rozwińzwiń

Czarownik swojego plemienia

Okładka książki Czarownik swojego plemienia autora Amos Oz, 8373378472
Okładka książki Czarownik swojego plemienia
Amos Oz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Biblioteczka Interesującej Prozy publicystyka literacka, eseje
129 str. 2 godz. 9 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Biblioteczka Interesującej Prozy
Tytuł oryginału:
Witchdoctor of his tribe
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
129
Czas czytania
2 godz. 9 min.
Język:
polski
ISBN:
8373378472
Tłumacz:
Danuta Sękalska-Wojtowicz
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czarownik swojego plemienia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czarownik swojego plemienia

Średnia ocen
7,3 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czarownik swojego plemienia

avatar
2088
429

Na półkach: , , ,

Kolejne spotkanie z twórczością Oza, choć tym razem to zbiór kilkunastu esejów powstałych na przestrzeni lat (najstarszy pochodzi z roku 1967, a najświeższy z 2003),dostarczyło mi prawdziwej czytelniczej przyjemności. Jest coś w postrzeganiu i przedstawianiu świata przez Oza, wyrażanemu niezmiennie pięknym i precyzyjnym językiem, co nieodmiennie uwodzi mnie i przenosi w inny wymiar wrażliwości i doznań intelektualno-duchowych. I pobudza do refleksji. Często gorzkich.

„Czarownik swojego plemienia” to zbiór, który ponadto pozwala nam spojrzeć na Izrael i syjonizm z innej perspektywy. Pozwala nam również, co wynika z istoty eseju, lepiej poznać autora. Stefan Bratkowski w posłowiu napisał: „Jak Czytelnicy mogli zauważyć po lekturze tych szkiców, sam Amos Oz to powieść. Powieścią jest i młodsze odeń państwo Izrael. Oz jest powieścią psychologiczną i powieścią psychologiczną jest Izrael.”

Polecam, zwłaszcza tym, których intryguje wielostronne spojrzenie na rzeczywistość.

„Jestem wyczulony na skażenie języka i dobrze wiem, że zafałszowany język jest zwiastunem wszelkiego zła. (…) To nie przypadek, że komunizm i faszyzm mają podobne słownictwo. Nienawidzą kosmopolitów, nie cierpią pasożytów…” (z rozmowy, jaką we wrześniu 1994 roku przeprowadziła z pisarzem Danuta Sękalska, tłumaczka)

„Zawsze i wszędzie tyrania, ucisk, rozkład moralny, prześladowania i masowe mordy zaczynały się od deprawacji języka, który to, co podłe i brutalne, przedstawiał jako czyste i przyzwoite („nowy porządek”, „ostateczne rozwiązanie”, „środki tymczasowe”, „ograniczone restrykcje”) bądź też określał wulgarnymi i bestialskimi słowami to, co powinno być nazywane humanitarnie i delikatnie („pasożyty”, „insekty społeczne”, „rak polityki” etc.)” (Przemówienie, Budapeszt, październik 1985 roku)

„Pisarz powinien rozpoznać, że wszędzie tam, gdzie istotę ludzką nazywa się pasożytem albo zarazkiem, wcześniej czy później pojawią się szwadrony śmierci i nastąpi eksterminacja. Gdziekolwiek na wojnę mówi się pokój, na ucisk i prześladowanie – bezpieczeństwo, a na morderstwo – wyzwolenie, skażenie języka poprzedza i przygotowuje splugawienie życia i godności.” (Przemówienie, Budapeszt, październik 1985 roku)

„To jest państwo Izrael: naprędce sklecony obóz uchodźczy. Świeżo malowane miejsce. Resztki obcych nawyków i obyczajów z obcych stron, z Marakeszu, Warszawy, Bukaresztu i z zapomnianych przez Boga sztetli, wysychających w słońcu, wśród piasku w ogródkach nędznych nowych osiedli mieszkaniowych. (…) Kto w tym (…) kraju mieszka w domu, w którym się urodził? Kto mieszka w domu, w którym urodził się jego dziadek albo babka? Kto odziedziczył dom po dziadku albo prababce? (…) Kto wychowywał się na tych samych kołysankach, które śpiewano jego dziadkom i pradziadkom?” („W jaskrawym świetle”, tekst opublikowany po raz pierwszy w 1972 roku)

„Mógłbym udowodnić na podstawie „próbki statystycznej”, że właściwie wszyscy pisarze, których czytamy z przyjemnością, wychowywali się przy babce. Który z nas ma prawdziwą babcię? (…) prawdziwą babkę snującą wspomnienia, która jest łącznikiem pomiędzy człowiekiem i przeszłością jego rodu.” („W jaskrawym świetle”, tekst opublikowany po raz pierwszy w 1972 roku)

„Tam, gdzie prawo ściera się z prawem, problem można rozstrzygnąć albo siłą, albo osiągając niezadowalający, pozbawiony konsekwencji kompromis, który nie wydaje się sprawiedliwy żadnej ze stron.” („Co to znaczy: kraj ojczysty?” tekst opublikowany po raz pierwszy w 1967 roku)

„W życiu narodów, tak jak w życiu jednostek, istnienie, aczkolwiek skomplikowane i bolesne, czasem może być możliwe tylko dzięki brakowi konsekwencji. Tragiczni bohaterowie, trawieni żądzą sprawiedliwości i czystości, niszczą i unicestwiają się nawzajem, powodowani płomienną konsekwencją.” („Co to znaczy: kraj ojczysty?” tekst opublikowany po raz pierwszy w 1967 roku)

„I te plemienne odczucia (ledwie wyłaniamy się ze stanu plemiennego i nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu narodu) są źródłem nieustannej intymności, która czasem jest potrzebna i pokrzepiająca, a czasem nieprzyjemna, irytująca i wstrętna. To uczucie, że „wszyscy zależymy od siebie nawzajem”. Uczucie „rodzinnego wstydu”, który ogarnia tutaj miliony ludzi za każdym razem, kiedy zostaje ujęty jakiś żydowski złodziej czy malwersant. I duma (z domieszką zazdrości),której doświadcza całe plemię czytając, że jakaś krowa albo brydżysta pobili światowe rekordy, „przyczyniając się do podniesienia naszego prestiżu narodowego”, jak ujmie to prezydent państwa w telegramie gratulacyjnym. Każda porażka jest „plamą na honorze rodziny”. Wszelkie osiągnięcia idą na osobiste konto każdego z nas. Tak ścisłą jest ta intymność, której – dlaczego miałbym się wypierać? – nienawidzę i od której zależę. Nie mogę z nią żyć i bez niej też nie potrafię: plemienny tłok, plemienne roztrząsanie sumień, plemienna serdeczność, poczucie schronienia – i woń ciał, i nieświeże oddechy.” („Dyskretny urok syjonizmu”, przeróbka wystąpienia radiowego z 1977 roku)

„Socjalizm izraelski narodził się mniej więcej osiemdziesiąt lat temu jako owoc niełatwego małżeństwa między dwiema różnymi tradycjami – żydowską tradycją sprawiedliwości społecznej i wschodnioeuropejskimi, a zwłaszcza rosyjskimi wizjami społecznymi owego czasu.” („Czy wizje Izraela uległy zmianie?” „New York Times Magazine” 11 lipca 1982)

„W ciągu wieków rozproszonej egzystencji w kilku diasporach społeczności żydowskie rozwinęły wszędzie wysoce zaawansowane, a czasem wielce skomplikowane ochotnicze systemy opieki społecznej, nakierowane nie tylko na zaspokajanie potrzeb materialnych, ale i na organizowanie wspólnotowych działań, by przynosić ulgę w samotności, alienacji i cierpieniach psychicznych. Mimo skrajnej biedy wspólnoty żydowskie w diasporze nie dopuszczały do tego, żeby ktoś umarł z głodu albo nie umiał pisać i czytać; utworzono system dobrowolnego opodatkowania, żeby wspomóc biednych, starych i kalekich. Naukę ze względów religijnych uważano za podstawowe prawo człowieka i pierwszy obowiązek społeczny. Nie przychodzi mi na myśl żadne państwo narodowe, z wyjątkiem bardzo nielicznych w dwudziestym wieku, którego prawa osiągnęłyby taki stopień społecznego postępu.” („Czy wizje Izraela uległy zmianie?” „New York Times Magazine” 11 lipca 1982)

„… społeczeństwo może być twórcze, pomysłowe i dynamiczne tylko wtedy, kiedy jednostki nie czują się anonimowe.” („Czy wizje Izraela uległy zmianie?” „New York Times Magazine” 11 lipca 1982)

„ (…) Niektórzy przynieśli z sobą, przejęte wprost z polskiej tradycji, militarystyczne, nacjonalistyczne nastroje, romantyzm osnuty na szarżach kawalerii, wojskowych tęsknotach, wizjach krwi i ognia oraz wzniosłych porywach męstwa.” („Czy wizje Izraela uległy zmianie?” „New York Times Magazine” 11 lipca 1982)

Kolejne spotkanie z twórczością Oza, choć tym razem to zbiór kilkunastu esejów powstałych na przestrzeni lat (najstarszy pochodzi z roku 1967, a najświeższy z 2003),dostarczyło mi prawdziwej czytelniczej przyjemności. Jest coś w postrzeganiu i przedstawianiu świata przez Oza, wyrażanemu niezmiennie pięknym i precyzyjnym językiem, co nieodmiennie uwodzi mnie i przenosi w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
44
1

Na półkach:

-

-

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

PRAWDA nie popłaca. Dwóch wielkich pisarzy pomijanych przy Nagrodzie Nobla: KUNDERA i OZ. Z tym „noblem” znajduję współwyznawcę w Stefanie Bratkowskim, który w „Posłowiu” do tej książki, wyznaje nadzieję, iż doczeka przyznania go Oz-owi..

