-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać211 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać5 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Biblioteczka
➡️Czasami to ja naprawdę współczuję Brudnemu. Naprawdę. Przemysław Piotrowski nie oszczędza gościa w ogóle. Czasem pokaże mu światełko w tunelu, da nadzieję na odrobinę spokoju, na odpoczynek, a potem jak nie łupnie na pełnej. A ten znowu się musi podnosić. Znowu musi lać tych bandytów po mordach, łapać psychopatów, walczyć ze złolami, upadlać się psychicznie, babrać w szambie, a na dodatek jeszcze przy tym wszystkim nie zwariować. I, do jasnej cholery, jaką ja, czytelnik mam przy tym zajebistą zabawę. Aż mi wstyd.
➡️Brudny się udał na wypoczynek do wód. No dobra, do większej wody, czyli nad Bałtyk, a konkretnie na Hel. Fresh start czy jak wolicie nowy początek. Z Julią. Ma być spokojnie, romantycznie i bez psychopatów. Ja się od razu zaśmiałem w kułak. Brudny, ty masz przywieźć i dowieźć do końca coraz to gorszych łobuzów. Bez względu na koszty. Czy to osobiste czy zawodowe czy jakiekolwiek inne. Dowiózł.
➡️Wyobraźnia Przemka pracuje niezmordowanie. Mógłbym przypuszczać, że po kilku ładnych tomach Brudnego już mi się to trochę przeje, ale nic podobnego. Podchodząc na początku ze słuszną dawką nieufności bardzo szybko zapomniałem, że to już bodajże dziewiąty tom przygód Igora. Jest nadspodziewanie świeżo, dalej makabrycznie kiedy trzeba i nie ma ani chwili nudy. Tak sobie myślę trochę, że Przemek to taki nasz rodzimy Chris Carter, tylko lepszy. Tam też jest długa seria, sporo makabry i ostra jazda. I przede wszystkim świetny główny bohater. Ale ten bohater jest nasz.
➡️Jest wiarygodnie pod względem psychologicznym co doceniam. Jest brutalnie co popieram. Jest mega ciekawie co uwielbiam. I do tego ciągle, ciągle zaskakująco, co sprawia, że książka jest nieodkładalna. Przemek ma lekkie pióro i naturalny talent, a nie tylko wyuczony warsztat. To się po prostu czuje.
➡️Moi Drodzy, gorąco Wam polecam "Markiza", oceniając go na 8,5/10 i życząc sobie od razu kolejnych przygód Brudnego, bo ja, ku mojemu własnemu zdziwieniu - wcale nie czuję przesytu. Ani trochę. Sztos!
➡️Czasami to ja naprawdę współczuję Brudnemu. Naprawdę. Przemysław Piotrowski nie oszczędza gościa w ogóle. Czasem pokaże mu światełko w tunelu, da nadzieję na odrobinę spokoju, na odpoczynek, a potem jak nie łupnie na pełnej. A ten znowu się musi podnosić. Znowu musi lać tych bandytów po mordach, łapać psychopatów, walczyć ze złolami, upadlać się psychicznie, babrać w...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Można postępować tak jak wszyscy – albo tak jak trzeba."
Moi Drodzy
➡️Bardzo czekałem na tę książkę. Główne przyczyny tego oczekiwania były dwie:
- to kolejna książka jednego z moich ulubionych autorów,
- spotykają się tu dwaj, a nawet trzej bohaterowie literaccy, będący w mojej ścisłej czołówce. Myślałem, że to się nigdy nie wydarzy. A Krzysztof tylko powiedział - Zaraz, zaraz, nie wydarzy się? Potrzymaj mi krafta, Paweł i voilà. I macie oto "Lapis lazuli".
➡️Krzysztof jak zawsze napisał znakomity wstęp. Czasy wojenne, tajemniczy pociąg, drogocenności, żona Goeringa, niezwykły obraz. Niesamowity klimat, który od początku mówi nam, że historia, autentyczne postacie i wydarzenia odegrają w tej powieści niebagatelną rolę. Ja przepadłem natychmiast.
➡️Uwaga - pomyślałem, że odwrotnie niż przy wszystkich książkach Krzysztofa, tym razem napiszę dla Was KRÓTKĄ recenzję. Zaskoczeni? Krzysztof też mnie zaskoczył.
➡️Uncelek Wam mówi - to jest znakomita powieść. Najlepsi stworzeni przez Krzysztofa bohaterowie w jednej książce! Berg i Abell tworzą absolutnie gwiazdorski duet. Ponownie mamy okazję spojrzeć na nich z zupełnie innej strony.
➡️ Niesamowita dwutorowa akcja (wielka zaleta tej powieści) tak współczesna jak i w odmętach historii. Czas wojny, tajemnica niezwykłego obrazu, przedstawione z polotem i niezwykle zajmująco historyczne zagadki. Jest tu wszystko, za co pokochaliście książki Krzysztofa, dynamika, erudycja, splatające się fakty i autorska fikcja, mocny, czarny humor i świetny wątek kryminalny. Plus co bardzo istotne - poszukiwanie prawdy i własnych korzeni.
➡️Z wielką radością daję UZJ (Uncelkowy Znak Jakości). Krzysztof wpadł na znakomity pomysł wplecenia do jednej historii najlepszych stworzonych przez siebie postaci, przy czym oba równoległe wątki idealnie się uzupełniają, aby połączyć się w grande finale.
➡️Dostałem więcej niż oczekiwałem. Pewna pozycja do tegorocznego top.
PS. Postać Meegerena to wisienka na torcie. Ten człowiek niemalże kradnie show.
PPS. Gustl jak zawsze bezbłędny.
"Można postępować tak jak wszyscy – albo tak jak trzeba."
Moi Drodzy
➡️Bardzo czekałem na tę książkę. Główne przyczyny tego oczekiwania były dwie:
- to kolejna książka jednego z moich ulubionych autorów,
- spotykają się tu dwaj, a nawet trzej bohaterowie literaccy, będący w mojej ścisłej czołówce. Myślałem, że to się nigdy nie wydarzy. A Krzysztof tylko powiedział...
"W starym domu,
Pustym grobie,
W niepamięci pamięć tonie"
Moi Drodzy
➡️Bardzo czekałem na tę antologię, obawiając się pozostanie ona w sferze wyłącznie projektów i marzeń ekipy Horror na uboczu. Optymizmem napawał mnie fakt, że już wcześniej zrealizowali jedną konstelację, spaczoną Lovecraftem, która była naprawdę dobra. Jak widać upór Jacka i ekipy nie zna granic, przydaje się też życzliwość autorów, blogerów i całego grozowego towarzystwa. I oto mamy kolejną Konstelację, wydaną w papierze, poświęconą w swej idei pamięci niedawno zmarłego Tadeusza Oszubskiego, postaci bardzo dla polskiej grozy istotnej.
➡️Całość bardzo bogata graficznie, z niezwykłym obrazem na okładce, z przepięknymi ilustracjami przed każdym opowiadaniem czy też wierszem, bo zapomniałem Wam wspomnieć, że są tu też wiersze, co mnie ogromnie cieszy jako fana poezji. Graficzne zdobienia dodają jeszcze sznytu. Wydanie klasa. Ilustracje sztos!
➡️Nie będę recenzował każdego opowiadania, bo nikt by tego elaboratu nie przeczytał. Natomiast dostaniecie ode mnie ogólne odczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania tej antologii i oczywista nie mógłbym się powstrzymać przed pokazaniem palcem moich osobistych faworytów, co nie znaczy, że te opowiadania, których nie wspomnę są złe. Absolutnie nie. Po prostu melodia grozy dla każdego jest inna i każdy w grozie inne rzeczy kocha i inne nuty go ekscytują.
➡️Zbiór jest niezwykle urozmaicony. Mamy tu czternastu autorów, każdy z nich to indywidualność i każdy ma własne, ugruntowane już spojrzenie na literaturę i grozę w szczególności. Mamy tu też wspomnienia osób, które miały styczność z Tadeuszem Oszubskim. Warto te wspomnienia przeczytać. Wszystko to tworzy kompletną, zamkniętą i skończoną całość. Całość, w której każdy z Was, grozowych maniaków znajdzie coś dla siebie.
➡️Nie zdziwi Was zapewne, że w gronie moich ulubionych opowiadań znalazło się to autorstwa Przemka Budzińskiego, którego dwie książki już czytałem i obie bardzo mi przypadły do gustu (bardzo Wam polecam twórczość Przemka, nie dość że świetnie pisze, to jeszcze słucha porządnej muzy). A zatem "Cień nad Mauro".
"Bo ludzie mają niezwykły talent do poszukiwania śmierci przez całe życie."
Wydaje mi się, i nie traktujcie tego protekcjonalnie, że poznałbym twórczość Przemka nie mając pojęcia, że on daną rzecz napisał. Przez charakterystyczny, poetycki styl pisania. Przez przepiękne porównania i przenośnie. Krótkie, ale niesamowicie zaskakujące. Mnie zaskoczyło całkowicie. Choć mega krótkie, to świetne.
➡️I zaraz po Przemku "Odrobina szaleństwa" Kamila Radonia. Czasy komuny. Ludzie wtedy znikali. Zniknął też pewien nauczyciel, historyk. Uporządkowany, normalny, zwyczajny do bólu. Porwany przez nieoznakowanych towarzyszy. Po co? W jakim celu? To musi być pomyłka!
"Pomyłka? W moim zakładzie, towarzyszu nauczycielu, nie ma pomyłek. Tutaj jest tylko diagnoza. Ostra reakcja paranoidalna na tle antysocjalistycznych urojeń."
Klimat pierwsza klasa! Terror, totalitaryzm, zakazana, zabroniona historia, stare, paskudne, parszywe czasy. Mrok i ciemność poprzedniej epoki.
"A te cienie, o których krzyczeliście? Opowiedzcie mi o nich."
Ścisła czołówka tej antologii.
➡️"Rozmowy przy herbacie" Jarka Klonowskiego. Jak ja uwielbiam takie opowiadania codzienne, normalne, obyczajowe, po prostu ludzkie, które z każdą stroną stają się przerażające i przeradzają się w dramat. Jarek idealnie wprowadza w temat, tworzy nastrój, środowisko, mocnych bohaterów. W to opowiadanie wszedłem jak nóż w masło.
➡️"Polimerowy dom" Maćka Klimka. Maciek postąpił zgodnie z radą Stefanka "pisz o tym na czym się znasz" i to zdało egzamin. Urbex, nawiedzony dom, grupka przyjaciół, która chce tą miejską legendę obalić lub potwierdzić, nawiązania do Oszubskiego - jest tu wszystko, co w opowiadaniu z tej antologii być powinno. I jest klimat, taki jak lubię. Lekko psychodeliczny, chwilami mocno makabryczny, a niekiedy w mojej opinii humorystyczny (nie wiem czy zamierzenie).
"Iście poetycki urbex" jak jasna cholerka. Jest prosto, jest dość przewidywalnie, ale i tak mi się podoba.
➡️"Homunculus Conversus" Kornela Mikołajczyka. Od razu kupił mnie retro klimat tego opowiadania. Świetny język, bardzo dobra stylizacja na dawne lata. I dużo, dużo mroku.
"– Przed czym pan ucieka, panie „Alchemiku”?
– Przed najgorszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła – nadeszła wątła odpowiedź. – Życiem wiecznym."
Świetna, o jaka świetna i mroczna wariacja na temat wiecznego życia, wiedźm, alchemii, wampirów czy pokrewnych im stworzeń. Klimat klasyki wyczuwalny, zapachniało mi i Draculą i Frankensteinem. Jestem absolutnie zachwycony - kolejne opowiadanie ze ścisłej czołówki tutaj. Absolutnie mój faworyt.
➡️Bardzo sympatyczne, chwilami mocno humorystyczne (serio, uśmiałem się setnie) opowiadanie Wojtka Kulawskiego "Wagon numer 7". Mega miła odmiana i przeciwwaga dla innych historii, debaty filozoficzne pierwsza klasa.
"Coś, co dla jednego jest koszmarem, dla drugiego może być wybawieniem."
➡️"Piekielny dwór" Norberta Góry.
Tajemniczy, zrujnowany pałac. Bezwzględny biznesmen, który go kupuje. Dziwny telefon, który ostrzegał go przed kupnem pałacu. Przepiękne ruiny, które mają być zamienione w fabrykę. Utrzymana w znakomitym tempie opowieść, świetna sylwetka podkomisarza Patuli i dużo niesamowitości w doskonałym grozowym klimacie wrzuconej w realną codzienność. A do tego interesująca historia z przeszłości.
