Biblioteczka
2024-08-26
2024
2024
2024
2024-02-03
2023-12-25
„CZY ABSTRAKCJA MA EMPATIĘ”? O TOMIE „HIOBBY” ŁĘKO ZYGMUNTÓWNE
„Hiobby” – wspaniała, czwarta książka poetycka Łukasza Kaźmierczaka/Łucji Kuttig, wydana tym razem pod pseudonimem Łęko Zygmuntówne – dotarła i do mnie. Czytam ją przede wszystkim jako przejmującą opowieść o rozdźwięku między akumulacją wiedzy a możliwościami kształtowania rzeczywistości, także w sferze uczuciowej. O tym, ile jeszcze intelektualnych systemów musi opanować podmiocie liryczne, aby zyskać prawo do swoistości (i) „swojości” subiektywnych „poczuć” (podmiocie jest osobą niebinarną, utożsamiającą się z „trzecią płcią”). Także: o niemożności wyrwania się z pułapek własnej inteligencji i przejścia na drugą stronę doświadczenia – w tym sensie blisko byłoby bohaterzu tomu Zygmuntówne do bohaterki „Pianistki” Jelinek. Na szczęście podmiocie „Hiobby” dysponuje imaginarium i wiedzą pozwalającym jex przejmować najlepsze naukowe procedury i przeszczepiać je na grunt autorefleksji, co sprawia, że udaje jex się zachować zarówno poczucie logiczności własnych przeżyć (co chroni przed obłędem), jak i godność płynącą z wewnętrznej integralności i autentyzmu. Całość to, zdobiona intrygującymi ilustracjami Piotra Bosackiego, zanurzona w krystalicznie czystej zawiesinie intelektu reakcja analizy, w której wytrącają się oryginalne pierwiastki all-chemicznych „wspólnych mianowników" nauk ścisłych i języka, cudownego słowotwórstwa/neosemantyki i czasem gorzkich, czasem kpiarskich, niezmiennie krytycznych obserwacji społeczno-kulturowych. Bardzo polecam!
„CZY ABSTRAKCJA MA EMPATIĘ”? O TOMIE „HIOBBY” ŁĘKO ZYGMUNTÓWNE
„Hiobby” – wspaniała, czwarta książka poetycka Łukasza Kaźmierczaka/Łucji Kuttig, wydana tym razem pod pseudonimem Łęko Zygmuntówne – dotarła i do mnie. Czytam ją przede wszystkim jako przejmującą opowieść o rozdźwięku między akumulacją wiedzy a możliwościami kształtowania rzeczywistości, także w sferze...
„Choć wiele wskazuje na płynność i zmienność wewnętrznego tworu, jakim jesteśmy, to jednak uważamy siebie za istoty o trwałej tożsamości i jest to jedno z naszych głębokich przeświadczeń”. – pisze Jolanta Brach-Czaina w eseju „Lodowiec” z Błon umysłu. A co, gdyby to płynność i zmienność były naszym utrwalonym (sic!) dziedzictwem – do tego stopnia, że musiałybyśmy uczyć się od podstaw, krok po kroku, trwałości, niejako ją wytwarzać, jak czyni to Lisa Robertson w swoim oryginalnym dyskursie meteorologiczno-poetyckim:
„powiedz, trwałe stany niepokoju
być może teraźniejszości, powiedz, do czego jesteśmy
uwalniane raz po raz lepkość
naucz się na pamięć lepkości naucz się na pamięć
bycia uwalnianą i ptaków ułożonych
w swoim drzewie (...)”
„Zapatrzeni w szybkie zmiany, ufając tylko temu, co się żywo rusza, w gruncie rzeczy skazujemy się na migotanie” – stwierdza dalej we wspomnianym eseju polska filozofka. Mówisz i masz! – odpowiada (chronologicznie wcześniej) Lisa Robertson, kiedy w jednej ze swych próz poetyckich ewokuje wyraźnie naszą zmienną, „gwiezdnoproszkową” naturę: „Tu jest dom. Tu jest system. Czas wylewa się z jego ust. Projektujemy go, migocząc”.
Co tu się właściwie dzieje? Czy to niezwykłe zespolenie z przyrodą, wyrażające się w nadaniu podmiotce zbiorowej cech gwiazd, da się aby zredukować do zabiegu depersonifikacji? Czy raczej należałoby ten i podobne zabiegi czytać jako kłącze złożone z licznych hypallage, gotowych rozszczelnić wspomniany przez poetkę „system”, pokazać jego, opozycyjną względem tradycyjnie wiązanej z nim trwałości (że sobie na neologizm pozwolę) migotkliwość? „Uwodzimy trwałość” – ach, więc to tak: aplikując względem solidności działania przygodne i „upłynniające”, w gruncie rzeczy dopiero w y t w a r z a m y ją!
„Nasza płeć to zabawkowa pogoda” – pisze w innym miejscu Robertson, wskazując na kulturowo- („zabawkowa” )naturalny („pogoda”) tygiel, w jakim kształtuje się nasza płciowość. Nie jest to jednak twór dychotomiczny, a raczej laboratorium, gdzie dochodzi do k o n s t r u o w a n i a zjawisk uznawanych dotychczas za podległych wyłącznie naturze, takich jak pogoda właśnie, stanowiąca, zgodnie z mottem z Waltera Benjamina, jeden z fenomenów, które „(...) [p]ozostają wprzęgnięte w krążenie wiecznego powrotu tego samego, póki zbiorowość nie zawładnie nimi w polityce i póki nie narodzi się z nich historia”.
Kanadyjską poetkę interesuje kategoria powierzchni. Bada więc nie tylko dyskurs meteorologiczny w jego ujęciu historycznym, ale także nasze „pogodowe” (i inne) small talks. Czy klimatowi da się prawić komplementy? Okazuje się, że jak najbardziej – nie zabiedbując przy tym subwersywności takich praktyk: „Dotarłyśmy tu około trzeciej. Była atmosfera inności. Jaka to jest ładna rzecz”.
„Choć wiele wskazuje na płynność i zmienność wewnętrznego tworu, jakim jesteśmy, to jednak uważamy siebie za istoty o trwałej tożsamości i jest to jedno z naszych głębokich przeświadczeń”. – pisze Jolanta Brach-Czaina w eseju „Lodowiec” z Błon umysłu. A co, gdyby to płynność i zmienność były naszym utrwalonym (sic!) dziedzictwem – do tego stopnia, że musiałybyśmy uczyć się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to