
Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2021-08-25
- Data 1. wyd. pol.:
- 2012-04-01
- Liczba stron:
- 350
- Czas czytania
- 5 godz. 50 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788366863163
Nowe i uzupełnione wydanie najbardziej fascynującej książki o rodzinie Iwaszkiewiczów, napisanej przez prawnuczkę Anny i Jarosława.
Ludwika Włodek poruszyła wątki dotąd przez biografów marginalizowane. Opowiedziała losy całej rodziny – aż do dzisiaj. Pokazała Iwaszkiewicza uwikłanego w sprawy żony, córek i wnuków. Rozdartego pomiędzy ukraińską przeszłością i warszawską codziennością. Zaangażowanego w sprawy publiczne i domowe. Myślącego o dalekich podróżach i tęskniącego do kochanków. Dotąd nikt z taką odwagą, a jednocześnie delikatnością nie opisał stosunków panujących na Stawisku, w domu, w którym Anna i Jarosław spędzili większość swojego długiego życia i w którym, jako mała dziewczynka, mieszkała także autorka. Rozmawiała z rodziną, a także z przyjaciółmi pisarza i jego bliskich. Czytała ich nieopublikowane listy, wspomnienia i pamiętniki.
Tak powstała przejmująca opowieść: miejscami tragiczna, miejscami zabawna, pełna anegdot i obalająca wiele mitów.
Na zdjęciu okładkowym są Anna i Jarosław w latach 30. na przylądku Skagen. To w tym miejscu Półwyspu Jutlandzkiego ścierają się dwa morza: Północne i Bałtyckie, ale ich wody się nie mieszają. Fale pod innym kątem spotykają się, zderzają i rozbijają o siebie nawzajem…
Kup Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie
Poznaj innych czytelników
558 użytkowników ma tytuł Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie na półkach głównych- Chcę przeczytać 292
- Przeczytane 262
- Teraz czytam 4
- Posiadam 70
- Biografie 6
- Ulubione 5
- 2013 5
- 2012 4
- Biografia 4
- 2018 3







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie
Trochę chaotyczna opowieść o rodzinie Iwaszkiewiczów. W drugiej połowie książki gawędy już nabierają kierunku i czyta się szybciej, bez tego poczucia chaosu. Iwaszkiewicz był wielkim pisarzem, pomimo, że ilość osób, które miał na utrzymaniu plus wielkie włości, była porażająca. Dobrze, że w Stawiskach powstało muzeum, ponieważ, niezliczona ilość spadkobierców sprawiła by, że dom i pamiątki rozpierzchły by się w niebyt, podobnie jak było z Kossakówką. Po lekturze usiadłam do internetu i zaczęłam googlować poszczególnych członków rodziny, ponieważ "Pra", jest tylko dodatkową opowieścią niezbyt siląc się na jakieś wnikliwe i dogłębne próby rekonstrukcji losów poszczególnych członków rodziny. Np. niewiele o Nuci, która zlewa sie z pozostałymi siostrami Iwaszkiewicza, Babcia Koczkodan też ma lukę w biografii , Ciotka PIlawitzowa miała dzieci, a o tych dzieciach mało, albo wcale. Ogrom postaci sprawia, że błądzi się po rozpiskach drzew genealogicznych gubiąc opowieść.
Trochę chaotyczna opowieść o rodzinie Iwaszkiewiczów. W drugiej połowie książki gawędy już nabierają kierunku i czyta się szybciej, bez tego poczucia chaosu. Iwaszkiewicz był wielkim pisarzem, pomimo, że ilość osób, które miał na utrzymaniu plus wielkie włości, była porażająca. Dobrze, że w Stawiskach powstało muzeum, ponieważ, niezliczona ilość spadkobierców sprawiła by,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo szczegółowe informacje, dla osoby spoza rodziny może aż za szczegółowe, ale ogólnie warto przeczytać. Dobrze włożyć dwie zakładki - jedną na bieżące miejsce czytania, a drugą na drzewa genealogiczne, bo aby zrozumieć, kto jest kim, często trzeba zerkać do nich.