➡️"Straszliwa amalgamacja" Jacka Pelczara.
Wizyta w podejrzanej gospodzie. Elegancki, wzięty chirurg z piękną towarzyszką, witający ich niesamowicie barwny "malarz, poeta, aktor". Rewelacyjna historia, przeplatana wpisami z pamiętników doktora, świetny, stylizowany język, klimat schyłku XIX wieku. Trochę tu Poego, trochę Conan Doyle'a, trochę Dumasa, dużo mroku i makabry. To trzeci z moich absolutnych faworytów tej Konstelacji.
➡️Napiszę to raz jeszcze, gdyż nie chcę zostać źle zrozumiany. To, że jakieś opowiadanie się nie znalazło w mojej recenzji absolutnie nie znaczy, że było słabe czy gorsze. Tu nie ma złych opowiadań. Selekcja musiała być wyjątkowo staranna. Po prostu te, o których tu wspominam z jakiegoś powodu akurat mi przypadły bardziej do gustu. Z Wami może być zupełnie inaczej.
➡️Ta antologia grozy należy do najlepszych, jakie czytałem. Niesamowicie starannie i pięknie wydana, bardzo urozmaicona, trzyma niezwykle wysoki poziom. To znakomity debiut nowego wydawnictwa, na które zwracajcie baczną uwagę, bo liczę na to, że jeszcze wiele razy uraczy nas znakomitym grozowym daniem. Tymczasem gorąco Wam ten zbiór polecam, gwarantuję, że na pewno się w nim odnajdziecie, jeśli tylko kochacie grozę i niesamowitość.
"W starym domu,
Pustym grobie,
W niepamięci pamięć tonie"
Moi Drodzy
➡️Bardzo czekałem na tę antologię, obawiając się pozostanie ona w sferze wyłącznie projektów i marzeń ekipy Horror na uboczu. Optymizmem napawał mnie fakt, że już wcześniej zrealizowali jedną konstelację, spaczoną Lovecraftem, która była naprawdę dobra. Jak widać upór Jacka i ekipy nie zna granic,...
"„Wszystkie psychiatryki są ze sobą połączone jaźniami schizofreników."
Moi Drodzy
➡️Nie dziwcie się, że patronuję drugiej już galerii koszmarów Feranosa. Ten gość ma takie psychodeliczne odloty, że nie mogłem sobie tego darować. Od razu mówię, że groza, którą on reprezentuje nie jest dla wszystkich, ale też od razu mówię, że jeśli się zdecydujecie - naprawdę nie będziecie żałować. Wystarczy spojrzeć na okładkę, a już wiadomo, że całkiem normalne to być nie może. A takie właśnie książki są najlepsze. Takie, które wychodzą poza ramy. Ramy gatunku, stylu, sposobu przekazu. Feranos się nie boi. W końcu dał na okładce swojego debiutu elfa w dresie, czego ja osobiście nigdy nie zapomnę 🙈
➡️Między kolejnymi opowiadaniami tego zbioru pojawiają się dobranocki. Bardzo niepokojące utwory poetyckie, których ja (jak zresztą każdej poezji) oceniać się nie podejmuję. Wiersze są zbyt osobiste, możliwości ich interpretacji jest tak wiele, że każdy z Was odbierze je inaczej. I to jest dobre, tak powinno być. Niemniej jednak sama idea wymieszania opowiadań z wierszami jest bardzo dobra. Zauważyłem tylko czytając, że w pierwszym wierszu autor nawiązał do swoich poprzednich tytułów.
➡️Profesor Erchardt miał rację.
"Dna psychiatryków to lochy łączące świat z piekłem."
Miał rację i dlatego, jak pisze Feranos, powiesił się w dyżurce.
Jest bardzo, bardzo niepokojąco. Rzekłbym nawet, że jest schizofrenicznie. Bohaterowie Feranosa są nieszablonowi. Są inni. Są nieprzewidywalni. I to co może im się przydarzyć, również jest nieprzewidywalne i zaskakujące. Uważajcie, bo tu nic nie jest pewne. Logika podąża krętą ścieżką, przeradzając się raptownie w koszmar. Bez ostrzeżenia.
"Ciarki przechodzą mi po plecach. Łaskoczą kręgosłup. Zrywają z niego włoski wraz ze skórą odsłaniając nagie kości przeplatające się dyskami, nerwami, naczyniami krwionośnymi."
➡️"Ale jak tu spać kiedy demony chodzą pośród żywych."
Krótko - demony, które przywołał Feranos na kartach swoich opowiadań są straszne. Co ten facet ma w głowie, to ja nie wiem. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że znamy się już tak długo i lubimy. Pewnie mi się też udziela.
➡️Ten psychiatryk, który Feranos opisuje to koszmar koszmarów. To jest mocne. Te opowieści są mocne. Skrzywione, oniryczne i traumatyczne. Napisane w stylu, który ten niepokój i skrzywienie przenosi wprost na czytelnika.
➡️"Teraz uważamy, że jesteś człowiekiem, którym byłeś. Potem znów zmienisz się w pawiana krzyczącego o ruchaniu."
Feranos nie żałuje czytelnikowi słów wulgarnych. Te wulgaryzmy zapewniają pewną prostotę przekazu, która, paradoksalnie wprowadza niejakie uspokojenie. Dialogi są szarpane. Nerwowe. Celowo nerwowe.
➡️"Pralka pierze, ja se leżę." Chwilami miałem wrażenie, że to wszystko właśnie leci na autopilocie. Stoję sobie z boku, nic nie robię, a te opowiadania się same czytają, prowadząc mnie w kolejne otchłanie umysłu Feranosa. Głębokie jak piekło. Łajka mnie zabiła. Genialne opowiadanie. Mamy psy to wiemy. Wariacja z Twardowskim kompletnie zwariowana. A wariacja z mitów o Tezeuszu i Ariadnie wprawiła mnie w permanentny stan podwyższonego ciśnienia, chociaż nie zrozumiałem, o co w niej chodzi. Mówilem Wam, że będzie specyficznie w uj.
➡️Góry szaleństwa określiłbym jako rasowego slashera, do pewnego momentu. A później znowu do głosu doszły mroczki Feranosa i zakręciły o 180 stopni. I zrobiło się dziwnie. W sumie oczekiwałem jakiegoś twistu w tej pozornej slasherowej normalności.
➡️Są i demony, i postapo, i szalony ojciec Balo. Ciemność i groza pod różnymi postaciami. Krzyk szaleńca i obłąkanego. Pragnienie krwi i pragnienie wytchnienia. Chwili odpoczynku od głosów w głowie.
➡️Dobra, nie będę pisał dłużej, bo może się zrobić naprawdę dziwnie. Czy polecam Wam ten zbiór? Jak najbardziej. Czy wszystkim? Jak najbardziej nie. Musicie lubić grozę, to po pierwsze. Musicie też lubić, jak coś Wam ryje banię. I w ogóle nie możecie być do końca normalni. Wtedy na mur ta książka Wam się spodoba. W przeciwnym wypadku może być różnie. Mi się spodobała, ale ja już znam Feranosa i wiem, że potrafi. Ale co szkodzi Wam zaryzykować? Nie jest długa, szybko się czyta i przecież lubicie wyzwania. Szczególnie te mroczne i pokręcone. A Uncelek nie patronuje złym książkom, tylko właśnie tym mocno pokręconym 😎
"Budujemy piekło naszymi koszmarami."
"„Wszystkie psychiatryki są ze sobą połączone jaźniami schizofreników."
Moi Drodzy
➡️Nie dziwcie się, że patronuję drugiej już galerii koszmarów Feranosa. Ten gość ma takie psychodeliczne odloty, że nie mogłem sobie tego darować. Od razu mówię, że groza, którą on reprezentuje nie jest dla wszystkich, ale też od razu mówię, że jeśli się zdecydujecie - naprawdę nie...
➡️Co determinuje całą tę historię? Otóż to, że jest oparta na faktach. Oparta na faktach bardzo mocno, jako że Grzegorz Filarowski był i jest osobiście zaangażowany w sprawę. Zainteresowanych (a gwarantuję, że będziecie zainteresowani już w trakcie lektury) odsyłam na adres rak.to - krótki, prosty, adres, a zawierający w sobie wiele ludzkich tragedii. Wiedzcie, iż ta sprawa nadal trwa, tak w życiu jak i w książkach, które to życie opisują.
➡️Cyja, doświadczony, cokolwiek zgorzkniały policjant, powiedziałbym że sól policyjnej służby, bo przecież ktoś tam musi pracować, żeby ktoś inny mógł ogłosić kolejny sukces. Żmudna robota, drobne sprawy, brak pleców, brak podwyżek, brak awansów. Stagnacja. Uwielbiam takich bohaterów, stokrotnie przedkładam ich ponad supermanów i super detektywów. Z nimi właśnie się identyfikuję. To im kibicuję. Tym ostatnim porządnym, tym „last boy scoutom”, chociaż nieraz naginającym prawo. Tym ostatnim, który mają jeszcze sumienie, jakieś zasady i podskórny kompas moralny. To jest właśnie Cyja. I to wcale nie on jest głównym bohaterem. Tylko że od razu mi się spodobał.
➡️To jest świetnie napisane. Nic nie jest oczywiste, co tylko potwierdza tezę, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze. Kto jest tym dobrym, a kto złym? Początkowo dość trudno to ocenić. Tu nic nie jest jasne i oczywiste. Później już będzie. Będzie aż nadto. Pamiętajcie – ta książka to fakty. Prawdziwy brud i prawdziwe tragedie. Koszmary nie takie wydumane, tylko te płaczące dosłownie krwawymi łzami.
➡️Jest dynamicznie, ale bez przesady. To nie jest książka o Jasonie Bournie. Motyw przewodni został napisany przez rzeczywistość, zatem wydaje się, nie, stop, jest jak najbardziej prawdziwy. Postacie są realne. Nie mogło być inaczej. Zarówno Iwo jak i Filip, Cyja czy Monika są po prostu ludźmi realizującymi pewne własne cele. Mającymi swoje wady, swoje przymioty i swoje przyzwyczajenia. I dziwaczności.
➡️Dialogowo jest bardzo dobrze. Naturalnie, z wyraźnym zaznaczeniem cech charakterologicznych w wypowiedziach.
➡️Autorzy stworzyli bardzo duszną, wręcz przytłaczającą atmosferę. Psychiczny terror, emocjonalna trucizna, przemoc fizyczna. Zachowania socjopatyczne. Ten klimat stale się zagęszcza, aż chwilami staje się wręcz nie do zniesienia. A najgorsza jest praktyczna bezkarność antagonisty.
➡️Koszmarna, ale i zupełnie naturalna jest kobieca w tym wypadku naiwność. Ewidentnie Iwo musi być świetnym domorosłym psychologiem, który doskonale umie omotać swoją ofiarę, wykorzystując jej słabości i problemy życiowe. Każdy potrzebuje bliskości, przyjaźni i miłości, nawet jeśli się do tego nie przyznaje, otaczając się swego rodzaju skorupą. I na tych potrzebach bazuje ten socjopata, skutecznie niszcząc swoje ofiary, tak psychicznie jak fizycznie.
➡️Polecam Wam tę książkę, jeśli nie obawiacie się trudnych, przygnębiających tematów. Tematów, które po prostu dzieją się w codziennym życiu. To mocna, świetnie napisana powieść, znakomity, oparty na faktach kryminał, który być może uświadomi nam niewydolność systemu, bezradność ofiar terroryzowanych przez bezwzględnych prześladowców. Bezradność, którą inni często biorą za słabość. Łatwo jest oceniać. Dlatego ja teraz oceniam tę książkę na 8,5/10 i bardzo polecam.
"– Może gdyby państwo polskie udzielało im wsparcia zamiast reprymendy, to by się nie bały – zasugerował Cyja.
– Nie powstrzymasz ciem od wlatywania w ogień – ripostował kolega."
PS. Akta, które Cyja dostał w przesyłce to koszmar. Na dodatek jak wspomniano w przypisach - sama prawda.
PPS. Tu na serio daje się chwilami wyczuć klimat Batmana.
PPPS. Muszę to napisać - takiego pierdolonego socjopaty, szantażysty i manipulatora jak negatywny bohater tej książki nie widziałem jak żyję.
