
Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej

432 str. 7 godz. 12 min.
- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Las venas abiertas de América Latina
- Data wydania:
- 2022-10-05
- Data 1. wyd. pol.:
- 1983-03-02
- Data 1. wydania:
- 2009-05-21
- Liczba stron:
- 432
- Czas czytania
- 7 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788396270689
- Tłumacz:
- Barbara Jaroszuk
Nowy przekład jednej z najsłynniejszej książek XX wieku, określanej czasem jako „biblia latynoamerykańskiej lewicy”. "Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej" uczyniły swojego autora, Eduarda Galeana, klasykiem jeszcze za życia. Powstała w latach siedemdziesiątych opowieść o historii kontynentu od czasów odkrycia Kolumba aż po współczesność była jedną z pierwszych książek z dziedziny ekonomii politycznej, która została napisana z perspektywy wykluczonych i przegranych, tym samym zapoczątkowując popularny obecnie nurt „ludowej historii”, gdzie punktem wyjścia jest przeciętny obywatel, a nie wielkie procesy i epokowe zdarzenia.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej
Poznaj innych czytelników
662 użytkowników ma tytuł Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej na półkach głównych- Chcę przeczytać 499
- Przeczytane 149
- Teraz czytam 14
- Posiadam 46
- 2023 7
- Historia 6
- Do kupienia 5
- E-book 5
- Reportaż 4
- Przeczytane w 2023 4




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej
Eduardo Galeano (zm. w 2015 r.) był postacią pomnikową dla hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego. Ten urugwajski lewicowy intelektualista, pisarz i publicysta, stworzył w 1971 roku dzieło, które stało się biblią antykolonializmu. O skali oddziaływania tej książki najlepiej świadczy fakt, że dekady później Hugo Chavez podarował ją Barackowi Obamie, czyniąc z niej symboliczny akt oskarżenia wymierzony w politykę Waszyngtonu.
Galeano kreśli panoramę historii gospodarczej kontynentu jako proces nieustannego drenażu. Autor analizuje, jak bogactwa naturalne – od złota, srebra i drogich kamieni, przez cukier, kawę i kauczuk, aż po ropę i cynę – stawały się fundamentem potęgi Europy, a później USA. Pokazuje mechanizm „gospodarki zorientowanej na zewnątrz”, gdzie zysk z eksploatacji lokalnych zasobów i taniej siły roboczej służył jedynie luksusowej konsumpcji elit, pozostawiając po sobie wyjałowioną ziemię i pałace-widma, jak słynna opera w Manaus.
Choć Galeano trafnie diagnozuje politykę państw neokolonialnych (Wielkiej Brytanii i USA),w jego analizie pojawia się pewne „skrzywienie”. Jako lewicowy intelektualista i Urugwajczyk, autor kładzie główny nacisk na uwarunkowania zewnętrzne, momentami zbyt pobieżnie traktując wewnętrzne przyczyny zacofania. Choć wspomina o korupcji, warcholstwie elit czy deficycie tradycji demokratycznych, to jednak ciężar odpowiedzialności przesuwa wyraźnie na zewnątrz.
Współczesna recepcja tekstu ewoluowała – o ile 50 lat temu tezy te idealnie wpisywały się w teorię zależności André Gunder Franka, dziś budzą dyskusje. Czy zacofanie to faktycznie wtórny rezultat rozwoju światowego kapitalizmu, czy może efekt włączania w globalny system archaicznych, parafeudalnych struktur gospodarczych, które nie potrafiły (lub nie chciały) wykształcić zdrowych mechanizmów wolnościowych?
Mimo ideologicznego zabarwienia, „Otwarte żyły” pozostają lekturą niezwykle angażującą. Galeano operuje językiem:
Barwnym i żywym: Daleko mu do suchego, akademickiego stylu typowego dla publikacji historycznych.
Bezpośrednim: Autor pisze z nerwem, sypiąc faktami i anegdotami, które budują sugestywny obraz „cukierniczki świata” (Kuby) czy kopalnianych piekieł Boliwii.
Aktualnym: Choć tekst ma pół wieku, opisana w nim dewastacja puszczy amazońskiej czy mechanizmy eksportu zysków brzmią dziś uderzająco współcześnie. Choć od pierwszej publikacji minęło 50 lat diagnozy Galeano przerażają aktualnością w kontekście:
Eksploatacji surowców: Miejsce złota zajęły lit i rzadkie metale ziem alkalicznych, ale mechanizm "wydobyć i wywieźć" pozostał podobny.
Ekologii: Współczesna dewastacja puszczy amazońskiej jest bezpośrednią kontynuacją kolonialnego rabunku drewna i ziemi pod wypas bydła.
Demografii i wyzysku: Choć dynamika demograficzna uległa zmianie, eksplozja nędzy w fawelach i miastach-molochach wciąż stanowi zaplecze taniej siły roboczej dla globalnych korporacji.
„Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” to lektura obowiązkowa, by zrozumieć dzisiejsze napięcia na linii Północ-Południe. Nawet jeśli polemizujemy z niektórymi uproszczeniami ekonomicznymi autora, trudno zaprzeczyć jego głównej intuicji: system światowy został zaprojektowany tak, by niektóre regiony zawsze pełniły rolę „otwartych żył”. Galeano nie tylko napisał historię gospodarczą – on dał głos tym, którzy przez wieki byli tylko statystykami w bilansach zysków i strat wielkich mocarstw
Eduardo Galeano (zm. w 2015 r.) był postacią pomnikową dla hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego. Ten urugwajski lewicowy intelektualista, pisarz i publicysta, stworzył w 1971 roku dzieło, które stało się biblią antykolonializmu. O skali oddziaływania tej książki najlepiej świadczy fakt, że dekady później Hugo Chavez podarował ją Barackowi Obamie, czyniąc z niej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto sięgać dziś po takie pięćdziesięcioletnie dzieła? A w ogóle czytać klasyków? I czy tylko Dostojewski czy Mann zasługują na to miano?
Urugwajski dziennikarz i reportażysta - choć sam o europejskich korzeniach - oskarża najpierw Europejczyków właśnie, później zaś kapitalistyczne Stany Zjednoczone o zawłaszczenie nieprzebranych niegdyś bogactw południowego siostrzanego kontynentu, jego kolonizację i celowe wkręcenie w spiralę pogłębiających się nierówności (tak wewnętrznych jak i międzynarodowych).
Nie cytować tu marksowskiego “Kapitału”, gdzie piewca walki klas właśnie w grabieży bogactw Ameryki Południowej przez hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów, Indii przez holenderską Kompanię Wschodnioindyjską czy francuski handel niewolnikami, zasilający tryby tych machin widzi podstawy pierwotnej akumulacji kapitału, byłoby wręcz grzechem. I Autor w tym właśnie kontekście do Marksa się odwołuje.
Ale ta akumulacja kosztuje. W pierwszej kolejności płacą za nią - własnym życiem rdzenni mieszkańcy kontynentu południowoamerykańskiego. Z siedemdziesięciu milionów ludzi zamieszkujących go, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze hiszpańskie okręty, po półtora wieku działalności hiszpanów i portugalczyków pozostał co dwudziesty (tak: trzy i pół miliona ludzi). Szczególnie poruszający jest - w kontekście wspaniałości architektoniczno-inżynierskiej królestwa Inków - ten opis dziesiątek i setek inkaskich inżynierów, astronomów i matematyków, których zdolności były dla najeźdźców nieistotne i nierozpoznane nawet, a liczyła się ich siła jako niewykwalifikowanych pracowników podziemnych w kopalniach eksploatowanych przez Hiszpanów.
Hiszpański desant srebra do Starego Świata wcale nie okazał się zresztą ubogacający samą Hiszpanię. Autor uzmysławia nam, jak owe grabieżcze karawele niemal równolegle (i w sposób pozornie niezrozumiały) szły w parze z powoli podupadającym krajem: wyludniającym się w XVI i XVII wieku, targanym niepokojami religijnymi (ach ten Filip II !),z znikającymi w zastraszającym tempie manufakturami a nawet spadającym pogłowiem owiec. Bardzo zajmujący wywód - o tym bym książkę przeczytał! Historię po Hiszpanii wkrótce powtórzyli zresztą Portugalczycy, bo to właśnie ich kraj stał się jedynie stacją tranzytową dla brazylijskiego z kolei złota, mającego wzbogacać nie metropolię, a państwa sprytnie na niej żerujące (Anglię tym razem).
No i Kuba. Ta jeszcze później niż Peru z Hiszpanami czy Brazylia z Portugalczykami zmagała się z próbą zawłaszczenia państwa (właściwie, to uczynienia zeń cukrowego latyfundium) przez Stany Zjednoczone. Jakoś tam udało się rewolucji zrzucić jarzmo jednego ciemiężyciela, choć opowieść z roku 1970 tak pełna optymizmu i mówiąca o jedynie “przejściowych trudnościach rewolucji” wydaje nam się dziś optymistyczną nader. Choć prawdą jest, że dzisiejsze kubańskie nierówności wydają się mniejsze (wszyscy w dół) i są raczej wewnętrzne, niż sterowane z zewnątrz.
