-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać126 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2
Biblioteczka
Solidny kawał romansu przygodowego (także dosłownie – bo to ponad 500 stron), którego przeczytania nie trzeba się wstydzić. Treść lekka i przyjemna, a jednocześnie pisana barwnym, bogatym językiem. Każda z postaci – od głównych bohaterów aż po pokojówki – ma wyrazisty charakter i odróżniający się od pozostałych styl wypowiedzi. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, a jednocześnie na przyzwoitym poziomie, polecam. To nie jest kolejna książka, gdzie autorka upodobała sobie jakiś jeden zwrot i na okrągło go powtarza, jak w paru, tfu, bestsellerach z ostatnich lat. Romans, jak to romans, w jakimś stopniu ma oczywiście przewidywalną akcję, ale losy „rudej szelmy” Dre i dumnego kapitana Haldane’a śledzi się z przyjemnością.
Solidny kawał romansu przygodowego (także dosłownie – bo to ponad 500 stron), którego przeczytania nie trzeba się wstydzić. Treść lekka i przyjemna, a jednocześnie pisana barwnym, bogatym językiem. Każda z postaci – od głównych bohaterów aż po pokojówki – ma wyrazisty charakter i odróżniający się od pozostałych styl wypowiedzi. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, a...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawe spojrzenie na stereotyp (a zarazem model wychowania) tzw. "prawdziwego mężczyzny". Od chłopców niezmiennie wymaga się wykazywania określonych cech, nie tylko charakteru, ale nawet wyglądu. Chłopiec nie może "płakać jak baba" czy nosić "pedalskich" ciuchów. Jeśli nie wpoi mu tych cech własny ojciec, z pewnością szybko "naprostują" go koledzy. I tak, z pokolenia na pokolenie, społeczną akceptacją nagradzane jest nader często zachowanie troglodyty, a wrażliwość i oryginalność - piętnowane. Czy można wyrwać się z tego zaklętego kręgu? Autor na własnym przykładzie pokazuje, że tak. Choć książka poświęcona jest głównie tematyce związanej z wychowaniem i oczekiwaniami odnośnie chłopców, jak najbardziej polecam również paniom. Pewne prawdy są bowiem uniwersalne - choćby ta, że nie można żyć tylko po to, by na okrągło ubiegać się o akceptację wszystkich wokół, lecz każdy z nas ma prawo budować własne szczęście po swojemu.
Bardzo ciekawe spojrzenie na stereotyp (a zarazem model wychowania) tzw. "prawdziwego mężczyzny". Od chłopców niezmiennie wymaga się wykazywania określonych cech, nie tylko charakteru, ale nawet wyglądu. Chłopiec nie może "płakać jak baba" czy nosić "pedalskich" ciuchów. Jeśli nie wpoi mu tych cech własny ojciec, z pewnością szybko "naprostują" go koledzy. I tak, z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Autor „Niedźwiedziego sadła“ dokonał moim zdaniem rzeczy niezwykłej, oderwał bowiem temat Syberii i zesłanych tam Polaków od klimatów martyrologicznych. Rejon ten nie jest wszak bezludną lodową pustynią, a nasi rodacy trafiali nie tylko do łagrów, ale i do syberyjskich osad zamieszkałych przez miejscowych. I choć dokuczała tęsknota za ojczyzną i surowe warunki, trzeba było jakoś się przystosować. Zesłańcy powoli się zagospodarowywali, wtapiali w otoczenie. I tak jak wszędzie tam, gdzie egzystuje ludzka społeczność, czasem zwykła codzienność zostaje zakłócona przez jakieś niezwykłe wydarzenie.
