Reklama

Piosenka o Polsce

Zicocu
06.11.2019

Nie będę ukrywał, drodzy Państwo: nie słucham disco polo. Więcej – jestem ofiarą klasycznych klasowych uprzedzeń, które pojawiają się w każdej dyskusji o tym trudnym, z punktu widzenia krytyki, gatunku. Nie będę jednak ukrywał także tego, że jestem dzieckiem „Disco Relax”, a moja dzisiejsza niechęć to swego rodzaju resentyment zrodzony z walki o wytworzenie takiego a nie innego gustu. Dodając ten niekryjący niczego ekshibicjonizm do dobrych wspomnień z lektury „Duchologii polskiej” sprzed trzech lat, która wydaje się symbolicznym poprzednikiem „Polskiego bajeru”, doszedłem do wniosku, że muszę się z pracą Moniki Borys zapoznać.

Jako wzorcowe dziecko lat dziewięćdziesiątych czuję się w pełni uprawniony do wypowiadania się na temat disco polo, bo bez przerwy przygrywało ono mojemu pacholęctwu (na zmianę z tak zwanymi starymi przebojami). Tym, którzy niezbyt temat kojarzą, spieszę wyjaśnić – problemy związane z tym gatunkiem można wymieniać godzinami. Najpoważniejszym jest to, że od zawsze obrażały się na niego nie tylko kręgi inteligenckie, ale także wszyscy do nich aspirujący: teoretycznie ze względu na jego niskie wartości literackie i muzyczne, w praktyce, jak często wytykają im oponenci, przede wszystkim z racji powszechnego ich uwielbienia ze strony mas. Monika Borys doszła do wniosku, że ze względu na jego powszechność i doniosłą rolę w kształtowaniu się współczesnej Polski warto zjawisko odczarować.

W „Eseju w mrocznych czasach” Jonathan Franzen przypomina dwa klasyczne sposoby klasyfikowania rzeczy: „jedno wynika z drugiego” oraz „podobne z podobnymi”. Monika Borys ewidentnie stawia w „Polskim bajerze” na ten drugi sposób, dzieląc tematy związane z disco polo na poszczególne rozdziały, poświęcone na przykład erotyce, egzotyce czy genealogii tego gatunku. Podziw budzi liczba srok łapanych za ogon – wydaje się, że nie ma elementu rzeczywistości, który nie zostałby przez badaczkę zaliczony. Mowa nie tylko o tych najbardziej oczywistych, jak skupienie disco polo na konsumpcjonizmie, zachłyśnięcie Zachodem czy rzewna, tęskna miłość, ale także związek artystów czy producentów z polityką i mafią. Warto dodać, że, zgodnie z deklaracjami, Borys rzeczywiście podchodzi do opisywanego zjawiska bez najmniejszych uprzedzeń – zwykle dokonuje uczciwej (choć raczej pobieżnej) analizy, co przecież nie zawsze jest łatwe. Dlaczego? Ano dlatego, że autorka musi rozważać teksty pełne wstawek typu „łohohoho” czy „tralalala”, a ich tematyka – wbrew różnorodności sfer życia, których dotknęła ta muzyka – jest wybitnie jednorodna. Podsumowując najkrócej jak się da: „Polski bajer” to, tak jak obiecuje blurb, książka o disco polo bez uprzedzeń.

Ogrom disco polo i aspiracje Borys do tego, żeby ten ogrom w jakiekolwiek ramy ubrać, powodują pewne problemy. Książka z całą pewnością nie wyczerpuje tematu. Ba, często pobudza apetyt, którego z całą pewnością nie jest w stanie zaspokoić. Autorka pewnie czuje się w tematach literackich, gdy analizuje teksty, ale takich fragmentów w „Polskim bajerze” nie ma szczególnie dużo. To samo właściwie można powiedzieć o rozdziałach na temat genealogii disco polo – odrobinę historii można tu znaleźć, lecz raczej w formie kolejnych ciekawostek, niewyczerpującej, krytycznej analizy. Tematyczne bogactwo tej pracy niestety nie znajduje odbicia w rozwinięciach poszczególnych tematów – to raczej poszerzony przegląd niż autentyczna dekonstrukcja.

„Polski bajer” to książka bardzo interesująca. Czy odczarowuje disco polo? Cóż, to byłoby bardzo odważne stwierdzenie – praca jest krótka, a zjawisko olbrzymie. Z tego jednak względu warto o nim pisać i mam nadzieję, że jaskółka Moniki Borys uczyni wiosnę, która pomoże nam wszystkim zrozumieć lepiej nawet mniej szanowane przejawy polskiej kultury.

Bartek Szczyżański

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd