rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

Są autorzy, którzy potrafią zaciekawić historią, i są tacy, którzy sprawiają, że czytam z wypiekami na twarzy, nerwowo przewracając kolejne strony. Dla mnie Katarzyna Michalak należy właśnie do tej drugiej grupy. Nikt tak jak ona nie potrafi trzymać mnie w napięciu i sprawić, że w głowie pojawia się tysiąc pytań.

„Bestseller”, pierwszy tom nowej trylogii „Skandal”, to historia trzech kobiet, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego.

Amanda – sławna, podziwiana i nagradzana pisarka. Kobieta, która osiągnęła wszystko, o czym marzy wielu autorów.

Holly – znana aktorka, przyzwyczajona do blasku fleszy i wielkiego świata. Jednak jej największym marzeniem jest coś zupełnie innego – chce zdobyć pierwsze miejsce na liście bestsellerów „New York Times”.

I Kayla… cicha, niepozorna księgowa. Szara myszka, którą łatwo przeoczyć. A jednak to właśnie od niej wszystko się zaczyna.

Czytając tę historię, cały czas zastanawiałam się, jaki związek mają ze sobą te trzy kobiety. Co je naprawdę łączy? Jakie sekrety skrywają? I dlaczego ich losy zaczynają splatać się w tak nieoczywisty sposób?

Do tego dochodzi jeszcze rodzina Carrera – hotelowi potentaci, ludzie bogaci, wpływowi i przyzwyczajeni do tego, że zawsze dostają to, czego chcą. Tylko jakie miejsce zajmują w tej historii i dlaczego ich nazwisko pojawia się w tak ważnym momencie?

„Bestseller” to opowieść o ambicji, marzeniach, sekretach i świecie, w którym nic nie jest takie, jak się wydaje. Katarzyna Michalak stopniowo odkrywa kolejne elementy tej historii, budując napięcie i sprawiając, że trudno przestać czytać.

A kiedy dotarłam do końca… zostałam z ogromną ciekawością, co wydarzy się dalej. Bo mam przeczucie, że to dopiero początek prawdziwego skandalu.

Są autorzy, którzy potrafią zaciekawić historią, i są tacy, którzy sprawiają, że czytam z wypiekami na twarzy, nerwowo przewracając kolejne strony. Dla mnie Katarzyna Michalak należy właśnie do tej drugiej grupy. Nikt tak jak ona nie potrafi trzymać mnie w napięciu i sprawić, że w głowie pojawia się tysiąc pytań.

„Bestseller”, pierwszy tom nowej trylogii „Skandal”, to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

To moje kolejne spotkanie z Lottie Brooks i muszę przyznać – ta dziewczyna oraz jej szalona rodzinka i paczka przyjaciół wciąż potrafią mnie rozbawić do łez. „Totalnie chaotyczne święta Lottie Brooks” autorstwa Katie Kirby to książka, która idealnie oddaje sens słowa „chaos”, zwłaszcza w wersji świątecznej.

Już od pierwszych stron wiadomo, że nie będą to grzeczne, cukierkowe święta. Jest głośno, absurdalnie i kompletnie nieprzewidywalnie. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć momentów jest scenka z dzieciątkiem, które mówi zdecydowanie niezbyt odpowiednie słowa, a chwilę później… zamienia się w pterodaktyla (przynajmniej w wyobraźni). Takie fragmenty są totalnie w stylu Lottie – lekko szalone, przerysowane i przez to niesamowicie zabawne.

Rodzina Lottie przeżywa prawdziwy świąteczny najazd gości, co prowadzi do kolejnych katastrof, nieporozumień i komicznych sytuacji. Każdy coś dokłada od siebie, a efekt końcowy jest taki, że zamiast spokojnych świąt mamy totalny miszmasz emocji, hałasu i absurdów. I właśnie to w tej serii uwielbiam – autentyczność i brak udawania, że wszystko zawsze musi być idealne.

Na deser dostajemy jeszcze niezapomnianego sylwestra, który idealnie zamyka tę historię. Jest emocjonalnie, jest śmiesznie i bardzo „lottie’owo” – czyli z przytupem, wstydliwymi momentami i ogromną dawką humoru.

To książka lekka, pełna śmiechu i idealna na poprawę humoru. Jeśli ktoś lubi historie, w których święta wymykają się spod kontroli, a bohaterowie są prawdziwi w swojej niedoskonałości, to spotkanie z Lottie Brooks będzie strzałem w dziesiątkę. Ja bawiłam się świetnie i już wiem, że z tą bohaterką jeszcze nie raz chętnie się spotkam.

To moje kolejne spotkanie z Lottie Brooks i muszę przyznać – ta dziewczyna oraz jej szalona rodzinka i paczka przyjaciół wciąż potrafią mnie rozbawić do łez. „Totalnie chaotyczne święta Lottie Brooks” autorstwa Katie Kirby to książka, która idealnie oddaje sens słowa „chaos”, zwłaszcza w wersji świątecznej.

Już od pierwszych stron wiadomo, że nie będą to grzeczne,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Rozmerdane święta” Agnieszki Olejnik – to książka, która zostaje w sercu na długo po odłożeniu jej na półkę.

To ciepła, piękna i niezwykle wzruszająca historia, która co prawda osadzona jest w świątecznym klimacie, ale absolutnie nie opowiada wyłącznie o Bożym Narodzeniu. To opowieść o miłości w najczystszej postaci – tej między ludźmi, ale także tej bezwarunkowej, jaką potrafi ofiarować tylko czworonożny przyjaciel.

Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Ziyo – piesek, który nie jest jedynie tłem wydarzeń. To bohater pełnoprawny, wyjątkowy i poruszający. Olgierd stacza o niego walkę, pełną emocji, determinacji i poświęcenia, pokazując, że czasem o czyjeś życie trzeba zawalczyć całym sobą. Ziyo staje się symbolem nadziei, czułości i zmiany – bo to właśnie on odmienia więcej niż jedno życie, łącząc ludzi, leczących rany i przywracając sens tam, gdzie go brakowało.

Agnieszka Olejnik po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać historie proste, ale nie banalne. „Rozmerdane święta” rozczulają, wywołują uśmiech, a momentami ściskają za serce. To książka, która przypomina, że czasem największe cuda przychodzą do nas na czterech łapach, a miłość potrafi pojawić się w najmniej spodziewanym momencie.

Polecam ją każdemu, kto szuka ciepłej opowieści z duszą, idealnej nie tylko na święta, ale na każdy dzień, w którym potrzeba trochę dobra, wzruszeń i wiary w to, że jedno małe merdające serce może zmienić cały świat.

„Rozmerdane święta” Agnieszki Olejnik – to książka, która zostaje w sercu na długo po odłożeniu jej na półkę.

To ciepła, piękna i niezwykle wzruszająca historia, która co prawda osadzona jest w świątecznym klimacie, ale absolutnie nie opowiada wyłącznie o Bożym Narodzeniu. To opowieść o miłości w najczystszej postaci – tej między ludźmi, ale także tej bezwarunkowej, jaką...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Znam i bardzo lubię twórczość Remigiusza Mroza, a z każdą kolejną książką coraz bardziej podziwiam jego pomysłowość i odwagę w sięganiu po nieoczywiste rozwiązania fabularne. „Węzeł czasu” tylko to potwierdza – to powieść, która pokazuje, że autor wciąż potrafi zaskakiwać i bawić się formą, nie tracąc przy tym tego, co u niego cenię najbardziej: tempa, napięcia i inteligentnie skonstruowanej intrygi.

To jedna z tych książek, od których naprawdę trudno się oderwać. Fabuła wciąga od pierwszych stron, jest intrygująca, pełna zagadek i zwrotów akcji, a jednocześnie nieoczywista – nic nie jest tu podane wprost, a czytelnik co chwilę zmuszany jest do weryfikowania własnych przypuszczeń. Mróz umiejętnie buduje napięcie, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki, dzięki czemu ciekawość nie słabnie ani na moment.

„Węzeł czasu” trzyma w napięciu aż do ostatniej strony i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. To lektura dla tych, którzy lubią historie wymagające skupienia, ale jednocześnie oferujące ogromną czytelniczą satysfakcję. Dla mnie to kolejny dowód na to, że Remigiusz Mróz doskonale wie, jak prowadzić czytelnika i jak sprawić, by każda kolejna książka była literacką przygodą.

Znam i bardzo lubię twórczość Remigiusza Mroza, a z każdą kolejną książką coraz bardziej podziwiam jego pomysłowość i odwagę w sięganiu po nieoczywiste rozwiązania fabularne. „Węzeł czasu” tylko to potwierdza – to powieść, która pokazuje, że autor wciąż potrafi zaskakiwać i bawić się formą, nie tracąc przy tym tego, co u niego cenię najbardziej: tempa, napięcia i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę „Nie wierzę w Mikołaja” Katarzyny Bester i muszę przyznać jedno: to świetna świąteczna komedia książkowa, którą czyta się z niebywałą lekkością i radością.

Autorka idealnie balansuje między humorem a emocjami. Są tu momenty, przy których naprawdę nie brakuje chwil do parsknięcia śmiechem, ale są też sceny pełne ciepła i wzruszeń, które pięknie wpisują się w świąteczny klimat. To właśnie ta mieszanka sprawia, że od książki trudno się oderwać.

Historia Poli i Karola urzekła mnie od pierwszych stron. Bohaterowie budzą sympatię niemal natychmiast – są autentyczni, pełni emocji i bardzo „ludzcy”. Ich relacja rozwija się w sposób naturalny, bez przesadnego lukru, dzięki czemu całość wypada świeżo i niezwykle przyjemnie.

Jest świątecznie, ale absolutnie nie banalnie. Nie ma tu schematów, które znamy na pamięć, a mimo to czuć magię grudniowych dni, ciepło, bliskość i nadzieję. To książka, która poprawia nastrój, otula jak koc w zimowy wieczór i zostawia czytelnika z uśmiechem.

Podsumowując – po prostu super. Idealna lektura na święta, ale też na każdy moment, gdy mam ochotę na historię pełną humoru, emocji i pozytywnej energii. Zdecydowanie polecam

Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę „Nie wierzę w Mikołaja” Katarzyny Bester i muszę przyznać jedno: to świetna świąteczna komedia książkowa, którą czyta się z niebywałą lekkością i radością.

Autorka idealnie balansuje między humorem a emocjami. Są tu momenty, przy których naprawdę nie brakuje chwil do parsknięcia śmiechem, ale są też sceny pełne ciepła i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Uwielbiam książki o tematyce świątecznej – sięgam po nie co roku, gdy tylko zaczyna się grudzień i świat powoli zwalnia. Lubię historie pachnące choinką, cynamonem i domowym ciepłem. Jednak spośród wszystkich świątecznych powieści to właśnie książki Natalii Sońskiej są moimi absolutnymi ulubionymi. „Pierwsza gwiazdka” tylko potwierdza, że autorka jak nikt inny potrafi oddać magię świąt, ich klimat i to nieuchwytne ciepło, które sprawia, że aż żal, że nie można naprawdę spędzić Bożego Narodzenia razem z jej bohaterami.

Ta historia nie pokazuje idealnych, wyretuszowanych świąt z katalogu. Wręcz przeciwnie – święta w „Pierwszej gwiazdce” są pełne drobnych chaosów, nieporozumień i zabawnych sytuacji, które sprawiają, że wszystko wydaje się niezwykle prawdziwe. Nie brakuje tu humorystycznych wpadek bohaterów, takich jak wyprawa po choinkę, która przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót, czy tajemnicze zniknięcie śledzi, wprowadzające niemałe zamieszanie w świąteczne przygotowania. Te momenty bawią, ale też pokazują, że święta nie muszą być perfekcyjne, by były pełne miłości i bliskości.

Ogromnym atutem książki są bohaterowie – ciepli, autentyczni, z wadami i emocjami, które łatwo zrozumieć. Ich relacje rozwijają się naturalnie, bez przesadnego patosu, za to z dużą dawką szczerości. Czytając, miałam wrażenie, jakbym siedziała z nimi przy jednym stole, słuchała rozmów, śmiała się z drobnych wpadek i razem z nimi czekała na pierwszą gwiazdkę. To właśnie ta umiejętność budowania bliskości sprawia, że książki Natalii Sońskiej są dla mnie tak wyjątkowe.

„Pierwsza gwiazdka” to opowieść o tym, co w świętach najważniejsze – o obecności drugiego człowieka, wybaczaniu, drobnych gestach i chwilach, które zostają w sercu na długo. To książka, która otula, wzrusza i poprawia nastrój, idealna na zimowy wieczór z kubkiem herbaty w dłoni. Dla mnie to kolejna piękna, świąteczna historia spod pióra autorki, do której zawsze będę wracać i którą z czystym sumieniem polecam każdemu, kto szuka prawdziwej magii Bożego Narodzenia zamkniętej na kartach książki.

Uwielbiam książki o tematyce świątecznej – sięgam po nie co roku, gdy tylko zaczyna się grudzień i świat powoli zwalnia. Lubię historie pachnące choinką, cynamonem i domowym ciepłem. Jednak spośród wszystkich świątecznych powieści to właśnie książki Natalii Sońskiej są moimi absolutnymi ulubionymi. „Pierwsza gwiazdka” tylko potwierdza, że autorka jak nikt inny potrafi oddać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Bączykowskiego i niestety — po tej lekturze nie czuję się zachęcona do poznania innych książek autora. Miałam nadzieję na lekkie, zabawne opowiadanie w świątecznym klimacie, a dostałam tekst, który pozostawił mnie głównie z poczuciem chaosu i rozczarowania.

Choć w opowiadaniu pojawia się puenta, trudno mi uznać ją za satysfakcjonującą. Historia na tak krótką formę zawiera zdecydowanie zbyt wiele wątków, które zamiast się uzupełniać — wzajemnie się zagłuszają. Zabrakło mi skupienia na jednym motywie przewodnim, który nadałby całości sens i rytm.

Fabuła momentami sprawia wrażenie przypadkowej i chaotycznej, a kolejne wydarzenia nie tworzą spójnej całości. Miałam wrażenie, że autor chciał zmieścić zbyt dużo pomysłów w zbyt małej objętości, przez co żadna z historii nie wybrzmiała tak, jak powinna.

Bohaterowie są wyraziści — aż za bardzo. Ich obecność zamiast angażować, bywa przytłaczająca i męcząca, a przerysowanie postaci dodatkowo potęguje wrażenie przesytu i bałaganu.

Zamiast humoru i świątecznego klimatu dostałam opowiadanie, które było dla mnie bardziej irytujące niż zabawne. Brak lekkości i spójności sprawił, że czytałam je bez przyjemności — raczej z nadzieją, że zaraz się skończy.

„Nie jedz tego, to na święta” okazało się dla mnie rozczarowaniem. Mimo puenty całość nie spełniła moich oczekiwań, a nadmiar wątków i chaos skutecznie zniechęciły mnie do sięgnięcia po inne książki autora.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Bączykowskiego i niestety — po tej lekturze nie czuję się zachęcona do poznania innych książek autora. Miałam nadzieję na lekkie, zabawne opowiadanie w świątecznym klimacie, a dostałam tekst, który pozostawił mnie głównie z poczuciem chaosu i rozczarowania.

Choć w opowiadaniu pojawia się puenta, trudno mi uznać ją za...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę „Promyczek na Święta” Klaudii Bianek i choć nie jest to tegoroczna świąteczna premiera, wcale nie odebrało to jej magii. Wręcz przeciwnie – zanurzyłam się w tej historii z wielką radością i od pierwszych stron oddałam się lekturze, która idealnie wpisała się w mój nastrój oczekiwania na Boże Narodzenie.

Fabuła opowiada o bohaterach, którzy – jak wielu z nas – niosą w sobie bagaż trudnych doświadczeń, rozczarowań i niespełnionych marzeń. Autorka w piękny, delikatny sposób pokazuje, że nawet wtedy, gdy wydaje się, iż w sercu zagościł chłód, los potrafi podsunąć nam promyk nadziei. Święta stają się tu nie tylko tłem wydarzeń, ale przede wszystkim symbolem zmian, pojednań i nowych początków. To czas, w którym bohaterowie muszą zmierzyć się z przeszłością, by móc otworzyć się na to, co przynosi przyszłość.