➡️Co determinuje całą tę historię? Otóż to, że jest oparta na faktach. Oparta na faktach bardzo mocno, jako że Grzegorz Filarowski był i jest osobiście zaangażowany w sprawę. Zainteresowanych (a gwarantuję, że będziecie zainteresowani już w trakcie lektury) odsyłam na adres rak.to - krótki, prosty, adres, a zawierający w sobie wiele ludzkich tragedii. Wiedzcie, iż ta sprawa...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
"Naprawdę pisane ci być naszym psem wojny."
Moi Drodzy
➡️Przyznaję od razu - pierwszą przeczytałem książkę. Wydaną przez Zysk "Księgę innych miejsc", która była znakomita. Dodajmy też od razu - jednak pierwszy powstał komiks autorstwa Keanu Reeves'a i spółki. Potem dopiero była książka, też autorstwa Keanu oraz ma się rozumieć China Miéville. Cóż, Keanu to jeden z moich ulubionych aktorów. Nie tylko jako aktor, ale również jako człowiek. Nie miał łatwego życia, stał się gwiazdą, a mimo to pozostał sobą. To rzadkość i ja to ogromnie doceniam. OK, tyle tła, przechodzimy do rzeczy 😁
➡️Wydanie to sztos. Twarda oprawa, kilkaset stron (integral) stylizowana grafika na okładce (świetna!), na końcu tzw. wersja reżyserska komiksu i galeria genialnych okładek. Niemały format. Absolutny zachwyt.
➡️Jest krwawo i bardzo brutalnie. Główny bohater to nie jest zwyczajny człowiek, o nie. Nie można go zabić. Nie może umrzeć. Jest samotnikiem, który nie zna ani celu ani miejsca. Jest po prostu sam jeden, przytłoczony przez wieki samotności wśród ludzi. Niesie brzemię, które przygina go do ziemi. Które czyni go innym. Unute.
➡️Całe strumienie krwi. Stosy trupów. Trzask łamanych kończyn. I on jeden. Działa sam, chociaż nawiązał nić porozumienia z pewnymi osobami. Tymi, które żyją kilkadziesiąt lat, a nie kilkadziesiąt tysięcy.
➡️Dramat człowieka, który nie wie, kim jest i skąd pochodzi i czy w ogóle jest człowiekiem. Chociaż ma nadludzkie moce, nie wydaje się superbohaterem. Wydaje się nieszczęśliwy i zagubiony. Jest synonimem samotności i niezrozumienia.
"Nie chcę umrzeć. Ale chcę mieć taką możliwość."
➡️Kreska jest ostra i wyrazista. Kolory mocne. Twarze wykrzywione. Sceny maksymalnie mega dynamiczne. 400 stron mocy i siły, ale też smutku i braku nadziei.
➡️"Wiem, że nie jesteś bogiem. Nie wierzę w bogów. Nie będę cię czciła. Nie boję się ciebie i niczego od ciebie nie chcę."
Problem w tym, że każdy czegoś chce. Zwykli, śmiertelni ludzie chcą czegoś od niego. Tajemnicy wieczności. Współpracy. Wygrywania wojen. Dlatego nawiązuje się jakaś współpraca. Jakaś więź. To jest cholernie trudna więź. Wymagania ludzi są zupełnie inne niż oczekiwania Unute. On chce znaleźć swoje miejsce. Oni chcą go wykorzystać dla swoich małych, egoistycznych celów.
"Bogowie są nieśmiertelni, tak jak ja."
➡️"Pamiętam swoje narodziny. 80 tysięcy lat temu."
I to jest zajebiste. Czasy prehistoryczne. I on. Skąd się wziął? Kto go stworzył? Czemu nie może umrzeć?! Jaka jest jego rola we wszechświecie? Powiązania z książką są nagminne, ale to nic dziwnego, komiks był wszak pierwszy.
➡️To niesamowita historia człowieka czy też boga, który przyszedł na świat, ale nie żeby zbawiać, tylko aby walczyć i zabijać. Świetnie narysowana, niesamowicie dynamiczna, z rewelacyjnymi scenami walk, tak współczesnych jak i prehistorycznych. Genialnie się to ogląda, świetnie się to czyta, koniecznie musicie sięgnąć i po książkę i po komiks, które tworzą genialną całość. A to że Unute ma twarz Keanu to tylko zaleta. Moja ocena 10/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości) - niesamowita historia! 🤩
"Naprawdę pisane ci być naszym psem wojny."
Moi Drodzy
➡️Przyznaję od razu - pierwszą przeczytałem książkę. Wydaną przez Zysk "Księgę innych miejsc", która była znakomita. Dodajmy też od razu - jednak pierwszy powstał komiks autorstwa Keanu Reeves'a i spółki. Potem dopiero była książka, też autorstwa Keanu oraz ma się rozumieć China Miéville. Cóż, Keanu to jeden z moich...
Moi Drodzy
➡️Wszystko, co zahacza o western, czy to retro czy współczesny od razu wchodzi na orbitę moich zainteresowań. Nie inaczej było i w tym przypadku. "Ta teksańska krew" wydawała mi się rasowym współczesnym westernem, biorąc pod uwagę okładkę i grafiki, które widziałem. Czy trafnie przewidziałem? Zapraszam.
➡️Szeryf Joe Bob. Lat 75, właśnie ma mieć urodziny. Ma żonę, córkę i jest zmęczony życiem. Córka źle trafiła, mąż to drań i ją leje. A żona szeryfa szykuje mu urodzinową imprezę. Co tu się może wydarzyć?
➡️Po pierwsze ten komiks ma dużo tekstu, a ja to bardzo lubię. A przy tym jest świetnie napisany, jak dobra obyczajowa powieść. Mocno czekałem na akcję, która choćby wynikała z okładki. I doczekałem się ale o tym później.
➡️I teraz tak - rysunki wydawały mi się bardzo, bardzo znajome. Dość niedbałe, bez jaskrawości, stonowane, twarze rzeźbione surowo, bezlitośnie. Czyżby to Sean Phillips? Nie do końca, to jego rodzony syn Jacob. To się od razu czuje - ten sam styl rysowania. Dla mnie świetny.
➡️Opowieść jest niesamowita. Historia sarny mnie zabiła. Niby prosta, a mocna jak cholera. Sami zobaczycie. W ogóle ten komiks to taka gawęda do opowiadania przy ognisku. I wzruszająca, i brutalna, i spokojna i przygnębiająca. Cały wachlarz emocji.
"Wspomnienia wstydu. Wspomnienia dzieciństwa. Wspomnienia nadziei."
➡️"Nie masz w sobie teksańskiej krwi."
Tak, jest tu sporo teksańskiej krwi. Teksas to bardzo specyficzny stan. Dużo tu broni, gorąco, duszno, sprawy załatwia się szybko i gwałtownie. Ten klimat Teksasu jest tu wyczuwalny. Myślę że wielbiciele McCarthy'ego czy DeWitta będą zachwyceni tym komiksem. Brudny, prawdziwy, niespecjalnie romantyczny Zachód. Chociaż i w nim są pojedyncze, piękne chwile.
➡️Dwóch braci. Nikt ich nie lubił. Podli i wredni. Jeden został i zginął. Drugi wyjechał, zmienił się, a teraz po śmierci brata wraca domknąć stare sprawy. Historia bardzo, bardzo książkowa. Teksas...
"To miejsce jest jak magnes. Jak sidła. Jak wylęgarnia tego, co w życiu złe."
➡️Ta historia napisana jest wybitnie książkowo. Jest wyraźny wątek braterski, jest stary, porządny szeryf, jest mrok dawnych lat i potrzeba rozliczeń. Bywa mocno i krwawo, bywa brutalnie. Piach, palące słońce, podli ludzie. Krew i zemsta. To wszystko podpada pod rasowy współczesny western, biorąc też pod uwagę bohaterów, ich postępowanie, zachowanie, ich charaktery. Niezmiernie cieszy się ten kowboj we mnie, że to dopiero pierwszy tom i że ta historia dopiero się rozkręca. Z wielką niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, a moja ocena 9/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości).
Moi Drodzy
➡️Wszystko, co zahacza o western, czy to retro czy współczesny od razu wchodzi na orbitę moich zainteresowań. Nie inaczej było i w tym przypadku. "Ta teksańska krew" wydawała mi się rasowym współczesnym westernem, biorąc pod uwagę okładkę i grafiki, które widziałem. Czy trafnie przewidziałem? Zapraszam.
➡️Szeryf Joe Bob. Lat 75, właśnie ma mieć urodziny. Ma żonę,...
➡️Okładka jest bardzo niepokojąca. Małe zdjęcie małej dziewczynki, krople krwi i agresywna, czerwona jak krew czcionka. Tło w fiolecie.
➡️Ten komiks ma obłędny klimat. Tak graficznie jak i scenariuszowo. Mroczny, ponury, surowy, bardzo mocno obyczajowy. Warstwa obyczajowa zawsze była dla Brubakera bardzo istotna i zawsze był mistrzem w tworzeniu postaci wiarygodnych do szpiku kości. Rysunki Seana jak zawsze w tym samym stylu, pozornie niedbałe, creepy i chociaż proste, to doskonale przemawiające do wyobraźni. Idealnie wpisują się w tematykę.
➡️Brubaker jak zwykle świetny. Komiksy jego autorstwa możecie brać w ciemno, niezależnie od gatunku. A tutaj?
Sekta. Dziewczyna wyrwana z niej wbrew swej woli. Mózg wyprany do końca. Nikogo nie chce znać poza nim.
"Moich rodziców? Oni w ogóle nie widzą, jaki jest świat. To cholerne podnóżki. Posłuszne marionetki."
"Crayton nas kocha!"
Klasyka.
➡️Satanic panic. Wszechobecna satanistyczna histeria w Stanach pokazana we wspomnieniach głównej bohaterki Natalie.
"Diabeł rozpanoszył się w naszej muzyce, w komiksach, w filmach. Wg mojej mamy nawet w zabawkach."
"Heavy metal przyzywa diabła."
Słodkie lata 80-te. Kompletna psychoza.
➡️Natalie ze względu na stare czasy wchodzi na orbitę FBI i zostaje zabrana z aresztu przez jednego z agentów. I tak to się zaczyna. To zaledwie początek, kilka stron. I to jest kolejna cecha komiksów Brubakera - nie muszą być długie, aby być pełne treści. One są nasycone treścią do granic możliwości. Co absolutnie nie znaczy, że przegadane, chociaż ma się rozumieć jest co czytać. Bo scenariusze Eda są lepsze niż większość jakichś tam kryminałów. Ale to sama esencja.
➡️"Został przybity do drzewa głową w dół. Umierał długo. Byli tam inni, którzy to obserwowali."
Pojawiają się silne powiązania współczesności z przeszłością, z szaleństwem, które ogarnęło Amerykę i które skazało wiele niewinnych osób. Natalie była w to zamieszana. Teraz znowu jest, choć w zupełnie innym sensie.
➡️To historia o rozliczeniach z przeszłością. To historia o nienawiści. Nie ma tu nic nadprzyrodzonego, a mimo to jest straszna i mocna jak cholera. Czy to jest tak naprawdę groza? Nie, nie w takim sensie, jakbyście mogli oczekiwać. Jest to kryminał osadzony w grozowych klimatach. I jest to znakomite.
➡️Rewelacyjna historia, którą świetnie się czyta i świetnie ogląda. Jeśli mroczne ścieżki serca nie są Wam obce, jeśli czasem zastanawiacie się, skąd bierze się ludzka podłość i łatwowierność, jeśli kochacie przejmujące, oldschoolowe opowieści - będziecie zachwyceni. Wcale nie potrzeba diabła, żeby być potępionym. Żeby stworzyć potępiony dom. To historia traumy i toksycznych relacji, zatruwanych przez powracające wspomnienia. Przez ból i rozpacz.
Moja ocena 9/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości). I powiem to raz jeszcze - Brubaker to mistrz.
PS. Pamiętacie świetny reportaż "Szatan w naszym domu"? Właśnie z nim ten komiks skojarzył mi się bardzo mocno.
➡️Okładka jest bardzo niepokojąca. Małe zdjęcie małej dziewczynki, krople krwi i agresywna, czerwona jak krew czcionka. Tło w fiolecie.
➡️Ten komiks ma obłędny klimat. Tak graficznie jak i scenariuszowo. Mroczny, ponury, surowy, bardzo mocno obyczajowy. Warstwa obyczajowa zawsze była dla Brubakera bardzo istotna i zawsze był mistrzem w tworzeniu postaci wiarygodnych do...
➡️Obrazy są mroczne, pozbawione jaskrawych kolorów, beże, brązy i czerń, od czasu do czasu z jasnymi, żółtymi przebitkami. Twarze ciemne, odrażające, przerysowane, chwilami wręcz karykaturalne, ale to idealnie pasuje do noir. Widać, że ten komiks ma już swoje lata, ale to absolutnie nie przeszkadza. Poleżakował jak dobra whisky. Klimat jest na medal!
➡️Dialogi czyta się z przyjemnością. Chwilami przypominały mi twórczość Brubakera, choć on jest bardziej noir i znacznie bardziej psychologiczny. Ni3mniej jednak scenariusz to mocna strona tego komiksu. Widzimy sytuację z punktu widzenia różnych bohaterów tego kryminalno obyczajowego dramatu. Wszystko zbiega się w bardzo dobrym finale.
➡️Świetne charakterystyki bohaterów. Postacie bardzo wyraziste. Historia małżeństwa, które mogło być szczęśliwe, ale stało się inaczej. Czasem tak się dzieje. Biorąc pod uwagę całokształt moja ocena 8,5/10, idealny komiks dla wielbicieli starych amerykańskich kryminałów z Bogartem i Bacall. Neonoir pierwsza klasa. Nienawiść i zemsta.
➡️Obrazy są mroczne, pozbawione jaskrawych kolorów, beże, brązy i czerń, od czasu do czasu z jasnymi, żółtymi przebitkami. Twarze ciemne, odrażające, przerysowane, chwilami wręcz karykaturalne, ale to idealnie pasuje do noir. Widać, że ten komiks ma już swoje lata, ale to absolutnie nie przeszkadza. Poleżakował jak dobra whisky. Klimat jest na medal!
➡️Dialogi czyta się z...
Moi Drodzy
➡️To mój pierwszy kontakt z twórczością Rollinsa. Obiecywałem sobie sporo, bo to i sensacja, i przerażające odkrycia rodem z s-f, Rosjanie, Amerykanie i masa akcji (tak przynajmniej zrozumiałem z opisu). Zatem czy dostałem, czego chciałem? Zapraszam 🤗
➡️Zapis archiwalny na samym początku obiecuje bardzo wiele i od razu skojarzył mi się z historią osady Roanoke, a to już podniosło mi ciśnienie.
➡️Badawczy okręt podwodny USA odkrywa tajną, dawno już nieczynną rosyjską bazę w pływającej, gigantycznej wyspie lodowej. I mnóstwo ciał. I odkrywa też jakiś bliżej niezidentyfikowany ruch w tej bazie. Kto to jest? Co może się tam poruszać po tak wielu latach? To jest początek historii. Jaram się 😁
➡️Mamy tu wielu bardzo rozmaitych bohaterów, zatem bardzo rozsądne było zrobienie spisu dramatis personae na początku książki. Plus mapa terenu i plany stacji lodowej Grendel. Chociaż wprowadzenie bohaterów na karty książki jest logiczne i nie ma w nim chaosu, to takie rozwiązanie kilka razy ułatwiło mi sprawę (pamięć już nie ta).
➡️Jest akcja! Mocna, dynamiczna, ale przemyślana. Początek dość spokojny, jednak z każdą stroną książka nabiera tempa. Klimat przytłacza. Opisy stacji badawczej, lodowate pustkowia, sporo naukowych detali i ciągle rosnące napięcie - to wszystko sprawia, że po wejściu w ten świat białej, okrutnej pustki trudno się od niego oderwać.
➡️Mamy tu i przygodę, i thriller, i s-f czy może raczej techno-thriller w mieszance bardzo dobrze wyważonej i czytelniczo apetycznej. Dzikie środowisko Alaski, stacja badawcza zamarznięta czy raczej zamknięta w wyspie lodowej, wyścig z czasem, Rosjanie, eksperymenty, mróz i strach. Oj mówię Wam - dzieje się!
➡️Pierwszy kontakt z Rollinsem uważam za wielce udany i oceniam na 8/10. Tego typu gatunkowe thrillery towarzyszyły mi od dawna i zdecydowanie będą mi towarzyszyć nadal.
Moi Drodzy
➡️To mój pierwszy kontakt z twórczością Rollinsa. Obiecywałem sobie sporo, bo to i sensacja, i przerażające odkrycia rodem z s-f, Rosjanie, Amerykanie i masa akcji (tak przynajmniej zrozumiałem z opisu). Zatem czy dostałem, czego chciałem? Zapraszam 🤗
➡️Zapis archiwalny na samym początku obiecuje bardzo wiele i od razu skojarzył mi się z historią osady...
Znakomity, wielowarstwowy kryminał sensacyjny tudzież opowieść szpiega. Tu nic nie jest proste i nic nie jest oczywiste. Tropy się nawarstwiają, pojawiają się nowe, a stare giną w powodzi tych nowych. Nie mogło być inaczej, skoro jest to taka cegła. I wiecie co - nie można się od niej oderwać od pierwszej do ostatniej strony.
➡️Zamordowana na wstępie w hotelowym pokoju młoda kobieta, jej zwłoki częściowo rozpuszczone w wannie. Na miejscu pojawia się specjalista od kryminalistyki, autor wielu publikacji branżowych. Były szpieg, a raczej nadzorca szpiegów. Brak śladów. Wydaje się to klasyczne. Ale jak to się rozwija!
➡️Co sugeruje drugie dno? Otóż to, że główny bohater, specjalista od zacierania śladów i morderstw doskonałych wcześniej był agentem absolutnie tajnej rządowej organizacji w USA (tzw. Dywizji), organizacji nadzorującej całe środowisko wywiadu - taki wydział wewnętrzny wywiadu USA. I był w tym znakomity. I o całej tej sprawie opowiada w pierwszej osobie, wspominając niejako swoje życie, co doskonale zacieśnia więź między nim a czytelnikiem. U mnie zadziałało. Trochę mi to przypominało "Fałszerza" Forsytha, choć tam konwencja była inna.
➡️A zatem skoro agent powiedzmy "nadwywiadu" to i historia musi być mocno osadzona w środowisku szpiegów i agentów. Czyli mamy tu połączenie kryminału i powieści sensacyjnej/szpiegowskiej na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie bomba.
➡️Czego się dowiedziałem? Nic nowego, jeśli chodzi o szpiegów i policję. Wszystko opiera się na żmudnej, ciężkiej pracy, godzinach przeglądania papierów, od czasu do czasu w razie najwyższej konieczności trzeba kogoś zabić. I zawsze, ale to zawsze jest w tym wszystkim coś, co jest chyba najważniejsze - łut szczęścia. Bez niego nawet miesiące dochodzeń i orki na ugorze do niczego nie doprowadzą. Tak to właśnie jest. Tak właśnie jest i w życiu.
➡️To jest mocna książka. Mocna ze względu na bardzo głębokie, ludzkie podejście autora do tematyki. Znakomicie rozbudowana obyczajowo, z szeregiem dogłębnych przemyśleń, które pochłaniają i każą się zastanowić, do czego tak naprawdę jesteśmy zdolni w imię wyższych idei czy całkiem przyziemnych pieniędzy . Mi się wydaje, że do wszystkiego. Jest tu smutek, mrok, ludzkie tragedie i mnóstwo bólu.
➡️Bardzo Wam polecam. Świetny, absolutnie świetny bohater, międzynarodowe wątki szpiegowskie, silne akcenty kryminalne, doskonałe dialogi i przede wszystkim przytłaczający klimat zagrożenia utrzymany w stylu książek Forsytha czy Ludluma zapewnią Wam prawdziwą szpiegowsko-kryminalną ucztę na kilka zimowych wieczorów. Moja ocena 9/10 i UZJ (Uncelkowy Znak Jakości).
Znakomity, wielowarstwowy kryminał sensacyjny tudzież opowieść szpiega. Tu nic nie jest proste i nic nie jest oczywiste. Tropy się nawarstwiają, pojawiają się nowe, a stare giną w powodzi tych nowych. Nie mogło być inaczej, skoro jest to taka cegła. I wiecie co - nie można się od niej oderwać od pierwszej do ostatniej strony.
➡️Zamordowana na wstępie w hotelowym pokoju...
"Winniśmy uprzedzić czytelnika, że będzie świadkiem scen przerażających."
Moi Drodzy
➡️To pierwsza książka Pereza, jaką przeczytałem. Pierwsza, ale już wiem, że na pewno nie ostatnia. Już Wam piszę co się na taką decyzję złożyło (że nie ostatnia, a nie że pierwsza 🙈).
➡️Słuchy o tym, że Perez pisze bardzo dobrze (w większości) dochodziły do mnie nie od dziś, a bardzo mocno w jego stronę popychał mnie niejaki @piwo.to.moje.paliwo 🍻 za co już teraz mogę temu marudzie serdecznie podziękować 😌😉
➡️Oczywiste jest też, że ostatecznym impulsem było absolutnie obłędne wydanie limitowane "Klubu Dumas"! Wydanie to dostało ode mnie wyróżnienie jako najpiękniejsze ubiegłoroczne wydanie książki.
➡️Historia zaczyna się jak rasowy kryminał. Wisielec, policja, zagadkowe zdanie z rękopisu Dumasa. Uwielbiam kryminalne zagadki, a jeśli jeszcze powiązane są z książkami - wręcz ubóstwiam. Jeśli jeszcze na dodatek są to książki Dumasa - jestem w siódmym niebie, gdyż Dumasa czytałem zawsze pasjami. Początek wprawił mnie zatem w nastrój idealny, oczekiwania na to COŚ oraz lekkiego podekscytowania. Niemniej jednak zupełnie nie oczekiwałem tego, co nastąpiło.
➡️Jak to jest świetnie napisane. Jakie tu są sformułowania. "Najemnik bibliofilstwa, łowca książek na cudzy koszt", "arystokraci starodruków", "Szakale z galaktyki Gutenberga". Och! Przepadłem po trzech stronach. Takie teksty chcę czytać! Taki język mnie uderza prosto w serce! Do tego elementy sarkazmu i zawoalowanego humoru - a jeśli lepiej być nie może? Póki co - początek mnie zachwycił i całkowicie oczarował. Prezes mógł mieć rację, że przepadnę. Idźmy dalej.
➡️"Dawno minął czas, gdy nazwisko Dumas potrafiło pomnożyć nakłady oraz dochody wydawców."
Jakie to jest prawdziwe. Jak to bardzo dotyczy wielu, wielu uznanych autorów, nie tylko Dumas'a. Moi Drodzy, obracanie się w towarzystwie wspaniałych, genialnych wręcz książek w tej właśnie powieści to coś, co wprawia mnie niemało w euforię. Ileż się dowiedziałem o moich ukochanych powieściach dzięki tej historii. Jak wielu szczegółów o pisarzach, o wydawcach. Taką właśnie literaturę pragnę czytać, a jeśli na dodatek jest w niej coś więcej, coś znacznie więcej - jestem w pełni szczęśliwy. A co tu jest więcej?
➡️"Ten majstersztyk nazywany bywa wyhaczeniem biblioteki."
Och, jaką tutaj czuć miłość do książek! Jaka tu jest walka o książki! O prawdziwie bibliofilskie egzemplarze, a nie te nazywane "limitowanymi", bo mają barwione brzegi 🤦
Pasja, szaleństwo, chęć posiadania białych kruków za wszelką cenę. To jest wątek nadrzędny, który stale unosi się nad całą resztą, skądinąd arcyciekawych wątków. No właśnie.
➡️Napiszę jeszcze raz, bo to ważne - językowo przepadłem. Perez mnie zachwycił, ba, wprawił w podziw. Tu każde zdanie jest celowe, każde sformułowanie piękne, każda metafora doskonała. Ja po prostu jestem całkowicie i absolutnie kupiony. Cytatów miałem na pęczki, ale uznałem, że ta recenzja zajmie cztery razy więcej, zatem hamowałem się.
"Wiesz, że ze mnie człowiek praktyczny. Pragmatyczny. Nikczemny."
➡️Główny bohater - Lucas Corso. Od razu, wręcz natychmiast skojarzył mi się z Philipem Marlowe. Tak, bo to jest książka bardzo noir. Mroczna i ciemna, prowadząca nas w zakazane zaułki literackie, zakazane uliczki w najbardziej zakazanym towarzystwie szalonych bibliofilów, antykwariuszy, złodziei i wszelakiego autoramentu typów spod ciemnej gwiazdy. To jest noir w środowisku księgarzy i kolekcjonerów. Plus ma się rozumieć femme fatale, jak na noir przystało. Femme fatale inna niż wszystkie.
