rozwińzwiń

Cztery dni w styczniu

Okładka książki Cztery dni w styczniu autora Jordi Sierra i Fabra, 9788376591872
Okładka książki Cztery dni w styczniu
Jordi Sierra i Fabra Wydawnictwo: Albatros Cykl: Inspektor Mascarell (tom 1) kryminał, sensacja, thriller
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Inspektor Mascarell (tom 1)
Tytuł oryginału:
Cuatro días de enero
Data wydania:
2011-06-29
Data 1. wyd. pol.:
2011-06-29
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376591872
Tłumacz:
Elżbieta Sosnowska
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cztery dni w styczniu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Cztery dni w styczniu

Średnia ocen
6,3 / 10
195 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Cztery dni w styczniu

avatar
307
307

Na półkach:

politycznie książka do bólu prawidłowa. Nieprzyzwoicie bogaci zwyrodnialcy ze świata biznesu, oczywiście zwolennicy Narodowców, urządzali sobie w republikańskiej Barcelonie orgietki z dorastającymi dziewczynkami, podczas gdy lud stawiał dzielnie czoła faszyzmowi. A kiedy zbrodnicza armia Franco stoi już u bram miasta zacierają rączki wyobrażając sobie, jak to się teraz zabawią... Ale dzielny inspektor Mascarell pokrzyżuje im (a przynajmniej niektórym) te plany.

Skojarzenia z wrocławskim inspektorem Mockiem nasuwają się od razu. Kto od kogo ściągnął? Ponieważ Krajewski odpalił go w 1999, to wychodzi na to, że ściągnął chyba Fabra, bo ta powieść jest z 2008... A tak poważnie, to chyba jednak Fabra pisze nieco lepiej niż Krajewski, zresztą mają podobny styl, zapełniają strony w znacznej części dialogami.

No dobrze, ale do rzeczy. A tą rzeczą jest wiarygodność historiograficzna. Kolega recenzent o ksywie Profesorek miał dobry pomysł, mianowicie żeby przeczesać wydania La Vanguardii z tych dni, dostępne w internecie. Niestety, kilka lat temu La Vanguardia zamknęła swoje archiwum za paywallem. Więc na hemeroteca.bne i prensahistorica są tylko inne barcelońskie gazety, które zresztą w tym okresie skurczyły się już do rozmiaru biuletynów. Ale kilka jest, faktycznie warto przejrzeć. No, w każdym razie ja to zrobiłem. Jak również przejrzałem parę książek. I oto co mam do powiedzenia w sprawie wiarygodności.

Akcja zaczyna się w chwili, gdy Reme przychodzi zgłosić zaginięcie córki i na pytanie inspektora odpowiada, że wyszła z domu "przedwczoraj", a on potwierdza "znaczy w sobotę?". Sobota wypadła 21. stycznia, z czego wynika jasno, że akcja zaczyna się w poniedziałek, 23. stycznia. Podczas rozmowy Mascarell informuje też Reme, zdezorientowaną pustkami na komisariacie, że "ayer el Gobierno dio orden de evacuar la ciudad, y eso afectaba a todo aquel que pudiera ser víctima de represalias" ("wczoraj rząd wydał rozkaz ewakuacji miasta, dotyczy on wszystkich, którzy mogliby stać się ofiarami represji" - czytałem w oryginale, tłumaczenie moje). No i mamy od razu kilka bzdurek.

Po pierwsze: posiedzenie gabinetu Negrina, na którym zdecydowano o ewakuacji rządu z miasta, zakończyło się właśnie tego dnia, gdy Mascarell i Reme rozmawiali, czyli 23, a nie "wczoraj" 22. stycznia, jak wynika z narracji