„Promyczek na Święta” to jedna z tych historii, które uwielbiam – ciepła, wzruszająca i pełna emocji. Taka, która pozwala poczuć prawdziwy klimat świąt: zapach choinki, blask lampek, a przede wszystkim atmosferę bliskości i nadziei. Ta książka przypomniała mi, że sens Świąt Bożego Narodzenia kryje się nie w perfekcyjnie zapakowanych prezentach, ale w relacjach, wybaczeniu i byciu razem, nawet wtedy, gdy nie wszystko układa się idealnie.

Z całego serca polecam tę powieść każdemu, kto szuka świątecznej historii z duszą – takiej, która ogrzewa serce i zostawia po sobie uczucie ukojenia. Dla mnie była prawdziwym literackim promyczkiem, który rozświetlił zimowy wieczór i na długo zostanie w mojej pamięci.

Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę „Promyczek na Święta” Klaudii Bianek i choć nie jest to tegoroczna świąteczna premiera, wcale nie odebrało to jej magii. Wręcz przeciwnie – zanurzyłam się w tej historii z wielką radością i od pierwszych stron oddałam się lekturze, która idealnie wpisała się w mój nastrój oczekiwania na Boże Narodzenie.

Fabuła opowiada o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Cud na zamówienie” Karoliny Wilczyńskiej to kolejna książka autorki, która czaruje mnie magią świątecznych chwil i subtelnie przypomina o tym, co w życiu naprawdę najważniejsze. To powieść, która otula jak ciepły koc w zimowy wieczór i zostawia w sercu miękkie, dobre emocje jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Choć fabuła opowiada losy osób, które z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, szybko okazuje się, że niewidzialna nić łączy ich mocniej, niż mogliby przypuszczać. Każdy z bohaterów niesie ze sobą własne troski, marzenia i niespełnienia, a świąteczny czas staje się dla nich momentem zatrzymania, refleksji i często – zupełnie niespodziewanej nadziei. Autorka z ogromną wrażliwością pokazuje, że czasem wystarczy drobny gest, jedno słowo czy przypadkowe spotkanie, by czyjeś życie zaczęło zmieniać się na lepsze.

To, co szczególnie mnie poruszyło, to umiejętność Karoliny Wilczyńskiej do pisania o codzienności w sposób, który wydobywa z niej magię. Zwykłe rozmowy, zwyczajne problemy i proste relacje nabierają tu wyjątkowego znaczenia, bo w tle cały czas wybrzmiewa myśl, że cuda zdarzają się nie tylko w bajkach – często dzieją się bardzo cicho, tuż obok nas.

„Cud na zamówienie” to piękna, ciepła i mądra opowieść, idealna na zimowe wieczory, ale też dla każdego, kto potrzebuje przypomnienia, że dobro wraca, a nawet w najbardziej szarym dniu może wydarzyć się coś niezwykłego. To książka, do której chce się wracać – po spokój, uśmiech i wiarę w ludzi.

Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy kochają świąteczne historie z sercem, głębią i prawdziwymi emocjami.

„Cud na zamówienie” Karoliny Wilczyńskiej to kolejna książka autorki, która czaruje mnie magią świątecznych chwil i subtelnie przypomina o tym, co w życiu naprawdę najważniejsze. To powieść, która otula jak ciepły koc w zimowy wieczór i zostawia w sercu miękkie, dobre emocje jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Choć fabuła opowiada losy osób, które z pozoru nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Po książkę „Była sobie radość” Katarzyny Michalak sięgnęłam z czystej ciekawości, ale zostałam z nią na długo – w myślach i w sercu. Bardzo dobrze znam książki tej autorki, jej styl jest mi bliski i od lat darzę jej twórczość ogromną sympatią. To właśnie takie historie, które wciągają bez reszty i nie pozwalają się odłożyć, dopóki nie przewróci się ostatniej strony.

Bajeczna okładka ze słodkim pieskiem od razu skradła moje serce – a że kocham psy, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. Już wtedy czułam, że czeka mnie wyjątkowa opowieść.

Losy Bajki oraz jej właścicieli – Stelli i Bastiana – nie są jednak tak kolorowe, jak mogłaby sugerować okładka. To nie jest lukrowana historia, ale opowieść szczera, momentami bolesna – dokładnie taka, jakie często bywa nasze życie. Autorka w niezwykle poruszający sposób pokazuje, że za codziennością, uśmiechami i pozornym spokojem kryją się trudne emocje i dramaty, z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć.

Bajka nie jest tu jedynie uroczym pieskiem – staje się symbolem bezwarunkowej miłości, nadziei i cichej obecności, która potrafi więcej niż tysiąc słów. Jej rola w życiu Stelli i Bastiana jest nie do przecenienia – leczy, koi i daje siłę, by walczyć o siebie i o lepsze jutro.

Ta książka wzruszyła mnie do łez, a jednocześnie zostawiła w sercu ogrom ciepła. Katarzyna Michalak po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o emocjach w sposób prosty, ale niezwykle trafiający w sedno. „Była sobie radość” to historia, która boli, ale i otula — i zostaje z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Po książkę „Była sobie radość” Katarzyny Michalak sięgnęłam z czystej ciekawości, ale zostałam z nią na długo – w myślach i w sercu. Bardzo dobrze znam książki tej autorki, jej styl jest mi bliski i od lat darzę jej twórczość ogromną sympatią. To właśnie takie historie, które wciągają bez reszty i nie pozwalają się odłożyć, dopóki nie przewróci się ostatniej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Sięgając po „Najcenniejsze, co dostałam od losu” Marty Wiśniewskiej, nie spodziewałam się, że ta historia poruszy mnie aż tak bardzo. To pierwsza książka tej autorki, po którą sięgnęłam i jednocześnie jej debiut w kategorii literatury obyczajowej – a muszę przyznać, że jest to debiut niezwykle udany.