Bardzo szczegółowe informacje, dla osoby spoza rodziny może aż za szczegółowe, ale ogólnie warto przeczytać. Dobrze włożyć dwie zakładki - jedną na bieżące miejsce czytania, a drugą na drzewa genealogiczne, bo aby zrozumieć, kto jest kim, często trzeba zerkać do nich.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawie i wartko napisane, dobrze się czyta, chociaż momentami ciężko się połapać kto jest kim w tej rozległej rodzinie.
Ciekawie i wartko napisane, dobrze się czyta, chociaż momentami ciężko się połapać kto jest kim w tej rozległej rodzinie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla miłośników twórczości Jarosława Iwaszkiewicza książka raczej obowiązkowa. Tym bardziej, że pisana przez kogoś z klanu Iwaszkiewiczów, chociaż autorka miała 3 lata, kiedy pisarza ubrano w galowy strój górnika i umieszczono jego ciało w trumnie, czyli pamięta swoich pradziadków raczej marnie.
W różnych fazach swojej znajomości ze światem Iwaszkiewicza można czytać książkę, ale jedną z optymalnych jest ta, którą ja wybrałem.
Otóż książka - z wyjątkiem początku, gdzie autorka przywołuje okres ukraiński (Ukraina Iwaszkiewiczów) w życiu Jarosława i jego przodków - w zasadzie swoim bohaterem czyni Stawisko, czyli dom w którym żyli po ślubie Hanna i Jarosław, ale też ich bliscy i kolejne pokolenia, czyli córki, ich mężowie, wnuki, wnuczki, prawnuki, ale też osoby pomagające w codziennym życiu tego całego - czasami trochę niepozbieranego życiowo - towarzystwa.
I właśnie w Stawisku - podczas wizyty w tamtejszym muzeum - nabyłem ową książkę, czyli ładnie spiąłem klamrę moją "znajomość" z Iwaszkiewiczem. Dodatkowy atut to oczywiście bezpośrednia obecność w domu, który właściwie swoją bytność zaznacza na każdej stronie książki.
A poza tym prawdopodobnie mogą mieć z książką problem czytelnicy, którzy niewiele wiedzą o Iwaszkiewiczu, o jego biografii, bo natłok informacji o osobach, kolejnych ich związkach, faktach, zdarzeniach może nieco przytłaczać. I rzeczywiście o samym Iwaszkiewiczu jest w książce niewiele, ale jeżeli uzmysłowimy sobie, że całe to towarzystwo było na utrzymaniu Iwaszkiewicza ( i dodamy do tego naprawdę niezły zwierzyniec) to całą tę opisaną historię można potraktować jako perypetie Iwaszkiewicza, w kontekście wspomnień o bardzo licznych podopiecznych, gdzie akcent został położony właśnie na tych ostatnich...a zresztą autorka uprzedza, że bohaterami książkę czyni rodzinę Iwaszkiewiczów, z dyskretnym ukłonem w stronę rodziny teścia, Stanisława Lilpopa.
Książka bardzo dobra...ale mogę być nieobiektywny.
Dla miłośników twórczości Jarosława Iwaszkiewicza książka raczej obowiązkowa. Tym bardziej, że pisana przez kogoś z klanu Iwaszkiewiczów, chociaż autorka miała 3 lata, kiedy pisarza ubrano w galowy strój górnika i umieszczono jego ciało w trumnie, czyli pamięta swoich pradziadków raczej marnie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW różnych fazach swojej znajomości ze światem Iwaszkiewicza można czytać...
No i gdzie sam Iwaszkiewicz w tej biografii? Jest go jak na lekarstwo, w przeciwieństwie do samej autorki. Nieco ciekawostek, a więcej rozczarowania.
No i gdzie sam Iwaszkiewicz w tej biografii? Jest go jak na lekarstwo, w przeciwieństwie do samej autorki. Nieco ciekawostek, a więcej rozczarowania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów”jest historią rodu opowiedzianą przez prawnuczkę poety Ludwikę Włodek. Autorka bardzo szczegółowo przedstawiła rodzinę Iwaszkiewiczów i Lilpopów, z których pochodziła jej prababcia.
W mojej opinii zbyt wiele miejsca poświęciła dalszej rodzinie, za dużo tych powinowatych , można się pogubić. Co prawda nie przeczytałam w niej niczego nowego o Iwaszkiewiczu, ale książka mnie zainteresowała. Stare rodzinne fotografie są dobrym dopełnieniem tekstu.
„Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów”jest historią rodu opowiedzianą przez prawnuczkę poety Ludwikę Włodek. Autorka bardzo szczegółowo przedstawiła rodzinę Iwaszkiewiczów i Lilpopów, z których pochodziła jej prababcia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW mojej opinii zbyt wiele miejsca poświęciła dalszej rodzinie, za dużo tych powinowatych , można się pogubić. Co prawda nie przeczytałam w niej niczego nowego o...
Ponieważ i w mojej rodzinie był taki dom, w moim przypadku dom dziadków, nie pradziadków, tak samo gromadzący wokół siebie wszystkich, ludzi i zwierzaki, obrastający w historie, utonęłam w tej książce, opowieści o ludziach i zwierzakach mieszkających w Stawisku. Jedyne co wydaje mi się w "Pra. Iwaszkiewiczowie." niepotrzebne, to zbyt duża jej część poświęcona współpracy Iwaszkiewicza z komunistycznymi władzami. Wystarczyłaby strona, bo chciałoby się czytać jak najwięcej o fascynujących ludziach mieszkających i pojawiających się na Stawisku.
Ponieważ i w mojej rodzinie był taki dom, w moim przypadku dom dziadków, nie pradziadków, tak samo gromadzący wokół siebie wszystkich, ludzi i zwierzaki, obrastający w historie, utonęłam w tej książce, opowieści o ludziach i zwierzakach mieszkających w Stawisku. Jedyne co wydaje mi się w "Pra. Iwaszkiewiczowie." niepotrzebne, to zbyt duża jej część poświęcona współpracy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka podjęła się karkołomnego zadania, bo pisanie o własnej rodzinie - zwłaszcza gdy ma się tak słynnego pradziadka - nie jest łatwym zadaniem. Książek o Jarosławie Iwaszkiewiczu jest sporo. Po tej ,autorstwa jego prawnuczki spodziewałam się portretu pisarza w domowych pieleszach, pokazania go przede wszystkim jako męża, ojca i dziadka. Ludwika Włodek zaczyna natomiast od szczegółowej historii rodziny jej pradziadka i prababki, Anny z Lilpopów. Przez mniej więcej pierwsza połowę książki następuje wylicznka nazwisk, która - jak dla mnie -była nużąca i często trudno było sie połapać, bez zaglądania do drzewa genealogicznego, kim jest osoba, o której mowa. Dopiero od V rozdziału dowiadujemy się więcej, jakimi rodzicami i dziadkami byli Iwaszkiewiczowie, oczywiście w subiektywnej opinii ich potomków. Ale jest to bardzo ciekawa, barwna opowieść i trudna do znalezienia gdzie indziej. " Dziadkowie jak się kłócili, to strasznie krzyczeli i trzaskali drzwiami. Dziadkowi zdarzało się walić laską o podłogę" - wspomina ich wnuczka Anusia i dodaje, że starsi państwo kłócili się o wszystko - rzeczy zasadnicze i błahostki. O politykę, religię, o córki i wnuki, o to, że obiad spóżniony i ze dziadek nie ma co na siebie włożyć. Autorka siegajac do zasobów rodzinnych przytacza list Jarosława do jego córki Teresy, w którym pisarz skarzy sie m.in, że gdyby miał wypadek na ulicy to wszyscy dowiedzieliby się, w jak zniszczonych, połatanych gaciach chodzi. "Jak się państwo kłocili to ona przechodziła na francuski, żebym ja nie rozumiała. Raz była straszna awantura, bo na Stawisko zadzwoniła Magda Markowska, że Teresa nie wróciła do domu. Stary zaczął się drzeć, że ma takie straszne córki, do czego to podobne i tak dalej- wspomina Zosia Dziecioł, która przepracowała na Stawisku kilkadziesiat lat. Ale jego wnuk Maciej Wlodek zapewnia, ze dziadek kochał swoja żonę najczystszą miłościa, choć była pod kazdym wzgledem jego przeciwieństwem." Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, jak w gruncie rzeczy smutne i trudne mogło być czasem dzieciństwo mojego ojca i jego siostry. ... Pozornie wesołe życie rodzinne , ze wszystkimi byłymi i aktualnymi żonami i mężami, dziećmi z różnych małżeństw zasiadającymi przy jednym stole, kryło wiele wzajemnych żalów i resentymentów, które, choćby głęboko skrywane, tkwią w sercach moich bliskich po dziś dzień" - podsumowuje autorka. Smutne i trudne - być może, ale barwne i nietuzinkowe na pewno.
