-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać308 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Biblioteczka
2026-03-17
2026-03-10
"Bogowie otchłani" Andrei Stewart to książka, którą trudno jednoznacznie ocenić, a jednak w dziwny sposób wciąż do siebie przyciąga. Choć nie jest to powieść pozbawiona wad, jej klimat, rozbudowany świat i mitologia bogów oraz bogobójców tworzą mocny fundament, że lektura mimo wszystko pozostawia po sobie wyraźny ślad. Autorka z wprawą buduje wizję rzeczywistości, w której boskość nie jest abstrakcją, lecz realną, niebezpieczną siłą, a ludzkość splata swoje losy z jej okrutnymi konsekwencjami. Ten tętniący grozą i tajemnicą świat okazał się dla mnie zdecydowanie najmocniejszym elementem powieści, która oczywiście nie była idealna.
Na szczególne uznanie zasługuje motyw dwóch rozdzielonych sióstr, który nadaje całej narracji emocjonalnego rdzenia. To jeden z tych wątków, który choć nie jest rozwijany w równym tempie, pozostaje najbardziej angażujący i budzi ciekawość, w jaki sposób ich losy ostatecznie się przetną. Stewart potrafi operować tematami rodzinnych więzi i traumy w sposób nienachalny, a równocześnie wyczuwalny pod każdym dialogiem i decyzją bohaterek.
Jeżeli chodzi o postacie, mój odbiór był dość zróżnicowany. Rozdziały Hakary okazały się interesujące przede wszystkim fabularnie, nie tyle przez nią samą, ile przez to, co dzięki jej perspektywie dzieje się w świecie przedstawionym. Jej losy napędzają ważne elementy głównej osi fabuły, choć sama bohaterka nie wzbudzała we mnie aż tak silnych emocji. Za to Rasha, jej siostra, zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Jej charakter, motywacje, wewnętrzne konflikty i sposób, w jaki funkcjonuje w prezentowanej rzeczywistości sprawiały, że do jej rozdziałów wracałam z większym zaangażowaniem. Jest bohaterką bardziej wyrazistą, pełniejszą i po prostu ciekawszą. Pozostali bohaterowie natomiast wypadli raczej blado... W moim odczuciu stanowili głównie dodatki do większej opowieści. Nie są napisani słabo, ale rzadko ciągnęło mnie do ich perspektyw. Ich obecność często bardziej wypełnia fabularne luki, niż stanowi pełnoprawne, emocjonalnie angażujące wątki. Ale, ale... Był taki jeden bohater, którego nikła obecność intrygowała mnie podczas lektury, a coś mi mówi, że jego rola w kolejnych tomach będzie o wiele ważniejsza!
Mimo tych zastrzeżeń, "Bogowie otchłani" mają w sobie coś, co nie pozwala łatwo o nich zapomnieć. To powieść, której największą siłą jest nastrój i choć nie wszystkie elementy fabuły okazują się równie fascynujące, to właśnie ta atmosfera oraz mitologia sprawiają, że książkę czyta się z ciekawością. W efekcie, choć nie jest to dzieło idealne, z pewnością jest to książka warta poznania dla tych, którzy cenią sobie złożone, mroczne światy i opowieści osnute wokół boskich tajemnic. No i pamiętajmy, że to dopiero wstęp do większej historii, więc liczę, że kolejne tomy zaskoczą!
"Bogowie otchłani" Andrei Stewart to książka, którą trudno jednoznacznie ocenić, a jednak w dziwny sposób wciąż do siebie przyciąga. Choć nie jest to powieść pozbawiona wad, jej klimat, rozbudowany świat i mitologia bogów oraz bogobójców tworzą mocny fundament, że lektura mimo wszystko pozostawia po sobie wyraźny ślad. Autorka z wprawą buduje wizję rzeczywistości, w której...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-12
Ostatnio:
2025-08-30
Ostatnio:
2025-09-16
Ostatnio:
2025-11-03
Ostatnio:
2025-09-30
Ostatnio:
2025-09-11
Ostatnio:
2025-08-18
Ostatnio:
2025-11-12
2025-09-25
„Lotosowe cesarstwo” to godne zamknięcie trylogii, które imponuje rozbudowanym światem i wciągającym klimatem, a momentami pokazuje jak wielką siłę posiada ambicja – zarówno ta zdrowa, jak i ta pełna zachłanności. To jednocześnie lektura satysfakcjonując, choć nie pozbawiona mankamentów, ale to na spokojnie…
Tasha Suri wykreowała świat, w którym magia ma ciężar i moralne konsekwencje. Opisy rytuałów, roślinnej zarazy i świętego ognia tworzą orientalny oraz mityczny nastrój, gdyż sama magia nie jest tu jedynie efektem wizualnym, lecz siłą kształtującą kultury, decyzje i traumy bohaterów. Ten klimatyczny rdzeń jest największym atutem książki, ponieważ to on nadaje scenom bitew i momentom ciszy prawdziwą wagę, a także pokazuje jak wpływa na losy postaci.
I jeśli o nich mowa… Bhumika to postać, dla której warto przeczytać tę całą historię. Jej przemiana, wewnętrzne zmagania i determinacja w poszukiwaniu tożsamości są poprowadzone z wyczuciem. Jej losy to nie tylko seria wydarzeń, lecz emocjonalna oś, wokół której najbardziej chciałam się obracać. To pewnie również przez fakt, że jej osoba najbardziej mnie ciekawiła, bo jednocześnie jej poszukiwanie siebie, pomoc w walce z wrogiem, ale też jej relacje z innymi… No już od drugiego tomu mnie urzekła, więc i tu była dla mnie najciekawsza. Jednocześnie nie umiem tego powiedzieć o głównych bohaterkach, bo tak jak uwielbiam je w rolach przywódczyni/naczynie/kapłanka, to nie umiałam zjednoczyć się z nimi pod kontem tożsamości, relacji uczuciowej czy zrozumienia. Czasami brakowało mi w nich głębi, ale przyznam, że gdy cesarzowa i kapłanka wirowały na cienkiej linii nienawiści i miłości, to nawet czułam lekkie dreszcze ekscytacji.
Dodatkowo motyw walki o własne „ja” w powieść widać bardzo wyraźnie. Konflikty polityczne, mechanizmy władzy i magiczne zobowiązania odbijają się echem w osobistych wyborach bohaterów, a tym bardziej u głównej dwójki. Dzięki temu lektura to nie tylko strategiczne bitwy, lecz także tożsamościowe zmagania, a ja wręcz ubóstwiam, gdy mogę zagłębić się w ludzkich problemach.
Mimo wielu mocnych stron, to książka posiada swoje wady – o jednej już wspomniałam, zaś kolejna rzecz to zakończenie. Finał, choć efektowny, zostawia kilka pytań bez satysfakcjonującego domknięcia, a niektóre decyzje postaci mogłyby być mocniej umotywowane emocjonalnie. Ale cóż… Nie mogę mieć wszystkiego.
„Lotosowe cesarstwo” to powieść, którą polecam przede wszystkim czytelnikom ceniącym silne, kobiece postaci i magiczny świat. Autorka potrafi zbudować atmosferę i oddać wagę wewnętrznych przemian bohaterów, nawet jeśli narracja miejscami się potyka. To książka, która daje wiele satysfakcji, ale też pozostawia pewien niedosyt. Mimo to polecam sprawdzić samemu!
„Lotosowe cesarstwo” to godne zamknięcie trylogii, które imponuje rozbudowanym światem i wciągającym klimatem, a momentami pokazuje jak wielką siłę posiada ambicja – zarówno ta zdrowa, jak i ta pełna zachłanności. To jednocześnie lektura satysfakcjonując, choć nie pozbawiona mankamentów, ale to na spokojnie…
Tasha Suri wykreowała świat, w którym magia ma ciężar i moralne...
2025-09-22
2025-09-17
„Ujrzą nas takimi” zaprasza czytelnika do świata, w którym granica między życiem a śmiercią rozmywa się pod ciężarem emocji i wspomnień. Ta opowieść, osadzona w japońskiej mitologii, nie oferuje łatwych odpowiedzi, a zamiast tego prowadzi ku zadumie nad ulotnością istnienia i siłą uczuć, które przetrwają nawet po śmierci.
To co urzekło mnie w lekturze, to atmosfera książki, która przywodzi na myśl mgłę unoszącą się nad jeziorem o świcie – gęstą, niepokojącą, lecz kryjącą w sobie subtelny blask nadziei. Autorka nie skupia się wyłącznie na strachu i motywie zemsty, ale pozwala również spojrzeć nieco w głąb ludzkiej natury i przeszłości, która bardzo często dyktuje przyszłość.
Onryō w interpretacji autorki to duchy, które nie ograniczają się do roli przerażających zjaw. Noszą ciężar nienawiści, bólu, niespełnionych pragnień i tęsknot. A dodatkowo pokazują, że nawet po śmierci wciąć tkwią w nich emocje znane żywym ludziom... Widać to zwłaszcza w historii Ayumi, gdzie poczucie żalu i straty, pokazuje jak wielkie znaczenie mają uczucia, gdy tracimy to, co kochamy.
