-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać327 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
2026-03-18
2026-03-09
Po książki tej pisarki sięgam w ciemno, podobnie jak po Elizabeth Strout. I tym razem mnie nie zawiodła.
Rodzinne Yvetot – Annie powraca do miasteczka swojego dzieciństwa i wczesnej młodości nie tylko we wspomnieniach, ale także dosłownie: jako uznana już pisarka przyjmuje zaproszenie władz miasta na okolicznościowy odczyt. Ernaux pokazuje, że powrót nigdy nie jest powrotem do tego samego miejsca. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje – odkrywamy ją dopiero w zestawieniu z wydarzeniami, których doświadczaliśmy, i okolicznościami, które im towarzyszyły.
Szczególnie bliskie są mi dwa cytaty z tej książki: „Książki to brama do świata, instrukcja obsługi życia” oraz „Rzeczywistości i prawdy trzeba szukać w książkach. W literaturze”. Utożsamiam się z nimi w pełni.
Całość może sprawiać wrażenie pewnego formalnego rozproszenia – znajdziemy tu fragmenty dziennika, wywiadów czy artykułów prasowych – ale to wciąż wnikliwa i precyzyjna Ernaux. Mam jednak poczucie, że tę książkę łatwiej odbiorą osoby znające jej wcześniejsze utwory, szczególnie „Lata” i „Bliskich”.
Polecam ją tym, którzy w literaturze poszukują refleksji nad emocjami, pamięcią i własną tożsamością.
Po książki tej pisarki sięgam w ciemno, podobnie jak po Elizabeth Strout. I tym razem mnie nie zawiodła.
Rodzinne Yvetot – Annie powraca do miasteczka swojego dzieciństwa i wczesnej młodości nie tylko we wspomnieniach, ale także dosłownie: jako uznana już pisarka przyjmuje zaproszenie władz miasta na okolicznościowy odczyt. Ernaux pokazuje, że powrót nigdy nie jest powrotem...
2026-02-27
Rita prowadzi zakład fryzjerski w mieszkaniu po babci – miejscu z historią i duszą. Jest nie tylko dobrą fryzjerką, ale też świetną… słuchaczką. Klientki przychodzą do niej nie tylko po dobrze wykonaną usługę, lecz także po to, by porozmawiać, wyrzucić z siebie codzienne troski i podzielić się swoimi historiami. I właśnie te opowieści o zwyczajnym życiu nadają rytm tej powieści.
Autor z wrażliwością dotyka wielu problemów współczesnego społeczeństwa: sytuacji kobiet na rynku pracy, relacji z starzejącymi się rodzicami, życia rodzin wychowujących dziecko z niepełnosprawnością, związku starszej kobiety z młodszym partnerem, choroby nowotworowej czy napięć pojawiających się między rodzeństwem.
Punkt wyjścia powieści wydaje się prosty – opowieści o codzienności, które każdy z nas zna z własnego doświadczenia lub z historii bliskich. Jednak właśnie w tej zwyczajności tkwi siła książki. To powieść skłaniająca do refleksji nad ludzkimi wyborami, relacjami i ciężarem spraw, które często – dosłownie i w przenośni – „spadają nam na głowę”.
Mimo że poruszane tematy bywają trudne, całość utrzymana jest w ciepłym, empatycznym tonie. Autor z dużą uważnością przygląda się bohaterom i ich emocjom, dzięki czemu opowieść pozostaje bliska i autentyczna.
Książki wysłuchałam w formie audiobooka w interpretacji Pauliny Holtz, której narracja bardzo dobrze oddaje klimat tej historii.
Polecam, jeśli ktoś ma ochotę na współczesną obyczajówkę osadzoną w polskich realiach.
Rita prowadzi zakład fryzjerski w mieszkaniu po babci – miejscu z historią i duszą. Jest nie tylko dobrą fryzjerką, ale też świetną… słuchaczką. Klientki przychodzą do niej nie tylko po dobrze wykonaną usługę, lecz także po to, by porozmawiać, wyrzucić z siebie codzienne troski i podzielić się swoimi historiami. I właśnie te opowieści o zwyczajnym życiu nadają rytm tej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-03
I takie książki, proszę szanownego państwa, ja kocham – i tylko takich sobie życzę. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i już wiem, że sięgnę po kolejne tytuły.
Szczerze mówiąc, po Gołoborze sięgnęłam z czystej ciekawości i z sentymentu do miejsca, w którym osadzona jest akcja. W czasach zamierzchłej młodości ;) spędziłam bowiem sporo czasu, przemierzając Góry Świętokrzyskie wzdłuż i wszerz. Z plecakiem wypakowanym konserwami na kilka dni – bo kto ze sobą żarcia nie dźwigał, ten nie jadł. Takie to były czasy.