Ojciec z Wilna, matka z Równego, kształceni w polskich gimnazjach, przywlekli do Palestyny /tak się nazywał protektorat brytyjski do 1948 r./:

„..model polskiego patriotyzmu wywodzący się z tradycji romantycznej. Owego heroizmu połączonego z poczuciem misji, samoudręczenia, tragizmu i kompleksu ofiary.... /polscy Żydzi/ ..przyłączali się.. ..do skrajnej prawicy, odnosząc się do Arabów dokładnie tak, jak endecy w Polsce traktowali Żydów.. ...Żydzi z Polski stali się endekami, przypisując Arabom rolę „Żydów”. Tak to ofiara staje się prześladowcą, imitując jego zachowanie”.

Oz, pracę w kibucu dzielił z pisaniem, które uważa za rodzaj misji. W różnych miejscach książki definiuje problemy piętrzące się przed pisarzem:

„Ludzie oczekują, by poeci i pisarze byli przewodnikami duchowymi, wskazywali drogę... Pisarz może mieć pewną wrażliwość...., ..jeśli jednak ubrda sobie, że jest prorokiem - grozi mu, że stanie się pośmiewiskiem...
Gdzie indziej:
„Pisarz powinien rozpoznać, że wszędzie tam, gdzie istotę ludzką nazywa się pasożytem albo zarazkiem, wcześniej czy póżniej pojawią się szwadrony śmierci i nastąpi eksterminacja”.

Bardzo klarownie odpowiada na pytanie dręczące mnie od ponad pół wieku: „przypadek czy konieczność ?:
„...PRZYPADEK nie odgrywa w świecie żadnej roli. To, co się wydaje ślepym trafem, jest po prostu skutkiem naszej ograniczonej percepcji, braku wyobrażni, niemożności przewidzenia następnego kroku, który jest zawsze KONIECZNY i nieunikniony..” /podk.moje/

Nie jestem przekonany do Oza „teorii zmierzchu”, ale z obowiązku ja sygnalizuję. Otóż pisarz twierdzi, że zdecydowana wiekszość arcydzieł powstała w okresach zmierzchu. I tak Dante „stoi w pół drogi między średniowieczem a renesansem”, Cervantes i Szekspir u progu epoki nowożytnej, a Gogol, Tołstoj, Dostojewski i Czechow tworzą „przy akompaniamencie dzwonów zwiastujących koniec prawosławnej, carskiej Rosji”. A jeszcze Mann i Kafka – to schyłek „przytulnej mieszczańskiej Europy”.

Oz pisze o życiu w kibucach, o wojnie Jom Kipur, lecz najwiecej czasu poświęca syjonizmowi, a w tym m.in. wpływowi twórczosci Turgieniewa, Tołstoja i Dostojewskiego na doktrynę syjonistycznego socjalizmu. Analizuje izraelski tygiel, w którym ścierają się poglądy przyniesione z najodleglejszych zakątków diaspory. Omawia różnice w mentalności Żydów sefardyjskich /z Afryki Północnej/ i aszkenazyjskich /z Europy Wschodniej/, a przede wszystkim różnice w mentalności pokoleniowej, co objawia się możliwością łatwiejszego porozumienia się z dziadkami, niż z rodzicami. Ale to już NIE TYLKO u ŻYDÓW !

W sumie arcyciekawa publicystyka, której daję dziewięć gwiazdek, podobnie jak jego „Panterze w piwnicy” i urokliwej bajce „Nagle w głębi lasu”.

PRAWDA nie popłaca. Dwóch wielkich pisarzy pomijanych przy Nagrodzie Nobla: KUNDERA i OZ. Z tym „noblem” znajduję współwyznawcę w Stefanie Bratkowskim, który w „Posłowiu” do tej książki, wyznaje nadzieję, iż doczeka przyznania go Oz-owi..

Ojciec z Wilna, matka z Równego, kształceni w polskich gimnazjach, przywlekli do Palestyny...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

183 użytkowników ma tytuł Czarownik swojego plemienia na półkach głównych
  • 102
  • 77
  • 4
38 użytkowników ma tytuł Czarownik swojego plemienia na półkach dodatkowych
  • 31
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Czarownik swojego plemienia

