Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz

Okładka książki Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz
Joanna Burdek Wydawnictwo: Novae Res literatura obyczajowa, romans
246 str. 4 godz. 6 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo:
Novae Res
Data wydania:
2021-05-21
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-21
Liczba stron:
246
Czas czytania
4 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382193251
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
121
106

Na półkach:

Moim zdaniem książka ta jest zdecydowanie inna, co czyni ją zdecydowanie wyjątkową lekturą.

Pierwsze co mnie w niej zachęciło to tytuł, po którym w ogóle nie wiedziałam czego się spodziewać. Okładka również nie jest taką typową okładką. Zaś opis z okładki sam w sobie był bardzo ciekawy, co już ostatecznie spowodowało, że zdecydowałam się sięgnąć po tę lekturę.

Przerażają Was czasem sny? Macie tak, że sny wydają Wam się być realniejsze niż życie? Jeśli tak, to może zaciekawić Was historia jednej z bohaterek tej powieści. 😉

Karina, Magda i Blanka to trzy kobiety, które z pozoru nie łączy nic.

W ich życiu pojawi się mała dziewczynka, którą namiesza.

To właśnie Blanka miewa bardzo dziwne sny. Na co dzień pracuje w korporacji, a swoje sny potrafi bardzo dobrze zapamiętać. Magda pragnie miłości. Z kolei Kariny jest w nieszczęśliwym, toksycznym związku. Nie chcę zdradzać Wam więcej. Musicie przeczytać sami 😉

Zakończenie zdecydowanie zaskakuje.

Książka jest przepełniona tajemnicą. Momentami naprawdę można się pogubić co jest jawą, a co snem. Historia jest przedstawiona z perspektywy różnych bohaterów.

Wiele dialogów było humorystycznie sarkastycznych. Szczególnie tych o bohaterze informatyku 😅

Podsumowując, było ciekawie, oryginalnie i nowatorsko.
Ta historia zdecydowanie okazała się nadzwyczajna, nietypowo. Chyba niepodobna do niczego, co miałam okazję przeczytać do tej pory. Była dużym zaskoczeniem i z tego też względu, była dla mnie bardzo wciągająca.
Bardzo dobry debiut.
Polecam!

Moim zdaniem książka ta jest zdecydowanie inna, co czyni ją zdecydowanie wyjątkową lekturą.

Pierwsze co mnie w niej zachęciło to tytuł, po którym w ogóle nie wiedziałam czego się spodziewać. Okładka również nie jest taką typową okładką. Zaś opis z okładki sam w sobie był bardzo ciekawy, co już ostatecznie spowodowało, że zdecydowałam się sięgnąć po tę lekturę....

więcej Pokaż mimo to

avatar
492
485

Na półkach: ,

Zawsze obawiam się takich „prostych” książek. Prostych opowieści z prostym przekazem. Dlaczego? Kilka razy nacięłam się na ową prostotę. Okazywało się, że lekkie i proste opowiastki nie nadawały się nawet na usypiacza. I to chyba jest najsmutniejsze. A może ja już mam wyrobiony na tyle gust, że ta prostota jest dla mnie zbyt… prosta? Myślę, że nie koniecznie! Jest tyle wspaniałych łatwych powieści, które sprawiły mi wiele radości przy popołudniowym czytanku. Czy Rudy Kot mnie jakoś zachęcił?

Oczywiście! Właśnie z powodu tytułu! Mam w domu takiego jednego kawalera, który jest Rudy i ma cztery łapki. Uznałam, że książka o takiej nazwie nie może być zła! Nawet jeśli byłaby słaba – szukałabym jej mocnych stron! Na szczęście nie musiałam tego robić, bo „Rudy Kot” okazał się być lekką lekturą, prostą – w dobrym słowa znaczeniu, taką, która pozwala na odpoczynek przy czytaniu, a nie denerwowaniu się, że nie dostało się nic wartego grzechu.

