rozwińzwiń

Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej

Okładka książki Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej autora Eduardo Galeano, 9788396270689
Okładka książki Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej
Eduardo Galeano Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry reportaż
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Las venas abiertas de América Latina
Data wydania:
2022-10-05
Data 1. wyd. pol.:
1983-03-02
Data 1. wydania:
2009-05-21
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396270689
Tłumacz:
Barbara Jaroszuk
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej

Średnia ocen
7,4 / 10
120 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej

avatar
16670
2874

Na półkach: ,

Eduardo Galeano (zm. w 2015 r.) był postacią pomnikową dla hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego. Ten urugwajski lewicowy intelektualista, pisarz i publicysta, stworzył w 1971 roku dzieło, które stało się biblią antykolonializmu. O skali oddziaływania tej książki najlepiej świadczy fakt, że dekady później Hugo Chavez podarował ją Barackowi Obamie, czyniąc z niej symboliczny akt oskarżenia wymierzony w politykę Waszyngtonu.

Galeano kreśli panoramę historii gospodarczej kontynentu jako proces nieustannego drenażu. Autor analizuje, jak bogactwa naturalne – od złota, srebra i drogich kamieni, przez cukier, kawę i kauczuk, aż po ropę i cynę – stawały się fundamentem potęgi Europy, a później USA. Pokazuje mechanizm „gospodarki zorientowanej na zewnątrz”, gdzie zysk z eksploatacji lokalnych zasobów i taniej siły roboczej służył jedynie luksusowej konsumpcji elit, pozostawiając po sobie wyjałowioną ziemię i pałace-widma, jak słynna opera w Manaus.

Choć Galeano trafnie diagnozuje politykę państw neokolonialnych (Wielkiej Brytanii i USA),w jego analizie pojawia się pewne „skrzywienie”. Jako lewicowy intelektualista i Urugwajczyk, autor kładzie główny nacisk na uwarunkowania zewnętrzne, momentami zbyt pobieżnie traktując wewnętrzne przyczyny zacofania. Choć wspomina o korupcji, warcholstwie elit czy deficycie tradycji demokratycznych, to jednak ciężar odpowiedzialności przesuwa wyraźnie na zewnątrz.

Współczesna recepcja tekstu ewoluowała – o ile 50 lat temu tezy te idealnie wpisywały się w teorię zależności André Gunder Franka, dziś budzą dyskusje. Czy zacofanie to faktycznie wtórny rezultat rozwoju światowego kapitalizmu, czy może efekt włączania w globalny system archaicznych, parafeudalnych struktur gospodarczych, które nie potrafiły (lub nie chciały) wykształcić zdrowych mechanizmów wolnościowych?

Mimo ideologicznego zabarwienia, „Otwarte żyły” pozostają lekturą niezwykle angażującą. Galeano operuje językiem:

Barwnym i żywym: Daleko mu do suchego, akademickiego stylu typowego dla publikacji historycznych.

Bezpośrednim: Autor pisze z nerwem, sypiąc faktami i anegdotami, które budują sugestywny obraz „cukierniczki świata” (Kuby) czy kopalnianych piekieł Boliwii.

Aktualnym: Choć tekst ma pół wieku, opisana w nim dewastacja puszczy amazońskiej czy mechanizmy eksportu zysków brzmią dziś uderzająco współcześnie. Choć od pierwszej publikacji minęło 50 lat diagnozy Galeano przerażają aktualnością w kontekście:

Eksploatacji surowców: Miejsce złota zajęły lit i rzadkie metale ziem alkalicznych, ale mechanizm "wydobyć i wywieźć" pozostał podobny.

Ekologii: Współczesna dewastacja puszczy amazońskiej jest bezpośrednią kontynuacją kolonialnego rabunku drewna i ziemi pod wypas bydła.

Demografii i wyzysku: Choć dynamika demograficzna uległa zmianie, eksplozja nędzy w fawelach i miastach-molochach wciąż stanowi zaplecze taniej siły roboczej dla globalnych korporacji.
„Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” to lektura obowiązkowa, by zrozumieć dzisiejsze napięcia na linii Północ-Południe. Nawet jeśli polemizujemy z niektórymi uproszczeniami ekonomicznymi autora, trudno zaprzeczyć jego głównej intuicji: system światowy został zaprojektowany tak, by niektóre regiony zawsze pełniły rolę „otwartych żył”. Galeano nie tylko napisał historię gospodarczą – on dał głos tym, którzy przez wieki byli tylko statystykami w bilansach zysków i strat wielkich mocarstw

Eduardo Galeano (zm. w 2015 r.) był postacią pomnikową dla hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego. Ten urugwajski lewicowy intelektualista, pisarz i publicysta, stworzył w 1971 roku dzieło, które stało się biblią antykolonializmu. O skali oddziaływania tej książki najlepiej świadczy fakt, że dekady później Hugo Chavez podarował ją Barackowi Obamie, czyniąc z niej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
777
602

Na półkach: , ,

Warto sięgać dziś po takie pięćdziesięcioletnie dzieła? A w ogóle czytać klasyków? I czy tylko Dostojewski czy Mann zasługują na to miano?

Urugwajski dziennikarz i reportażysta - choć sam o europejskich korzeniach - oskarża najpierw Europejczyków właśnie, później zaś kapitalistyczne Stany Zjednoczone o zawłaszczenie nieprzebranych niegdyś bogactw południowego siostrzanego kontynentu, jego kolonizację i celowe wkręcenie w spiralę pogłębiających się nierówności (tak wewnętrznych jak i międzynarodowych).

Nie cytować tu marksowskiego “Kapitału”, gdzie piewca walki klas właśnie w grabieży bogactw Ameryki Południowej przez hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów, Indii przez holenderską Kompanię Wschodnioindyjską czy francuski handel niewolnikami, zasilający tryby tych machin widzi podstawy pierwotnej akumulacji kapitału, byłoby wręcz grzechem. I Autor w tym właśnie kontekście do Marksa się odwołuje.

Ale ta akumulacja kosztuje. W pierwszej kolejności płacą za nią - własnym życiem rdzenni mieszkańcy kontynentu południowoamerykańskiego. Z siedemdziesięciu milionów ludzi zamieszkujących go, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze hiszpańskie okręty, po półtora wieku działalności hiszpanów i portugalczyków pozostał co dwudziesty (tak: trzy i pół miliona ludzi). Szczególnie poruszający jest - w kontekście wspaniałości architektoniczno-inżynierskiej królestwa Inków - ten opis dziesiątek i setek inkaskich inżynierów, astronomów i matematyków, których zdolności były dla najeźdźców nieistotne i nierozpoznane nawet, a liczyła się ich siła jako niewykwalifikowanych pracowników podziemnych w kopalniach eksploatowanych przez Hiszpanów.

Hiszpański desant srebra do Starego Świata wcale nie okazał się zresztą ubogacający samą Hiszpanię. Autor uzmysławia nam, jak owe grabieżcze karawele niemal równolegle (i w sposób pozornie niezrozumiały) szły w parze z powoli podupadającym krajem: wyludniającym się w XVI i XVII wieku, targanym niepokojami religijnymi (ach ten Filip II !),z znikającymi w zastraszającym tempie manufakturami a nawet spadającym pogłowiem owiec. Bardzo zajmujący wywód - o tym bym książkę przeczytał! Historię po Hiszpanii wkrótce powtórzyli zresztą Portugalczycy, bo to właśnie ich kraj stał się jedynie stacją tranzytową dla brazylijskiego z kolei złota, mającego wzbogacać nie metropolię, a państwa sprytnie na niej żerujące (Anglię tym razem).

No i Kuba. Ta jeszcze później niż Peru z Hiszpanami czy Brazylia z Portugalczykami zmagała się z próbą zawłaszczenia państwa (właściwie, to uczynienia zeń cukrowego latyfundium) przez Stany Zjednoczone. Jakoś tam udało się rewolucji zrzucić jarzmo jednego ciemiężyciela, choć opowieść z roku 1970 tak pełna optymizmu i mówiąca o jedynie “przejściowych trudnościach rewolucji” wydaje nam się dziś optymistyczną nader. Choć prawdą jest, że dzisiejsze kubańskie nierówności wydają się mniejsze (wszyscy w dół) i są raczej wewnętrzne, niż sterowane z zewnątrz.

Jest tu nieco o ikonicznym przykładzie wyzysku Nowego Świata, a więc boliwijskiej górze Potosi (znanej lepiej z innej publikacji Filtrów); srebrnonośna góra, “karmiąca” cały multiregion (rtęć, zwierzęta pociągowe, zboże, skóry i tkaniny) oraz tworząca bajeczne bogactwo Boliwii, ostatecznie stała się jedną z przyczyn kraju tego upadku. To przykład na to, iż tym większe i głośniejsze stają się kolapsy, im bliżej w przeszłości poszczególne lokalne gospodarki związane były ze swymi metropoliami. Dziś miasto Potosi - biedne miejsce w biednym kraju - jest jednym z najlepszych przykładów ilustrujących stwierdzenie “dało światu najwięcej, a najmniej ma dla siebie”. Prócz faktu, że przez trzy wieki góra pochłonęła osiem milionów istnień ludzkich; oto prawdziwe holokausty innych krańców świata.

W czasach powstawania książki, kolonizacja wciąż trwała, bądź raczej stabilizowały się już tylko jej konsekwencje. Monokulturowe uprawy konsekwentnie ograniczały produkcję żywności na rynki lokalne, Indianie stanowili już trwałych niewolników uwiązanych z ziemiami, które niegdyś przecież należały do ich plemion. Oczywiście Autor nie widział różnych zielonych i zielono-niebieskich “rainforestowych” i “fairtradowych” znaczków na naszych paczkach kawy i dobrze może, że nie widział, bo mógłby nam opowiedzieć i uświadomić, gdzie i w nich jest po prostu kant i kasa dla jakichś współczesnych neo-kolonizatorów. Bo, że trwa - owa kolonizacja - to nie mamy wątpliwości i dziś. Lubicie komosę ryżową (quinoa)? A wiecie, że od czasu światowego boomu na to ziarenko, przestało być ono cenowo dostępne dla uprawiających je (dla nas) andyjskich rolników?

Najnowszą odsłoną kolonializmu jest tworzenie instytucji finansowych (banki, MFW),a tych z kolei zadaniem uzależnianie południowoamerykańskich państw od rzekomej pomocy finansowej, w rzeczywistości zaś dbanie o ich drenaż (zyski, dywidendy, licencje, obsługa) i jednokierunkowy bilans przepływu “od”, nie zaś “do” tych krajów. Stosunek zaś ten może być rzędu 4:1, może zaś nawet 5:1. System pożyczek zaskakująco często obwarowany jest obostrzeniami, czyniącymi zeń właściwie narzędzie subsydiowania amerykańskiego eksportu. A jeszcze - jak pisze Galeano o lokalnych przedsiębiorstwach - “filiom międzynarodowych korporacji wolno celować w podbój latynoamerykańskiego rynku jedynie w określonych branżach i na określonych warunkach, które nie zakłócają światowej polityki prowadzonej przez ich centrale”. Zadziwiające jest, jak konsekwentny i skuteczny jest Autor w wykazywaniu konkretnych kwot i sum transferów i to w czasach, gdy wiedza nie była tak powszechna i łatwo osiągalna (nawet dla umiejących jej poszukiwać) jak dziś.

Odosobnionym przypadkiem, który wywarł na mnie duże wrażenie, była opisana tu a wcześniej mi nieznana historia Paragwaju (umie ktoś wskazać kraj na niepokolorowanej mapie kontynentu?),który postanowił obrać własną drogę rozwoju w oderwaniu od nacisków wielkich międzynarodowych korporacji. Jak się to dla państwa skończyło - można dowiedzieć się choćby i ze strony na Wikipedii… Choć już może niekoniecznie, jaki w tym udział miał brytyjski sektor bankowy; o tym opowiedzą nam już “Otwarte żyły…”.

