rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Co łączy: XV wieczny śląsk, sabaty czarownic, Zawiszę Czarnego, Świętą Inkwizycję, niewierne niewiasty i mściwych mężczyzn? Reinmar z Bielawy. Młody, zdecydowanie zbyt łatwo zakochujący się w płci pięknej bohater, wpada w tarapaty podczas nakrycia go z żoną pewnego rycerza. Autor od tego momentu zabiera czytelnika w pełną przygód ucieczkę Reynevana, która poza tłem historycznym ma w sobie sporo magii.

Główny bohater bywa naiwny i aż sam się prosi o kłopoty (w które zresztą często wpada). Gdyby nie jego kompani podróży - Szarlej oraz Samson Miodek - byłby zgubiony. Nie brakowało w tej powieści pierwiastka kobiecego, który mocno mąci w życiu Reinmara. Kobiety bywają wodą na młyn jego nierozsądnych decyzji życiowych, ale i brutalnych zderzeń z rzeczywistością.

Jest to powieść Andrzeja Sapkowskiego, więc nie można się dziwić, że i język i forma jest czysto Sapkowska. Staropolski klimat wylewa się z każdej strony, a momenty powagi i rozważań są zbalansowane ogromną dawką humoru, który bywa zarówno inteligentny jak i prostacki. Jedni to znienawidzą, inni pokochają, ale osobiście po kilku rozdziałach byłam wciągnięta, choć różni się ta powieść dość mocno od Wiedźmina, którego pokochałam.

Ogromną zaletą jest słuchowisko - majstersztyk! Poznawanie losów bohaterów właśnie w tej formie, było niesamowite! O ile proza bywa szybsza do przyswojenia, o tyle w tym przypadku zachęcam, by zapoznać się z tym tytułem właśnie za pomocą audio.

"Narreturm" było dziwne. Dziwne, ale interesujące i zabawne. Fabularnie liczyłam na więcej, momentami gubiłam się w natłoku postaci i nazw, ale słuchowisko pozostawiło mnie usatysfakcjonowaną. Z pewnością nie jest to pozycja dla każdego, wielu się od niej odbije, ale według mnie warto sprawdzić, czy Sapkowski w takim wydaniu i u Was się sprawdzi. Ja z pewnością poznam następny tom, ale póki co potrzebuję przerwy od tego klimatu.

Co łączy: XV wieczny śląsk, sabaty czarownic, Zawiszę Czarnego, Świętą Inkwizycję, niewierne niewiasty i mściwych mężczyzn? Reinmar z Bielawy. Młody, zdecydowanie zbyt łatwo zakochujący się w płci pięknej bohater, wpada w tarapaty podczas nakrycia go z żoną pewnego rycerza. Autor od tego momentu zabiera czytelnika w pełną przygód ucieczkę Reynevana, która poza tłem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Zaklęta" zabrała mnie do Kręgu Henbane, gdzie wrobiona w m0rderstwa Selene nie może zaznać spokoju - z jednej strony będąc na celowniku tajemniczej magicznej organizacji a z drugiej pod wpływem więzi z czarnoksiężnikiem, który doprowadził do jej uwięzienia. Przerażona ale zdeterminowana by rozwiązać zagadkę zniknięć nadprzyrodzonych, młoda czarownica będzie musiała zdecydować, czy jest gotowa zaufać Memnonowi.

Z tego miejsca muszę pochwalić Laurę za to, jak mocno rozwinęła swe autorskie pióro. Większość zarzutów, które miałam w przypadku pierwszego tomu, zostało wypartych przez zmiany jakie zaszły w jej stylu i podejściu. Bez problemu zaangażowałam się w historię i poczułam, jakbym wraz z bohaterami kroczyła nocami po lesie w poszukiwaniu odpowiedzi.

Bardzo spodobało mi się rozwinięcie przeszłości Selene i Memnona, dzięki czemu mogłam lepiej zrozumieć ich relację oraz przekonać się do głównego bohatera, który podpadł mi w "Zauroczonej". Dzięki retrospekcjom oraz stopniowemu poznawaniu go bliżej, mogłam zrozumieć rozterki czarownicy oraz widzieć w Memnonie coś więcej niż magicznego psychopatę. Powiem więcej, może go... polubiłam? No dostał swoje małe redemption arc! Z tego miejsca od razu zaznaczę, że nie bez powodu jest to książka 18+ - poza wątkiem m0rderstw i przem0cy na kampusie autorka dorzuciła pikantne sceny, których jest zdecydowanie więcej niż w pierwszym tomie.

Spodobało mi się poświęcenie większej ilości czasu watasze zmiennokształtnych, których podejście do wielu spraw jest zgoła odmienne od czarowniczego. Powieść zyskała na przedstawieniu korupcji służb, przestępczych skłonności bogaczy oraz intryg sojuszników i wrogów - to już nie był płaski romans fantasy z namiastką akcji.

"Zaklęta" wywarła na mnie znacznie lepsze wrażenie od swej poprzedniczki. Laura Thalassa zadbała o angażującą, momentami mroczną akcję, rozwinięcie wątku magicznych organizacji oraz innych istot nadprzyrodzonych, a także o podsycenie wątku romantycznego. Kilka sekretów zostało odkrytych, ale wciąż zostaje wiele do wyjaśnienia, dlatego po "Bedevilled" z pewnością sięgnę!

"Zaklęta" zabrała mnie do Kręgu Henbane, gdzie wrobiona w m0rderstwa Selene nie może zaznać spokoju - z jednej strony będąc na celowniku tajemniczej magicznej organizacji a z drugiej pod wpływem więzi z czarnoksiężnikiem, który doprowadził do jej uwięzienia. Przerażona ale zdeterminowana by rozwiązać zagadkę zniknięć nadprzyrodzonych, młoda czarownica będzie musiała...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Finał trylogii "Ostrzy" to jedna z tych powieści, na których premierę czekałam w tym roku najbardziej. Nie mogłam się doczekać rozwiązania intryg oraz finału sojuszy i zdrad, z których słynie ta seria. Tutaj nikomu nie można ufać, a mimo to bohaterowie tworzą niecodzienne found family, które chwyta za serce.

Postacie na przestrzeni serii stały się niezwykle wyraziste. O ile w pierwszym tomie narracja prowadzona z wielu perspektyw potrafiła momentami mylić, o tyle tutaj bez problemu rozpoznawałam, czyje POV właśnie czytam (choć oczywiście było to zaznaczone na początku rozdziałów). Mam swoich faworytów, na których losy czekałam z największym przejęciem - Sorę, Aeri i Roya - oraz takich, którzy stracili moją sympatię (patrzę na ciebie, Mikailu). Pojawiło się też kilku nowych bohaterów, a także postacie niemal zapomniane, co sprawiło, że wiele interakcji potoczyło się zupełnie nieprzewidywalnie.

Uwielbiam świat stworzony przez autorkę: jego azjatycki klimat, żyjące legendy, artefakty i magiczne lokacje. Wszystko to, okraszone lekkim, dynamicznym, bogatym w dialogi stylem, sprawiło, że lektura była czystą przyjemnością. Miałam ogromne oczekiwania wobec finału i niewiele brakowało, bym wystawiła najwyższą ocenę. Nie mogę jednak ukryć, że niektóre działania bohaterów nie do końca pasowały mi do danego momentu, ich dotychczasowego rozwoju bądź stawki, o jaką toczyła się gra.

"Trzy udręczone dusze" wzięły moje serce w niewolę, po czym oddały je strzaskane, ale zadowolone. No, niemal... Wątek pewnych osób zakończył się zupełnie inaczej, niż liczyłam, ale sensownie w kontekście całej przygody. To pięknie wydane fantasy przygodowe, w którym nie brakuje zwrotów akcji, szpiegów, przewrotów i magii. Bohaterowie i ich historia zostaną ze mną na dłużej, z pewnością jeszcze nie raz będę was zachęcać do poznania losów Ostrzy.

Finał trylogii "Ostrzy" to jedna z tych powieści, na których premierę czekałam w tym roku najbardziej. Nie mogłam się doczekać rozwiązania intryg oraz finału sojuszy i zdrad, z których słynie ta seria. Tutaj nikomu nie można ufać, a mimo to bohaterowie tworzą niecodzienne found family, które chwyta za serce.

Postacie na przestrzeni serii stały się niezwykle wyraziste. O...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Odkąd w „Magu Bitewnym” został poruszony temat Aquili, jego losy nie mogły mi wyjść z głowy. Bardzo chciałam dowiedzieć się, jak dokładnie doszło do pewnych wydarzeń, dlatego bez zawahania sięgnęłam po historię ojca Falko.

Między ciężkimi starciami ludzkości z opętanymi armiami wroga (którym przewodzi przerażający Kosiarz Dusz) a przełomowymi wydarzeniami z życia rodzinnego bohaterów toczy się opowieść o buncie, mrocznych tajemnicach i zabójczych w skutkach kłamstwach. Opisane w tej części wydarzenia mają istotny wpływ na to, w jakim położeniu znajdują się ludzie w historii znanej z „Maga Bitewnego”, a autor postarał się, by wciąż były one zaskakujące i angażujące.

Bardzo łatwo przywiązałam się do postaci Aquili, który cechuje się niesamowitym poczuciem honoru i odpowiedzialności. To one motywują go do dalszej walki z demonami, wbrew wszelkim przeciwnościom i sabotażom. Doceniam pogłębienie relacji jeźdźca ze smokiem, a także przedstawienie trudności, z jakimi zmagali się Tan i Aquila. Świetnie było poznać młodszego Symeona oraz kilku bohaterów, których losy splotły się z Falkiem. Rozdziały poświęcone innemu Magowi Bitewnemu - Bellatorowi, łamały mi serce, a równocześnie wyczekiwałam w nich na przełom.

Ponownie sporą część powieści zajmują opisy, ale w przypadku tak epickich bitew, licznych manewrów i wojennej codzienności nie dałoby się bez nich obyć. Budują one atmosferę oraz snują wizję tego fantastycznego świata przed moimi oczami. Choć niektóre wątki interesowały mnie mniej (uchodźcy), a inne bardziej (magowie), to dzięki przeplataniu ich między sobą nie odczuwałam nadmiernego znużenia.

Historię piszą zwycięzcy i właśnie o tym jest „Aquila”. Jeśli szukacie powieści o honorze, poświęceniu, zdradach, rycerzach, wojnach, smokach i demonach, w tym uniwersum dostaniecie pełny pakiet. W związku z wydarzeniami z zakończenia bardzo czekam na „Frelsunę”, zapowiedzianą przez autora, gdyż muszę poznać dalsze losy pewnych bohaterów.

Odkąd w „Magu Bitewnym” został poruszony temat Aquili, jego losy nie mogły mi wyjść z głowy. Bardzo chciałam dowiedzieć się, jak dokładnie doszło do pewnych wydarzeń, dlatego bez zawahania sięgnęłam po historię ojca Falko.

Między ciężkimi starciami ludzkości z opętanymi armiami wroga (którym przewodzi przerażający Kosiarz Dusz) a przełomowymi wydarzeniami z życia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To już szósta powieść Katarzyny Fiołek, a ja wciąż powtarzam to samo: czas spędzony przy książkach autorki to czas dobrze wykorzystany, pełen nadziei i przekonania, że życie ułoży się tak, jak powinno.

Zamiast Bieszczad akcja dzieje się w Puszczy Kampinoskiej, która jest czymś o wiele większym niż samo tło dla historii Alicji i Bartka. Piękne opisy przyrody przeplatały się z dynamicznymi, naturalnymi dialogami, dzięki czemu mogłam poczuć się, jakbym naprawdę była przy bohaterach, a oni istnieli naprawdę.

Alicja to kobieta po czterdziestce, stawiająca na siebie - wolny duch, zraniona dusza, która wie, czego potrzebuje, i wyniosła lekcje z przeżytych doświadczeń. Jej dość niecodzienna przeprowadzka do domku w puszczy to tylko początek historii. W końcu za płotem, na tym dzikim odludziu, mieszka jedynie gburowaty, tajemniczy Bartek, któremu nie w smak nowe sąsiedztwo… A może to dla niego szansa, by pogodzić się z przeszłością i wyrwać się z pustelniczego stanu? Ich relacja bardzo naturalnie i powoli się rozwijała, nie brakowało w niej sąsiedzkiej ironii, co świetnie rozładowywało napięcie.

Bardzo podoba mi się wątek rodzinny i przyjacielski - Alicja, wracając z Sardynii po wielu latach, próbuje nawiązać więź z siostrą, z którą niemal całe życie rywalizowała. Temat odbudowywania potrzeby obecności i pielęgnowania więzi jest przedstawiony bardzo dojrzale. Autorka nie owija w bawełnę, pisze o tym, czego doświadczają kobiety w przeróżnych życiowych scenariuszach. Byłam poruszona momentami niewypowiadanej frustracji, żalu, ulgi i wyrozumiałości.

Patrząc z perspektywy czasu, od momentu debiutu autorki do teraz, jestem pod ogromnym wrażeniem jej rozwoju pisarskiego. Wciąż pozostaje tą samą Kasią, której styl jest lekki i dynamiczny, a równocześnie głębia uczuć - to, jak poprzez swe powieści potrafi poruszyć w człowieku przeróżne struny - z książki na książkę ewoluuje w coś coraz bardziej namacalnego. Jeśli poszukiwaliście powieści obyczajowej pełnej emocji i życia takim, jakim jest, to nie musicie szukać dalej - „Cisza między nami” sama się poleca!