Po drugie: rząd nigdy nie wydał "rozkazu ewakuacji miasta". We wczesnych godzinach 23. stycznia rząd zdecydował ewakuować sam siebie, i z tą chwilą wszystkie ministerstwa i agendy rządowe rozpoczęły gwałtowne przygotowania, selekcjonując papiery do wywózki, wzywając kierowców i szukając dostępnego jeszcze paliwa do samochodów. W chwili, gdy Mascarell i Reme rozmawiają, czyli przed południem, ten proces właśnie się zaczynał, obydwoje mogliby co najwyżej zaobserwować pierwsze przypadki wynoszenia skrzyń przed budynki. Natomiast na polecenie rządu barcelońskie radio głosiło klamliwie - właśnie wtedy, w poniedziałek - że władze zostają w mieście. Mieszkańcom nikt nie wydawał żadnego "rozkazu ewakuacji", wręcz przeciwnie, starano się stworzyć pozory, że wszystko jest dobrze, a prasa jeszcze następnego dnia (w poniedziałek w Hiszpanii gazety na ogół nie wychodziły) pisała, że nie oddamy, że pokonamy, że walka itede itepe

Po trzecie: rzekomy rozkaz o ewakuowaniu tych, którzy "mogliby stać się ofiarami represji", jest już czystą kpiną. Generalnie rzecz biorąc, ci którzy mieli się czego obawiać (urzędnicy, partyjniacy, działacze związkowi, bezpieka i cały aparat terroru, propagandziści) i mogli uciekać, sami rozpoczęli tego dnia wianie. Natomiast ci, którzy nie mogli uciekać, zostali pozostawieni sami sobie. W szpitalach i lazaretach Barcelony leżało wtedy kilkanaście tysięcy żołnierzy. Szef służb medycznych, Josep Puche, zorganizował 1 (słownie: jeden) pociąg, którym wywieziono parę setek rannych, stąd uwaga narratora o organizacji ich ewakuacji "para conducirlos a Francia", o tym że "últimos trenes saldrán pronto de la Estación de Francia rumbo a la frontera" i będa tworzyć "largas colas de resignación", to patentowana bzdura. Pozostaje też ciekawostką, że na przykład działacze POUM, siedzący w barcelońskich więzieniach od lata 1937, właśnie ci którzy jak cholera mogli obawiać się frankistowskich represji, pozostali w znacznej części pod kluczem, właśnie po to, żeby Narodowcy mogli ich wykończyć. Co zresztą się stało, np. taki Eduardo Barriobero (nie POUM, ale też podejrzany politycznie) siedział za kratkami od lata 1937, dosiedział aż do upadku miasta, po czym Narodowcy podziękowali za przekazanie kluczy do celi i rozwalili go w try miga.

To tak na początek, po przeczytaniu pierwszych dwu rozdziałów.

Pozostaje też zagadką, w jakiej to formacji służył inspektor Mascarell. W powieści mówi się tylko o "policji", "inspektorze" i "komisariacie", co niewiele wyjaśnia. A to o tyle istotne, że tzw. Esquadres de Catalunya, czyli policja katalońska (zgodnie ze statutem autonomicznym, państwo hiszpańskie nie miało prawa utrzymywać w Katalonii policji państwowej),dostała rozkaz opuszczenia miasta już 21. stycznia. Czyli jeśli Mascarell służył tu, to faktycznie mógł 23. stycznia zastać pusty komisariat, chociaż oczywiście w tym wypadku złamałby rozkaz i teoretycznie mógł iść pod mur. Z kolei tzw. Mossos d'Esquadra, czyli tradycyjna regionalna policja (nigdy nie udało mi się dociec, jaki był podział ról między Esquadres a Mossos),dostała rozkaz wymarszu 22. stycznia, więc 23. powinna właśnie opuszczać miasto. Została jeszcze Guardia d'Asalto, ewakuowana dopiero 24. stycznia, ale ta raczej sprawami kryminalnymi się nie zajmowała. No i pozostają służby tajne, takie jak SIM czy DEDIDE, ale one też kryminałką się nie parały, bo były zajęte terrorem politycznym. No w każdym razie wolałbym dowiedzieć się, gdzie służył Mascarell. Tak czy siak, musiałby być niespełna rozumu, jeśli zostałby w Barcelonie do przyjścia Narodowców, bo wszyscy wiedzieli, że tacy pójdą od razu na rozwałkę. A że chora żona? No bez przegięć, był inspektorem policji, ludzie na takich stanowiskach nie mieli raczej problemu z wywiezieniem na czas swoich bliskich, na przykład do Francji na leczenie.

