzegana przez ogół czytelników. Wedle stereotypu Rodziewiczówna to popularna pisarka romansów, jednak niewiele jest w tym prawdy. "Czahary" to jeden z lepszych przykładów ilustrujących, że wątek romansowy wcale nie znajduje się w centrum zainteresowań Rodziewiczówny. Zosia nie poszukuje miłości swojego życia. Zamiast tego stara się po prostu żyć w taki sposób, aby zachować godność i niezależność. W świetle czasu akcji oraz czasu powstania powieści taka postawa kobiety budzi respekt i rzuca nowe światło na całą historię.
W "Czaharach" świetnie wypadają drugoplanowe postaci. Jestem wielką fanką Kasjana, którego osobowość powinna być odpychająca, a jednak czytelnik znajduje dla tej postaci wiele serca. Kasjan jest także fundamentalnym źródłem humoru. Oprócz takich smaczków w powieści znajdziemy jeszcze ciekawe wątki związane z finansami czy zarządzaniem, co będzie szczególnie pociągające dla osób zainteresowanych tego rodzaju tematyką.
Podsumowując, "Czahary" to krótka, lecz treściwa, powieść na jedno popołudnie. Przepiękne wydanie zachęci do czytania, a bohaterowie i miejsca przeniosą Was do zupełnie innego świata. Po takie książki warto sięgać. Serdecznie polecam!
"Czahary" Marii Rodziewiczówny to kolejny tom z serii literatury klasycznej wydawanej przez Bukowy Las. Serię wyróżnia niezwykła szata graficzna, która przyciągnie oko niejednego wybrednego czytelnika! Tym razem Rodziewiczówna przeniesie nas w klimatyczne miejsca, gdzie wiele się wydarzy. Ale zacznijmy od początku...
Zosia, główna bohaterka powieści, to typ czarnej...
Wrzesień dobiega końca. Nowy rok szkolny na dobre się rozkręcił, a uczniowie prawdopodobnie przywykli już do porannych pobudek. I choć szkoła jest dla wszystkich miejscem niezwykle oczywistym, bo mamy z nim do czynienia od najmłodszych lat, to nadal pozostaje przestrzenią licznych sporów. Każdy inaczej odpowie na pytanie, jak powinna wyglądać szkoła. Wśród ogromu pomysłów na system edukacji brak jednej konkretnej odpowiedzi, rozwiązującej wszystkie dzisiejsze problemy przestrzeni szkolnej. Refleksję na temat funkcjonowania szkolnictwa podjął Wojciech Harpula w książce o wymownym tytule - "Patoedukacja".
Nazwisko autora książki może w pierwszym odczuciu nie budzić zaufania potencjalnych czytelników. Wojciech Harpula jest bowiem dziennikarzem i nie ma nic wspólnego z edukacją. Zarzut ten, choć zgodny z prawdą, jest w tym kontekście bezzasadny. Trzeba tutaj podkreślić, że "Patoedukacja" nie jest wywodem Harpuli na temat szkoły idealnej, lecz zbiorem krótkich wywiadów z osobami, które na co dzień zajmują się dydaktyką. Harpula ograniczył swoją rolę do zadawania pytań i zachęcania czytelników do przemyśleń. Wypowiadają się tu różne osoby. Warto wspomnieć o profesorze Bogusławie Śliwerskim, którego nazwisko z pewnością jest znane wszystkim studentom pedagogiki. Profesor Śliwerski jest specjalistą w swojej dziedzinie, więc zdecydowanie trzeba docenić obecność jego wypowiedzi w książce Harpuli. Poglądy prof. Śliwerskiego na kwestię systemu oświaty są odważne i niezwykle ciekawe, dlatego zachęcam, żeby szczególną uwagę poświęcić temu fragmentowi książki.
Wśród licznych wypowiedzi znajdziecie osoby z tytułem naukowym doktora, lecz także głosy zwykłych nauczycieli, a nawet uczniów. Dobrze jest spojrzeć na daną kwestię z tak wielu różnych perspektyw, ponieważ dzięki temu zyskujemy szerszy ogląd sprawy i możemy wziąć pod uwagę rozmaite kwestie. Uświadamia nam to także, że "naprawienie" szkoły wcale nie jest łatwym zadaniem, a idealny system w zasadzie nie istnieje. Ta smutna diagnoza wcale nie wyklucza starań o to, żeby każdy członek społeczności szkolnej czuł się dobrze w tych szalonych okolicznościach.
Podsumowując, nie uważam, że "Patoedukacja" to tytuł bazujący na taniej sensacji (bo wszyscy narzekają na szkołę i łatwo się na tym wybić). Jest to książka, która stara się w pigułce zarysować dzisiejsze patologie edukacji oraz przedstawić możliwe rozwiązania. Moim zdaniem zamiast odgrzewanego kotleta mamy tu raczej zbiór propozycji i pretekstów do rozważań. Dlatego książkę polecam, zwłaszcza tym, którzy interesują się kształtem współczesnej szkoły.
Wrzesień dobiega końca. Nowy rok szkolny na dobre się rozkręcił, a uczniowie prawdopodobnie przywykli już do porannych pobudek. I choć szkoła jest dla wszystkich miejscem niezwykle oczywistym, bo mamy z nim do czynienia od najmłodszych lat, to nadal pozostaje przestrzenią licznych sporów. Każdy inaczej odpowie na pytanie, jak powinna wyglądać szkoła. Wśród ogromu pomysłów...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Istnieje powiedzenie "światem rządzi pieniądz". Oznacza ono smutną diagnozę społeczeństwa owładniętego pokusą ciągłego bogacenia się, wypierając jednocześnie takie wartości jak zdrowie, rodzina czy szczęście. Niestety, dopóki istnieją pieniądze, dopóty ludzie będą się mierzyć z licznymi problemami niemal w każdej sferze życia. Jedną z nich jest branża wydawnicza, szczególnie bliska sercom czytelników. I choć bardzo chcielibyśmy, aby środowisko czytelnicze było inne, może nieco zdystansowane od reszty świata, wszyscy doskonale wiemy, że wcale tak nie jest.
"Biblioróznorodość. Manifest wydawców niezależych" wskazuje na niechlubne miejsca współczesnego rynku książki. Susan Hawthorne, autorka manifestu, sama jest współzałożycielką i dyrektorką niezależnego wydawnictwa feministycznego, a więc dostajemy do rąk wypowiedź osoby doświadczonej i kompetentnej. Zacznijmy jednak od początku...
Termin zawarty w tytule publikacji odnośni się do pojęcia "bioróżnorodności", które jest w powszechnym użyciu. Susan Hawthorne posłużyła się tym hasłem jako pewnego rodzaju kalką i zastosowała go do rynku wydawniczego. Jak twierdzi autorka, biblioróżnorodność to "złożony, samowystarczalny system opowiadania historii, pisania, publikowania i innych rodzajów produkowania przekazów ustnych, czyli oratury, oraz literatury." Im bardziej skomplikowany system, tym lepiej, bowiem wówczas kwitnie w nim życie kulturowe, mające zbawienny wpływ na jego uczestników.
Manifest Susan Hawthorne jest nie tylko wyrazem frustracji wynikającej z wieloletnich obserwacji branży książkowej, lecz także wezwaniem czytelników do samokształcenia w tym zakresie. Wybory konsumentów, świadomość pewnych mechanizmów czy zjawisk współczesnej kultury to elementy niezwykle potrzebne w budowaniu dobrego "ekosystemu czytelniczego". Swoją tezę Hawthorne obszernie argumentuje, powołując się na liczne wydarzenia, problemy czy zjawiska. Niektóre z nich powstały na zupełnie innym gruncie, lecz ich echo pobrzmiewa daleko od pierwotnego kontekstu, wpływając bezpośrednio na rynek książki. W manifeście znajdziecie zatem solidną dawkę wiedzy, konkretne stanowisko, żywą polemikę i głośne wezwanie, aby nie ulegać ślepo wpływom rynku. "Biblioróżnorodność" to intrygujący tytuł, z którym każdy książkoholik powinien być obeznany. Serdecznie polecam.