➡️Corso - człowiek, który ma w sobie czar. Czar łajdaka, który nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć pożądaną księgę. Który uroczo się uśmiechnie, a za plecami wyciągnie z twojej biblioteki najcenniejsze egzemplarze. Drania, którego nie da się nie lubić. Który obrywa, dostaje po łbie, podnosi się i idzie dalej. Wykapany Marlowe.
Jest przesycony goryczą, ukrytym smutkiem i dobrze zakamuflowaną tęsknotą, co absolutnie nie wpływa na jego ogląd sytuacji. Jest ironiczny do bólu, bywa sarkastyczny, bliźnich ocenia nisko, ale nimi nie gardzi, raczej jest pobłażliwy dla ich słabości, a już na pewno z ochotą obraca je na swoją korzyść. Corso to bohater idealny.
"Kiedyś w coś tam wierzyłem... Byłem młody i okrutny. Dzisiaj mam czterdzieści pięć lat, jestem stary i okrutny."
➡️"Księga Dziewięciorga Wrót do Królestwa Cieni". Podręcznik przyzywania diabła. Dziewięć rycin (ha!) Już wiem dlaczego chciałem mieć wydanie limitowane (poza tym, że na jego widok śliniłem się jak, no jak nie wiem kto, ale się śliniłem).
A zatem dziewięć rycin z "Delomelanikon", której autorstwo tradycja przypisuje samemu Lucyferowi..."
"Księga Dziewięciorga Wrót" to absolutnie pierwszorzędny (ale wspólnie z "Winem Andegaweńskim") bohater tej powieści. Nadzwyczaj tajemniczy, mroczny, diabelski. I wspomniany rękopis jednego rozdziału "Trzech muszkieterów" - może mniej spektakularny, ale na pewno nie mniej ważny, a chyba nawet najważniejszy. Rękopis Dumasa, który nadaje ton tej powieści.
"Milady uśmiechnęła się i d'Artagnan czuł, że za ten uśmiech oddałby duszę diabłu."
Ach, ten Dumas!
➡️"Powiadano, że gdy płonął, rozległ się krzyk diabła." Okultyzm. Ta książka jest nim przesycona. Kiedy czytałem historię "Dziewięciorga wrót" i "Delomelanikonu" opowiedzianą przez Borję włosy stawały mi dęba. Tak intensywnego, demonicznego klimatu, takiego mroku dawno nie spotkałem. Ale nie, nie i nie - absolutnie nie kojarzcie tego z horrorem. To nie to. To nie jest ot po prostu horror. To coś innego, głębszego, najwyraźniej bardzo silnie trafiającego w moją wyobraźnię. Fluidy mroku i ciemności wśród starych ksiąg i całkiem współczesnych wydarzeń.
"Na drodze tych, co wiedzy pragną, dziewięcioro wrót sekretnych się znajduje."
➡️Zagadka logiczna ukryta w księgach. Różnice między rycinami. Logika połączona z mistycyzmem, pragmatyzm z wiarą. Czym jest sedno? Na co pozwala właściwe odczytanie księgi? Kto tego dokona, Corso, Borja, a może ktoś inny? A może wszystko już jest jasne, już się stało i działania Corso niczego nie zmienią? Kto gra z nim w kotka i myszkę? Diabeł? A może Bóg? Co jest celem tej pokrętnej gry w oparach okultystycznych zagadek i literackich postaci z Dumasa?
"ta historia zabrnęła w takie rejony, gdzie granica między rzeczywistością a fikcją poważnie się zatarła."
Tak, to niezwykła, przygodowa historia z absolutnie klimatyczną domieszką grozy, w której szatan odgrywa niepoślednią rolę. No i oczywiście muszkieterowie, gdyż chwilami jest to jak najbardziej współczesna powieść płaszcza i szpady. Inaczej być nie mogło.
➡️Moi Drodzy, ta książka to majstersztyk. Absolutny. Pod każdym względem jest doskonała. Mroczny klimat noir, domieszka okultyzmu i grozy, przepiękny język, niesamowita przygoda i genialny wręcz bohater. Oraz oczywiście, może nawet przede wszystkim - książki, książki i jeszcze raz książki! Białe kruki, perły wśród pereł, starodruki i legendarne egzemplarze!
➡️Nigdy jeszcze nie dowiedziałem się tak wiele o technikach drukarskich, sposobach fałszowania (całkowitego czy częściowego) białych kruków - te fragmenty czytało się z wypiekami na twarzy jak najlepszą powieść sensacyjną, tyle że głównymi bohaterami były książki, a nie ludzie! Fałszywi agenci wśród książkowych unikatów. To jest bezwzględnie powieść do ponownego, wielokrotnego czytania! Dla każdego fanatyka książek i pięknych wydań ta powieść to absolutny mus. O rany, ile razy użyłem dziś słowa "absolutnie"? 🙈 😅
"dzisiaj nie ma już niewinnych czytelników. Każdy podchodzi do czytanego tekstu z własną perwersją."
➡️Ocena? Absolutne 10/10 i UZJ (Uncelkowy Znak Jakości).
Bardzo polecam!
PS. Pod wpływem "Klubu Dumas" nabyłem właśnie biografię Dumasa i niebawem zapewne kilka słów na jej temat 🙂
PPS. Bezwzględnie wracam do wszystkich części Muszkieterów, najwyższa pora na re-read! Tak wiele nowych, nieznanych mi faktów poznałem o autorze i bohaterach tej sagi, że nie może być inaczej!
PPPS. Właśnie sobie odświeżyłem widziane w zamierzchłej przeszłości "Dziewiąte Wrota" na podstawie "Klubu Dumas". Film jest dobry, ma bardzo mroczny klimat, ale ma też jedną zasadniczą wadę - całkowicie pomija wątek Dumasa, koncentrując się na wątku okultystycznym, a to wg mnie jest nie do wybaczenia, jako że dla mnie osobiście ten właśnie wątek był najważniejszy. Przez ten zabieg dwóch zupełnie różnych bohaterów stało się jednym. Natomiast Johnny Depp jako Corso idealny.
PPPPS. I już całkiem na koniec - jeśli ja Was nie przekonałem, to pozwolę sobie dodać, że Maciej Siembieda @maciejsiembieda jest fanem Pereza. Zatem moje gadanie możecie sobie zlekceważyć, ale on to już zupełnie inny kaliber 😁
"Winniśmy uprzedzić czytelnika, że będzie świadkiem scen przerażających."
Moi Drodzy
➡️To pierwsza książka Pereza, jaką przeczytałem. Pierwsza, ale już wiem, że na pewno nie ostatnia. Już Wam piszę co się na taką decyzję złożyło (że nie ostatnia, a nie że pierwsza 🙈).
➡️Słuchy o tym, że Perez pisze bardzo dobrze (w większości) dochodziły do mnie nie od dziś, a bardzo...
"Ja też bym uciekł, gdybym nie był tępy jak buzdygan."
Moi Drodzy
➡️Wydanie jest świetne. Ilustracje bardzo klimatyczne i retro. Całość pasuje znakomicie do wychodzących wznowień "Gry o tron". Zero zastrzeżeń.
➡️Historia tej powieści dzieje się około stu lat przed "Grą o tron". Zatem oczywiście (no prawie) nie spotkacie tu swoich ukochanych bohaterów, ale, ALE dostaniecie bohaterów nowych, może na mniejszą skalę, niemniej jednak rewelacyjnych. Oraz oczywiście rozpoznacie wszystkie stare dobre rody Westeros, tylko w innych składach osobowych. Martin lubi wpadać czasem do Westeros, na złość nam nie kończąc głównej sagi, ale przyznać trzeba, że wychodzi mu to bardzo zgrabnie. A zatem co my tu mamy?
➡️Ku mojemu zaskoczeniu to niesamowicie miła, często wzruszająca, ciepła i zupełnie inna opowieść, niż "Gra". Jeśli już oglądacie serial, to doskonale o tym wiecie. To zupełnie nie ten ciężar gatunkowy. Tutaj najważniejszy jest mały (choć nie wzrostem) człowiek. Nie są ważne wielkie imperia, nie wielkie knowania i spiski, nie zdrady zmieniające losy królestw. Tutaj ważny jest Dunk i jego giermek.
➡️Spojrzenie na Westeros z zupełnie innej strony to wielce przyjemna i odświeżająca odmiana. Podczas gdy tam skomplikowane do granic możliwości intrygi były chlebem codziennym, a rozmach akcji niejednokrotnie wręcz przytłaczał, tutaj z bliska widzimy losy zwykłego, wędrownego rycerza i spoglądamy na królestwo jego młodym, kompletnie niedoświadczonym i niewinnym okiem.
➡️Czytając "Grę o tron" można było zapomnieć, że zawsze większość Królestwa stanowią zwykli ludzie. Ci ludzie najczęściej nie mają na nic wpływu i stanowią zaledwie tło heroicznych poczynań głównych bohaterów. Ale są solą ziemi, są właśnie tym tłem, bez którego główne wątki byłyby oderwane od rzeczywistości. Bo o ile to smoki mogą decydować o losach bitew, tak zwykli ludzie są tymi, na których życie te bitwy mają ogromny wpływ, co często, ze względu na konwencję nam umyka. Tutaj Martin podszedł niejako do tematu z zupełnie odwrotnej strony i przyznam Wam, że bardzo mi się to podoba.
➡️Co ciekawe, dzięki takiemu podejściu wielcy lordowie, książęta i cała śmietanka Królestwa staje się bardziej ludzka i bardziej przyziemna. Okazują się oni nierzadko ludźmi zaskakująco serdecznymi, zaraz potem przyziemnymi, ze swoimi małymi ambicjami i pragnieniami.
➡️Wpadniecie w świat rycerskich turniejów i walk. Na wielkie uczty i mniejsze potyczki. W świat wielkich rycerzy i szlachetnych dam, ale widzianych z zupełnie innej perspektywy. W świat Dunka, którzy wchodzi do niego niejako ukradkiem i przypadkiem, ale stara się jak najlepiej sobie radzić i odnaleźć w nim swoje miejsce. Kierując się zasadami moralnymi wpojonymi przez starego rycerza, u którego był giermkiem. I daje z siebie wszystko.
➡️Sceny turniejowe mają niesamowitą dynamikę i dramaturgię. Są wręcz porywające. Absolutnie doskonałe. Walka, krew, pot, łzy, szlachetne pojedynki i podstępne knowania - całość robi piorunujące wrażenie! Martin to potrafi, o tak i tutaj również tego dowodzi.
➡️Jeśli miałbym szukać podobnej Dunkowi postaci w GoT, to nasuwa mi się od razu Brienne z Tarthu (oczywiście nie mam na myśli pochodzenia). Podobnie jak on ogromna, podobnie uczciwa i podobnie niepasująca do reszty świata. A czy podobnie tragiczna to już sami musicie się przekonać.
➡️Co do Jajo nie chcę Wam psuć niespodzianki, ale również jest znakomity jako giermek, towarzysz, a przy tym okazuje się sam w sobie niezwykłym zaskoczeniem. Tak tak, Jajo jest idealną przeciwwagą dla wielkiego Dunka pod każdym względem. I jest świetnym bohaterem. Jest uroczo pyskaty, ma całkowicie niewyparzony jęzor, a mimo młodego wieku rozumuje nadzwyczaj sprawnie i trafnie ocenia sytuacje.
"Chłopiec stajenny może zostać z końmi.
- Jestem giermkiem, nie chłopcem stajennym - sprzeciwił się Jajo. Jesteś ślepy czy po prostu głupi?" 🙈
➡️Jest tu dużo humoru, lekkiego, radosnego, prostego, takiego od serca. Dlatego między innymi czyta się to tak swobodnie. Rozmowy Dunka i Jajo to samo złoto, wszystkie dialogi w powieści błyszczą, są bardzo prawdziwe i naturalne, ale w końcu to Martin, nie mogło być inaczej. A więź, ktora powstała między Dunkiem a Jajo to cudo.
➡️Poznacie wiele historii i legend ze świata Westeros, a to jest zawsze na plusie. Są niezwykle interesujące, niektóre wręcz epickie (normalka w Westeros) i stanowią niejako przeciwwagę dla całkiem zwyczajnego życia wędrownego rycerza Dunka, które oczywiście jest tu zdecydowanie najważniejsze.