Forma książki, podzielona na cztery oddzielne opowieści, balansuje między rzeczywistością a światem duchowym. Każdy rozdział można potraktować jako osobną opowieść i czytać w dowolnej kolejności, ale podstawowy układ robi dobrą robotę. Chociaż przyznam, że najbardziej urzekł mnie pierwszy i ostatni rozdział, ale to chyba dlatego, że najbardziej obcował z duchowością, przemijaniem i realnością. Dodatkowo taka konstrukcja pozwala na różne punkty wejścia i różnorodne odczytania przedstawionej opowieści... A takie interpretacje sprawdzają się w tego typie książek najlepiej. Zwłaszcza, że trudno jest określić kto jest tu złym, dobrym, a może nie ma tu nikogo takiego? Może po prostu są sami ludzie?
„Ujrzą nas takimi” to z pewnością niezwykła lektura, choć oczywiście nie jest pozbawiona wad. Mogłabym się przyczepić do prostej formy narracji i dość szybkiego zakończenia niektórych wątków... Ale jednocześnie mnie to jakoś urzekło. Miałam wrażenie, że czytam starą legendę lub też przemykam przez czyjeś mroczne sny, które mimo wszystko intrygowały i ciekawiły. Przede wszystkim wzbudzały we mnie emocje, ale nie strachu - czułam smutek. Bo choć to tylko fikcja, to mimo wszystko wiele rzeczy mogło się kiedyś wydarzyć naprawdę.
Jeżeli szukacie ciekawej lektury, gdzie wierzenia i zjawy przeplatają się z narracją dzisiejszego świata... To bardzo Wam polecam tę książkę. Możecie się naprawdę miło zaskoczyć.
„Ujrzą nas takimi” zaprasza czytelnika do świata, w którym granica między życiem a śmiercią rozmywa się pod ciężarem emocji i wspomnień. Ta opowieść, osadzona w japońskiej mitologii, nie oferuje łatwych odpowiedzi, a zamiast tego prowadzi ku zadumie nad ulotnością istnienia i siłą uczuć, które przetrwają nawet po śmierci.
To co urzekło mnie w lekturze, to atmosfera...
2025-03-02
Wren, młoda wojowniczka z Rodu Kości, marzy o zostaniu walkyrą, by walczyć z nieumarłymi i zyskać uznanie ojca. Niestety, przez sabotaż nie przechodzi próby i zostaje wygnana na Mur Graniczny, gdzie musi stawić czoła niebezpieczeństwom Uskoku. Gdy książę Rodu Złota zostaje porwany, Wren dostaje szansę na odkupienie. Aby uratować księcia, zawiera niepewny sojusz z jednym z porywaczy, który nienawidzi Dominiów. Wspólnie odkrywają, że za porwaniem kryje się znacznie więcej, niż początkowo sądzili...
„Zaklinaczka kości” intryguje czytelnika oryginalnym pomysłem i połączeniem zaklinaczy z różnymi profesjami – od kości po duchy! Jednakże czytając tę historię miałam problem ze zrozumieniem fabuły, zasad magii i innych aspektów historii… Chociaż myślę, że za wszystkim stoi tłumaczenie – zdarzały się błędy, braki w dialogach, a także dziwnie skonstruowane zdania. Uważam też, że to jeden z problemów, który odebrał mi zrozumienie i wciągnięcie się w lekturę. Aczkolwiek proszę się nie martwić! W tej opowieści drzemie naprawdę ciekawy potencjał i zamierzam Wam go przedstawić.
Zaczynając od dobrych stron, to jak zaznaczyłam „Zaklinaczka kości” zaskakuje pomysłem na system magiczny. Wszelkiej maści zaklinacze kości, złota czy żelaza są naprawdę ciekawą rzeczą kontrolującą świat, w którym żyje Wren i przyznam, że chętnie poczytałabym więcej na temat innych rodów parających się „magią”. Dodatkowo fabuła to jedna wielka intryga polityczna, w której przemykają sekrety, zdrady i niepewne sojusze. Można też dostrzec zawiązki romansu, ale autorka na bierze go za główny wątek – co dla mnie jest nawet na plus. Nie uszło mi jednak uwadze, że motyw Muru, odgrodzenia świata przed „nieumarłymi” i motyw bękartów… Już gdzieś to widziałam i przyznam, że przez te podobieństwa, mogłam dość dobrze przewidzieć fabułę. Aczkolwiek, aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało.
Dodatkowo trzeba zwrócić uwagę na bohaterów. Wren, pełna frustracji i chęci zdobycia uwagi rodziny, bywa początkowo irytująca i pełna arogancji. Jednakże z nowymi rozdziałami i faktami, które poznaje na temat otaczającego ją świata, zaczyna się zmieniać i wydobywa na powierzchnię dziewczynę, którą trzymała szczelnie zamkniętą w sercu. Ta jest pełna obaw, strachu, ale też walki o siebie i ludzi, których kocha – bo czasami więzi krwi nie wystarczą, aby czuć do kogoś zaufanie i lojalność. Podobała mi się ta transformacja i przebudzenie Wren, więc bardzo czekam na jej dalszą historię! To samo tyczy się Juliana, który akurat zdobył moją sympatię już od samego początku. Przyznam, że był jednym z najjaśniejszych punktów mojej lektury.
Podsumowując, „Zaklinaczka kości” to naprawdę dobre fantasy z motywem walki, nieumarłych i intryg politycznych. Jednakże cierpi z powodu błędów redakcyjnych w tłumaczeniu, które wprowadzają zamieszanie i zamęt podczas czytania. Dodatkowo niektóre początkowe sekwencje mogą powodować poczucie irytacji, ale myślę, że warto poznać tę historię. Zwłaszcza, że kryje się w niej coś ciekawego! Z pewnością sięgnę po drugi tom i zobaczę, dokąd zmierza historia Wren.
Wren, młoda wojowniczka z Rodu Kości, marzy o zostaniu walkyrą, by walczyć z nieumarłymi i zyskać uznanie ojca. Niestety, przez sabotaż nie przechodzi próby i zostaje wygnana na Mur Graniczny, gdzie musi stawić czoła niebezpieczeństwom Uskoku. Gdy książę Rodu Złota zostaje porwany, Wren dostaje szansę na odkupienie. Aby uratować księcia, zawiera niepewny sojusz z jednym z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-01-31
"Ogień i Krew" tom 1 to jedna z takich opowieści - jest historią dynastii Targaryenów zaczynającą się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii.
Książka jest gruba i przepełniona opisami, bo mimo wszystko skupia się ona na zarysowaniu świata i życia ludzi przed prawie czterema wiekami. Dlatego rzadko znajdziecie tu jakiekolwiek dialogi - a jeśli już występują, to były one znaczące i zachowały się w opisach skrybów. Dodatkowo cała książka podzielona jest na rozdziały zadedykowane konkretnym władcom lub ich osiągnięciom i przyznam, że choć większość z nich to suchy tekst przepełniony tysiącami informacji, wieloma imionami... To naprawdę dobrze mi się to czytało. Może to wina tego, że uwielbiam takie formy dodatków do ulubionych serii, a jednocześnie kocham poznawać dawną historię.
I choć smocza kronika jest literacką fikcją, to idealnie uzupełnia historię z "Gry o tron", a jednocześnie daje wgląd do czasów, gdy ziemie Westeros zamieszkiwały smoki, magia krążyła wśród ludzi, a dworskie intrygi były o wiele krwawsze i brutalniejsze. Szkoda, że serial opowiada tylko historię zawartą na samym końcu 1 tomu, bo przyznam, że Aegon Zdobywca i Jaehaerys I byli niezwykłymi władcami, a ekranizacja ich losów byłaby z pewnością ekscytująca.
"Ogień i Krew" tom 1 to jedna z takich opowieści - jest historią dynastii Targaryenów zaczynającą się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii.
Książka jest gruba i przepełniona...
2025-01-23
TW: 🔞
Jak mogę opisać tę książkę? Czystym szaleństwem, które wzięło mnie z zaskoczenia i pochłonęło. Zwłaszcza, że pierwsze strony czytałam bez większych oczekiwań, ale im lepiej poznawałam Diannę i Samkiela, tym bardziej czułam czar rzucany przez "Księgę Azraela"! Przepadłam w historii, która oprócz romansu, ma również do zaoferowania kawałek świetnej fabuły z rozbudowanym światem i magią!
Amber V. Nicole z pewnością najlepiej sobie radzi w tworzeniu wielowymiarowych bohaterów, którzy nie są ani dobrzy, ani źli. Widać wszelkiego rodzaju szarości, które kształtowały ich przez całe życie i zbudowały ich charaktery - można to dostrzec w zachowaniu Dianny, kobiety zmuszanej do czynienia okrucieństwa, ale z jednoczesnym poczuciem winy i złości na los, który ją spotkał. I choć czuje nienawiść do rąk, które ją stworzyły, i do swojego "ja", to mimo wszystko jest świadoma swoim grzechów i dokonanych wyborów. Sama autorka jej nie usprawiedliwia, choć na pewno wskazuje powody przemawiające na lepszą korzyść dla Dianny. Dodatkowo Liam, wróg dziewczyny i niespodziewany sprzymierzeniec, również kryje w sobie wiele cierpienia i straty, którą idealnie rozumie główna bohaterka. Widać to w ich relacji, interakcjach i po prostu w rodzącej się między nimi powolnej przyjaźni... Czuć to powolnie rodzące się uczucie, które zaskakujące oboje i jednocześnie skupia się na zrozumieniu, wybaczeniu i psychicznej intymności. Coś co mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyło!
Co się z tym wiąże? Chemia, moi drodzy. Czuć w tej rozkręcającej się historii buzujące emocje i uczucia - od tych romantycznych po siostrzane. Autorka świetnie przedstawiła jak różnego rodzaju więzi potrafią nami sterować, manipulować naszymi decyzjami, a także jak nas leczą i jednocześnie są naszą zgubą. Kocham takie rzeczy, bo dobrze wykreowani bohaterowie i prawdziwie oddane relacje potrafią przyćmić niedociągnięcia powieści.
Chociaż tutaj nawet sama fabuła jest wciągająca. Zwłaszcza, że skupia się ona na rozbudowaniu świata, wytłumaczeniu historii i magii kontynentu, a także zawiązaniu intrygi politycznej mogącej skutkować końcem światów. Przyznam, że obawiałam się iż romans przyćmi wszelkie potyczki czy konspirowanie złej strony, ale myliłam się. Główne skrzypce grają wszelkiego rodzaju manipulacje, zbrodnie, machlojki i tajemnice. Odkrywanie nowych kart wzbudzało ekscytacje, a także chęć poznania ciągu dalszego, bo końcówka to istny wybuch emocji!
"Księgę Azraela" okazała się być perełką, w której znalazłam istny wachlarz emocji. Od zachwytu po złość, które nadal buzują w moim umyśle i nie dają mi spokoju. Zwłaszcza, że od razu po zakończeniu pragnie się chwycić po kontynuację i poznać losy Dianny! Zatem jeżeli lubicie intrygi, romanse, a do tego nie boicie się przerażających scen... To może być to dla Was naprawdę interesująca lektura.
TW: 🔞
Jak mogę opisać tę książkę? Czystym szaleństwem, które wzięło mnie z zaskoczenia i pochłonęło. Zwłaszcza, że pierwsze strony czytałam bez większych oczekiwań, ale im lepiej poznawałam Diannę i Samkiela, tym bardziej czułam czar rzucany przez "Księgę Azraela"! Przepadłam w historii, która oprócz romansu, ma również do zaoferowania kawałek świetnej fabuły z...
2025-01-04
Dalia pamięta ponure bajki z dzieciństwa i wie, że lepiej trzymać się z daleka od spalonej ziemi. Przeznaczenie ma jednak na ten temat inne zdanie. Wplątana w niezrozumiałą intrygę sułtana, Dalia zostaje przyrzeczona Bestii z Nieziemia - czarnoksiężnikowi, o którym dotąd nie śmiały nawet szeptać pustynne piaski.
"Tonąc w mroku" to książka, po którą sięgnęłam z czystej ciekawości. Napisana przez polską autorkę, retelling "Pięknej i Bestii" w bliskowschodnich klimatach i do tego bohaterka będąca alchemiczką. Spodziewałam się, że może wyjść z tego przyjemna lektura... Ale książka okazała się być o wiele większym zaskoczeniem, gdyż historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron!
Szczególnie zachwyciła mnie fabuła prowadzona przez autorkę, gdyż na spokojnie opisuje nam świat przedstawiony oraz samą bohaterkę - Dalię. Mamy szansę zapoznać się z jej pracą, poznać jej dom, a także odkryć nieco zasady panujące w Hisham. Dlatego też wprowadzenie intrygi sułtana pokazuje czytelnikowi jak bardzo trudne jest to zadanie dla dziewczyny, nie tylko pod względem logistycznym, ale też prywatnym - w końcu zmuszona jest porzucić swoje "ja" i udawać potulną kobietę. Dodatkowo całe Nieziemie intryguje swoją różnorodnością stworzeń i hierarchicznym społeczeństwem. Wszystkie alchemiczne wstawki, odkrywanie tajemnic przez Dalię oraz intrygi wplecione przez sułtana i te poznane w Nieziemiu wciągały, ekscytowały i rodziły pytania, które chciałam jak najszybciej poznać.
Jednocześnie sama postać Dalii była naprawdę dobrze skonstruowana. Była zadziorna, pewna swoich umiejętności i nie bała się walczyć o swoje przekonania. Choć początkowo może uległa intrydze sułtana, to dość szybko zechciała szukać odpowiedzi. I czasami mogła być uparta, ale jednocześnie potrafiła ugiąć się i współpracować. Naprawdę kibicowałam jej w zdobyciu wolności, a później jej rodzącemu się powoli uczuciu do czarnoksiężnika. On sam był dość ciekawą postacią, choć przyznam, że zabrakło mi nieco rozdziałów z jego perspektywy lub chociaż interakcji z alchemiczką. Czułam niedosyt po przeczytaniu książki i naprawdę dałabym wiele, aby było jeszcze kilka stron z tą dwójką na czele. Mimo to finalnie i tak byłam usatysfakcjonowana, bo całościowo ta historia była naprawdę świetna.
"Tonąc w mroku" wydawała się niepozorną historią, ale tak naprawdę skrywa się w niej dobra polska fantastyka, która zachwyca postaciami i pomysłem na fabułę. Jeżeli lubicie fantasy z dobrą fabułą, to ta książka będzie idealnym wyborem.
Dalia pamięta ponure bajki z dzieciństwa i wie, że lepiej trzymać się z daleka od spalonej ziemi. Przeznaczenie ma jednak na ten temat inne zdanie. Wplątana w niezrozumiałą intrygę sułtana, Dalia zostaje przyrzeczona Bestii z Nieziemia - czarnoksiężnikowi, o którym dotąd nie śmiały nawet szeptać pustynne piaski.
"Tonąc w mroku" to książka, po którą sięgnęłam z czystej...
2024-11-03
„Fabled Lands: Rozdarte królestwo” to powieść paragrafowa o fantastycznym świecie stworzonym przez Dave’a Morrisa i Jamie’ego Thomsona. Czytelnik wciela się w jedną z sześciu postaci, dzięki której eksploruj otwarty świat gry i odkrywa jej tajemnice. Wykonując zadania i podejmują przeróżne decyzje, stajemy się kowalem losu bohatera… I to od nas zależy jak skończy się jego historia!
Książki paragrafowe to moje ostatnie odkrycie i z całą pewnością bawię się z nimi świetnie – zwłaszcza, że mogę połączyć w ten sposób moje dwa ulubione hobby w jedno! No i sama świadomość tworzenia WŁASNEJ opowieści na podstawie dokonywanych wyborów i akcji związanych z zestawami cech… Dodaje ekscytacji i radości z prowadzonej fabuły!
Zwłaszcza, że w „Rozdartym królestwie” możemy wybrać swoją fantastyczną profesję i według niej zyskać nowe cechy, które ułatwią nam rozgrywkę… Lub czasami będą przeszkodą w pokonaniu pewnych paragrafów. Zwłaszcza, że czasami ścieżka może prowadzić prosto do wroga lub trudnej decyzji.
Dodatkowo zasady gry są banalnie proste, więc każda osoba – nawet ta próbująca po raz pierwszy swoich sił z grą paragrafową – odnajdzie się w niej bez problemu! Objętościowo książka również nie jest zbyt obszerna, więc na pierwszą grę nada się idealnie. Zaś miłym akcentem są również ilustracje, które pomagają pobudzić wyobraźnię grającego i lepsze wczucie się w rozgrywającą historię.
Jedynym minusem jest struktura książki, gdyż wolałabym do takich tytułów okładkę ze skrzydełkami. Mimo wszystko, czytelnik dość można eksploatuje książkę podczas grania, więc chciałoby się, aby była nieco trwalsza. Aczkolwiek jest to jedyny minus, który dostrzegam przez całą rozgrywkę… Zatem jak widzicie, warto spróbować swoich sił w tej opowieści!
„Fabled Lands: Rozdarte królestwo” to powieść paragrafowa o fantastycznym świecie stworzonym przez Dave’a Morrisa i Jamie’ego Thomsona. Czytelnik wciela się w jedną z sześciu postaci, dzięki której eksploruj otwarty świat gry i odkrywa jej tajemnice. Wykonując zadania i podejmują przeróżne decyzje, stajemy się kowalem losu bohatera… I to od nas zależy jak skończy się jego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-15
Paulina Matyńska zabiera czytelnika na krótką chwilę do Anzy, miasta ksiąg otulonego letnią nocą, do którego przybywa z wyjątkową misją agent nie z tego świata. Historia jest wstępem do Literackiej Agencji Detektywistycznej (LAD) – serii o parze młodych detektywów rozwiązujących sprawy opętań motywami literackimi, ale w tle czai się również dodatkowa, bardziej rozbudowana opowieść – o miłości, magii i literaturze.
LAD „Preludium” jest jednocześnie nowym, niezależnym utworem, jak i wstępem do serii, który idealnie sprawdzi się jako wstęp do opowieści albo kolejny tomik z cyklu – choć osobiście uważam, że lepiej czytać ją później, aby być już nieco wtajemniczonym z historię. Zwłaszcza, że dzięki temu główna linia fabularna zyskuje dodatkowej głębi i dostarcza nam nowych pytań, które z większą rozkoszą odkryjemy sięgając po nowe tomy.
I choć „Preludium” to krótki dodatek, to mimo wszystko przyniesie fanom pierwszego tomu rozrywkę, ekscytację i z pewnością przedstawi coś nowego – zwłaszcza, że skupia się na jednym z głównych bohaterów i jego misji. No i naświetla nieco charakter jego relacji z innymi postaciami.
Uważam, że LAD to bardzo oryginalny pomysł na fabułę plus przedstawiony w formie komiksu… Zatem dwa idealne połączenia tworzące historię, obok której nie można przejść obojętnie! Polecam Wam sięgnąć po nią, jak i samo Preludium, i czekać na premierę drugiego tomu.
Paulina Matyńska zabiera czytelnika na krótką chwilę do Anzy, miasta ksiąg otulonego letnią nocą, do którego przybywa z wyjątkową misją agent nie z tego świata. Historia jest wstępem do Literackiej Agencji Detektywistycznej (LAD) – serii o parze młodych detektywów rozwiązujących sprawy opętań motywami literackimi, ale w tle czai się również dodatkowa, bardziej rozbudowana...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-08-19
Czy wykreowane szczęście może okazać się prawdziwe? Kanai Keito stworzył świat wewnątrz ludzkiego umysłu. Projekt Echo zostaje okrzyknięty nadzwyczajną alternatywą, która pozwala kontynuować życie w zupełnie innej sferze rezygnując z ponurej i trudnej rzeczywistości. Aczkolwiek, czy tak naprawdę jest? I co się stanie, gdy młody geniusz utknie we własnym dziele?
„Projekt Echo” to kolejna książka spod ręki polskiej autorki, która potrafi zaskoczyć czytelnika i poruszyć w nim głęboko ukryte nuty filozoficznej myśli. Historia daje możliwość spojrzenia na ludzką egzystencję oraz naturę moralności związaną ze stworzeniem miejsca pełnego szczęścia, które równa się z utratą doświadczeń z prawdziwego świata. W końcu trzeba zadać sobie pytanie – czy szczęście jest możliwe, gdy pozbędziemy się wspomnień i całego wachlarzu emocji? Czy też może istnienie w niewiedzy jest wybawieniem?
Autorka zaskoczyła mnie swoją kreatywnością i stylem w jaki prowadzi opowieść – historię Keito czyta się płynnie, dynamicznie i z przyjemnością, dzięki zasobowi słownictwa, które posiada Natalia. Byłam zaskoczona lekkością tworzenia zdań oraz wyobrażeń związanych z Echo! Ogólnie uważam, że cały motyw odkrycia duszy ludzkiej, Echo i tego jak wyglądał cały proces związany z projektem było naprawdę intrygujące i pierwszy raz spotkałam się z czymś takim – zwłaszcza, że widzimy tu przeplatającą się fantastykę, sci-fi oraz wątki psychologiczne, które naprawdę bardzo dobrze ze sobą współgrają.
Jeżeli zaś chodzi o postacie, to urzekło mnie to, że nie są do końca idealne. Choć pierwsze wrażenie może wydawać się inne, to z upływem poznawania fabuły i odkrywania kolejnych tajemnic - lub z nadejściem nowym pytań – było można dostrzec rysy na ich idealnych skorupach, a także to jak walczą z własnymi słabościami. Bardzo lubię, gdy bohaterowie są złożeni i wykazują wewnętrzne zagubienie, a później nieco uporządkować swoje życie.
Aczkolwiek mam zastrzeżenie, do braku słowniczka czy też lepszego wytłumaczenia niektórych pojęć. „Projekt Echo” to mimo wszystko wykreowany świat i pojawia się w nim wiele sformułowań, które z biegiem rozdziałów potrafiły mi umykać lub zlewać się w jedno – słowniczek zawarty w książce z pewnością pomógłby w lepszym zrozumieniu lektury! Dodatkowo brakowało mi nieco wydarzeń sprzed wysłania Keito do Echo… Tak żeby lepiej poznać niektóre postacie, ale może kolejne tomy to naprawią!
Mimo to uważam, że jest to naprawdę zaskakująca lektura, która zwraca uwagę na ludzką egzystencję, duszę i pojęcie szczęścia – a osoby lubujące się w tym temacie lub chcące poznać nieco inne spojrzenie na fantastykę powinni się tym tytułem zainteresować.
Czy wykreowane szczęście może okazać się prawdziwe? Kanai Keito stworzył świat wewnątrz ludzkiego umysłu. Projekt Echo zostaje okrzyknięty nadzwyczajną alternatywą, która pozwala kontynuować życie w zupełnie innej sferze rezygnując z ponurej i trudnej rzeczywistości. Aczkolwiek, czy tak naprawdę jest? I co się stanie, gdy młody geniusz utknie we własnym dziele?
„Projekt...
Drugi tom opowieści o Ophelii otwiera się dramatycznymi konsekwencjami Krwawej Trójnocy. Klątwa, zamiast słabnąć, rozprzestrzenia się z przerażającą siłą, pogrążając świat w coraz głębszym chaosie. Krwiste niebo, czerwone wody i wszechobecna, niszcząca magia tworzą atmosferę ciągłego zagrożenia. W tak mrocznej scenerii drogi bohaterów ponownie się krzyżują, a ich losy oplata opowieść pełna emocji, napięcia i niepewności.
Dagan, który zdołał uciec z niewoli, zmaga się z ciężarem zdrady oraz poczuciem winy. Jego wewnętrzne rozdarcie między obowiązkiem wobec królestwa a uczuciem do Ophelii staje się jednym z najważniejszych elementów tej części historii. Dzięki temu jego wątek zyskuje głębię i pokazuje, jak wiele już poświęcił i jak wiele może jeszcze stracić. Ophelia natomiast doświadcza rzeczy, które przeczą wszelkim zasadom. Jej ciało zmienia się w sposób, którego sama nie rozumie, a Głos, dotąd niezawodny przewodnik, nagle milknie. Dziewczyna pozostaje sama z narastającymi pytaniami, lękami i tajemnicami, które stają się ciężarem niełatwym do udźwignięcia. To tworzy interesujący, choć momentami trudny w odbiorze portret wewnętrznego zagubienia.
Pierwszy tom był obiecującym wstępem. Oryginalność świata, ciekawy pomysł na klątwę i dynamiczne wydarzenia sprawiły, że trudno było się od niego oderwać. Druga część kontynuuje tę historię, jednak moje wrażenia są bardziej złożone i mieszane. Książka skupia się mocno na emocjach Ophelii, jej psychice oraz relacjach, które tworzy podczas podróży z nieoczekiwanymi towarzyszami. Autorka wyraźnie stawia na introspekcję i stopniowe odkrywanie motywacji bohaterów. Muszę też przyznać, że sam koncept świata, klątwy oraz stopniowe odsłanianie szerszego planu naprawdę mi się podoba. Widać, że Monika Grabowska od początku ma konkretną wizję, a jej pomysły są przemyślane. Styl pisania również zasługuje na pochwałę, gdyż jest lekki, płynny i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu mimo objętości książkę czyta się dobrze.
Pewne zastrzeżenia budzi jednak prowadzenie fabuły i decyzje związane z bohaterami. Powtarzające się przemyślenia Ophelii, choć na początku wzbudzały zainteresowanie, z czasem stawały się męczące. Jak na bohaterkę, która wiele przeszła, jej szybka utrata czujności w kilku momentach wydawała mi się zbyt nagła, natomiast w innych sytuacjach była tak nieugięta, że nie starczyło przestrzeni, by naturalnie rozwinąć relację, która od początku miała być romantyczna. Nadal mam wrażenie, że uczucie między Daganem a Ophelią nie do końca mnie przekonuje, choć możliwe, że to kwestia mojej osobistej interpretacji... I lekkiego zwątpienia.
Fabuła, która początkowo trzymała w napięciu, w dalszej części zwalnia i skupia się głównie na wędrówce, rozmowach i moralnych rozterkach. Zakończenie przynosi kilka ciekawych zwrotów, jednak wyczuwałam w nim powtórzenie pewnych rozwiązań z pierwszego tomu. Nie jestem pewna, czy ten zabieg mi odpowiada, ale wciąż jestem zainteresowana tym, jak autorka zamknie całą historię i w jakim kierunku popchnie bohaterów.
Podsumowując, drugi tom rozwija świat i bohaterów, ma świetną atmosferę i ciekawy koncept, choć momentami traci tempo i powiela sprawdzone schematy. Mimo to z przyjemnością sięgnę po kolejną część, bo nadal wierzę, że ta opowieść może przynieść jeszcze wiele zaskoczeń.
Drugi tom opowieści o Ophelii otwiera się dramatycznymi konsekwencjami Krwawej Trójnocy. Klątwa, zamiast słabnąć, rozprzestrzenia się z przerażającą siłą, pogrążając świat w coraz głębszym chaosie. Krwiste niebo, czerwone wody i wszechobecna, niszcząca magia tworzą atmosferę ciągłego zagrożenia. W tak mrocznej scenerii drogi bohaterów ponownie się krzyżują, a ich losy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to