-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać359 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać27 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać132
Biblioteczka
2026-03
2026-03
„Szkarłatny Gang z Asakusy” autorstwa Yasunari Kawabaty (Wydawnictwo Czytelnik)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W powojennej Asakusie - dzielnicy Tokio pełnej świateł, teatrów i taniej rozrywki - dorasta młodzież z marginesu. Między świątynią Sensōji a nocnym zgiełkiem bohaterowie szukają bliskości i sposobu na przetrwanie… a może tylko ucieczki od rzeczywistości.
Największy zawód czytelniczy tego roku spotkał mnie pod koniec marca - i to ponownie przy książce autora nagrodzonego literackim Noblem. Czy jestem zbyt krytyczny, czy po prostu czegoś tu nie rozumiem? Prawdopodobnie jedno i drugie. „Szkarłatny Gang z Asakusy” okazał się dla mnie lekturą niezwykle nużącą, chaotyczną i fragmentaryczną.
Rozumiem zamysł powieści, która pierwotnie była publikowana w odcinkach w latach 30. XX wieku. Jednak dla współczesnego polskiego czytelnika jej odbiór może być wyjątkowo trudny. Mimo mojego dużego zainteresowania kulturą i historią Japonii, książka była dla mnie w dużej mierze niezrozumiała. Miałem wrażenie, że zamiast spójnej fabuły otrzymuję coś na kształt literackiej broszury o Asakusie - zbiór luźnych obserwacji, pozbawionych wyraźnej ciągłości.
Dzieło przypomina momentami haiku - krótkie impresje uchwycone w czasie, skupione na ulotności chwili i codzienności dzielnicy. Niestety, w szerszej perspektywie wypada to monotonnie. Czytanie tej krótkiej książki było dla mnie na tyle męczące, że z trudem dotarłem do ostatniej strony.
Nie można jednak odmówić jej wartości edukacyjnej. Publikacja zawiera liczne przypisy tłumacza, wyjaśniające kontekst kulturowy, miejsca, postaci i elementy życia w Japonii. Niestety, nawet to nie rekompensuje braku angażującej fabuły ani bohaterów, którym chciałoby się kibicować.
Być może problem leży częściowo po mojej stronie - mam wrażenie, że utwór przerósł moje oczekiwania i doświadczenie czytelnicze. Mimo to oceniam go zgodnie z własnym odbiorem. A ten był jednoznacznie negatywny – nie znalazłem tu ani jednego fragmentu, który sprawiłby mi autentyczną przyjemność.
Ostatecznie oceniam „Szkarłatny Gang z Asakusy” na 1/10. Polecić mogę ją jedynie najbardziej wytrwałym czytelnikom oraz osobom szczególnie zainteresowanym Japonią okresu międzywojennego. Pozostałym zdecydowanie odradzam.
„Szkarłatny Gang z Asakusy” autorstwa Yasunari Kawabaty (Wydawnictwo Czytelnik)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W powojennej Asakusie - dzielnicy Tokio pełnej świateł, teatrów i taniej rozrywki - dorasta młodzież z marginesu. Między świątynią Sensōji a nocnym zgiełkiem bohaterowie szukają bliskości i sposobu na przetrwanie… a może tylko ucieczki od...
2026-03
„Gdzie rosną cedry. Zapiski z wędrówki przez Japonię” autorstwa Craiga Moda (Wydawnictwo Znak Literanova)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Autor wyrusza w wędrówkę po półwyspie Kii, zabierając ze sobą wspomnienie przyjaciela z dzieciństwa, który już nie żyje, a z którego śmiercią wciąż nie potrafi się pogodzić. Historia opiera się na monologach i filozoficznych rozważaniach snutych podczas podróży. Jest spokojnie, wzruszająco i refleksyjnie - ale niestety nie dla mnie.
„Gdzie rosną cedry” to dla mnie książka monotonna i z przesadzoną formą. Jest zbyt filozoficzna i zbyt metaforyczna, przez co nie potrafiłem się w niej odnaleźć. Rozważania autora zwyczajnie mnie nużyły - nieustannie miałem wrażenie, że to książka o niczym i o wszystkim jednocześnie. Craig Mod chciał stworzyć coś bardzo ambitnego, ale momentami zdecydowanie przekombinował.
Doceniam jednak tę książkę za próbę pisania w zgodzie i harmonii z naturą. Autor z dużą uważnością opisuje detale i podkreśla wyjątkowość odwiedzanych miejsc. Oprócz osobistych refleksji znajdziemy tu także ciekawostki dotyczące życia w Japonii. Niestety dla mnie było to zbyt mało angażujące. Sytuacji nie poprawiała również warstwa fotograficzna - czarno-białe zdjęcia pozbawione opisów często pozostawiały mnie z pytaniem, co właściwie autor chciał nimi przekazać.
Trudno mi wskazać konkretny przykład, bo wszystko zlewa się tu w monotonną całość - do tego stopnia, że już kilka dni po lekturze trudno powiedzieć, o czym ta książka właściwie była.
Reportaż z wędrówki przez Japonię okazał się dla mnie dużym rozczarowaniem. To była lektura, na którą czekałem z wypiekami na twarzy, a którą ostatecznie kończyłem, nieustannie ziewając. W rezultacie nie mogę ocenić jej wyżej niż 4/10. Mógłbym polecić ją czytelnikom, którym bardziej zależy na formie niż na treści. Dla mnie to książka kompletnie nietrafiona. Nie polecam.
„Gdzie rosną cedry. Zapiski z wędrówki przez Japonię” autorstwa Craiga Moda (Wydawnictwo Znak Literanova)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Autor wyrusza w wędrówkę po półwyspie Kii, zabierając ze sobą wspomnienie przyjaciela z dzieciństwa, który już nie żyje, a z którego śmiercią wciąż nie potrafi się pogodzić. Historia opiera się na monologach i...
2026-03
„Figury bez planszy” autorstwa Pauliny Stróżańskiej (Wydawnictwo Sabat)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Bezpośrednia kontynuacja dylogii „Figura na planszy”, która zabiera nas w dalsze losy Hudson i Masona. Po wydarzeniach z pierwszej części pozostało sporo niedomkniętych spraw, które wymagają rozwiązania.
SPOILER Poznajemy prawdziwą twarz Reginalda, a także pojawia się brat Hudson. Obaj działają z ukrycia, wciąż czerpiąc zyski z krzywdzenia innych. KONIEC SPOILERA
„Figura na planszy” miała świetny pomysł na siebie - wprowadziła charyzmatyczne postacie, którym po prostu chce się kibicować. Kontynuacja nadal trzyma poziom, choć momentami miałem wrażenie, że niektóre wątki zostały dopisane trochę na siłę.
Miło było wrócić do Albetii. Zdążyłem już zatęsknić za bohaterami, choć - co warto zaznaczyć - martwych nie przywrócono. Postacie wciąż są najmocniejszym punktem tej historii - czuć między nimi autentyczną chemię. Fabuła szybko nabiera tempa i rzuca naszą ulubioną parę w kolejne problemy, od których momentami włos jeży się na głowie. Trzeba przyznać, że nie ma tu miejsca na nudę - ciągle coś się dzieje, i najczęściej nie po naszej myśli.
Zarzut „kontynuacji na siłę” odnosi się głównie do niektórych wątków, które zostały rozwiązane gdzieś w tle, bez większego udziału czytelnika. Szczególnie rozczarowało mnie potraktowanie wątku ojca Hudson - zakończonego nagle, właściwie jednym zdaniem.
Mason pozostaje wkurzoną bestią i w tej części momentami irytował mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Często działa nielogicznie, impulsywnie, kierując się wyłącznie emocjami. Rozumiem zamysł autorki, ale jego decyzje podejmowane „z miłości” nie raz wywoływały u mnie raczej grymas zażenowania niż wzruszenia.
Największym zawodem okazało się jednak zakończenie. Liczyłem na bardziej realistyczny, gorzki finał, tymczasem kluczowy wątek również został rozwiązany gdzieś poza główną akcją, niemal mimochodem, prowadząc nas do dość cukierkowego happy endu.