Inne książki autora

Amos Oz
Amos Oz
Izraelski pisarz, eseista i publicysta tworzący w języku hebrajskim. Współzałożyciel organizacji Pokój Teraz (Szalom Achszaw). Wykładowca literatury na Uniwersytecie im. Ben Guriona w Beer Szewie. Urodził się 4 maja 1939 w Jerozolimie w ówczesnym Brytyjskim Mandacie Palestyny, dokąd jego rodzice, Arie Klausner i Fania Mussman, wyemigrowali z Wilna i Równego w latach 30. Dorastał w kibucu Chulda, gdzie ukończył szkołę średnią. Odbył obowiązkową służbę wojskową, następnie studiował historię literatury i filozofię na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Po ukończeniu nauki wrócił do kibucu, gdzie mieszkał przez następne 20 lat, pracując jako rolnik oraz nauczyciel. Kibuc opuścił w 1986 i osiedlił się w mieście Arad. Brał udział w arabsko-izraelskich wojnach: sześciodniowej (w walkach na półwyspie Synaj) i w wojnie Jom Kipur (w walkach na Wzgórzach Golan). Debiutował tomem opowiadań Tam, gdzie wyją szakale w 1965, w następnym roku ukazała się jego pierwsza powieść. Jego kolejne utwory (powieści, zbiory opowiadań, ale także eseje literackie oraz polityczne, w których wzywa do kompromisu między Izraelem a Palestyńczykami) są publikowane regularnie, w dwu- i trzyletnich odstępach. Do najważniejszych jego książek, wydanych także w Polsce (często jednak tłumaczonych w oparciu o angielski przekład) należą Mój Michał (1968),Czarna skrzynka (1987) i Fima (1991). Uważany za najwybitniejszego pisarza izraelskiego. Przez kilka lat wymieniany był jako jeden z głównych faworytów do otrzymania literackiej Nagrody Nobla. W 1986 został nagrodzony prestiżową izraelską Nagrodą Bialika w dziedzinie literatury. W 2002 otrzymał Medal „Zasłużony dla Tolerancji”. 20 marca 2013 Amos Oz otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. W tym samym roku otrzymał również Nagrodę Franza Kafki. Był także laureatem Nagrody Izraela. Zmarł 28 grudnia 2018 z powodu choroby nowotworowej w Tel Awiwie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych),bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na83 lata temu
Ewangelia według Jezusa Chrystusa José Saramago
Ewangelia według Jezusa Chrystusa
José Saramago
To chyba jedna z najdłużej czytanych przeze mnie powieści i jedna z najtrudniejszych. Zmęczyła mnie ta lektura i w pewnym momencie myślałam, że już jej nie skończę... Ale nie żałuję... Bardzo chciałam to przeczytać i dobrnęłam do ostatniego zdania, a powodowała mną zarówno ciekawość jak i szacunek dla bohaterów i dla samego autora. Tak myślę, że aby nie polec na tej lekturze potrzeba trzech rzeczy: czasu, spokoju i otwartego umysłu. To było moje pierwsze spotkanie z autorem, Jego styl jest nieoczywisty; zdania są długie, nie znajdziemy dialogów, typowych opisów, podane słowo jest tutaj naprawdę specyficzne, dość trudno to określić... Treści jest bardzo dużo, osobiście często musiałam i chciałam zarazem przeczytać poszczególne fragmenty po kilka razy. Bo jest tam wszystko: mamy bardzo drobiazgowe opisy, dosłownie wizualizacje,gdzie autor musiał wykonać tytaniczna pracę żeby odtworzyć tamtejsze miejsca, sceny itp. mamy wplecione, ale w sposób bardzo naturalny, cytaty z Pisma Świętego, i na koniec mamy wewnętrzne a właściwie duchowe życie bohaterów... Ich rozetki, najbardziej skryte myśli, pragnienia... Jest też humor, ironia, "oczko" puszczone przez Saramago do czytelnika... Podobno to dość kontrowersyjna pozycja, ja się tego w niej nie doszukałam... Jestem chrześcijaninem, katolikiem, ale mnie nic w niej nie uraziło. Wręcz przeciwnie zbliżyło do Jezusa, ale też do Józefa. Wiadome mi było jak zaczęła się ta historia i jak się kończy. Co wydarzyło się pomiędzy opowiedziano tutaj trochę inaczej niż w Czterech Ewangeliach, ale czy gorzej, mniej prawdziwie? Ja odczuwam niedosyt, i to chyba dobry objaw😉
Monika K - awatar Monika K
ocenił na101 rok temu
Nie mów noc Amos Oz
Nie mów noc
Amos Oz