Pewnego dnia przepada bez wieści córka miejscowego sekretarza partii, dwunastoletnia Lena Skorajewa. Podejrzenia padają na kapitana Mordaczowa – i tu brawa dla autora za stworzenie imponująco udanego bohatera negatywnego. Mordaczow to opój i tak parszywa kanalia, że nienawidzą go nawet współpracownicy z NKWD. Ma jednak jakieś tajemnicze i niewątpliwie mocne „plecy“, które pozwalają mu niewygodne dla siebie osoby jednym kiwnięciem palca zesłać do łagru. Jest to postać tak obrzydliwa, że przez całą książkę towarzyszy nam nadzieja, że ktoś wreszcie dobierze mu się do skóry. Niestety, wciąż wydaje się nie do ruszenia. Do czasu…
I więcej nie da się powiedzieć, by nie zdradzić zbyt wiele z fabuły. Dodam tylko, że autor sam mając sybiraków w rodzinie, dysponował rzetelnymi informacjami na temat warunków zarówno transportu na Syberię, jak i życia w tamtym rejonie, a losy niektórych postaci książki bazują na autentycznych przeżyciach zesłańców.
Autor „Niedźwiedziego sadła“ dokonał moim zdaniem rzeczy niezwykłej, oderwał bowiem temat Syberii i zesłanych tam Polaków od klimatów martyrologicznych. Rejon ten nie jest wszak bezludną lodową pustynią, a nasi rodacy trafiali nie tylko do łagrów, ale i do syberyjskich osad zamieszkałych przez miejscowych. I choć dokuczała tęsknota za ojczyzną i surowe warunki, trzeba było...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2020-05-07
Ponad dwieście stron tej książki dałoby się streścić w dwóch punktach:
- każdy człowiek mniej lub bardziej świadomie będzie dążył do realizacji swoich interesów
- żeby odczytać intencje drugiej osoby, musisz "wejść w jej skórę" i spojrzeć na problem jej oczami.
Reszta to truizmy w stylu "jeśli szef nie pamięta twojego imienia, nie zaprasza cię na ważne spotkania i ma w nosie twoje pomysły, to raczej nie licz na awans".
Konkretów niewiele i utopione w fabularnej opowieści "jak agent FBI urabiał swoich informatorów", znów pełnej oczywistości: jak cierpliwie wysłuchasz zwierzeń drugiego człowieka i jeszcze wyświadczysz mu przysługę, to będzie chętnie współpracował.
Jeśli wiec interesuje was temat "jak wpływać na ludzi / jak nie dać się zmanipulować", sięgnijcie raczej do książek Cialdiniego czy Kahnemana, którzy potrafią przedstawić zagadnienie w sposób konkretny, a jednocześnie wciągający, nie lejąc wody przez dziesiątki stron.
Ponad dwieście stron tej książki dałoby się streścić w dwóch punktach:
- każdy człowiek mniej lub bardziej świadomie będzie dążył do realizacji swoich interesów
- żeby odczytać intencje drugiej osoby, musisz "wejść w jej skórę" i spojrzeć na problem jej oczami.
Reszta to truizmy w stylu "jeśli szef nie pamięta twojego imienia, nie zaprasza cię na ważne spotkania i ma w...
Czytam kolejne części cyklu o Chyłce siłą rozpędu, a i nie odmówię autorowi sposobu pisania, który potrafi skutecznie wciągnąć. Stopień bzdurności fabuły jest jednak na poziomie wyprawy Chyłki w Himalaje. Logika, jak już nie pierwszy raz u Mroza, poszła się bujać.
Coś do analizy dla wnikliwych czytelników (trochę gmatwam, żeby spojlera nie było): pamiętacie zakończenie poprzedniego tomu, gdzie Langer składa Zordonowi czekającemu na Chyłkę pewną propozycję? O jej charakterze dowiadujemy się na samym początku "Wyroku". Tylko skąd Langer był tak świetnie rozeznany w całej sytuacji i dlaczego zaoferował swoją pomoc w momencie, kiedy żadne z głównych bohaterów jeszcze w ogóle nie wiedziało, że tego rodzaju przysługa byłaby im potrzebna? Jakim sposobem dwójce doświadczonych prawników nie wydało się to wszystko podejrzane i dali się wrobić w intrygę o stopniu skomplikowania kierowanego do emerytów pokazu cudownego urządzenia leczącego cukrzycę, astmę i reumatyzm jednocześnie?
Aż strach pomyśleć, ile bubli logicznych bym wyłowiła czytając wnikliwie, a nie na odwal..
Czytam kolejne części cyklu o Chyłce siłą rozpędu, a i nie odmówię autorowi sposobu pisania, który potrafi skutecznie wciągnąć. Stopień bzdurności fabuły jest jednak na poziomie wyprawy Chyłki w Himalaje. Logika, jak już nie pierwszy raz u Mroza, poszła się bujać.