SPOILER Pozostawienie Masona w więzieniu byłoby dla mnie perfekcyjnym zwieńczeniem tej historii i mogłoby podnieść ocenę nawet o punkt. KONIEC SPOILERA
Mimo to bardzo cenię sposób, w jaki Stróżańska nie oszczędza swoich bohaterów - nie ma tu przesadnej sielanki i tęczy, co zdecydowanie działa na plus. To jeden z elementów jej twórczości, który lubię najbardziej.
Pomimo licznych zastrzeżeń bawiłem się przy „Figurach bez planszy” naprawdę dobrze. Stróżańska ma wyraźny talent i widać, że konsekwentnie go rozwija. Książkę czyta się płynnie i z zaangażowaniem od początku do końca. Jak na romans 18+, sceny intymne wypadają naturalnie - nie są ani żenujące, ani przesadzone, stanowią raczej spójne dopełnienie historii Hudson i Masona.
Muszę przyznać, że będę za nimi tęsknił - nawet jeśli Mason momentami doprowadzał mnie do szału. Zżyłem się z bohaterami i tym fikcyjnym światem. Spędziłem z nimi sporo czasu i trudno nie odczuwać pewnego sentymentu.
„Figury bez planszy” oceniam na 7/10 - głównie przez zbyt szybkie domykanie niektórych wątków i kiczowate zakończenie (brakowało tylko zachodzącego słońca). Polecam sprawdzić dylogię, a gwarantuję dobrą akcję!
„Figury bez planszy” autorstwa Pauliny Stróżańskiej (Wydawnictwo Sabat)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Bezpośrednia kontynuacja dylogii „Figura na planszy”, która zabiera nas w dalsze losy Hudson i Masona. Po wydarzeniach z pierwszej części pozostało sporo niedomkniętych spraw, które wymagają rozwiązania.
SPOILER Poznajemy prawdziwą twarz Reginalda, a...
2026-03
"Portugalia. W objęciach oceanu" Anny Bittner (Wydawnictwo Poznańskie)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Portugalia to państwo, o którym zaskakująco mało wiem, jak na mój zawód geografa. W wiadomościach również dominują doniesienia o zmianach z innych krajów UE, a Portugalia gdzieś tam jest i sobie spokojnie żyje. Dlatego jestem zachwycony, że mogę poznać nieco głębiej ten obszar dzięki Serii Podróżniczej Wydawnictwa Poznańskiego, którą zresztą kolekcjonuję i uwielbiam.
Na wstępie już Wam zdradzę, że spośród tych książek, które do tej pory czytałem, ta stała się moją ulubioną. Anna Bittner przepięknie zaprezentowała mi ten, dotąd mniej znany dla mnie, kraj i jestem nim zauroczony. Zrobiła to w idealny sposób, czerpiąc z nurtu humanistycznego w geografii, i sprawdziło się to znakomicie. Każdy opisywany aspekt został podzielony na ogólne fakty oraz jej doświadczenia, które dodały całości niesamowitego kolorytu. Nie musiał być długi, ale wstęp przedstawiający nam, skąd w ogóle Bittner z rodziną wzięła się w Portugalii, okazał się niezbędny.
"Portugalia. W objęciach oceanu" to książka z charakterem, wypełniona emocjami i doświadczeniami, co czyni całość niezwykle personalną i wyjątkową. Cieszę się, że oprócz samego życia codziennego dostaliśmy również wątek postrzegania emigrantów i ich prób asymilacji z rdzenną społecznością. Opowieści Ani poruszają z kolei tematy szkolnictwa, ochrony zdrowia, turystyki, sportu czy świąt - zwyczajnego portugalskiego życia - i to było w tej książce najlepsze! Ogromnym atutem są także niesamowite zdjęcia wykorzystane w książce.
Moim największym zarzutem byłoby nieweryfikowanie użycia skali Richtera, która jest błędna i nie powinna być stosowana do opisu siły trzęsień ziemi - szczególnie przy wysokich wartościach! Ale to mały mankament, który nazwałbym raczej moim spaczeniem zawodowym. Rozumiem użycie skrótu myślowego, ale w mojej opinii utrwala on nieprawdziwe informacje wśród ludzi.
Debiut Anny Bittner był magiczny! Jestem niezwykle uradowany, że postanowiła podzielić się swoją historią, promując tym samym turystykę szerzej. Nawet jeśli trafi ona do jednego czytelnika, który dzięki temu postanowi wybrać się do Portugalii, to uważam, że było warto. Mnie interesuje chyba każdy możliwy kierunek podróży, ale dzięki Ani Portugalia zyskała kilka punktów na mojej liście priorytetów!
Ogromnie polecam książkę - zarówno podróżnikom aktywnym, jak i tym podróżującym tylko palcem po mapie. Dla mnie zasłużone 9/10! Jeśli byliście w Portugalii, koniecznie napiszcie, czy Wasze doświadczenia są podobne do tych opisanych w książce.
"Portugalia. W objęciach oceanu" Anny Bittner (Wydawnictwo Poznańskie)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Portugalia to państwo, o którym zaskakująco mało wiem, jak na mój zawód geografa. W wiadomościach również dominują doniesienia o zmianach z innych krajów UE, a Portugalia gdzieś tam jest i sobie spokojnie żyje. Dlatego jestem zachwycony, że mogę poznać...
2026-03
"Niespodziewany gość" autorstwa Agaty Zamarskiej (Wydawnictwo Filia, seria Mroczna Strona)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Wiola była świadkiem morderstwa swoich rodziców w Wigilię. Tylko ona wie, co się wtedy wydarzyło, ale zamknęła się w sobie. Policjant Rudzki prosi swoją przyjaciółkę, psycholog Nejman, by z nią porozmawiała i wydobyła to, co wie.
Rzadko się zdarza, że już sam zarys fabularny aż tak mnie intryguje, ale fabuła oparta na rozmowach z psychologiem to dla mnie coś świetnego. Powolne wydobywanie prawdy i zgłębianie ludzkiej psychiki! Czuję sentymentalny powrót do trylogii "K-PAX" autorstwa Brewera, która spowodowała u mnie potrójny opad szczęki. Nie zawiodłem się.
"Niespodziewany gość" wskoczył na drugie miejsce mojego prywatnego rankingu książek Zamarskiej - to było coś niesamowicie ekscytującego i wciągającego. Już od pierwszej strony zostałem wciągnięty w labirynt fabularny, który musimy ułożyć niczym puzzle. Tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Mimo wielu poszlak żadna z moich hipotez się nie sprawdziła. Od początku do końca nie mogłem się oderwać i mimo ciężkich dni w pracy z emocji w trakcie czytania nawet oko mi się nie zamykało. Agata świetnie przemyślała każdy element i tym zakończeniem postawiła idealną wisienkę na torcie. Mam realne ciarki, gdy o nim myślę. Chyba w żadnej linii czasowej bym na to nie wpadł, chociaż nie jestem pewny, czy w ogóle jest na co wpadać. Zakończenie jest idealne dla tej historii, ale nie chcę nic zdradzać, by nie odebrać Wam tego. Powiem tylko, że jest naprawdę smutne, a ja takie uwielbiam. Dobre zakończenia są przereklamowane.
Zamarska ma lepsze i gorsze książki, chociaż żadna z nich nie spadła u mnie poniżej 6/10. Cieszę się, że jestem z nią od początku i jestem naprawdę pod wrażeniem różnorodności pomysłów na fabułę. "Niespodziewany gość" pokazał, jak to się powinno robić. Aż trudno mi uwierzyć, że już pięć książek minęło od jej debiutu. Koniecznie dajcie szansę Agacie, a gwarantuję Wam, że nie pożałujecie! Ja totalnie kibicuję i duma mnie rozpiera. Nowość dla mnie zyskuje 8,5/10! Myślę, myślę i myślę, co mógłbym wyróżnić w wadach powieści, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Więc dlaczego nie 10/10? Tak czuję i kropka!
"Niespodziewany gość" autorstwa Agaty Zamarskiej (Wydawnictwo Filia, seria Mroczna Strona)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Wiola była świadkiem morderstwa swoich rodziców w Wigilię. Tylko ona wie, co się wtedy wydarzyło, ale zamknęła się w sobie. Policjant Rudzki prosi swoją przyjaciółkę, psycholog Nejman, by z nią porozmawiała i wydobyła to, co...