Co zaserwowała nam Autorka? Historię trzech kobiet, których problemy opierają się na mężczyznach. Blanka to babeczka, która zapamiętuje swoje sny – do tzw. co do joty. Jej życie w sporej mierze odbywa się w korpo swerze, więc nie do końca chyba umie się tam odnaleźć. Magda, nauczycielka, która kocha czytać (brzmi znajomo?) i nadal marzy o wielkiej, romantycznej miłości. Karina czuje, że w jej związku coś się wypaliło, a wszystkie znaki na Ziemi i niebie niemalże krzyczą, by w końcu odpuścić. Coś, co mocno charakteryzuje tę powieść to fakt, że od początku jest oparta na swoistym chaosie. Oczywiście nie każdy to lubi, choć ja, która uwielbia mieć chaos w życiu i w pracy – doskonale się odnalazłam.

Wspólnym mianownikiem bohaterek jest fakt, że nie chcą się na siłę dostosowywać, że pragną mieć swoje „ja” i nieodpartą chęć, by się jednak nie poddać panującym regułom. Nie jest to lekka historia i na pewno trzeba ją czytać z uwagą. Wręcz namawiam, by ci, którzy nie specjalnie mogą czytać rozbrykane (początkowo) historie – niech się przemogą, bona prawdę warto! Mnie jako właścicielce Rudego Kota, kobiecie, która właśnie przy boku mężczyzny odnalazła swoje prawdziwe oblicze i na co dzień, nie tylko charakterkiem jest chaotyczna, owa książka naprawdę przypadła w upodobania 🙂

Zawsze obawiam się takich „prostych” książek. Prostych opowieści z prostym przekazem. Dlaczego? Kilka razy nacięłam się na ową prostotę. Okazywało się, że lekkie i proste opowiastki nie nadawały się nawet na usypiacza. I to chyba jest najsmutniejsze. A może ja już mam wyrobiony na tyle gust, że ta prostota jest dla mnie zbyt… prosta? Myślę, że nie koniecznie! Jest tyle...

więcej Pokaż mimo to

avatar
523
494

Na półkach: , ,

Mogłabym odwdzięczyć się autorce tej książki u użyć słów na podobieństwo tych, jakich ona nadużywa w „Rudym kocie bez rodowodu...” i bluzgami okrasić tą recenzję. Skoro ona uraczyła mnie takim rynsztokowym językiem – którego jest bardzo, bardzo dużo w tej powieści – powinnam zrobić podobnie. Dla mnie jednak świat rynsztokiem nie śmierdzi, a przekleństwa świadczą o braku wyobraźni i o ograniczonym słownictwie.

„Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” (powiedzmy, że "pióra") Joanny Burdek to mieszanka światów, osobowości i różnych czasoprzestrzeni. Coś jest, zaraz tego nie ma. Pojawia się kilkuletnia dziewczynka i nikt nie wie skąd, włącznie z czytelnikiem, który w pewnych momentach gubi się w nic nieznaczących wątkach. Wiele jest bowiem pobocznych wydarzeń, które nie mają istotnego znaczenia w całościowej fabule. A wszystko zaczyna się od Bianki i jej snów tak wyrazistych, że aż prawdziwych. Jawa przenika do fantazji, a mary senne zaczynają żyją tuż obok tych realnych. Ta książka przywodzi mi na myśl wielki kocioł wypełniony rozpuszczoną czekoladą (złem) i białą puszystszą kremówką (dobrem). Do tego gara wkładam mikser i mieszam. Na wolnych obrotach białe stopniowo łączy się z ciemnym tworząc zachwycającą kolorystycznie masę, lecz zwiększam obroty i ta sama masa... Ciemne pochłania jasne i śmietanowa biel niknie w czekoladowym kremie, pochłania wszystko. Zło zwycięża. Tak jest w powieści Joanny Burdek. Tu seks, wyuzdanie, przekleństwa i trudne ludzkie charaktery udowadniają swoją nie niezaprzeczalną rację bytu. W świecie jaki wykreowała autorka próżno szukać dobra, czy czułości. Korporacja Blanki, dom Kariny czy dualne życie Magdy – wszystko to okazuje się być siecią ludzkich zależności oraz słabości, a także pułapkami kobiet, które w nie same weszły. Nikt tych kobiet w owe „gniazda codzienności” nie wrzucił z zaskoczenia. Nie są temu winni mężczyźni, którym się to wmawia, acz tylko i wyłącznie one same.

Autorka zastosowała ciekawe połączenie świata realnego z wątkami sennymi, jednak efekt końcowy według mnie to kompletne dno. Widać, że powieść jest przemyślana i wcześniej nawet „przepracowana schematycznie”, ale nie takiego efekty oczekiwałam. Dla mnie ta książka jest nijaka. Przez wielu zostanie odrzucona po przeczytaniu pierwszych sześćdziesięciu stron, zostanie z niesmakiem odłożona. Może treść sama w sobie jest ciekawa, lecz język, jakim posłużyła się sama Joanna Burdek sprawia, że nie da się jej czytać. A szkoda, bo zapowiadała się bardzo dobrze. .

dziękuję nakanapie

Mogłabym odwdzięczyć się autorce tej książki u użyć słów na podobieństwo tych, jakich ona nadużywa w „Rudym kocie bez rodowodu...” i bluzgami okrasić tą recenzję. Skoro ona uraczyła mnie takim rynsztokowym językiem – którego jest bardzo, bardzo dużo w tej powieści – powinnam zrobić podobnie. Dla mnie jednak świat rynsztokiem nie śmierdzi, a przekleństwa świadczą o braku...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
102
32

Na półkach:

Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" to debiutancka książka autorstwa @asia_burdek.
Poznajemy historie 3 bohaterek - Magdy, która poszukuje miłości, Kariny tkwiącej w toksycznym związku i Blanki, pracownicy korporacji, której sny są tak realne, że czasami niewiadomo co jest snem a co rzeczywistością. Losy 3 kobiet niby nie są ze sobą powiązane, ale to tylko pozory..

Książka jest inna niż wszystkie, czytajac zastanawiałam się "ale o co tu chodzi"😅 Historia jest dziwna i pokręcona, ale także wciągająca, że chce się czytać dalej. Zakończenie zaskakuje, ale też dużo wyjasnia. Książka intryguje i nawet po przeczytaniu zastawiałam się co było snem a co nie 😉 Bo sen bywa realniejszy niż zycie ..

Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" to debiutancka książka autorstwa @asia_burdek.
Poznajemy historie 3 bohaterek - Magdy, która poszukuje miłości, Kariny tkwiącej w toksycznym związku i Blanki, pracownicy korporacji, której sny są tak realne, że czasami niewiadomo co jest snem a co rzeczywistością. Losy 3 kobiet niby nie są ze sobą powiązane, ale to tylko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
275
172

Na półkach:

To osobliwie oryginalna obyczajówka. Gwarantuję, że zagłębiając się w nią zatracicie granice i zostaniecie zawieszeni, gdzieś pomiędzy jawą, a snem. I będzie Wam przyjemnie! Bo niesztampowo! Bo świeżo i oryginalnie! Bo całkowicie inaczej! Ja jestem oczarowana i już wypatruję kolejnej książki autorki 💜

"Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" to opowieść o kobiecej myśli zawartej w rozterce codzienności. Podana jest ona w tak niesztampowy sposób, że trudno się w niej nie odnaleźć i zarazem nie zgubić. To błądzenie w głowach bohaterek i odnajdywanie w nich cząstki siebie. Niezwykła podróż! Z pewnością zostanie ze mną na długo!

Blanka. Karina. Magda.

Trzy kobiety.

Trzy historie.

Trzy odmienne spojrzenia na życie.

Trzy, wyuczone doświadczeniem, sposoby "rozpychania" się w świecie.

Z pozoru różne, a jednak tak do siebie podobne. Jakby ulepione z jednego tworzywa. Jakby z jednego snu wyrwane. Chcą się wyrazić! Tak naprawdę! By zaznać prawdziwego życia i w końcu odrzucić wszystko to, co wypada i jest im narzucone odgórnie. Czy rudy kot i dziewczynka im w tym pomoże? Przekonajcie się. Bo warto!

To osobliwie oryginalna obyczajówka. Gwarantuję, że zagłębiając się w nią zatracicie granice i zostaniecie zawieszeni, gdzieś pomiędzy jawą, a snem. I będzie Wam przyjemnie! Bo niesztampowo! Bo świeżo i oryginalnie! Bo całkowicie inaczej! Ja jestem oczarowana i już wypatruję kolejnej książki autorki 💜

"Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" to opowieść o kobiecej myśli...

więcej Pokaż mimo to

avatar
642
495

Na półkach: , , ,

Czasem trafiam na książki, które mogą nie być zrozumiałe dla większości. Jednak mają w sobie coś takiego co przyciąga i nie pozwala o nich zapomnieć.

Blanka jest wyjątkowa, pamięta każdy swój sen z ogromnymi detalami, przez co często gubi się pomiędzy jawą a marą. Karina uwięziona jest w toksycznej relacji i już nie potrafi się w niej odnaleźć. Magda łaknie prawdziwego uczucia, ale nadal go nie zaznała. Te przy z pozoru różne kobiety mają wspólny pierwiastek, nie chcą zgodzić się na zdominowanie przez płeć męską. Mają dość uległości i pragną czegoś więcej. Jednak czy uda im się to uzyskać?

"Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" to książka nie tylko o niebanalnym tytule, ale i treści. Mogłyby wydawać się, że czytamy historie kilku postaci, które są sobie obce, jednak nic bardziej mylnego. "Rudy kot..." to opowieść, którą każdy czytelnik odbierze inaczej. To historia pomieszania z poplątaniem, z której wysnuwa się tak naprawdę całkiem jasny wniosek. Każdy z rozdziałów to kontynuacja poszczególnej opowieści, a dzięki dokładnemu opisaniu bez problemu wiemy kogo dotyczy. Joanna Burdek serwuje czytelnikom niezły kocioł, bowiem nie tylko momentami wprawia w osłupienie, ale i zapewnia niebywałą rozrywkę. Mamy tutaj tak naprawdę troszkę thrillera, romansu i obyczajówki, a to wszystko pod płaszczykiem nuty fantasy. Jak dla mnie, to naprawdę wyborowa lektura. Czuję się miło zaskoczona twórczością autorki i liczę na kolejne jej dzieła.

Czasem trafiam na książki, które mogą nie być zrozumiałe dla większości. Jednak mają w sobie coś takiego co przyciąga i nie pozwala o nich zapomnieć.

Blanka jest wyjątkowa, pamięta każdy swój sen z ogromnymi detalami, przez co często gubi się pomiędzy jawą a marą. Karina uwięziona jest w toksycznej relacji i już nie potrafi się w niej odnaleźć. Magda łaknie prawdziwego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
308
46

Na półkach: ,

Książka "Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" okazała się książką zdecydowanie nie dla mnie.
__
Jakbym miała opisać tę książkę jednym słowem to byłoby to słowo "chaos". Mój mózg albo nie umiał, albo nie chciał łączyć w całość pojedynczych rozdziałów, szczególnie, że dotyczyły różnych bohaterów, ba, czasem nawet nie wiedziałam o którym bohaterze czytam 😂 Inna rzecz, że być może taki był zamysł autorki, bo nagły zwrot akcji i to co się dzieje na kilkunastu ostatnich stronach w większości tłumaczy te urywane, poszarpane i z dziwnymi wywodami rozdziały.
__
Mamy tu historie trzech kobiet, choć głównie chyba Blanki, oraz trzech mężczyzn. Każda z kobiet szuka swojego miejsca i swego rodzaju szczęścia..
__
Czytając miałam w głowie takie znane wyrażenie "dom wariatów". Do tego przeplatają się tu stereotypowe odniesienia do grup społecznych np informatyków, ludzi pracujących w korporacjach czy głupich i ładnych kobiet. Podskórnie czułam, że chyba w tym jest jakiś głębszy przekaz, że z tych korpoludków, zrejbanowanych czy zapowietrzonych lasek, dziwnych snów, rzeczywistości która nie zawsze nią była czy wysokopoziomowych rozkmin coś powinno wynikać. Ale nie byłam w stanie przebić się przez chaos myśli i zdarzeń aby do tego sensu dojść. Dopiero sama końcówka i to co się tam okazuje, nie dość, że wyświetla neonowe WTF nad głową, to składa częściowo do kupy fabułę i rzuca inne światło na powieść.
__
Mi osobiście całościowo nie przypadła do gustu, głownie dlatego, że dopiero kilka ostatnich stron w jakiś sposób spina całą powieść podczas czytania której ciągle się zastanawiałam o co u licha tu chodzi.
Przyznaję, że styl pisania i niektóre wyrywkowe teksty mi się podobały, czasami nawet bardzo. Ale sposób prowadzenia fabuły sprawiał, że mnie bolała głowa 😂
Może spodobać się osobom lubiącym psychologiczny zamęt i literaturę w nieoczywisty sposób opisującą rzeczywistość.
__
Info: sceny erotyczne i całkiem sporo przekleństw.
__
https://www.instagram.com/kocie_bajki/

Książka "Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz" okazała się książką zdecydowanie nie dla mnie.
__
Jakbym miała opisać tę książkę jednym słowem to byłoby to słowo "chaos". Mój mózg albo nie umiał, albo nie chciał łączyć w całość pojedynczych rozdziałów, szczególnie, że dotyczyły różnych bohaterów, ba, czasem nawet nie wiedziałam o którym bohaterze czytam 😂 Inna rzecz, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
306
300

Na półkach: ,

Blanka to pracownica wielkiej korporacji, która wciąż ma problem, by dostosować się do panujących tam reguł. Jej cechą charakterystyczną jest to, że dokładnie zapamiętuje każdy swój sen- zupełnie jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę, a nie tylko w jej głowie. Magda, to wiejska nauczycielka, która uwielbia czytać książki, która pragnie wreszcie znaleźć prawdziwą miłość. Nadzieje na prawdziwe uczucie pokłada w nowo poznanym mężczyźnie. Tymczasem Karina ma wrażenie, że jej związek sprawił, że zgubiła gdzieś własne ja i każdego dnia czuje się coraz bardziej stłamszona. Trzy kobiety, które na pozór nic nie łączy. Oraz mała dziewczynka, która zdaje się wiedzieć o nich wszystkich więcej niż mogłoby się wydawać.

Bardzo często wspominam o tym, że mam taki zwyczaj, że zwykle czytam każdą książkę do końca, nawet jeśli początkowo daleko mi od zachwytu. Mam ten zalążek nadziei, że coś sprawi, że jeszcze dana historia mnie zaskoczy i sprawi, że moja końcowa opinia będzie zgoła inna od tej początkowej. I tak właśnie było w przypadku debiutu Joanny Burdek. Zdecydowanie nie była to miłość od pierwszego zdania. Gdyby jednak nie mój (często irytujący) upór w czytaniu, to okazałoby się, że porzuciłam coś, co zdecydowanie na to nie zasłużyło. Mój wstępny brak zachwytu wynikał z tego, że początkowo trudno trochę trudno było odnaleźć mi się w tej historii. Bowiem “Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” nie jest powieścią, gdzie wszystko jest od razu oczywiste i podane na tacy. Zostają nam przedstawione przez autorkę trzy różne bohaterki. Żyją innym życiem i borykają się problemami różnej natury. Niedopasowanie społeczne, toksyczne relacje, samotność, brak miłości. Trzy różne kobiety, które łączy jedno- żadna z nich nie chce się dopasowywać do ciasnej formy, którą z góry próbuje im narzucić społeczeństwo. Podążają własną ścieżką niczym koty, ciągle szukając miejsca, gdzie będą mogły wyrwać się ze schematu, być po prostu sobą, bez nieustannej presji spełniania czyiś oczekiwań.

Joanna Burdek wykreowała w swojej powieści taką oniryczną atmosferę, gdzie granica między jawą a snem nieustannie się przesuwa, powodując dezorientację u czytelnika, który niemalże do samego końca nie wie, co tu jest prawdą, a co tylko wytworem umysłu. Pełno tutaj różnych niedopowiedzeń i to na naszych barkach spoczywa, by ułożyć sobie to wszystko w logiczną całość i dostrzec, że te wszystkie wydarzenia, sprawiające kompletnie oderwanych od czapy są tylko pretekstem do przedstawiania całego spektrum problemów, z którymi muszą się mierzyć każdego dnia nie tylko bohaterki tej powieści, ale również każdy z nas. Dużą rolę odgrywa w tym kompletnie zaskakujący finał, który sprawia, że możemy spojrzeć na całokształt w całkiem innym świetle. Strasznie lubię takie minimalistycznie historie, gdzie przy użyciu minimalnej ilości słów autor stara się przekazać jak najwięcej treści, co niekiedy zmusza nas też do tego, by pewne rzeczy wyczytywać między wierszami. I właśnie przykładem takiej powieści jest “Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz”, chociaż akurat w tym przypadku żałuję trochę, że autorka nie rozwinęła niektórych wątków i pozostawiła niektóre kwestie w sferze niedomówień. I mimo tego, że początkowo nie potrafiłam się kompletnie wczuć w tę historię, to ostatecznie jestem usatysfakcjonowana lekturą oraz uważam debiut Joanny Burdek za całkiem dobry oraz intrygujący. Jeśli jesteście fanami minimalizmu oraz zabawy formą, to zdecydowanie jest to tytuł dla Was.

Po więcej zapraszam tutaj:
https://www.instagram.com/katkareads/

Blanka to pracownica wielkiej korporacji, która wciąż ma problem, by dostosować się do panujących tam reguł. Jej cechą charakterystyczną jest to, że dokładnie zapamiętuje każdy swój sen- zupełnie jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę, a nie tylko w jej głowie. Magda, to wiejska nauczycielka, która uwielbia czytać książki, która pragnie wreszcie znaleźć prawdziwą miłość....

więcej Pokaż mimo to

avatar
157
148

Na półkach:

Pamiętacie jak Dorota Masłowska wkroczyła na literacką scenę ze swoją „Wojną polsko-ruską pod flagą biało czerwoną”? Jaki to był szok, niedowierzanie, niekiedy oburzenie. I tak, jak nie każdy potrafi docenić powieść Masłowskiej, tak nie każdy zrozumie i doceni to, co chce nam przekazać Joanna Burdek. Choć „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” jest pod wieloma względami zupełnie inny niż literacki debiut Autorki „Wojny polsko-ruskiej...” to jednak to co łączy obydwie powieści to właśnie ta oryginalność, świeżość i łamanie wszelkich utartych schematów, do których literatura nas przyzwyczaiła.

Powieść Joanny Burdek choć zakwalifikowana została do literatury obyczajowej, to nie jest typową lekką powieścią z jaką ten typ literatury nas oswoił. „Rudy kot..” łączy ze sobą wiele gatunków i konwencji. Elementy thrillera, erotyku, konwencja oniryczna, groteska, tematyka społeczna, piętnowanie i ośmieszanie głęboko zakorzenionych kulturowo i społecznie stereotypów, szczególnie tych dotyczących roli kobiety, to wszystko znajdziecie w tej niepozornej książce o dziwnym tytule. Autorka serwuje nam powieść nieoczywistą, nowatorską, pełną niedopowiedzeń, z niejednolitą, urywaną narracją, napisaną sprawnym, gibkim językiem i z czytelnym, mocnym przesłaniem.

„Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” to historia trzech różnych kobiet, Blanki, Magdy i Kariny. Blanka, to nie umiejąca poddać się regułom korporacji pracownica jednej z nich. Miewa bardzo realistyczne sny, które w całości zapamiętuje. Magda, jest wiejską nauczycielką, lubi biegać i czytać książki, marzy o wielkiej prawdziwej miłości. Karina z kolei, to kobieta po przejściach, żona, matka tkwiąca w niesatysfakcjonującym ją małżeństwie, w którym zupełnie zatraciła własne „ja”. Te trzy, na pozór zupełnie różne kobiety i ich historie mają jeden, wyraźny wspólny mianownik. Nie chcą dopasowywać się do reguł rządzących światem, do rzeczywistości w jakiej przyszło im żyć. Szukają własnej drogi i miejsca w świecie i społeczeństwie. Nie zamierzają spełniać oczekiwań innych, przeciwstawiają się męskiej sile i dominacji, utartym schematom i stereotypowym rolom jakie społeczeństwo chce im narzucić. Choć momentami odnosiłam wrażenie, że bohaterki nie do końca wiedzą czego od życia chcą, to wyraźnie widać czego nie chcą i na co się nie godzą.

