rozwińzwiń

Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko

Okładka książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko autora Małgorzata Kalicińska, Vlad Miller, 9788375966305
Okładka książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko
Małgorzata KalicińskaVlad Miller Wydawnictwo: National Geographic literatura podróżnicza
480 str. 8 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2016-06-02
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-02
Liczba stron:
480
Czas czytania
8 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375966305
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko

Średnia ocen
6,5 / 10
100 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko

avatar
619
274

Na półkach:

Ciekawiło mnie jak Koreę zobaczą, ale i odbiorą osoby które nie wiedziały za wiele przyjeżdżając do niej. Zaskoczyło mnie jak swobodnie się w niej poruszali. Od dawna słyszałam, że bez koreańskiego ani rusz. A tu proszę! Da się!
Zdecydowanie lepiej czytało mi się rozdziały pisane przez panią Małgosię.
Większość rozdziałów czy sposób pisania autora mnie nie zaciekawił.
Fotografie za to są cudowne.
Książka jest nierówna. Są rozdziały które bardzo mnie zaciekawiły, a i takie które w ogóle mi nie leżały.
Mamy tu przede wszystkim codzienne życie, ciekawostki i różnice między naszymi kulturami. Dla mnie za często zadawano pytanie dlaczego coś co sprawdza się w Korei , nie istnieje w Polsce.

Ciekawiło mnie jak Koreę zobaczą, ale i odbiorą osoby które nie wiedziały za wiele przyjeżdżając do niej. Zaskoczyło mnie jak swobodnie się w niej poruszali. Od dawna słyszałam, że bez koreańskiego ani rusz. A tu proszę! Da się!
Zdecydowanie lepiej czytało mi się rozdziały pisane przez panią Małgosię.
Większość rozdziałów czy sposób pisania autora mnie nie zaciekawił....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
110
110

Na półkach: , ,

„Dom w Ulsan, czyli nasze Rozlewisko” to wspólne dzieło Małgorzaty Kalicińskiej i Vlada Millera dokumentujące niejako wspólne odkrywanie przez nich Korei Południowej. Książka ma charakter reportażu, przewodnika i wspomnień. Kalicińska i Miller są autorami poszczególnych rozdziałów, które zamieszczone są w książce naprzemiennie. Dodatkowo oznaczone są one innymi kolorami. Tytuły rozdziałów Małgorzaty Kalicińskiej zapisane są czcionką czerwoną, zaś Vlada Millera – niebieską. Zdecydowanie więcej rozdziałów wyszło spod ręki Vlada Millera, który zdaje się być głównym autorem książki, bo też i bez niego – przy uwzględnieniu historii prywatnej autorów – prawdopodobnie nigdy nie powstałyby rozdziały Kalicińskiej. Zresztą to właśnie Vlada Millera dotyczy umieszczone w podtytule książki słowo ekspat, bowiem to on był inspektorem kontrolującym jakość i zgodność z dokumentacją statków produkowanych w koreańskich stoczniach. Vlad Miller, jak sam opisuje w początkowych rozdziałach, przyjechał do Korei Południowej w roku 2001. W Korei najpierw pracował w Samsung Heavy Industries w Geoje, zaś później – w Hyundai Heavy Industries w Ulsan. Miller vel Siwy zapoznał się z Małgorzatą Kalicińską vel Marianną za pośrednictwem Internetu i pomimo wielu wątpliwości dotyczących tego typu zawierania znajomości, kontynuowali ją i nawet zapoznali osobiście podczas jednego ze spotkań autorskich pisarki. Znajomość ta okazała się dla nich na tyle atrakcyjna i ważna, by rozwijać ją w przyszłości. To z kolei sprawiło, że Vlad Miller zaprosił Małgorzatę Kalicińską do Korei, dokąd pisarka udawała się wielokrotnie na kilkumiesięczne pobyty i eksplorowanie Korei Południowej właśnie u boku Vlada Millera. Z oczywistych powodów Vlad Miller skoncentrował się w swoich rozdziałach głównie na informacjach dotyczących jego pracy oraz sektorów do niej zbliżonych. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie bardzo, że w koreańskich stoczniach wszelkie terminy były dotrzymywane niemal co do dnia przy uwzględnieniu faktu, że były one ustalane często rok lub dwa lata wcześniej. Nie mniej zaskoczyła mnie informacja o szybkim wybudowaniu połączenia drogowego z Busan na wyspę Geoje, a także ponad dwudziestokilometrowego mostu na morzu w Incheon. Nie mówiąc już o koreańskiej wersji pendolino, czyli KTX, dzięki któremu czterystukilometrowy dystans z Ulsan do Seulu może być pokonany w zaledwie ponad dwie godziny. Spodobała mi się także relacja Millera dotycząca oglądania miasta, którego nie ma. To ciekawe, że Koreańczycy, budując nowe miasto, najpierw przygotowują pod ziemią kwestie instalacji wody, kanalizacji i prądu, potem tworzą ulice, chodniki, sadzą drzewa, a dopiero na końcu pojawia się deweloper, który będzie budował budynki mieszkalne i handlowe. Czy jest to ciekawe? Nie, jest to po prostu logiczne. Muszę przyznać, że czytając rozdziały napisane przez Vlada Millera, dość często czytałam, „dlaczego tam jest to możliwe, a u nas nie?” i – podobnie jak autor – trwam w tym zadziwieniu. Nigdy nie byłam w Korei Południowej, więc niezmiernie ciekawie czytało mi się o szpeceniu koreańskich widoków kablami elektrycznymi, o wszechobecnych śmieciach, o pryczach szpitalnych przeznaczonych dla członków rodziny chorego, o systemie wydawania leków polegającym na ich maszynowym porcjowaniu, o popularności hikingu i każdej innej aktywności fizycznej, o numerach telefonów komórkowych przypisywanych do numeru fabrycznego konkretnego aparatu, o tablicach rejestracyjnych samochodów, które nie są zmieniane podczas zmiany jego właściciela tudzież jego miejsca zamieszkania, wreszcie – o samochodach, które często stoją na parkingach otwarte i z kluczykami w stacyjce na wypadek sytuacji awaryjnej. Niezwykle ciekawie czytało mi się rozdziały Vlada Millera, autor pisze konkretnie, nie poddając się nic nieznaczącym ukwieconym opisom, język wydaje się prosty, ale w dużej mierze jest to właśnie język inżyniera, który pragnie podzielić się swoją wiedzą na temat kraju, w którym przyszło mu żyć ponad dekadę. Dodatkowo, książka zawiera bardzo dużo przepięknych zdjęć, w zdecydowanej większości wykonanych przez autora, co dodatkowo zachęca do lektury i samodzielnego odkrywania Korei Południowej. O wiele trudniej jest mi się odnieść do rozdziałów Małgorzaty Kalicińskiej, której styl odbiega od typowo reporterskiego, a przypomina raczej zachwyt kobiety odurzonej miłością. Nadmiar różowych okularów jest wyraźnie odczuwalny podczas lektury. Zwłaszcza w tej części książki, która dotyczy szeroko rozumianej kuchni koreańskiej. Autorka co prawda sprawnie relacjonuje zakupy w sklepach, targ rybny w Busan, obiady w restauracjach, samodzielnie przygotowywane posiłki i takie ciekawostki kulinarne, jak: sundae – koreańska kaszanka, robaki Urechis unicinctus czy też beondegi – duszone larwy jedwabników, ale zawsze da się odczuć, że jej priorytetem jest przede wszystkim zaspokojenie potrzeb żołądka ukochanego mężczyzny. Nieco więcej barw rozdziały Małgorzaty Kalicińskiej zyskują, gdy autorka zaczyna relacjonować pobyt w Korei Południowej niejako w oderwaniu od jej prywatnego życia. Podobają mi się takie opowieści, jak ta o autobusie, do którego wsiada się zawsze przednimi drzwiami, płaci za bilet, nie otrzymawszy go, opierając się jedynie na zasadzie uczciwości. Podoba mi się informacja o inżynierii ogrodnictwa w Korei polegającej na tym, że drzew się nie wycina, a przesadza wraz z korzeniami w inne miejsce. Ciekawa jest relacja z pobytu na wyspie Jeju, gdzie znajdują się takie muzea, jak: Teddy Bear Museum czy Sound Island Museum, gdzie można odwiedzić park Love Land i na własne czy zobaczyć haenyeo, czyli koreańskie syreny. Małgorzata Kalicińska pisze o wszechobecnej w Korei Południowej choreografii uprzejmości polegającej na wzajemnych uśmiechach i grzecznościowych ukłonach. Pisze jednak także o tradycji konfucjańskiego modelu rodziny, historycznym temacie dotyczącym comfort woman, powszechnym zjawisku poprawiania urody za pomocą operacji plastycznych, love hotelach, trendzie polegającym na zaprzeczaniu swoim rasowym korzeniom, a także o dużej liczbie samobójstw wśród koreańskiej młodzieży i celebrytów. Kalicińska, pisząc o Korei Południowej, zwraca także uwagę na fakt, że przez cały czas pobytu w tym kraju nigdy nie spotkała się z objawami złej woli, chamstwem, nonszalancją czy lekceważeniem. Uwagę polskiego czytelnika z pewnością zwróci informacja o bezpłatnej wodzie w restauracjach oraz o bezpłatnych i czystych toaletach. Oczywiście, Małgorzata Kalicińska poruszyła w swoich rozdziałach także inne kwestie, jednak nie sposób przywołać wszystkie. Mimo to przywołam jeszcze jedną, która mnie osobiście bardzo się nie spodobała. Chodzi mi o jednoznacznie pozytywny stosunek autorki do leków na bazie sibutraminy, które – jak sama w książce przyznała – przyjmowała. Sibutramina, owszem ma działanie odchudzające, w ramach którego zmniejsza masę ciała, ale ma również działanie anorektyczne, czyli zmniejsza łaknienie. Nie podoba mi się promocja tego typu specyfików. Nie ma cudownej tabletki na odchudzanie i myślę, że nikomu nie można choćby sugerować, że takowa istnieje. Książkę przeczytałam w celach poznawczych, ponieważ moje zainteresowania, w tym czytelnicze, między innymi dotyczą Korei Południowej. Nie jest to jednak książka, która zawładnęła moim umysłem i sercem. Jeśli ktoś dopiero zaczyna interesować się Koreą Południową, z pewnością dowie się z tej książki wielu ciekawych rzeczy, w większości jednak – poza informacjami o stoczni oczywiście – można je przeczytać także w wielu innych opracowaniach dotyczących Kraju Spokojnego Poranka, a dostępnych na polskim rynku wydawniczym.