2026-03
„Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej” autorstwa Kamila Janickiego (Wydawnictwo Poznańskie)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Reportaż historyczny opisujący brutalne zbrodnie popełniane w Polsce w okresie międzywojennym. Autor rekonstruuje sylwetki sprawców, ich czyny, procesy sądowe oraz reakcje społeczne, korzystając z bogatego materiału prasowego i archiwalnego, często wcześniej niepublikowanego.
True crime weszło mocno w krąg moich zainteresowań za sprawą książek i podcastów Renaty Kuryłowicz. Gdy zobaczyłem drugie wydanie książki Janickiego, poczułem, że może to być coś dla mnie. Autora znałem już z innej świetnej publikacji „Średniowiecze w liczbach”, która w interesujący sposób przybliża statystyczny obraz epoki średniowiecza. Niestety, „Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej” nie sprostali moim subiektywnym oczekiwaniom, choć obiektywnie są imponującą pracą.
Autor przedstawia cztery mroczne historie z okresu międzywojennego. Do każdej z nich zarysowany został szerszy kontekst historyczny, dzięki czemu czytelnik może dowiedzieć się więcej o funkcjonowaniu państwa i życiu społeczeństwa w tamtym czasie. Szczególne wrażenie robi ogrom bibliografii - research Janickiego stoi na bardzo wysokim poziomie, obejmując zarówno prasę, jak i raporty sądowe czy policyjne.
Największym problemem okazały się jednak mało interesujące sprawy i pozbawieni wyrazistej charakterystyki mordercy. Okres ich działalności przypadał na czas chaosu prawnego, co dodatkowo sprawiało, że same historie i przebieg śledztw bywały niejednoznaczne. Lektura skłoniła mnie do refleksji nad rozwojem współczesnej cywilizacji - nic nie powstawało w pełni idealnie od początku, a wiele elementów codziennego życia przeszło długą drogę ewolucji, zanim przybrało dzisiejszą formę.
Ciekawie wypada opis działalności dziennikarskiej epoki. Prasa często podawała informacje w sposób chaotyczny, myląc nazwiska, okoliczności zdarzeń lub urywając wątki bez dalszego ich rozwinięcia. Podobnie wyglądała praca ówczesnej policji - krótkie terminy na prowadzenie śledztw, sięgające czasem zaledwie dwóch tygodni, spłycały procedury dochodzeniowe. Również sami przestępcy nie stanowili szczególnie spójnych bohaterów narracji - ich wypowiedzi bywały niesystematyczne i zależne od sytuacji. Postacie po prostu nie miały żadnej charyzmy.
Generalnie "Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej" dobrze informuje o nieciekawych wydarzeniach i w tym idealnie sobie radzi. Gdybym miał zwrócić uwagę na jakieś niedociągnięcie lektury to wskazałbym zerowy poziom przyjrzenia się profilowi psychologicznemu omawianych kryminalistów. Historyczne dane były zbyt suche same w sobie by bardziej zaangażować emocjonalnie w poważne zbrodnie.
Janicki wykonał bardzo dobrą pracę dokumentacyjną, przygotowując solidną publikację historyczną. Lektura cierpi jednak z powodu mało angażujących historii i specyfiki opisywanych czasów. Nie żałuję przeczytania książki, ponieważ dowiedziałem się wiele o realiach epoki, ale prawdopodobnie pozostanę przy true crime osadzonym w okresie powojennym.
Moja ocena: 6+/10. Polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym historią międzywojnia, bardziej niż fanom klasycznego true crime.
„Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej” autorstwa Kamila Janickiego (Wydawnictwo Poznańskie)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Reportaż historyczny opisujący brutalne zbrodnie popełniane w Polsce w okresie międzywojennym. Autor rekonstruuje sylwetki sprawców, ich czyny, procesy sądowe oraz reakcje społeczne, korzystając z bogatego materiału prasowego i...
2026-03
"Obcy barbarzyńca" Ruby Dixon (Prószyński i S-ka)
Książka nie otrzymana ze współpracy i broń Was bogowie by kiedykolwiek to brać do współpracy. Książka otrzymana za karę chciwości.
Dwanaście kobiet zostaje porwanych z Ziemi i osadzonych na lodowej planecie. Tam muszą stawić czoła niebieskim kosmitom – istotom oddanym miłości, które nie cofną się przed niczym, by połączyć się ze swoją „drugą połówką”. Liz Cramer trafia na Raahosha, najstraszniejszego i najbardziej upartego z tubylców, który wierzy w nieomylność przeznaczenia i próbuje wymusić na niej symbionta.
Niestety okazało się, że niektóre z porwanych dziewczyn przeżyły i musiała pojawić się ta książka o żenujących aktach godowych między Na'vi z Temu, a ludzkimi kobietami. Czy jest w niej cokolwiek więcej? O dziwo tak, ocena części drugiej skoczyła o jedno oczko bo są fragmenty, które nie składają się tylko z dzikich aktów miłosnych i żenujących tekstów. Pomijam oczywiście fakt, że wszystko doprowadzające do tego jest absurdalne już samo w sobie. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze:
1. Raahosh porywa ludzką dziewczynę i zmusza ją do s*ksu
2. Dziewczyna wyraźnie mówi nie, ale podskórnie tego chciała więc ze strony kosmity dochodzi do gw**tu
3. Zakochują się w sobie i podobno są sobie przeznaczeni
4. Wódz plemienia karze Raahosha wygnaniem bo doszło do porwania
5. Dziewczyna się buntuje bo ona rezonuje dla niego
6. Wódz nie chce ulec by mieć szacunek w plemieniu
7. Dziewczyna grozi kosmitom, że ich zadźga
8. Wódz ulega i mogą sobie żyć na wygnaniu tylko przez 3 lata
9. Koniec :)
Oszczędziłem Wam nagminnej kopulacji w każdym punkcie. W różnych konfiguracjach, pozycjach, okazjach, emocjach i przy użyciu różnych części ciał obu stworzeń. Odradzam lekturę, chyba, że jako prezent wrogowi który wiesz, że ma taki charakter że będzie czuł potrzebę przeczytania tego do samego końca. Dla mnie SOLIDNE 3/10!
Nie pozostawię Was oczywiście bez myśli końcowej. Dla wszystkich chłopów: "Uprzedź dziewczynę zanim wciśniesz się w jej KAKAOWE OKO"!
Dobrze, że trzecia część jest ostatnią jaka ukazała się w Polsce....
"Obcy barbarzyńca" Ruby Dixon (Prószyński i S-ka)
Książka nie otrzymana ze współpracy i broń Was bogowie by kiedykolwiek to brać do współpracy. Książka otrzymana za karę chciwości.
Dwanaście kobiet zostaje porwanych z Ziemi i osadzonych na lodowej planecie. Tam muszą stawić czoła niebieskim kosmitom – istotom oddanym miłości, które nie cofną się przed niczym, by połączyć...
2026-02
„Japońska sztuka stoicyzmu” – Ken Mogi (Wydawnictwo MUZA)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Książka pokazuje, jak wykorzystać stoicyzm jako narzędzie odporności psychicznej w świecie sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych i nadmiaru bodźców. Ken Mogi łączy myśl Marek Aureliusz, Epiktet i Sokrates z neuronauką i psychologią, pokazując, że kluczem do spokoju nie jest tłumienie emocji, lecz świadome kierowanie własnymi reakcjami. To refleksyjna propozycja dla osób poszukujących równowagi i sensu w chaotycznym XXI wieku.
To niesamowite, że nurt filozofii stoickiej przetrwał od IV wieku p.n.e. aż do dziś. Już w czasach szkolnych szczególnie interesowała mnie ta szkoła filozoficzna - coś mnie w niej przyciągało. Później na wiele lat przestałem o niej myśleć, choć gdzieś w głębi nadal określałem się mianem stoika ze względu na swój spokój i cierpliwość. Teraz wiem, że stoicyzm to coś znacznie więcej niż tylko opanowanie.
W tym kontekście niezwykle inspirujące okazuje się japońskie podejście do życia. Od lat zgłębiam buddyjsko-shintōistyczną perspektywę obecną w kulturze Japonii, a japoński zen wyraźnie różni się od tradycji tybetańskiej czy chińskiej. To kulturowe tło nadaje książce dodatkową głębię.
Ken Mogi sprostał moim oczekiwaniom. Lekturę pochłania się z zaciekawieniem i czytelniczym komfortem. Mimo że autor porusza trudne zagadnienia filozoficzne - dotyczące świadomości, społeczeństwa, wszechświata czy sensu życia - książkę można określić jako lekką w odbiorze. To inteligentne i intrygujące rozważania otwartego umysłu, który zrobił na mnie duże wrażenie. Myślę, że szczególne podejście do akceptacji rzeczywistości taką jaka jest zostanie ze mną na dłużej przez kolejne lata podczas mierzenia się z problemami codzienności.
Momentami miałem jednak poczucie, że autor zatacza koło w swoich przemyśleniach. Niektóre wątki powracają w zmienionej formie, co może sprawiać wrażenie krążenia wokół tych samych idei. Nie jest to jednak poważny zarzut - książka nie jest obszerna, choć miejscami mogłaby być nieco bardziej skondensowana bez utraty głównego przesłania.
„Japońska sztuka stoicyzmu” mnie zainspirowała i uporządkowała pewne myśli. Czuję, że jej przesłanie zostanie ze mną na dłużej, ponieważ dotyka kwestii dla mnie istotnych i bardzo osobistych. Polecam ją szczególnie osobom lubiącym zadawać otwarte pytania i rozkładać idee na czynniki pierwsze. To niekoniecznie poradnik dla każdego, ale dla mnie okazał się wartościową lekturą.
Ode mnie solidne 7/10.
„Japońska sztuka stoicyzmu” – Ken Mogi (Wydawnictwo MUZA)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Książka pokazuje, jak wykorzystać stoicyzm jako narzędzie odporności psychicznej w świecie sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych i nadmiaru bodźców. Ken Mogi łączy myśl Marek Aureliusz, Epiktet i Sokrates z neuronauką i psychologią, pokazując, że kluczem...
2026-02
„Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala” autorstwa Renata Kuryłowicz (Znak JednymSłowem)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Renata Kuryłowicz dokonała bardzo rzetelnego researchu, aby przybliżyć czytelnikom postać jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców XX wieku - Jeffrey Dahmer. Autorka prowadzi nas przez jego historię od narodzin aż do śmierci, próbując odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy człowiek rodzi się zły, czy dopiero się nim staje? A jeśli to proces, to jakie wydarzenia i mechanizmy psychologiczne doprowadziły do eskalacji zaburzeń Dahmera? To pytania, które nieustannie powracają podczas lektury.
Autorkę znałem wcześniej z podcastu kryminalnego. Zainteresowany jej sposobem narracji, sięgnąłem po „Klątwy, duchy i zbrodnie”, która okazała się znakomitą lekturą. Dlatego bez obaw sięgnąłem po jej najnowszą książkę. I tym razem się nie zawiodłem. „Jeffrey Dahmer bez cenzury” czyta się niezwykle płynnie, a szczegółowość przedstawienia faktów imponuje.
Podczas lektury towarzyszył mi jednak wyraźny dysonans moralny. Z jednej strony książka wciąga i angażuje, z drugiej - przeraża świadomość, że wszystkie opisane wydarzenia wydarzyły się naprawdę. To trudne doświadczenie: fascynacja mechanizmami zła zderza się z obrzydzeniem wobec jego skutków. I właśnie ten niepokój uważam za jedną z największych sił tej publikacji.
Książkę pochłonąłem bardzo szybko. Zrobiła to, co w reportażu psychologicznym najcenniejsze - zainspirowała mnie do dalszego zgłębiania tematu. Podczas czytania zacząłem szukać archiwalnych nagrań Dahmera, by zobaczyć jego sposób mówienia, mimikę, spojrzenie. Praca Kuryłowicz obudziła we mnie potrzebę zrozumienia profilu psychologicznego sprawcy, nie po to, by go usprawiedliwiać, lecz by lepiej pojąć mechanizmy, które doprowadziły do tragedii.
„Jeffrey Dahmer bez cenzury” to bardzo mocny przedstawiciel literatury true crime - budzi emocje, szokuje, niepokoi i zmusza do refleksji. To było moje pierwsze tak pogłębione spotkanie z historią Dahmera i z pewnością nie ostatnie - już rozpocząłem oglądanie miniserialu Netflixa "Potwór: Historia Jeffreya Dahmera".
Jeśli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z literaturą true crime od rzetelnie udokumentowanej, a jednocześnie angażującej narracyjnie pozycji, najnowsza książka Renaty Kuryłowicz będzie bardzo dobrym wyborem. Myślę jednak, że także doświadczeni czytelnicy gatunku docenią jej analityczną głębię i warsztat.
Dla mnie to bardzo mocne 9,5/10. Polecam!
„Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala” autorstwa Renata Kuryłowicz (Znak JednymSłowem)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Renata Kuryłowicz dokonała bardzo rzetelnego researchu, aby przybliżyć czytelnikom postać jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców XX wieku - Jeffrey Dahmer. Autorka prowadzi nas przez jego historię od...
2026-02
„Górskie rozmowy. Ludzie, miejsca i historie z polskich gór” autorstwa Tomasza Habdasa (Wydawnictwo Znak Koncept)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Autor, przewodnik beskidzki Tomasz Habdas, zaprasza czytelnika na kolejną wyprawę - tym razem w towarzystwie ludzi gór. W książce pojawiają się historie o tatrzańskich legendach, schroniskowym życiu, Duchu Gór i czarownicach, o wilkach i niedźwiedziach, a także o wydarzeniach historycznych, które zmieniały granice i ludzkie losy.
Uwielbiam książki w formie wywiadu - zawsze są dla mnie niezwykle fascynujące, bo mogę wczuć się w dialog dwóch osób. W końcu właśnie temu służy rozmowa – wymianie myśli i doświadczeń. Autor wybrał jedenaście różnych osób, z którymi podejmuje rozmaite tematy. Co ważne, każda rozmowa jest inna i dotyczy czegoś odmiennego, dzięki czemu lektura nie nuży. Habdas mógł pójść na łatwiznę i porozmawiać wyłącznie ze swoimi kolegami przewodnikami, ale zamiast tego przybliżył czytelnikom różnorodne postaci: właścicielkę schroniska, administratora górskiego fanpage’a, autora kryminałów, burmistrza górskiej miejscowości i wielu innych. Zrobiło to na mnie duże wrażenie.
Z tą różnorodnością wiąże się jednak drobny mankament - tempo narracji bywa nierówne, ponieważ zależy od osobowości rozmówców. Szczególnie jeden z wywiadów wydał mi się mniej angażujący, choć nie chcę wskazywać konkretnie którego. Za to największe wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z Michałem Figurą, która przybliżyła mi życie dzikich drapieżnych zwierząt w Polsce w prosty i zrozumiały sposób oraz z Adamem Snarskim, która pozwoliła mi spojrzeć na pracę organów wykonawczych z większym sercem.
„Górskie rozmowy” to reportaż podróżniczy niemal idealny, ponieważ – jak mało która książka - inspiruje do samodzielnego odkrywania, zwiedzania i dostrzegania drobnych elementów codzienności. Lektura poszerzyła moje horyzonty, natchnęła i zaintrygowała. Nie będę gołosłowny - już szukam wyjazdów w Bieszczady. Habdas zrobił to, co w książkach najpiękniejsze i czego nie odda żaden klasyczny przewodnik górski: nadał swojej opowieści podmiotowość mieszkańców regionu, których łatwo polubić i zrozumieć.
Podsumowując, „Górskie rozmowy” są dla każdego - zarówno dla osób wybierających na co dzień zagraniczne wyjazdy czy leniuchowanie na plaży, jak i dla doświadczonych pasjonatów turystyki górskiej. To lektura magiczna i zapierająca dech w piersiach, która może realnie wpłynąć na sposób patrzenia na góry. Nie masz jak w tej chwili wybrać się w góry? Nic trudnego, bo lektura będzie także wspaniałym substytutem górskiego spaceru. Właśnie tak sobie wyobrażam emocje, które towarzyszą spacerowiczom. Dla mnie to zasłużone 9/10. Polecam!