Nie nocowało się w pensjonatach, hotelach czy choćby agroturystykach, tylko zwyczajnie: u chłopa w stodole, na sianie. Myło się w studni. Serio. Dzięki temu miałam okazję naprawdę dobrze poznać klimat świętokrzyskich okolic i obcować z temperamentem tamtejszych ludzi. Legendy o gołoborzach, Świętym Krzyżu, Łysicy i sabatach czarownic znałam od lat. No i ten mit scyzoryków – któż o nim nie słyszał.
W Gołoborzu jest wszystko, co składa się na świetną literaturę: rozległe tło historyczne – od powstania styczniowego, przez drugą wojnę światową, czasy PRL-u, aż po obalenie komuny i nieporadne początki nowej rzeczywistości – oraz wspaniale wykreowani bohaterowie z krwi i kości. Majstersztyk. Są tu ludzkie namiętności: miłość, żądza władzy, honor (nie zawsze rozumiany w kategoriach prawości), zemsta, rodzinne i sąsiedzkie waśnie. Jest też odrobina legend, zabobonów i wierzeń, które idealnie splatają się z głównymi wątkami powieści. I odniesienia do autentycznych, wstrząsających wydarzeń.
Książka jest świetnie skonstruowana i znakomicie napisana. Naprawdę – szczerze polecam. Nominacja w Plebiscycie Lubimy Czytać 2026 jest jak najbardziej zasłużona; trzymam kciuki za wygraną.
Czytałam, że Gołoborze ma zostać zekranizowane. Zwykle nie lubię, gdy film „kradnie” książki, które mnie zachwycają. Ale tym razem… czekam niecierpliwie.
I takie książki, proszę szanownego państwa, ja kocham – i tylko takich sobie życzę. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i już wiem, że sięgnę po kolejne tytuły.
Szczerze mówiąc, po Gołoborze sięgnęłam z czystej ciekawości i z sentymentu do miejsca, w którym osadzona jest akcja. W czasach zamierzchłej młodości ;) spędziłam bowiem sporo czasu, przemierzając Góry...
2026-02-01
Shearwater to niewielka wyspa targana sztormami u wybrzeży Antarktydy – miejsce odizolowane, surowe i nieprzyjazne, gdzie ostatni mieszkańcy, ojciec i czwórka dzieci, strzegą globalnej stacji nasion tuż przed jej likwidacją. Punkt wyjścia powieści Charlotte McConaghy zapowiada historię gęstą od napięcia i egzystencjalnych pytań, osadzoną w realiach świata balansującego na krawędzi katastrofy.
Największym atutem powieści pozostaje bez wątpienia tło przyrodnicze. Natura – dzika, groźna, nieprzewidywalna i surowa – została sportretowana sugestywnie, momentami niemal przytłaczając bohaterów swoją wszechobecnością. Niestety apokaliptyczny wydźwięk historii okazuje się zaskakująco nieporadny, a miejscami wręcz infantylny.
Problemem pozostaje również forma narracji. Lektura nie jest płynna – tekst sprawia wrażenie kanciastego i poszarpanego, przez co czytanie staje się męczące. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, na ile jest to efekt tłumaczenia, a na ile samego stylu autorki. Także relacje między bohaterami nie zostały nakreślone w sposób przekonujący i nie budują emocjonalnego zaangażowania.
Niestety, dla mnie była to lektura rozczarowująca: interesująca w warstwie atmosfery, lecz zawodząca pod względem narracyjnym i psychologicznym. Dotarcie do końca książki było raczej aktem wytrwałości niż czytelniczej przyjemności.
Szkoda :(
Shearwater to niewielka wyspa targana sztormami u wybrzeży Antarktydy – miejsce odizolowane, surowe i nieprzyjazne, gdzie ostatni mieszkańcy, ojciec i czwórka dzieci, strzegą globalnej stacji nasion tuż przed jej likwidacją. Punkt wyjścia powieści Charlotte McConaghy zapowiada historię gęstą od napięcia i egzystencjalnych pytań, osadzoną w realiach świata balansującego na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-25
Lubię styl Zyty Rudzkiej. Rwany. Ostre cięcia. Gorzki. Szorstki. Mało słów, a obrazy zostają. Dosadne.
Mężczyzna: „z urody korzystny”. Kobieta: „o urodzie bez fanfar”. Alkohol: „Wolę pływać niż pić. Ale potrafię to ładnie połączyć.”