Choć to świetnie wykreowane postacie kobiece zdominowały tę powieść, to mężczyźni również są tu obecni. Intrygujący i wyraziści. Krzysztof, Marek i Artur. Każdy inny, z zupełnie innym bagażem doświadczeń. Można by powiedzieć, że zawodowo osiągnęli sukces, żyją w społeczeństwie, które narzuca im rolę dominującą, a mimo to zafascynowani są kobietami, które przeciwko tej dominacji się buntują.

W całej tej historii niebagatelną rolę odegra mała, bezimienna dziewczynka, a i rudy kot i zielony korytarz również się pojawią, a zakończenie z pewnością Was zaskoczy.

Wejdźcie w ten dziwny, nieoczywisty, ale niezwykle intrygujący świat, w którym granice pomiędzy jawą i snem zupełnie się zacierają. Spróbujcie wraz z bohaterami poszukać odpowiedzi na odwieczne pytania ludzkości: kim jestem i dokąd zmierzam.

Pamiętacie jak Dorota Masłowska wkroczyła na literacką scenę ze swoją „Wojną polsko-ruską pod flagą biało czerwoną”? Jaki to był szok, niedowierzanie, niekiedy oburzenie. I tak, jak nie każdy potrafi docenić powieść Masłowskiej, tak nie każdy zrozumie i doceni to, co chce nam przekazać Joanna Burdek. Choć „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” jest pod wieloma względami...

więcej Pokaż mimo to

avatar
684
676

Na półkach:

Boicie się snów?
Dostając propozycję przeczytania tej książki skusiły mnie dwie rzeczy.
Po pierwsze, że to debiut i tu chyba nikogo nie zdziwię. Debiuty kocham.
Po drugie tytuł. Tak oczywisty, że aż ciekawy. Czy ma coś wspólnego z treścią książki?
Poznajemy historię Blanki, Magdy, Kariny, Marka, Krzysztofa i kogoś jeszcze.
To opowieści składające się na ich życie, na problemy, tęsknoty, nie taka praca, nie ten partner, coś stracone, coś zapomniane.
Niby nic wielkiego, każdy z nas boryka się z podobnymi problemami.
Jednak czy napewno? Blanka ma zdolność zapamiętywania swoich snów, brzmi przerażająco.
Mała dziewczynka w piwnicy też nie brzmi zbyt sielsko. Śliczna żona jednego z bohaterów, która "chlała" do upadłego.
Książka nie jest lekką historyjką. Dostajemy taki kocioł, że nasz mózg nie wie co myśleć.
Do tego tytuł i korytarz i czemu ten kot jest bez rodowodu?
To walka o zaistnienie w świecie, o przeżycie i utrzymanie się na powierzchni.
Momentami to nie tylko obyczajówka. Dałabym namiastkę thrillera i to ciekawego. Historia staruszki mnie wciągnęła jak dziecko cukierka. Chętnie bym jej dalej posłuchała. Trzy kobiety, dziewczynka i świetna historia. Momentami dziwna, niezrozumiała, ale w rezultacie mega.
Zakończenie dodało finalnego smaczku. Chętnie przeczytam kolejne książki, które wyjdą spod pióra autorki. Coś innego, coś ciekawego, coś nieoczywistego, coś... może właśnie dla Ciebie.

Boicie się snów?
Dostając propozycję przeczytania tej książki skusiły mnie dwie rzeczy.
Po pierwsze, że to debiut i tu chyba nikogo nie zdziwię. Debiuty kocham.
Po drugie tytuł. Tak oczywisty, że aż ciekawy. Czy ma coś wspólnego z treścią książki?
Poznajemy historię Blanki, Magdy, Kariny, Marka, Krzysztofa i kogoś jeszcze.
To opowieści składające się na ich życie, na...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz


Reklama
zgłoś błąd