„Górskie rozmowy. Ludzie, miejsca i historie z polskich gór” autorstwa Tomasza Habdasa (Wydawnictwo Znak Koncept)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Autor, przewodnik beskidzki Tomasz Habdas, zaprasza czytelnika na kolejną wyprawę - tym razem w towarzystwie ludzi gór. W książce pojawiają się historie o tatrzańskich legendach, schroniskowym życiu, Duchu Gór...
2026-02
„Łuskanie bobu w blasku księżyca” – Łuskanie bobu w blasku księżyca – Xue Mo (Wydawnictwo ArtRage)
Przekład: Marta Torbicka
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Dziadek Sinciang": Starszy mężczyzna, żyjący na granicy ubóstwa, wciąż kocha kobietę, z którą los nigdy go nie połączył, i dla tej miłości gotów jest na wszystko.
"Piękno": Młode małżeństwo zmaga się z chorobą przenoszoną drogą płciową oraz społecznym wykluczeniem.
"Łuskanie bobu w blasku księżyca": Siostrzenica odwiedza wuja, by boleśnie przekonać się o jego przemianie.
"Dziewczyny i cyjony": Dwie dziewczyny wędrują przez pustynię z wielbłądami, odważnie mierząc się z losem i bezlitosną naturą.
Tom zawiera cztery opowiadania, z czego ostatnie zajmuje ponad połowę książki i - niestety, w moim odczuciu - wypada najsłabiej. Jak dowiadujemy się z informacji od tłumaczki, tekst ten został wyrwany z kontekstu większej serii, co może tłumaczyć jego nierówną konstrukcję.
To pierwsza książka Xue Mo na polskim rynku i mam nadzieję, że nie ostatnia. Całościowo jednak w moim osobistym rankingu wypada dość przeciętnie. Trzy opowiadania wciągają, intrygują i satysfakcjonują kwiecistym, sugestywnym językiem, a jedno męczy i dłuży się niemiłosiernie.
„Piękno” szczególnie trafiło w mój gust - nie mogłem oderwać się od tej historii. Duże wrażenie zrobił na mnie obraz małych chińskich społeczności w dawnych czasach oraz motyw choroby, z którą wcześniej nie spotkałem się w żadnym medium. Skłoniło mnie to do refleksji nad codziennym życiem ludzi w przeszłości i do jeszcze większego docenienia czasów, w których przyszło nam żyć - czego nie zawsze jesteśmy świadomi. Zapadającym w pamięć, choć drastycznym fragmentem, jest scena przypalania organów płciowych dymem z żarzących się odchodów.... Niektóre historyczne sposoby leczenia jeżą ciarki na plecach.
„Dziewczyny i cyjony” to najdłuższe, a zarazem najbardziej nużące i wymagające opowiadanie w zbiorze. Udało mi się jednak dostrzec jego atut - interesującą perspektywę na zachodnie regiony Chin, zamieszkiwane przez około 4% populacji kraju (co i tak oznacza około 56 milionów ludzi). Pustynia, wielbłądy, cyjony, samotność i bezkresne przestrzenie - elementy kojarzące mi się dotąd głównie z Afryką - tutaj nabrały nowego kontekstu.
Pozostałe dwa opowiadania nie są ani szczególnie wybitne, ani słabe. Dość szybko zatarły się w mojej pamięci, dlatego myślę, że zasługują na ponowną lekturę - zwłaszcza że objętościowo stanowią tylko symboliczną część tomu.
Cieszę się, że sięgnąłem po Serię Fikcji wydawnictwa ArtRage. Nawet jeśli nie do końca odnalazłem się w „Łuskaniu bobu w blasku księżyca”, nie mogę odmówić tej książce świeżości i oryginalności na polskim rynku. Fanom literatury chińskiej i realiów kulturowych Państwa Środka polecam ją bez wahania. Pozostali czytelnicy powinni jednak dobrze rozważyć, czy to pozycja dla nich. Moja ocena: 5/10.
„Łuskanie bobu w blasku księżyca” – Łuskanie bobu w blasku księżyca – Xue Mo (Wydawnictwo ArtRage)
Przekład: Marta Torbicka
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Dziadek Sinciang": Starszy mężczyzna, żyjący na granicy ubóstwa, wciąż kocha kobietę, z którą los nigdy go nie połączył, i dla tej miłości gotów jest na wszystko.
"Piękno": Młode małżeństwo zmaga się...
2026-02
„Gdzie jesteś, siostrzyczko?” autorstwa Maxa Czornyja (Wydawnictwo Filia, Seria Mroczna Strona)
Książka otrzymana w ramach współpracy
Podczas luksusowej kolacji walentynkowej w Hotelu Loret znika córka właścicieli, Ewa. Rok później przeszłość wraca, a wraz z nią ukryte tajemnice i wzajemne oskarżenia. W świecie pozornego luksusu rozpoczyna się niebezpieczna gra, w której nikt nie jest bez winy, a odkrycie prawdy okazuje się dopiero początkiem konsekwencji.
To moje drugie spotkanie z twórczością Czornyja po „Maestro” i myślę, że nie ostatnie, ale w zdrowszych, rzadszych dawkach. „Gdzie jesteś, siostrzyczko?” czyta się poprawnie - wciąga i intryguje serią zagadkowych zaginięć akurat w walentynki. Mam słabość do motywu mrocznego hotelu, aczkolwiek ten sam w sobie nie jest szczególnie mroczny, jednak kojarzy mi się z serią „Silent Hill”, „Lśnieniem” i paroma innymi thrillerami. To dobre skojarzenia, które napędzały moją ciekawość.
Jednak po odkryciu całości nie poczułem się szczególnie usatysfakcjonowany. Sieć intryg i splot powiązań były dla mnie nieco wymuszonym motywatorem działań oprawcy. Nie do końca kupiłem tę konstrukcję.
Również jeśli chodzi o używany język, coś mi w nim nie grało, choć nie jestem w stanie jednoznacznie wskazać, co dokładnie. Nie było tego „flow”, dzięki któremu płynąłbym razem z fabułą. Może najbliższa byłaby tu metafora meandrującej rzeki. Wciąż czytało się dobrze, ale ostre zakręty sygnalizowały mi, bym zachował wysoki poziom skupienia przy śledzeniu wydarzeń.
Najgorzej w moim odczuciu wypadły postacie, które w żadnym stopniu nie budziły we mnie emocji - nie były ani źle, ani szczególnie dobrze napisane. Pozostały poprawne i mało angażujące. Na pierwszy plan wysuwa się ekscentryczna Pani Detektyw z silną parą w ręce i to ją zapewne zapamiętam na dłużej. Zapowiadany w blurbie suspens „nikt nie jest niewinny” nie wybrzmiał w pełni w samej historii. Miałem dość jasną wizję tego, kto jest „zły”, a kto jedynie „mniej zły”. Na plus jednak fakt, że nie było tu postaci całkowicie krystalicznych, co podkreślało pewien realizm powieści.
„Gdzie jesteś, siostrzyczko?” okazała się poprawną lekturą na dwa wieczory – nieszczególnie angażującą zmysły i szybko rozmywającą się w kłębach różnych historii. Nie żałuję jednak jej przeczytania - pozwoliła mi nieco lepiej poznać warsztat Czornyja, szczególnie jak na książkę napisaną w dwa tygodnie. Napięcie było budowane rzetelnie, a wielogłosowa narracja, oddająca perspektywę różnych postaci, stanowiła ciekawy zabieg, który doceniłem aż do ostatniej kropki.
Moja ocena to 6/10. Polecam fanom twórczości Czornyja!
„Gdzie jesteś, siostrzyczko?” autorstwa Maxa Czornyja (Wydawnictwo Filia, Seria Mroczna Strona)
Książka otrzymana w ramach współpracy
Podczas luksusowej kolacji walentynkowej w Hotelu Loret znika córka właścicieli, Ewa. Rok później przeszłość wraca, a wraz z nią ukryte tajemnice i wzajemne oskarżenia. W świecie pozornego luksusu rozpoczyna się niebezpieczna gra, w której...
2026-02
"Tydzień, zanim umrę" autorstwa Seo Eun-chae (Wydawnictwo Znak Literanova)
Tłumaczenie: Łukasz Janik
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Tydzień to było za mało, żeby zrobić razem wszystko o czym marzyłem."
Hee-wan od sześciu lat żyje ze stratą Nam-u - chłopaka, który zginął w wypadku, zanim zdążyła wyznać mu miłość. Gdy niespodziewanie spotyka go na ulicy, jej uporządkowany świat rozpada się na kawałki. Według legendy Śmierć przychodzi pod postacią ukochanej osoby… a to oznacza, że jej czas dobiega końca. Zostaje im siedem dni - by nadrobić to, czego nie zdążyli przeżyć, i sprawdzić, czy uczucie może okazać się silniejsze niż przeznaczenie.
Debiut Seo Eun-chae zupełnie mnie zaskoczył. Podchodziłem do tej książki z umiarkowanymi oczekiwaniami - realizm magiczny nie należy do moich ulubionych konwencji. Tymczasem otrzymałem historię, która poruszyła mnie bardziej niż większość ostatnich lektur.
Najmocniej ujęła mnie warstwa językowa - styl jest jednocześnie kwiecisty i prosty, emocjonalny, ale nienachalny. Autorka zachowuje idealny balans między formą a treścią, nie popadając ani w przesadny patos, ani w suchość przekazu. Początkowo dezorientowało mnie przeplatanie teraźniejszości z retrospekcjami bez wyraźnych oznaczeń, jednak szybko dostrzegłem rytm tej konstrukcji i dalej śledziłem fabułę z pełnym zaangażowaniem.
To książka, którą czyta się z rumieńcem na twarzy i ciepłem w sercu - choć zdecydowanie nie jest to historia „lekka”. Wręcz przeciwnie: bywa bolesna i potrafi wycisnąć ostatnie łzy.
Bohaterowie są autentyczni, a ich emocje wiarygodne. Jedna historia ukazana zostaje z kilku perspektyw, misternie splecionych w sieć relacji. Dużą przyjemność sprawiło mi ponowne przeżywanie kluczowych scen - za każdym razem z innego punktu widzenia. Chwilowym utrudnieniem było odróżnianie niektórych postaci - głównie ze względu na koreańskie imiona i nazwiska, do których nie jestem jeszcze w pełni przyzwyczajony.
Całość wybrzmiała spójnie, a element realizmu magicznego - którego początkowo się obawiałem - okazał się nie ozdobnikiem, lecz nośnikiem sensu i emocjonalnej głębi. Jestem tą historią zauroczony. Nawet teraz, pisząc te słowa, czuję przyjemne ciarki na wspomnienie tego, co przeżyłem razem z bohaterami. Warto w tym miejscu zwrócić także uwagę na refleksję jaką książka ze sobą niesie - porusza tematy takie jak śmierć, żałoba, samotność, poczucie czasu. Lektura może okazać się silnym motywatorem do działania tu i teraz, nie odkładając rzeczy na później. Nawet śmierć kogoś ważnego dla nas nie powinna być końcem naszego życia.
"Tydzień, zanim umrę" okazał się moim odkryciem miesiąca i bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Książka jest po prostu niebywała i polecam ją każdemu, zwłaszcza fanom azjatyckiej literatury.
Dla mnie zasłużona ocena 9/10. Na pewno będę śledził kolejne poczynania autorki, bo jej niezapomniana fabuła i subtelny język robią na mnie niesamowite wrażenie."
"Tydzień, zanim umrę" autorstwa Seo Eun-chae (Wydawnictwo Znak Literanova)
Tłumaczenie: Łukasz Janik
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Tydzień to było za mało, żeby zrobić razem wszystko o czym marzyłem."
Hee-wan od sześciu lat żyje ze stratą Nam-u - chłopaka, który zginął w wypadku, zanim zdążyła wyznać mu miłość. Gdy niespodziewanie spotyka go na...
2026-02
"Chibinego. Niezwykła restauracja wspomnień" autorstwa Yuty Takahashiego (Dom Wydawniczy Rebis)
Tłumaczenie: Anna Koike-Kamińska
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Kotoko, Taiji i Yoshio noszą w sobie ból po stracie bliskich. Przyciąga ich nadzieja, że wyjątkowe potrawy przygotowywane przez Kaia i jego matkę pozwolą im jeszcze raz zobaczyć ukochane osoby i powiedzieć to, czego nie zdążyli. Czy wszystkim będzie dane takie pożegnanie?
Z czym Wam się to kojarzy? Bo mnie - kropka w kropkę - z „Zanim wystygnie kawa”. I to bardzo dobre skojarzenie! Zwłaszcza że zasady bywają podobne, jak choćby to, że można porozmawiać ze zmarłą osobą, dopóki danie nie wystygnie. Nie chcę jednak, by ta recenzja opierała się wyłącznie na porównaniu tych dwóch tytułów, nawet jeśli skojarzenia pojawiają się same. Podobnie jest z „Kamogawą. Tropicielami smaków”, gdzie gotowanie również wiąże się ze wspomnieniami.
Mimo licznych podobieństw „Chibineko” ma własną, wyraźną tożsamość i klimat. Książkę Takahashiego czyta się niezwykle przyjemnie - wciąga i wzrusza niemal przy każdym rozdziale, tworząc godnego przedstawiciela cozy azjatyckich, komfortowych historii o niezwykłym lokalu usługowym z kotem w tle. Każda historia ma swój ciężar emocjonalny, który trudno opisać słowami: pewnego rodzaju katharsis ze wzruszeniem i melancholią.
Lekturę wzbogacają wyraziste i autentyczne postacie, które zapadają w pamięć - łatwo im kibicować i współodczuwać ich emocje. Każde opowiadanie jest w pewien sposób powiązane z pozostałymi, a obok tajemniczego kucharza pojawiają się znajome twarze. On sam również zyskuje pełniejszą tożsamość w ostatniej historii. Całość jest spójna, logiczna i satysfakcjonująca. Niektóre opowieści chwytają za serce i skłaniają do refleksji nad pożegnaniami oraz nad docenianiem drobnych chwil - niczym własne haiku. Dodatkowego kolorytu dodaje mewa japońska (umineko), budująca jasny, nadmorski krajobraz dla rozgrywających się wydarzeń. Przy okazji dowiedziałem się też czegoś nowego o faunie Dalekiego Wschodu.
„Chibineko” przeczytałem w jeden dzień, za jednym zamachem - z uśmiechem, który długo nie schodził mi z twarzy. Jeśli nie znudziła Was jeszcze ta sprawdzona formuła (backstory → wizyta w restauracji → pojawia się duch → moment wzruszenia i wybaczenia → pogodzenie się z losem), zdecydowanie polecam.
Polski debiut Takahashiego w moim rankingu „kawopodobnych” historii plasuje się bardzo wysoko i z zainteresowaniem będę czekał na kolejne części serii.
Moja ocena: 8,5/10.
"Chibinego. Niezwykła restauracja wspomnień" autorstwa Yuty Takahashiego (Dom Wydawniczy Rebis)
Tłumaczenie: Anna Koike-Kamińska
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Kotoko, Taiji i Yoshio noszą w sobie ból po stracie bliskich. Przyciąga ich nadzieja, że wyjątkowe potrawy przygotowywane przez Kaia i jego matkę pozwolą im jeszcze raz zobaczyć ukochane osoby i...
2026-01
"Wyjście nr 8" autorstwa scenarzysty filmowego Genkiego Kawamury (Wydawnictwo Kirin)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Nie przeocz żadnych nieprawidłowości - a jeśli je znajdziesz, zawróć. Jeśli nie - idź dalej, aż dojdziesz do wyjścia nr 8.
Bezimienny mężczyzna gubi się w labiryncie podziemnych korytarzy metra, kierując się jedynie tajemniczą tablicą. Spotykane po drodze anomalie są niepokojące i przerażające, a każdy krok przybliża go do enigmatycznego, nieuchwytnego celu.
Moja wiedza o historii kończyła się na vlogu, w którym YouTuberka "Nieuczesana" opowiadała o podkładaniu głosu w filmie. Tylko i aż tyle. Z filmami mi ostatnio nie po drodze, stąd wolałem sięgnąć po książkę - i okazała się dobra. Po prostu dobra!