Od pierwszych stron urzekł mnie styl autorki – lekki, naturalny, a jednocześnie pełen emocji i prawdy o codziennym życiu. Podziwiałam, jak pięknie potrafi opowiadać o relacji Mileny z dziadkami – ciepłej, pełnej troski i bliskości, takiej, która wzrusza i zostaje w sercu na długo. Równie mocno poruszyło mnie to, w jaki sposób autorka przedstawia przyjaźń oraz relacje międzyludzkie – z ogromną wrażliwością, uważnością i szacunkiem dla drugiego człowieka. W tej historii wyraźnie czuć, że Wiśniewska skupia się na tym, co naprawdę najważniejsze: miłości, obecności, wsparciu i zwyczajnej ludzkiej życzliwości.

Bardzo spodobał mi się także klimat powieści – ciepły, momentami nostalgiczny, ale przepełniony nadzieją. Ta historia dosłownie pachnie chlebem i wypiekami, które Milena tworzy w swojej piekarni. Opisy pracy bohaterki, zapachów i smaków sprawiają, że czyta się tę książkę wszystkimi zmysłami, mając ochotę zajrzeć do jej piekarni i spróbować choć kawałka tego literackiego świata.

Fabuła koncentruje się na losach bohaterki, której życie nie szczędzi trudnych doświadczeń. Autorka pokazuje, jak nieoczekiwane wydarzenia potrafią wywrócić wszystko do góry nogami, ale też jak w tych najciemniejszych momentach można odnaleźć siłę i sens. To opowieść o stracie i bólu, ale przede wszystkim o uzdrawiającej mocy miłości, o budowaniu siebie na nowo i o tym, że czasem to, co los daje w najmniej spodziewanym momencie, okazuje się największym darem.

Ta książka poruszyła mnie emocjonalnie i zostawiła z refleksją na dłużej. Zdecydowanie chcę sięgnąć po kolejne powieści autorki, bo jeśli każda z nich niesie ze sobą tyle ciepła i autentyczności, co ta – wiem, że czekają mnie jeszcze wyjątkowe czytelnicze chwile. Polecam tę historię każdemu, kto szuka literatury obyczajowej z duszą – takiej, która otula jak ciepły koc i zostaje w sercu na długo.

Sięgając po „Najcenniejsze, co dostałam od losu” Marty Wiśniewskiej, nie spodziewałam się, że ta historia poruszy mnie aż tak bardzo. To pierwsza książka tej autorki, po którą sięgnęłam i jednocześnie jej debiut w kategorii literatury obyczajowej – a muszę przyznać, że jest to debiut niezwykle udany.

Od pierwszych stron urzekł mnie styl autorki – lekki, naturalny, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Życie do liftingu” Karoliny Wilczyńskiej to dla mnie niezwykle udany początek nowej serii Salon prawdziwego piękna – i już po pierwszych stronach poczułam, że to będzie cykl, który zostanie ze mną na długo.

To opowieść, która delikatnie, ale bardzo celnie dotyka tego momentu w życiu, kiedy człowiek zaczyna przeglądać się w swoim własnym lustrze i zastanawia się, czy naprawdę jest tam ta osoba, którą chciałby widzieć. Weronika, główna bohaterka, staje właśnie na takim zakręcie. I obserwowanie, jak próbuje posklejać swoje marzenia, odzyskać wiarę w siebie i… po prostu zacząć od nowa, było dla mnie zaskakująco inspirujące.

W tej historii najbardziej ujęło mnie to, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o siebie – o swoje potrzeby, pragnienia, o szczęście, które czasem tak długo odkładamy na potem. Wilczyńska pokazuje, że można pozwolić życiu „odrosnąć”, tak jak lifting wygładza zmarszczki – tylko tutaj chodzi o lifting serca, odwagi i samoakceptacji.

Weronika nie jest idealna, ale właśnie przez to jest tak prawdziwa. Jej droga to nie bajka, tylko pełna wzlotów i trudnych decyzji podróż, która udowadnia, że nowy początek jest możliwy zawsze, nawet jeśli świat próbował nas przekonać, że już nie pora. To historia, która dodaje skrzydeł i naprawdę zachęca, by w końcu zrobić pierwszy krok ku własnym marzeniom.

Zamykając ten tom, czułam wdzięczność – za emocje, za motywację i za przypomnienie, że warto walczyć o swoje szczęście. A ja już nie mogę się doczekać, dokąd zabierze mnie następna część tej wyjątkowej serii.

„Życie do liftingu” Karoliny Wilczyńskiej to dla mnie niezwykle udany początek nowej serii Salon prawdziwego piękna – i już po pierwszych stronach poczułam, że to będzie cykl, który zostanie ze mną na długo.

To opowieść, która delikatnie, ale bardzo celnie dotyka tego momentu w życiu, kiedy człowiek zaczyna przeglądać się w swoim własnym lustrze i zastanawia się, czy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Są książki, które urzekają mnie od pierwszego wejrzenia — takie, obok których po prostu nie potrafię przejść obojętnie. Pogoda pod psem Katarzyny Ryrych należy właśnie do nich. Już sama okładka ma w sobie coś z magii: ciepło, obietnicę historii, w której można się zanurzyć niczym w miękki zimowy szal. Ale to, co najpiękniejsze, kryje się dopiero w środku.