Coś do analizy dla wnikliwych czytelników (trochę gmatwam, żeby spojlera nie było): pamiętacie zakończenie...
Tytuł i streszczenie zapowiadały kryminał na wesoło a la Joanna Chmielewska. Główna bohaterka to ledwie wiążąca koniec z końcem emerytka, z nieodłącznym wózeczkiem na zakupy polująca na wszystkie promocje z gazetek, a jednocześnie, nie da się ukryć, typ popeerelowskiego roszczeniowego babsztyla. Pomysł fajny, ale sposób wykonania beznadziejny. Postać grubo ciosana, wykreowana do bólu banalnie i stereotypowo; w efekcie nie jest zabawna, a raczej irytująca. Książka zmęczyła mnie po kilkunastu stronach, nie dobrnęłam do końca.
Tytuł i streszczenie zapowiadały kryminał na wesoło a la Joanna Chmielewska. Główna bohaterka to ledwie wiążąca koniec z końcem emerytka, z nieodłącznym wózeczkiem na zakupy polująca na wszystkie promocje z gazetek, a jednocześnie, nie da się ukryć, typ popeerelowskiego roszczeniowego babsztyla. Pomysł fajny, ale sposób wykonania beznadziejny. Postać grubo ciosana,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOryginalny pomysł - w literaturze żywe trupy zwykle są krwiożerczymi, bezmyślnymi potworami. W tej książce to inteligentne istoty, które z pełną świadomością wybrały tę formę istnienia, by uzyskać swego rodzaju nieśmiertelność. Jest to pozycja z ogromną dawką czarnego humoru - otrucie kolegi z akademii uchodzi za znakomity żart, a wydłubanie mu oka za drobną niedogodność ("wstawi sobie nowe"). Jeśli lubicie powieści, gdzie odpadające części ciała ścielą się gęsto, polecam. Cena książki drukowanej istotnie spora, ale ebook jak za darmo, szczególnie biorąc pod uwagę, że fizycznie to prawie 500-stronicowe tomiszcze.
Oryginalny pomysł - w literaturze żywe trupy zwykle są krwiożerczymi, bezmyślnymi potworami. W tej książce to inteligentne istoty, które z pełną świadomością wybrały tę formę istnienia, by uzyskać swego rodzaju nieśmiertelność. Jest to pozycja z ogromną dawką czarnego humoru - otrucie kolegi z akademii uchodzi za znakomity żart, a wydłubanie mu oka za drobną niedogodność...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Książka potwornie archaiczna, i to chyba nawet jak na czasy, w których powstała (1959). Dzieci w wieku szkolnym nie informuje się o ciąży i porodzie matki, ukrywając nawet jej pobyt w szpitalu ("za kilka dni wróci z niespodzianką", uspokaja ojciec rodzeństwo przerażone nagłym zniknięcie mamy z domu). Ojciec i syn pozbawieni "kobiecej ręki" to dwie niedołęgi, które nie wiedzą, gdzie w ich własnym domu leży pieczywo, a konieczność zmywania uświadamiają sobie dopiero po zastawieniu całej kuchni brudnymi garami.
I co najgorsze, opowieść trąci nieznośnym smrodem dydaktycznym - pokazuje cudowną przemianę tytułowej Kasi z zarozumiałej egoistki w miłą i grzeczną dziewczynkę. Ani jednak słowa o tym, że Kasia jest "zła" z powodu niezliczonych, a elementarnych błędów wychowawczych dorosłych. Przykładowo, trudno oczekiwać empatii od dziecka, które, uwaga, jest przez dziadka chwalone za przedrzeźnianie sepleniącej koleżanki - bo tak ją świetnie udaje, jak jakaś aktorka!
Ubolewam, że ten pedagogicznie niestrawny gniot nadal jest lekturą w szkole podstawowej.
Książka potwornie archaiczna, i to chyba nawet jak na czasy, w których powstała (1959). Dzieci w wieku szkolnym nie informuje się o ciąży i porodzie matki, ukrywając nawet jej pobyt w szpitalu ("za kilka dni wróci z niespodzianką", uspokaja ojciec rodzeństwo przerażone nagłym zniknięcie mamy z domu). Ojciec i syn pozbawieni "kobiecej ręki" to dwie niedołęgi, które nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Bardzo ciekawa pozycja, którą można by nazwać "podróżniczą", gdyby nie specyficzne okoliczności, w jakich powstała. Autor brał udział w kilku misjach pokojowych ONZ oraz operacjach stabilizacyjnych w ramach NATO. Wolne chwile zazwyczaj wykorzystywał, by bliżej poznać kraje, do których rzuciły go obowiązki służbowe. Ze smutkiem zauważa, że miejsca niegdyś masowo odwiedzane przez turystów i tętniące życiem, na skutek toczących się w okolicy konfliktów zbrojnych opustoszały. On sam, mimo że wykonywał "tylko" prace administracyjne w teoretycznie bezpiecznym obozie, kilka razy otarł się o śmierć.
Poza opisami wielu fascynujących miejsc, znajdziemy w tej książce także opowieści o poznanych przez autora ludziach bezpośrednio dotkniętych okrucieństwem wojny i wiele pięknych, ciepłych, osobistych zwierzeń - o tęsknocie za rodziną, za krajem.
Bardzo ciekawa pozycja, którą można by nazwać "podróżniczą", gdyby nie specyficzne okoliczności, w jakich powstała. Autor brał udział w kilku misjach pokojowych ONZ oraz operacjach stabilizacyjnych w ramach NATO. Wolne chwile zazwyczaj wykorzystywał, by bliżej poznać kraje, do których rzuciły go obowiązki służbowe. Ze smutkiem zauważa, że miejsca niegdyś masowo odwiedzane...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajgorsza książka o majsterkowaniu z dzieckiem, jaką w życiu widziałam. Prezentowane prace wymagają wykonania czynności kłopotliwych nawet dla dorosłego, jak oddzielenie gwintu od żarówki (można się pokaleczyć pokruszonym szkłem), wiercenie w szkle czy rozgrzewanie w piekarniku płyty winylowej (sam autor radośnie informuje: "dobrze jest otworzyć okno, gdyż płyta uwalnia wówczas szkodliwe lotne substancje"). Wykonywanie domowym sposobem lakieru do drewna poprzez rozpuszczenie styropianu w rozpuszczalniku to też toksyczny absurd - w marketach budowlanych dostępne są przecież lakiery wodorozcieńczalne. Elektroniczna "gra w statki" w postaci deski najeżonej gwoździami stanowi kolejne kuriozum. Zdecydowanie nie polecam.
Najgorsza książka o majsterkowaniu z dzieckiem, jaką w życiu widziałam. Prezentowane prace wymagają wykonania czynności kłopotliwych nawet dla dorosłego, jak oddzielenie gwintu od żarówki (można się pokaleczyć pokruszonym szkłem), wiercenie w szkle czy rozgrzewanie w piekarniku płyty winylowej (sam autor radośnie informuje: "dobrze jest otworzyć okno, gdyż płyta uwalnia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo oryginalny pomysł na książkę SF - autor umieścił akcję wśród stworzeń podwodnych. Może za mało znam świat fantastyki, ale nie kojarzę niczego podobnego. Polecam wszystkim, którym przejedli się już kosmici, a także wszelkie krasnoludy i trolle.
Bardzo oryginalny pomysł na książkę SF - autor umieścił akcję wśród stworzeń podwodnych. Może za mało znam świat fantastyki, ale nie kojarzę niczego podobnego. Polecam wszystkim, którym przejedli się już kosmici, a także wszelkie krasnoludy i trolle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Książka z gatunku "balsam dla duszy". Stary, przytulny dom, otoczony kojącą przyrodą. I poszukiwanie tego, co w nas najważniejsze, z dala od miejskiego zgiełku i wiecznego pędu nie wiadomo za czym.
Książka z gatunku "balsam dla duszy". Stary, przytulny dom, otoczony kojącą przyrodą. I poszukiwanie tego, co w nas najważniejsze, z dala od miejskiego zgiełku i wiecznego pędu nie wiadomo za czym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to