Istnieje powiedzenie "światem rządzi pieniądz". Oznacza ono smutną diagnozę społeczeństwa owładniętego pokusą ciągłego bogacenia się, wypierając jednocześnie takie wartości jak zdrowie, rodzina czy szczęście. Niestety, dopóki istnieją pieniądze, dopóty ludzie będą się mierzyć z licznymi problemami niemal w każdej sferze życia. Jedną z nich jest branża wydawnicza,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Z czym kojarzy się Wam muzeum? Sztuka, kultura, artyzm, wybitne dzieła... Ha! Tak by było, gdybyśmy żyli w idealnym świecie. Tymczasem Heather McGowan w swojej najnowszej powieści pokazuje, że muzeum bynajmniej nie stanowi stolicy kultury wyższej. Pod płaszczykiem ekstrawagancji i wyjątkowości kryje się najzwyklejsza w świecie żądza pieniędzy, niepohamowana chęć wzbogacenia się, która nigdy nie kończy się dobrze.
Główną bohaterką powieści jest Diane Schwebe. Postać tę poznajemy w najgorszym z możliwych dla niej momentów, kiedy sypie jej się cały świat, a problemy zdają się ciągnąć bez końca. Najważniejszym powodem do zmartwień jest jednak to, by udało się uratować muzeum w Nowym Jorku. Instytucja znajduje się bowiem w kłopotach finansowych, podupada, natomiast zebrane w niej dzieła sztuki mają różne pochodzenie - niektóre nawet nielegalne. Sytuacji nie poprawia fakt, że na zatuszowanie autentycznego pochodzenia eksponatów Diane oraz pracownicy placówki mają tylko... dobę. Akcja pędzi więc na łeb, na szyję, a czytelnik musi radzić sobie z coraz to nowszymi informacjami, stale komplikującymi tok zdarzeń.
"Przyjaciele muzeum" to nie tylko thriller, jak twierdzą reklamy, lecz także, a może nawet przede wszystkim, satyryczno-gorzka historia o ludziach i miejscach. Przyznać trzeba, że nie jest to łatwa lektura i momentami będzie testować cierpliwość czytelnika. Warto jednak podjąć ten trud, by móc przeżyć niezwykłą podróż po świecie sztuki i artystów oraz osób związanych z tym środowiskiem. Heather McGowan podjęła temat, który nie należy do prostych ani przyjemnych. Autorka z jednej strony wyśmiewa pewne tendencje, z drugiej zaś uzasadnia ich istnienie. Tu nie ma miejsca na łatwe odpowiedzi ani upraszczanie świata. Powieść chce, by czytelnik był zaangażowany, świadomy i otwarty na niewygodną prawdę. Zechcecie się z nią skonfrontować?
Powieść Heather McGowan zaskoczyła mnie swoją konstrukcją, narracją, problematyką. Spodziewałam się lektury bardziej rozrywkowej niż intelektualnej, a dostałam literacki labirynt, po którym poruszałam się z taką samą niepewnością co zaintrygowaniem. "Przyjaciele muzeum" to niesamowita opowieść, przy której nie sposób się nudzić. Serdecznie polecam!
Z czym kojarzy się Wam muzeum? Sztuka, kultura, artyzm, wybitne dzieła... Ha! Tak by było, gdybyśmy żyli w idealnym świecie. Tymczasem Heather McGowan w swojej najnowszej powieści pokazuje, że muzeum bynajmniej nie stanowi stolicy kultury wyższej. Pod płaszczykiem ekstrawagancji i wyjątkowości kryje się najzwyklejsza w świecie żądza pieniędzy, niepohamowana chęć wzbogacenia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Rękopis znaleziony w Saragossie" to wybitne dzieło Jana Potockiego, pochodzące z początku XIX wieku, które do tej pory cieszy się wielką popularnością. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest zapewne ekranizacja powieści z 1964 roku, chętnie przypominana w telewizji. Do "Rękopisu..." zatem powracamy często i z przyjemnością, a powodem tego zachowania jest z pewnością monumentalność utworu.
Prezentowany tytuł przynależy do gatunku powieści łotrzykowskiej (romansu awanturniczego), charakteryzującego się między innymi obecnością elementów satyry, bohaterem w roli rzezimieszka czy hulaki, narracją z perspektywy pierwszoosobowej oraz bogatą fabułą, która nie pozwala nam na odłożenie książki. Ta ostatnia cecha jest szczególnie kłopotliwa w przypadku "Rękopisu...", który w niniejszym wydaniu liczy sobie niemal 800 stron! I choć studenci polonistyki, widząc taką cegłę w spisie lektur, niechętnie podejmują czytelnicze wyzwanie lub nawet kapitulują już na samym początku, zdecydowanie warto wrócić do tego utworu w spokojniejszych warunkach i bez presji czasu. Dlaczego?
Przede wszystkim warto pamiętać, że powieść Potockiego jest naszym narodowym dziedzictwem i utworem wyróżniającym się na tle innych. Historia obfituje w takie motywy i wątki, które czytelnicy lubią najbardziej... Mamy tu bowiem całą masę tajemnic, niewyjaśnionych okoliczności, zagadek, które tylko czekają na odkrycie. Intrygująca jest także przestrzeń literacka - zamki, pustelnie, gospody czy jaskinie pozwalają nam poczuć klimat powieści i nierzadko serwują ciarki na plecach. Opowieść Alfonsa von Wordena to niezwykle fascynująca przygoda, podczas której dotrzemy do zakazanych miejsc, doświadczymy rzeczy wykraczających poza nasz intelekt, poznamy mnóstwo świetnie skrojonych postaci oraz najzwyczajniej w świecie będziemy się świetnie bawić.
Powyższe wydanie powieści jest wyjątkowe. Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na przekład tekstu, który w Polsce ujrzał światło dzienne dopiero w 2015 roku. Tłumaczenie Anny Wasilewskiej należy na ten moment do najnowszych i najwierniejszych przekładów. Trzeba o tym wspomnieć, gdyż "Rękopis..." został napisany po francusku, a następnie był wielokrotnie tłumaczony, skracany, cenzurowany itp. Po drugie, książka została przepięknie wydana. Jest to twarda oprawa ze stronami w kremowym kolorze, wbrew pozorom - komfortowa do czytania, a na półce prezentuje się wręcz godnie! Jak dla mnie to pozycja obowiązkowa dla każdego literackiego wyjadacza, klasa sama w sobie. Serdecznie polecam!
"Rękopis znaleziony w Saragossie" to wybitne dzieło Jana Potockiego, pochodzące z początku XIX wieku, które do tej pory cieszy się wielką popularnością. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest zapewne ekranizacja powieści z 1964 roku, chętnie przypominana w telewizji. Do "Rękopisu..." zatem powracamy często i z przyjemnością, a powodem tego zachowania jest z pewnością...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
No i mamy to, drodzy państwo! Kolejna powieść Marii Rodziewiczówny, którą przeczytałam i mam przyjemność ją dziś ocenić. Choć trudno oceniać tego rodzaju literaturę... Jest to bowiem utwór z 1913 roku, więc czuję pewne opory przed tym, żeby z perspektywy współczesnego człowieka opowiadać o książce, będącej zapisem tak odległych czasów, zupełnie nam dziś nieznanych okoliczności i nieistniejącego już świata... Nie chcę naruszać tego porządku, więc tylko opowiem, co można odnaleźć w "Błękitnych", bo co do wartości sięgania po takie teksty - nie mam żadnych wątpliwości.
"Błękitni" to historia księcia Leona, który po tragicznej śmierci swojego brata, musi przejąć rodzinny majątek i mądrze nim gospodarować. Okazuje się jednak, że nie jest to łatwe zadanie. Nowa sytuacja wymusza na głównym bohaterze wiele zmian, nie tylko w sposobie życia, lecz także w postrzeganiu samego siebie. Leon, zwany też Lwem, mierzy się z przewartościowaniem swojego życia, by móc odnaleźć się w tych niecodziennych dla niego okolicznościach. Czy historia Leona jest świadectwem wielkiego upadku człowieka czy osiągania szczytów mimo przeciwności losu? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Henryk Sienkiewicz w "Rodzinie Połanieckich" zapisał piękne motto: "O człowieku nie wolno wątpić, póki żyje". Słowa te pięknie wpisują się w "Błękitnych", bo to właśnie czas, a wraz z nim liczne zmiany, jakie nawiedzają bohaterów, świadczą o nieuchronnej zmienności, przynoszącej zarówno trudny, jak i nadzieję. Rodziewiczówna wpisała w swoją powieść wiele szlachetnych idei, takich jak na przykład szacunek do pracy, troska o swój dom, przywiązanie do ziemi. Bohaterowie bardzo różnie odnoszą się do tych starych jak świat reguł, porządkujących rzeczywistość wedle tradycji, w imię wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Powieść odpowiada na pytanie, którą drogę warto obrać, żeby iść przez życie z dumą i satysfakcją, choć nie zawsze jest to łatwe lub oczywiste.
Jak widzicie, "Błękitni" w przeciwieństwie do niektórych pozostałych powieści Rodziewiczówny dotykają nieco innych tematów, choć nie stronią od wątków miłosnych. I nic w tym dziwnego, skoro uczucie jest jednym z fundamentów człowieczeństwa. "Błękitni" to powieść niezwykle klimatyczna, pozwalająca na nieco nostalgiczną tęsknotę za czasami, których my doświadczyć już nie możemy. Serdecznie polecam.
No i mamy to, drodzy państwo! Kolejna powieść Marii Rodziewiczówny, którą przeczytałam i mam przyjemność ją dziś ocenić. Choć trudno oceniać tego rodzaju literaturę... Jest to bowiem utwór z 1913 roku, więc czuję pewne opory przed tym, żeby z perspektywy współczesnego człowieka opowiadać o książce, będącej zapisem tak odległych czasów, zupełnie nam dziś nieznanych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wydaje się, że po czterdziestce życie już niczym nie zaskoczy - to my będziemy kowalami swojego losu, którzy dziarsko piszą własną opowieść. Tymczasem rzeczywistość okazuje się brutalna, o czym boleśnie przekonuje się Lila, główna bohaterka najnowszej powieści Jojo Moyes. Lila jest pisarką, ma dwoje dzieci i jeszcze niedawno miała męża, który porzucił ją dla młodszej kobiety. Bohaterka musi stawić czoła nowej sytuacji, rzutującej na wszystkich domowników oraz na pracę Lilii. Na tym jednak nie koniec problemów. Gdy na jaw wychodzą rodzinne sekrety, córka przechodzi okres buntu, a dom wymaga kosztownego remontu, Lila będzie musiała odnaleźć balans w tym chaosie. Czy sobie poradzi?
„Między końcem a początkiem” to powieść krzepiąca, choć opis wcale na to nie wskazuje. A jednak bohaterowie tej książki z sukcesem udowadniają czytelnikowi krok po kroku, że z każdej sytuacji można wyciągnąć nie tylko cenne wnioski, lecz także wzmocnienie samego siebie, uporządkowanie myśli oraz poprawę własnego życia. Każdy z nas popełnia błędy, o czym powieść Jojo Moyes nieustannie przypomina. Życiowe tarapaty są domeną nie tylko Lilii, lecz także jej ojca, matki, córki, przyjaciółki, męża… Losy tych wszystkich bohaterów pokazują, że złe decyzje są naturalne, natomiast kluczem do szczęścia jest sposób, w jaki sobie z nimi radzimy. Powieść zahacza o trudne tematy, podejmuje na przykład wątek kłamstwa w dobrej wierze i żongluje pewnymi pojęciami. Każe nam zastanowić się nad tym, co w życiu jest naprawdę ważne i jaką cenę trzeba za to zapłacić.
Książkę Moyes czyta się szybko i przyjemnie. Jest to lektura idealna na lato, choć niepozbawiona wad. Odnoszę wrażenie, że wątek Celii, córki głównej bohaterki, mógłby zostać nieco inaczej poprowadzony. Rozwiązanie, na które zdecydowała się autorka, uważam za nieprzekonujące. Ciekawa jest natomiast historia przyjaciółki Lilii. Jest to kobieta, która podobnie jak główna bohaterka, została porzucona przez ukochanego. Zmotywowało ją to do skupienia uwagi na swoich potrzebach i oczekiwaniach, dzięki czemu mogła znaleźć odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście jest szczęśliwa. I choć jest to postać drugoplanowa, warto pochylić się nad jej losami, które wiele nam mówią o ludzkiej naturze.
Podsumowując, "Między końcem a początkiem" to wakacyjny comfort book, zawierający wszystko, czego potrzebuje dobra powieść: wyraziste postacie, wciągająca fabuła i wartościowa problematyka, a to wszystko przyprawione sporą dawką humoru. Jestem fanką wszystkich fragmentów, gdzie pojawiają się sprzeczki między dwoma staruszkami (choć, słowo daję, określenie "staruszek" nie pasuje do tych bohaterów, podobnie jak "dziadek", czego Gene jest żywym dowodem, dlatego życzy sobie, aby mówić o nim "stary druh"). Jeśli szukacie lekkiej opowieści w prostej formie, lecz z przekazem, nowa powieść Moyes będzie dobrym wyborem. Serdecznie polecam. :)
Wydaje się, że po czterdziestce życie już niczym nie zaskoczy - to my będziemy kowalami swojego losu, którzy dziarsko piszą własną opowieść. Tymczasem rzeczywistość okazuje się brutalna, o czym boleśnie przekonuje się Lila, główna bohaterka najnowszej powieści Jojo Moyes. Lila jest pisarką, ma dwoje dzieci i jeszcze niedawno miała męża, który porzucił ją dla młodszej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Zaczytuję się Rodziewiczówną - w ten sposób mogłabym określić ostatnie kilka miesięcy mojego życia, spędzonych przy powieściach Marii Rodziewiczówny, pisarki "minoris gentis" - a przynajmniej tak zwykło się o niej mówić. Przyznać trzeba, że powieści tej pisarki charakteryzują się przystępnością, pozwalającą zyskać szerokie grono czytelników. To oczywiście nie kategoryzuje ich jako tekstów "gorszego sortu". Przyjrzyjmy się więc "Jerychonce" i spróbujmy ocenić, czy warto po nią sięgnąć.
Tytułowa jerychonka to roślina, a konkretniej róża jerychońska (inna nazwa, zapewne bardziej profesjonalna to widliczka łuskowata - ot, ciekawostka), cechująca się niesamowitymi właściwościami regeneracyjnymi. Dlatego czasem nazywą się ją także "zmartwychwstanką". Trzeba przyznać, że symbolika jego kwiatu jest niezwykle wymowna i świetnie wpisuje się w fabułę utworu. Główną bohaterką powieści jest Magda Domontówna, która wraca do Krakowa z zagranicznych studiów. Na miejscu spotyka swojego przyjaciela z dawnych lat, Filipa, który wpakował się w życiowe tarapaty. Jest on bowiem uzdolnionym malarzem, który źle ulokował swoje uczucia. Zakochał się w kobiecie bezwzględnej, wykorzystującej jego miłość bez żadnych skrupułów. W tym niezwykłym trójkącie miłosnym dzieje się wiele... i nie możecie tego przegapić!
Rodziewiczówna ułożyła dość prostą, ale i przyjemną opowieść, którą można pochłonąć w ciągu jednego wieczora. Bohaterów się kocha lub nienawidzi, jednak bez względu na to, jakie mamy wobec nich emocje, zdecydowanie patrzymy na ich losy przez pryzmat własnych doświadczeń - bo to w końcu w najprostszych historiach odnajdujemy cząstkę siebie, nawet wtedy, gdy mowa o utworze z 1920 roku. Bohaterowie "Jerychonki" w gruncie rzeczy są tacy jak my współcześni. Oni również poszukują recepty na szczęście, popełniając przy tym liczne błędy, żałując swoich decyzji.
Za duży plus "Jerychonki" uważam wszelkie wątki związane ze sztuką. Odgrywa ona w tej powieści niebagatelną rolę i - myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że - czyni ją naprawdę wyjątkową. Wzbogaca symbolikę, mnoży znaczenia, uatrakcyjnia świat przedstawiony, a tych czytelników, którzy lubią sztukę, z pewnością inspiruje. Podsumowując, serdecznie polecam tę z pozoru oczywistą, lecz nie infantylną powieść, która zabierze Was do zupełnie innego świata...
Zaczytuję się Rodziewiczówną - w ten sposób mogłabym określić ostatnie kilka miesięcy mojego życia, spędzonych przy powieściach Marii Rodziewiczówny, pisarki "minoris gentis" - a przynajmniej tak zwykło się o niej mówić. Przyznać trzeba, że powieści tej pisarki charakteryzują się przystępnością, pozwalającą zyskać szerokie grono czytelników. To oczywiście nie kategoryzuje...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Język jest zagadnieniem budzącym wiele emocji. I choć niewielka część społeczeństwa to poloniści, na temat poprawności językowej lubią się wypowiadać dosłownie wszyscy. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem rzecz dotyczy każdego z nas. Jednak w rozmaitych dyskusjach o komunikacji, słownictwie czy kulturze języka, bardzo łatwo o konflikt. Czasami aż chciałoby się powiedzieć „Jak słowo daję!” – to określenie jest wyrazem frustracji i być może właśnie to uczucie było dla Mateusza Adamczyka źródłem inspiracji do napisania „Współczesnego poradnika językowego”, bowiem zażarte spory o kwestie językowe mogą ostatecznie popychać do tego, żeby raz na zawsze wyjaśnić pewne problemy i zażegnać burzliwe polemiki.
Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że taka książka była nam po prostu potrzebna. Mimo istnienia pokaźnej biblioteki opracowań językoznawczych, nie należy porzucać tego obszaru nauki, ponieważ język ciągle się zmienia. Liczne przemiany dotyczą także obyczajowości, kultury, mody czy polityki – każda z tych sfer wpływa na kształt języka, choć być może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Mateusz Adamczyk opisuje najbardziej palące problemy współczesnej polszczyzny i rozwiewa te wątpliwości, które najczęściej pojawiają się w myślach dzisiejszych użytkowników języka. Każdy z nas chciałby mówić i pisać poprawnie, jednak nierzadko towarzyszy nam niepewność czy, niestety, przestarzałe już przekonania. Natomiast autor „Jak słowo daję” udowadnia, że do kwestii poprawności językowej należy podchodzić z pewnym dystansem – choć i tutaj każdy zajmuje pewne stanowisko. Dlatego, żeby lepiej zrozumieć siebie i własne wybory językowe, na początku książki znajduje się ankieta, która pomaga określić nasz stosunek do słowa. Wiedząc nieco więcej o swojej własnej postawie wobec tego problemu, z większą świadomością zapoznajemy się z treścią poradnika.
Jedną z najmocniejszych zalet tej publikacji jest jej atrakcyjna forma. Rozważania Adamczyka zostały przedstawione na tyle przyjaźnie dla odbiorcy, że książkę czyta się jak dobrą powieść. Co więcej, w środku znajdziecie wiele graficznych rozwiązań, które nie tylko ozdabiają całość, lecz także pomagają w prosty sposób zrozumieć bardziej zawiłe treści. Wśród licznych niespodzianek w środku poradnika, znajdziecie między innymi tabelki, zapiski "na marginesie" czy nawet minikomiksy. Książka została także wyposażona w bibliografię oraz wskazówki, gdzie szukać informacji na temat poprawności językowej. Na każdym kroku widać, jak wiele pracy autor włożył w przygotowanie tak rzetelnej i funkcjonalnej publikacji. Jestem przekonana, że przyda się ona wielu osobom, nie tylko na studiach polonistycznych. :)
Podsumowując, "Jak słowo daję. Współczesny poradnik językowy" to książka dla każdego, napisana "po ludzku", to znaczy bez zbędnego komplikowania czy nadużywania naukowego słownictwa. Wszystko zostało przedstawione w sposób jasny i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. Uważam, że poradnik ten jest wart uwagi i godny polecenia. Odpowiada na wiele pytań, rozwiewa wątpliwości, oswaja z językowym tabu, zachęca do nauki. Autorem jest osoba, która od wielu lat popularyzuje naukę o języku, Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi. Zdecydowanie warto mieć taką publikację w swojej biblioteczce, zaraz obok Zdunkiewicz-Jedynak, Bralczyka czy Miodka. Serdecznie polecam! :)
Język jest zagadnieniem budzącym wiele emocji. I choć niewielka część społeczeństwa to poloniści, na temat poprawności językowej lubią się wypowiadać dosłownie wszyscy. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem rzecz dotyczy każdego z nas. Jednak w rozmaitych dyskusjach o komunikacji, słownictwie czy kulturze języka, bardzo łatwo o konflikt. Czasami aż chciałoby się powiedzieć „Jak...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Magda Nieczaj, choć starała się wykonywać swoje codzienne obowiązki, nigdy nie czuła, że znajduje się w odpowiednim miejscu. Dziewczyna miała ambicje i wielkie marzenia, by czerpać z życia całymi garściami. Rzeczywistość była okrutna... Magda wraz z siostrą Adelą musiały pomagać ojcu w prowadzeniu sklepu rzeźnickiego. Szara proza życia była przez główną bohaterkę znienawidzona do tego stopnia, że Magda zaczęła się buntować. Najpierw w tajemnicy uczęszczała na zajęcia tańca, a później pozwoliła sobie na prawdziwą życiową rewolucję. Jak potoczyły się jej losy?
Tytułowa "Złota Maska" to teatr, do którego trafia Magda. Jest to miejsce niezwykle barwne i pełne życia, lecz jednocześnie nieusłane różami... To właśnie w tym miejscu skupia się największa część akcji powieści. Warszawa w okresie dwudziestolecia międzywojennego: społeczeństwo spragnione wszelkich rozrywek, piękne kobiety i bogaci mężczyźni. Wśród ogólnego entuzjazmu panują jednak niemoralne zasady. Bohaterowie nierzadko muszą rywalizować o stanowiska, układy, pieniądze czy sławę. Szczególnie wrażliwe na tym punkcie jest środowisko artystyczne, które prawie zawsze ma kłopoty finansowe, co tylko generuje dodatkowe konflikty i nieporozumienia. "Złota Maska" zadaje czytelnikowi pytanie, co jest w życiu najważniejsze i czy warto za wszelką cenę spełniać swoje marzenia. Powieść zostawia nas bez odpowiedzi, bowiem na końcu dowiadujemy się, że kontynuacją historii Magdy Nieczajówny jest inna powieść - "Wysokie progi". Być może ten tytuł poda nam receptę na szczęście.
Powieść Dołęgi-Mostowicza czyta się rewelacyjnie! Niezwykle sugestywne opisy, charakterni bohaterowie oraz pełne życia dialogi nie pozwalają nam odłożyć książki na dłuższy czas. Przyznam, że Magda, z którą czytelnik spędza zdecydowanie najwięcej czasu, czasami mnie irytowała swoim postępowaniem, jednak zwykle można było znaleźć pewne usprawiedliwienie takich, a nie innych decyzji bohaterki. Na uwagę zasługują również inne postaci, zwłaszcza te zogniskowane wokół teatru. Poznajemy bowiem nie tylko dyrekcję, aktorów i obsługę teatru, lecz także jego stałych bywalców oraz tych wyczekujących sensacji i usiłujących zbliżyć się do największych gwiazd sceny. Miałam wiele frajdy obserwując zachowanie rozmaitych postaci, w którym to królowały interesowność, hipokryzja czy zazdrość.