Jest tu nieco o ikonicznym przykładzie wyzysku Nowego Świata, a więc boliwijskiej górze Potosi (znanej lepiej z innej publikacji Filtrów); srebrnonośna góra, “karmiąca” cały multiregion (rtęć, zwierzęta pociągowe, zboże, skóry i tkaniny) oraz tworząca bajeczne bogactwo Boliwii, ostatecznie stała się jedną z przyczyn kraju tego upadku. To przykład na to, iż tym większe i głośniejsze stają się kolapsy, im bliżej w przeszłości poszczególne lokalne gospodarki związane były ze swymi metropoliami. Dziś miasto Potosi - biedne miejsce w biednym kraju - jest jednym z najlepszych przykładów ilustrujących stwierdzenie “dało światu najwięcej, a najmniej ma dla siebie”. Prócz faktu, że przez trzy wieki góra pochłonęła osiem milionów istnień ludzkich; oto prawdziwe holokausty innych krańców świata.
W czasach powstawania książki, kolonizacja wciąż trwała, bądź raczej stabilizowały się już tylko jej konsekwencje. Monokulturowe uprawy konsekwentnie ograniczały produkcję żywności na rynki lokalne, Indianie stanowili już trwałych niewolników uwiązanych z ziemiami, które niegdyś przecież należały do ich plemion. Oczywiście Autor nie widział różnych zielonych i zielono-niebieskich “rainforestowych” i “fairtradowych” znaczków na naszych paczkach kawy i dobrze może, że nie widział, bo mógłby nam opowiedzieć i uświadomić, gdzie i w nich jest po prostu kant i kasa dla jakichś współczesnych neo-kolonizatorów. Bo, że trwa - owa kolonizacja - to nie mamy wątpliwości i dziś. Lubicie komosę ryżową (quinoa)? A wiecie, że od czasu światowego boomu na to ziarenko, przestało być ono cenowo dostępne dla uprawiających je (dla nas) andyjskich rolników?
Najnowszą odsłoną kolonializmu jest tworzenie instytucji finansowych (banki, MFW),a tych z kolei zadaniem uzależnianie południowoamerykańskich państw od rzekomej pomocy finansowej, w rzeczywistości zaś dbanie o ich drenaż (zyski, dywidendy, licencje, obsługa) i jednokierunkowy bilans przepływu “od”, nie zaś “do” tych krajów. Stosunek zaś ten może być rzędu 4:1, może zaś nawet 5:1. System pożyczek zaskakująco często obwarowany jest obostrzeniami, czyniącymi zeń właściwie narzędzie subsydiowania amerykańskiego eksportu. A jeszcze - jak pisze Galeano o lokalnych przedsiębiorstwach - “filiom międzynarodowych korporacji wolno celować w podbój latynoamerykańskiego rynku jedynie w określonych branżach i na określonych warunkach, które nie zakłócają światowej polityki prowadzonej przez ich centrale”. Zadziwiające jest, jak konsekwentny i skuteczny jest Autor w wykazywaniu konkretnych kwot i sum transferów i to w czasach, gdy wiedza nie była tak powszechna i łatwo osiągalna (nawet dla umiejących jej poszukiwać) jak dziś.
Odosobnionym przypadkiem, który wywarł na mnie duże wrażenie, była opisana tu a wcześniej mi nieznana historia Paragwaju (umie ktoś wskazać kraj na niepokolorowanej mapie kontynentu?),który postanowił obrać własną drogę rozwoju w oderwaniu od nacisków wielkich międzynarodowych korporacji. Jak się to dla państwa skończyło - można dowiedzieć się choćby i ze strony na Wikipedii… Choć już może niekoniecznie, jaki w tym udział miał brytyjski sektor bankowy; o tym opowiedzą nam już “Otwarte żyły…”.
Książka-bunt, książka-gniew, książka-płomień. Nie sama opowieść jest tu może najważniejsza (choć ta też),ale ton wypowiedzi: bardzo bezkompromisowy, bardzo oskarżycielski. Autor płonie świętym gniewem i spala się bez mała na naszych oczach. Bardzo to lewicowe, bardzo ku rewolucji ciążące i nawet odbyte rewolucje nieco gloryfikujące. Ale i z podziwem przyglądające się innej obranej drodze i odniesionemu sukcesowi Stanów z kontynentu północnego.