Natomiast źródła potwierdzają - i tu Fabra nie zalewa - że nastoletni seks w Barcelonie okresu ostatnich dni Republiki był towarem. Kilku ochotników z Brygad Międzynarodowych, którzy na przełomie 1938 i 1939 zaplątali się w mieście, pisało we wspomnieniach, że w kawiarniach podchodziły do nich różne dziewczątka i oferowały siebie (najczęściej nie za pieniądze, wtedy kompletnie już bezwartościowe, tylko za jedzenie). Niestety, ci interbrygadziści nie napisali, czy skorzystali z ich oferty. A chyba mogli, bo do końca Brygady (wtedy już w stanie likwidacji) były jednymi z najlepiej zaopatrzonych formacji, więc odpalić kilka puszek radzieckiej mielonki, nie mówiąc o worku kukurydzy czy kilka puszkach fasoli, nie powinno być dla nich problemem.

Podsumowując: w miarę sprawnie zrobiony kryminałek (szału nie ma, ale do pociągu się nada),tylko żeby broń boże nie traktować tego jako "przerażająco realistycznej opowieści o ostatnich dniach republikańskiej Barcelony"

politycznie książka do bólu prawidłowa. Nieprzyzwoicie bogaci zwyrodnialcy ze świata biznesu, oczywiście zwolennicy Narodowców, urządzali sobie w republikańskiej Barcelonie orgietki z dorastającymi dziewczynkami, podczas gdy lud stawiał dzielnie czoła faszyzmowi. A kiedy zbrodnicza armia Franco stoi już u bram miasta zacierają rączki wyobrażając sobie, jak to się teraz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
542
221

Na półkach: , , ,

Historia to krótka i niezbyt skomplikowana, jednak klimat mrocznej, pogrążonej w beznadziejnym oczekiwaniu Barcelony, gdzie drugoplanową rolę gra śródziemnomorskie światło i cień, zbudowany w pierwszorzędny sposób - i stąd zapewne porównania do Zafona, od których rzeczywiście tak bardzo bym nie uciekał. Wątek kryminalny to jedno, ale na pierwszy plan wysuwa się historia dni przed wkroczeniem wojsk frankistowskich do Barcelony. Polecam poszukać w Internecie wydań "La Vanguardii" z tamtych dni, co dodatkowo pozwoli przenieść się w klimat tamtych dni. Opowieść warta poznania.

Historia to krótka i niezbyt skomplikowana, jednak klimat mrocznej, pogrążonej w beznadziejnym oczekiwaniu Barcelony, gdzie drugoplanową rolę gra śródziemnomorskie światło i cień, zbudowany w pierwszorzędny sposób - i stąd zapewne porównania do Zafona, od których rzeczywiście tak bardzo bym nie uciekał. Wątek kryminalny to jedno, ale na pierwszy plan wysuwa się historia dni...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3418
719

Na półkach: ,

Cykl do tej pory obejmuje 12 części i co roku ukazuje się kolejna. Inspektor policji republikańskiej w Barcelonie Miquel Mascarell, szczęśliwie żonaty z Quimetą, jeden syn. Ogromną zaletą tej serii jest pokazanie Barcelony i trudnego życia jej mieszkańców po wejściu do miasta wojsk frankistowskich oraz odmalowanie realiów życia w kolejnych latach. Szkoda, że przetłumaczono tylko 5 pierwszych części. Bardzo polecam!

Cykl do tej pory obejmuje 12 części i co roku ukazuje się kolejna. Inspektor policji republikańskiej w Barcelonie Miquel Mascarell, szczęśliwie żonaty z Quimetą, jeden syn. Ogromną zaletą tej serii jest pokazanie Barcelony i trudnego życia jej mieszkańców po wejściu do miasta wojsk frankistowskich oraz odmalowanie realiów życia w kolejnych latach. Szkoda, że przetłumaczono...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

579 użytkowników ma tytuł Cztery dni w styczniu na półkach głównych
  • 304
  • 271
  • 4
149 użytkowników ma tytuł Cztery dni w styczniu na półkach dodatkowych
  • 112
  • 9
  • 8
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Cztery dni w styczniu

Więcej
Jordi Sierra i Fabra Cztery dni w styczniu Zobacz więcej
Jordi Sierra i Fabra Cztery dni w styczniu Zobacz więcej
Jordi Sierra i Fabra Cztery dni w styczniu Zobacz więcej
Więcej