Podsumowując, "Złota Maska" to krótka i przyjemna powieść, lecz niepozbawiona głębszych treści. Traktuję ją jednak jako wstęp do historii Magdy, z którą przecież jeszcze się nie rozstajemy. Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie kolejny tom tej dylogii i jak ostatecznie rozwiąże się akcja. Serdecznie polecam! :)
Magda Nieczaj, choć starała się wykonywać swoje codzienne obowiązki, nigdy nie czuła, że znajduje się w odpowiednim miejscu. Dziewczyna miała ambicje i wielkie marzenia, by czerpać z życia całymi garściami. Rzeczywistość była okrutna... Magda wraz z siostrą Adelą musiały pomagać ojcu w prowadzeniu sklepu rzeźnickiego. Szara proza życia była przez główną bohaterkę...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Spoglądamy ukradkiem na tytuł "Trzy serca" i myślimy sobie: "romans! to musi być romans!". I owszem, wątki miłosne w tej powieści mają swoje miejsce, ale czy jest to najważniejszy punkt opowieści i czy na tym czytelnik ma skupiać uwagę? Moim zdaniem niekoniecznie. Jeśli przyjmiemy tę odpowiedź za właściwą, wówczas tytuł powieści okaże się nieco mylący...
Międzywojenna Warszawa wyznacza tu czas i miejsce akcji. Oba elementy są tutaj niezwykle interesujące. Z jednej strony zachwyca nas bogactwo lokali, różnorodne społeczeństwo, świat tak bardzo różniący się od naszego, dzisiejszego, zatopionego w mediach. Międzywojnie kusi nas chęcią zabawy, zachłyśnięciem się wolnością, próbowaniem wykwintnych trunków w najlepszych warszawskich restauracjach i dancingach. Z drugiej jednak strony, jak pokazuje nam Dołęga-Mostowicz, nie brakowało wówczas ludzi obłudnych, pijaków, szulerów czy złoczyńców. W "Trzech sercach" znajdziecie cały wachlarz postaci, które bynajmniej nie są raptem przebłyskami niezajmującymi nas na dłużej. Przeciwnie, autor z zaskakującą płynnością wchodzi bardzo głęboko w psychikę bohaterów, dzięki czemu wciąga czytelnika w mroki ludzkiej natury i każe mu zastanowić się nie tylko nad losami poszczególnych postaci, lecz także nad kondycją społeczeństwa. Ba! Może i nawet całej ludzkości.
Warto docenić wyszukany język, jakim posługuje się Dołęga-Mostowicz. Przez książkę po prostu płyniemy, choć problematyka powieści nie należy do błahych. "Trzy serca" są dobitnym dowodem na to, że sława autora zdecydowanie powinna wykraczać poza kanonicznego "Znachora". Zatem moja rada jest następująca: dajcie Dołędze-Mostowiczowi szansę, a zaskoczy Was nie jednym...
Fabuła "Trzech serc" skupia się na historii trzech postaci: hrabiego Rogera Tynieckiego (Goga), Kate oraz Maćka Zudry. Początkowo niewiele ich łączy, natomiast sytuacja diametralnie zmienia się w momencie, gdy na jaw wychodzi wielka tajemnica, która już na zawsze połączy losy tych bohaterów i nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć...
"Trzy serca" to arcyciekawe studium psychologiczne osadzone w niezwykłych czasach. Jest to jedna z najlepszych powieści, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. Mam szczerą nadzieję, że Wam także przypadnie do gustu. Serdecznie polecam!
Spoglądamy ukradkiem na tytuł "Trzy serca" i myślimy sobie: "romans! to musi być romans!". I owszem, wątki miłosne w tej powieści mają swoje miejsce, ale czy jest to najważniejszy punkt opowieści i czy na tym czytelnik ma skupiać uwagę? Moim zdaniem niekoniecznie. Jeśli przyjmiemy tę odpowiedź za właściwą, wówczas tytuł powieści okaże się nieco mylący...
Międzywojenna...
Jeśli nazwisko Dołęga-Mostowicz nie jest Wam znane, spieszę donieść, że jest to autor "Znachora", a tego tytułu już nikomu przedstawiać nie trzeba! Warto jednak wiedzieć, że Dołęga-Mostowicz ma w swoim dorobku również inne, nie mniej interesujące powieści, z którymi warto się zapoznać. Jedną z nich jest "Trzecia płeć". A skąd ten dziwny tytuł?
Na samym początku trzeba zaznaczyć, że twórczość Dołęgi-Mostowicza przypada na dwudziestolecie międzywojenne. Jest to o tyle ważna informacja, że bezpośrednio rzutuje na to, w jaki sposób autor budował świat przedstawiony swoich utworów i jaką poruszał w nich problematykę. Lata 20. i 30. XX wieku to czas dynamiczny, barwny, złożony. I właśnie tak został sportretowany w "Trzeciej płci". Fabuła skupia się na losach Anny Leszczowej - wszechstronnie wykształconej kobiecie, matce i żonie, która wyjeżdża do innego miasta w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Z Poznania przenosi się do gwarnej i tłocznej Warszawy, gdzie podejmuje pracę w agencji turystycznej. Decyzja głównej bohaterki spotyka się z różnymi reakcjami otoczenia. Jedni będą popierać jej postępowanie, podczas gdy drudzy zarzucą jej egoizm czy obojętność wobec własnej rodziny. Jest to jeden z głównych problemów podejmowanych na kartach tej powieści. Temat kontrowersyjny, niełatwy i... aktualny? Na to pytanie każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.
Przez usta jakże wyrazistych i charakternych postaci przemawiają głosy dyskusji obecne w dwudziestoleciu międzywojennym. Dzięki temu "Trzecia płeć" dla współczesnego czytelnika może okazać się niezwykle interesująca, ponieważ przybliża nam obraz ówczesnego społeczeństwa, jego dylematy i postulaty. Dostrzegalna pozostaje nić łącząca tak, wydawać by się mogło, odległe sobie czasy. A jednak wyraźnie widzimy, jak wiele łączy nas z ludźmi minionego stulecia... "Trzecia płeć" to powieść wciągająca, odpowiednio skonstruowana, będąca świadectwem niezwykłej spostrzegawczości autora oraz jego wrażliwości na mnogość opinii ogółu. Lecz nawet odsuwając na bok kwestie związane z obyczajowością czy historią, po "Trzecią płeć" warto sięgnąć chociażby ze względu na to, jak szybko i dobrze się ją czyta. Lektura sprawiła mi naprawdę wielką przyjemność, dlatego tym chętniej sięgnę po inne utwory tego pisarza.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o pięknym wznowieniu wydanym przez Wydawnictwo MG. Książka wspaniale prezentuje się na półce i zachęca do czytania. Polecam ją szczególnie na prezent - w tej roli sprawdzi się świetnie!
Jeśli nazwisko Dołęga-Mostowicz nie jest Wam znane, spieszę donieść, że jest to autor "Znachora", a tego tytułu już nikomu przedstawiać nie trzeba! Warto jednak wiedzieć, że Dołęga-Mostowicz ma w swoim dorobku również inne, nie mniej interesujące powieści, z którymi warto się zapoznać. Jedną z nich jest "Trzecia płeć". A skąd ten dziwny tytuł?
Na samym początku trzeba...
Każdy kto obserwuje kierunki (bo mamy ich już sporo) rozwoju literatury, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak skomplikowana materia się przed nim rozpościera. Nie znamy nawet odpowiedzi na wszystkie pytania odnośnie literatury minionych epok, co dopiero mówić o nowszych tytułach. Pewnym ułatwieniem byłoby skupienie uwagi na jakimś konkretnym wycinku. A jednak Przemysław Czapliński podjął niemały trud zebrania najistotniejszych zjawisk dotyczących prozy lat 1976 - 2020 (kawał czasu!), czego owocem jest książka zatytułowana "Rozbieżne emancypacje".
Autor tego opasłego tomu nie jest przeciętnym czytelnikiem, lecz rozsmakowanym w literaturze znawcą - historykiem literatury i krytykiem literackim. Mamy więc pewność, że sięgamy po publikację nie byle jaką. Rzetelny research, solidne podstawy filologiczne, doskonała znajomość tematu i talent do szerokiego spojrzenia na prozę to wszystko, co cechuje pracę Czaplińskiego. A co znajdziemy w środku? Co tylko przyjdzie Wam do głowy! Spis treści jest przebogaty, a bibliografia naprawdę imponująca. Książka została podzielona na siedemnaście rozdziałów, w których znajdują się rozmaite analizy i interpretacje oraz potężna dawka wiedzy. Na kartach "Rozbieżnych emancypacji" pojawiają się takie nazwiska jak Myśliwski, Pilch, Bator, Lem czy Odojewski. Wśród poruszanej przez autora problematyki znajdują się zagadnienia dotyczące między innymi sylwy, literatury i płci, zwrotu ludowego, cyberpunku, geopoetyki i wielu innych.
Książka Czaplińskiego została opatrzona podtytułem "przewodnik" i jest to hasło, które w pełni oddaje rolę tej rewelacyjnej publikacji. Mimo tego że autor posługuje się stylem naukowym i nierzadko podejmuje dość skomplikowane zagadnienia, książkę się dosłownie pożera. Ten przewodnik, choć równie dobrze pasowałoby tutaj określenie "podręcznik", jest doskonałym uzupełnieniem brakującej, w przypadku wielu osób, świadomości literackiej czy szerzej - kulturowej. Stanowi propozycję nie tylko dla studentów polonistyki czy osób związanych z życiem akademickim, kulturowym, lecz także dla każdego innego czytelnika, zaciekawionego światem literatury. "Rozbieżne emancypacje" były dla mnie fascynującą lekturą, do której chętnie będę wracać, ponieważ jest to pozycja zarówno intrygująca, jak i niezwykle użyteczna. Moim zdaniem powinna zagościć na półce każdej osoby, której na sercu leży bieżące uzupełnianie wiedzy w tym zakresie.
Podsumowując, jeśli tylko czujecie, że zarysowana tu tematyka jest czymś dla Was, w ciemno sięgajcie po "Rozbieżne emancypacje" Przemysława Czaplińskiego. Jestem przekonana, że nie pożałujecie swojego wyboru. Serdecznie polecam!
Każdy kto obserwuje kierunki (bo mamy ich już sporo) rozwoju literatury, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak skomplikowana materia się przed nim rozpościera. Nie znamy nawet odpowiedzi na wszystkie pytania odnośnie literatury minionych epok, co dopiero mówić o nowszych tytułach. Pewnym ułatwieniem byłoby skupienie uwagi na jakimś konkretnym wycinku. A jednak Przemysław...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
W XXI wieku niezwykle dużo mówi się o kobietach - o ich prawach, obowiązkach, powinnościach... Ten dyskurs istnieje jednak już od XIX wieku. I choć w większości przypadków doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, to wciąż bazujemy na szczątkowej wiedzy, często niepopartej przykładami. Czy można uczyć się historii z literatury pięknej? Oczywiście, że nie! ALE! XIX-wieczne powieści charakteryzowały się przede wszystkim realizmem, a więc próbą jak najwierniejszego odwzorowania rzeczywistości. Dlatego możemy w nich znaleźć tak wiele treści zgodnych z prawdą. A czego możemy dowiedzieć się z "Kądzieli"?
Powieść, o której dziś mowa, należy do niezbyt obszernych utworów, liczy sobie zaledwie 176 stron. Bynajmniej nie czyni jej to mniej wartościową! Wręcz przeciwnie. "Kądziel" to dość niepozorna książka, ponieważ na stosunkowo niewielkiej przestrzeni porusza mnóstwo problemów niezwykle istotnych w XIX wieku. Jednak w moim przekonaniu omawiane przez autorkę tematy są przynajmniej częściowo aktualne również dziś.
Fabuła "Kądzieli" opiera się na dwóch filarach, którymi są postacie: Taida oraz Stasia. Pierwsza z nich to wdowa, samotnie wychowująca dwóch synów. Życie zmusiło ją do tego, by przybrała dość złowrogie oblicze, chłodny dystans i konsekwentny pragmatyzm. Nie było tu miejsca na trzymanie głowy w chmurach czy romantyzowanie czegokolwiek. Jednak któregoś dnia Taida doszła do wniosku, że potrzebuje pomocy. Zatrudniła więc Stasię, młodą dziewczynę, żyjącą na przekór całemu światu. Te dwie kobiety zestawione z innymi postaciami, zwłaszcza kobiecymi, ilustrują nam obraz ówczesnego społeczeństwa w miniaturze, skłaniając nas tym samym do refleksji. Dlaczego tak wiele wymagano wówczas od kobiet i co się działo z tymi, które chciały żyć inaczej? Czy gra była warta świeczki?
"Kądziel" jest powieścią niezwykle wciągającą. Aż trudno uwierzyć, że tak niewiele stron wystarczyło Rodziewiczównie, by wykreować intrygujący i barwny świat, o którym długo nie można zapomnieć. Odnoszę wrażenie, że "Kądziel" to powieść nieznana i naprawdę chciałabym, żeby to się zmieniło. Dlatego serdecznie Was zachęcam do sięgnięcia po tę nietuzinkową powieść, od której trudno się oderwać!
W XXI wieku niezwykle dużo mówi się o kobietach - o ich prawach, obowiązkach, powinnościach... Ten dyskurs istnieje jednak już od XIX wieku. I choć w większości przypadków doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, to wciąż bazujemy na szczątkowej wiedzy, często niepopartej przykładami. Czy można uczyć się historii z literatury pięknej? Oczywiście, że nie! ALE! XIX-wieczne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Z jakimi trudnościami musimy się dziś mierzyć? Zanim zaczniecie narzekać, dobrze się zastanówcie, czy na pewno Wasza sytuacja jest aż tak zła, jak o niej myślicie... Czasami warto spojrzeć na siebie i swoje życie przez pryzmat historii naszych pradziadków. Pomyślicie: no dobrze, ale czy trudne losy moich przodków miałyby wpływać na to, jak teraz postrzegam świat? Cóż... Możecie być zaskoczeni.
"Klejnot" Marii Rodziewiczówny to powieść o problemach szlachty, rozpaczliwie usiłującej walczyć o swoje miejsce na ziemi. Szlachetne pobudki przeplatają się z chciwością i egoizmem. Czasami nie wiadomo, komu można zaufać w tej nierównej walce... Nade wszystko "Klejnot" opowiada o przywiązaniu do miejsca oraz o jego wartości. Dziś już inaczej patrzymy na kwestię mieszkania, natomiast w XIX wieku była to sprawa honorowa, patriotyczna, kwestia najwyższej wagi. Przede wszystkim ze względu na tę trudną tematykę powieść Rodziewiczówny jest niezwykle poruszająca, choć bazuje na nieznanych nam doświadczeniach (oczywiście, nieznanych z autopsji).
Na kartach powyższej powieści znaleźć można przeróżnych bohaterów, niosących za sobą różne treści. Jednak niezmiennie każda z tych postaci udowadnia, jak nierówne i niejednolite były minione czasy. O ludzkim szczęściu nierzadko decydował ślepy los, przy czym niezwykle trudno było wyprzeć się swoich korzeni i zacząć wszystko od nowa. Nie było również sensu zadawać sobie pytania: "Dlaczego to właśnie mnie spotkało?". Z pewnymi rzeczami po prostu nie dyskutowano.
"Klejnot", podobnie jak inne powieści Rodziewiczówny, to książka niezwykła, skłaniająca do refleksji. Łatwo nam utożsamić się z bohaterami, z którymi zaskakująco wiele łączy nas, współczesnych. Bo świat i ludzie zmieniają się tylko pozornie... Udowadniają nam to niemal wszystkie postacie pojawiające się na kartach tej powieści. Dziś po świecie z pewnością chodzi wiele takich osób jak Szymon, szczerze kochający swoją profesję, lecz zmuszony mierzyć się z kąśliwymi komentarzami czy Nika, zapewne jedna z pierwszych emancypantek. Zapewniam, że historia każdego bohatera wniesie do Waszego życia coś nowego. Serdecznie polecam.
Z jakimi trudnościami musimy się dziś mierzyć? Zanim zaczniecie narzekać, dobrze się zastanówcie, czy na pewno Wasza sytuacja jest aż tak zła, jak o niej myślicie... Czasami warto spojrzeć na siebie i swoje życie przez pryzmat historii naszych pradziadków. Pomyślicie: no dobrze, ale czy trudne losy moich przodków miałyby wpływać na to, jak teraz postrzegam świat? Cóż......