To już szósta powieść Katarzyny Fiołek, a ja wciąż powtarzam to samo: czas spędzony przy książkach autorki to czas dobrze wykorzystany, pełen nadziei i przekonania, że życie ułoży się tak, jak powinno.

Zamiast Bieszczad akcja dzieje się w Puszczy Kampinoskiej, która jest czymś o wiele większym niż samo tło dla historii Alicji i Bartka. Piękne opisy przyrody przeplatały się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy smoki nadal są na topie? Jeśli powoli zapominacie o tych istotach, to Peter A. Flannery przygotował idealną historię, która odświeży Wam pamięć. "Mag Bitewny" zapowiadał się epicko, i choć moje uczucia wobec tej powieści rosły stopniowo, to przyznaję, że warto było po nią sięgnąć!

Autor nie szczędzi opisów - momentami było mi ciężko przez nie przebrnąć - ale dzięki nim każda lokacja, bitwa, historia była przekonująca. W związku z okrutnymi przeciwnikami (piekielne potwory prowadzące opętanymi armiami podbitych ludów) i ich rosnącą potęgą, nie dało się nie wyczuć atmosfery beznadziei i rozpaczy. Było to idealne środowisko, by opowiedzieć losy szlachetnych rycerzy, tajemniczych magów oraz zdesperowanych władców.

Wśród całej tej polityczno-wojennej rozgrywki autor skupił się w dużej mierze na głównym bohaterze - Falku, chorowitym synu zdrajcy, który wcale nie planował brać udziału w wojnie. Ze słabego młodzieńca zmienia się w wojownika, a w tym wszystkim towarzyszą mu przyjaciele, wrogowie i mentorzy. Bardzo podobało mi się dokładne rozbudowanie postaci - nie ważne czy czytałam fragment o Falku, emisariuszu królowej lub młodym magu, to każdy z nich był pełnowymiarowy.

Połączenie akademii wojskowo-magicznej z polityką, dyplomacją, bitewnymi starciami, motywem found family oraz przepracowywaniem traum, poczucia winy i żalu, było świetnym pomysłem. Flannery naprawę zadbał o to, by wszystko miało sens, a niektóre elementy, jak np. gotowość poświęceń dla idei, prawdziwe braterstwo oraz delikatny wątek miłosny pewnych postaci, tylko podnosiły stawkę.

"Mag Bitewny" to kawał porządnej fantastyki, pełnej smoków, bitew, magii i bestii. Jeśli zaczynacie przygodę z tym gatunkiem, to nie zrażajcie się ilością informacji do przetworzenia, a jeśli jesteście weteranami fantasy, to czeka Was udana przygoda. Polecam i czekam na prequel, który odkryje tajemnice przeszłości, których namiastkę poznałam w tej powieści.

Czy smoki nadal są na topie? Jeśli powoli zapominacie o tych istotach, to Peter A. Flannery przygotował idealną historię, która odświeży Wam pamięć. "Mag Bitewny" zapowiadał się epicko, i choć moje uczucia wobec tej powieści rosły stopniowo, to przyznaję, że warto było po nią sięgnąć!

Autor nie szczędzi opisów - momentami było mi ciężko przez nie przebrnąć - ale dzięki nim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Sięgając po romans od Felicii pewne są trzy rzeczy:
1) apetyt wzrośnie przez włoskie jedzenie
2) będzie sporo śmiechu
3) romans będzie poprowadzony z wyczuciem

Tym razem autorka ulokowała akcję w słonecznej Toskanii, a konkretnie w posiadłości z winnicą, w której mieszka i pracuje Elisa wraz z rodziną. Od pierwszych stron czuć klimat małego, włoskiego miasteczka, w którym każdy każdego zna, plotki niosą się szybciej niż smsy, a starsze pokolenia zawsze mają coś do powiedzenia.

Akcja rozpoczyna się spotkaniem dawnych przyjaciół z dzieciństwa po kilkunastu latach, które okazuje się wyjątkowo niefortunne. Michael, przybywający do Toskanii w interesach właściciela winnicy - sprzecznych z interesami głównej bohaterki - już na starcie nagrabił sobie u Elisy nieprzemyślanym komentarzem. Przez część książki miałam trudność, by go polubić, gdyż jego charakter nie do końca do mnie przemawiał. Na szczęście z czasem zarówno bohaterka, jak i ja mu wybaczyłyśmy, a wtedy mogłam w pełni delektować się lekturą.

Momentami interakcje Elisy z Michaelem ocierały się o szczeniackie zagrania, by chwilę później ustąpić miejsca scenom, przy których rozpływałam się jak przy najlepszych komediach romantycznych. Mimo kilku zgrzytów świetnie bawiłam się, śledząc ich przemianę oraz stopniowy rozwój uczuć - wyczuwalnych zresztą na długo przed tym, nim ich duma pozwoliła im się do nich przyznać. Pragnę wspomnieć, że autorka bardzo dobrze radzi sobie z tworzeniem romantycznej atmosfery, bez przesadnego er0tyzmu - czuć w jej książkach napięcie, pożądanie, ale podoba mi się brak scen s*ksu co kilka stron.

Czas spędzony przy tej powieści uważam za bardzo udany! Felicia staje się moim pewniakiem pod kątem rom-com'owych romansów. Jeśli lubicie klimat Toskanii, przekomarzających się bohaterów, serdeczną atmosferę, jaką tworzą wokół siebie włoskie rodziny, to jest to powieść idealna dla Was! W tę styczniową szarugę, nie mogłam sobie wybrać bardziej słonecznej historii, więc jeśli tęsknicie za ciepłem letnich dni, to sięgnijcie po nową Kingsley.

Sięgając po romans od Felicii pewne są trzy rzeczy:
1) apetyt wzrośnie przez włoskie jedzenie
2) będzie sporo śmiechu
3) romans będzie poprowadzony z wyczuciem

Tym razem autorka ulokowała akcję w słonecznej Toskanii, a konkretnie w posiadłości z winnicą, w której mieszka i pracuje Elisa wraz z rodziną. Od pierwszych stron czuć klimat małego, włoskiego miasteczka, w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jak ja czekałam na ten tom! Po przeczytaniu "Czasu Żniw" byłam oczarowana, i nie mogłam się doczekać, by poznać dalsze losy jasnowidzącej Paige i kiełkującej rewolucji. Przed "Zakonem Mimów" stało więc wyzwanie, by podołać wysokim oczekiwaniom, i z radością stwierdzam, że ponownie odkładam powieść autorki z poczuciem satysfakcji i pozytywnego niedosytu.

Samantha nieco zwalnia z akcją, by przedstawić jak Paige poradzi sobie w Londynie po ucieczce z Oxfordu, a także jak Sajon zareaguje na jawną niesubordynację. Z zapartym tchem śledziłam jak ciężko jest jej wybrać to, co powinna zrobić, jak tego dokonać oraz komu może zaufać. Bardzo podoba mi się to, że Blada Śniąca nie jest postacią wszechmocną - doskonale zdaje sobie sprawę, że do prawdziwej rebelii i zmiany potrzebni są jej potężni sojusznicy.

Bardzo zżyłam się się bohaterami i z niecierpliwością czekałam na pojawienie się niektórych z nich (Naczelniku, I'm looking at you). Choć NIE jest to romantasy, a scen z Paige i Arcturusem jest malutko, to ich relacja sprawiała, że cieszyłam się na ich interakcje uśmiechając się od ucha do ucha. Fakt, że bliscy Paige chcieli ją wspierać sprawiał, że każde niebezpieczeństwo wiązało się z ryzykiem. Autorka zadbała bym w pełni wczuła się w zagrożenia zarówno ze strony Sajonu, Refów oraz półświatka, którego było w tej części mnóstwo.

Jeśli szukacie fantastyki, w której światotwórstwo jest przepięknie dopracowane, bohaterowie próbują zorganizować rewolucję w państwie totalitarnym, nadprzyrodzone istoty zrobią wszystko by im przeszkodzić, a język i styl autorki Was zachwyci, to w "Zakonie Mimów" to dostaniecie! Kocham tę serię: przeżywam ją, rozpaczam i wzruszam się przy niej! Polecam Wam ją całym sercem oraz wyczekuję 3 tomu w autorskim wydaniu!

PS. Te wydania nigdy nie przestaną mnie zachwycać! Perełki!

Jak ja czekałam na ten tom! Po przeczytaniu "Czasu Żniw" byłam oczarowana, i nie mogłam się doczekać, by poznać dalsze losy jasnowidzącej Paige i kiełkującej rewolucji. Przed "Zakonem Mimów" stało więc wyzwanie, by podołać wysokim oczekiwaniom, i z radością stwierdzam, że ponownie odkładam powieść autorki z poczuciem satysfakcji i pozytywnego niedosytu.

Samantha nieco...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mniej więcej rok temu przeczytałam dylogię Tajemnice Króla Shepherda, która ujęła mnie swoim mrocznym, baśniowym, dusznym klimatem. Długo szukałam czegoś podobnego i mogę stwierdzić, że "Krew zdrajcy" jest temu chyba najbliższa. Jeśli obawiacie się zbyt podobnego vibe’u, wiedzcie, że "Okno..." było bardziej baśniowe, a "Krew zdrajcy" bardziej klasycznym fantasy z elfami.

Jak wspominałam, lektura cechowała się wyjątkową atmosferą. Złowieszcza klątwa wisiała nad całą krainą, przez co, śledząc losy Ophelii, czułam ciągłe, unoszące się w powietrzu zagrożenie. Choć nie dało się ukryć pewnej schematyczności znanej z romantasy, autorka wplotła w historię oryginalne elementy świata i kilka zaskakujących decyzji bohaterów. Podczas gdy w pierwszej połowie książki zdarzały się chwile znużenia - częściowo przez styl, który nie zawsze pomagał w immersji - druga część znacznie podniosła poprzeczkę.

W wątku romantycznym momentami pojawiała się toporność, jednak, podobnie jak w wątku akcji, im dalej, tym lepiej. Ophelia była zdeterminowana, by za wszelką cenę osiągnąć swój cel, a tajemniczy Dagan okazał się świetnym kompanem i przewodnikiem tej podróży. Choć przewijało się wiele postaci, 99% uwagi skupiło się na Ophelii i Daganie, więc nie chcąc zdradzić najlepszych aspektów, pozostanę tu milczeć jak grób!

"Krew zdrajcy" to udany debiut, w którym znajdziecie świeżą kreację świata oraz interesujące motywy - klątwę, przeznaczenie, wędrówkę - i stawkę naprawdę wysoką: losy całej krainy. Osobiście byłam bardzo pozytywnie zaskoczona i z niecierpliwością czekam na premierę drugiego tomu!

Mniej więcej rok temu przeczytałam dylogię Tajemnice Króla Shepherda, która ujęła mnie swoim mrocznym, baśniowym, dusznym klimatem. Długo szukałam czegoś podobnego i mogę stwierdzić, że "Krew zdrajcy" jest temu chyba najbliższa. Jeśli obawiacie się zbyt podobnego vibe’u, wiedzcie, że "Okno..." było bardziej baśniowe, a "Krew zdrajcy" bardziej klasycznym fantasy z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Okrutny książę" jest jednym z tych tytułów, które często pojawiają się na bookmediach. Z uporem maniaka unikałam jakichkolwiek informacji na temat tej serii - widziałam kilka fanartów nie zdradzających przebiegu fabuły - i była to najlepsza decyzja jaką mogłam zrobić. Podeszłam do lektury bez zbędnej presji, oczekiwań i dzięki temu wielokrotnie się zaskoczyłam.

Tym, czego się nie spodziewałam, było między innymi to, że Elfhame nie było odosobnioną krainą, a znajdywało się blisko świata śmiertelników. Dzięki temu tragizm sytuacji Jude i jej sióstr jeszcze lepiej wybrzmiewał, tak samo jak poczucie wyobcowania w obu miejscach. Podobało mi się obserwowanie, jak nastolatka próbowała nadać swemu życiu odpowiedni kierunek, świadomie i nieświadomie wciągając się w sieć dworskich i politycznych intryg świata elfów.

Bohaterowie byli wyraziści, charakterni i w większości nieobliczalni. Specyfika elfiego ludu sprawiała, że brutalność i piękne półprawdy - ale nie kłamstwa - kierowały ich zachowaniem. Uwielbiałam nieprzewidywalność interakcji Jude z Cardanem i innymi postaciami. Nie dało się nie podważać intencji każdej napotkanej osoby.

Jeśli spodziewacie się romantasy, to nie dajcie się zwieść, to nie ten adres - wątek romantyczny nie był w tej powieści osią fabuły. Jude skupiała się głównie na tym, by zapewnić sobie bezpieczną przyszłość. Kłamstwo i zdrada walczyły z zaufaniem i wątpliwymi sojuszami, a tajemnice przeszłości nie dawały o sobie zapomnieć, ściągając nad królestwo elfów ciemne chmury.

"Okrutny książę" to bardzo dobra powieść YA fantasy, której nie chciałam odkładać na półkę. Wsiąknęłam w ten klimatyczny świat, przeżywając każdą wątpliwą decyzję głównej bohaterki. Choć momentami styl autorki zdawał mi się aż nazbyt prosty, to nie odbierało mi to radości z lektury. Dajcie się wciągnąć w historię, gdzie wśród nadnaturalnego piękna żyją niecne istoty, które tylko czekają by Was zwieść.

"Okrutny książę" jest jednym z tych tytułów, które często pojawiają się na bookmediach. Z uporem maniaka unikałam jakichkolwiek informacji na temat tej serii - widziałam kilka fanartów nie zdradzających przebiegu fabuły - i była to najlepsza decyzja jaką mogłam zrobić. Podeszłam do lektury bez zbędnej presji, oczekiwań i dzięki temu wielokrotnie się zaskoczyłam.

Tym,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Siadając do spisania swych wrażeń z lektury, nie spodziewałam się, że spotkam się z takim wewnętrznym oporem. Książka ta ma wady jak i zalety, ale już na wstępie wolę wspomnieć, że to po prostu nie była książka dla mnie - postaram się nie przekładać tego za mocno na poniższy tekst.

Zacznę od tego, co bardzo mi się podobało, a mianowicie atmosfera stworzona przez V. E. Schwab. Świetnie nakreślone różne epoki, zasady jakie w nich panowały, mentalność żyjących wówczas ludzi, a do tego podejście do tematyki wampiryzmu, który nie był romantyzowaną kolejną wersją Zmierzchu. Zaletą jest również język Victorii, którym łatwo się zachwycić, oraz zdolność do kreślenia akcji w wyjątkowy sposób.

Jednakże, niesamowicie irytowały mnie bohaterki - Maria była najciekawsza, ale Lottie i Alice nie przekonały mnie do siebie. W związku z mieszaniem rozdziałów na 3 kobiety, momenty znudzenia (a czasem i frustracji) mieszały się z tymi, przy których nie byłam w stanie odłożyć książki. Jestem tym typem czytelnika, który lubi czuć więź z bohaterem, chęć kibicowania mu, a tu przez ogromną toksyczność i manipulacje nie byłam w stanie tego robić przez jakieś 3/4 książki.

Książka napisana jest tak, by razem z bohaterkami przeżywać momenty uniesienia, skandale związane z wątkami WLW, jak i tragizm ich sytuacji. Każda z nich jest inna, ma inne "demony", a równocześnie wszystkie pokazują uniwersalne ludzkie słabości, które napędzają najniższe instynkty.

"Pochowaj nasze kości w ziemi o północy" to oryginalna powieść, która zaskakuje formą, stylem i obranym kierunkiem. Jest krwiście, zdradziecko i momentami zwierzęco. Z jednej strony to opowieść o ideach, wolności, wyborach, a z drugiej o ich konsekwencjach. Nie powiem, że bardzo polecam, ale doceniam kunszt autorki.

Siadając do spisania swych wrażeń z lektury, nie spodziewałam się, że spotkam się z takim wewnętrznym oporem. Książka ta ma wady jak i zalety, ale już na wstępie wolę wspomnieć, że to po prostu nie była książka dla mnie - postaram się nie przekładać tego za mocno na poniższy tekst.

Zacznę od tego, co bardzo mi się podobało, a mianowicie atmosfera stworzona przez V. E....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To już trzecia książka Marty Bijan, którą przeczytałam i... myślę, że ostatnia. Długo biłam się z myślami, czy sięgać po "Jutro już było", ale w ostatnim dniu - o ironio - roku, zdecydowałam się na audiobooka.

Historia zaczyna się dynamicznie, co przy dość małej objętości nie było zaskoczeniem. Oniryczny klimat wesołego miasteczka, w którym paczka przyjaciół zamierza spędzić koniec świata, wybrzmiewał z każdej strony. Specyfika miejsca, tajemnice bohaterów i wstrząsające okoliczności były zdecydowaną zaletą tej książki. Jednakże cóż po klimacie, gdy sama fabuła wydaje się być napisana pospiesznie?

Nie byłam w stanie kupić zachowania bohaterów i przywiązać się do nich. Przeżycia i intencje nastolatków są odkrywane stopniowo, aż do objawienia prawdy w ostatnich rozdziałach. Pomimo kilku mocnych momentów, które miały mną wstrząsnąć, nie poczułam w trakcie lektury za wiele. Niektóre zdania zdawały się być napisane stricte pod cytowanie ich, i choć lubię poetyckość języka autorki, to wolę gdy za tym idzie więcej literackiego mięsa.

Jest to powieść, którą można poznać za jednym zamachem, więc nie zamierzam się szczególnie rozpisywać. "Jutro już było", można odebrać dwojako, zależnie od oczekiwań. Jeśli lubicie twórczość Marty, pewien schemat, którym emanują jej powieści, to ta może też przypadnie Wam do gustu. Jeśli zaś oczekujecie, że styl prowadzenia powieści zmienił się, na coś bardziej zaskakującego, wciągającego, głębszego, to możecie tak jak ja uznać, że dobrze już było.

To już trzecia książka Marty Bijan, którą przeczytałam i... myślę, że ostatnia. Długo biłam się z myślami, czy sięgać po "Jutro już było", ale w ostatnim dniu - o ironio - roku, zdecydowałam się na audiobooka.

Historia zaczyna się dynamicznie, co przy dość małej objętości nie było zaskoczeniem. Oniryczny klimat wesołego miasteczka, w którym paczka przyjaciół zamierza...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rok temu obiecałam sobie, że przeczytam do końca tę serię w 2025. Jak mogliście zauważyć - nie udało mi się, ale mam dla Was recenzję dwóch części "Wojny w Blasku Dnia", które towarzyszyły mi w grudniu. Powrót do świata stworzonego przez Bretta ponownie wywołał we mnie pozytywne uczucia. W końcu nie ma to jak czytelnicza nostalgia, a tę czuję za każdym razem, gdy zanurzam się w to uniwersum.

Autor w tym tomie rozwinął historię Inevery - żony Jardira, która przewijała się nieco w poprzednich częściach. Zabieg ten był przydatny, bo nadał jej postaci i niektórym wydarzeniom głębi, ale niestety zdawał się być rozwleczony na siłę, szczególnie, gdy po przedstawieniu jej dzieciństwa, pokazane były po raz 3 te same wydarzenia z kolejnego POV. Szkolenie na dama'ting, intrygi, które plecie bohaterka i tajemnice jakie skrywa, rekompensowały momenty znudzenia.

Dużo ciekawsze były wydarzenia kontynuujące fabułę po 2 tomie, w których pełno było napięć, dylematów i wrogów - tych z Otchłani po zmroku ale i ludzkich, w tytułowej wojnie w blasku dnia. Nie mogłam się doczekać rozdziałów poświęconych "pierwszemu" trio: Arlenowi, Leeshy i Rojerowi, oraz osobie Jardira - wroga, który nie cofnie się przed niczym, by wypełnić misję, do której czuje powołanie. Perspektywa książąt z Otchłani była czymś dodającym dreszczyku, a równocześnie niesamowicie intrygującym. Doszliśmy do takiego momentu, że Otchłańce to już nie tylko bezmyślna sfora, a bohaterom grożą ogromne konsekwencje odważnych walk z nimi.

Podsumowując, "Wojna w blasku dnia" była dobrą kontynuacją, ale mogłaby by być zdecydowanie bardziej konkretna, więc nie przebija mojego zachwytu pierwszym, a nawet drugim tomem. Świetne światotwórstwo, klimat i wielowymiarowi, charakterni bohaterowie sprawiają, że z pewnością będę kontynuować tę serię. Zresztą po zakończeniu, jakie zaserwował autor, nie mam innej opcji! Myślę, że Brett ma jeszcze niejednego asa w rękawie...

Rok temu obiecałam sobie, że przeczytam do końca tę serię w 2025. Jak mogliście zauważyć - nie udało mi się, ale mam dla Was recenzję dwóch części "Wojny w Blasku Dnia", które towarzyszyły mi w grudniu. Powrót do świata stworzonego przez Bretta ponownie wywołał we mnie pozytywne uczucia. W końcu nie ma to jak czytelnicza nostalgia, a tę czuję za każdym razem, gdy zanurzam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rok temu obiecałam sobie, że przeczytam do końca tę serię w 2025. Jak mogliście zauważyć - nie udało mi się, ale mam dla Was recenzję dwóch części "Wojny w Blasku Dnia", które towarzyszyły mi w grudniu. Powrót do świata stworzonego przez Bretta ponownie wywołał we mnie pozytywne uczucia. W końcu nie ma to jak czytelnicza nostalgia, a tę czuję za każdym razem, gdy zanurzam się w to uniwersum.

Autor w tym tomie rozwinął historię Inevery - żony Jardira, która przewijała się nieco w poprzednich częściach. Zabieg ten był przydatny, bo nadał jej postaci i niektórym wydarzeniom głębi, ale niestety zdawał się być rozwleczony na siłę, szczególnie, gdy po przedstawieniu jej dzieciństwa, pokazane były po raz 3 te same wydarzenia z kolejnego POV. Szkolenie na dama'ting, intrygi, które plecie bohaterka i tajemnice jakie skrywa, rekompensowały momenty znudzenia.

Dużo ciekawsze były wydarzenia kontynuujące fabułę po 2 tomie, w których pełno było napięć, dylematów i wrogów - tych z Otchłani po zmroku ale i ludzkich, w tytułowej wojnie w blasku dnia. Nie mogłam się doczekać rozdziałów poświęconych "pierwszemu" trio: Arlenowi, Leeshy i Rojerowi, oraz osobie Jardira - wroga, który nie cofnie się przed niczym, by wypełnić misję, do której czuje powołanie. Perspektywa książąt z Otchłani była czymś dodającym dreszczyku, a równocześnie niesamowicie intrygującym. Doszliśmy do takiego momentu, że Otchłańce to już nie tylko bezmyślna sfora, a bohaterom grożą ogromne konsekwencje odważnych walk z nimi.

Podsumowując, "Wojna w blasku dnia" była dobrą kontynuacją, ale mogłaby by być zdecydowanie bardziej konkretna, więc nie przebija mojego zachwytu pierwszym, a nawet drugim tomem. Świetne światotwórstwo, klimat i wielowymiarowi, charakterni bohaterowie sprawiają, że z pewnością będę kontynuować tę serię. Zresztą po zakończeniu, jakie zaserwował autor, nie mam innej opcji! Myślę, że Brett ma jeszcze niejednego asa w rękawie...

Rok temu obiecałam sobie, że przeczytam do końca tę serię w 2025. Jak mogliście zauważyć - nie udało mi się, ale mam dla Was recenzję dwóch części "Wojny w Blasku Dnia", które towarzyszyły mi w grudniu. Powrót do świata stworzonego przez Bretta ponownie wywołał we mnie pozytywne uczucia. W końcu nie ma to jak czytelnicza nostalgia, a tę czuję za każdym razem, gdy zanurzam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Aurora: Koniec Amie Kaufman, Jay Kristoff
Ocena 7,7
Aurora: Koniec Amie Kaufman, Jay Kristoff

Na półkach:

Zakończenie drugiego tomu serii było tak druzgocące, że nie mogłam zwlekać z poznaniem dalszych losów drużyny 312. Po niesamowicie emocjonalnych przygodach, byłam przekonana, że w tym tomie będzie jeszcze lepiej. Jednak, jak się zaraz przekonacie, nie do końca tak bym oceniła finał serii.

Akcja zaczyna się w tym samym momencie, w którym się skończyła, więc bardzo łatwo wejść spowrotem w tę kosmiczną historię. Bohaterowie są podzieleni, każdy staje przed innym wyzwaniem, a każda decyzja ma ogromne znaczenie dla losów nie tylko samej drużyny, ale i galaktyki. Absolutnie każdy bohater ma swoje 5minut, nikt nie jest pominięty, a losy każdego z nich śledziłam z szybko bijącym sercem.

Postaram się nie mówić za wiele o fabule, gdyż odkrywanie jej było wspaniałe, gdy nie miałam absolutnie żadnego pojęcia, co się wydarzy. Była ona przepełniona zwrotami akcji, różnymi możliwościami i zagadkami, na które odpowiedzi były czytelnikowi stopniowo podawane. Autorzy stanęli na wysokości zadania, by spiąć różne wątki i sprawić, bym z zapartym tchem nie mogła oderwać się od lektury.

Bohaterowie są cudowni, jest to jedna z najlepszych młodzieżówek z motywem found family, jakie czytałam. Po tych wszystkich zawirowaniach, poświęceniach, wspólnej walce o dobro, wyznaniach i pożegnaniach, ogromnie bałam się, że nie każdy w tej misji odniesie sukces.

"Aurora: Koniec" to świetny finał serii, któremu odejmuję jeden malutki punkt za to, że były momenty gdy trochę się nudziłam (w jednej z 3 linii, na którą została podzielona fabuła). Poza tym, jest to jak najbardziej wciągająca, satyskacjonująca lektura, której poznawanie było czymś niesamowitym, wzruszającym i rozśmieszającym. Z całego serca polecam Wam tę serię, nie zawiedziecie się!

Zakończenie drugiego tomu serii było tak druzgocące, że nie mogłam zwlekać z poznaniem dalszych losów drużyny 312. Po niesamowicie emocjonalnych przygodach, byłam przekonana, że w tym tomie będzie jeszcze lepiej. Jednak, jak się zaraz przekonacie, nie do końca tak bym oceniła finał serii.

Akcja zaczyna się w tym samym momencie, w którym się skończyła, więc bardzo łatwo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Cóż mogę powiedzieć? Moją trzecią wyprawę na cmentarze osobliwości zaliczam do udanych! Z każdą kolejną przygodą Maxa autorka pokazuje, jak pisać wciągające historie bez efektu odgrzewanego kotleta. Mogłoby się wydawać, że nie można nic więcej wymyślić, stosując wzór: intryga + główny bohater w tarapatach + cmentarz + nowe dusze, a jednak ponownie dałam się w 100% wciągnąć w powieść.

W twórczości Pauliny Hendel uwielbiam jej tempo narracji - wyważone, bez zbędnego ociągania się, a równocześnie z dopasowanymi chwilami na refleksję. Bardzo podoba mi się pomysł na to uniwersum, wciąż zachwycam się jego oryginalnością i atmosferą, która jest niepowtarzalna. Mroczny klimat cmentarzy i niebezpieczeństw czyhających za każdym rogiem jest idealnie zbalansowany dawką humoru, który odejmuje nieco ciężkości fabule, dzięki czemu komediowe momenty i rozmowy przeplatają się z walką, ucieczkami i spiskami.

Po tylu godzinach spędzonych z bohaterami nie mogłabym się z nimi nie zżyć, w szczególności z Maxem. To, jaką drogę przechodzi, jest idealnie przemyślane i adekwatne do jego doświadczeń - gdy w pierwszym tomie było w nim bardzo dużo z rzezimieszka, tak w tym widać w nim mężczyznę, który stara się chronić nie tylko swoje interesy. Livia nieco zbladła w tym tomie, ale wciąż uwielbiam jej interakcje z Maxem.

Nowa lokacja - wietrzna skalista wyspa z zamkniętą społecznością i duszami, które skrywają wiele tajemnic - była bardzo dobrze ograna. Dzięki temu nie nudziłam się, mogłam poznać kolejną namiastkę świata oraz nowych ludzi i dusze.

"Cmentarz grozy" to kontynuacja z pazurem. W przypadku przygód Maxa, każdy tom dostarcza jeszcze więcej frajdy niż poprzedni, a nowe pomysły na miejsca i bohaterów idealnie zgrywają się z ogólnym charakterem serii. Choć nie w każdym momencie byłam zaskoczona czy zadowolona z pewnych rozwiązań, to samo poznawanie historii dostarczyło mi wielu emocji, dzięki którym świetnie się bawiłam.

Cóż mogę powiedzieć? Moją trzecią wyprawę na cmentarze osobliwości zaliczam do udanych! Z każdą kolejną przygodą Maxa autorka pokazuje, jak pisać wciągające historie bez efektu odgrzewanego kotleta. Mogłoby się wydawać, że nie można nic więcej wymyślić, stosując wzór: intryga + główny bohater w tarapatach + cmentarz + nowe dusze, a jednak ponownie dałam się w 100% wciągnąć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Aurora: Pożoga Amie Kaufman, Jay Kristoff
Ocena 7,9
Aurora: Pożoga Amie Kaufman, Jay Kristoff

Na półkach:

W swych czytelniczych doświadczeniach raz po raz przekonuję się, że sięgając po coś pióra Kristoffa, mogę być pewna, że się nie zawiodę. Ponownie w duecie z Amie Kaufman pokazują, jak napisać porywające, z pozoru lekkie, młodzieżowe science-fiction , które zawładnie sercem czytelnika. Byłam pewna, że wcale nie zżyłam się bardzo mocno z bohaterami, ale wydarzenia, które zostały mi zaserwowane udowodniły, że jest inaczej. Zakończenie zostawiło mnie zdruzgotaną, niepewną i - nie nie, wcale nie z ochotą na kolejny tom a z ogromną potrzebą!

Po wydarzeniach z 1 części pewne było, że bohaterowie mają przechlapane. Jako główny cel okrutnego wroga, pragnącego przejąć całe galaktyki, od samego początku mieli problemy. No bo jak tu się wyrwać przeciwnikowi w futurystycznym świecie, gdzie każdy ma czujne kamery, broń, która potrafi zatrzymać każdego oraz niekwestionowaną władzę? Drużyna 312 pokonuje więc mnóstwo przeciwności, byle tylko wypełnić misję, która zdaje się być dużo większa od nich samych, a autorzy prowadzą czytelnika w taki sposób, że praktycznie zostaje on częścią ekipy.

Tak jak wspomniałam, po odłożeniu książki byłam w szoku - autorzy dosadnie pokazali mi, jak łatwo wczułam się w ich historię i związałam z postaciami. Ale jak mogłoby być inaczej? Mamy tu idealny przykład wybuchowego found family, które jest gotowe na poświęcenie i walkę o to, w co wierzy. Nie będę się rozpisywać o każdym z osobna, ale mogę Was zapewnić, że na pewno w tym zbiorze wyrzutków dostrzeżecie znajome trudości, przeżycia, pomimo całej kosmicznej aury.

Nie chcąc zaspojlerować przebiegu wydarzeń, zapewniam Was, że "Aurora: Pożoga" to emocjonalna jatka, po którą sięgniecie z uśmiechem, a skończycie z palącą potrzebą dowiedzenia się "CO DALEJ???". Jestem pod wrażeniem tej powieści, gdyż choć pierwszy tom mi się spodobał, to właśnie w tym miałam możliwość wpaść po uszy. Jest tu zarówno smutno jak i zabawnie, tragicznie i absurdalnie, romantycznie i... a zresztą przekonajcie się sami!

W swych czytelniczych doświadczeniach raz po raz przekonuję się, że sięgając po coś pióra Kristoffa, mogę być pewna, że się nie zawiodę. Ponownie w duecie z Amie Kaufman pokazują, jak napisać porywające, z pozoru lekkie, młodzieżowe science-fiction , które zawładnie sercem czytelnika. Byłam pewna, że wcale nie zżyłam się bardzo mocno z bohaterami, ale wydarzenia, które...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kojarzycie kluby książki? To właśnie na takim spotkaniu, Kasia i Olga wcisnęły mi w ręce 3 tomy Bractwa Czarnego Sztyletu ze słowami, że koniecznie muszę je przeczytać. Zaznaczyły, że może być momentami cringowo, ale że im dalej w las tym lepiej i książki autentycznie wciągają. Tak więc poznawszy ten pierwszy tom, pragnę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Od początku było czuć, że jest to powieść pisana lata temu - styl i język przywodzą na myśl te pierwsze głośniejsze paranormalne romanse. Nutka nostalgii sprawiła, że coś przyciągało mnie do dalszej lektury, i to pomimo krzywienia się na wielokrotne używanie słowa "samica" by określić kobietę. Przez ten zwrot nie umiałam brać na poważnie wielu fragmentów, ale domyślam się, że miało to swoją rolę, by jeszcze bardziej odróżnić wampiry od ludzi.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to mimo słabszych momentów była interesująca. Zaciekawiło mnie, jak potoczy się wojna między wampirami a martwiakami, a także niuanse w relacjach bohaterów. W czasie trwania akcji mogłam śledzić wiele perspektyw, gdyż autorka przedstawiała losy naprawdę wielu postaci, nie tylko pierwszoplanowych, dzięki czemu wciągnęłam się w lekturę.