"Wyjście nr 8" to książka ekstremalnie krótka, na granicy opowiadania (111 stron), ale technicznie napisana solidnie - historię łatwo zrozumieć i bez problemu śledzić aż do końca. Nie była specjalnie wymagająca, ale mimo to w pewnym momencie pogubiłem się i musiałem jeden rozdział czytać ponownie. Niemniej byłem ciekawy, czym okaże się cała „anomalia”.
Autora nie znałem z innych dzieł, które, z tego co wiem, nie były thrillerami, ale poradził sobie dobrze. Co prawda wielkiego napięcia nie było i brakowało tzw. głębi, ale myślę, że jego scenariusz na ekranach kin sprawdziło się znacznie lepiej. To po prostu wystarczająco dobra książka - bez szczególnych zachwytów, ale i wad. Dała mi 2–3 godziny dobrej zabawy i zasiała szczyptę refleksji po zakończeniu.
Trudno mi powiedzieć, dla kogo jest ta pozycja, ale chyba dla takich jak ja - którzy nie chcą oglądać filmu, albo dla tych, którzy naprawdę pokochali film i chcą spędzić jeszcze trochę czasu w tej historii. Ja wystawiam solidne 6,5/10.
"Wyjście nr 8" autorstwa scenarzysty filmowego Genkiego Kawamury (Wydawnictwo Kirin)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Nie przeocz żadnych nieprawidłowości - a jeśli je znajdziesz, zawróć. Jeśli nie - idź dalej, aż dojdziesz do wyjścia nr 8.
Bezimienny mężczyzna gubi się w labiryncie podziemnych korytarzy metra, kierując się jedynie tajemniczą tablicą....
2026-01
"Wenecja. Mały atlas hedonistyczny" Lucie Tournebize, Guillaume Dutreix (Wydawnictwo Znak Koncept). Tłumaczenie: Justyna Nowakowska.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Wenecja. Mały atlas hedonistyczny" to nowoczesny przewodnik dla osób szukających autentycznego oblicza miasta. Podzielony na dzielnice, oferuje mapy, autorskie rekomendacje miejsc, lokalne smaki, trasy spacerowe i inspiracje kulturalne. Całość uzupełniają fotografie oddające klimat Wenecji poza turystycznym tłumem.
Do tej pory czytałem jednego przedstawiciela tej serii dotyczącego Paryża i byłem zachwycony przedstawioną zawartością. Hedonizm w tej serii jest silny, nie pozwalając zejść uśmiechowi z twarzy nawet na chwilę. Autorzy zabierają nas w podróż, która nad informację przekłada to, jak czytelnik czuje się podczas tego doświadczenia - a czuje się niesamowicie przyjemnie, zwiedzając Wenecję od bardzo popularnych miejsc aż po te mniej uczęszczane. W 2022 roku byłem w Wenecji, ale z racji kosztów i czasu zobaczyłem tylko mały ułamek tego pięknego miasta. Co tu dużo mówić - zakochałem się. Dlatego Mały atlas hedonistyczny okazał się dodatkową motywacją do krótkich spacerów i podziwiania widoków, nawet jeśli tylko w mojej wyobraźni.
Seria atlasów hedonistycznych może nie jest szczególnie atlasowa, ale za to bardzo albumowa. Zdjęcia są duże, szczegółowe, pięknie wykonane i wydrukowane w najwyższej jakości. Ta publikacja po prostu stoi niesamowitymi zdjęciami i to one działają na nasze zmysły najbardziej. Doświadczenie porównywalne jest z wizytą w galerii sztuki, podczas której to właśnie zmysł wzroku dostarcza nam szereg przyjemnych bodźców. Wenecja jest przepięknym miejscem i to była ogromna satysfakcja poznać ją z kolejnych stron wraz z informacjami o jedzeniu, mieszkańcach, zabudowie, architekturze, ubiorach, winie, kawie, z drobnymi propozycjami na spacery, które potrafią zapaść w pamięć.
Nie możesz pozwolić sobie przez najbliższy czas na wyjazd? Seria małych atlasów hedonistycznych w niewielkim stopniu zaspokoi tę potrzebę poznawania piękna świata. Wydawnictwo Znak Koncept przypomina, ile jest cudownych i niezapomnianych miejsc na świecie - inspiruje, motywuje, wzbogaca kulturowo i emocjonalnie oraz zapewnia świetną rozrywkę.
Jak dla mnie, lektura otrzymuje zasłużone 9/10 gwiazdek. Czekam na kolejne publikacje z serii, bo jestem w nich po prostu zakochany. Polecam!
"Wenecja. Mały atlas hedonistyczny" Lucie Tournebize, Guillaume Dutreix (Wydawnictwo Znak Koncept). Tłumaczenie: Justyna Nowakowska.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
"Wenecja. Mały atlas hedonistyczny" to nowoczesny przewodnik dla osób szukających autentycznego oblicza miasta. Podzielony na dzielnice, oferuje mapy, autorskie rekomendacje miejsc, lokalne...
2026-01
„Poniedziałek z matchą” – Michiko Aoyama
(Wydawnictwo Relacja)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W Marble Café matcha staje się czymś więcej niż napojem - daje ukojenie i pomaga odnaleźć siłę do zmian. Raz w miesiącu kawiarnia zaprasza zagubionych gości na wyjątkową degustację, która przynosi spokój i nadzieję. To ciepła opowieść o nowych początkach, drugich szansach i uzdrawiającej mocy spotkań.
To kolejna perła w dorobku wydawniczym Relacji, która bardzo przypadła mi do gustu. Azjatyckie cozy lektury mają w sobie coś, co przypomina mi, dlaczego tak bardzo lubię czytać i jak magicznym przeżyciem potrafi być literatura. „Poniedziałek z matchą” to już czwarta książka tej autorki dostępna na polskim rynku i - choć nie uważam jej za najlepszą - wciąż niezwykle wartościowa. Najbliżej mojemu sercu pozostają „Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece” oraz „W księżycowym lesie”, jednak zarówno kakao, jak i matcha Aoyamy mają unikatowy styl narracji, który niezmiennie skłania mnie do refleksji.
Mimo obecności w blurbie Marble Café pojawia się w samej historii stosunkowo rzadko. Wynika to z konstrukcji powieści - poznajemy różnych bohaterów na przestrzeni dwunastu miesięcy, co tworzy wzajemnie powiązany łańcuch opowieści. Powstaje subtelna siatka relacji, która skłania do myślenia o tym, ilu ludzi spotkaliśmy w swoim życiu i jak każdy z nich niesie własną historię. Być może nawet drobnym gestem wpłynęliśmy na jej bieg.
Podział rozdziałów na miesiące, w duchu buddyjskim charakterystycznym dla Japonii, zwraca uwagę na przemijanie oraz zmiany zachodzące w otaczającym nas świecie. W efekcie „Poniedziałek z matchą” zaczyna przypominać bardziej haiku niż klasyczną powieść - zbiór ważnych, ulotnych chwil, które chce się zapamiętać.
To wspaniała lektura dla wszystkich miłośników cozy literatury pięknej. Dla mnie - po raz kolejny - wysoka ocena: 8/10. Polecam.
„Poniedziałek z matchą” – Michiko Aoyama
(Wydawnictwo Relacja)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W Marble Café matcha staje się czymś więcej niż napojem - daje ukojenie i pomaga odnaleźć siłę do zmian. Raz w miesiącu kawiarnia zaprasza zagubionych gości na wyjątkową degustację, która przynosi spokój i nadzieję. To ciepła opowieść o nowych początkach,...
2026-01
„Zapiski z Kociego Kraju” Lao She (Wydawnictwo Yumeka). Przekład z języka chińskiego: Magdalena Stoszek-Deng.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W Kocim Kraju marazm i moralny upadek stały się codziennością. Gorzko-ironiczna antyutopia Lao She z 1932 roku wciąż zaskakuje aktualnością, będąc jednocześnie fantastyczną opowieścią i przenikliwym komentarzem na temat polityki, społecznej bierności oraz utraty złudzeń.
Jako osoba zainteresowana literaturą azjatycką i w pewnym stopniu zaznajomiona z historią różnych regionów świata, byłem ciekaw, jak wyglądała literatura chińska sprzed rządów Mao Zedonga. Komunistyczne Chiny istnieją od dziesięcioleci, jednak uświadomienie sobie, że niespełna sto lat temu to państwo funkcjonowało w zupełnie innej formie, otwiera oczy na wiele aspektów współczesnego postrzegania rzeczywistości.