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Maria Rodziewiczówna, przez wielu uznana za autorkę literatury minorum gentium, dziś zdaje się wracać do łask czytelników. Jej powieści są często wznawiane i chętnie czytane przez współczesnych, co świadczy nie tylko o ich uniwersalnym przekazie, lecz także o przystępności. Mimo upływu lat twórczość Rodziewiczówny jest wciąż żywa. Warto zatem wiedzieć, co w trawie piszczy teraz bądź co piszczało ponad sto lat temu.
"Magnat" to historia pewnego młodego mężczyzny, Aleksandra Kalinowskiego, który pochodzi ze zdegenerowanej arystokratycznej rodziny. Główny bohater zarządza majątkiem generałowej Wojewódzkiej, lecz jest to dla niego tylko punkt wyjścia. Mężczyzna ma ambitne plany: pragnie na nowo się wzbogacić i zyskać silną pozycję w społeczeństwie. Krótko mówiąc, Aleksander chce zostać człowiekiem sukcesu. Posiada ku temu odpowiednie usposobienie, jest bowiem uparty, charyzmatyczny i zdecydowany. Czy coś może pójść nie tak? No cóż, życie bywa okrutne...
Choć wydawać by się mogło, że miłość będzie w tej powieści głównym tematem, autorka nie ograniczyła swojego tekstu wyłącznie do tego zagadnienia. "Magnat" to przede wszystkim historia wielkiej odwagi. Wziąć sprawy we własne ręce i działać na przekór całemu światu nigdy nie jest łatwo. Tym trudniej przychodziło to w minionym stuleciu, kiedy zasady konwenansu były praktycznie nie do ominięcia. To właśnie dlatego z podziwem i zapałem obserwujemy losy Aleksandra, który odnalazł w sobie wielkie pokłady uporu i męstwa, by zawalczyć o własne dobro. I choć powieść ma lepsze i gorsze momenty, piękna historia Aleksandra oraz kryjące się za nią przesłanie rekompensuje wszelkie niedociągnięcia. Pamiętajmy również, że obcujemy z dość leciwą literaturą i musimy respektować zasady, jakimi się ona wówczas rządziła.
"Magnat" nie jest powieścią cukierkową, choć niezwykle przyjemnie się ją czyta. Lektura upływa na kibicowaniu głównemu bohaterowi, szczególnie wtedy, gdy musi się on mierzyć z otaczającą go obłudą, fałszem czy, jak być może powiedziałaby Zapolska, z kołtuństwem. Powieść jest zdecydowanie godna polecenia i warto poświęcić jej czas.
Maria Rodziewiczówna, przez wielu uznana za autorkę literatury minorum gentium, dziś zdaje się wracać do łask czytelników. Jej powieści są często wznawiane i chętnie czytane przez współczesnych, co świadczy nie tylko o ich uniwersalnym przekazie, lecz także o przystępności. Mimo upływu lat twórczość Rodziewiczówny jest wciąż żywa. Warto zatem wiedzieć, co w trawie piszczy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Gdy tylko dowiedziałam się, że Monika Śliwińska, autorka fenomenalnych "Panien z Wesela", finalistka Literackiej Nagrody Nike, napisała książkę o jednej z moich ulubionych literackich osobowości, od razu uznałam, że po prostu MUSZĘ JĄ MIEĆ. Poprzednia książka Śliwińskiej wiernie mi służyła podczas pisania pracy magisterskiej, stąd doskonale ją znam i do tej pory każdemu polecam. Byłam więc ciekawa, jak wypadnie najnowsza biografia Boya. Zatem... kim był Żeleński i dlaczego powinno nas to obchodzić?
Na to pytanie Monika Śliwińska obszernie odpowiada w książce "Książę. Biografia Tadeusza Boya Żeleńskiego". Bohater tej rewelacyjnej biografii jest dziś znany chyba tylko studentom polonistyki czy ludziom jakkolwiek bliżej związanym z literaturą lub teatrem. Odnoszę wrażenie, że w szkole o Boyu mówi się niewiele lub nic, a to duży błąd! Osobiście uważam go za jednego z najlepszych satyryków, felietonistów i tłumaczy. Z całą pewnością był to wybitny pisarz, barwna osobowość i człowiek wielu talentów. Współczesny świat czasami sięga po jego myśli, na przykład w czasie strajku kobiet ludzie pisali na transparentach "Piekło kobiet" - jest to tytuł zbioru felietonów z 1930 roku, w którym autor porusza kwestie związane z normami obyczajowymi, trudną sytuacją kobiet w Polsce, uwarunkowaniami prawnymi itp. O czym to świadczy? Z całą pewnością jest to dowód na aktualność tematów podejmowanych przez Boya oraz na postępowość jego myślenia, wyprzedzającego własną epokę.
Śliwińska, choć nie marginalizuje literackiej twórczości Żeleńskiego, zachęca czytelników przede wszystkim do poznania go jako człowieka. Trzeba przyznać, że biografia Boya jest nie mniej ciekawa niż jego twórczość. Na szczególną uwagę i pochwałę zasługuje rzetelna praca filologiczna, jaką wykonała autorka publikacji. Liczne konteksty, niuanse, ciekawostki, ogrom zebranego materiału, solidnie sporządzona bibliografia czy wycinki prasowe sprawiają, że książka jest naprawdę godna uznania. Czytelnik otrzymuje pełnoprawną opowieść, doskonałą i bogatą, opracowaną z wielkim rozmachem. Czeka na niego ponad 600 stron niezwykle wartościowych materiałów, co nie tylko zachęca do ponownej lektury tekstów Boya, lecz także znacznie poszerza naszą wiedzę - literacką, kulturową i historyczną.
Czy wiecie, że to właśnie Żeleńskiemu zawdzięczmy możliwość czytania w języku polskim takich utworów jak "Ojciec Goriot" Balzaca, "Tristan i Izolda" czy "Czerwone i czarne" Stendhala? A może obiło Wam się o uszy, że Boy z wykształcenia był lekarzem? Czemu więc został zapamiętany jako ktoś zupełnie inny? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zdecydowanie warto zajrzeć do "Księcia" Moniki Śliwińskiej! Jestem pewna, że będę często wracać do tej publikacji, podobnie jak do "Panien z Wesela". Z całego serca polecam!
Gdy tylko dowiedziałam się, że Monika Śliwińska, autorka fenomenalnych "Panien z Wesela", finalistka Literackiej Nagrody Nike, napisała książkę o jednej z moich ulubionych literackich osobowości, od razu uznałam, że po prostu MUSZĘ JĄ MIEĆ. Poprzednia książka Śliwińskiej wiernie mi służyła podczas pisania pracy magisterskiej, stąd doskonale ją znam i do tej pory każdemu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Kiedy czytelnik mocno angażuje się w fabułę utworu, odczuwa fascynację i ciekawość. Ten stan silnego pobudzenia emocjonalnego towarzyszy nam stosunkowo rzadko - wyłącznie wtedy, gdy lektura pobudza takie struny wrażliwości, o których istnieniu być może nawet nie wiedzieliśmy. Wówczas zachowujemy się jak w transie: wyszukujemy w internecie grafik nawiązujących do treści utworu, czytamy biografię autora, przedzieramy się przez setki różnych tekstów, wyłuskując z nich coraz to nowsze ciekawostki. Robimy to wszystko po to, by móc jeszcze bardziej zanurzyć się w lekturze i trwać w tym niesamowitym stanie, gdy opowieść trzyma całą naszą duszę w mocnych ryzach i nie pozwala wrócić do normalnego świata. Myślę, że właśnie dlatego powstała książka, której poświęcam dzisiejszy wpis.