Lida – wuefistka z „byłym powołaniem”. Rodzina prawnicza, ale bez nabożeństwa do ojca i zmarłej matki. Miasto ją męczy, więc ucieka na wieś. Żyje po swojemu. W zadziwiająco zgodnym trójkącie z Ziutem i Rochem. Bez ideologii. Bez manifestów. „Odzieżowo jej nie odwala”. Ma „rękę do bimbru, motoru i mężczyzn.”
Ta powieść, przypomina mi klimatem nagrodzoną w 2023 roku Nike „Ten się śmieje, kto ma zęby”.
Czy jej dorównuje?
„Oddalam pytanie!” :)
Polecam tym, którzy lubią opowieści niespieszne, naturalistyczne. O niczym widowiskowym. O niczym nadzwyczajnym. Za to z formą. I z charakterem.
_______________________
„Jestem taką pociechą na starość, jaką ty byłeś mi podporą w młodości” – Lida do ojca
Lubię styl Zyty Rudzkiej. Rwany. Ostre cięcia. Gorzki. Szorstki. Mało słów, a obrazy zostają. Dosadne.
Mężczyzna: „z urody korzystny”. Kobieta: „o urodzie bez fanfar”. Alkohol: „Wolę pływać niż pić. Ale potrafię to ładnie połączyć.”
Lida – wuefistka z „byłym powołaniem”. Rodzina prawnicza, ale bez nabożeństwa do ojca i zmarłej matki. Miasto ją męczy, więc ucieka na wieś....
2026-01-22
Hm… nie załapałam klimatu tej powieści. Nie zbliżyłam się emocjonalnie do żadnego z bohaterów. Moja empatia tym razem nie zadziałała – a może podświadomie wyparłam fakt, że tak naprawdę każdy z nas, w różnym wymiarze, dotknie kiedyś tego, o czym ta książka opowiada: starości i odchodzenia.
To lektura smutna i trudna w odbiorze. Myślę, że nie jest dla każdego. Młodszego czytelnika może znudzić, a dojrzałego – zaniepokoić, wywołać bolesne wspomnienia i bardzo osobiste skojarzenia.
Centralnym punktem powieści jest obraz mężczyzny w mocno zaawansowanym wieku, który za wszelką cenę próbuje zachować sprawczość i samodzielność. Pięknie pokazana została troska najbliższych o jego bezpieczeństwo, a także cały system opieki nad osobą starszą. Mimo to książka nie wzbudziła we mnie tej czułości, o której tak często czytałam w opiniach innych czytelników.
Najbardziej poruszające okazały się fragmenty retrospektywne – wspomnienia dzieciństwa, własnej dorosłości, miłości i przyjaźni. Za serce chwyta również relacja starszego pana z jego psem, Sixtenem, oraz lęk przed tym, że opiekujący się nim ludzie – rodzina i pracownicy opieki społecznej – próbują przekonać go, iż jest już zbyt niedołężny, by móc zajmować się swoim pupilem.
To niełatwa opowieść o przemijaniu, która bardziej niepokoi niż koi. Będę szczera – nie miałabym odwagi jej polecać innym…
Hm… nie załapałam klimatu tej powieści. Nie zbliżyłam się emocjonalnie do żadnego z bohaterów. Moja empatia tym razem nie zadziałała – a może podświadomie wyparłam fakt, że tak naprawdę każdy z nas, w różnym wymiarze, dotknie kiedyś tego, o czym ta książka opowiada: starości i odchodzenia.
To lektura smutna i trudna w odbiorze. Myślę, że nie jest dla każdego. Młodszego...
2026-01-19
Musiałam czytać tę książkę kiedyś, w czasach nastoletnich, ale zupełnie nie pamiętałam, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Dziś jestem skłonna uwierzyć, że w momencie premiery – w latach 50. we Francji – mogła wywołać spore poruszenie. To przecież debiut bardzo młodej autorki: Françoise Sagan miała niespełna 18 lat, gdy ją pisała.
Myślę, że „Witaj, smutku” dobrze przetrwało próbę czasu. Powieść spowija nuta zmysłowości; jest bardzo sensualna, oszczędna w formie, a jednocześnie emocjonalnie gęsta. To opowieść o dojrzewaniu młodziutkiej Cécile i jej zadziwiająco odważnych relacjach ze światem dorosłych. Towarzyszy jej lekka dekadencja, podskórne znudzenie, a może nawet egzystencjalna pustka, którą bohaterowie próbują zagłuszyć przyjemnościami.
Być może to zasługa gorącego lata na Lazurowym Wybrzeżu – bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja powieści. Miłość, beztroska, przyzwolenie na smakowanie dorosłości mieszają się tu z chłodnym dystansem i niepokojem, który narasta niemal niezauważalnie. To krótka, ale bardzo sugestywna książka, która zostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.
Musiałam czytać tę książkę kiedyś, w czasach nastoletnich, ale zupełnie nie pamiętałam, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Dziś jestem skłonna uwierzyć, że w momencie premiery – w latach 50. we Francji – mogła wywołać spore poruszenie. To przecież debiut bardzo młodej autorki: Françoise Sagan miała niespełna 18 lat, gdy ją pisała.
Myślę, że „Witaj, smutku” dobrze przetrwało...
2026-01-11
Książka balansująca na granicy bajki dla dorosłych i literatury młodzieżowej. Składa się z kilku krótkich opowiadań połączonych postacią kurierki pracującej w tajemniczej agencji „Przesyłka z Nieba”, której zadaniem jest dostarczanie listów i paczek wysyłanych przez ludzi już po ich śmierci – ostatnich, niewypowiedzianych słów.
Historie są proste w formie, ale niosą ze sobą głębszy sens. Każda przesyłka w mniejszym lub większym stopniu wpływa na życie bohaterów, zmuszając ich do zatrzymania się i spojrzenia z innej perspektywy na własne emocje, relacje i dokonane wybory.
To książka o stracie, żalu i więziach międzyludzkich, opowiedziana w bardzo subtelny, charakterystyczny dla literatury japońskiej sposób. Bez nadmiernego dramatyzmu czy patosu, za to z cichą nadzieją i poczuciem ukojenia.
Pokrzepiająca, refleksyjna lektura, która zostawia czytelnika z myślami o przemijaniu i o tym, jak duży wpływ inni ludzie mają na nasze życie, często zupełnie niepostrzeżenie.
Książka balansująca na granicy bajki dla dorosłych i literatury młodzieżowej. Składa się z kilku krótkich opowiadań połączonych postacią kurierki pracującej w tajemniczej agencji „Przesyłka z Nieba”, której zadaniem jest dostarczanie listów i paczek wysyłanych przez ludzi już po ich śmierci – ostatnich, niewypowiedzianych słów.
Historie są proste w formie, ale niosą ze...
2026-01-06
Bardzo dobry początek czytelniczego roku. Intrygująca i wciągająca od pierwszych stron kryminalna historia, z wyraźnymi elementami psychologicznego thrillera, której rozwiązanie ukryto w pozornie niewinnych rysunkach.
Początkowo można odnieść wrażenie, że książka jest zbiorem oddzielnych, luźno powiązanych opowiadań. Jednak wraz z rozwojem fabuły i pojawianiem się kolejnych bohaterów szybko staje się jasne, że nic nie jest tu przypadkowe, a poszczególne historie zaczynają zazębiać się w niepokojąco spójną całość. Przypomina mi to Grobową ciszę, żałobny zgiełk Yōko Ogawy – podobnie subtelną, chłodną i wymagającą uważności.
Atutem powieści jest nietypowe połączenie tekstu i grafiki. Ilustracje nie są jedynie dodatkiem, lecz integralnym elementem narracji – prowadzą śledztwo razem z czytelnikiem, zmuszając do analizy szczegółów, dopowiadania sensów i snucia własnych hipotez. W pewnym stopniu potęgują napięcie i wprowadzają uczucie dyskomfortu.
Mroczna, duszna aura i nieustanne poczucie, że pod powierzchnią kryje się coś złowrogiego, sprawiają, że trudno oderwać się od lektury.
Polecam szczególnie fanom subtelnie dawkowanego napięcia, nieśpiesznego podążania tropem zagadki i historii, które wymagają aktywnego udziału czytelnika.
Bardzo dobry początek czytelniczego roku. Intrygująca i wciągająca od pierwszych stron kryminalna historia, z wyraźnymi elementami psychologicznego thrillera, której rozwiązanie ukryto w pozornie niewinnych rysunkach.
Początkowo można odnieść wrażenie, że książka jest zbiorem oddzielnych, luźno powiązanych opowiadań. Jednak wraz z rozwojem fabuły i pojawianiem się...
Księżna Mediolanu – Renata Czarnecka
Powieść przybliża losy Izabeli Aragońskiej – matki polskiej królowej Bony, która jako roczne niemowlę została zaręczona z księciem Gianem Galeazzem Sforzą. Pfff… co za absurdalne i bezwzględne realia czasów, w których nade wszystko liczyły się władza i polityczne wpływy.
Autorka plastycznie oddaje przede wszystkim obyczajowe realia epoki oraz pełne intryg życie włoskich dworów. Przed lekturą warto jednak wiedzieć, że jest to przede wszystkim powieść obyczajowa (uwaga dla fanów powieści stricte historycznych), osadzona w realiach historycznych. Niemniej czyta się ją naprawdę bardzo dobrze.
Książka wciąga i pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy władzy oraz rolę kobiet w świecie polityki. Z pewnością sięgnę po kolejne części, ponieważ postać samej królowej Bony od zawsze mnie fascynuje – jako kobieta silna, niezależna i ambitna, a jednocześnie wciąż inspirująca. Część poświęcona jej matce rzuca natomiast światło na to, w jakich warunkach wzrastała Bona, i pozwala dotrzeć do źródeł jej siły.
Księżna Mediolanu – Renata Czarnecka
Powieść przybliża losy Izabeli Aragońskiej – matki polskiej królowej Bony, która jako roczne niemowlę została zaręczona z księciem Gianem Galeazzem Sforzą. Pfff… co za absurdalne i bezwzględne realia czasów, w których nade wszystko liczyły się władza i polityczne wpływy.
Autorka plastycznie oddaje przede wszystkim obyczajowe realia epoki...
Stara, odrestaurowana kamienica Alicji staje się przestrzenią dla nowego życia sześciu kobiet. Każda z nich przed czymś uciekła – przed bólem, rozczarowaniem lub trudną przeszłością – z nadzieją, że właśnie tutaj odnajdzie spokój i poczucie bezpieczeństwa. Pragnąc stabilizacji, lokatorki nie tylko próbują ułożyć sobie codzienność na nowo, ale również poszukują samych siebie.
Alicja, właścicielka kamienicy, z pozoru jawi się jako osoba ciepła, opiekuńcza i pełna zrozumienia. Stopniowo jednak odsłania inne oblicze – niczym zachłanna królowa ula (nie bez powodu w powieści pojawia się metafora pszczelej hierarchii), dąży do sprawowania pełnej kontroli nad swoimi lokatorkami. Jej pomoc zaczyna przekraczać granice, zamieniając się w ingerencję w cudze życie i decyzje.
Powieść skłania do ważnej refleksji: gdzie przebiega granica między wsparciem a manipulacją? Jak pomagać innym, nie odbierając im prawa do samodzielnych wyborów? W niesieniu pomocy ważne jest okazywanie szacunku dla wolności drugiego człowieka.
Audiobook w interpretacji Pauliny Holtz, jak zwykle w punkt.
Stara, odrestaurowana kamienica Alicji staje się przestrzenią dla nowego życia sześciu kobiet. Każda z nich przed czymś uciekła – przed bólem, rozczarowaniem lub trudną przeszłością – z nadzieją, że właśnie tutaj odnajdzie spokój i poczucie bezpieczeństwa. Pragnąc stabilizacji, lokatorki nie tylko próbują ułożyć sobie codzienność na nowo, ale również poszukują samych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Czyż czasami, stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie, nie obserwujecie innych? Co mówią o nich zakupy, które wykładają z koszy na taśmę?
Annie Ernaux tworzy tę książkę z pozornie zwyczajnego rejestrowania rzeczywistości – podczas cotygodniowych wizyt w supermarketach, podróży podmiejską kolejką czy spacerów po okolicy.
Z migawek, czasem drobnych i łatwych do przeoczenia szczegółów, zaobserwowanych w podparyskim Cergy-Pontoise, buduje obraz współczesnego społeczeństwa. To nie jest jednak tylko zapis scen z życia – to próba uchwycenia rytmu codzienności, napięć społecznych, różnic klasowych i tego, co wspólne dla ludzi mijających się każdego dnia.
Ernaux patrzy uważnie i bez oceniania. Rejestruje język, gesty, zachowania – wszystko to, co zwykle umyka, bo wydaje się zbyt zwyczajne, by zasługiwać na uwagę. A jednak właśnie w tej zwyczajności kryje się prawda o świecie, w którym żyjemy.
„Życie zewnętrzne” to książka, która uczy patrzeć – zwalniać, dostrzegać i nadawać znaczenie temu, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieistotne. Po jej lekturze trudno już spojrzeć na codzienne sytuacje w ten sam sposób.
Bardzo mi się podobała – w swojej prostocie jest niezwykle przenikliwa.
Czyż czasami, stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie, nie obserwujecie innych? Co mówią o nich zakupy, które wykładają z koszy na taśmę?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAnnie Ernaux tworzy tę książkę z pozornie zwyczajnego rejestrowania rzeczywistości – podczas cotygodniowych wizyt w supermarketach, podróży podmiejską kolejką czy spacerów po okolicy.
Z migawek, czasem drobnych i łatwych do przeoczenia...