„Nieważne, ile wysiłku włożysz w to, żeby kogoś poznać, poświęcisz na to sto lat, dzień i noc na okrągło, będziesz z nim spać w jednym łóżku, nic to nie da, i tak nie będziesz nic o nim wiedzieć”.W „Nie mów noc” Amos Oz snuje opowieść, która nie tylko relacjonuje historię, ale przede wszystkim odsłania emocjonalny krajobraz dwóch dusz, które pragną się do siebie zbliżyć, a jednocześnie nieustannie się rozmijają. To powieść o miłości, która nie wystarcza, o czułości, która nie koi, oraz o dwojgu ludziach dzielących przestrzeń, lecz nie potrafiących się naprawdę usłyszeć. Główni bohaterowie, Teo i Noa, żyją razem w pustynnym izraelskim miasteczku. Choć są w związku, ich relacja przypomina współdzielenie przestrzeni dwóch odrębnych planet.Teo pragnie spokoju, prostoty, ciszy i symbolicznego „niewywoływania nocy”. Noa natomiast chce działać, zmieniać świat i angażuje się w projekt ośrodka resocjalizacyjnego. Ich spojrzenia na życie są różne, ale w centrum pozostaje pytanie: czy miłość może wystarczyć, gdy wartości i potrzeby są tak odmienne?Oz znakomicie uchwycił paradoks relacji: można być blisko fizycznie, a jednocześnie głęboko i chronicznie samotnym. Noa i Teo często rozmawiają, ale niemal nigdy naprawdę się nie słuchają. Ich myśli krążą wokół siebie jak ćmy, ale na różnych orbitach. Każde z nich próbuje kochać na swój sposób, lecz miłość, która nie spotyka się z odbiciem, zaczyna ciążyć. Znamy to i z własnego jestestwa. Nie ma tu dramatycznych wybuchów ani ostrych konfliktów. To raczej powolne, ciche przesuwanie się dwóch serc na granicy znużenia, troski i niezrozumienia. Oz pokazuje relację, która nie umiera gwałtownie, lecz rozmywa się, zasypując piaskiem pustyni, w której toczy się ich życie. Świetnym zabiegiem literackim jest naprzemienna narracja: raz widzimy świat oczami Teo, raz przez pryzmat myśli Noa. Ta konstrukcja uwypukla, jak subiektywne, nieprzenikalne i czasem tragicznie rozbieżne są nasze interpretacje rzeczywistości oraz intencji drugiego człowieka. Co ważne: każde z nich nosi w sobie swoją wersję tej relacji. Każda jest prawdziwa, choć żadna niepełna. „Nie mów noc” to dla mnie przede wszystkim powieść o trudzie bycia razem. Nie chodzi tu o zdradę czy wielką tragedię, ale o coś znacznie trudniejszego: o codzienne poczucie, że kochamy kogoś, a mimo to nie umiemy dotrzeć do jego wnętrza. Każde „dobranoc” niesie w sobie cień pytania: czy na pewno się rozumiemy? Czy jeszcze jesteśmy razem, czy już obok siebie? To także historia o tym, jak miłość bez rozmowy zamienia się w milczenie, a troska w znużenie. Oz jak zwykle nie potępia swoich bohaterów; pokazuje ich z empatią i liryzmem jako ludzi, którzy próbują, choć nie zawsze potrafią. Autor stworzył intymny portret relacji, która rozgrywa się w ciszy, w gestach i w niedopowiedzeniach. Ta konstrukcja pozwala dojrzeć, jak subiektywne, nieprzenikalne i czasem tragicznie rozbieżne są nasze interpretacje rzeczywistości oraz intencji drugiego człowieka.Lektura głęboka, dojrzała, poruszająca, pozostająca na długo w pamięci, jak wszystkie tego autora.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na89 miesięcy temu
Panowie z dzielnicy Gonçalo M. Tavares
Panowie z dzielnicy
Gonçalo M. Tavares
Książka jest zbiorem nieco surrealistycznych humoresek z podtekstem egzystencjalnym. Które oprócz tego, że nas śmieszą, bawią i prowokują, skłaniają też do nieco poważniejszych refleksji na temat ludzkich postaw wobec różnych aspektów rzeczywistości. Portugalski pisarz sprytnie miesza różne konwencje, odwołuje się do utworów znanych twórców, co jest widoczne już w samych imionach i nazwiskach bohaterów. Tytułowi panowie z dzielnicy Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino – to bohaterowie bardzo ekscentryczni, a przez to intrygujący. Przypominają ludzi, których codziennie mijamy na ulicy, znamy z widzenia, czasem zwracamy uwagę na ich specyficzne obyczaje, ale zawsze jest to znajomość powierzchowna. Niewątpliwie wszyscy oni są na tyle realni, żebyśmy mogli uwierzyć w rzeczywiste istnienie takich osób, nie tylko gdzieś w gorącej Portugalii, ale także tutaj, gdzie obecnie żyjemy. Wszyscy oni mają jakieś dziwactwa, które warunkują ich postawy życiowe. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Podtekst w tej historii jest bardzo wyrazisty, bowiem osobników z kompleksem "małości" fizycznej, intelektualnej czy mentalnej spotykamy w życiu całe mnóstwo. Obserwujemy, jak "podskakują", czyli ich wysiłki mające udowodnić otoczeniu wielki potencjał, którym rzekomo dysponują. Niektórym udaje się pięknie dorosnąć i z rozmachem rozwinąć skrzydła. Większość pozostaje żałośnie miałka, budząc politowanie. Ale w niektórych drzemią ukryte bestie. Co wtedy, gdy owe bestie zostaną obudzone? Z kolei artysta, pan Valery żyje w przekonaniu, że ktoś go śledzi, a lekarstwem na każdy kłopot jest dla niego kawa i rysowanie. Wybitny myśliciel Henri jest natomiast typem kawiarnianego gaduły, jednym z tych, którzy zamęczają towarzystwo swoją gadaniną i narcystycznymi popisami nakręcanymi przez kolejne porcje absyntu, które w siebie wlewa. Jego świat wypełnia absynt. Inni bohaterowie prezentują kolejne dziwactwa jak np. gromadzenie i zamykanie pustki w szufladzie, ucieczkę w świat filozofii i literatury, czy nieustanne rozważania o Bogu. A mój ulubieniec pan Kraus bez żadnej żenady poddaje błyskotliwej krytyce świat polityki. Robi to tak uniwersalnie, że jego komentarze pasują do każdego państwa czy sytuacji, bez względu na lokalizację i kontekst historyczny. Opowiadania Tavaresa ujmują czytelnika prostotą, język narracji i dialogów jest nieskomplikowany i zrozumiały. Właśnie dzięki temu czytelnik bez trudu może podjąć grę z autorem i szukać przekazów ukrytych pod tymi śmiesznymi historyjkami o butach, trójkątach, absyncie, cennych pustych szufladach i książkach. Książka "Panowie z dzielnicy" będzie doskonałą lekturą dla miłośników literatury zaprawionej humorem, groteską i sarkazmem oraz dla tych, którzy w prozie oprócz rozrywki lubią także to, co nazywamy drugim dnem. Na koniec kilka słów od mojego ulubionego pana Krausa: 🔰 "..mikroskop to urządzenie wynalezione po to, aby rzeczy małe czynić wielkimi, natomiast politycy zostali wynalezieni po to, aby rzeczy wielkie czynić małymi...". 🔰"Polityk nie czyta książek, czyta najwyżej ich tytuły. Z ludźmi postępuje tak samo." 🔰"Kiedy polityk opowiada nam o niebie i wyciąga palec w górę, mówiąc: "Widzicie?", właśnie w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się uważnie przedmiotom, które trzyma u siebie w piwnicy." I jeszcze coś o panu Juarroz: 🔰" Pan Jurraoz myślał o Bogu, który w przeciwieństwie do tego niepojawiającego się nigdy, pojawiałby się o każdej godzinie, każdego dnia, dzwoniąc do drzwi. Po głębokim rozważeniu tej hipotezy pan Jurraoz postanowił wyłączyć dzwonek." Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego, akcja książki rozgrywa w ciepłym kraju, w Portugalii (2).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na91 rok temu
Dziennik galernika Imre Kertész
Dziennik galernika
Imre Kertész
Specjalnie dla tej książki (niedostępnej inaczej) założyłem kartę biblioteczną. A trop do niej odkryłem w “Lekcjach ciemności” Dariusza Czai. Imre Kertesza poznałem dotychczas z dwóch głównych jego książek beletrystyczno-autobiograficznych (za mną 2/3 “trylogii ludzi bez losu”) - jak pewnie większość z nas. Tym razem zaś sięgam po jego eseistykę (?),a może raczej filozoficzny traktat (?). Czyż można nie być filozofem, gdy przeżyło się obóz zagłady, a do tego jeszcze ma się to szczęście/nieszczęście, by być Węgrem? Ciekawymi są te fragmenty, które pisarz umiejscawia na linii czasu obok dziejącego się zasadniczego (choć gdzieś w tle) procesu twórczego; dostajemy więc przemyślenia na bieżąco towarzyszące powstawaniu “Fiaska” i “Losu utraconego”, czy właściwie je poprzedzające. Trochę więc pozwala nam Kertesz wędrować poboczem swego procesu twórczego… Wszystko się w tym dzienniku-eseju zgadza, zwłaszcza to: trudno o Zagładzie dyskutować z tymi, którzy zagładę przeżyli, jeszcze trudniej zaś z tymi, którzy jej nie przetrwali. Już Auschwitz opowiedziane w naiwnej manierze głosu dziecka (“Los utracony”) jest straszne; opowiedziane po latach przemyśleń i własnym głosem dojrzałego pisarza jest niemal nie do zniesienia. Wraz z Ocaleńcem zagłębiamy się w wyrzut sumienia, którym jest jego świat. Trochę nam Pisarz ujawnia swojego poglądu na postać i rolę pisarza, trochę opowiada o swoim stosunku do przemiany tej postawy, jaka dokonuje się na jego oczach. Pozwala nam też podążać tropami swoich literackich fascynacji (Nietzsche, Camus, Hawthorne, Márai, Freud, Cioran). Tu dostajemy Kertesza i jako filozofa, i jako socjologa, i jako literaturoznawcę. Człowiek-orkiestra, człowiek epoki… I wielka, choć rozedrgana i rozbiegana tematycznie, literatura! Mocuje się że zmieniającym się światem i współczesnością, zmaga że starzeniem własnym i choćby własnej swej zanurzonej w demencji matki, nieustannie porównuje swe dokonania z Krudym czy Maraiem, jakby w poczuciu własnej małości. A nie wie jeszcze, że sławą i zaszczytami obu przebije… Książka do powolnego, namyślnego czytania. Zdanie po zdaniu. Jedno i to samo zdanie po dwakroć, po trzykroć… Do powrotu do niej za rok, za dwa, za dziesięć. A wszystko niemal będzie w niej jak nowe. Wymęczyła mnie cholernie, ale - o, tak! - było warto dać się pomęczyć. Okazuje się, że jeszcze dwadzieścia lat temu literackiego Nobla otrzymywali pisarze, którzy mieli coś do powiedzenia, którzy mieli jakąś głębię obserwacji i myśli. W tej odsłonie Pisarz chyba przemówił do mnie najbardziej. Zaczynałem czytać Ketresza nie od tego, co powinienem!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na91 rok temu
Odkrycie nieba Harry Mulisch
Odkrycie nieba
Harry Mulisch
Powieść holenderskiego pisarza o niesamowitym pochodzeniu, częściowo odwzorowanym w książce w postaci jednego z bohaterów. I dzieło okazało się godne swojego autora. „Odkrycie nieba” zabiera czytelnika w niesamowitą podróż po historii Holandii XX wieku, Europy Zachodniej po 1945 roku, Holokauście, teologii chrześcijańskiej i żydowskiej, astronomii, muzyce, rewolucji kubańskiej, mitach około-biblijnych i ludzkiej psychice. Do tego jeszcze nie wymaga od czytającego żadnych szczególnych wiadomości ani wiedzy z wymienionych dziedzin. Wszystko jest przekazywane w kolejnych wydarzeniach, opisach i rozmowach. Autor mimo tego nie zastosował strumienia świadomości, nie popisywał się też własną erudycją. Intermezza rozgrywające się w innej, wyobrażonej rzeczywistości stanowią przeciwwagę do realistycznego obrazu świata bez Boga, w jakim żyją bohaterowie. Precyzyjna konstrukcja powoduje, że każdy element jest ważny – zdarzenia, data, zdanie, informacja o kolejnej postaci. Nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko rozwija się logicznie, aczkolwiek zaskakująco. Dwaj główni bohaterowie, będący swoimi przeciwieństwami, w gruncie rzeczy składają się w jedną całość. Zalety jednego są brakami drugiego i na odwrót. Przypadek, a może nie, zetknął ich ze sobą i powiązał na zawsze, co widać w miarę rozwoju fabuły. Los / Bóg dał, los - Bóg wziął. Obie wersje wydarzeń są równie fatalistyczne. Połączenie wielu, pozornie nie związanych ze sobą tematów i warstw pozwoliło autorowi wypowiedzieć się w pełni co do historii i kultury Europy Zachodniej z XX wieku. Od pierwszej wojny, poprzez drugą i Holokaust, rozliczenia zbrodniarzy, dekolonizację, czas kontrkultury i spontanicznych ruchów lewicowych, ich odchodzenie od ideałów, triumf wolnego rynku z konsekwencjami. W aspekcie osobistym losy tradycyjnej rodziny jak i jej antytezy, stosunku do choroby, w tym nieuleczalnej i śmierci. A to wszystko w podwójnym anturażu – astronomicznym i biblijno-historycznym. Na szczęście autor nie zapomniał o Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj reprezentują Bielsko-Biała, Katowice, Kraków i leżący w środku trójkąta obóz Auschwitz. Podobnie jak Kuba pokazane bez uproszczeń i ze znajomością historii oraz jej uwarunkowań. Wspaniała i inspirująca lektura.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na101 rok temu
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Dario Fo
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo
Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie pochwałą autora i jego talentu. Miasteczko nietoperzy to wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Utrzymane w pogodnej, czasem sielskiej atmosferze opowieści obejmują nie tylko samego autora i jemu najbliższych, ale także (z korzyścią dla całości) sąsiadów, co ciekawszych mieszkańców miasteczka. Niektóre z wątków brzmią wręcz nieprawdopodobnie (jak ten o Bezrękim, synu bogatej Polki),inne rozbawiają i dodają otuchy (perypetie dziadka rolnika czy profesorskie alternatywne tłumaczenie historii i biografii starożytnych). Przypadki młodzieńczych wyskoków i próby sił czasem mrożą krew w żyłach, czasem przyprawiają o salwy śmiechu. Doświadczenia szkolne, obserwowanie zmian zachodzących w społeczeństwie i polityce, a ponadto rozwijanie talentów (poza prozatorskim, również malarski) są ważnymi punktami wspomnień. Ciekawie wygląda partia opowieści dotycząca ojca rodziny oraz licznych przeprowadzek, powodowanych zmianami jego stanowiska (był kolejarzem i zawiadowcą stacji). Najpiękniejsze wspomnienia dotyczą miasteczka Porto Valtravaglia, usytuowanego nad jeziorem Maggiore w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Było to (w owym czasie) niezwykłe miejsce pełne imigrantów (słynna huta szkła),różnych narodowości, co czyniło owo miejsce wielobarwnym i ciekawym. Mimo coraz trudniejszych czasów (epoka Mussoliniego),późniejszej wojny, udało się mieszkańców (przynajmniej we wspomnieniach Fo) utrzymać specyficzny charakter i pacyfistycznego ducha miejsca. Ciekawa opowieść o pierwszych miłościach, budzeniu się w autorze słownego improwizatora, a także wspomnienia wędrownych bajarzy i gawędziarzy, i nade wszystko tęskny powrót pamięcią do lat dziecinnych, oto czym jest Miasteczko nietoperzy. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na67 lat temu
Południca Julia Franck
Południca
Julia Franck
W tym roku obiecałam sobie, że będę czytać więcej własnych książek, zamiast zachłannie rzucać się wyłącznie na obficie zaopatrzone w nowości i bestsellerowe tytuły półki mojej biblioteki. Obietnicę, póki co, realizuję, przy czym zaiste jakaś diabelska siła prowadzi mą rękę. Trzeba bowiem nie mieć litości, by po gęstej i dość mrocznej „Toni” (bibliotecznej),kazać mi zdjąć z własnej półki stojącą tam od ponad dziesięciu lat „Południcę – równie gęstą i jeszcze bardziej mroczną. Przy tym o ile w „Toni” widać było nie tylko przebłyski, ale i całe pasma światła, o tyle „Południca” ściska za gardło tak, że jedyne co widać, to ciemność. Przypuszczam, że kupiłam ją z uwagi na to, że jej akcja częściowo dzieje się dokładnie tu gdzie mieszkam obecnie lub mieszkałam przez minione lata. Pojawiające się w tle wzmianki o budowie fabryki benzyny syntetycznej w Policach czy o transporcie więźniów wykorzystywanych do pracy w tej fabryce, to historie, które znam od wielu lat. Byłam w tych miejscach, mieszkam tu, gdzie mieszkali opisani w książce Niemcy, ba! jem z ich talerzy. Może dlatego ta lektura dusiła mnie i dławiła, a może to po prostu taka książka? Pierwszą osobą, którą poznajemy jest Peter, około dziesięcioletni. Mieszka w Szczecinie razem z matką, Alicją, pielęgniarką. Jest czerwiec 1945 roku, czas gdy Szczecin jest miastem niczyim. Jeszcze niemieckim, choć w zasadzie już nie. Pełno tu radzieckich żołnierzy, znacznie mniej Polaków, którzy nie wierzą, że to miasto będzie leżało po polskiej stronie granicy (administracja polska oficjalnie pojawiła się tu dopiero 5 lipca). Miasto, po dywanowych nalotach przeprowadzonych przez aliantów latem 1944 roku, jest morzem ruin. Na wstępie dostajemy między oczy wojennym gwałtem, ręką oderwaną od ciała, porzuconym dzieckiem. Potem następuje cięcie i przenosimy się do Budziszyna, tuż po pierwszej wojnie światowej. Mieszkają tam Helena i Marta, dwie siostry oraz ich dziwna, popadająca w obłęd matka, z pochodzenia Żydówka. Od tej pory czytelnik patrzy na świat oczami Heleny – razem z nią dorasta, snuje marzenia o przyszłości i zderza się z rzeczywistością. Razem z nią przeprowadza się też do międzywojennego Berlina, z jego całym rozedrganym i rozbuchanym życiem nocnym, artystycznym i erotycznym. Wspólnie przeżywa pierwszą miłość i jedną z wielu śmierci. Obok dzieje się historia, dobrze nam znana z kart podręczników, jednak obserwowana oczami jednostki zyskuje inną perspektywę. Tytułowa południca to postać ze słowiańskiej legendy, żywej również w podaniach saksońskich (Budziszyn to tereny Saksonii właśnie). Nienawidziła dzieci, atakowała głównie około południa, zabijając lub wpędzając w chorobę. W powieści Franck pojawia się przywołana przez Maryjkę, służącą opiekującą się matką bohaterek, Selmą, jako wytłumaczenie dla zachowania tej kobiety, odrzucającej żyjące córki, a skupionej na opłakiwaniu zmarłych w niemowlęctwie synów oraz gromadzeniu rzeczy. Ci, którzy w nią wierzą, zobaczą jej działanie jednak również w innych, opisanych w książce, sytuacjach. Czy to wystarczy, aby ułożyć sobie wszystko w głowie, znaleźć usprawiedliwienie dla zachowań bohaterów? Dla mnie nie, ale ja odczytuję „Południcę” jako opowieść o cierpieniu, które sprawia, że brakuje słów i przez które najprostszą opcją wydaje się zapadnięcie w milczenie, zamknięcie się w sobie. „Południca” została sfilmowana. Angielskie tłumaczenie tytułu filmu to „Blind at heart” czyli „ślepa na serce”. Julia Franck próbuje pokazać proces, który do takiej sercowej ślepoty doprowadza. Nie ocenia, nie podsuwa odpowiedzi, pokazuje. Ciężko się to czyta, wielokrotnie ma się ochotę odwrócić wzrok. Czy warto? To już musi ocenić każdy samodzielnie. Ja nie żałuję.
momarta - awatar momarta
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Czarownik swojego plemienia

Więcej
Amos Oz Czarownik swojego plemienia Zobacz więcej
Więcej