Autorka podjęła się karkołomnego zadania, bo pisanie o własnej rodzinie - zwłaszcza gdy ma się tak słynnego pradziadka - nie jest łatwym zadaniem. Książek o Jarosławie Iwaszkiewiczu jest sporo. Po tej ,autorstwa jego prawnuczki spodziewałam się portretu pisarza w domowych pieleszach, pokazania go przede wszystkim jako męża, ojca i dziadka. Ludwika Włodek zaczyna natomiast...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawnuczka, Ludwika Wlodek przywołuje świadectwa i ożywia wspomnieniami historię rodzinną swoich pradziadków, Anny i Jarosława Iwaszkiewiczow - całe drzewo genealogiczne zakorzenione w legendarnym dworku na Stawisku.
Galeria postaci z rozgałęzień rodzinnych, anegdoty, powiedzonka - w moim odbiorze - raczej nie bawią, niekiedy trywialne, a niektóre detale intymne, niepotrzebne. Miejscami opowieść nużyła mnie.
Urozmaiceniem reportażu są liczne zdjęcia pamiątkowe.
Znaleźć można w tej publikacji książkowej, co dla mnie jest ważne, wyjaśnienie kwestii serwilistycznej postawy pisarza wobec reżimu czasu PRL-u, która wynikała z mentalności Iwaszkiewicza, jego intelektualnych przekonań i rozumienia takiego, a nie innego stanu rzeczy.
Reasumując, jednak warto było przeczytać tę literacka i historyczną opowieść rodową o jednym z najlepszych i kontrowersyjnych polskich pisarzy i poetów XX wieku.
Prawnuczka, Ludwika Wlodek przywołuje świadectwa i ożywia wspomnieniami historię rodzinną swoich pradziadków, Anny i Jarosława Iwaszkiewiczow - całe drzewo genealogiczne zakorzenione w legendarnym dworku na Stawisku.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGaleria postaci z rozgałęzień rodzinnych, anegdoty, powiedzonka - w moim odbiorze - raczej nie bawią, niekiedy trywialne, a niektóre detale intymne,...
Nawet nie wiecie, jak straszliwie bałem się lektury „Pra”. Gdyby nie to, że mam zamiar w tym miesiącu sięgnąć po wiersze Iwaszkiewicza, najprawdopodobniej zwlekałbym jeszcze dłużej i odkładał rozpoczęcie tej przygody w czasie. Książkę Włodek otwierałem z lekkim drżeniem i pewnym lękiem, co zastanę w środku. Na szczęście okazało się, że nie było czego się bać – po pierwszych stronach moje zmartwienia minęły, a ja zacząłem prawdziwie rozkoszować się biografią.
Obraz Iwaszkiewiczów został we mnie wykształcony przez serial „Stulecie Winnych”, gdzie Jarosław i Anna byli bohaterami drugoplanowymi. Nie potrafię w tym momencie odpowiedzieć, dlaczego moja sympatia i już nawet pewna miłość do nich rozwinęły się aż tak bardzo. Stanowi to dla mnie ogromną tajemnicę. Ze względu, że ta para jest niezwykle ważna w moim życiu, recenzję postanowiłem wyraźnie podzielić na dwie części. Jedna będzie subiektywna, druga obiektywna, ponieważ różnica między nimi jest znaczna.
Może najpierw kwestia autorki. To, że biografię Iwaszkiewiczów napisała Ludwika Włodek, ich prawnuczka, jest i plusem, i minusem. Do pozytywów na pewno należy zaliczyć fakt, że znała ona pradziadków i resztę rodziny z różnych wewnątrzrodzinny opowiadań, przekazów, powiedzonek. Pod tym względem książka zyskuje zupełnie inny wymiar. Ludwika pisze o większości członków rodziny, jakby ich rzeczywiście znała, a przecież wiele z nich odeszło, kiedy autorka jeszcze się nie urodziła bądź była dzieckiem. Dzięki temu, że w jej rodzinie pamięć jest wiecznie żywa, ci dawno zmarli ludzie także. A Ludwika Włodek ma ogromny talent pisarski i pięknie przenosi wszystkie wspomnienia i rodzinne anegdotki czy opowieści na papier.
Z drugiej jednak strony stanowić to może również minus, ponieważ jako członkini rodziny pisarka, odniosłem takie wrażenie, próbuje nieco wybielić Annę i Jarosława (choć tego drugiego w znacznie większym stopniu). Moim zdaniem często się w tym mota i kiedy chociażby zacząłem fragment o powiązaniach Iwaszkiewicza z komunizmem i PZPR-em, próbowała usprawiedliwić kontakty pradziadka z PRL-owskimi władzami. Rozumiem, że dzięki temu chce ocieplić jego wizerunek i automatycznie wypromować jego dzieła, natomiast ja wolałbym prawdę i bezstronność w pewnych sprawach. A akurat w kwestii komunizmu w życiu Jarosława pozwalam sobie mieć nieco inne zdanie niż Włodek.
Na co warto zwrócić uwagę, to że książka ma również podtytuł – „Opowieść o rodzinie”, co jest kluczowe, jeśli zamierzacie po nią sięgnąć. Prawnuczka Jarosława i Anny zdecydowała się napisać biografię całej rodziny, zawierając w niej części poświęcone rodzicom i rodzeństwu pradziadka oraz chociażby matce i ojcu prababci. Stąd też jeśli szukacie książki w pełni o Jarosławie i Hani, to „Pra” nie jest dla Was.
Odniosłem też wrażenie, i piszę to z wielkim smutkiem, że ta książka jest napisana przez Włodek trochę po łebkach. Czuję ogromny niedosyt, wiele wątków mogło być o wiele lepiej rozwiniętych i pogłębionych. Dla osób chcących zacząć przygodę z Iwaszkiewiczem może stanowić to plus, jednak dla mnie ta powierzchowność jest minusem. I moim zdaniem właśnie „Pra” są idealne dla osób pragnących poznać Iwaszkiewicza przed sięgnięciem po dzieła jego autorstwa, pamiętniki, listy itd.
Szkoda, że ta książka jest taka krótka. Rozumiem tłumaczenia autorki, powstało już pewnie kilka biografii o samym Iwaszkiewiczu, jednakże jeśli Włodek by je powtórzyła i opowiedziała historię pradziadka po swojemu, oczami jego i swoich bliskich, biografia mogłaby być unikalna i zyskać totalnie inne, nowe, świeższe znaczenie. Smuci mnie też fakt, że w „Pra” znajduje się stosunkowo mało rozmów z członkami rodziny, ponieważ zawsze lubiłem te fragmenty wzbogacone komentarzami pisarki.
Książkę ostatecznie skończyłem z pogodnym uśmiechem na ustach. Być może dla niektórych zabrzmi to absurdalnie, ale poczułem się, jakbym czytał o swojej rodzinie i sam był jednym z Iwaszkiewiczów. „Pra” dała mi jakąś niesamowitą wiarę w siebie, pozwoliła przenieść niektóre doświadczenie Iwaszkiewiczów na realia mojej rodziny, uczłowieczyła Annę i Jarosława i sprawiła, że stali mi się ogromnie bliscy. Czuję, że znalazłem dawno poszukiwany dom. Jakbym wreszcie, po wieloletnim rejsie zawinął do spokojnego portu. Choć przewróciłem ostatnie strony książki, zamknąłem ją i odłożyłem na półkę, wyszedłem z tego okrętu na ląd, to jednak będę z pewnością jeszcze na niego wracał nie raz, nie dwa. Bo przecież powracanie do domu to zawsze przepiękne uczucie.
A ten miły powrót planuję już niebawem, bo dzienniki Jarosława czekają i patrzą się na mnie wzrokiem mówiącym mniej więcej „Przeczytaj nas!” :). A i wierszopisarzem Iwaszkiewicz był bardzo płodnym, więc niejedna literacka przygoda z Jarosławem przede mną.
Nawet nie wiecie, jak straszliwie bałem się lektury „Pra”. Gdyby nie to, że mam zamiar w tym miesiącu sięgnąć po wiersze Iwaszkiewicza, najprawdopodobniej zwlekałbym jeszcze dłużej i odkładał rozpoczęcie tej przygody w czasie. Książkę Włodek otwierałem z lekkim drżeniem i pewnym lękiem, co zastanę w środku. Na szczęście okazało się, że nie było czego się bać – po pierwszych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to