Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie

Okładka książki Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie autora Krzysztof Kąkolewski, 9788375062588
Okładka książki Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie
Krzysztof Kąkolewski Wydawnictwo: Zysk i S-ka Seria: Klub Srebrnego Klucza kryminał, sensacja, thriller
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Klub Srebrnego Klucza
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375062588
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie

Średnia ocen
6,3 / 10
126 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie

avatar
3614
674

Na półkach: ,

Nikt nie przejmuje się nazwiskiem jednego z największych specjalistów służby śledczej, bo dla każdego jest on po prostu Siwym. A Siwy to prawdziwa legenda, ma na swoim koncie setki rozwiązanych spraw i kilka zawałów. Jego ostatnią sprawą jest zuchwała kradzież utargu sklepowego, który przenosi do banku kierownik placówki, a sprawcą jest Lechosław Kerner. Młody mężczyzna, który swoje traumy życiowe pokrywa elokwencją, bezczelnością, cynizmem i cwaniactwem. I choć ta poza nie robi wrażenia na Siwym to faktem pozostaje to, że udowodnienie winy Kernerowi stało pod znakiem zapytania do czasu aż ten – w czasie procesu – dokonał samooskarżenia. To mocno zastanawia Siwego, a kiedy jakiś czas potem ginie świadek, który dał alibi Kernerowi, śledczy nie ma wątpliwości, że coś w tej sprawie jest mnie tak. I choć jako rencista nie ma już żadnej formalnej władzy ma nadal doświadczenie, instynkt i byłych kolegów, którzy nigdy w niego nie zwątpili, a to wystarczy do rozpoczęcia prywatnego śledztwa... Fabuła przedstawiona w formie pamiętnika nie jest czymś zupełnie typowym, ale i bohater do typowych nie należy. Jego stan zdrowia zapowiada rychłe pożegnania tego łez padołu, a poczucie sprawiedliwości każe jednak postawić na szali nadwątlone zdrowie. Siwy musi przełamać niechęć świadków obrony, musi zweryfikować swój osąd na „fakty”, skłonić osadzonego do współpracy i – najlepiej – przeżyć. Kąkolewski ukazuje pracę milicjanta w wyjątkowo surowy sposób. Ta praca daje spełnienie, satysfakcję, ale każe sobie za to płacić wysoką cenę. Ciekawie ukazuje też „nowe czasy”: młodzi śledczy, którzy znają Siwego „ze słyszenia” są w zdecydowanej opozycji. Brak doświadczenia życiowego nie pozwala im na obiektywizm, chętnie i z przekonaniem nazywając Siwego przestępcą. Z kolei starzy wyjadacze dobrze wiedzą, że nie wszystko dzieje się tak jak sugerują podręczniki, a poza regulaminem istnieje coś takiego jak zaufanie.

Nikt nie przejmuje się nazwiskiem jednego z największych specjalistów służby śledczej, bo dla każdego jest on po prostu Siwym. A Siwy to prawdziwa legenda, ma na swoim koncie setki rozwiązanych spraw i kilka zawałów. Jego ostatnią sprawą jest zuchwała kradzież utargu sklepowego, który przenosi do banku kierownik placówki, a sprawcą jest Lechosław Kerner. Młody mężczyzna,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
423
423

Na półkach: ,

Krzysztof Kąkolewski łamie wszystkie zasady. Rozsadza formalne i psychologiczne schematy powieści milicyjnej i współczesnej sensacji tak, że „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” do dziś, blisko sześćdziesiąt lat od premiery, jest powieścią nowoczesną. To „Lalka” polskiego kryminału. Śmiała tak, że nie zanosi się na jej detronizację.
Oczywiście tym, co przede wszystkim zwraca uwagę w „Zbrodniarzu…” jest forma. Kąkolewski zrezygnował z typowej powieściowej narracji. Opowiada swoją historię za pomocą (oczywiście fikcyjnych) dokumentów. Tego typu rozwiązanie w połowie lat osiemdziesiątych wprowadzili do literatury pop autorzy technothillerów, Tom Clancy i jego naśladowcy. Beznamiętny język pism urzędowych doskonale kontrastował z przeładowaną, efekciarską akcją. Jeszcze ją dynamizował. Tyle, że u nich te dokumenty były tylko jednym z elementów narracji. Służyły potęgowaniu napięcia i miały podprogowo wywoływać wrażenie, że mamy do czynienia z czymś więcej niż fikcją. Kiedy do literatury kryminalnej wprowadził je w swoim słynnym „Szybkim cashu” (2006) Jens Lapidus, czytelnicy oniemieli. Pojawiły się głosy, że oto mamy pierwszą powieść XXI wieku, mega nowoczesną, absolutnie nowatorską, wytyczającą nowe kierunki w narracji. Tylko najbardziej konserwatywni kręcili nosami. Po co? Skoro może po bożemu opowiedzieć historię. Ale Lapidus też uczynił z dokumentów tylko jeden z elementów opowieści. Miały pokazać sposób myślenia jednej ze stron – państwa, aparatu porządku i jednocześnie opresji. Szwed nie był zresztą konsekwentny w ich wykorzystywaniu. W pewnym momencie po prostu znikały z tekstu. Natomiast Kąkolewski, nie dość, że pracował z nimi kilkanaście lat przed technothillerowcami i Lapidusem, to zagrał va banque. U niego mamy tylko dokumenty. Tyle, że są to dokumenty różnego typu: pisma oficjalne oraz notatki – służbowe i prywatne. Dzięki temu pojawiają się aż trzy narracje, trzy punkty widzenia, a jednocześnie zachowany jest bezosobowy, bardzo lapidarny styl narracji. Nikt tu nie bredzi o uczuciach. Liczą się fakty. Stawiane są pytania i następują próby znalezienia na nie odpowiedzi.
Tylko kilka akapitów na początku i końcu powieści łamie ten reportażowy, w amerykańskim stylu, bezosobowy schemat. Kąkolewski zaczyna i kończy powieść fikcyjnym reportażem „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię”. To najsłabsze fragmenty tej książki. Pretensjonalne i przepełnione słowami. Chwilami można odnieść wrażenie, że autor – sam znakomity reportażysta – chce reporterkę ośmieszyć. A może po prostu mówi, że żadne dziennikarstwo nie jest w stanie oddać prawdy?
Język „Zbrodniarza…” jest chłodny i lapidarny. Liczy się tylko opowieść. Ale Kąkolewski umiał w litery. Ten chłód i lapidarność to tylko forma. Kiedy chciał potrafił gwałtownie przyspieszyć, potrafił w kilku wyrazach zmienić nastrój emocjonalny tekstu. Chyba najlepiej widać to w scenie pierwszego przesłuchania Lechosława Kernera. Urzędowy spokój zdań z poprzednich akapitów zmienia się nagle w kaskadę brawury i cynizmu, bezczelności i póz, które stanowią doskonały kontrapunkt dla chłodnych pytań milicjanta.
Ale nie tylko dlatego Kerner, w gruncie rzeczy bohater drugoplanowy, jest najciekawszą postacią tej historii. On, i pozornie stanowiąca rolę paprotki, a w istocie będąca femme fatale, Ewa Salm, Księżniczka. Ten duet prowodyrów i jednocześnie ofiar wywołanej przez siebie sytuacji jest nie do jednoznacznego określenia. Są żałośni i odpychający, budzący niechęć i wzbudzający współczucie; bardzo młodzi i już zepsuci. Nie ma dla nich ratunku. To postacie bardzo mroczne. Bardzo mroczne i jednocześnie emblematyczne dla opisanego przez Kąkolewskiego świata, jego typowe produkty.
Bo „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” to powieść noir. Jednak w odróżnieniu od większości – przynajmniej najbardziej znanych – rzeczy w tym gatunku, nie snujemy się po świecie malowanym odcieniami szarości. U Kąkolewskiego wszystko tonie w czerni. To pozbawiony światła świat zdeprawowanych, chciwych, tchórzliwych i małostkowych, broczących w codziennym, powszechnym źle, zombie. Jednostki z elementarnym poczuciem przyzwoitości spychane są na margines. Aż trudno uwierzyć, że PRL–owskie władze pozwoliły na wydanie czegoś depresyjnego i ponurego, stojącego w sprzeczności z oficjalnym obrazem ówczesnej polskiej rzeczywistości.
Jeszcze bardziej dziwi, że „Zbrodniarz…” wygrał w konkursie na powieść kryminalną ogłoszonym przez Komendę Główną Milicji Obywatelskiej. Bo chyba najbardziej zaskakujący jest tu obraz organów ścigania. Gliniarze u Kąkolewskiego nie mają w sobie nic z sympatycznych Sherlocków czy Poirotów z uroczymi słabościami typu fajka czy lampka koniaku, sypiących sucharami przefajnych zawadiaków albo produktów bondopodobych w stylu ikon epoki – kapitana Żbika czy porucznika Borewicza, którzy zapełniali tę dobrą połowę boiska w innych milicyjnych kryminałach. Jeżeli już z kimś porównywać stróżów prawa Kąkolewskiego, to najbliżej im do porucznika Zubka. Tyle, że są nieco mniej tępi. To grupa nieprzyjemnych kolesi, formalistów i obsesjonatów, podejrzliwych nawet wobec siebie. Zadufanych w sobie ćwierćinteligentów, których rozpiera duma z posiadanej władzy oraz możliwości kontroli wszystkiego i wszystkich, a jednocześnie bezradnych wobec osób łamiących utarte przestępcze schematy.
Gdyby nie przydługie i dęte zakończenie „Zbrodniarz…” byłby powieścią wybitną. I to nie tylko w gatunku zwanym sensacją. Tak jest tylko powieścią znakomitą. Jednym z najlepszych, jeżeli nie najlepszym, polskim kryminałem. Podobnie jak jego znakomita ekranizacja.
Kiedyś opowiedziałem o niej pewnemu człowiekowi z branży filmowej. Nawet o niej nie słyszał. Obejrzał, zadzwonił i powiedział, że to niesamowity film; gdyby zrealizowali go we Francji, byłby dziełem kultowym oglądanym na całym świecie. Myślę, że tak samo byłoby z powieścią Kąkolewskiego.

Krzysztof Kąkolewski łamie wszystkie zasady. Rozsadza formalne i psychologiczne schematy powieści milicyjnej i współczesnej sensacji tak, że „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” do dziś, blisko sześćdziesiąt lat od premiery, jest powieścią nowoczesną. To „Lalka” polskiego kryminału. Śmiała tak, że nie zanosi się na jej detronizację.
Oczywiście tym, co przede wszystkim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1277
1277

Na półkach: ,

Powieść kryminalna z dodatkowym opowiadaniem w pakiecie. Dość nietypowe utwory jak na publikacje wydane w czasach PRL. Bardziej przypominają reportaż, ale skoro ich Autorem jest znakomity reportażysta, to właściwie nie powinno dziwić. Ciekawiej prezentuje się „Zbrodniarz”, który stał się kanwą intrygującego filmu z 1969 roku.
Wątpliwości i rozterki emerytowanego oficera milicji, jego wewnętrzne rozważania, prowadzą do wszczęcia prywatnego śledztwa – to dość nietypowy pomysł na kryminał, zważywszy iż w większości powieści milicyjnych aparat jest nieomylny. Scena finałowa przyznaję, bardzo oryginalna. Wplecenie w treść książki fragmenty protokołów przesłuchań oddają klimat lat 60-tych ubiegłego stulecia, choć dla nie zaprawionych czytelników mogą być nużące. Z powieściowych postaci najmniej przekonała mnie postać Lechosława Kernera, nieco sztuczna i papierowa. Z perspektywy czasu intryga nieco się zestarzała, ale na tle wielu innych książek z tamtego okresu, korzystnie się wyróżnia.
Z kolei „Uderzenie” przypomina skrzyżowanie literatury młodzieżowej z kryminalną. Połączenie niezbyt udane, bardziej oddaje klimat szkolny, aniżeli skupia uwagę czytelnika na zagadce kryminalnej. Jedynym spoiwem między oboma utworami jest ponownie postać kapitana Siwego. Z dodatków (edycja 2005) należy odnotować dołączoną do książki płytę DVD z ekranizacją „Zbrodniarza, który ukradł zbrodnię” oraz suplement poświęcony kulisom powstania tego filmu.

Powieść kryminalna z dodatkowym opowiadaniem w pakiecie. Dość nietypowe utwory jak na publikacje wydane w czasach PRL. Bardziej przypominają reportaż, ale skoro ich Autorem jest znakomity reportażysta, to właściwie nie powinno dziwić. Ciekawiej prezentuje się „Zbrodniarz”, który stał się kanwą intrygującego filmu z 1969 roku.
Wątpliwości i rozterki emerytowanego oficera...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

242 użytkowników ma tytuł Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie na półkach głównych
  • 165
  • 75
  • 2
99 użytkowników ma tytuł Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie na półkach dodatkowych
  • 82
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie

Więcej
Krzysztof Kąkolewski Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie Zobacz więcej
Więcej