➡️Ilustracje Gary'ego Gianni są autentycznie rewelacyjnie i jest ich bardzo wiele. Są wręcz bezbłędne. Doskonale oddają charakter książki i świetnie pozwalają zbliżyć się do jej dwóch głównych bohaterów. Jestem nimi oczarowany. I bohaterami i ilustracjami. Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale tego typu obrazki były zawarte w starym wydaniu "Robin Hooda" Tadeusza Kraszewskiego i już wtedy, w szczenięcych latach bardzo mi się podobały. Widać od tego czasu nie zmieniłem się zanadto. BTW - bardzo Wam polecam tą polską wersję historii o Robin Hoodzie.
➡️Moi Drodzy, ta książka jest świetna. To nie jest ten sam klimat co w "Grze" choć jest to to samo Królestwo. To bardziej przygodowa opowieść o prostym człowieku, który miał marzenie i to marzenie realizował. Postępując przy tym jak mu nakazywało sumienie, a nie jakaś urojona racja stanu czy wielkie, wydumane idee. Które to idee, niestety wpływają jednak na jego życie i jego działania, o czym się sami przekonacie na końcu.
➡️To opowieść o mieczu, opowieść o tarczy i opowieść o dzielnym i prawym człowieku. I o tym, dokąd zaprowadziła go mrzonka, którą sobie uroił jako niedoświadczony pachołek, a która okazała się tak silna, że zdeterminowała całe jego życie. Każdy fan GoT bezwzględnie musi to przeczytać, a każdy wielbiciel rycerskich, przygodowych powieści będzie zachwycony. Przekonajcie się, że ogniste smoki, Nocny Król i Jon "You know nothing" Snow niekoniecznie muszą być głównymi bohaterami każdej dobrej historii w Westeros. Może to być zupełnie zwyczajny człowiek, który szuka swojego miejsca w tym epickim świecie.
"Królowie powstają i upadają - pomyślał Dunk - a prostaczkowie niezmiennie zajmują się swoimi sprawami."
➡️Moja ocena 9/10 i UZJ (Uncelkowy Znak Jakości). A piosenka Queen "We will rock you", która już raz została wykorzystana w świetnym filmie "Knight's tale" pasowałaby i tutaj idealnie! Zresztą z tym właśnie filmem mocno skojarzyła mi się ta rewelacyjna opowieść 🙂
"Ja też bym uciekł, gdybym nie był tępy jak buzdygan."
Moi Drodzy
➡️Wydanie jest świetne. Ilustracje bardzo klimatyczne i retro. Całość pasuje znakomicie do wychodzących wznowień "Gry o tron". Zero zastrzeżeń.
➡️Historia tej powieści dzieje się około stu lat przed "Grą o tron". Zatem oczywiście (no prawie) nie spotkacie tu swoich ukochanych bohaterów, ale, ALE...
Moi Drodzy
➡️W tym wypadku opis książki całkowicie mnie kupił. Po prostu z tego typu wątkiem nigdy się nie spotkałem, zaintrygował mnie i zaciekawił. Zatem nie czekając od razu zabrałem się do czytania. Czytania bądź co bądź debiutu Darii Lavelle, a wiecie, że z debiutami różnie bywa. Jak było tym razem? Zapraszam 🤗
➡️Wcale mnie nie zaskoczyło, że "Posmak" okazał się świetną książką. Dlaczego?
- absolutnie pasjonujący świat potraw, gotowania, restauracji. Smaków, zapachów, doznań kulinarnych. Ślinka mi pociekła 😁
- jednocześnie, jak się okazało - świat kulinariów jest pełen pułapek, jest niebezpieczny, jest czasem groźny,
- od początku wiedziałem, że połączenie gotowania i duchów, jedzenia i zjawisk paranormalnych będzie oryginalne. I jest oryginalne. I cholernie zaskakujące. Czucie niejako smaków duchów, smaku ich ukochanych dań staje się łącznikiem między światami,
- emocje, mnóstwo emocji. Emocji bardzo różnych. Dużo tęsknoty, melancholii i smutku, ale też miłości i takiej jakby sennej dobroci.
- są ciary, ale to absolutnie nie jest groza. To opowieść obyczajowa, również zatrącająca bardzo zgrabnie romansem, przepełniona, jak to się ostatnio mówi - realizmem magicznym. Ja rozumiem, że realizm magiczny jest wtedy, kiedy mamy rzeczy supernaturalne bez grozy 😁
➡️Czy polecam? Jak najbardziej tak. Jest miło, nastrojowo i klimatycznie. Trochę się obawiałem, że będzie nudno, ale absolutnie tak nie jest. Chociaż powiedzmy sobie uczciwie - jeśli szukacie zawrotnej akcji to nie tutaj. To nie ta książka. Tu jest niespiesznie, nostalgicznie, wspomnieniowo. A że ja bardzo lubię emocje i nostalgię, połączone z dawką paranormalu - z przyjemnością oceniam na 7/10.
Tak coś czuję, że kolejne książki Darii będą jeszcze lepsze 👌
Moi Drodzy
➡️W tym wypadku opis książki całkowicie mnie kupił. Po prostu z tego typu wątkiem nigdy się nie spotkałem, zaintrygował mnie i zaciekawił. Zatem nie czekając od razu zabrałem się do czytania. Czytania bądź co bądź debiutu Darii Lavelle, a wiecie, że z debiutami różnie bywa. Jak było tym razem? Zapraszam 🤗
➡️Wcale mnie nie zaskoczyło, że "Posmak" okazał się...
Moi Drodzy
➡️Po "Kieszeniach..." miałem naprawdę spore oczekiwania względem Przemka. To był debiut i to była naprawdę dobra książka. To już debiut nie jest. A zatem jak jest z jej dobrocią?
➡️Bez wątpienia Abyssos wydał tę książkę bardzo ładnie. Świetna grafika, twarda oprawa i to już jest duży plus tego wydawnictwa. Pięknie wygląda i świetnie leży w dłoni, gdyż jest niegrube i małego formatu. Zakładam zatem, że będzie bardzo treściwe. Jest coś jeszcze świetnego w tym wydaniu - klimatyczne czarno-białe zdjęcia, czasem ilustracje, doskonale współgrające z treścią. Sztos.
➡️Słowo wstępu od Michała czytajcie koniecznie. Już na początku dowiecie się co Was czeka w tej mrocznej książce.
➡️Z przyjemnością mogę tu rzec, że nie zgadzam się absolutnie z opinią jednej z moich ulubionych autorek polskich co do języka i stylu prezentowanego przez Przemka. Dla mnie właśnie ten poetycki, jakby tu rzec - "szeroki" język i styl to największa zaleta tej powieści i w ogóle książek Przemka. Jego metafory, rozbudowane porównania, wpadające w poezję strofy to dla mnie czysta rewelacja. Właśnie w nich jest siła tworzonej przez Przemka literatury. I ja się pod tym podpisuję obiema ręcami 😁
➡️Nie myślcie przypadkiem, że skoro wspominam o poetyckim wymiarze tej książki z racji jej języka i stylu, to jest ona delikatna i wzniosła. Tak nie jest. Jest drastyczna, jest brudna, jest ciężka i gorzka jak piołun. Często bardzo przyziemna. Jest bardzo brutalna, często dosłownie i bardzo rzeczywiście, a jednak, mimo tego - jest też oniryczna i w swej dosłowności - nierzeczywista. Paradoksalne, ale prawdziwe.
➡️Co mogę napisać o tej książce, żeby Was przekonać, że jest świetna? Bo moja opinia jest jednoznaczna - ona jest świetna. Brud i tragedia wojny, brak jednoznaczności postaw i charakterów, koszmar wszystkich nacji, które się tu przewijają.
➡️Tu nie ma jasnego podziału na dobrych i złych. Tu nie ma postaci całkowicie szlachetnych i całkowicie podłych. Tu wszyscy są źli. Może inaczej - w każdej najbardziej podłej osobie tutaj (a takie tu przeważają) błąkają sie iskry czegoś lepszego. Tylko że to lepsze coś zwykle stoi na straconej pozycji. Życie nie jest jednoznaczne i Przemek właśnie o tym pisze.
➡️To co się działo na naszych ziemiach tuż po wojnie jest niewyobrażalne. Przesiedlenia, wysiedlenia, Werwolf, szabrownicy, wyzwoliciele gwałciciele, bandy niemieckie, rosyjskie forpoczty komunizmu, polskie sąsiedzkie porachunki. Koszmar gorszy od koszmaru. Apokalipsa i jej jeźdźcy, zbierający swoje żniwo. Nie ma chyba miejsca i czasu, które lepiej ukazałoby apokalipsę na ziemi. Nie tą wymyśloną, bliżej nieokreśloną, tylko tą prawdziwą, rzeczywistą, najgorszą.
"Neutralność nie wpisuje się w dogmaty wojny, na której zasypane zostały wszystkie granice człowieczeństwa."
➡️Przemek zawarł w tej książce taki ogrom trudnych, intensywnych emocji, że można by nimi obdarować kilka powieści i każda z nich byłaby wstrząsająca. To nie jest dokument. Ale wiemy doskonale, że wszystko, co tu widzimy absolutnie wydarzyć się mogło, ba, na pewno się wydarzyło, w takiej bądź innej konfiguracji. W takich czy innych okolicznościach. Z takimi bądź innymi ludźmi. Polakami, Niemcami, Rosjanami.
➡️Szaleństwo towarzyszy nam stale. Coraz głębsze, wynikające z separacji, izolacji, poczucia przegranej, notorycznego zagrożenia, braku wsparcia. Szaleństwo, w które wkrada się coś większego, coś nadnaturalnego. Szaleństwo, które nie omija żadnej nacji i żadnego człowieka. Nie ma znaczenia kim jesteś. Twoje szaleństwo determinuje wojna. Twoje szaleństwo określa bieda, wrzucenie w obce miejsce, brak życzliwości i nadmiar okrucieństwa. To szaleństwo staje się normą w tych okolicznościach.
➡️Ta powieść ku mojemu zaskoczeniu przeradza się chwilami w grozę. Całkowicie mnie to zaskakuje i jest to bardzo przyjemne zaskoczenie. W ogóle się tego nie spodziewałem, a autor robi to na tyle doskonale, że mimo tego zaskoczenia wszystko wydaje się idealnie na miejscu. Ale mimo tego w mojej opinii ta książka nie jest grozą. Oczywiście jest to horror wyrażający się w tragedii powojennych lat, ale nie jest to horror w powszechnym jego współczesnym rozumieniu. Przynajmniej nie dla mnie.
➡️Weźcie jeszcze jedną rzecz pod uwagę - w tej książce praktycznie nie ma dialogów. Są oczywiście jakieś szczątkowe wymiany zdań, ale to nie ma aż takiego znaczenia. Kiedyś, za młodych lat to byłoby dla mnie nie do przyjęcia. Obecnie, kiedy jestem już stary i zmęczony - taka konstrukcja jak najbardziej mi odpowiada. To po prostu przemyślenia autora, które uruchamiają moje własne prywatne przemyślenia. Tak na spokojnie, bez pośpiechu, bez nerwów mogę snuć moje własne myśli, mogę wysnuwać własne wnioski. To mi bardzo pasuje.
➡️To nie jest książka dla wszystkich. Nie każdy lubi być sponiewierany przez literaturę. Nie każdy chce mieć koszmary po lekturze. Nie każdy tego szuka. Powiem Wam szczerze - spodziewałem się rzeczy mocnej, a dostałem jeszcze mocniejszą. Dostałem o wiele więcej, niż się spodziewałem. Dostałem coś przejmującego, mocnego, mrocznego i zanurzonego we wszechobecnej czerni. A także, mimo naprawdę zatrącającego o poezję języka - coś bardzo prawdziwego. Dlatego ja, z pełną świadomością daję tej książce ocenę 8/10. Po prostu mną wstrząsnęła, a właśnie takich wstrząsów oczekuję od najlepszych. Tutaj to dostałem. I UZJ (Uncelkowy Znak Jakości) w pełni zasłużony. Nie możecie sobie tego odpuścić. Byłaby to dla Was niepowetowana strata.
PS. Z posłowia najlepiej mi się spodobały "wzajemnie się wykluczające uwagi betaczytaczy" 😅🙈
Moi Drodzy
➡️Po "Kieszeniach..." miałem naprawdę spore oczekiwania względem Przemka. To był debiut i to była naprawdę dobra książka. To już debiut nie jest. A zatem jak jest z jej dobrocią?