https://www.facebook.com/literackakorea/posts/pfbid0277VJH9y4zf7obt9nZoGs6nQKLTmXKKiFrwfNnaYAJXQPzNYodu86LJCzED2kjogMl

„Dom w Ulsan, czyli nasze Rozlewisko” to wspólne dzieło Małgorzaty Kalicińskiej i Vlada Millera dokumentujące niejako wspólne odkrywanie przez nich Korei Południowej. Książka ma charakter reportażu, przewodnika i wspomnień. Kalicińska i Miller są autorami poszczególnych rozdziałów, które zamieszczone są w książce naprzemiennie. Dodatkowo oznaczone są one innymi kolorami....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2010
244

Na półkach: ,

Trochę blogowy styl pisania, mniej o tym jak jest, bardziej o tym jak mi jest w tym co jest. Najbardziej wciągnęła mnie historia późnej miłości autorów/bohaterów, gdy spotykają się kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością #relatable
Piękne ilustracje i dużo o kuchni koreańskiej.

Trochę blogowy styl pisania, mniej o tym jak jest, bardziej o tym jak mi jest w tym co jest. Najbardziej wciągnęła mnie historia późnej miłości autorów/bohaterów, gdy spotykają się kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością #relatable
Piękne ilustracje i dużo o kuchni koreańskiej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

233 użytkowników ma tytuł Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko na półkach głównych
  • 124
  • 102
  • 7
63 użytkowników ma tytuł Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko na półkach dodatkowych
  • 33
  • 9
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko

Inne książki autora

Okładka książki Kochana moja: Rozmowa przez ocean Basia Grabowska, Małgorzata Kalicińska
Ocena 6,3
Kochana moja: Rozmowa przez ocean Basia Grabowska, Małgorzata Kalicińska
Okładka książki A miało być tak pięknie! Katarzyna Kalicińska, Małgorzata Kalicińska
Ocena 6,5
A miało być tak pięknie! Katarzyna Kalicińska, Małgorzata Kalicińska
Okładka książki Irena Basia Grabowska, Małgorzata Kalicińska
Ocena 6,7
Irena Basia Grabowska, Małgorzata Kalicińska

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko