Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych

- Kategoria:
- popularnonaukowa
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Imagined Life: A Speculative Scientific Journey Among the Exoplanets in Search of Intelligent Aliens, Ice Creatures, and Supergravity Animals
- Data wydania:
- 2020-10-08
- Data 1. wyd. pol.:
- 2020-10-08
- Liczba stron:
- 287
- Czas czytania
- 4 godz. 47 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788378865278
- Tłumacz:
- Tadeusz Chawziuk
Wyobrażone życie jest książką dla każdego, kto chce się dowiedzieć, jak realia naszego wszechświata mogą okazać się znacznie dziwniejsze niż fikcja. Autorzy piszą: Patrzymy na typowe egzoplanety i próbujemy dowiedzieć się, w jaki sposób podstawowe zasady rządzące rozwojem życia działałyby w środowisku każdego z nich. Pytamy, jak, gdzie i jakie rodzaje życia mogą się rozwinąć na tych światach, a następnie spekulujemy, w jaki sposób mogłaby tam powstać zaawansowana cywilizacja technologiczna. Wbrew pozorom dzieło Treffila i Summersa jest mniej spekulatywne niźli sami autorzy deklarują, a liczne tezy, koncepcje, hipotezy jakimi raczą nas w książce autorzy poparte są silnymi naukowymi podstawami. To książka wyjątkowa także dlatego, że w sposób niezwykle ciekawy wyjaśnia paradoks Fermiego, ale także… hipotezę Star Trek. Jedna z tych pozycji która „uczy bawiąc, i bawi ucząc” traktując jednak kosmiczną materię z należnym jej szacunkiem.
Kup Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych
Wyobrazić sobie niewyobrażalne
„Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. - czytamy w „Solaris” Lema — Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo”.
Twórczość jednego z najwybitniejszych pisarzy science fiction zmusza do zastanowienia się nad tym, jakie ograniczenia nakłada na nas nasza wyobraźnia, jeśli chodzi o fantazjowanie na temat światów nieodkrytych. Obecność odległych o setki lat świetlnych planet uświadamiają nam jedynie ultraczułe maszyny, analizujące docierające na Ziemię światło. I naturalnie świadomość, że gdzieś wśród miliardów gwiazd budujących galaktykę może znajdować się układ podobny do naszego.
Z całą pewnością pytanie, czy jesteśmy sami we Wszechświecie, okazuje się zagadnieniem fascynującym. Nic dziwnego, że ciągle pobudza ono wyobraźnię naukowców i pisarzy. Odpowiedzieć na nie postanowili James Trefil i Michael Summers, profesorowie fizyki na Uniwersytecie im. George'a Masona. Ich książka zabiera nas w podróż po światach, jakie mogłyby istnieć, a także takich, jakie trudno nam byłoby sobie wyobrazić. Pozycja zaś napisana została językiem, czyniącym ją przystępną zarówno dla miłośnika nauki, jak i dla laika.
Dużym atutem książki jest jej tematyczne uporządkowanie. We wstępie autorzy przybliżają prawa fizyki oraz biologii, które stanowią fundament poszukiwań życia poza naszą planetą. Wiąże się to z rozważaniami na temat próby zdefiniowania życia oraz dywagacjami, czy może ono przybrać formy zupełnie odmienne od tych, jakie są nam znane. Naukowcy żartobliwie określają siebie „węglowymi szowinistami”, dlatego większa część publikacji poświęcona została możliwościom powstania bytów opartych na „reakcjach chemicznych, w których uczestniczą związki węgla i które zachodzą (lub przynajmniej zachodziły na początku) w wodzie”.
Najciekawszą częścią pozostaje oczywiście podróż przez światy wyobrażone. Autorzy zabierają nas więc w wędrówkę po planetach skutych lodem, takich jak Hoth z „Imperium kontratakuje”, wodnych światach rodem z filmu Kevina Reynoldsa, ciężkich planetach o olbrzymiej grawitacji czy samotnych wędrowcach oderwanych od gwiazd. Wycieczka ta może sprawić czytelnikowi olbrzymią przyjemność, ponieważ naukowcy odznaczają się dużym poczuciem humoru, wymyślając fikcyjne dialogi pomiędzy mieszkańcami poszczególnych planet.
Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego Wszechświat milczy. Autorzy snują jednak przypuszczenia, bliskie Cixinowi Liu — autorowi trylogii „Wspomnienie o przeszłości Ziemi”: „Biorąc pod uwagę dzieje naszego gatunku i zniknięcie ponad dwudziestu gatunków człowiekowatych odkrytych w zapisie kopalnym, nie możemy mieć złudzeń co do możliwości napotkania zaawansowanego technicznie gatunku usposobionego bardziej pokojowo niż my sami. Bez względu na to, jakie istoty spotkamy, zapewne nie będą one bardziej moralne i mniej wojownicze od nas”.
Naukowcy nie powołują się oczywiście na chińskiego pisarza. Nie trudno się jednak domyślić, że ich ulubionym autorem pozostaje Isaac Asimov, którego twórczość przywołują wielokrotnie. Szkoda, że nie pada tu więcej nazwisk, bowiem z całą pewnością uczyniłoby to publikację barwniejszą i ciekawszą. Nie rozumiem również, po co znalazła się w książce wzmianka o nadaniu Plutonowi statusu planety karłowatej. Pada stwierdzenie, iż była to „najgłupsza decyzja” w dziejach nauki, lecz nie podany zostaje żadnej argument popierający tę tezę.
Mimo powyższych zastrzeżeń „Wyobrażone Życie” mogę bez obaw polecić miłośnikom nauki i science fiction. Być może zainspiruje ona niektórych do napisania fantastycznonaukowej powieści. Sądzę, że sama niejednokrotnie do publikacji Jamesa Trefila i Michaela Summersa powrócę, chociaż odrobinę wyżej cenię „Fabrykę planet” Elizabeth Tasket. Jeśli z utęsknieniem wpatrujemy się w rozgwieżdżone nocne niebo, poszukując wiadomości od obcych cywilizacji, obie pozycje będą dla nas z pewnością równie interesujące.
Ewa Szymczak
Oceny książki Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych
Poznaj innych czytelników
596 użytkowników ma tytuł Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych na półkach głównych- Chcę przeczytać 393
- Przeczytane 195
- Teraz czytam 8
- Posiadam 64
- 2022 12
- Popularnonaukowe 9
- 2021 7
- Kosmos 7
- 2023 6
- Legimi 6









































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych
Choć historia tego jak tak książka w ogóle trafiła w moje ręce także jest dosyć zawiła to tu skupię się jedynie na tym co się stało dopiero później. Książka ta jest na pewno bardzo ciekawym fantastyczno-naukowym (choć moim zdaniem dużo bardziej fantastycznym niż naukowym w gruncie rzeczy) przedstawieniem dość współczesnych dywagacji na temat potencjalnego życia pozaziemskiego. Nie sposób odmówić tutaj kreatywności autorom w opisie zarówno potencjalnych form życia w danych istniejących przecież realnie we wszechświecie środowiskach jak i w zupełnie innym spojrzeniu na temat życia w ostatnich rozdziałach książki. Nie zmienia to jednak faktu i właśnie tym czego w tej książce mi zabrakło było właśnie dużo mocniejszy skonfrontowanie tych dywagacji z faktami naukowymi między innymi na temat potencjalnej możliwe ścieżki rozwoju cywilizacji a nie tylko ostatecznego jej dzieła.
I choć jest to z mojej strony pewien zarzut to nie zmienia to faktu może dalej jestem moim zdaniem książka bardzo warta polecenia ( choćby ze względu na to jak świetnie rozbudza ona ciekawość do nauki na pokrewne tematy!).
Choć historia tego jak tak książka w ogóle trafiła w moje ręce także jest dosyć zawiła to tu skupię się jedynie na tym co się stało dopiero później. Książka ta jest na pewno bardzo ciekawym fantastyczno-naukowym (choć moim zdaniem dużo bardziej fantastycznym niż naukowym w gruncie rzeczy) przedstawieniem dość współczesnych dywagacji na temat potencjalnego życia...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja o światach innych, niż Ziemia, i możliwościach powstania na nich życia nam znanego, trochę innego oraz całkiem innego. Wszystko podbudowane naukowymi podstawami jak najbardziej zrozumiałymi dla chemicznych i fizycznych laików – czyli także dla mnie ;) Zbudowana jest z krótkich, treściwych i podzielonych jeszcze na fragmenty rozdziałów, logicznie uporządkowana, z odniesieniami do wiadomości rozsianych po całej książce. Zdarzają się powtórzenia, ale wynikają z treści – kiedy np. opisywane są podobne warunki środowiskowe i możliwe konsekwencje dla powstającego życia.
Tematyka była dla mnie po części znana, więc nie wszystko mnie tam zaskoczyło, ale to dobry, skondensowany zbiór wiadomości dotyczących poszukiwania życia na innych ciałach niebieskich (nie tylko planetach),obalający wiele mitów, np. o częstotliwości i znaczeniu występowania wody we Wszechświecie. Opisuje kosmos dla wielu osób nieznany, z większą ilością już znanych planet i księżyców poza naszym Układem, niż to jest powszechnie wiadome. Trochę nie podobały mi się fragmenty opisujące obce cywilizacje i ich wynalazki techniczne – to już zbyt wykraczało w science-fiction i mimo, że książka właściwie ma taką tematykę, to wolałam, kiedy autorzy skupiali się na mierzalnych wartościach, np. czy w danych warunkach fizycznych i chemicznych jest w ogóle możliwe powstanie życia. Cudowne były za to wklejki z serią retro plakatów z fikcyjnego międzyplanetarnego biura podróży – bardzo skojarzyły mi się z grą planszową „Galactic Cruise”.
Książkę czyta się szybko, jest ciekawa, na nietypowy temat i dla wielu czytelników może być odkrywcza. Polecam :)
Pozycja o światach innych, niż Ziemia, i możliwościach powstania na nich życia nam znanego, trochę innego oraz całkiem innego. Wszystko podbudowane naukowymi podstawami jak najbardziej zrozumiałymi dla chemicznych i fizycznych laików – czyli także dla mnie ;) Zbudowana jest z krótkich, treściwych i podzielonych jeszcze na fragmenty rozdziałów, logicznie uporządkowana, z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemnie opisane kilka koncepcji życia na egzoplanetach, czyta się płynie i ciekawe, można dojść potem samemu do pewnych wniosków
Przyjemnie opisane kilka koncepcji życia na egzoplanetach, czyta się płynie i ciekawe, można dojść potem samemu do pewnych wniosków
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekka, zabawna a jednocześnie merytoryczna książka, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością.
Nie jest to żadne sci-fi – autorzy rozważają zagadnienie potencjalnego życia na innych planetach, ale robią to w oparciu o solidne naukowe podstawy. Szczegółowo tłumaczą, jakie rozwiązania byłyby możliwe z naszego punktu widzenia i dlaczego pomimo wielu prób znalezienia alternatyw nadal nie obalono poglądów „węglowych szowinistów” (czyli tych naukowców, którzy uważają, że do stworzenia życia niezbędny jest właśnie węgiel). Ostatnie rozdziały poszerzają nieco definicję życia, ale nadal w kontekście twardych praw fizyki.
Wyobraźnia gra jednak w tej książce ważną rolę, zwłaszcza gdy autorzy dochodzą przechodzą do rozmyślań nad kierunkami rozwoju technologicznego na innych planetach – tych składających się z samej wody, tych skutych lodem, tych na stałe podzielonych na strefy dnia i nocy, tych ze znacznie silniejszą grawitacją, tych ze stałym jądrem nie generującym ciepła z wewnątrz a nawet tych dryfujących w przestrzeni kosmicznej poza systemami gwiezdnymi.
Dodatkowym smaczkiem są reprodukcje słynnych plakatów NASA i JPL stylizowanych na retro reklamy turystyczne, zachęcające do odwiedzania innych planet.
Bardzo polecam 😊
Lekka, zabawna a jednocześnie merytoryczna książka, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to żadne sci-fi – autorzy rozważają zagadnienie potencjalnego życia na innych planetach, ale robią to w oparciu o solidne naukowe podstawy. Szczegółowo tłumaczą, jakie rozwiązania byłyby możliwe z naszego punktu widzenia i dlaczego pomimo...
Jest tam ktoś?
Akurat tę publikację można potraktować jako inspirujacą odpowiedź współczesnej nauki na popularne od dekad fabuły z książek SF. Solidnie usadowiona w wynikach badań nad egzoplanetami i ziemskim rozumieniem istoty życia, prezentuje połączenie wiedzy ze spekulacjami. Dokonany w niej wybór tytułowych alternatyw, to projekcja dostępnych nam danych o planetach spoza Układu Słonecznego (do roku 2019) na prawdopodobne klasy konkretnych rozwiązań, które być może gdzieś tam w kosmosie się zmaterializowały. „Wyobrażone życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych” (*) lekkim językiem pobudza wyobraźnię do ekstrapolacji. Autorzy, dwaj profesorowie – fizyk James Trefil i astronom Michael Summers – solidnie puszczają wodze fantazji. Na szczęście zaledwie ostatnie strony to niepohamowany ‘odlot’, bo zdecydowana większość tekstu wpisuje się w jakościowe przełomy w rozumieniu kilku egzystencjalnie uwierających ludzi pytań. Poza widocznymi wpadkami tłumacza, całość to dobra oferta na początek wyprawy w świat innych planet i ich życia mniej lub bardziej organicznego (**).
To nie jest jeszcze wybitna publikacja, choć wystarczająco użyteczna. Nie jest też przeładowana faktami czy formalizmem akademickim. W adekwatnym wstępie autorzy przypominają garść faktów nauk fizycznych, które muszą budować ramy dla naszej wyobraźni. Jest kilka reminiscencji ze szkolnej grawitacji, z zasad termodynamiki, wspomnienie o elektryczności i zachowaniu atomów. Żadnych wzorów. Być może biologicznie sformatowani czytelnicy obruszą się na skrótowe przypomnienie istoty życia, to jednak podane w zwarty sposób trzy grupy definicji (str. 38-45) tego fenomenu, bez didaskaliów, sięgają istoty. Ponieważ książka formalnie zbudowana jest z dwóch części – ogólnego przedyskutowania wiedzy przyrodniczej i uniwersalnych ograniczeń wynikających z praw fizyki oraz z grupy planetarnych alternatyw ewolucyjnych z hipotetycznymi światami – nie grozi czytelnikowi brak wrażeń.
Z książki dowiadujemy się jakie nauka dopuszcza wersje konkretnych pozaziemskich ekosystemów. Posiłkując się dostępnymi badaniami bliskich nam światów rodziny Słońca, pozwalają sobie profesorowie na zebranie rozwiązań życia opartych na wiedzy, ale w bardziej ekstremalny sposób (w lodzie, pod lodem, w innych warunkach ciśnienia, itd). Badania kominów hydrotermalnych, skorupy Tytana czy warunków na Marsie i Io, inspirują ich do połączenia tej bliskiej nam przestrzeni z rosnącym zasobem informacji o odległych egzoplanetach. Z kolejnymi rozdziałami mierzymy się z coraz bardziej spekulatywnymi wizjami innych światów.
Większość moich zastrzeżeń dotyczy polskiego wydania. Mam przekonanie, że zbyt mocno tłumacz zawierzył automatom translatorskimi i sporo jego błędów przeoczył. Czasem zapominał o trybie warunkowym, co w umyśle czytelnika może budować mylne przekonania o faktach, nie sprawdził, że ‘gwiazdy karłowate’ to niepoprawne pojęcie dla karłów spalających wodór, zmienił dziesiątki lat świetlnych w miliony, nie dostrzegł wolframu w tungstenie (str.:155,196,218,244). To przykłady z dłuższej grupy usterek. Trefil i Summers wypadli dobrze, choć mam jedno zastrzeżenie. Nie wyjaśnili, jak życie oparte na biochemii i wodzie miałoby funkcjonować w ‘bardzo’ ujemnych temperaturach otoczenia. Ponieważ jednocześnie muszę ich wyróżnić chociażby za świetne przypomnienie konsekwencji polarności wody (str. 232),to ostatecznie ich pracę oceniam dobrze.
„Wyobrażone życie” jest świetną alternatywą (uzupełnieniem) dla wielu zupełnie abstrakcyjnych opowieści z gatunku SF, szczególnie gdy ich autorzy bywają na bakier fizycznością własnej kreacji. Zbiera przykłady twardej nauki i ustaleń obserwacyjnych by zaprezentować kilka modelowych możliwości. Sam opis synchronicznej rotacji planety z gwiazdą centralną, gdzie stale jedna jej cześć jest ogrzewana, a druga połowa nie, to prowokacja do prezentacji apokaliptycznego środowiska. Na granicy cienia mogą wiać tam wiatry z prędkością nawet 18000 km/h. Taka dynamika stanowi wyzwanie dla wyobraźni. Cenną lekcją z lektury jest analiza przyjmowanego przez naukę przekonania, że tzw ‘strefa Złotowłosej’ (***) nie wystarcza do przepracowania każdej mozliwości życia. Książka nie wyczerpuje tematu, choć dobrze wpisuje się w rynek publikacji popularnonaukowych o postępach ziemskich poszukiwaczy obcych cywilizacji. Czy jesteśmy sami?
DOBRE – 7/10
=======
* Polski wydawca i tłumacz zrezygnowali z oryginalnego zwrotu ‘spekulatywna naukowa podróż’, być może obawiając się, że wystraszy on część czytelników. szkoda, bo spekulatywność trafia w istotę techniki połączenia nauki z fikcją w tym akurat wykonaniu.
** W książce pojawiają się dość odważne analizy możliwego życia nieorganicznego. Okazuje się, że kilku ludzi na uczelniach prowadzi takie badania analizując zjawiska kolektywne i samoorganizacje materii bez węgla jako budulca.
*** W klasycznym ujęciu ‘strefa Złotowłosej’ (z nazwa zaczerpnięta z bajki) definiuje strefę okołogwiazdową, gdzie promieniowanie centralnej gwiazdy umożliwia istnienie wody w postaci ciekłej (bardziej formalnie stosuje się lepiej zdefiniowane pojęcie ‘ekosfera’). Zaletą opiniowanej książki jest m.in. opisanie sytuacji, w ktorych stan skupienia wody szacowany na podstawie natężenia promieniowania gwiazdy stanowi zaledwie punkt wyjścia do rozszerzajacych dyskusji. Przecież nie można zapomnieć o wewnetrznym grzaniu planet w wyniku lokalnych zjawisk (grawitacyjne pływy, stygnięcie pierwotnej magmy, rozpady izotopów). Każdy z tych elementów dobrze w książce został opisany.
Jest tam ktoś?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkurat tę publikację można potraktować jako inspirujacą odpowiedź współczesnej nauki na popularne od dekad fabuły z książek SF. Solidnie usadowiona w wynikach badań nad egzoplanetami i ziemskim rozumieniem istoty życia, prezentuje połączenie wiedzy ze spekulacjami. Dokonany w niej wybór tytułowych alternatyw, to projekcja dostępnych nam danych o planetach...
Czasem zdarza mi się sięgać po książki popularnonaukowe z dziedzin, w których zdecydowanie nie jestem specjalistą. I niezmiennie zaskakuje mnie, kiedy autorzy, specjaliści właśnie, zapuszczają się w nie koniecznie swoje dziedziny i zaczynają po prostu fantazjować, bo to, co opisują bliższe jest literaturze SF z naciskiem na tę drugą literę. Dość selektywnie podchodzą do wielu ograniczeń przyrody i mówią o nich w miejscach, gdzie im jest to wygodne. Tam, gdzie jest niewygodne, przemilczają.
Tak właśnie jest z autorami „Wyobrażonego życia”. Fizyk i astrofizyk biorą na tapet możliwości istnienia życia na innych planetach. Początek książki jest bardzo dobry. Autorzy podkreślają, że nie ma jednej ścisłej definicji życia, ale konkretnie i prosto prezentują współczesne poglądy na to, co można uznać za żywe i to, co zdecydowanie żywym nie jest. Dalej – niestety – jest już trochę gorzej. Odniosłem wrażenie, że w autorskim zespole zdecydowanie zabrakło biologa, zwłaszcza ewolucyjnego. O ile fragmenty dotyczące Kosmosu i astrofizyki są naprawdę bardzo dobre i godne polecenia, to już elementy dotyczące możliwości powstawania życia na innych planetach, zwłaszcza życia zaawansowanego, prowadzącego do rozwoju cywilizacji, zakrawa na rojenia nastolatka pod wpływem kiepskich filmów SF.
Na plus należy zaliczyć autorom, że przyznają się do bycia węglowymi i wodnymi „ekstremistami”. Uznają, że choć (od biedy) można sobie wyobrazić pewne procesy chemiczne prowadzące do powstania życia przebiegające w środowisku płynnym, innym niż woda oraz zbudowanym na bazie innych łańcuchów niż węglowe, to jest to bardzo mało prawdopodobne. Po prostu woda oraz węgiel mają takie, a nie inne właściwości fizykochemiczne a prawa przyrody w całym Wszechświecie są takie same, więc…
I tak na początku autorzy zaczynają rozpatrywać różne hipotetyczne planety, gdzie na powierzchni znajdziemy wodę. Zaczynają od ekstremum, czyli sytuacji, gdzie woda w stanie płynnym znajduje się jedynie głęboko, w okolicy kominów hydrotermalnych. Może nieuważnie czytałem, ale nie zauważyłem, żeby autorzy wytłumaczyli, dlaczego takowe kominy są niezbędne do powstania życia na innych planetach. Po prostu teoria o powstaniu życia na naszej planecie w rejonie takich kominów jest niemal powszechnie przyjęta przez naukę, stąd autorzy przyjmują ten fakt za pewnik. Na innych więc planetach też muszą być kominy hydrotermalne do powstania życia i basta! W pierwszym przykładzie planeta jest daleko od swojej gwiazdy. Całą jej powierzchnię pokrywa zamarznięta woda, aż po bardzo głębokie dno. Na powierzchni panuje (z naszego punktu widzenia) ekstremalne zimno, temperatura nie odbiega znacząco od temperatury międzyplanetarnej próżni. Kolejne dwa przykłady różnią się jedynie stopniem ogrzania planety. Drugi przykład to planeta w całości pokryta wodą i jedynie powierzchnię skuwa gruba warstwa lodu. Trzeci przykład to wodny świat. Cała woda planetarnych oceanów jest w stanie płynnym. Trudno zresztą mówić tu o oceanach w sytuacji, kiedy nad powierzchnię wody nie wystają absolutnie żadne lądy.
I tu się powtórzę: dopóki autorzy zajmują się astronomią, geofizyką, kosmologią, wszystko jest w porządku. To bardzo interesujące i frapujące teksty. Kiedy jednak autorzy przechodzą do planetarnego Genesis, nie pozostaje nic innego, niż zakrzyknąć: co to za fantastyczne brednie? Autorzy właściwie w ogóle nie zajmują się życiem jako takim. Zakładają, że w danych warunkach życie po prostu jest możliwe do zaistnienia i tyle. A że nie jest znane nam inne życie niż to ziemskie, autorzy zakładają z góry, że w głębinach powstają jakieś formy komórkowe, które po prostu po milionach lat ewolucji tworzą kolonie, by po kolejnych milionach wytworzyć organizmy wielokomórkowe. Skąd takie założenie? Nie wiadomo. Bo tak było na Ziemi? Oczywiście na początku musiały by powstać jakieś odpowiedniki ziemskich, prymitywnych prokariontów. Ale skąd przekonanie, że takie „organizmy” miały by wytworzyć życie wielokomórkowe? Na Ziemi doszło do fuzji prokariontów, które umożliwiło powstanie komórek eukariotycznych i tylko dzięki temu mogły powstać organizmy wielokomórkowe. Skąd przekonanie, że w innych światach doszło by do analogicznej fuzji? Skąd przekonanie, że doszło by do fuzji z przodkami analogów mitochondriów, nie mówiąc o przodkach analogów plastydów? Skąd przekonanie, że musiało by dojść do powstania odpowiednika ziemskiej fotosyntezy? Wytłumaczenia tych problemów w książce nie uświadczy. Uświadczy za to fantastyczne bajania. Otóż każdy z rozdziałów opisujących hipotetyczną planetę, gdzie miało by powstać jakieś życie, autorzy bez mrugnięcia okiem nie dość że zakładają, że może tam powstać życie obdarzone wysoką inteligencją (na co jeszcze można przymknąć oczy) to jeszcze inteligencją zdolną do wytworzenia cywilizacji technicznej i to takiej, która będzie marzyła o wyjściu ze swojego świata planetarnego komfortu i chęci zdobywania innych światów.
I tak, w świecie skutym wiecznym lodem, owa cywilizacja miała by zacząć łączyć ze sobą bańki skupione wokół kominów hydrotermalnych, by potem tworzyć labirynty rur przez wieczną zmarzlinę i przebijać się na powierzchnię planety. W jaki sposób miała by wyewoluować technologia materiałowa w środowisku wodnym umożliwiająca tworzenie materiałów pozwalających na budowanie takich rur/kanałów, nie wiadomo. Jak z wytrzymałością materiałową tych konstrukcji pokonujących tysiące metrów do powierzchni, tym autorzy też sobie nie zaprzątają głowy. Czysta fantastyka. Nawet nie naukowa.
Podobne pytania można by odnieść do dwóch kolejnych światów, czyli tych z płynną wodą, gdzie tylko jeden jest skuty lodem powierzchniowo. W jaki sposób domniemana cywilizacja techniczna miała by wytworzyć urządzenia odporne na zmiany ciśnienia związane z wydostawaniem się na powierzchnię, nie wiadomo. Ale za to, według autorów, symbolem wodnego świata miała by być… łódź podwodna. Zabawne.
Kolejny świat, to świat Złotowłosej. Świat ze wszech miar podobny do naszego, tyle że o znacząco większej grawitacji. Tu nagle autorzy zaczynają sobie przypominać o proporcjach powierzchni do objętości i jak się ma do tego masa. Zaskakujące, ale przy kreacji wodnych światów to dla autorów nie miało znaczenia. Tu, w świecie, gdzie życie istnieje na powierzchni, nagle proporcje, masa, wymiary zaczynają mieć istotne znaczenie. Prawa aerodynamiki też. Autorzy przypominają sobie o materiałoznawstwie i siłach działających na biologiczne konstrukcje. Przy zwiększonej znacząco grawitacji trudno sobie wyobrazić, żeby życie wyewoluowało w coś podobnego do znanej nam ożywionej przyrody. Drzewa, żeby osiągnąć znane nam wysokości, musiały by mieć znacznie grubsze pnie, żeby wytrzymać swoją masę, lub być… po prostu mniejsze. To samo ze zwierzętami. Struktura kości (u kręgowców) musiała by być zupełnie inna. A jeśli tak, układ mięśniowy, sposób poruszania zwierząt, zdecydowanie odmienny od naszego. Tego już autorzy nie zauważają. Nie zauważają też, że gdyby taka (prawie) ziemska cywilizacja musiała by konstruować zupełnie inne pojazdy i rakiety, żeby móc wynieść choćby satelity na orbitę. Pokonanie większej grawitacji wymaga większej ilości paliwa. A to zwiększa masę startową. Nie mówiąc o wytrzymałości materiałów. Przeszkody w realizacji wizji autorów można by mnożyć w nieskończoność. Nie twierdzę, że niektórych z nich nie dało by się pokonać, ale jak na razie to bardziej chciejstwo i mrzonki, niż naukowe wizjonerstwo.
Pomijam podstawowe zastrzeżenie, że autorzy za pewnik przyjmują w ogóle fakt, że istnieje masa planet, gdzie mogło rozwinąć się jakieś życie. Skąd ta pewność? Z prawdopodobieństwa i równania Drake’a? Dopóki nie odkryjemy gdzieś poza Ziemią życia, równanie Drake’a jest bardziej ludzką fantazją niż pewnikiem. Kontynuując zastrzeżenia: dlaczego mamy zakładać, że wśród domniemanych milionów planet obdarzonych życiem ma gdziekolwiek powstać jakaś cywilizacja? A jeśli nawet, to dlaczego ma to być cywilizacja techniczna w naszym, współczesnym pojęciu? Dlaczego ma to być cywilizacja pragnąca ciągłej ekspansji. A jeśli w tym innym świecie ewolucja nie pozwoli inteligentnemu gatunkowi na wyrwanie się ze swoich mechanizmów regulacji wielkości populacji?
Wracając na chwilę do wodnych światów kreowanych przez autorów… Czy przeanalizowali naszą ziemską biologię uwzględniając, w jakiej grupie zwierząt rozwinęła się wysoka inteligencja? Czy zastanawiali się, dlaczego wśród ssaków naczelnych, nie innych, rozwinęła się linia wiodąca do zaistnienia cywilizacji? Wygląda na to, że zabrakło autorom konsultacji z biologami. Czy w wodnym świecie jest możliwe wytworzenie jakiejkolwiek cywilizacji technicznej? Chyba nie. Organizm musi mieć nie tylko wysoką inteligencję umożliwiającą planowanie i myślenie abstrakcyjne, ale do tego pewną konkretną cechę anatomiczną. Niezależnie jak bardzo będziemy uważać ryby za organizmy inteligentne, ich anatomia jest determinowana przez środowisko. A środowisko wymusza opływowe kształty i jak najmniej wszelkich kończyn. Oczywiście są organizmy wodne o najbardziej zwariowanych kształtach, ale to powoduje, że nie nalezą one do demonów ruchliwości. Żeby wytworzyć choćby najprymitywniejszą cywilizację techniczną niezbędne są kończyny chwytne, zdolne dodatkowo do wykonywania skomplikowanych manipulacji chwytanymi przedmiotami. Nie przypominam sobie, żeby w historii ewolucji ryb, głowonogów czy morskich skorupiaków pojawiły się odnóża choć trochę zbliżone do tych, które pojawiły się u małp i człowiekowatych. Cywilizacja techniczna pojawiła się na lądzie, nie w wodzie, i jest w skali geologicznej bardziej przypadkowym, skrajnie młodym artefaktem, skutkiem masy przypadkowych zbiegów okoliczności, niż przewidywalnym skutkiem zdarzeń historii Ziemi. czego autorzy raczą nie zauważać. Skąd przypuszczenie, że na innych planetach musi być podobnie?
Książkę się dobrze czyta, ale warto podchodzić krytycznie do pomysłów autorów.
Czasem zdarza mi się sięgać po książki popularnonaukowe z dziedzin, w których zdecydowanie nie jestem specjalistą. I niezmiennie zaskakuje mnie, kiedy autorzy, specjaliści właśnie, zapuszczają się w nie koniecznie swoje dziedziny i zaczynają po prostu fantazjować, bo to, co opisują bliższe jest literaturze SF z naciskiem na tę drugą literę. Dość selektywnie podchodzą do...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRok 2024 – czas turbulencji, rozterek i mentalnych wiraży – skutecznie odciągnął mnie od nałogowego czytania książek. Ale oto przyszedł moment przełomowy, czas powrotu do literackich orbit. W moje ręce trafiło „Wyobrażone życie”, książka, która już od pierwszych stron zaczęła działać jak intelektualny napęd warp.
Trefil i Summers, uzbrojeni w wiedzę z fizyki i astronomii, zapraszają nas na podróż po egzoplanetach, które mogłyby być domem dla życia w zupełnie innej, ale równie fascynującej formie. Z ich wywodów przebija się humor naukowców, którzy potrafią poważne teorie ubrać w przystępny, niemal gawędziarski ton – jakby Einstein postanowił zagrać stand-up na TEDzie.