I choć po jej publikacji Autor stał się - niczym “aktor jednej roli” - książki swej więźniem, to jednak właśnie ta (a nie żadna inna z pozostałych napisanych czterdziestu) przyniosła mu światową sławę, rozpoznawalność i… wygnanie z ojczyzny. Doskonałą bowiem rekomendacją książki jest - jak zwykle - jej oddźwięk społeczny, a szczególnie fakt, że w wielu miejscach i czasach należała ona do indeksu dzieł zakazanych i rozmaite reżimy lektury jej surowo wzbraniały, jako “narzędzia deprawacji młodzieży”...
Książkę uzupełnia imponująca bibliografia (ostatnich 50-ciu stron więc można nie czytać, choć i tam ukryto wiele wyjaśnień, uszczegółowień i dopowiedzeń),a więc i całe dzieło podparte jest gigantycznym (w tamtych czasach!) researchem. I tylko ta lekka niewspółczesność lektur sprzed ponad pięćdziesięciu lat… Sam autor rekapituluje swe dzieło w krótkim posłowiu na siedem lat od wydania pierwszego (z roku 1970). A swoją drogą: czy dziś tak kompletne dzieło, opisujące w sposób tak wnikliwy i szczegółowy cały makroregion (ba, toć cały kontynent!) byłoby w ogóle możliwe to powtórzenia? Ktoś-coś?.. Może “Ñameryka” Capparósa jest (dla mnie zaś kiedyś będzie) jakąś odpowiedzią?
Dobrze współgra mi ta lektura z o pół wieku późniejszymi “Jedwabnymi szlakami” i tylko uzupełnia obraz Europejczyka jako najgorszego typu człowieka - kreatury, której technologiczne przewagi kazały mienić się koroną stworzenia (i oczywiście z odwiecznym “Gott mit uns” na ustach).
Do tego świetne wydanie (nowe tłumaczenie Barbary Jaroszuk),edycja i przepiękna okładka (brawo, Filtry!) - trzymałem w dłoniach, to wiem. Aż żal mieć to tylko na czytniku… 😪
Warto sięgać dziś po takie pięćdziesięcioletnie dzieła? A w ogóle czytać klasyków? I czy tylko Dostojewski czy Mann zasługują na to miano?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUrugwajski dziennikarz i reportażysta - choć sam o europejskich korzeniach - oskarża najpierw Europejczyków właśnie, później zaś kapitalistyczne Stany Zjednoczone o zawłaszczenie nieprzebranych niegdyś bogactw południowego siostrzanego...
Historia drenażu wolności i bogactw Ameryki Łacińskiej przez kolonializm. Fantastyczne i kompletne opracowanie. Za minus uznaję to, że autor jest momentami zbyt antykapitalistyczny, ale dzięki tej lekturze wiem, skąd się wziął sentyment do socjalizmu w tym rejonie świata
Historia drenażu wolności i bogactw Ameryki Łacińskiej przez kolonializm. Fantastyczne i kompletne opracowanie. Za minus uznaję to, że autor jest momentami zbyt antykapitalistyczny, ale dzięki tej lekturze wiem, skąd się wziął sentyment do socjalizmu w tym rejonie świata
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTyle lat mineło od napisania tej ksiażki a tak naprawde nic sie nie zmieniło. Smutne, że najpierw Hiszpanie i Portugalczycy a dzis Amerykanie i zach korporacje wyzyskuja i pozwalaja na nedze i bezprawie latynosów.
Tyle lat mineło od napisania tej ksiażki a tak naprawde nic sie nie zmieniło. Smutne, że najpierw Hiszpanie i Portugalczycy a dzis Amerykanie i zach korporacje wyzyskuja i pozwalaja na nedze i bezprawie latynosów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dziś juz w zasadzie historyczna, ale sposób patrzenia na zależności kolonialne wciąż adekwatny (patrzcie co robią z nami Facebook, Google czy teraz OpenAI, oraz jak polskie władze całują Sama Altmana po dłoniach sprzedając nasze prawa 😊).
Ekstra plusik za wydanie, przydatne posłowie.
Książka dziś juz w zasadzie historyczna, ale sposób patrzenia na zależności kolonialne wciąż adekwatny (patrzcie co robią z nami Facebook, Google czy teraz OpenAI, oraz jak polskie władze całują Sama Altmana po dłoniach sprzedając nasze prawa 😊).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEkstra plusik za wydanie, przydatne posłowie.
Prawacy nie czytajcie tego, bo was szlag trafi XD. Autor nie dość, że powołuje się na Marksa, to jeszcze na Lenina i wychwala rewolucję na Kubie. Ale trzeba pamiętać, że książka ta powstała ponad 50 lat temu i jej myślą przewodnią jest oskarżenie kolonizatorów i imperialistycznych państw - najpierw Anglii, potem Stanów Zjednoczonych o biedę i zacofanie panujące w Ameryce Łacińskiej. Znajdziemy tu mnóstwo danych na poparcie tej tezy, bardzo smutnych "obrazków", począwszy od kolonizacji Ameryki, po I połowę XX wieku. Grabież bogactw naturalnych, ziemi, także siły roboczej. Galopem przez historię Ameryki Południowej, lecz z myślą przewodnią, aby przedstawić powyższy trend, a zatem jest to historia ekonomiczno-polityczna w ujęciu przekrojowym.
Faktom trudno przeczyć, a autor przekopał się przez wiele źródeł, dlatego ten obraz jest przekonujący. Nie jest wielką tajemnicą jak działa kapitalizm - a tu mamy kapitalizm w pełnej krasie - grabież biednych po to, by bogacili się bogaci. Także polityka Stanów Zjednoczonych tajemnicą nie jest - uważają one półkulę zachodnią za swoją strefę wpływów. Zatem czy ci, którzy chcieliby więcej sprawiedliwości społecznej dla Ameryki Łacińskiej to "idioci", jak nazwali ich fani neoliberalizmu? Prawda w oczy kole, a neoliberalizm obecnie jest skompromitowany. Trzeba spojrzeć jeszcze na to, co działo się przez kolejne lata w Ameryce Łacińskiej - ciągła przemoc, zamachy stanu, krwawe dyktatury, narkobiznes, pogłębiające się nierówności... lepiej raczej nie jest, zatem skłaniam się ku konkluzji, że choć zmieniają się cyferki w kalendarzu i detale, to w Ameryce Łacińskiej niestety nadal realizowany jest ten scenariusz, który został opisany przez Galeano.
Prawacy nie czytajcie tego, bo was szlag trafi XD. Autor nie dość, że powołuje się na Marksa, to jeszcze na Lenina i wychwala rewolucję na Kubie. Ale trzeba pamiętać, że książka ta powstała ponad 50 lat temu i jej myślą przewodnią jest oskarżenie kolonizatorów i imperialistycznych państw - najpierw Anglii, potem Stanów Zjednoczonych o biedę i zacofanie panujące w Ameryce...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka to moje niespodziewane odkrycie. Muszę przyznać, że jest zupełnie w poprzek moich poglądów społeczno-ekonomicznych, natomiast nie da się zignorować tej kolekcji brutalnych historii związanych z polityką, ekonomią i tragedią kontynentu.
Autor prowadzi pełnoskalową opowieść na temat przyczyn problemów ekonomicznych Ameryki Łacińskiej.
Nie jest to jednak prosty spis faktów i opinii. Momentami możemy mieć poczucie, że znajdujemy się na peruwiańskich pustyniach lub w centrum amazońskiej dżungli, wraz z ludźmi, których los wepchnął w machinę korporacyjno-dyktatorskiej niewoli.
Co do sfery faktów - tutaj można byłoby mieć zastrzeżenia, szczególnie gdy spojrzy się z perspektywy czasu na to które regiony opisywanego kontynentu rozwinęły się najlepiej.
Nie mniej jednak, dla mnie jest to bardzo wartościowa perspektywa, zupełnie inna niż byłem do tej pory przyzwyczajony.
Ta książka to moje niespodziewane odkrycie. Muszę przyznać, że jest zupełnie w poprzek moich poglądów społeczno-ekonomicznych, natomiast nie da się zignorować tej kolekcji brutalnych historii związanych z polityką, ekonomią i tragedią kontynentu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor prowadzi pełnoskalową opowieść na temat przyczyn problemów ekonomicznych Ameryki Łacińskiej.
Nie jest to jednak prosty...
Fundamentalna publikacja dla zrozumienia przeszłości oraz teraźniejszości Ameryki Łacińskiej. A jeśli tak, to i zapewne kontrowersyjna. Dla jednych to rodzaj prawdy objawionej, która w prosty sposób tłumaczy złożoną rzeczywistość, dla innych natomiast - porcja lewicowej propagandy. Będąc dalekim od skrajnych nastrojów, postanowiłem samodzielnie ocenić aktualną wartość tej dość leciwej już książki.
Autorem recenzowanej pozycji jest lewicowy (dawniej powiedzielibyśmy - socjalistyczny) dziennikarz i pisarz, Eduardo Galeano. Dzięki tej książce urodzony w Urugwaju Galeano stał się jednym ze sztandarowych intelektualistów swoich czasów na obszarze iberoamerykańskim. „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” zostały wydane na początku lat siedemdziesiątych (wydanie polskie to rok 1983) i przedstawiają ówczesny obraz tamtejszych problemów. Książka skupia się przede wszystkim na zagadnieniach ekonomicznych i to właśnie na ich tle ukazuje ówczesne bolączki kontynentu - biedę, zacofanie, przemoc, powolne tempo rozwoju gospodarczego, niestabilność rządów oraz łamanie praw człowieka. Aby wyjaśnić ich przyczyny, autor cofa się daleko wstecz, do czasów odkrycia Ameryki przez Kolumba. Naświetlając podbój Nowego Świata przez Hiszpanów, Galeano ukazuje korzenie organizacji społeczno-ekonomicznej, z której wyrosły państwa latynoamerykańskie po wygranej na początku XIX wieku wojnie o niepodległość. Autor wskazuje, że nic nie powstaje z próżni, a słabość nowo powstałych organizmów państwowych wynikała bezpośrednio ze spuścizny okresu kolonialnego. Nie sposób temu zaprzeczyć.
W swoim wykładzie Galeano prezentuje rozwój kontynentu, który zrzucając bezpośrednią podległość wobec dotychczasowej metropolii, popadł w inną, tym razem mniej jawną zależność od innych ówczesnych mocarstw. Rewolucja przemysłowa i postęp technologiczny znacząco przyspieszyły podział ówczesnego świata na ośrodki wytwórcze dóbr oraz na rynki ich zbytu i źródła surowców naturalnych. Cała historia XIX wieku, aż do wybuch I wojny światowej, to właśnie rywalizacja mocarstw o dominację nad tymi rynkami. Autor „Otwartych żył...” ukazuje, jak walka ta wyglądała w Ameryce Łacińskiej, gdzie starły się interesy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Wraz z utratą mocarstwowej pozycji przez Brytyjczyków, praktycznie cały kontynent popadł w silną zależność od północnego sąsiada. I temu też nie sposób zaprzeczyć.
Galeano przeprowadza analizę porównawczą, w której wyjaśnia zasadnicze przyczyny w całkowicie odmiennym rozwoju obydwu Ameryk. W analizie tej wskazuje główne różnice, jakie uwarunkowały powstanie na północy mocarstwa światowego i stosunkowo słabych ekonomicznie i niestabilnych politycznie państw na południu. W kolejnych rozdziałach przedstawia metody, za pomocą których Stany Zjednoczone podporządkowały sobie w znaczącym stopniu Amerykę Łacińską. Przytacza liczne przykłady z różnych krajów na mniej lub bardziej protekcjonistyczną interwencję Amerykanów w sprawy Południa. Tok tych wywodów jest oczywiście zgodny z ideologią marksistowską. Autor ma zatem wyraźnie określone sympatie oraz zapatrywania ideologiczne, ale nie mamy tutaj do czynienia z „tanim propagandystą”, dlatego książkę czyta się całkiem sprawnie. Sprzyja temu sposób zbudowania toku wywodu, który daleki jest od naukowej analizy ekonomicznej, a bardziej zbliżony do polemiki politycznej lub nawet reportażu zaangażowanego. To zdecydowanie ułatwia odbiór książki, choć od kwestii stricte ekonomicznych nie uciekniemy, szczególnie przy jej końcu. Taka pogłębiona analiza odsłania przed czytelnikiem rzeczywiście sporo ciekawych i mało znanych faktów z historii Ameryki Południowej, ale ogranicza też autora do szukania przyczyny kłopotów nękających tamtejsze państwa tylko w jednym aspekcie rzeczywistości. To oczywiście pokłosie wspomnianych już lewicowych poglądów autora, w myśl których człowiek jest przede wszystkim wytwórcą (homo oeconomicus),co jest decydującym wyznacznikiem dla jego dziejów. Zbudowana na tej podstawie przez Galeano narracja jest przekonująca, ale jednak pozostawiająca pewne luki.