Ta opowieść ma w sobie prawdziwe, świąteczne czary — nie te przesłodzone czy przerysowane, ale szczere, delikatne i poruszające. To jedna z tych historii, które zapadają głęboko w serce, zostawiając po sobie nie tylko wzruszenie, ale też ciche przypomnienie, że magia świąt powstaje dzięki ludziom (i czasem psom), których spotykamy na swojej drodze.

Katarzyna Ryrych w niesamowity sposób splata losy bohaterów pozornie różnych, odmiennych, czasem kompletnie nieprzystających do siebie. A jednak każdy z nich okazuje się ważny, potrzebny, osadzony dokładnie tam, gdzie powinien być. Ich spotkania nabierają znaczenia, a relacje tworzą delikatną, piękną mozaikę emocji.

To książka, która budzi we mnie ciepło — takie, które zostaje długo po zamknięciu ostatniej strony. I dlatego Pogoda pod psem trafia do mojego koszyka historii, do których będę wracać, gdy zatęsknię za tym subtelnym, prawdziwym świątecznym światłem.

Są książki, które urzekają mnie od pierwszego wejrzenia — takie, obok których po prostu nie potrafię przejść obojętnie. Pogoda pod psem Katarzyny Ryrych należy właśnie do nich. Już sama okładka ma w sobie coś z magii: ciepło, obietnicę historii, w której można się zanurzyć niczym w miękki zimowy szal. Ale to, co najpiękniejsze, kryje się dopiero w środku.

Ta opowieść ma w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Gwiazdka w ciemno” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Irminy Marii i muszę przyznać, że początek nie należał do najłatwiejszych. Coś mi w stylu autorki zgrzytało — trudno było mi się w niego wpasować i znaleźć odpowiedni rytm. Jednak z każdą kolejną stroną historia zaczęła mnie coraz bardziej wciągać, a sposób, w jaki autorka snuje opowieść, z czasem nabrał uroku i lekkości.

Świąteczne zamieszanie w wykonaniu Mi, Li i Di okazało się naprawdę świetną lekturą — pełną ciepła, humoru i drobnych emocji, które idealnie oddają przedświąteczną atmosferę. Z biegiem fabuły coraz trudniej było mi oderwać się od ich losów, a każda kolejna scena sprawiała, że chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Co ważne, nie jest to tylko cukierkowa świąteczna opowieść. Autorka porusza też trudne relacje z rodzicami i pokazuje, że nawet wśród choinek, pierników i światełek kryją się emocje, z którymi niełatwo się zmierzyć. To historia z ważnym przesłaniem, która poza miłym, świątecznym klimatem niesie refleksję o rodzinie, bliskości i potrzebie zrozumienia.

Ta książka pokazała mi, że czasem warto wykazać się cierpliwością i nie zniechęcać się na początku, bo za pierwszym wrażeniem może kryć się naprawdę wartościowa opowieść, która rozgrzewa serce, ale też skłania do myślenia

„Gwiazdka w ciemno” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Irminy Marii i muszę przyznać, że początek nie należał do najłatwiejszych. Coś mi w stylu autorki zgrzytało — trudno było mi się w niego wpasować i znaleźć odpowiedni rytm. Jednak z każdą kolejną stroną historia zaczęła mnie coraz bardziej wciągać, a sposób, w jaki autorka snuje opowieść, z czasem nabrał uroku i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Christmas Wishlist” to historia, która od pierwszych stron wprowadza w świąteczny klimat — pełen zapachu pierników, migoczących lampek i ciepła grudniowych dni. Muszę przyznać, że forma tej książki bardzo mnie zaciekawiła. Rozdziały są krótkie i ponumerowane w taki sposób, że można ją czytać jak kalendarz adwentowy — po jednym rozdziale dziennie aż do Świąt. To świetny pomysł, który nadaje lekturze wyjątkowego charakteru i sprawia, że historia smakuje powoli, niczym gorąca czekolada w zimowy wieczór.

Sama fabuła jest przyjemna, lekka i pełna świątecznej magii. Autorka zadbała o klimat, dialogi są naturalne, a sceneria zimowa wypada bardzo nastrojowo. To książka, którą czyta się z uśmiechem — idealna, żeby umilić grudniowe wieczory.

Jednak muszę też przyznać, że bohaterowie nie urzekli mnie aż tak bardzo, jak się spodziewałam. Brakowało mi w nich odrobiny głębi i emocjonalnej iskry, która sprawiłaby, że naprawdę bym się z nimi zżyła. Choć ich historia była sympatyczna, to raczej nie zostanie ze mną na długo.

Dla mnie „Christmas Wishlist” była jak kubek gorącego kakao – słodka, rozgrzewająca i miła w smaku, ale bez tego wyjątkowego aromatu, który chciałabym zapamiętać na dłużej. Zabrakło w niej tego „czegoś”, co naprawdę przyciąga do lektury i sprawia, że nie można się oderwać. Skończyłam ją raczej dlatego, że nie zostawiam niedoczytanych książek, niż z prawdziwego zaangażowania w losy bohaterów.

„Christmas Wishlist” to historia, która od pierwszych stron wprowadza w świąteczny klimat — pełen zapachu pierników, migoczących lampek i ciepła grudniowych dni. Muszę przyznać, że forma tej książki bardzo mnie zaciekawiła. Rozdziały są krótkie i ponumerowane w taki sposób, że można ją czytać jak kalendarz adwentowy — po jednym rozdziale dziennie aż do Świąt. To świetny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Magdalena Witkiewicz po raz kolejny otula czytelnika ciepłem, magią i wiarą w to, że święta to czas, kiedy wszystko może się zdarzyć. „Uwierz w Mikołaja 2” to kontynuacja uwielbianej historii, która ponownie przenosi nas do świata pełnego dobra, emocji i pięknych ludzkich gestów.

Cudownie było wrócić do znanych i lubianych bohaterów, zwłaszcza do mieszkańców domu seniora „Happy End”. Ich rozmowy, żarty i wzajemna troska nie raz wywoływały uśmiech na mojej twarzy, ale też łezkę wzruszenia. To właśnie w tych momentach tkwi cała magia tej serii – w prostych słowach, ludzkich emocjach i szczerym cieple, które płynie z każdej strony.

Ta historia doczekała się również ekranizacji, która – co rzadko się zdarza – jest równie świetna jak książka! Film wspaniale oddaje klimat opowieści i sprawia, że jeszcze mocniej można poczuć świąteczny nastrój. Zarówno w wersji papierowej, jak i filmowej, „Uwierz w Mikołaja 2” przypomina, jak ważna jest nadzieja, miłość i obecność drugiego człowieka.

Kocham takie historie – pełne ciepła, magii świąt, uśmiechu i dobra, które potrafi rozświetlić nawet najciemniejszy dzień. To książka, która pachnie piernikami, gra dźwiękami kolęd i zostawia w sercu to wyjątkowe poczucie, że cuda naprawdę się zdarzają.

„Uwierz w Mikołaja 2” to powieść, do której chce się wracać co roku. Ciepła, wzruszająca, pełna wiary w ludzi i w to, że nigdy nie jest za późno na szczęście.

Magdalena Witkiewicz po raz kolejny otula czytelnika ciepłem, magią i wiarą w to, że święta to czas, kiedy wszystko może się zdarzyć. „Uwierz w Mikołaja 2” to kontynuacja uwielbianej historii, która ponownie przenosi nas do świata pełnego dobra, emocji i pięknych ludzkich gestów.

Cudownie było wrócić do znanych i lubianych bohaterów, zwłaszcza do mieszkańców domu seniora...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Dobrze rozegrane” to druga część serii Dobrze zagrane autorstwa Anny Ryś, na którą czekałam z ogromnym zainteresowaniem. Po zakończeniu pierwszego tomu wiedziałam, że historia Patrycji nie mogła się skończyć tak po prostu — zbyt wiele emocji, niedopowiedzeń i tajemnic pozostało między bohaterami.

Z zapartym tchem śledziłam dalsze losy Patrycji, która w tej części jeszcze bardziej udowadnia, że życie potrafi być skomplikowane, a każde – nawet najmniejsze – kłamstwo może mieć ogromne konsekwencje. Jej drobne oszustwa i ukrywanie prawdy momentami naprawdę dawały w kość, nie tylko jej samej, ale też wszystkim wokół. Czasami miałam ochotę nią potrząsnąć, a jednocześnie nie mogłam przestać jej kibicować. To bohaterka z krwi i kości – popełnia błędy, błądzi, ale też potrafi się uczyć i walczyć o siebie.

Anna Ryś w charakterystyczny dla siebie sposób prowadzi fabułę – z lekkością, ale też z ogromną emocjonalną głębią. Każdy dialog, każde spojrzenie między bohaterami ma znaczenie, a każde wydarzenie niesie za sobą konsekwencje. Autorka doskonale pokazuje, że życie nie zawsze układa się po naszej myśli, a los potrafi nieźle namieszać, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

W „Dobrze rozegrane” nie brakuje trudnych emocji, refleksji nad tym, czym jest prawda, zaufanie i lojalność. Patrycja staje przed nowymi wyzwaniami – zarówno zawodowymi, jak i osobistymi – i musi zmierzyć się z tym, co przygotował dla niej los. Czy tym razem uda jej się wyjść z tego wszystkiego z podniesioną głową?

To powieść o dojrzewaniu emocjonalnym, o sile charakteru i o tym, że nawet najmniejsze decyzje potrafią zmienić wszystko. Czyta się ją jednym tchem, a po zakończeniu pozostaje niedosyt i chęć sięgnięcia po kolejną część.

Anna Ryś po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać historie, które poruszają serce i zostają z czytelnikiem na długo po przewróceniu ostatniej strony.

„Dobrze rozegrane” to druga część serii Dobrze zagrane autorstwa Anny Ryś, na którą czekałam z ogromnym zainteresowaniem. Po zakończeniu pierwszego tomu wiedziałam, że historia Patrycji nie mogła się skończyć tak po prostu — zbyt wiele emocji, niedopowiedzeń i tajemnic pozostało między bohaterami.

Z zapartym tchem śledziłam dalsze losy Patrycji, która w tej części jeszcze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„The cinamon bun book store” to druga książka Laurie Gilmore, po którą sięgnęłam, i kolejne spotkanie z mieszkańcami malowniczego Dream Harbor. Tym razem poznajemy historię Hazel – bohaterki, która od razu wzbudziła moją sympatię. To ciepła, nieco niepewna siebie kobieta, która szuka swojego miejsca w świecie, a jednocześnie ma ogromne serce i pasję do książek.

Dream Harbor znów urzeka klimatem – małe miasteczko pachnące kawą, cynamonem i świeżym pieczywem tworzy idealne tło dla tej opowieści. Gilmore ma dar kreowania przytulnej, niemal filmowej atmosfery, która sprawia, że czytając, czuję się tak, jakbym naprawdę tam była – wśród półek pełnych książek i zapachu słodkich bułeczek.

Najciekawszym elementem fabuły są zdecydowanie zagadki pozostawiane w książkach. Ten wątek wprowadza nutkę tajemnicy i sprawia, że historia nabiera głębi. Poszukiwanie ukrytych wiadomości w powieściach to pomysł, który mnie urzekł – subtelny, romantyczny i nieco magiczny.

Mimo wszystko, muszę przyznać, że „The cinamon bun book store” to raczej książka z kategorii „do przeczytania i zapomnienia”. Jest poprawna, ciepła i sympatyczna, ale brakuje jej tego wyjątkowego błysku, który zostaje w pamięci na dłużej. To lektura, którą czyta się z przyjemnością, ale bez większych emocji.

Podsumowując – to miły, lekki romans z uroczą bohaterką i klimatycznym tłem małego miasteczka. Idealna książka na spokojny wieczór z herbatą i kocem – taka, która otula, ale nie zaskakuje.

„The cinamon bun book store” to druga książka Laurie Gilmore, po którą sięgnęłam, i kolejne spotkanie z mieszkańcami malowniczego Dream Harbor. Tym razem poznajemy historię Hazel – bohaterki, która od razu wzbudziła moją sympatię. To ciepła, nieco niepewna siebie kobieta, która szuka swojego miejsca w świecie, a jednocześnie ma ogromne serce i pasję do książek.

Dream...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

To kolejny jesienny romans, który miałam przyjemność przeczytać – Jeśli to cię uszczęśliwia autorstwa Julie Olivii, wydany przez Wydawnictwo Czwarta Strona. To historia, która idealnie wpisuje się w klimat chłodnych wieczorów, ciepłego koca i kubka gorącej herbaty. Książkę czyta się przyjemnie – lekko, bez wysiłku i z typowym dla tego gatunku urokiem.

Nie ukrywam jednak, że nie wywołała we mnie większego entuzjazmu. Fabuła jest dość przewidywalna, a schemat „ona – on – komplikacje – szczęśliwe zakończenie” powraca w dobrze znanym wydaniu. Julie Olivia pisze ładnie, momentami nawet uroczo, ale zabrakło mi tu czegoś, co wyróżniłoby tę historię spośród wielu podobnych.

To książka, po którą można sięgnąć, gdy chce się po prostu odpocząć, oderwać od codzienności i zanurzyć w lekkiej, romantycznej opowieści. Idealna jako niezobowiązująca lektura na jesienny wieczór – choć bez większych emocji i bez szału.

Szczerze mówiąc, trochę dziwi mnie zachwyt nad tą książką w sieci – owszem, to przyjemna historia, ale w moim odczuciu zdecydowanie nie tak wyjątkowa, jak sugerują liczne opinie.

To kolejny jesienny romans, który miałam przyjemność przeczytać – Jeśli to cię uszczęśliwia autorstwa Julie Olivii, wydany przez Wydawnictwo Czwarta Strona. To historia, która idealnie wpisuje się w klimat chłodnych wieczorów, ciepłego koca i kubka gorącej herbaty. Książkę czyta się przyjemnie – lekko, bez wysiłku i z typowym dla tego gatunku urokiem.

Nie ukrywam jednak,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Kamienica pszczół” to miejsce inne niż wszystkie – nieco magiczne, a zarazem przytłaczające. W jej murach mieszkają kobiety poranione przez życie, które los potraktował wyjątkowo surowo. Każda z nich niesie w sobie historię pełną bólu, rozczarowań i tęsknot. Nad nimi wszystkimi czuwa Alicja – kobieta silna, zdeterminowana, a jednocześnie na swój sposób zagubiona. To ona uratowała kamienicę przed zniszczeniem i otworzyła w niej drzwi dla innych, podobnych sobie dusz.

Z pozoru stworzyła miejsce pełne ciepła i bezpieczeństwa, ale z czasem widać, że to tylko pozory. Kamienica staje się czymś w rodzaju ula – tętni emocjami, napięciem i zależnościami. Alicja jest niczym królowa pszczół, która troszczy się o swoje „pszczoły”, ale i nieświadomie trzyma je w sieci zależności. To nie jest zdrowy układ, raczej subtelna forma zniewolenia, zamaskowana troską i potrzebą bliskości.

Choć jestem kobietą, nie chciałabym znaleźć się w tej kamienicy. Mimo że łączy jej mieszkanki wspólne doświadczenie bólu, jest w tym miejscu coś dusznego, niepokojącego. Kobieca solidarność miesza się tu z kontrolą, a troska z potrzebą dominacji.

To książka, która zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu. Dla mnie była dość dziwna – momentami trudna do zrozumienia, pełna emocjonalnego chaosu, a jednak intrygująca. Mimo poczucia niepokoju, które towarzyszyło mi przez całą lekturę, byłam ciekawa zakończenia. Chciałam wiedzieć, czy bohaterki odnajdą spokój, czy raczej pozostaną uwięzione w swoim „ulu”.

„Kamienica pszczół” to powieść, która nie daje prostych emocji – potrafi zaintrygować, ale też zdezorientować. Dziwna, poruszająca, momentami mroczna – zostawia po sobie coś, co trudno jednoznacznie nazwać, ale z pewnością trudno o niej zapomnieć.

„Kamienica pszczół” to miejsce inne niż wszystkie – nieco magiczne, a zarazem przytłaczające. W jej murach mieszkają kobiety poranione przez życie, które los potraktował wyjątkowo surowo. Każda z nich niesie w sobie historię pełną bólu, rozczarowań i tęsknot. Nad nimi wszystkimi czuwa Alicja – kobieta silna, zdeterminowana, a jednocześnie na swój sposób zagubiona. To ona...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to