Każdy rozdział to nowa planeta i nowe pytanie: jak prawa fizyki, które znamy i kochamy (a czasem nienawidzimy na lekcjach w szkole),mogłyby wpłynąć na życie gdzieś tam, hen daleko? Odwiedzamy lodowe pustkowia, światy zalane po brzegi wodą, planety o grawitacji, która sprawia, że nawet podskok w myślach boli, aż po miejsca spowite w wiecznej ciemności. Wszystko to okraszone naukowymi hipotezami o technologiach i cywilizacjach, które mogłyby rozwinąć się w tych nietypowych warunkach.
Czytanie tej książki przypomina patrzenie w nocne, gwiaździste niebo – z jednej strony zachwyt, z drugiej egzystencjalna refleksja: a co, jeśli gdzieś tam ktoś (lub coś) robi dokładnie to samo? Trefil i Summers nie rzucają jednak na prawo i lewo fantazjami rodem z filmów sci-fi. Bazują na twardych podstawach naukowych: ruch, magnetyzm, elektryczność, termodynamika – to ich fundamenty. Nie znajdziecie tu kosmitów z zielonymi czułkami, ale precyzyjne, logiczne wywody o tym, co mogłoby być możliwe, gdybyśmy ruszyli poza Ziemię.
Wciąga to jak czarna dziura. Nie jest to jednak książka dla każdego – wymaga skupienia i otwartości na naukowe rozważania, które niejednokrotnie zmuszają do refleksji: czy jesteśmy naprawdę wyjątkowi w tym ogromnym Wszechświecie?
Podsumowując: „Wyobrażone życie” to popularnonaukowy strzał w dziesiątkę, idealny dla tych, którzy w gwiazdach widzą coś więcej niż romantyczną scenerię. Profesjonalna, ale przystępna. Zabawna, ale głęboka. Czy zostanie ze mną na dłużej? Na pewno na tyle, by przy kolejnym spojrzeniu w nocne niebo pomyśleć: a co, jeśli...?
Rok 2024 – czas turbulencji, rozterek i mentalnych wiraży – skutecznie odciągnął mnie od nałogowego czytania książek. Ale oto przyszedł moment przełomowy, czas powrotu do literackich orbit. W moje ręce trafiło „Wyobrażone życie”, książka, która już od pierwszych stron zaczęła działać jak intelektualny napęd warp.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrefil i Summers, uzbrojeni w wiedzę z fizyki i astronomii,...
Zielone ludki, czułki, macki, technologie unicestwiania planet i gwiazd - tego wszystkiego w tej książce nie ma. Jest rzetelnie, naukowo, i mimo wielu powtórzeń wyobrażonego życia w różnych warunkach, czytało się świetnie.
Zielone ludki, czułki, macki, technologie unicestwiania planet i gwiazd - tego wszystkiego w tej książce nie ma. Jest rzetelnie, naukowo, i mimo wielu powtórzeń wyobrażonego życia w różnych warunkach, czytało się świetnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInteresująca i napisana z myślą o laikach pozycja. Warto się z nią zapoznać przy rozważaniach nad życiem pozaziemskim.
Interesująca i napisana z myślą o laikach pozycja. Warto się z nią zapoznać przy rozważaniach nad życiem pozaziemskim.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSatysfakcjonująca lektura. Chociaż astrobiologia to na dobrą sprawę wróżenie z fusów, w końcu brak jakiejkolwiek grupy kontrolnej (a z puli N=1 ciężko ekstrapolować sensowne wnioski),to jednak Autor zdaje sobie sprawę z ograniczeń, a nawet wielokrotnie rozprawia się z nimi z dystansem, za pomocą dialogów przedstawiających rozumowanie hipotetycznych kosmitów nie tyle błędnego, co logicznie poprawnego, ale opartego na niepełnych danych - czyli dokładnie takiego i jedynego, do jakiego i ludzie są zdolni - by uzmysłowić nam, jak wiele jeszcze nie wiemy (a raczej - jak mało wiemy) i że wszelkie tego typu wywody, to w dużej mierze zabawa, gimnastyka intelektualna, popis wyobraźni. Niemniej, były to bardzo ciekawe wywody, przekrojowo jak "mogłoby" wyglądać życie wyewoluowane w innych warunkach niż ziemskie, w warunkach wysokiej grawitacji, rotacji synchronicznej, wraz z możliwym kierunkiem rozwoju oraz problemami.
Bardziej niebeletrystyczne hard science-fiction, niż typowo naukowa, ale to nie jest zarzut. Warto.
Satysfakcjonująca lektura. Chociaż astrobiologia to na dobrą sprawę wróżenie z fusów, w końcu brak jakiejkolwiek grupy kontrolnej (a z puli N=1 ciężko ekstrapolować sensowne wnioski),to jednak Autor zdaje sobie sprawę z ograniczeń, a nawet wielokrotnie rozprawia się z nimi z dystansem, za pomocą dialogów przedstawiających rozumowanie hipotetycznych kosmitów nie tyle...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to