Podstawową bowiem kwestią, która nasuwa się po przeczytaniu tej książki, jest pytanie - jak można było tego uniknąć? Ameryka wyłoniła się z dziejów jako kontynent zapóźniony cywilizacyjnie w stosunku do Starego Świata. Niezależnie do tego, czy jej odkrycia dokonaliby Europejczycy, Arabowie czy Chińczycy, staliby oni znacznie wyżej pod względem technologicznym od rdzennych mieszkańców Nowego Świata. Tym samym niezależnie, kto by tam dotarł pierwszy, z pewnością zaprowadziłby tam własne stosunki społeczne i inaczej być po prostu nie mogło. Ameryka nie mogła bowiem pozostać wielkim skansenem, w którym ludzkości pozwoliłaby Aztekom, Majom, Inkom i innym autochtonom na „dogonienie” reszty globu. Odkrycie Ameryki musiało oznaczać zagładę świata, jaki tam zastano. Różnica zachodziłaby co do formy, ale nie co do faktu (przecież Arabowie i Chińczycy przywlekliby dokładnie te same choroby, co Europejczycy). Tym samym korzenie, które odsłania autor, są niestety rzeczą w jakimś sensie zdeterminowaną, której nie sposób było uniknąć. Zresztą dokładnie te same procesy zachodziły w Starym Świecie, w którym kolejne ludy wyłaniały się z dziejów historii i podbijały słabszych i zapóźnionych w rozwój sąsiadów. Cała różnica polegała na tym, że wiele z tych procesów tonie w mrokach dziejów, podczas gdy konkwista Nowego Świata odbyła się na progu nowożytności, została szczegółowo opisana w wielu źródłach historycznych i pociągnęła za sobą dalekosiężne skutki.
Inna sprawa, że pisarz chyba nieświadomie nieco idealizuje rdzenne cywilizacje Ameryki, upatrując w nich głównie ofiar poczynań Europejczyków. Oczywiście nie mam zamiaru temu zaprzeczać, bo to przecież prawda, ale warto też pamiętać, że nie były to też pokojowo nastawione plemiona rodem ze Złotej Epoki. Przeciwnie, zarówno Aztekowie, jak i Inkowie byli na etapie rozszerzania i narzucania własnej władzy ościennym ośrodkom, stosując do tego wojnę i przemoc, co, koniec końców, okazało się też źródłem ich słabości, bezlitośnie wykorzystanym przez garstkę zuchwałych konkwistadorów. Ameryka nie była zatem przed konkwistą sielskim zakątkiem świata, do którego wszelkie zło przypłynęło razem z Kolumbem, jak sugeruje nam autor. Warto o tym pamiętać, gdyż pierwotne kultury tubylcze wniosły przecież swoją wydatną cząstkę do formującego się na kontynencie nowego społeczeństwa.
Natomiast to, co jest ogromną zaletę książki, to fakt, że napisał ją człowiek, który doskonale znał bolączki kontynentu i potrafił jasno i klarownie wyłożyć przyczyny, które według niego odpowiadały za taki stan rzeczy. W swoich wywodach Galeano nie ucieka od odpowiedzialności samych Latynosów za sposób funkcjonowania państw powstałych powstałych po upadku hiszpańskiego imperium kolonialnego, choć może nie za mocno też ją akcentuje. Rola centralnych miast nowo powstałych państw zasadniczo nie uległa wtedy zmianie, gdyż nadal były to ośrodki nastawione na eksploatację okolicznych obszarów, co bardzo ładnie przedstawił autor na przykładzie Argentyny i Buenos Aires - miasta-portu, który zdominował życie ekonomiczne praktycznie całego kraju. Tak samo było ze zjawiskiem caudillizmu, który przez dziesięciolecia był zmorą kontynentu. We wszystkich tych zjawiskach oczywiście przebijają dowody na głęboko negatywną spuściznę okresu kolonialnego, ale jednocześnie też ukazują wewnętrzne rozdarcie w ramach poszczególnych krajów latynoamerykańskich, gdzie interes jednostek lub grup społecznych dominował nad jednością narodową, która zresztą w wielu rejonach kontynentu dopiero się rodziła. I to rodziła się w bólach.
„Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” to na pewno ciekawa książka dla osób, które chcą dowiedzieć się czegoś o przeszłości Ameryki Południowej. Pomijając naleciałości ideologiczne, jej autor prezentuje obszerny wycinek przeszłości kontynentu, który pozwala lepiej zrozumieć skalę problemów, z jakimi muszą borykać się tamtejsze społeczeństwa. W życiu państw i narodów nic nie ginie, nie mógł zatem z dnia na dzień zniknąć bagaż kolonialnej przeszłości, co w swoje książce udowadnia autor. Moim zdaniem, mimo upływu lat, to nadal bardzo ważna książka, która pokazuje ciągłość pewnych procesów ekonomicznych. Słusznie uważana za klasyczną pozycję o Ameryce Łacińskiej.