Niestety sam odbiór „Zapisków z Kociego Kraju” nie był u mnie entuzjastyczny. W gruncie rzeczy książka zupełnie mi się nie spodobała i trudno było mi ją jednoznacznie ocenić. Rozumiem kontekst jej powstania, jednak jako współczesny czytelnik z innego kręgu kulturowego nie byłem w stanie w pełni jej docenić. Satyra w dużej mierze opiera się na odniesieniach do chińskiego społeczeństwa sprzed wojny, którego realiów po prostu nie znam. Nawet przejaskrawione uzależnienie kotoludzi od liści kocimiętki nawiązuje do wojen opiumowych - wydarzeń, o których moja wiedza pozostaje dość powierzchowna.
W efekcie lektura „Zapisków z Kociego Kraju” była dla mnie nużąca. Nie bawiła mnie ani przez moment. Powolne tempo narracji samo w sobie mi nie przeszkadza i nie uznaję go za główny problem tej książki, choć dla porządku recenzenckiego warto zaznaczyć, że często pojawia się ono w opiniach czytelników. To jednak tytuł, który zapamiętam na długo i cieszę się, że miałem okazję go poznać. Stawiam go gdzieś obok „Autostopem przez Galaktykę” - książki o pewnych cechach wspólnych, która również zupełnie do mnie nie trafiła.
Trudno mi wystawić tej powieści ocenę 2/10, ponieważ jej wartość literacką postrzegam znacznie wyżej. Jednocześnie moja przyjemność z czytania była znikoma i ulotniła się po około trzydziestu stronach. Niemniej dla miłośników historii Chin będzie to pozycja niemal obowiązkowa - pod warunkiem, że potraktują ją z przymrużeniem kociego oka.
„Zapiski z Kociego Kraju” Lao She (Wydawnictwo Yumeka). Przekład z języka chińskiego: Magdalena Stoszek-Deng.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
W Kocim Kraju marazm i moralny upadek stały się codziennością. Gorzko-ironiczna antyutopia Lao She z 1932 roku wciąż zaskakuje aktualnością, będąc jednocześnie fantastyczną opowieścią i przenikliwym komentarzem na...
2026
„Gry, których nie było” - Frank Gasking (Wydawnictwo Gamebook)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Reporterska publikacja o niewydanych grach wideo z lat 1975-2015. Oparta na licznych wywiadach odsłania kulisy powstawania i anulowania projektów tworzonych na automaty arcade, komputery oraz konsole. To hołd dla tytułów, które nigdy nie trafiły na rynek, z osobnym rozdziałem poświęconym skasowanym polskim produkcjom.
Gamebook po raz kolejny nie zawiódł, wydając na polskim rynku wartościową książkę o grach. Tym razem otrzymujemy ponad 700-stronicowe kompendium o projektach, w które nigdy nie mogliśmy zagrać - z różnych powodów.
Zawsze jest coś smutnego w historii wyczekiwanych gier, które zostają anulowane. Takie sytuacje są jednak częścią branżowej rzeczywistości. Piszę te słowa tuż po informacji o anulowaniu remake’u Prince of Persia: The Sands of Time (2026 remake). Twórcy gier często budują duże zainteresowanie wokół tytułów, bo poza aspektem artystycznym liczy się także biznes. Później jednak projekt może trafić do kosza z różnych przyczyn - od konfliktów w zespole, przez problemy finansowe, aż po błędne oszacowanie kosztów.
„Gry, których nie było” stanowi świetną encyklopedię i hołd dla produkcji, które mogły ujrzeć światło dzienne. Książkę uzupełniają wysokiej jakości ilustracje, rysunki koncepcyjne, zrzuty ekranów oraz wywiady z twórcami.
Mam jednak wrażenie, że mimo dużej objętości niektórych tytułów mogło zabraknąć. Moja codzienna obserwacja branżowych wiadomości sprawia, że spodziewałem się większej liczby rozpoznawalnych projektów - wiele opisanych gier było mi wcześniej zupełnie nieznanych. Z drugiej strony to zaleta, ponieważ nawet przy sporej wiedzy o branży można odkryć nowe historie.
Autor podjął się ogromnej i rzetelnej pracy badawczej, która zdecydowanie była warta wysiłku. Otrzymujemy wartościowy materiał do wielotygodniowego poznawania historii branży. Cieszę się, że wybrano format, który nie jest przesadnie duży, ponieważ wpływa to pozytywnie na komfort czytania.
W obecnej formie książka zachowuje dobry balans między rozmiarem, przystępnością i jakością treści. Gamebook po raz kolejny pokazuje, dlaczego jest jednym z moich ulubionych wydawnictw - także dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu Zbigniewa Jankowskiego.
Podobnie jak inne publikacje tego wydawnictwa, „Gry, których nie było” jest książką wartą polecenia. Ode mnie solidne 9/10.
„Gry, których nie było” - Frank Gasking (Wydawnictwo Gamebook)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Reporterska publikacja o niewydanych grach wideo z lat 1975-2015. Oparta na licznych wywiadach odsłania kulisy powstawania i anulowania projektów tworzonych na automaty arcade, komputery oraz konsole. To hołd dla tytułów, które nigdy nie trafiły na rynek, z...
„Nie mówi się takich rzeczy” autorstwa Hanna Krall i Zbigniew Libera (Wydawnictwo Znak Literanova)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Miniatury reporterskie Hanny Krall ukazują świat, w którym prawda kryje się w szczegółach i wymaga od czytelnika pełnej uważności. Tekstom towarzyszą rysunki Zbigniewa Libery, współtworzące obraz rzeczywistości, w której pamięć staje się jednocześnie obowiązkiem i ciężarem.
Mam wrażenie, że niektóre książki stawiają przed czytelnikiem bardzo wysokie wymagania interpretacyjne – i niestety często się na tym „wykładam”. Sięgając po bardziej ambitną literaturę, nie zawsze potrafię odnaleźć w niej coś dla siebie. Tak właśnie było w przypadku „Nie mówi się takich rzeczy”. To pozycja niewątpliwie ważna i głęboka, ale jednocześnie gęsta od metafor i znaczeń, które wymagają wielokrotnego namysłu.
To książka, przy której trzeba się zatrzymać, analizować niemal każde zdanie, a najlepiej wracać do niej kilkukrotnie. Otrzymujemy tekst pełen skrótów myślowych, niedopowiedzeń i ciszy - rozproszony między fragmentami reportażu, esejem i osobistą refleksją. To forma trudna do jednoznacznego sklasyfikowania, ale jednocześnie bardzo charakterystyczna dla stylu Krall.
Warstwę wizualną tworzą prace Libery, które - przynajmniej w założeniu - mają pogłębiać metaforyczny wymiar całości. W moim odbiorze nie zawsze łączyły się one z tekstem w spójną całość, choć same w sobie są estetycznie interesujące.
Przed napisaniem tej recenzji zapoznałem się z opiniami innych czytelników i natrafiłem głównie na zachwyty nad emocjonalnością tej książki. Tym bardziej odczuwam pewien dysonans - nie potrafiłem odnaleźć w niej tego, co poruszyło innych. Być może to kwestia mojej wrażliwości lub czytelniczego przygotowania.
Bez uchwycenia głębszego sensu i filozoficznego kontekstu książka okazała się dla mnie mało angażująca i niezbyt zapadająca w pamięć. Dlatego, pozostając w zgodzie ze swoim odbiorem, oceniam ją na 5/10. Polecam ją przede wszystkim czytelnikom dobrze zaznajomionym z twórczością Hanny Krall oraz tym, którzy cenią wymagającą, refleksyjną literaturę. Zdecydowanie nie jest to propozycja dla osób szukających lekkiej i łatwej rozrywki.
„Nie mówi się takich rzeczy” autorstwa Hanna Krall i Zbigniew Libera (Wydawnictwo Znak Literanova)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Miniatury reporterskie Hanny Krall ukazują świat, w którym prawda kryje się w szczegółach i wymaga od czytelnika pełnej uważności. Tekstom towarzyszą rysunki Zbigniewa Libery, współtworzące obraz rzeczywistości, w której...