"Kraków. Spacerownik literacki" to rodzaj specyficznej mapy skarbów, doprowadzającej czytelnika do wyjątkowych dla życia literackiego miejsc. W książce rzeczywiście znajdziemy minimapy, dzięki czemu nie ma potrzeby korzystania z dodatkowych aplikacji, które tylko zaburzyłyby nam zwiedzanie miasta w stylu retro. Skoro mamy wsiąknąć w świat literatury, nie wypada nam sięgać po rozpraszacze! Na szczęście, spacerownik umożliwia nam nie tylko bezproblemowe poruszanie się po mieście, lecz także wybór konkretnie tych ścieżek, które nas interesują. Ułatwia to struktura książki podzielona na dwie części. Pierwsza z nich, zatytułowana "Literacki kosmos", odsyła nas do historii nazewnictwa różnych miejsc, co często wiąże się z anegdotami literackimi. Z kolei część druga, "Śladami literatów", to już szlaki poświęcone danym pisarzom. Widnieją tu takie nazwiska jak Henryk Sienkiewicz, Halina Poświatowska, Joseph Conrad czy Sławomir Mrożek.
Obok wielu ciekawych historii czy anegdot, książka zawiera także zdjęcia, wycinki prasowe, afisze teatralne czy portrety. Każdy rozdział kończy się bibliografią, co zdecydowanie zachęca do dalszych literackich czy historycznych poszukiwań. Widać jak wiele pracy autorki włożyły w swój projekt i ile serca mu poświęciły. Rzetelną kwerendę zwieńczyła rewelacyjnie napisana publikacja, która z miejsca przyciąga nas do Krakowa - tak dobrze wszystkim znanego, a jednak wciąż kryjącego w sobie całe mnóstwo tajemnic czekających na odkrycie. Autorki spacerownika wręcz na tacy podają nam odpowiedzi na rozmaite pytania, a nam, czytającym, pozostaje tylko udać się do tego miasta wielkiej literatury i na własnej skórze doświadczać wybornej literackiej podróży. Serdecznie polecam!
Kiedy czytelnik mocno angażuje się w fabułę utworu, odczuwa fascynację i ciekawość. Ten stan silnego pobudzenia emocjonalnego towarzyszy nam stosunkowo rzadko - wyłącznie wtedy, gdy lektura pobudza takie struny wrażliwości, o których istnieniu być może nawet nie wiedzieliśmy. Wówczas zachowujemy się jak w transie: wyszukujemy w internecie grafik nawiązujących do treści...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Lektura listów to zawsze fascynujące zajęcie. Któż bowiem zaprzeczy temu, że prywatna korespondencja to rzecz wyjątkowo intymna? Moim zdaniem niewiele różni się od pamiętników czy dzienników - wszystkie wymienione formy nie są przeznaczone do publikacji, dotyczą albo jednej tylko osoby albo bardzo wąskiego grona. Dlatego są tacy czytelnicy, którym przeglądanie listów przychodzi z pewną trudnością, ponieważ czują się oni jak niechciani podglądacze, intruzi. W pełni rozumiem to uczucie i sama czasem go doświadczam, lecz w przypadku listów Lema i Le Guin aż trudno się powstrzymać przed zajrzeniem do kolejnego tekstu. A co ciekawego czeka nas w środku prezentowanego wyżej wydania?
Listy Stanisława Lema i Ursuli K. Le Guin przyciągają do siebie wielu czytelników z bardzo prostego powodu - mamy tu do czynienia ze zderzeniem dwóch niezwykłych osobowości, mających wiele do zaoferowania. Wszelkie dyskusje między dwiema wybitnymi jednostkami zawsze są niezwykle intrygujące i nie inaczej jest w tym przypadku. Lem i Le Guin nie korespondują przecież o tym, co zjedli na kolację czy o prognozach pogody na najbliższe dni. Dwoje pisarzy zajmujących się tym samym gatunkiem literackim miało naprawdę wiele tematów do poruszenia, przy czym nierzadko kwestie, które omawiali, były dyskusyjne, sporne. Wymiana myśli Lema i Le Guin zapewnia czytelnikowi nie tylko solidną dawkę wiedzy, lecz także daje przestrzeń do własnych przemyśleń, pozwala zająć stanowisko w wielu niejasnych sprawach.
W korespondencji dwojga pisarzy uderzająca jest niezwykła erudycja, którą oboje mogli się pochwalić. Choć lektura listów może być chwilami niełatwa, jest to jednak gra warta świeczki. Wiadomo, że tego typu utwory można czytać wyrywkowo, jednak w tym przypadku nie ma takiej potrzeby, ponieważ listy Lema i Le Guin są na tyle frapujące, że czyta się je ciurkiem, jeden po drugim, jak kolejne rozdziały dobrej powieści.
Na uwagę zasługuje również fakt, że książka została pięknie wydana, opatrzona wstępem, przypisami, nawet ozdobiona rysunkami. Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, aby zachęcić nas do sięgnięcia po tę nietuzinkową lekturę, choć, w moim przekonaniu, treść broni się sama. Książkę serdecznie polecam - nawet, jeśli utwory Lema i Le Guin są jeszcze przed Wami. Nie musicie znać ich twórczości, aby zebrane w tym tomie listy pochłonęły Was bez reszty.
Lektura listów to zawsze fascynujące zajęcie. Któż bowiem zaprzeczy temu, że prywatna korespondencja to rzecz wyjątkowo intymna? Moim zdaniem niewiele różni się od pamiętników czy dzienników - wszystkie wymienione formy nie są przeznaczone do publikacji, dotyczą albo jednej tylko osoby albo bardzo wąskiego grona. Dlatego są tacy czytelnicy, którym przeglądanie listów...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Stanisław Lem to pisarz, którego absolutnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Znamy go jednak najlepiej z takich utworów jak "Solaris" czy "Niezwyciężony". I choć absolutnie nie można odmówić im wysokiej jakości poznawczej i artystycznej, warto czasami wyjść poza schematy i sięgnąć po mniej znane powieści. Kto wie? Może zaskoczą nas jeszcze bardziej niż klasyki....
"Obłok Magellana" to powieść opublikowana po raz pierwszy w 1955 roku. I warto mieć tego świadomość, bowiem fantastyczno-naukowe uniwersum zostało tu zarysowane nie tylko z olbrzymią kreatywnością, lecz także odwagą. W 2025 roku nadal nie znamy odpowiedzi na wiele fundamentalnych dla ludzkości pytań. O niektóre kwestie wręcz boimy się zahaczyć. Tymczasem Lem z zafascynowaniem, ale i pokorą, porusza się po zawiłościach kosmosu, jednocześnie zwracając uwagę na ludzką kruchość i słabość.
Głównym bohaterem powieści jest lekarz, który w trakcie wieloletniej podróży statkiem kosmicznym przechodzi swoistą przemianę. Nie należy on jednak do wyjątków, bowiem utwór prezentuje całą paletę bohaterów, którym warto się przyglądać. Lem w niezwykły sposób ilustruje, jaką cenę płaci człowiek za przekraczanie własnych barier oraz za rozwijanie siebie, ludzkości, nauki... Powieść prowokuje do refleksji nad ogólną kondycją człowieka wobec wyzwań świata, zwłaszcza współczesnego oraz tego, który wciąż jaki się przed nami jako wielka niewiadoma.
"Obłok Magellana" nie jest powieścią oczywistą, miewa trudniejsze fragmenty. Z pewnością problematyczne są neologizmy, które ubarwiają świat przedstawiony, uwiarygadniają go, a czytelnika nie raz zmuszają do wytężonej uwagi. Warto podjąć ten trud lektury, by w pełni doświadczyć niezwykłej przygody, ale i uczty intelektualnej. Wczesny Lem z pewnością różni się od tego, którego znamy z późniejszej twórczości, lecz odradzałabym nazywanie tego w kategoriach "lepszy" - "gorszy". "Obłok Magellana" to po prostu inny utwór. Utwór, który z całą pewnością warto poznać... Serdecznie polecam.
Stanisław Lem to pisarz, którego absolutnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Znamy go jednak najlepiej z takich utworów jak "Solaris" czy "Niezwyciężony". I choć absolutnie nie można odmówić im wysokiej jakości poznawczej i artystycznej, warto czasami wyjść poza schematy i sięgnąć po mniej znane powieści. Kto wie? Może zaskoczą nas jeszcze bardziej niż klasyki....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...