Książka-bunt, książka-gniew, książka-płomień. Nie sama opowieść jest tu może najważniejsza (choć ta też),ale ton wypowiedzi: bardzo bezkompromisowy, bardzo oskarżycielski. Autor płonie świętym gniewem i spala się bez mała na naszych oczach. Bardzo to lewicowe, bardzo ku rewolucji ciążące i nawet odbyte rewolucje nieco gloryfikujące. Ale i z podziwem przyglądające się innej obranej drodze i odniesionemu sukcesowi Stanów z kontynentu północnego.

I choć po jej publikacji Autor stał się - niczym “aktor jednej roli” - książki swej więźniem, to jednak właśnie ta (a nie żadna inna z pozostałych napisanych czterdziestu) przyniosła mu światową sławę, rozpoznawalność i… wygnanie z ojczyzny. Doskonałą bowiem rekomendacją książki jest - jak zwykle - jej oddźwięk społeczny, a szczególnie fakt, że w wielu miejscach i czasach należała ona do indeksu dzieł zakazanych i rozmaite reżimy lektury jej surowo wzbraniały, jako “narzędzia deprawacji młodzieży”...

Książkę uzupełnia imponująca bibliografia (ostatnich 50-ciu stron więc można nie czytać, choć i tam ukryto wiele wyjaśnień, uszczegółowień i dopowiedzeń),a więc i całe dzieło podparte jest gigantycznym (w tamtych czasach!) researchem. I tylko ta lekka niewspółczesność lektur sprzed ponad pięćdziesięciu lat… Sam autor rekapituluje swe dzieło w krótkim posłowiu na siedem lat od wydania pierwszego (z roku 1970). A swoją drogą: czy dziś tak kompletne dzieło, opisujące w sposób tak wnikliwy i szczegółowy cały makroregion (ba, toć cały kontynent!) byłoby w ogóle możliwe to powtórzenia? Ktoś-coś?.. Może “Ñameryka” Capparósa jest (dla mnie zaś kiedyś będzie) jakąś odpowiedzią?

Dobrze współgra mi ta lektura z o pół wieku późniejszymi “Jedwabnymi szlakami” i tylko uzupełnia obraz Europejczyka jako najgorszego typu człowieka - kreatury, której technologiczne przewagi kazały mienić się koroną stworzenia (i oczywiście z odwiecznym “Gott mit uns” na ustach).

Do tego świetne wydanie (nowe tłumaczenie Barbary Jaroszuk),edycja i przepiękna okładka (brawo, Filtry!) - trzymałem w dłoniach, to wiem. Aż żal mieć to tylko na czytniku… 😪

Warto sięgać dziś po takie pięćdziesięcioletnie dzieła? A w ogóle czytać klasyków? I czy tylko Dostojewski czy Mann zasługują na to miano?

Urugwajski dziennikarz i reportażysta - choć sam o europejskich korzeniach - oskarża najpierw Europejczyków właśnie, później zaś kapitalistyczne Stany Zjednoczone o zawłaszczenie nieprzebranych niegdyś bogactw południowego siostrzanego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
149
134

Na półkach:

Historia drenażu wolności i bogactw Ameryki Łacińskiej przez kolonializm. Fantastyczne i kompletne opracowanie. Za minus uznaję to, że autor jest momentami zbyt antykapitalistyczny, ale dzięki tej lekturze wiem, skąd się wziął sentyment do socjalizmu w tym rejonie świata

Historia drenażu wolności i bogactw Ameryki Łacińskiej przez kolonializm. Fantastyczne i kompletne opracowanie. Za minus uznaję to, że autor jest momentami zbyt antykapitalistyczny, ale dzięki tej lekturze wiem, skąd się wziął sentyment do socjalizmu w tym rejonie świata

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

662 użytkowników ma tytuł Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej na półkach głównych
  • 499
  • 149
  • 14
77 użytkowników ma tytuł Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej na półkach dodatkowych
  • 46
  • 7
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej

Więcej
Eduardo Galeano Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej Zobacz więcej
Eduardo Galeano Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej Zobacz więcej
Eduardo Galeano Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej Zobacz więcej
Więcej