Dziennik badania MRI

krosciucha
09.01.2020

Pewnie znalazłoby się wiele osób, które chciałyby się dowiedzieć, o czym myślą zwierzęta. Co poniektórzy oddaliby nerkę, aby móc porozmawiać ze swoim ukochanym pupilem. Gregory Berns nie musiał uciekać się do tak drastycznych środków, aby wniknąć w umysł zwierzęcia – posłużył się do tego skanami MRI i ich dokładną analizą. Co z tego wynika? Ano… wbrew pozorom nic specjalnego.

Nie miałam wielkich oczekiwań względem tej pozycji, więc nie mogę powiedzieć, żebym była nią straszliwie zawiedziona. „Co myśli i czuje pies” to w zasadzie czasem mniej, a czasem przesadnie dokładny opis badań MRI mózgów różnych gatunków zwierząt. O ile oczywiście rozumiem, że w każdej książce popularnonaukowej – to wynika z samej jej idei przybliżania i tłumaczenia nauki masom – musi pojawić się wykład o podstawach podstaw (tutaj w kuriozalnym rozdziale o tym, do czego potrzebny nam mózg – lekka przesada, nie sądzę aby ktokolwiek wątpił w jego użyteczność), to nijak nie potrafię zrozumieć, dlaczego autor skupia się na opisywaniu samego badania – łącznie z tekstami o przyciskaniu odpowiednich przycisków na maszynie czy męczeniu się z ustawieniami oprogramowania – a nie na jego wynikach. W końcu sam tytuł pozycji sugeruje, że będziemy mieć do czynienia raczej z wglądem w umysł psa, a nie rozbieraniem na drobne procedury skanowania MRI.

Nie jest oczywiście tak źle, jak mogłoby się z powyższego opisu wydawać. Berns pisze prostym językiem i choć czasami niemiłosiernie przynudza (ile można czytać o szkoleniu psów do badania?), to jednak tu i tam pojawiają się intrygujące informacje. Niestety autor ma problem z nadawaniem faktom odpowiedniej perspektywy. Chyba mniej istotne jest to, że skany stuletnich mózgów nie wychodzą najlepiej, od sprostowania mylnych przekonań o wilkach workowatych. A nad tą pierwszą kwestią Berns się strasznie rozpisuje. I choć naprawdę dołująca i fascynująca zarazem jest opowieść o historii wymordowania wilków workowatych i podróży do Australii, a także wspaniale czytać o badaniach mózgów lwów morskich, to jednak wszystko to przekreśla smutna konstatacja: w książce o psach nawet nie udaje się nam dowiedzieć, czy pies woli właściciela, czy jedzenie. Wiadomo, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale chciałoby się jednak, aby autor wyłuszczył wszystkie niuanse tego zagadnienia.

„Co myśli i czuje pies” może być tak naprawdę popłuczynami po nowatorskich, to prawda, badaniach Bernsa. Rozumiem, że zachwycony swoim naprawdę rewelacyjnym osiągnięciem – wyszkoleniem psów do trudnych badań – napisał coś à la pamiętnik z trudów badacza, w którym opis wykładania mózgów z formaliny zdaje się mieć równą wagę, jak amnezyjne zakażenie małżami powodujące napady padaczkowe u lwów morskich. A jednak nie jest przyjemna świadomość, że aby dowiedzieć się, o czym myśli nasz kudłaty przyjaciel, trzeba było jednak złapać się za inną pozycję Bernsa: „Jak kochają nas psy”.

Książka wydana jest bez szału – taki sobie papier, trochę czarno-białych zdjęć (głównie, oczywiście, mózgów i psów), miękka okładka. Nie jest długa, nie jest też specjalnie wciągająca. Ot, taka sobie książeczka, wydana zapewne na obecnej fali zainteresowania umysłami zwierząt. Moda przemija, to i podobne do niej pozycje odejdą w niepamięć. Czytanie jej nie jest kompletną stratą czasu, ale też przyznajmy szczerze, że jest multum o wiele ciekawszych książek o tej tematyce.

Więc jeśli ktoś marzy o dowiedzeniu się, ile trwa obróbka skanów MRI albo jakie problemy stwarzają cewki gradientowe, to jest to pozycja w sam raz dla niego! Ci, których jednak bardziej interesuje zagadka umysłu zwierząt, powinni raczej udać się w inne rejony i znaleźć dla siebie lepsze czytadła (np. trudną, bo bardzo naukową książkę Griffina „Umysły zwierząt”, no a już zwłaszcza genialne dzieła Karstena Brensinga czy „Umysł kruka” Heinricha) albo obniżyć swoje oczekiwania. Berns nie jest najlepszym pomysłem na rozpoczęcie przygód z książkami popularnonaukowymi. Ale z drugiej strony nie jest też najgorszym. W końcu dzięki niemu pozostaje ze mną ta świadomość, że pies może nie rozumie idei rzeczowników, ale stanowcze „Zostaw parówkę!” spokojnie przyjmie do wiadomości. To pozwala ocalić przynajmniej kawałek obiadu…

Agata Majchrowicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd