-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać425 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-04-27
2026-04-24
„To nieprawda, że martwe drzewa nie szumią. Snują jedynie innego rodzaju opowieść.”
Prawdopodobnie łódź Lichego widziano w okolicy miejsca zbrodni. Nowa pani prokurator może zaufać tylko jemu – na miejscowych policjantów pada cień podejrzeń.
A może by tak wszystko rzucić i wyjechać na Mazury? Lichy powraca i to w wielkim stylu.
Początkowo jest tylko gdzieś w tle, jako legenda, powtarzana przez miejscowych. Na pierwszy plan wysuwa się pani prokurator – wyniosła, zadufana i momentami wręcz chamska. To ona przejmuje śledztwo w sprawie dwóch morderstw i angażuje Lichego. Niby się broni, niby nie chce, ale w głębi duszy czuje, że chce wrócić.
Lichy jest trochę inny niż w poprzednich częściach. Wciąż ma swoje demony i wciąż ucieka. Mimo to nie jest już tak mroczny. I to mi się podoba! Ta jego lekko podrasowana wersja w pełni do mnie przemawia.
Brudnik miał świetny pomysł na fabułę – tajemnicze zabójstwa, powtarzający się świadek na miejscu zbrodni i dziwne powiązania ofiar. Każdy z nich ma na koncie coś ekstremalnego. Komu chcieli zaimponować? I jeszcze miejscowa legenda, która z biegiem czasu zaczyna nabierać na znaczeniu. Mazury zamiast spokoju serwują niepokój — i robią to cholernie dobrze.
Bohaterowie robią tu robotę — każdy z nich coś wnosi i nikt nie jest tylko tłem. I nie tylko ci główni — również postacie drugoplanowe są świetnie wykreowane.
Jedyny drobny minus to spora ilość specjalistycznego słownictwa żeglarskiego. Dla takiego laika jak ja, momentami było to problematyczne. Na szczęście nie wpływa na mój odbiór książki.
Cieszę się, że Lichy powrócił! Brudnik potwierdza, że jest jednym z najmocniejszych nazwisk w polskim kryminale. Dla mnie 9/10 – świetna historia, autentyczni bohaterowie i język na najwyższym poziomie. Dobrze, że to nie koniec.
„To nieprawda, że martwe drzewa nie szumią. Snują jedynie innego rodzaju opowieść.”
Prawdopodobnie łódź Lichego widziano w okolicy miejsca zbrodni. Nowa pani prokurator może zaufać tylko jemu – na miejscowych policjantów pada cień podejrzeń.
A może by tak wszystko rzucić i wyjechać na Mazury? Lichy powraca i to w wielkim stylu.
Początkowo jest tylko gdzieś w tle, jako...
2026-04-21
Czy paraliżujący strach może zabić?
Szymon Biały opuszcza więzienie po trzydziestu latach. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jego wnuk. Wszystkie oczy patrzą na dziadka, nawet najbliżsi mają wątpliwości. Czy wydarzenia sprzed lat łączą się w jakiś sposób z rodzinną tragedią?
„Chłód” udowadnia, że Weronika Mathia naprawdę potrafi grać na emocjach. Dla mnie to jedna z najlepszych polskich autorek. I nawet nie zamierzam o tym dyskutować.
Podwójna oś czasowa dodaje książce zagadkowość. Niby wiadomo, co wydarzyło się lata temu – ktoś przecież został skazany. Jednak nikt nie chce o tym opowiadać, a to tylko pobudza wyobraźnię.
Współczesna sprawa kryminalna jest poprowadzona w oryginalny sposób. Wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy ofiar bądź ich najbliższych. Policja jest tylko tłem. To bardzo ciekawy zabieg, który dodaje autentyczności i dramaturgii.
Problemy rodzinne pokazane w powieści praktycznie się nie kończą – choroba dziecka, odmienność i brak akceptacji, alkoholizm czy ucieczka od rodziny. Daje do myślenia i skłania do refleksji. Tu nie ma miejsca na szok – jest codzienność. Ta, która jest obok nas i na którą często przymykamy oko.
Rozwiązanie zagadki jest zaskakująco proste. Tylko trzeba na to wpaść. A to już nie jest takie łatwe. Czy jest prawdopodobne? Najgorsze jest to, że to wszystko wydaje się możliwe. I właśnie to najbardziej zasmuca. Ta historia działa jak chłód – atakuje powoli i wchodzi głęboko pod skórę.
Trochę brakło mi wyjaśnienia wątku dziadka Szymona. Jest pole do interpretacji (nie wiem czy celowe). I sam próbuję to poukładać. Mam przeczucie, że to wszystko było na odwrót. Stąd zmowa milczenia. Może moja wyobraźnia zagalopowała za daleko, ale na taki obrót spraw bym liczył.
„Chłód” to bardzo dobry kryminał, z ogromnym bagażem emocji. Momentami jest ich więcej niż samej sprawy kryminalnej – i nie każdy to kupi. Ode mnie 8/10 – lubię zanurzyć się w książkach Weroniki i przeżywać je po swojemu.
Czy paraliżujący strach może zabić?
Szymon Biały opuszcza więzienie po trzydziestu latach. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie jego wnuk. Wszystkie oczy patrzą na dziadka, nawet najbliżsi mają wątpliwości. Czy wydarzenia sprzed lat łączą się w jakiś sposób z rodzinną tragedią?
„Chłód” udowadnia, że Weronika Mathia naprawdę potrafi grać na emocjach. Dla mnie to jedna z...
2026-04-18
To mogła być świetna historia. Wszystko tu działa. Poza emocjami.
Komisarz Duszny przyjmuje zgłoszenie zaginięcia modelki. Nikt wcześniej nie traktował tej sprawy na poważnie, jednak on szuka haków na projektanta, dla którego pracowała. Jednocześnie do kraju wraca kobieta, przy której zaczynają kręcić się dziwni ludzie.
„Ósmy grzech” ma świetną fabułę, sama historia ma potencjał. Gdzieś z tyłu głowy miałem jednak poczucie, że to już było.
Komisarz Duszny to skorumpowany glina. Niby robi wszystko dla kolegi, żeby zdobyć pieniądze na jego operacje. Ale to tylko pretekst – podoba mu się takie życie. To dobry policjant – ma nosa i nietypowy talent do rysowania. Potrafi odtworzyć ze szczegółami miejsce zbrodni czy podejrzanego. Umiejętność ta znacząco ułatwia mu pracę.
Historia lokalnego projektanta mody i tajemniczej grupy bogatych kobiet jest interesująca. Giną modelki, jednak nikt nie próbuje się tym zająć. Tylko Duszny chce działać, inni boją się narazić wpływowemu projektantowi. Dość szybko wpadłem na rozwiązanie zagadki i tajemnicę limitowanej kolekcji torebek.
Książka jest wielowątkowa – dostajemy dużo informacji o życiu prywatnym bohatera i sporo wątków kryminalnych. Powoli łączą się w całość, ale momentami można naprawdę się pogubić.
Niestety dla mnie ta książka jest jednowymiarowa. Nie czuć napięcia, tempo jest jednostajne (choć w samej końcówce przyspiesza), nie pomagają nawet krótkie rozdziały. Nie potrafiłem się w nią wkręcić. Przeczytałem ją… i właściwie nic po niej nie zostało.
Do tego styl autora, który do mnie nie przemawia. Język jest trochę zbyt toporny i sztywny, przez co momentami ciężko mi się czytało książkę. Całość wypada dość monotonnie i brakuje jej emocji.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale jednak to nie mój styl. Mimo że historia sama w sobie jest dobra, to zupełnie nie potrafiłem się zaangażować. Ode mnie 6/10. Zabrakło napięcia i dreszczyku podczas czytania.
To mogła być świetna historia. Wszystko tu działa. Poza emocjami.
Komisarz Duszny przyjmuje zgłoszenie zaginięcia modelki. Nikt wcześniej nie traktował tej sprawy na poważnie, jednak on szuka haków na projektanta, dla którego pracowała. Jednocześnie do kraju wraca kobieta, przy której zaczynają kręcić się dziwni ludzie.
„Ósmy grzech” ma świetną fabułę, sama historia ma...
2026-04-16
To nie jest proces o sprawiedliwość. To gra o życie.
Rosyjska mafia porwała mu córkę. Eddie Flynn ma zostać adwokatem bossa i zyskać na czasie. Proces nie jest ważny. Liczy się świadek, który musi zginąć.
„Obrona” to jedna z książek, która znalazła się w moich czytelniczych planach na ten rok. Od pierwszych stron mocno skojarzyła mi się z filmem „Adwokat diabła”, później jeszcze doszła „Rodzina Soprano” – same dobre rekomendacje!
Świetna jest postać głównego bohatera. Eddie Flynn to adwokat po przejściach. Tak naprawdę został już pozbawiony uprawnień, a wszystko przez jeden błąd i jego konsekwencje. Widać, że zna się na robocie, wie, kiedy i jak uderzyć oraz czym pogrążyć świadków. Czytając książkę, wyobrażałem sobie jego burzliwe tyrady na sali sądowej.
Bardzo lubię wątek mafijny w książkach. Tym razem również nie zawodzi. Walka wewnątrz organizacji czy wojny między zwaśnionymi rodzinami to coś, czego tu nie zabraknie. Jest brutalność, zdrada, kłamstwa i bezwzględna gra pod siebie. Całość jest bogatym uzupełnieniem głównego wątku.
Książka wciąga od samego początku i trudno się od niej oderwać. No prawie. Pierwsze strony wydają się mocno oderwane od rzeczywistości i trochę mi się to gryzło. Jednak im dalej, tym lepiej. Z każdą stroną robi się jasne, że to nie jest zwykła sprawa sądowa. Świetne tempo – autor umiejętnie podkręca wydarzenia, nie ma tu miejsca na nudę.
Cavanagh prowadzi czytelnika do rozwiązania zagadki – początkowo nikt nie wie, co tak naprawdę kryje się za tą sprawą. Wiadomo tylko, że musi być drugie dno. Dawkuje informacje i stopniowo zbliżamy się do celu. Wpływa to dobrze na dynamikę czytania. Brakuje jednak samego zaskoczenia na koniec.
A co do końcówki – mocno sensacyjna, może nawet trochę za bardzo. Logiczne zakończenie wszystkich wydarzeń, ale z dużą pompą.
Cieszę się, że wreszcie przeczytałem tę książkę. Kawał dobrego thrillera z domieszką sensacji. Genialna postać adwokata Eddiego Flynna skradła moje serce. Ode mnie 8/10 i wiem, że chcę więcej.
To nie jest proces o sprawiedliwość. To gra o życie.
Rosyjska mafia porwała mu córkę. Eddie Flynn ma zostać adwokatem bossa i zyskać na czasie. Proces nie jest ważny. Liczy się świadek, który musi zginąć.
„Obrona” to jedna z książek, która znalazła się w moich czytelniczych planach na ten rok. Od pierwszych stron mocno skojarzyła mi się z filmem „Adwokat diabła”, później...
2026-04-14
Miałem dostać odpowiedzi. Zostałem z jeszcze większym niedosytem.
W zapiskach o ocalałych pojawiają się znajome nazwiska. Malorie z dziećmi wyrusza w podróż, by odnaleźć rodziców. Jedyną nadzieją jest pociąg. Tylko trzeba na niego zdążyć.
Po przeczytaniu pierwszej części miałem spore oczekiwania co do kolejnej. „Malorie” miała mi dać odpowiedzi na wiele pytań. A jak wyszło?
To książka zupełnie inna od poprzedniej. I choć dostajemy postapokaliptyczny świat oraz stwory, na które nie można spojrzeć, to jednak nie ma w niej nic nowego. Niestety nie dostałem żadnych konkretów. Dalej nie wiem, skąd wzięły się istoty, jak się zachowują i jaki jest ich cel. I to największy problem tej książki.
Autor skupia się głównie na relacji matki z dziećmi – i robi to dobrze. Malorie jest nadopiekuńcza, trzyma dzieci twardą ręką i zachowuje się często jak paranoiczka. Nastolatkowie zaczynają się buntować, tęsknią za prawdziwą młodością, którą znają tylko z książek. Olimpia czyta i marzy. Tom chce coś zmienić. To zdecydowanie najmocniejszy element tej powieści.
Siadło napięcie — i to wyraźnie. Bez tego cała historia traci swój ciężar. Szybko wiadomo, czego się spodziewać. Momentami książka przyspiesza, ale tylko na chwilę. Skupia się głównie na wspomnianej wcześniej warstwie psychologicznej.
Ciekawy jest wątek o próbach odbudowania części cywilizacji – pociąg, którym podróżują bohaterowie i miasteczko techników i inżynierów walczących o lepszą przyszłość. W powieści postapo oczekiwałbym jednak większego rozwinięcia tego wątku.
„Malorie” nie jest złą książką, ale spodziewałem się czegoś więcej. Dużo więcej. Czyta się ją bardzo szybko i da się wkręcić w tę historię, ale brakuje większego napięcia i niepokoju. Ode mnie 6/10 – szkoda, że nie dowiozła, bo potencjał był naprawdę duży.
Miałem dostać odpowiedzi. Zostałem z jeszcze większym niedosytem.
W zapiskach o ocalałych pojawiają się znajome nazwiska. Malorie z dziećmi wyrusza w podróż, by odnaleźć rodziców. Jedyną nadzieją jest pociąg. Tylko trzeba na niego zdążyć.
Po przeczytaniu pierwszej części miałem spore oczekiwania co do kolejnej. „Malorie” miała mi dać odpowiedzi na wiele pytań. A jak...
2026-04-14
Miłą stroną gadania do siebie jest to, że nie musisz kończyć.
Lisey była żoną znanego pisarza. Dwa lata po jego śmierci zaczyna porządkować dokumenty, by część z nich przekazać bibliotece. Nie spodziewała się, że trafi tam na wiadomość od niego. To ostatnia zagadka, którą musi rozwiązać.
„Historia Lisey” to książka pełna nieoczywistości i niedopowiedzeń. Czy to tylko wymysł naszej chorej wyobraźni? A może równoległy świat, w którym żyją demony?
Podoba mi się sposób narracji, jaki proponuje King. Lisey opowiada historię swojego szczęśliwego małżeństwa, wraca wspomnieniami do minionych lat. Z czasem te wspomnienia zaczynają odżywać. W nich Scott, jej mąż, opowiada o swoim dzieciństwie, o ich wspólnych przygodach, które dawno już wyblakły w głowie Lisey. Najbardziej uderza tu nie groza, a to, jak bardzo boli to, co zostaje po kimś, kto odszedł.
Będzie trochę przegadane, ale w końcu to King i niczego innego nie mogłem się spodziewać. Dobrze, że autor urozmaica tekst ciekawym językiem i charakterystycznymi, momentami dziwnymi słowami. To zdecydowanie umila lekturę.
Co to byłaby za książka bez warstwy paranormalnej? Jest delikatna, jakby cały czas czaiła się obok, ale z biegiem fabuły mocno się rozkręca. Czy to choroba psychiczna? I dlatego Scott nie chce mieć dzieci? A może chora wyobraźnia pisarza, który na karty powieści przenosi swoje lęki i traumy? Tylko jak to możliwe, że w tym świecie obok pojawiają się inni ludzie?
Te pytania są niewątpliwym atutem książki. Każdy na swój sposób może ją zinterpretować, spojrzeć pod innym kątem.
Nie spodziewajcie się jednak wielkiego napięcia czy wartkiej akcji. Co to, to nie. Trzyma równe, spokojne tempo, chociaż momentami może się dłużyć. Po finałowych scenach całość wyraźnie traci impet, ale zakończenie ratują listy od męża. To musiało się tak skończyć, a ja jestem zadowolony.
„Historia Lisey” to dobra książka, choć bez fajerwerków. Daleko jej do starego Kinga, ale wśród stosunkowo nowych powieści plasuje się wysoko. Dla mnie 7,5/10. Sprawdzi się przy wieczornym czytaniu jako odskocznia od mocnych tytułów.
Miłą stroną gadania do siebie jest to, że nie musisz kończyć.
Lisey była żoną znanego pisarza. Dwa lata po jego śmierci zaczyna porządkować dokumenty, by część z nich przekazać bibliotece. Nie spodziewała się, że trafi tam na wiadomość od niego. To ostatnia zagadka, którą musi rozwiązać.
„Historia Lisey” to książka pełna nieoczywistości i niedopowiedzeń. Czy to tylko...
2026-04-11
To, co złamało ją kiedyś, wraca. I tym razem może ją zniszczyć.
W dziwnych okolicznościach giną młode kobiety – wygląda na to, że morderca urządził na nie polowanie. Inne morderstwo w parku do złudzenia przypomina sprawę sprzed kilku lat. Departament Q trafia na ślad łączący oba wątki. Musi jednak uporać się z demonami we własnym zespole.
„Kobieta z blizną” to książka inna niż poprzednie tomy, a wszystko za sprawą Rose. To ona i jej historia wysuwają się na pierwszy plan.
To nie pierwsze załamanie nerwowe Rose, ale tym razem wygląda to poważniej. Wizyta na oddziale, szybki wypis na własne życzenie i zaginięcie. Carl i Assad coraz bardziej martwią się o koleżankę. Nie wiedzą jeszcze, że jej zniknięcie łączy się ze sprawą, którą właśnie prowadzą. Nie każda sprawa niszczy bohaterów. Ta robi to krok po kroku.
Jak zawsze podoba mi się wielowątkowość powieści. Sprawy, które początkowo nie mają ze sobą nic wspólnego, zaczynają powoli się zazębiać. Krok po kroku wychodzą na jaw nowe powiązania.
Momentami wprowadza to lekki chaos. Były chwile, gdy musiałem się zatrzymać i poukładać wątki. Finalnie wszystko się zazębia i układa w spójną całość. I to działa.
Akcja cały czas idzie do przodu i nie ma miejsca na nudę. Nawet spokojniejsze momenty wnoszą sporo do fabuły – to podczas nich poznajemy trudną historię Rose. Wątki obyczajowe świetnie uzupełniają sprawę kryminalną.
Lubię całą serię o Departamencie Q – nie jest może wybitna, ale jest dobra i bardzo równa. Sprawna akcja, wciągająca sprawa kryminalna i świetni bohaterowie to coś, co zadowoli każdego fana kryminałów. Zwłaszcza tych skandynawskich. Dla mnie 7,5/10 — i liczę, że kolejny tom mocniej wejdzie w historię Assada.
To, co złamało ją kiedyś, wraca. I tym razem może ją zniszczyć.
W dziwnych okolicznościach giną młode kobiety – wygląda na to, że morderca urządził na nie polowanie. Inne morderstwo w parku do złudzenia przypomina sprawę sprzed kilku lat. Departament Q trafia na ślad łączący oba wątki. Musi jednak uporać się z demonami we własnym zespole.
„Kobieta z blizną” to książka...
2026-04-08
Rodzinny biznes. I granica, której nie da się już cofnąć.
Roman Carruthers wraca do domu, by pomóc siostrze zająć się rodzinnym biznesem. Wypadek ojca i kłopoty młodszego brata są ze sobą powiązane. Roman układa plan, jak wyjść cało z opresji i ochronić rodzinę.
„Król popiołów” już od pierwszych stron skojarzył mi się z serialem „Sześć stóp pod ziemią”. Chyba za sprawą samej tematyki, bo jednak powieść Cosbiego jest mocniejsza. Co jak co, ale autor nie boi się poruszać trudnych tematów.
Bracia Carruthersowie wplątali się w nieźle bagno. Zadarli z gangiem rządzącym w mieście. Teraz muszą spłacić dług i oddać swoje krematorium do dyspozycji gangu. Nie zabraknie zamachów, strzelanin i ciał, z których większość trafi do pieca. Oczywiście nielegalnie.
To jednak nie tylko czysta sensacja, książka mocno skręca w stronę dramatu. Tragedia rodziny i każdego jej członka z osobna odgrywa dużą rolę w fabule. Jedna zła decyzja może zmienić wszystko. Cosby stawia odwieczne pytanie – jak daleko można się posunąć, żeby chronić swoich bliskich?
Ta granica jest niejednokrotnie przekraczana, jednak nic nie wydaje się tylko czarne lub białe. Tu każdy wybór ma swoją cenę — i nikt nie wychodzi z tego czysty. Autor nie ma litości dla swoich bohaterów (trzeba przyznać — wykreował ich świetnie). Pojawiają się też wątki rasowe i wojny gangów – tematów wciąż aktualnych w Stanach.
Przeszkadzały mi wątki miłosne i erotyczne. Niby kupuję, że główny bohater rekompensuje sobie nimi utratę matki, ale jednak nie wydają mi się tu potrzebne. Nie lubię tych wątków, zwłaszcza przy takich historiach.
Czyta się ją błyskawicznie, chociaż momentami bywa ciężka. Jeżeli lubicie mocne dramaty z wartką akcją, to idealna pozycja dla Was. Poprzednia książka Cosbiego podobała mi się dużo bardziej, tym razem 7,5/10. Stylowo – najwyższy poziom. Na bank sięgnę po kolejną powieść autora.
Rodzinny biznes. I granica, której nie da się już cofnąć.
Roman Carruthers wraca do domu, by pomóc siostrze zająć się rodzinnym biznesem. Wypadek ojca i kłopoty młodszego brata są ze sobą powiązane. Roman układa plan, jak wyjść cało z opresji i ochronić rodzinę.
„Król popiołów” już od pierwszych stron skojarzył mi się z serialem „Sześć stóp pod ziemią”. Chyba za sprawą...
2026-04-03
King miał pokój 1408. Bondysa prześladuje 1046.
Podpis pod listem nie mówi mu nic. Nadawca musi jednak go znać, bo skąd inaczej wiedziałby o jego wstydliwej tajemnicy. Bondys musi udać się do Miasta, by stanąć twarzą w twarz ze swoją przeszłością.
„Mary miasta” pozwalają lepiej poznać historię komisarza Bondysa. Jednak samego policjanta jest jakby mniej w tym tomie. Nie ma też klasycznego śledztwa, wręcz brakuje tu kryminału.
Główny wątek to wydarzenia z przeszłości. Tylko, że nie ma tutaj sprawy do wyjaśnienia, a raczej analiza zachowania Bondysa i próba odnalezienia go.
Początkowo nic na to nie wskazuje. Bondys jest na urlopie, życie na komendzie toczy się dalej, pojawia się kolejna sprawa do rozwiązania. Komisarza jest jak na lekarstwo — więcej miejsca dostają jego znajomi. Dopiero w drugiej części dowiemy się więcej o skutkach decyzji podjętych dwadzieścia lat temu.
Dużym plusem jest bliższe poznanie Bondysa – koszmary senne, które go nawiedzają, są ciekawym psychologicznym zabiegiem. Momentami ten mętlik w jego głowie jest tak chaotyczny, że wybija z rytmu.
Niestety książka jest bardzo przegadana, a wiele scen to ciągnące się monologi. Do tego stopnia, że momentami musiałem walczyć, żeby nie przymknęło mi się oko. Za dużo o innych, a za mało o nim. Brakuje napięcia i akcji, przez co książka zwyczajnie się dłuży.
Dziwnym zabiegiem jest brak podania nazwy miejscowości. Autorka używa tylko słowa „Miasto”. I choć początkowo wydawało mi się to interesujące, to z biegiem powieści stało się irytujące.
Zakończenie zbyt wiele nie wyjaśnia – pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Ewidentnie będzie kolejna część, która powinna wszystko domknąć. Mam tylko nadzieję, że będzie żywsza.
Dawno nie czytałem książki, która mnie tak wynudziła. Uwielbiam Bondysa, świetnie było poznać jego początki i zajrzeć do jego głowy. I to właściwie wszystko, co ta książka robi dobrze. Z bólem serca 5/10 – miłość dalej pozostaje, ale zrzuciłem różowe okulary.
King miał pokój 1408. Bondysa prześladuje 1046.
Podpis pod listem nie mówi mu nic. Nadawca musi jednak go znać, bo skąd inaczej wiedziałby o jego wstydliwej tajemnicy. Bondys musi udać się do Miasta, by stanąć twarzą w twarz ze swoją przeszłością.
„Mary miasta” pozwalają lepiej poznać historię komisarza Bondysa. Jednak samego policjanta jest jakby mniej w tym tomie. Nie...
2026-03-30
„Wielka moc nie potrzebuje poklasku. Ona skrywa się tam, gdzie nikt nie zwraca na nią uwagi.”
Początek roku szkolnego trzeba przesunąć – wszystko przez zdemolowane szatnie. Kamil i jego ekipa odkrywają, że to zły duch zaatakował ich szkołę. Próbują dowiedzieć się, kim jest i jak z nim walczyć.
„Wiła” zabiera nas w podróż do lat dzieciństwa i wakacji spędzanych u babci na wsi. Grupa przyjaciół rusza w stronę przygody — żadne demony nie są im straszne.
Podobają mi się nawiązania do kultury – szekspirowski dramat połączony z legendą o Panu Twardowskim? Czemu nie! Drzewo czarownic przyciągające Wiłę, pradawnego ducha słowiańskiego. Jest też kot odgrywający ważną rolę – mocno kojarzył mi się z „Cmętarzem zwieżąt” Kinga.
Książka stoi klimatem — małe miasteczko, tajemniczy staw i ukryta w lesie jaskinia. Jest też miejsce dla mitologii, legend i czarownic.
Książkę czyta się świetnie. Pozwala zapomnieć o problemach i wrócić pamięcią do lat młodości. Któż z nas nie przeżywał wymyślonych przygód? Może nie tak szalonych i mrocznych jak u bohaterów, ale równie ekscytujących.
Lubię, gdy autor wrzuca na karty powieści ciekawe wstawki w formie innej treści. Tym razem mamy rozmowy z Messengera i grupowe spotkania na kamerkach. To rozwiązanie adekwatne do wieku bohaterów i współczesnych realiów.
Wiadomo, że zakończenie musi być szczęśliwe. Wcześniej dojdzie jednak do walki dobra ze złem i starcia z siłami nadprzyrodzonymi. Energia zostanie uwolniona z ogromną mocą.
„Wiła” to świetna odskocznia od brutalnych kryminałów. Niech was jednak nie zmyli kolorowa okładka (swoją drogą genialna), bo i tutaj poczujemy trochę mroku. Ode mnie 8/10 – takie młodzieżówki mogę czytać częściej. Świetna rozrywka. A Wy sięgacie jeszcze po takie klimaty?
PS. Stranger Things mamy w domu i nie ma się czego wstydzić.
„Wielka moc nie potrzebuje poklasku. Ona skrywa się tam, gdzie nikt nie zwraca na nią uwagi.”
Początek roku szkolnego trzeba przesunąć – wszystko przez zdemolowane szatnie. Kamil i jego ekipa odkrywają, że to zły duch zaatakował ich szkołę. Próbują dowiedzieć się, kim jest i jak z nim walczyć.
„Wiła” zabiera nas w podróż do lat dzieciństwa i wakacji spędzanych u babci na...
2026-03-29
Prawda miesza się tu z kłamstwem. Wszystko jest tu tylko narzędziem.
S jest specjalistą od PR i nie zawsze gra czysto. Dostał zlecenie wyciszenia afery wokół firmy miejscowego magnata. Sprawa się komplikuje, gdy pojawia się pierwsza ofiara śmiertelna.
„Paradoks kłamcy” to dla mnie powiew świeżości – mocny bohater i ciekawa forma książki wypadają naprawdę oryginalnie.
Pierwszy raz spotkałem się ze specjalistą od marketingu jako głównym bohaterem. Jego praca to nie tylko kontakty z mediami i wyciszanie niewygodnych szczegółów. S działa na granicy prawa, często musi też te granice przekraczać. Dla niego prawda to tylko jedna z wersji wydarzeń.
Na słowa uznania zasługuje też forma powieści. Większość rozdziałów przedstawiono z perspektywy S – to on pełni rolę narratora. Ciekawym urozmaiceniem są też rozdziały poświęcone innym bohaterom. Już sam nagłówek informujący o zmianie narratora jest udanym zabiegiem.
Bohaterowie są wykreowani w ciekawy sposób – podobają mi się ich relacje i język, jakim się posługują. Czasami jest wulgarny, a innym razem kolokwialny. Wszystko jest dopasowane do osób i sytuacji, co dodaje powieści autentyczności.
Niby to thriller, ale autor nie zapomina też o wątkach obyczajowych. Problemy zdrowotne ojca głównego bohatera oraz życie uczuciowe S (dla mnie zupełnie zbędny wątek, ale autor zapowiada, że może mieć znaczenie w przyszłości — sprawdzę).
Poruszamy się w świecie biznesu i nie od dziś wiadomo, że pieniądze wolą ciszę. Nie zabraknie nieczystych zagrań, kłamstw i gangsterów próbujących ugrać coś dla siebie. Polityka miesza się z półświatkiem, a dziennikarze szukają wszędzie taniej sensacji.
Zakończenie jest dobre, chociaż od razu widać, że ma być to seria. Kilka wątków jest niezamkniętych – pozostaje więc sięgnąć po kolejną część. Jest jeszcze tajemniczy T – postać marginalna, ale bardzo zaciekawił mnie ten wątek.
„Paradoks kłamcy” to dynamiczny thriller z ciekawymi bohaterami i intrygą dopracowaną do najmniejszych szczegółów. Ode mnie 8/10 – to był dobrze spędzony czas, ale zostaję z lekkim niedosytem i ochotą na więcej.
Prawda miesza się tu z kłamstwem. Wszystko jest tu tylko narzędziem.
S jest specjalistą od PR i nie zawsze gra czysto. Dostał zlecenie wyciszenia afery wokół firmy miejscowego magnata. Sprawa się komplikuje, gdy pojawia się pierwsza ofiara śmiertelna.
„Paradoks kłamcy” to dla mnie powiew świeżości – mocny bohater i ciekawa forma książki wypadają naprawdę...
2026-03-28
„Większość tylko gra role, które sobie wymyśliła.”
Tamara przyjmuje sprawę zaginięcia dawnej znajomej z liceum. Wstępne informacje wskazują, że kobieta po prostu wyjechała na urlop. Jednak odnalezienie zatopionego auta wszystko zmienia. Tamara i jej zespół postanawiają przyjrzeć się bliżej firmie ofiary.
„Gorycz prawdy” zaczyna się od mocnego uderzenia. I równie mocno się kończy. Nic dziwnego, skoro pierwszy tom zakończył się w podobnym tonie.
Myślałem, że Tamara ma już za sobą problemy w pracy. Niestety powrót nie jest łatwy, odzywają się też trudne wspomnienia, które odbijają się na jej zdrowiu. Momentami książka skręca w stronę powieści obyczajowej.
Autorka porusza też wrażliwe tematy, wobec których nie da się przejść obojętnie. Są momenty smutne, wręcz dołujące, które mocno działają na psychikę i dają do myślenia. Przez całą powieść czułem, jak dźwigam duży ciężar emocjonalny.
To tylko tło dla sprawy kryminalnej, która ponownie jest poprowadzona bardzo rzetelnie. Dostajemy pierwsze poszlaki, a z biegiem czasu pojawiają się nowe dowody i podejrzani.
Podoba mi się, jak autorka umiejętnie myli czytelnika. Nie ma tu wielkich zaskoczeń, bo wszystko jest logicznie poprowadzone i wynika z faktów. Jasne – są domysły, ale jest to bardzo naturalne.
Swojego podejrzanego miałem od samego początku i... miałem rację! Jednak to tylko połowa sukcesu. Motywacji zupełnie nie odgadłem, przez co zakończenie było, mimo wszystko, zaskoczeniem. I ponownie nie jest łatwe, zostawia po sobie ślad. A ja razem z Tamarą szukaliśmy uzasadnienia dla takiego działania.
„Gorycz prawdy” to solidny kryminał z dużą dawką emocji. Niewątpliwie największym atutem książki jest główna bohaterka oraz wnikliwie poprowadzona sprawa kryminalna. Dla mnie 7,5/10. Mocny epilog wyraźnie zapowiada kolejny tom!
„Większość tylko gra role, które sobie wymyśliła.”
Tamara przyjmuje sprawę zaginięcia dawnej znajomej z liceum. Wstępne informacje wskazują, że kobieta po prostu wyjechała na urlop. Jednak odnalezienie zatopionego auta wszystko zmienia. Tamara i jej zespół postanawiają przyjrzeć się bliżej firmie ofiary.
„Gorycz prawdy” zaczyna się od mocnego uderzenia. I równie mocno się...
2026-03-24
Czy pisarze też mają swoje stosy hańby? Autor sprytnie przemyca naszą czytelniczą bolączkę na karty swojej powieści.
Dwa nieznane obrazy renesansowego mistrza mają pojawić się na wystawie w Polsce. Tuż przed prezentacją zostają skradzione. Prywatny kolekcjoner zabezpieczył się i ubezpieczył dzieła na ogromną kwotę. Jakub Kania nie wierzy w przypadki i bada sprawę kradzieży i autentyczności dzieł.
Ciekawostka – obraz z okładki jest autentyczny i można obejrzeć go w Krakowie. Zbieżność z autorem podobno przypadkowa, ale ja, podobnie jak Kania, nie wierzę w przypadki.
Bardzo podoba mi się pomysł fałszerza dzieł sztuki, który od setek lat podrabia dzieła Holbeina. Najdłużej żyjący człowiek na świecie? A może jedna wielka mistyfikacja? Nie zmienia to faktu, że co jakiś czas na światło dzienne wychodzi kolejne zaginione dzieło mistrza. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie.
Jak zwykle w książkach autora nie brakuje wielu wątków historycznych. Handel dziełami sztuki, kolaboracja z okupantami, podejście do arystokracji w czasie wojny i komunizmu. Najciekawsza jest afera wywozu dzieł sztuki z Polski, gdzie przestępcy (pewnie przy udziale służb) ograbili kraj bardziej niż naziści.
Świetne tempo akcji i interesująca historia sprawiają, że książkę pochłania się na jednym wdechu. Bardzo mnie to cieszy, bo po poprzedniej części miałem lekkie obawy o samą zagadkę.
No i Kania z jego honorem i poczuciem obowiązku. Po raz kolejny zaimponował mi swoim podejściem. Rozłąka z rodziną to zawsze trudny okres. Gdy czeka na niego tyle pokus, wyjście może być tylko jedno. Ponownie przyjdzie mu też współpracować z Barską – nie zabraknie więc jej świetnych powiedzonek.
Zakończenie jest zaskakujące. Większość rzeczy można było się domyślić z treści książki, jednak tożsamość fałszerza to spora niespodzianka. Zachowanie Kani po rozwiązaniu całej sprawy też bardzo mi się podobało.
„Sobowtór” to świetna powieść z pogranicza sensacji i historii. Jak zawsze sporo interesujących faktów, które zostawiają coś po lekturze. Ode mnie 9/10 – to najlepszy tom z całej serii.
Czy pisarze też mają swoje stosy hańby? Autor sprytnie przemyca naszą czytelniczą bolączkę na karty swojej powieści.
Dwa nieznane obrazy renesansowego mistrza mają pojawić się na wystawie w Polsce. Tuż przed prezentacją zostają skradzione. Prywatny kolekcjoner zabezpieczył się i ubezpieczył dzieła na ogromną kwotę. Jakub Kania nie wierzy w przypadki i bada sprawę kradzieży...
2026-03-25
„Nikt nie widzi.
I wszyscy mają to gdzieś.”
Dan wraca na rodzinną wyspę, żeby wyjaśnić okoliczności zaginięcia ojca. Wraz z wizytą w domu wracają traumatyczne przeżycia sprzed lat, z którymi tak długo walczył. Czy demony z przeszłości znowu nim zawładną?
