Odbiorca ubezwłasnowolniony. Teksty o kulturze masowej i popularnej Stanisław Barańczak 7,3

ocenił(a) na 22 lata temu Powielenie „Czytelnika ubezwłasnowolnionego” in extenso z dodatkami wcześniejszymi i późniejszymi. Bardzo rozczarowujące.
Czemu ma służyć powtarzanie ubolewań z 4 rozdziału „Czytelnika”, że hołdy Broniewskiego wobec Kremla były niewłaściwie tłumaczone na rosyjski ? Zwłaszcza, że oprócz paru błędów, zasadnicza treść tych bredni została w tłumaczeniu oddana. Ubolewania te sprawiają jeszcze dziwniejsze wrażenie, gdy zestawić je z tym, co sam Barańczak miał do powiedzenia o utrzymanej w tym samym duchu co wypociny Broniewskiego tfurczości NRDowskiego dramaturga Heinera Müllera „bzdura, którą wygwizdałyby widownie Warszawy czy Budapesztu” („Książki Najgorsze” 1990 s. 171).
Zaś dodatki dobrane wedle niezrozumiałych zasad.
Ich związek z zagadnieniem perswazji w „kulturze masowej PRL” luźny bądź żaden (jak rozważania „Dlaczego na Love Story tak przyjemnie się płacze?” czy jak tłumaczyć piosenki beatlesów, przy czym ich komuchowe ciągoty czy samouwielbienie pomija).
Natomiast zabrakło istotnego dla rozdziału 6 „Czytelnika” artykułu „Podejrzany w kasie pancernej” zawierającego zestawienie niektórych scen z powieści milicyjnych z odpowiednimi przepisami kodeksu postępowania karnego, których te sceny były naruszeniem („Nurt” 1971 nr 12).
Tym bardziej nie widać związku z ową perswazją „recenzji” nieistniejących filmów z 1996, bardziej dziwacznych niż śmiesznych.
Do tego nie wiadomo co mające wnosić cytaty z wywiadów: „zresztą w ogóle nie uznaję podziału na kulturę wysoką i niską. Uznaję tylko podział na kulturę wartościową (w której mieszczą się moim zdaniem Bach i Szekspir, ale również Charlie Parker i Monty Python) i kulturę bezwartościową, czyli kulturę kiczu (w której mieszczą się dla mnie: piosenkarka Madonna i film Rambo, ale również koncert fortepianowy Czajkowskiego i film Podwójne życie Weroniki).”
Przykłady dobrane dowolnie i bez uzasadnienia.
Co kto lubi, lecz mowa o ocenie dzieła, zatem czemu Monty Python ma być „wartościowy” ? Dwa przykłady z wielu: „Eryk Wiking” miejscami zabawny, tylko co w nim „wartościowego” ? W „Jabberwocky” żarty raczej prostackie, tym bardziej gdzie „wartościowość” ?
Bądź który „film Rambo” w liczbie pojedyńczej, skoro ma kilka części ? Zważywszy jak komuchostwo nienawidzi tych filmów, pytanie czemu dobrał właśnie taki przykład ? Wyszła z niego PZPRowska przeszłość ? Oczywiście można zarzucić, że np. w części 2 jeńcy wyglądają za dobrze, jak na przetrzymywanych w łagrze.
Jeszcze bardziej dziwacznie wyliczenie, co „denerwuje” go w USA (w skrócie) „konieczność uprawiania small talku, Madonna, powieści Toma Clancy’ego, filmy z udziałem Whoopi Goldberg i brak piłki nożnej.” Pomijając urojony brak piłki (uprawiana rzadziej niż w Europie, już jest „brakiem”?) czemu ma służyć uogólnienie „filmy z udziałem Whoopi Goldberg”, jakby wszystkie były jednakowe. Czy „Włamywaczka” (1987) poza obsadą miała coś wspólnego z „Homer i Eddie” (podobno komedia, oglądając zmarnowałam półtorej godziny życia). Po drugie, a nawet znów po pierwsze, czy ktoś go do oglądania nie zmuszał (chyba, że zmuszał, w takim razie zapomniał to zaznaczyć) zatem nie pojmuję, jakim cudem miało go to „denerwować” (może było skrótem myślowym, że denerwują reklamy czegoś, co go nie zajmuje, w takim razie należało zaznaczyć, chyba, że byłoby to nadmiernym wymaganiem). To samo dotyczy powieści. Chyba, że był jak w Peerelu recenzentem i czytanie bądź oglądanie należałoby do jego obowiązków zawodowych, jednak o ile wiem w Ameryce wykładał bądź tłumaczył (oprócz napisania recenzji beblanin wspomnianego Müllera).
W liceum polonistka (gdy ją sobie przypomnę, nienawidzę jej jeszcze bardziej niż wtedy) zmuszała nas do obejrzenia paru filmów, w tym „Doliny Issy” (do dziś nie wiem i nie chcę wiedzieć, o co w tym chodziło i czemu trzeba było obejrzeć, na wielkie szczęście wypracowania po tym pisać nie kazała) „Ferdydurke” (spektakl telewizyjny, wytrzymałam do połowy, to znaczy dość długo, inni wyszli wcześniej, dla zabicia niesmaku po powrocie do domu obejrzałam jedną z moich ulubionych kreskówek, jednak złe wspomnienie pozostało do dziś) czy „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” (bardzo przygnębiające, nawet gdyby dać inne zakończenie, żałuję poznania tego czegoś).
Podobnie gdy trzeba było czytać beznadziejne lektury, jak „Buszującego w zbożu”.
Ale Barańczak był już wtedy po ukończeniu edukacji, zatem nadal nie rozumiem.
A przecież zamiast takich nie wiadomo co wnoszących wyliczanek mógł napisać coś w rodzaju:
O upodobania w sztuce nie warto toczyć sporu.
Tam gdzie wolność twórcza, tam wolność odbioru.
Po za tym czym innym jest nie lubić czegoś, a czym innym rozglaszać to urbi et orbi, jakby komu było to potrzebne. Też potrafię wyliczać czego nie cierpię (i to z usadnieniem, inaczej niż bohater „Śledztwa” Lema, porucznik, który dwóch kotów swojej gospodyni „nie znosił bez konkretnego powodu”). Żeromskiego za „stylistykę tak okropną i nie do zrozumienia, że to wręcz boli” jak pisze Vertica przy „Ludziach bezdomnych”, miał też inne wady. To samo z grubsza można powiedzieć o „Faraonie” Prusa (zagmatwana fabuła, upstrzona faktograficznymi błędami i nieporadnymi dialogami, co zauważył juz Parandowski) czy „Gasnącym Słońcu” Choińskiego (zatrzęsienie anachronizmów przedstawionych w rozwlekle nudny sposób). I wielu innych ...
Dodaję jedną gwiazdkę z sentymentu do „Książek Najgorszych”.