Mówiąc wprost - nie kupiła mnie relacja głównych bohaterów. Nie wiem, na ile jest to wypadkowa tego, że mamy tu natychmiastowy pociąg i zauroczenie (wolę wolniejszy przebieg relacji romantycznych), czy też tego, że niemal każde ich spotkanie = s3ks, a może dialogów, które są sztuczne i często przez to niezręczne.

Nie będę ściemniać, to momentami było tak złe, że aż dobre. Choć "Mroczny kochanek" sam w sobie wypada mocno średnio, w porównaniu z moimi standardowymi wyborami lektur, to jestem ciekawa kolejnych tomów tej serii. Z chęcią przekonam się, czy dziewczyny miały rację, że kolejne tomy są dużo lepsze...

Kojarzycie kluby książki? To właśnie na takim spotkaniu, Kasia i Olga wcisnęły mi w ręce 3 tomy Bractwa Czarnego Sztyletu ze słowami, że koniecznie muszę je przeczytać. Zaznaczyły, że może być momentami cringowo, ale że im dalej w las tym lepiej i książki autentycznie wciągają. Tak więc poznawszy ten pierwszy tom, pragnę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Od początku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

BOOKiton od @bbj_bookstagram sprawił, że sięgnęłam po "Anathemę" szybciej, niż planowałam. Mroczne, gotyckie fantasy przyciągało uwagę, a zagraniczne zachwyty sugerowały, że nie jest to kolejne gatunkowe "kopiuj wklej".

Początkowo poczułam się przytłoczona ilością nazw i informacji o świecie, ale z każdym rozdziałem byłam coraz bardziej zainteresowana. Keri zadbała o to, by objaśniać zasady na bieżąco, wraz z poznawaniem ich przez Maevyth. Powieść podzielona jest na 3 części, z czego najlepiej wspominam drugą, w której to działo się naprawdę dużo - mogłam zrozumieć bohaterów, wczuć się w intrygi i duszną atmosferę.

Autorka stworzyła ciekawe postacie, które nieco wymykają się typowym wzorcom, i choć nie zawsze rozumiałam ich zachowanie (np. brak instynktu samozachowawczego w niektórych momentach), to z przyjemnością obserwowałam ich losy. Doceniam, że Maevyth do samego końca kierowała się tymi samymi pobudkami, a jej relacja z Zevanderem nie sprawiła, że stała się inną osobą. Nie znaczy to, że się nie rozwijała, gdyż odkrywała i uczyła się magii, próbowała rozwikłać tajemnice z przeszłości oraz poznawała ciekawe osoby.

Muszę wspomnieć o MMC, który zaintrygował mnie swymi doświadczeniami, które były mroczne i poruszające. Autorka zgrabnie przedstawiła, jak ciężka przeszłość (a także teraźniejszość - Branimir ;_:) wpływa na ludzi, jak ciężko jest się wyrwać demonom minionych wydarzeń. Zaletą są postacie wokół Maevyth i Zevandera - są wyraziste, nie stanowią jednowymiarowego tła i wzbudzają przeróżne emocje.

"Anathema" to fantastyka z elementami horroru, oparta na przyciągającej fabule, bogatym światotwórstwie i bohaterach z niewyparzonymi językami. Jeśli lubicie fantastykę z nienachalnym slow-burn romansem, w której niebezpieczeństwa czyhają za każdym rogiem, to jest to pozycja dla Was. Było wiele zapadających w pamięć momentów, wzruszających i rozśmieszających cytatów, ale także trafiły się rzeczy, na które przewróciłam oczami, psujące nieco wiarygodność. Ostatnie zdania były zaskakujące - nie mogę się doczekać poznania "Eldritch"!

BOOKiton od @bbj_bookstagram sprawił, że sięgnęłam po "Anathemę" szybciej, niż planowałam. Mroczne, gotyckie fantasy przyciągało uwagę, a zagraniczne zachwyty sugerowały, że nie jest to kolejne gatunkowe "kopiuj wklej".

Początkowo poczułam się przytłoczona ilością nazw i informacji o świecie, ale z każdym rozdziałem byłam coraz bardziej zainteresowana. Keri zadbała o to,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po pozytywnym zaskoczeniu się pierwszym tomem serii "Cmentarze osobliwości", byłam pewna, że jeszcze w tym roku przeczytam jej kolejny tom. Paulina Hendel zadbała o to, bym od pierwszych stron była zainteresowana wydarzeniami - nie rozwlekała początku, tylko przeszła od razu do ciekawej akcji.

Przyznam, że miałam lekkie opory, co do koncepcji na "Cmentarz zagubionych dusz", ale szybko przekonałam się, że autorka miała świetny pomysł. Gdy wszelkie moje obawy się rozwiały, zostało mi czerpanie przyjemności z lektury, a tej było wiele. Max został wysłany do nowej lokacji, w której żyła zamknięta na innych społeczność, gdzie każdy zdawał się być zaangażowany w szemrane interesy. Bardzo podobało mi się poprowadzenie wątku Zimowej Puszczy i oddanie jej mrocznego klimatu.

Nowe postacie świetnie nadały historii pierwiastka nieprzewidywalności, w szczególności gdy mówimy o Livii. Podobało mi się śledzenie dynamiki między dziedziczką cmentarza w Zimowej Puszczy a Maxem, oraz ich wzajemne "podchody". W Pokosie podejście do śmierci i dusz jest całkiem inne niż w Lawendowym Dworku, więc zamiast powtarzania schematu, mogłam odkrywać co chwilę coś nowego. Na bieżąco starałam się łączyć kropki, ale nie ukrywam, że głównie płynęłam z fabułą.

"Cmentarz zagubionych dusz" to dla mnie kolejne pozytywne zaskoczenie. Autorka potrafi malowniczo przedstawiać wspominane scenerie, nadawać postaciom charakteru i prowadzić fabułę w taki sposób, by przyciągać, angażować, ale nie przytłaczać. W dobie wielu podobnych powieści, znalezienie tych oryginalniejszych bywa wyzwaniem, ale Paulinie Hendel możecie zaufać. Gorąco polecam Wam to uniwersum!

Po pozytywnym zaskoczeniu się pierwszym tomem serii "Cmentarze osobliwości", byłam pewna, że jeszcze w tym roku przeczytam jej kolejny tom. Paulina Hendel zadbała o to, bym od pierwszych stron była zainteresowana wydarzeniami - nie rozwlekała początku, tylko przeszła od razu do ciekawej akcji.

Przyznam, że miałam lekkie opory, co do koncepcji na "Cmentarz zagubionych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to