Fundamentalna publikacja dla zrozumienia przeszłości oraz teraźniejszości Ameryki Łacińskiej. A jeśli tak, to i zapewne kontrowersyjna. Dla jednych to rodzaj prawdy objawionej, która w prosty sposób tłumaczy złożoną rzeczywistość, dla innych natomiast - porcja lewicowej propagandy. Będąc dalekim od skrajnych nastrojów, postanowiłem samodzielnie ocenić aktualną wartość tej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” to opowieść o świecie, w którym bogaty staje się coraz bogatszy, a biedny niezmiennie jest biedny. Galeano pisze o nierównościach ekonomicznych, feudalizmie, merkantylizmie, niewolnictwie fizycznym i ekonomicznym. Całość tworzy system, w którym podział na zwycięzców i przegranych nie zmienia się od końca XV wieku. Od czasów Krzysztofa Kolumba Ameryka Łacińska za sprawą bogatej północy utrzymywana jest w stagnacji, monokulturze upraw (trzcina cukrowa, bawełna),traktowana jako źródło surowców (srebro, złoto, metale ziem rzadkich). Do tego dochodzi eksterminacja ludności miejscowej, niewolnictwo.
Książka rozpoczyna się od opisów grabieży kolonialnych dokonanych przez Hiszpanię i Portugalię, a kończy na neokolonializmie, w którym za pomocą zamachów stanu, ustanawiania monopoli, wywoływania konfliktów wewnętrznych, rabunkowej gospodarce, cłach niszczy się raczkujące sektory gospodarki, utrwala latyfundystyczne, feudalne relacje społeczne, hamuje rozwój gospodarczy.
Ekonomiczna, gospodarcza i społeczna historia krajów od Meksyku po Urugwaj jest ciemną stroną wzlotów i sukcesów państw europejskich, Stanów Zjednoczonych. Pomimo że napisana pół wieku temu, żyły ciągle są otwarte. Zmieniają się formy eksploatacji, narzędzia nacisku, regulacje prawne, ale nadal te same kraje wygrywają, a inne ciągle przegrywają.
“Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” to opowieść o świecie, w którym bogaty staje się coraz bogatszy, a biedny niezmiennie jest biedny. Galeano pisze o nierównościach ekonomicznych, feudalizmie, merkantylizmie, niewolnictwie fizycznym i ekonomicznym. Całość tworzy system, w którym podział na zwycięzców i przegranych nie zmienia się od końca XV wieku. Od czasów Krzysztofa...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobrze napisany reportaż przedstawiający pokrótce losy Ameryki Łacińskiej od czasów przybycia Europejczyków do początku lat .70 XX wieku. Czyta się go naprawdę przyjemnie. W przystępny sposób omówiony jest temat niemal całkowicie pomijany w szkołach, czyli historia kontynentu po konkwiście. Przytaczane są liczne fakty i wydarzenia mało znane szerszej publiczności.
Gorzej jest, gdy tematyka przechodzi do wyrażania poglądów i idei w kwestiach społeczno-ekonomicznych. Można odnieść wrażenie, że czyta się „Manifest komunistyczny” Marksa, na który zresztą autor w treści kilkukrotnie się powołuje. Powraca się do tematu nierówności społecznych, tego, że bogaci opływają w luksusy, a rolnicy i robotnicy żyją w nędzy. Jest to przedstawione w tendencyjny sposób. Jakby czymś naturalnym i oczywistym było odebranie elitom „niepotrzebnych nadmiarowych pieniędzy” i przekazanie ich biednym. Autor wprost pisze, że jedynymi rozwiązaniami kłopotów Ameryki Łacińskiej są rewolucja, socjalizm oraz przymusowe zabranie ziemi posiadaczom i majątków zagranicznym przedsiębiorstwom.
Za przykład modelowego rozwiązania służy Kuba. Autor zaznacza, że Kuba oczywiście też miała trudności społeczne i gospodarcze, ale socjalistyczne społeczeństwo dzielnie je zwalczało. Jednak nie wspomina już o tym, że stabilny rozwój Kuby był możliwy tylko dzięki otrzymywaniu ogromnego wsparcia od Związku Radzieckiego, który miał w tym interes wyłącznie polityczny, a ekonomicznie zupełnie mu się to nie opłacało.
Bardzo dobrze napisany reportaż przedstawiający pokrótce losy Ameryki Łacińskiej od czasów przybycia Europejczyków do początku lat .70 XX wieku. Czyta się go naprawdę przyjemnie. W przystępny sposób omówiony jest temat niemal całkowicie pomijany w szkołach, czyli historia kontynentu po konkwiście. Przytaczane są liczne fakty i wydarzenia mało znane szerszej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to