➡️Bez wątpienia Abyssos wydał tę książkę bardzo ładnie. Świetna grafika, twarda oprawa i to już jest duży plus tego wydawnictwa. Pięknie wygląda i świetnie leży w dłoni, gdyż jest...
Moi Drodzy
➡️"Czarny Staw" Roberta był świetny. Bawiłem się przy tej powieści doskonale i z wielką radością powitałem kolejną część niesamowitych przygód grupki młodych przyjaciół. Czy ponownie było warto? Zapraszam 🤗
Przeczytajcie wstęp od Autora, jest wzruszający.
➡️Początek to dla mnie silne skojarzenie z Andersenem i jego "Królową śniegu". Piękna, na biało ubrana pani, sypiący śnieg, zimno i to złudzenie ciepła i dobra. Ta baśń w dzieciństwie bardzo mocno na mnie działała. Tylko tutaj, hmm, jest nieco bardziej brutalnie. BTW - doskonale pamiętam zimę stulecia, której nie pamiętają już najstarsi górale 🙈
➡️Ta książka to absolutna klasyka przygodowej grozy w klimacie lat 80tych. To wtedy wchodziłem nieśmiało na tereny horroru i te właśnie filmy z epoki VHS i książki, które zaczynały pojawiać się na rynku pamiętam najlepiej. Pamiętam do dziś, do dziś mnie wzruszają, fascynują i z radością do nich wracam. Nie dziwcie się zatem, że z takim entuzjazmem Wam tu piszę o "Wile". To właśnie ta epoka i ten klimat. Dobry jak wino wzmocnione spirytusem. Synonim wytwornych trunków młodzieży z owych czasów.
➡️Ja wiem, że tylko prolog dzieje się w latach 70tych i 80tych. Ja wiem, że reszta jest jak najbardziej współczesna. Ale duch tych czasów, duch tego absolutnie przyjemnego strachu, tych pierwszych, nieśmiałych zerknięć na grozę tutaj się unosi.
➡️"Wydaje mi się, że miłość czasami dziwnie się objawia, na przykład przez próbę utuczenia kogoś na śmierć."
Wiecie co, miłość bardzo często tak się objawia. A synonimem zaopiekowanego dziecka jest dziecko utuczone 🙈 Jak widać ja zawsze byłem cholernie zaniedbanym dzieckiem 😂
Za takie drobne wtręty też doceniam tę książkę.
➡️A zatem klimat. To jest podstawa tej książki. Jest groza, ale w odcieniu tym przygodowym, awanturniczym, młodzieżowym (nie dziecinnym) a nie w stylu dajmy na to Egzorcysty. To jest taki absolutnie przyjemny, uroczy dreszcz na karku, to jest takie ultra miłe łaskotanie strachu, podnosząca się nagle adrenalina, rozładowana zaraz potem humorem i śmiechem.
➡️Pojawiają się elementy popkultury no i nie mogło być inaczej, skoro Robert jest znawcą tematu. Odniesienia do książek i filmów, do muzyki, też do klasyki przewijają się na kolejnych stronach i to również robi robotę.
➡️Nie można nie wspomnieć o kocie, który odgrywa tu mega istotną rolę. Kocim weteranie, staruszku, który mimo wieku i choroby znakomicie daje radę. Ale, biorąc pod uwagę wstęp autorski - nie mogło być inaczej. To świetnie wykreowana postać (hmm postać?), będąca pełnoprawnym bohaterem. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tu nie być.
➡️Mimo lekkości tej historii zdarzają się również i w niej tematy poważniejsze. Są to delikatnie zarysowane sprawy, problemy z którymi stykamy się codziennie i właśnie takie drobiazgi dodają jej wiarygodności, o ile możemy mówić o wiarygodności przy polowaniu na ducha 🙈 ale wiecie, o co mi chodzi.
➡️Bądźmy szczerzy - to jest bardzo prosta, nieskomplikowana książka i taka właśnie miała być. Dokładnie tego oczekiwałem od "Wiły" po przeczytaniu "Czarnego Stawu" - rozrywkowej historii naznaczonej grozą, z duchem pięknym, strasznym i okrutnym, ale też tragicznym. Przyjaźń młodych ludzi, szczeniackie zauroczenie, wspólna walka ze złem, odpowiednia dawka brutalności (a jak najbardziej, nie mogło być inaczej), szereg paranormalnych zjawisk - po prostu wchłonąłem tę książkę w jedno popołudnie, dała mi mnóstwo radości i świetnej zabawy. Z Wami będzie tak samo. O ile oczywiście tego właśnie oczekujecie 🙂 Moja ocena 8/10.
PS. Chociaż polecam zacząć tę historię od "Czarnego Stawu", to jej konstrukcja umożliwia czytanie jej niezależnie. Ale czy warto pozbawiać się podwójnej przyjemności?
PPS. Dzięki za Gin Wigmore, jest całkiem całkiem.
Moi Drodzy
➡️"Czarny Staw" Roberta był świetny. Bawiłem się przy tej powieści doskonale i z wielką radością powitałem kolejną część niesamowitych przygód grupki młodych przyjaciół. Czy ponownie było warto? Zapraszam 🤗
Przeczytajcie wstęp od Autora, jest wzruszający.
➡️Początek to dla mnie silne skojarzenie z Andersenem i jego "Królową śniegu". Piękna, na biało ubrana pani,...
"Nicość. Nicość porażająca swoją głębią niczym bezdenna studnia."
Moi Drodzy
➡️To mój pierwszy kontakt z rasowym azjatyckim kryminałem (thriller się zdarzył). Byłem ogromnie ciekaw, czy będą jakieś istotne różnice w porównaniu do kryminałów polskich i czy w ogóle polubimy się z kryminalną Azją.
➡️Sama struktura sił policyjnych, inna oczywiście niż nasza od początku mnie zaciekawiła. Policjanci zawodowi i niezawodowi, dwie różne drogi rozwoju - błyskawiczna i żadna, NAP - to wszystko wydawało się od razu mocno egzotyczne, nie wspominając o samym, zupełnie mi obcym środowisku.
➡️Lata 90te, japońska metropolia. Giną małe dziewczynki. Jedna zostaje odnaleziona martwa. Presja mediów jest ogromna. Inspektor Saeki prowadzi jednocześnie właśnie tę sprawę oraz sprawę przecieków w policji. I sam jest ojcem kilkulatki. A poza tym ma skomplikowaną pod wieloma względami sytuację rodzinną. Tak to się zaczyna. A lato jest upalne. Czas się kończy, wszyscy spływają potem i czekają na efekty działań Saekiego.
➡️ Drugim wątkiem jest tragedia mężczyzny, którego świat się skończył. I który jest łatwym łupem dla sekt. Który poszukuje spokoju. Który nie może uspokoić duszy i serca, który cierpi. Żerowanie na ludzkich nieszczęściach i wewnętrznych niepokojach to podstawa działania sekt. Sekta i to co się w niej dzieje jest tu bardzo istotne.
Losy wspomnianych wyżej dwóch bohaterów przetną się. I przyznam, że czekałem na ten punkt styczny od początku.
➡️To jest spokojna książka, pomimo tragicznych wydarzeń, które opisuje. To nie thriller, tylko gatunkowy kryminał z mocną warstwą obyczajową, co nadaje mu głębszego wymiaru i co ja w kryminałach doceniam.
➡️Jest tu wiele rozważań odnośnie ludzkich charakterów. Nie każdemu to się spodoba. Jak postępować z ludźmi, jak traktować podwładnych, co jest dopuszczalne, a co jest przekroczeniem pewnych granic.
➡️Druga sprawa to kabała, rozważania o Bogu, filozofia sekty. Przyznaję, że chwilami może się to wydać męczące, dlatego solennie Was ostrzegam. Mnie cokolwiek znużyło i wydało się chwilami pretensjonalne, ale może to typowe dla sekciarstwa, nie znam się.
"Nie ma się czego bać. Nasza sekta może pomóc wam wszystkim. Ja poprowadzę was na wyższy poziom. Zaufajcie mi. Zaufajcie sekcie.".
Yhym...
"Uwierz w sektę i poświęć jej wszystko, co masz. Wtedy zbawienie pojawi się samo."
To nie wymaga komentarza.
A to co dzieje się w sekcie jest przerażające. I doprowadza do rzeczy przerażających.
➡️Na marginesie - byłoby znacznie ciekawiej, gdyby sekta opierała swoje rytuały na wierzeniach i obyczajach rdzennie japońskich, a nie na kabale i czarnej magii, które pochodzą jak wiadomo z rejonów niewiele mających wspólnego z Japonią, a przecież właśnie kryminału na wskroś azjatyckiego oczekiwałem.
➡️Klimat jest bardzo specyficzny i odczuwalnie inny, ale jednak nie jestem tą książką przesadnie zachwycony. To po prostu kryminał, w którym ani razu nie drgnęła mi powieka ani nie skoczyła adrenalina. To żmudna, policyjna robota. Jest poprawny, całkiem logiczny, mocno osadzony w rzeczywistości - to są jego zalety. Oraz bohaterowie - zarówno pierwszo jak i drugoplanowi (np. Okamoto) są wiarygodni.
➡️Niestety jest też zbyt mało dynamicznie, chwilami stanowczo zbyt mało się dzieje, chociaż nie wykluczam, że właśnie takie niespieszne tempo może znaleźć swoich zwolenników. Dał się też odczuć inny sposób prowadzenia rozmów, niż w polskich kryminałach, ale to nie jest wadą. Trzeba się po prostu przyzwyczaić.
➡️Na pewno dowiecie się z tej książki co najmniej jednej rzeczy (która zresztą wydaje się oczywista) - miłość rodzica do dziecka jest bezgraniczna. A wszystko co nie ma granic na pewno doprowadzi do kolejnej tragedii.
➡️Moja ocena, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw to 6/10. Końcówka to nawet 7/10. Niemniej jednak dalej będę się zastanawiał, czy kryminały azjatyckie to moja bajka. Ten mnie do nich ani nie przekonał ani nie zniechęcił.
PS. Wykład Sudo o sektach znakomity.
"Nicość. Nicość porażająca swoją głębią niczym bezdenna studnia."
Moi Drodzy
➡️To mój pierwszy kontakt z rasowym azjatyckim kryminałem (thriller się zdarzył). Byłem ogromnie ciekaw, czy będą jakieś istotne różnice w porównaniu do kryminałów polskich i czy w ogóle polubimy się z kryminalną Azją.
➡️Sama struktura sił policyjnych, inna oczywiście niż nasza od...
"Zabić jest łatwo. Przestać, to prawdziwa sztuka."
Moi Drodzy
➡️Jak są skrytobójcy, to jest i Uncel, skryto-recenzent 🤭
No to jak, co powiecie na szybką jak błysk recenzję mega dynamicznej, rasowo sensacyjnej książki?! Lecimy! Uwaga - Maciej Siembieda mówi że dobre. To co ja mam powiedzieć?!
➡️To jest dobre. Początkowo miałem opory, bo wątek wydawał się dość karkołomny. Zawodowy zabójca realizujący program resocjalizacyjny? Litości! To się nie może udać, pomyślałem. Jednak się udało.
➡️Podróżujemy sobie po wielu lokalizacjach - lubię. Akcja zapieprza aż miło - w tym gatunku (sensacja) - lubię. Wyzwania, które wydają się kompletnie nielogiczne, a mimo to wciągają jak diabli - lubię. Łatwość w pochłanianiu kolejnych stron, czyli dobry język powieści - lubię. Klimat bardzo gatunkowy, typowo sensacyjny, który nie pozwala zaczerpnąć oddechu - lubię.
➡️Nie szukajcie tu głębszych wątków. Nie szukajcie filozoficznych rozważań i drugiego dna. To nie ta książka. Tu jest jazda bez trzymanki na beczce z odpalonym lontem. To jest rozrywka, adrenalinka i ostra jazda. Ale jest też (co mnie zaskoczyło) sporo mroku. A główny bohater, który za wszelką cenę chce odkupić swoje winy, do tego cały świat, który mu w tym przeszkadza - wspólnie robią robotę.
W mojej ocenie 6,5/10. Rozerwiecie się 😉
"Zabić jest łatwo. Przestać, to prawdziwa sztuka."
Moi Drodzy
➡️Jak są skrytobójcy, to jest i Uncel, skryto-recenzent 🤭
No to jak, co powiecie na szybką jak błysk recenzję mega dynamicznej, rasowo sensacyjnej książki?! Lecimy! Uwaga - Maciej Siembieda mówi że dobre. To co ja mam powiedzieć?!
➡️To jest dobre. Początkowo miałem opory, bo wątek wydawał się dość karkołomny....
Moi Drodzy
➡️Troszkę mi się zeszło z tą książką, za co serdecznie autorkę przepraszam. Dostałem ją do recenzji po przemiłej, szczerej rozmowie z Catherine, tymczasem patrzę jakiś czas temu, a tu już tom 2gi wydany, a ja w lesie z pierwszym. To mój absolutnie pierwszy kontakt z twórczością autorki i biorąc pod uwagę to, co widziałem tu i ówdzie w recenzjach - miałem naprawdę spore oczekiwania. A wiecie sami, jak często się kończą takie oczekiwania... No ale do rzeczy.
➡️ Na dzień dobry ucieczka matki z dwójką nastoletnich dzieci z domu zapowiada atmosferę co najmniej gęstą. Pytanie tylko w którą stronę ta gęstość zmierza - czy w stronę thrillera czy grozy? Mając w pamięci cytat z Kinga oraz sam tytuł jak również skrawki informacji z różnych recenzji obstawiałem grozę. Z ewentualną domieszką thrillera. Powiem tylko tyle - sam początek momentalnie skojarzył mi się z "Teksańską masakrą".
➡️Podstawa to klimat i ten klimat (pozytywnie przytłaczający) tutaj jest. Uwierzcie mi, to jest ciągłe oczekiwanie na nadchodzące, straszne wydarzenia. To po prostu się czuje przez skórę, ten niepokój pulsuje, szczypie, sprawia, że siedzi się jak na szpilkach. Bez wątpienia udało się autorce stworzyć atmosferę mroczną, groźną, creepy.
"Wciąż czuła, że to COŚ jest tam, w rogu. Obserwując ją, czekając."
Absolutnie na plus.
➡️Autorka prezentuje szeroki wachlarz straszności i niesamowitości. Stara stacja benzynowa, stary pensjonat, elementy slashera, zjawisk nadprzyrodzonych, szepty, cienie, mgła, dziwna społeczność, do wyboru, do koloru, wszystko ku Waszej uciesze i przyjemnemu dreszczykowi grozy. O tak, śmiało możecie oczekiwać, że ta powieść solidnie Was postraszy.
➡️Od początku towarzyszy nam zagadka na miarę dobrego thrillera - dlaczego Rosa z dzieciakami uciekła z domu? Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim jej mąż, który wygląda na szczerze zaniepokojonego? Co się wydarzyło w przeddzień tej ucieczki? Zawsze doceniam elementy thrillera w takich opowieściach. Jak również elementy fantastyki, a takie również tutaj mamy. To bardzo zgrabny miks.
➡️Jeden drobiazg na nie - zauważyłem kilkakrotnie niekoniecznie potrzebne informacje/zdania, które nic nie wnoszą do fabuły, np. "Zajęło mu dłuższą chwilę, aby wydobyć klucz z nesesera, który trzymał w jednej ręce, podczas gdy w drugiej niósł butelkę szampana." Wszystko z tego zdania nie wpływa kompletnie na nic, a samo zdanie jest dość karkołomne.
Nie jest to jakoś przesadnie rażące i częste, na pewno nie popsuje Wam przyjemności z czytania. Zresztą zrzućcie to na karb mojego czepialstwa 🙈
➡️To jest lekka, rozrywkowa, bardzo intensywna opowieść grozy, idealna na mroczne wieczory przy kominku. Groza i strach rządzą na tych stronach. Przerażenie bohaterów jest tak intensywne, że prawie dotykalne. A przy tym autorka stworzyła postacie wiarygodne, nieprzesadnie przerysowane, z którymi łatwo się identyfikować. Sprawiło mi prawdziwą czytelniczą przyjemność śledzenie ich losów i kibicowanie ich działaniom. A jeszcze większą przyjemność sprawiły mi ciarki strachu przebiegające po kręgosłupie.
"Oni wracają."
Pierwszy kontakt z twórczością Catherine Reiss uważam za naprawdę udany i oceniam tą powieść na 7/10, a to bardzo wysoko. Nie zawiedziecie się 👍 Tym samym autorka trwale weszła na orbitę moich zainteresowań 🙌 Tom 2gi absolutnie do przeczytania!
Moi Drodzy
➡️Troszkę mi się zeszło z tą książką, za co serdecznie autorkę przepraszam. Dostałem ją do recenzji po przemiłej, szczerej rozmowie z Catherine, tymczasem patrzę jakiś czas temu, a tu już tom 2gi wydany, a ja w lesie z pierwszym. To mój absolutnie pierwszy kontakt z twórczością autorki i biorąc pod uwagę to, co widziałem tu i ówdzie w recenzjach - miałem...
➡️To mój drugi kontakt z McDowellem. Swego czasu czytałem dobre "Żywiołaki", ale to o sadze "Blackwater" ciągle słyszałem, że to opus magnum autora. Zatem oczywiste jest, że moje oczekiwania były ogromne.
➡️Już sama oprawa dla mnie jest niesamowicie zachęcająca, piękne, stylizowane grafiki, mały format, który do serii pasuje idealnie i bogactwo zdobień. Plus świetne ilustracje. Wydanie to sztos. Na dodatek to wydanie będące niejako hołdem dla oryginalnego amerykańskiego wydania (doceniam!). A jak w mojej opinii fabularnie wypadł tom 1? Czy się nie rozczarowałem? Zapraszam 🤗
➡️Już na początku bezwarunkowo musicie przeczytać genialny wstęp autorstwa Nathan Ballingrud. Pozwoli Wam na pełniejsze, bardziej intensywne przeżywanie tej sagi, tak, przeżywanie, bo ładunek emocji jest tu ogromny.
➡️Co od razu mnie zachwyciło? Otóż to, że akcja toczy się na głębokim Południu, a rozpoczyna w roku 1919. Już od początku wiedziałem, że to będzie dobra rzecz. Te czasy, Alabama, małe miasteczko. Lepiej być nie może.
➡️Autor wprowadza nas w wykreowany świat poczynając od wielkiej powodzi, która zalała Perdido. Sześć metrów wody przykryło prawie wszystko, poza wieżą ratusza i najwyższym piętrem hotelu. Jest mrocznie i ponuro. Miasto jest opustoszałe. Tylko, jak się okazuje, na piętrze hotelu odnalazła się kobieta, która jak twierdzi nie zdążyła się ewakuować. Jak przetrwała te kilka dni? Gdzie spała, skoro pokój był na półtora metra zalany wodą? Co jadła? Jest piękna, młoda i właśnie została uratowana przez Oskara Caskeya. Tak to już na samym początku poznajemy jedne z najważniejszych postaci w tej powieści. Stop. Jedną z najważniejszych postaci, bo mimo że Oskar jest dość istotny, to jednak to właśnie Elinor jest główną bohaterką. Gdyż to kobiety grają tu pierwsze skrzypce. Mężczyźni tworzą drugi plan. To ważna cecha tej historii.
"tak naprawdę tym miastem rządzą kobiety."
➡️Bez chwili wahania powiem, że największą zaletą tej powieści jest wspaniale odmalowana społeczność niewielkiego miasteczka na Południu, jej klimat i mieszkańcy. Miasteczka z jego wszelkimi typowymi cechami, małej społeczności z jej przywarami, wzlotami i upadkami. Powódź była niejako upadkiem. Niejako katalizatorem wydarzeń. Ale była też początkiem czegoś zupełnie nowego, gdyż od tego momentu nic już nie było takie same.
➡️McDowell pisze w wybitnie gawędziarskim stylu. Chce się słuchać i słuchać, o tych dziwnych wydarzeniach w Perdido, o Blackwater, o grozie, która pokazywała swoje oblicze nagle i niespodziewanie. Grozie, która stała się integralnym elementem tego małego, południowego miasteczka, grozie, z którą ludzie żyli na przestrzeni lat.
➡️Całość przypomina mi czytane wcześniej powieści obyczajowe o wielkich rodzinach z Południa, może odrobinę w stylu Faulknera (oczywiście nie z takim ciężarem gatunkowym) czy może bardziej M. Mitchell. Mam tu na myśli duszny, przytłaczający klimat tajemnic, rodzinnych zależności i rozgrywek, gorącego, ale i deszczowego Południa w jego pełnej krasie, klimat upadku i klimat zmian.
➡️Elinor zostaje ciepło przyjęta przez ogół mężczyzn i kobiet i z dużą nieufnością przez pierwszą kobietę Perdido, Mary-Love. To dopiero początek historii, która zamieni się w długotrwały konflikt na przysłowiowych szczytach lokalnej władzy. Konflikt, który dane nam będzie obserwować w kolejnych tomach. Konflikt, w którym działania czysto ludzkie będą nierozerwalnie zmieszane z nadnaturalną grozą.
➡️To jest opowieść grozy, ale grozy zupełnie innej niż ostatnio przyzwyczajają nas wydawcy. Co jakiś czas (rzadko) pojawiają się jej akcenty, bardzo nastrojowe, bardzo klimatyczne i raczej ulotne. Tak jak napisałem - najważniejsza w tej książce jest obyczajowa historia i ludzie będący jej bohaterami. Jednak i dreszcze macie gwarantowane (takie trochę z myszką). Pachnie tu klasyką i pachnie też książkami McCammona o Corbett'cie.
➡️To fascynująca opowieść, momentami straszna, w większości spokojna, czasem romantyczna. Podejście McDowella do grozy pasuje mi doskonale, bo zdecydowanie preferuję grozę opartą na klimacie i emocjach, wrośniętą niejako w codzienność, wplecioną w historię idealną do opowiedzenia przy ognisku.
➡️Nie wiem, jak ta saga potoczy się w kolejnych tomach, ale nie sądzę, aby zaszły drastyczne zmiany w klimacie. A ten klimat to właśnie leniwie snuta opowieść prosto z Południa. Stara Ameryka, pewne uniwersalne wartości i pewne mroczne miejsca i zjawiska, które zawsze im towarzyszą i które zawsze pojawiają się w takich małych miasteczkach.
➡️Elinor jest niezwykła. Jest piękna, zaradna, wykształcona i pełna towarzyskiej swobody, chociaż absolutnie nie jest natrętna ani też nie lubi plotek. A to, że czasem zachowuje się dziwnie, cóż, przecież każdy ma coś do ukrycia. Każdy ma jakieś swoje sekrety, które determinują takie a nie inne zachowania.
➡️Zwróćcie baczną uwagę na Elinor, gdyż to ona jest osią tej powieści i jej siłą napędową. Ona i jej konflikt z Mary-Love. Oscar jest tylko tłem tej opowieści, chociaż oczywiście odgrywa swoją rolę, jak wszyscy pozostali mężczyźni. Ale mężczyźni są tu (jak wspomniałem) bohaterem zdecydowanie drugoplanowym (o czym zresztą mówi wstęp, który bardzo radzę przeczytać).
➡️Kim tak naprawdę jest Elinor? Skąd wzięła się w Perdido? Jak potoczy się jej związek z Oscarem i jej niewypowiedziana wojna z Mary-Love? Dokąd w ogóle zmierza ta opowieść i ile lat obejmie? Zapewne dowiemy się wszystkiego z kolejnych tomów, ten jest zaledwie wprowadzeniem, zawiązaniem pewnych wątków i zasygnalizowaniem możliwych kierunków. Jest zalążkiem niezwykłej historii.
➡️Jeśli kochacie spokojne, bardzo nastrojowe opowieści o małych, zamkniętych społecznościach, opowieści z silnie rozwiniętą warstwą obyczajową, jeśli Wasza groza to groza klimatyczna, nadnaturalna, oddalona od slasherów czy epatowania nadmierną przemocą, jeśli ważne są dla Was świetnie zbudowane postacie - ta historia jest dla Was.
Moja ocena to na razie 8,5/10, choć nie przeczę, że miałem ochotę dać 9/10. Ale przecież będzie jeszcze na to czas przy kolejnych tomach.
➡️To mój drugi kontakt z McDowellem. Swego czasu czytałem dobre "Żywiołaki", ale to o sadze "Blackwater" ciągle słyszałem, że to opus magnum autora. Zatem oczywiste jest, że moje oczekiwania były ogromne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to➡️Już sama oprawa dla mnie jest niesamowicie zachęcająca, piękne, stylizowane grafiki, mały format, który do serii pasuje idealnie i bogactwo zdobień. Plus świetne...