Kości księżyca

Okładka książki Kości księżyca
Jonathan Carroll Wydawnictwo: Rebis Seria: Salamandra literatura piękna
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salamandra
Tytuł oryginału:
Bones of the moon
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
8371206836
Tłumacz:
Zbigniew Batko

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kości księżyca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kości księżyca

Średnia ocen
6,9 / 10
1423 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1447
782

Na półkach: , , , , ,

Kontynuuję przypominanie sobie wczesnej (genialnej) twórczości Jonathana Carolla.

"Kości księżyca" po wielu latach, wciąż zachwycają. Początek to petarda. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, wszak wiadomo, że autor jest mistrzem pierwszego zdania.

Książka choć króciutka to bardzo treściwa. Fabuła biegnie dwutorowo. Wątek realny, obyczajowy doskonały. Świetnie wypada też część magiczna z jej senną krainą. Oba wątki dobrze się uzupełniają a pod koniec splatają się wprost idealnie.

"Kości księżyca" nie byłyby tak wspaniałą powieścią gdyby napisał ją ktoś inny. Pomysł na fabułę to jedno ale Jonathan Carroll ma tak niepowtarzalny, subtelny i przejmujący styl, że wznosi literaturę na poziom nieosiągalny dla większości.

Mogę tylko powiedzieć, że zżera mnie zazdrość. Chciałbym potrafić tak pisać.

Zdecydowanie polecam :)

Kontynuuję przypominanie sobie wczesnej (genialnej) twórczości Jonathana Carolla.

"Kości księżyca" po wielu latach, wciąż zachwycają. Początek to petarda. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, wszak wiadomo, że autor jest mistrzem pierwszego zdania.

Książka choć króciutka to bardzo treściwa. Fabuła biegnie dwutorowo. Wątek realny, obyczajowy doskonały. Świetnie wypada też...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3150 użytkowników ma tytuł Kości księżyca na półkach głównych
  • 2 510
  • 627
  • 13
589 użytkowników ma tytuł Kości księżyca na półkach dodatkowych
  • 424
  • 102
  • 18
  • 16
  • 12
  • 9
  • 8

Inne książki autora

Jonathan Carroll
Jonathan Carroll
Przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej, wychowywał się w środowisku artystycznym. Obecnie mieszka w Wiedniu. Świat jego książek jest niby realistyczny, ale pojawiają się w nim osoby z zaświatów, elementy magii. Jego pierwsza powieść "Kraina Chichów" ukazała się dopiero po rekomendacji Stanisława Lema w 1980 r. Pisarz od kilku lat cieszy się niezwykłą popularnością w Polsce, i to właśnie tu w pierwszej kolejności wydaje swoje książki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kolekcjoner John Fowles
Kolekcjoner
John Fowles
John Fowles bardzo szybko wciągnął mnie w wykreowany przez siebie świat. Bardzo wiarygodnie pod względem psychologicznym ukazana natura socjopaty, jego motywy oraz metodyka działania sprawiły, że losy głównego bohatera, a w zasadzie dwójki bohaterów opowieści śledzi się z zainteresowaniem. Powolne tempo akcji działa w tej historii na korzyść, bowiem Fowles buduje napięcie nie poprzez dynamiczne zwroty akcji, ale poprzez rozbudowę portretu psychologicznego oprawcy i ofiary. Również ukazanie historii z perspektywy dwóch postaci potrafi z narracją zdziałać cuda. Niestety jednak - nie w tym konkretnym przypadku. Historia zaprezentowana oczami Mirandy bardzo szybko staje się nużąca, sama postać bowiem okazuje się mało interesująca, miejscami odpychająca, a znaczna część książki zaczyna sprawiać wrażenie nazbyt sztucznie wydłużonej. Koncentrując się na aspektach związanych ze sztuką oraz wewnętrznych przemyśleniach ofiary, Fowles pokazuje nam Mirandę, jako kobietę, co do której ciężko poczuć jakąkolwiek sympatię. Ten element książki to również ogromny spadek w dynamice całej historii oraz relacji dwojga bohaterów. Przeżywanie ponownie tych samych wydarzeń zaczyna zwyczajnie nudzić. Sytuację ratuje trochę zakończenie, które w moim osobistym odczuciu jest nie tylko satysfakcjonujące, ale też mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. Finalnie czasu spędzonego z książką nie żałuję, ale spodziewałem się chyba większego efektu 'wow'.
egocentryk - awatar egocentryk
ocenił na 6 3 miesiące temu
Mantissa John Fowles
Mantissa
John Fowles
Ani czytelnikom, ani krytykom ta książka nie przypadła do gustu. Nie sposób się temu dziwić, jeśli zauważymy, że autor nie pisał jej dla publiczności, lecz dla siebie. Był znany i uznany, wiedział, że wydadzą mu, cokolwiek napisze. No to stworzył dialog z samym sobą - to oczywiście moja prywatna opinia, nie stwierdzony fakt. Najczęstszym zarzutem jest pornograficzność, co jest prawdą, ale tylko w odniesieniu do części tekstu. Czytam to jako rozprawę pisarza z własnymi fantazjami seksualnymi, spełnionymi czy nie, jako próbę zrozumienia swojego libido, zrozumienia siebie na poziomie ciała i emocji podstawowych, płynących z ciała właśnie. Odnoszenie tej warstwy znaczeniowej do twórczości literackiej, jego własnej czy literatury w ogóle, może być tylko kamuflażem, bo koniec końców niewiele z tego wynika. Utarczki słowne (i nie tylko) wypełniające powieść są, a raczej miały być, metatekstem o twórczym pisaniu. No i tak jest, do pewnego stopnia, jednak i tutaj Fowles tłumaczy się przed sobą ze swoich doświadczeń małżeńskich i, szerzej, z relacji z kobietami, ze swoich błędów, frustracji, z nieporozumień, z egoizmu (z obu stron) i całej reszty splątanych uczuć nierozerwalnie związanych z miłością. Czy nam, czytelnikom, coś to daje? Obawiam się, że niewiele. Zaletą Mantissy (czyli dygresji, już sam tytuł sugeruje, że czytamy co innego niż czytamy) jest oferowana nam możliwość samodzielnego odkrywania, w których miejscach autor jest pisarzem piszącym o pisaniu, a w których pacjentem na kozetce u terapeuty, którym uczynił ciebie, czytelniku.
Mario - awatar Mario
ocenił na 6 1 rok temu
Siostra Małgorzata Saramonowicz
Siostra
Małgorzata Saramonowicz
Postmodernistyczna książka o antynatalizmie lub aborcji. A może o czymś innym? Główna bohaterka (Maria) zapada w śpiączkę, po zajściu w ciąże, i nikt nie wie czemu. Wątek detektywistyczny jej męża Jakuba wokół śpiączki stanowi rdzeń fabuły. Jednak tajemnica nie jest zbyt głęboka i szybko książka staje się przewidywalna w nie do końca przyjemny sposób. Narrator kombinuje, męcząc i przeciągając tę tajemnicę już gdzieś od połowy książki. Mimo jej długości (174 strony), tempu przydałaby się poprawa lub samej książce odchudzenie. Motyw detektywistyczny będący głównym wątkiem nie jest zatem najlepszy, ale bardzo ciekawe jest to, co się za nim kryje – horror lub thriller psychologiczny. Horror przypominający czasem prozę Kinga, a także niewyobrażalną grozę Przedwiecznych Lovecrafta. Przedwieczni Saramanowicz przejawiają jednak bardziej bibilijne lub freudowskie cechy i pozostaje pytanie, czy mieli być tajemnicą. Sama okładka (lub strona tytułowa) potrafi zaspoilerować, kim są. A jednak w samym tekście prawda jest odkrywana powoli. Wykreowany świat, albo jego metaforyczność jest tym, co jest właśnie najciekawsze, godne refleksji i przede wszystkim – niepokoju. Jest tak, ponieważ poza niezbyt dobrym wątkiem detektywistycznym, postacie są bardzo płaskie i stereotypowe. Służą przede wszystkim pchaniu fabuły mniej lub bardziej nieudolnie. Mąż (Jakub), choć potrafi być zabawny przez swoje filozoficzne podejście, ostatecznie jest antypatyczny. Ma on swoje momenty akcji, co może zachęcać nas do nieco cieplejszego podejścia (czasem wręcz przeciwnie), ale niestety dominuje u niego przede wszystkim bezmyślność. Poza nim obserwujemy świat jeszcze z dwu innych perspektyw, które są pozornie omnipotentne: Przedwiecznych Saramanowicz i Marii, żony Jakuba, która zapadła w śpiączkę. Gdy Jakub stara się mniej lub bardziej odkryć tajemnicę, Przedwieczni i Maria monologują do siebie. Robią to w bardzo metafizyczny i niejasny sposób, co jest ich siłą. Aż do momentu, gdy Przedwieczni stają się narzędziem czystej ekspozycji. Mam co do tego mieszane odczucia. Działają tutaj jak deus ex machina. I to nie dla Marii albo Jakuba, a dla nas – czytelnika. Spełniają swoją rolę dobrze, ale nadal to narrator stworzył sytuację, w której było konieczne odsłonięcie dla czytelników fragmentu tajemnicy. Mimo wad "Siostrę" czyta się sprawnie i szybko, co zawdzięczamy zapewne też krótkości jej rozdziałów. Ale by nie być tak okrutnym, trzeba przyznać, że forma przedstawienia różnych form narracji – różnych postaci, ale też czytanych tekstów – bardzo pobudzająca wyobraźnię. Tekst w cytacie blokowym, pogrubiony lub pochylony pobudza nasz zmysł wzroku lepiej, niż typowa ściana tekstu. Nie jest to jeszcze "Dom z liści", ale graficzne zaznaczenie o zamianie narracji ponad gwiazdkę bardzo ułatwia lekturę. Zauważyłem, że jest audiobook, ale nie wiem, jak rozwiązali tę innowację. Czemu zatem postmodernizm? W książce zanurzamy się w traumy Marii poprzez analizę różnych tekstów kultury. Pojawiają się bezpośrednie odwołania choćby do „Przemiany” Kafki, czy „Sklepów cynamonowych” Schulza. Książka nie tylko nawiązuje do tych i innych dzieł, ale widocznie stara się je przetworzyć. Poza thrillerem psychologicznym i wątkiem detektywistycznym mamy inny wątek – aborcji – kręcący się wokół wątków medycznych. Czyje życie jest ważniejsze, matki, czy dziecka (lub płodu)? Kto powinien decydować za kobietę w śpiączce? Czy dziecko zasługuje na przyjście do tego świata pełnego traum i bólu? Jak opieka zdrowotna traktuje ludzi – jako pacjentów, czy obiekty eksperymentów? W tych refleksjach, a nie w wątku detektywistycznym, leży główny rdzeń powieści. Można też cofnąć się w czasie. W 1996 roku znowelizowano ustawę o aborcji, realnie umożliwiając ją na życzenie. W tym samym roku wyszła recenzowana książka Małgorzaty Saramanowicz. Rok później Trybunał Konstytucyjny wycofał nowelizację, utrwalając tę sytuację na 20 lat. Skłania to do rozpatrywania książki przez pryzmat aborcji jako takiej. Ale czy to na pewno właściwy klucz? Zakończenie książki jest w tej refleksji równie ciekawe. Pozostaje zamknięte, ale niejednoznaczne moralnie. „Siostra” zadaje ciągle pytanie, czy dzieci powinny przychodzić na świat. W końcu świat to tylko ból, traumy i cierpienie, prawda? Może pozbycie się go lub niedopuszczenie do niego, to coś dobrego? „Siostra” Małgorzaty Saramanowicz jest ciekawa. Zadaje czytelnikowi wiele pytań i nie daje odpowiedzi. Jednak ich perspektywa jest tendencyjna i trzeba z nimi uważać. Sama książka pozostawia wiele do życzenia i to, co się za nią kryje, wydaje się najlepsze. Dlatego, jeśli kogoś interesują zawarte w niej tematy, to powinien być w stanie z łatwością przez nią przejść. Jednak jeśli ktoś chce czegoś lekkiego i przyjemnego z dreszczykiem emocji, to nie jest raczej lektura dla niego. Dzieją się tu prawdziwie body horrorowe rzeczy i nie tylko. ANEKS lekkoSPOILEROWY Niżej zostanie zaspoilerowanie, kim są Przedwieczni. Na początek rozpocznę od małego kalendarium, gdzie pojawiają się w latach 90. podobne motywy. 1991 „Nagi lunch” reż. Davida Cronenberga (jest też w książce) 1996 „Karaluchy pod poduchy” reż. Johna Paysona, „Siostra” Małgorzaty Sramanowicz 1997 - „Fallout” Black Isle Studios, „Faceci w czerni” reż. Barry'ego Sonnenfelda 1998 - „Fallout 2” Black Isle Studios, „Ostatni kontynent” Pratchetta We wszystkich tych utworach pojawia się w zauważalnych rolach karaluchy lub robaki. Przypadek??? Nie sądzę. Pewnie tak, albo inspiracja Cronenbergiem. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Targówek m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Kości księżyca

Więcej
Jonathan Carroll Kości księżyca Zobacz więcej
Jonathan Carroll Kości księżyca Zobacz więcej
Jonathan Carroll Kości księżyca Zobacz więcej
Więcej