„Człowiek z dymu” to historia Dana – więziennego psychologa, który cały czas wypomina sobie błąd z dzieciństwa. Będąc blisko porwanego dziecka, nie zareagował. Teraz, za sprawą kolejnych morderstw, wszystko powraca.
Podwójna oś czasowa to coś, co bardzo lubię. Dzięki temu poznajemy historię Szczurołapa. To właśnie jego mógł powstrzymać Dan. I to poczucie winy czuć tu na każdym kroku. Teraz giną kolejni ludzie, a wszystko wskazuje, że łączą ich wydarzenia sprzed lat.
Podoba mi się specyficzna relacja ojca z synem i ich rozmowy. Dan za wszelką cenę chce udowodnić ojcu swoją wartość i że poradził sobie z traumą. Starszemu mężczyźnie zależy na uznaniu w oczach syna.
Ich dziwne dialogi są tylko w ich głowach. Wyobrażają sobie, co powiedziałby lub zrobiłby ten drugi. Bardzo interesujący zabieg, który znacząco wpływa na odbiór książki. Dan posuwa się jeszcze dalej – próbuje wejść w głowę przestępcy i zrozumieć jego sposób myślenia.
Nie jest to książka, która gna na łeb na szyję, ale trzyma dobre tempo. Napięcie jest dobrze zbudowane, ale brakuje tego dreszczyku emocji. Nie zmienia to jednak faktu, że wchodziła bardzo dobrze.
Trochę zbędny był dla mnie „miłosny trójkąt” Dana, jego dawnej miłości i policjanta, z którym dziewczyna jest w związku.
Autor przez całą powieść podaje nam podejrzanego jak na tacy. I nagle — rozwiązanie prywatnego śledztwa ojca wprowadza na scenę nowego gracza. Mocne i zaskakujące zakończenie.
„Człowiek z dymu” to mroczny thriller, który skupia się na psychice bohaterów. Ma dobre, choć nierówne tempo. Trzyma w napięciu, ale bez dreszczy na rękach. Ode mnie 7/10 – polecam fanom spokojniejszych, lecz mrocznych thrillerów.
„Nikt nie widzi.
I wszyscy mają to gdzieś.”
Dan wraca na rodzinną wyspę, żeby wyjaśnić okoliczności zaginięcia ojca. Wraz z wizytą w domu wracają traumatyczne przeżycia sprzed lat, z którymi tak długo walczył. Czy demony z przeszłości znowu nim zawładną?
„Człowiek z dymu” to historia Dana – więziennego psychologa, który cały czas wypomina sobie błąd z dzieciństwa. Będąc...
2026-03-23
Książka o książkach? Tu nic nie jest przypadkowe.
W ręce Corso wpada rękopis „Trzech muszkieterów”. Jednocześnie ma też sprawdzić autentyczność innej, starej księgi. Z czasem te dwie historie zaczynają się niepokojąco łączyć i ktoś zrobi wszystko, by prawda nie wyszła na jaw.
„Klub Dumas” to połączenie sensacji z książką przygodową i nutą (nawet sporą) grozy. Mocno kojarzy mi się z książkami Dana Browna.
Bardzo podoba mi się styl – jej się nie czyta, przez nią się płynie. To o tyle ciekawe, bo sporo czytamy o historii „Trzech muszkieterów” i rozkładamy ją na czynniki pierwsze, co momentami potrafi nużyć. A mimo wszystko wciąga.
Będzie o książkach – starych wydaniach i szukaniu białych kruków. Poznamy też tajniki podrabiania dzieł sztuki i odróżniania oryginałów.
Jest też drugie dno – to mroczniejsze. Tajemnicza książka z dziewięcioma rycinami, które mają być kluczem do przywołania szatana. Jej autor wieki temu został za to spalony na stosie. Teraz Corso ma porównać jedyne trzy egzemplarze, które przetrwały.
Podobają mi się bohaterowie książki, ich rozmowy i rozmyślania. Corso nie gryzie się w język i nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest jeszcze diabeł, może nie ten z rogami i ogonem, ale też okazuje się interesującą postacią ;)
Zakończenie też jest dwojakie. Wątek Dumasa to duże zaskoczenie, ale bez fajerwerków. Spotkanie tajnego klubu? Czemu nie, ale całość wypada zaskakująco spokojnie. Inaczej jest z drugą księgą – finał jest mocny, choć do przewidzenia.
„Klub Dumas” to bardzo udana książka, którą jednak trudno sklasyfikować. Film wypada zdecydowanie mroczniej, ale trzymają bardzo zbliżony poziom. Ode mnie 8/10 – cieszę się, że mam swój wyjątkowy egzemplarz.
Książka o książkach? Tu nic nie jest przypadkowe.
W ręce Corso wpada rękopis „Trzech muszkieterów”. Jednocześnie ma też sprawdzić autentyczność innej, starej księgi. Z czasem te dwie historie zaczynają się niepokojąco łączyć i ktoś zrobi wszystko, by prawda nie wyszła na jaw.
„Klub Dumas” to połączenie sensacji z książką przygodową i nutą (nawet sporą) grozy. Mocno...
2026-03-22
Mitologia, która wciąż pozostaje w cieniu.
Mitologia celtycka jest mniej znana niż nordycka czy nasza, słowiańska. Głównym powodem jest jej wyspiarska izolacja.
To mieszanka różnych kultur, które miały kilka wspólnych cech. Każdy region miał swoje legendy i przekazy – irlandzkie, szkockie, walijskie, bretońskie. Dobrze pokazano to w książce — każdy rozdział poświęcono innemu regionowi.
Co ciekawe, więcej jest legend o bohaterach i średniowiecznych ideałach rycerskich niż o samych bogach. O tych drugich dowiadujemy się stosunkowo niewiele.
Któż z nas nie słyszał o Tristanie i Izoldzie czy o Rycerzach Okrągłego Stołu? To właśnie te historie najbardziej mnie zaciekawiły. Fajnie było zderzyć swoją wiedzę o legendarnym Królu Arturze z tą zapisaną na kartach starych ksiąg.
I to piękne wydanie – format, okładka, jakość papieru. Całość okraszona świetnymi zdjęciami. Uczta dla oka i obowiązkowa pozycja na półce każdego miłośnika mitologii.
Dzięki tej książce poznałem sporo ciekawych informacji — i to jej ogromny plus. Na pewno nie jest już dla mnie tak tajemnicza. To była naprawdę dobra przygoda. Ode mnie 9/10 — i czekam na kolejną część. Może teraz słowiańska?
Mitologia, która wciąż pozostaje w cieniu.
Mitologia celtycka jest mniej znana niż nordycka czy nasza, słowiańska. Głównym powodem jest jej wyspiarska izolacja.
To mieszanka różnych kultur, które miały kilka wspólnych cech. Każdy region miał swoje legendy i przekazy – irlandzkie, szkockie, walijskie, bretońskie. Dobrze pokazano to w książce — każdy rozdział poświęcono...
2026-03-18
Tu liczy się dokładność, nie tempo.
Zdradzona przez partnera musi zmienić otoczenie. Komisarz Tamara Swoboda udaje się do rodzinnych Katowic, by przejąć dowodzenie nad nowym zespołem śledczym. Dwie ofiary, precyzyjne strzały w serce i strach, że to nie koniec. Tamara wprowadza swoje metody, które nie wszystkim się podobają.
„W martwym punkcie” to klasyczny kryminał, z jego zaletami i wadami. Wkręciłem się w tę historię od pierwszych stron i do samego końca kibicowałem Tamarze.
Najbardziej wybija się tu Tamara. Jest profesjonalistką pod każdym względem, jednak nie miała łatwo i na każdym kroku musiała udowadniać swoją wartość. Bardzo podoba mi się, jak reaguje na trudne sytuacje i jak kieruje nowym zespołem.
Świetnie pokazane jest też policyjne śledztwo. Prowadzone mozolnie, krok po kroku. Pełne hipotez, poszlak i podejrzanych, którzy stopniowo są eliminowani. To też styl pracy Tamary – dokładne analizowanie wszystkich informacji.
Ma to jednak swoją cenę, bo książka czasami traci na dynamice. Dzieje się naprawdę dużo – są spotkania zespołu, przepytywanie świadków. Jednak miejscami brakuje tego tempa akcji.
Podoba mi się styl, w jakim napisana jest książka. Naturalny język, bez zbędnych fajerwerków, co w pełni oddaje realia normalnie funkcjonujących ludzi. Chociaż i tutaj miałem lekki zgrzyt, bo momentami język wydawał się bardziej mówiony niż pisany.
Sprawa jest bardzo dobrze poprowadzona. Na jaw wychodzą wszystkie fakty i układanka wskakuje na swoje miejsce. Nie ma może wielkiego zaskoczenia, bo powoli zbliżamy się do prawdy. Zakończenie daje satysfakcję, nawet jeśli nie zaskakuje.
Jeśli masz ochotę na solidny kryminał, „W martwym punkcie” to dobry wybór. Ode mnie 7,5/10. Wciąga, ale nie spieszy się z opowieścią.
Tu liczy się dokładność, nie tempo.
Zdradzona przez partnera musi zmienić otoczenie. Komisarz Tamara Swoboda udaje się do rodzinnych Katowic, by przejąć dowodzenie nad nowym zespołem śledczym. Dwie ofiary, precyzyjne strzały w serce i strach, że to nie koniec. Tamara wprowadza swoje metody, które nie wszystkim się podobają.
„W martwym punkcie” to klasyczny kryminał, z...
Czy trup w ścianie może przemówić po latach?
Maja z córką wprowadzają się do starego domu. Remont szybko zamienia się w coś znacznie mroczniejszego — z przeszłości wraca sprawa zaginionej nastolatki. Jaką prawdę skrywają stare mury?
„Mrokowisko” nie jest tylko kolejnym kryminałem na półce. Połączenie kryminału i grozy naprawdę działa. Otrzymujemy bardzo solidną powieść, która wykracza poza schematy.
Ostatnio często trafiam na książki z podwójną osią czasową. Nie narzekam, lubię takie rozwiązanie. Całość uzupełniają jeszcze zapiski z pamiętnika ojca zaginionej dziewczyny, które ukazują wydarzenia, o których siostry nie miały pojęcia.
Poznajemy tragiczny los dwóch sióstr i ich rodziny. Kolejne rodzinne sekrety wychodzą na jaw. To już nie są zwykłe kłótnie, to otwarta wojna. Ta przeszłość wpływa na teraźniejszość. Ewidentnie ktoś chce zemścić się za tamte wydarzenia.
Podobają mi się filmowe elementy grozy rodem z lat dziewięćdziesiątych – nawiedzony dom ze swoją historią i ktoś skradający się po domu nocą. Czuć niepokój, że coś czai się za rogiem i zaraz na nas wyskoczy. I masz wrażenie, że dom patrzy. Ten miks wypada naprawdę świetnie i dodaje książce pikanterii.
Sama sprawa jest mocno zagadkowa. Dostajemy wiele tropów i kilku podejrzanych. Praktycznie do samego końca jesteśmy w niepewności. Elementy układanki zaczynają wskakiwać na miejsce, a na koniec czeka jeszcze mocny finał.
Zakończenie wyrywa z kapci. To, co wydarzyło się lata temu, może nie szokuje. Ale to, co dzieje się obecnie, to już prawdziwy szok. Zupełnie nie spodziewałem się takiego rozwiązania. Wszystko jest logicznie spięte z fabułą, co daje jeszcze większą satysfakcję z lektury.
Nie spodziewałem się tak dobrej książki – „Mrokowisko” to jedno z większych pozytywnych zaskoczeń. Dla mnie 8,5/10 – mocno wkręciłem się w tę klimatyczną historię. Widać duży progres względem debiutu. Duże brawa dla autorki.
Czy trup w ścianie może przemówić po latach?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMaja z córką wprowadzają się do starego domu. Remont szybko zamienia się w coś znacznie mroczniejszego — z przeszłości wraca sprawa zaginionej nastolatki. Jaką prawdę skrywają stare mury?
„Mrokowisko” nie jest tylko kolejnym kryminałem na półce. Połączenie kryminału i grozy naprawdę działa. Otrzymujemy bardzo solidną powieść,...