rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

   Sięgając po "Wzgardę" Pauliny Hendel, liczyłam na dobrą lekturę, zważywszy na to, że jej "Wisielcza góra" bardzo przypadła mi do gustu. Jednocześnie nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać, opis został skonstruowany bardzo tajemniczo, zdradzając nam zaledwie szczątki tego, co możemy w niej znaleźć, dzięki czemu ten tytuł jeszcze bardziej przyciągał.

   Historia od samego początku miesza w głowie, gdyż z jednej strony wydaje się być zwykłym kryminałem, gdzie policjant wraz ze swoim zastępcą, mają do rozwikłania pewną zagadkę. I tak też jest przez część tej książki, że wciągamy się w naprawdę fajny thriller, w którym wraz z bohaterami próbujemy odkryć tajemnice. Ale! I tutaj Was zaskoczę - mamy wprowadzone elementy magiczne. Mianowicie, zastępcą naszego naczelnika okazuje się być ogr! Żeby nie było za nudno, ogrów znajdziemy w tej książce o wiele więcej i będziemy mogli co nieco dowiedzieć się o ich rytuałach itd.

   Szczerze mówiąc, to ta wizja podczas czytania troszkę mi uciekała i gdyby nie częste wspominanie o naszym drugim bohaterze, to mogłabym całkowicie zapomnieć o tym szczególe, gdyż tak wciągnęła mnie ta książka, że te magiczne drobnostki jakoś szybko wyparowywały z mojej głowy, na rzecz śledztwa. A no nie powiem, tutaj trochę się działo. Najważniejszą kwestią było to, że wszystkie tropy prowadziły do domu, w którym kilkanaście lat wstecz doszło do istnej rzezi na całej rodzinie.

   Dodatkowym atutem tej historii jest wprowadzenie wątku prawdziwych baśni, tych z obcinaniem pięt itd, w celu zastraszania jednej z bohaterek. No tu byłam szczerze ciekawa, jak rozwinie się ten wątek, jednocześnie byłam wstrząśnięta tym, jak ta osoba była traktowana.

   Było tutaj tyle wplecionych wątków, że zabrakłoby mi dnia, by je wymienić. Wprowadzały one chaos, jednocześnie sprawiając, że historia stawała się coraz to ciekawsza. A gdy te wszystkie wątki zaczęły się ze sobą w jakiś pokręcony sposób łączyć - no miło się zaskoczyłam.

   To połączenie kryminału i fantastyki było tak pokręcone, a jednocześnie tak dobre, że nie potrafię sensownie opisać tego, jak się czułam podczas czytania. Ta historia wzbudziła we mnie tyle różnych emocji, przez fascynację po zaskoczenie, czasem dezorientację, z racji tego, że tyle się tam działo. Dosłownie wywołała istny mętlik w mojej głowie.

   Dziękuję serdecznie wydawnictwu oraz Autorce za możliwość przeczytania jej. Ciężko jest ubrać mi w słowa wszystko, co się tam działo, ale jedno wiem na pewno - muszę sięgnąć po kolejny tom! Polecam!
  

   Sięgając po "Wzgardę" Pauliny Hendel, liczyłam na dobrą lekturę, zważywszy na to, że jej "Wisielcza góra" bardzo przypadła mi do gustu. Jednocześnie nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać, opis został skonstruowany bardzo tajemniczo, zdradzając nam zaledwie szczątki tego, co możemy w niej znaleźć, dzięki czemu ten tytuł jeszcze bardziej przyciągał.

  ...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Gdy zobaczyłam zapowiedź "Świetlistego miecza", od razu pomyślałam, że z chęcią bym ją przeczytała. Po pierwsze byłam ciekawa historii Króla Artura, okrągłego stołu, tych wszystkich potyczek rycerzy itd. Dodatkowo na samej górze okładki jest widoczna polecajka od Rebecci Yarros, a że uwielbiam jej pióro, to tym bardziej byłam ciekawa, co znajdę w tym grubasku. No nie oszukujmy się, ale ta książka ma ponad 700 stron, także jednocześnie kusiła swoją treścią, a z drugiej strony bałam się jej objętości.

   Co mogę powiedzieć o tej historii? Szczerze - bardzo mało. Mam naprawdę wielki mętlik w głowie po niej. Pierwsze 100 stron to była męka, bo totalnie nic do mnie nie docierało, dopiero później jakoś tak się w nią wkręciłam. Słuchałam sobie audiobooka i z rozdziału na rozdział zmieniałam o niej zdanie. Na samym początku miałam ochotę ją po prostu porzucić, ale coś mnie jednak przekonało, by tego nie robić. Nie wiem, czy to była kwestia ciekawości, co w niej dalej będzie się dziać, tego czy w końcu zrozumiem jej sens, czy może głos lektora, który mnie wyciszał.

   Ta książka od początku aż do samego końca była dla mnie wyzwaniem, niestety nie zrozumiałam, jaki miała sens, może po prostu nie miała go mieć? Wiem, o czym była, do czego bohaterzy starali się doprowadzić, jakich wartości bronili, ale jednocześnie nie jestem tego pewna. Historia miała pokazać nam, jak oddani byli rycerze wobec Króla Artura, pokazała nam inną stronę Merlina, czy też Lancelota. Sam Autor na samym końcu wspomniał, że "Świetlisty miecz" miał być właśnie taką inną historią, zawiłą, taką, którą każdy odbierze inaczej, tak przynajmniej ja zrozumiałam jego słowa. Napisał o tym, że w książce pojawiają się postacie, których nie powinno tam być, bo żyli w zupełnie innych czasach niż Król Artur. Dzięki jego słowom doszło do mnie, że nie musiałam zrozumieć tej książki, by dobrze się z nią bawić.

   Tak, pomimo mojego niezrozumienia, zagubienia w tej historii, to mogę szczerze przyznać, że dobrze się z nią bawiłam. Słuchanie audiobooka mnie odprężyło i po pierwszych złych chwilach sprawiło, że chciałam więcej.

  Dziękuję serdecznie wydawnictwu za egzemplarz! Choć nie była to historia, która skradłaby moje serce, to mimo wszystko miło spędziłam z nią czas. Jeśli lubicie arturiańskie klimaty, to jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł!

   Gdy zobaczyłam zapowiedź "Świetlistego miecza", od razu pomyślałam, że z chęcią bym ją przeczytała. Po pierwsze byłam ciekawa historii Króla Artura, okrągłego stołu, tych wszystkich potyczek rycerzy itd. Dodatkowo na samej górze okładki jest widoczna polecajka od Rebecci Yarros, a że uwielbiam jej pióro, to tym bardziej byłam ciekawa, co znajdę w tym grubasku. No nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Do "Ja, Anielica" wracam po raz trzeci, po latach. Jest to jedna z moich ulubionych serii i jeśli dobrze pamiętam, to właśnie od niej zaczęła się moja miłość do fantastyki, a przede wszystkim do motywu diabelsko-anielskiego.

   Powrót do tej serii to coś, co mnie uszczęśliwia, sprawia, że na starcie wiem, że się nie zawiodę, a wręcz przeciwnie, że ponownie zakocham się w świecie przedstawionym przez Autorkę. Z pewnością każdy z Was ma taki tytuł, po który może sięgnąć, gdy dopada go zastój czytelniczy, albo żadna książka nie potrafi wzbudzić w Was większych emocji, a przez to jesteście sfrustrowani. I wtedy myślicie o właśnie tym tytule, czy też całej serii, która wyrwie Was z tego stanu. Seria o Wiktorii Biankowskiej jest właśnie takim moim comfort readem.

   No dobra, czas już przejść do fabuły, bo to jest tutaj najważniejsze. Nasza bohaterka wraca na ziemię bez swoich diabelskich mocy, a w dodatku z brakiem jakichkolwiek wspomnień z pobytu w piekle. Zeszła się z Piotrkiem i wydawać by się mogło, że w końcu zazna miłości i spokoju, którego tak oczekiwała. No niedoczekanie jej, ponieważ już na samym starcie jesteśmy świadkami kolejnych machlojek diabłów. Życie Wiktorii ponownie w ułamku sekundy wywraca się do góry nogami, a to tylko dlatego, że Azazel wymyślił sobie, iż chce zostać archaniołem, a Beleth jak to Beleth, zrobi wszystko, by móc znów spróbować swoich sił i poderwać Wiktorię. To, co za jednym diabelskim pomysłem ma się stać, to jest istna jazda bez trzymanki, także trzymajcie się mocno i zapraszamy do Nieba!

   Naprawdę, choć znałam tę część, choć czytałam ją już dwukrotnie, dalej była to dla mnie historia, od której nie byłam w stanie się oderwać! Wiadomo, były takie momenty, gdzie ta pamięć mnie zawodziła, bo jednak minęło ładnych kilka lat od czytania tego tomu, ale nie zmienia to tego, że byłam tak samo zachwycona, jak za pierwszym i drugim razem. Beleth dalej jest moją miłością, a Piotrek no cóż - nigdy jakoś specjalnie za nim nie przepadałam. Za to Azazel no jak zawsze rozwala mnie swoimi knowaniami i szczerze mówiąc sama bym stała za nim murem, mimo wiedzy o konsekwencjach.

   Cała ta brygada ponownie zabrała mnie w niesamowitą podróż, sprawiła, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a odłożenie książki było po prostu niemożliwe! Jak i za pierwszym razem, tak i teraz, sprawiła, że zastanawiam się, ile z rzeczy, które wymyśliła Autorka do tej serii, do motywu piekła i nieba, mogłoby faktycznie mieć miejsce. Zawsze się mówi, że zmarli patrzą na nas z góry, a więc co, jeśli faktycznie istnieje takie źródełko, przez które mogą do nas zaglądać? Hmm?

   Po prostu brak mi słów, by wyrazić zachwyt nad tym tomem, ale myślę, że wspominanie o tym, że jest to jedna z moich ulubionych serii, już wiele znaczy. Nie mogę się doczekać, aż trafię wraz z bohaterami do tartaru i przeżyje kolejne niezapomniane chwile z nimi!

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz! Czuję, że potrzebowałam powrotu do tej serii w tym roku i jestem zachwycona, że mogłam to zrobić. Wszystkim, którzy jeszcze nie znają tej serii, obiecuję, że jak po nią sięgnięcie, to nie będziecie chcieli się od niej oderwać. A tym, którzy już znają i kochają - nie dajcie się długo namawiać na re-read! Polecam całym sercem! ❤️

   Do "Ja, Anielica" wracam po raz trzeci, po latach. Jest to jedna z moich ulubionych serii i jeśli dobrze pamiętam, to właśnie od niej zaczęła się moja miłość do fantastyki, a przede wszystkim do motywu diabelsko-anielskiego.

   Powrót do tej serii to coś, co mnie uszczęśliwia, sprawia, że na starcie wiem, że się nie zawiodę, a wręcz przeciwnie, że ponownie zakocham się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   „Artful” to ostatnia część sensualnej serii od Leny M. Bielskiej. Kto przeczytał choć jeden tom, ten wie, że ta seria rozpala wszelkie możliwe emocje. W tym tomie poznamy historię ostatniego z przyjaciół, projektanta Jean-Pierre’a. Tyle czekałam na ten tom, a jednocześnie chciałam jak najbardziej przedłużyć jego poznanie, gdyż wszystkie te historie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Wrażenie na tyle duże, że zyskały szczególne miejsce w moim sercu, tak samo jak zresztą sama Autorka, bo gdyby nie ona, nie mogłabym poznać tej serii. Także ciesząc się i jednocześnie ogromnie żałując, że to już moja ostatnia przygoda z bohaterami, zapraszam Was na recenzję.

   Każdy tom ma kilka wspólnych motywów – age-gap, mężczyzna, który zarządza jakąś ogromną firmą, no spełniający się zawodowo i do tego drobne kobietki, które praktycznie od pierwszego spotkania wpadają po uszy. I szczerze, tę powtarzalność ja totalnie kupuję. No bo, czy jest coś lepszego niż seria, która jest do siebie tak podobna, a jednocześnie inna? W której wiesz, czego możesz się spodziewać, a z drugiej strony i tak od pierwszych stron zakochujesz się w bohaterach, czujesz ciągłe napięcie i całą masę emocji? Jak dla mnie, to jest to seria idealna. Przyciągnęła mnie do siebie pierwszą historią Victora i Naomi, rozpalając i kusząc, po czym sprawiła, że pokochałam każdą następną parę.

   Victor i Naomi, Daisy i Santo, Bjarne i Ana, oraz na samiusieńki koniec Jean-Pierre i Hazel. Te pary zawładną Waszymi myślami i nie będziecie w stanie wypchnąć ich ze swojej podświadomości, będą Wam szeptać do ucha, byście jak najszybciej zapoznali się z każdą historią z osobna. Jak w końcu to zrobicie, będziecie pragnąć, by czas stanął w miejscu, byście mogli na jeszcze jedną krótką chwilę zatopić się w lekturze i przeżyć to ponownie.

   Ja właśnie tak się czuję, kończąc ostatni tom z serii, czuję wręcz niedosyt, jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy. Pomimo tego, że tomy dzieliła dość spora odległość czasowa, bo pierwszy tom „Sinful” przeczytałam jakoś na koniec maja, a „Artful” kończę początkiem listopada, to jednak pamiętam naprawdę dużo. I właśnie dlatego tak ciężko jest mi się pogodzić z tym, że muszę pożegnać się z tą serią, mam jednak nadzieję, że za jakiś czas będę mogła zapomnieć o większości wydarzeń i dać porwać się ponownie do świata biznesmenów, wykreowanych przez Autorkę.

   Także z całego serca dziękuję wydawnictwu oraz Autorce za możliwość poznania „Artful” i tym samym zakończenia tej jakże fascynującej przygody, z naszymi czterema gorącymi staruszkami. Oby im się kości nie połamały za te kilka lat, gdy wrócę do nich myślami. Gorąco polecam, jeśli uwielbiacie pikantne romanse z motywem różnicy wieku.
  

   „Artful” to ostatnia część sensualnej serii od Leny M. Bielskiej. Kto przeczytał choć jeden tom, ten wie, że ta seria rozpala wszelkie możliwe emocje. W tym tomie poznamy historię ostatniego z przyjaciół, projektanta Jean-Pierre’a. Tyle czekałam na ten tom, a jednocześnie chciałam jak najbardziej przedłużyć jego poznanie, gdyż wszystkie te historie wywarły na mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po zobaczeniu okładki książki oraz przeczytaniu opisu byłam bardzo ciekawa tego, co w sobie kryje. Dodatkowo powieść wyskakiwała mi często na Instagramie, więc musiałam czym prędzej się za nią zabrać. Początek zaczął się dosyć ciekawie.

   Przekroczyliśmy próg lombardu, trafiając do innego świata - lombard nie był miejscem, do którego poboczna postać chciała trafić, jednak zostało to wyjaśnione w ten sposób, iż trafiamy tam, jeśli w głębi siebie tego potrzebujemy. Oddajemy popełniony przez siebie błąd/zły wybór, a dokładnie jego wspomnienie w zamian za herbatę, która ma przedstawiać spokój. I w sumie tyle. Po chwili akcja zmienia swoje tempo, zaczyna się dziać tyle różnych rzeczy, iż nie jesteśmy w stanie nadążyć. Poznajemy kolejną osobę, która trafiła do lombardu, ale tutaj nie podejmuje żadnej wymiany, a wręcz nalega, że to on pomoże naszej bohaterce. Hany ojciec znikł, ale jakimś trafem miał czas, by zostawić córce wskazówki za pomocą jakiejś gry, w którą grali od najmłodszych lat. Od tego momentu zaczyna się wspólna przygoda Hany i Keishina.

   I trafiamy do momentu, w którym jak dla mnie nic się nie kleiło, czegoś się dowiedzieliśmy, mniej więcej, dlaczego ojciec bohaterki uciekł, co zrobił itp. I tak o wyruszamy w podróż z bohaterami bez większego wytłumaczenia jak działa ten jej świat. Gdzieś tam w trakcie dostajemy strzępki informacji, ale jest ich zdecydowanie za mało. Dodatkowo akcja gna na złamanie karku, wszystko mi się tam mieszało, była tak nie spójna, że zostawiłam książkę na kilka miesięcy i nie miałam ochoty do niej wrócić. I w końcu postanowiłam dać jej jeszcze szansę, doczytać do końca, z nadzieją, że zrozumiem jej przekaz, że jakoś odnajdę się w tym świecie. I wiecie co? Po skończeniu jej miałam jeszcze większy mętlik w głowie niż na samym początku.

   Nie wiem jaki sens miała ta książka, co Autorka miała na myśli, pisząc ją. Z jednej strony mógł to być wątek przeznaczenia, drogi, którą ktoś nam wytyczył i musimy nią podążać. Z drugiej zaś kwestia tego, że wszystkie nasze błędy, zranione uczucia, te szczęśliwe chwile itd, sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. I nie powinniśmy się tego wstydzić, bo bez tych doświadczeń moglibyśmy stać się kimś zupełnie innym. Także jeśli taki był zamiar Autorki, to myślę, że w pewnym sensie to do mnie dotarło, ale męka, jaką przeszłam, czytając tę książkę, nie była tego warta.

   Przyznam szczerze, że męczyłam się z nią, nie poczułam nic poza irytacją, że nie mogę w żadnym stopniu cieszyć się lekturą. Myślałam nawet nad DNF-em, ale stwierdziłam, że wytrwam do końca i może jakimś cudem zrozumiem. Nie jestem w stanie jej polecić, ponieważ ja ją wymęczyłam i szczerze jestem zawiedziona. Mimo wszystko dziękuję serdecznie Wydawnictwu za egzemplarz recenzencki!

Po zobaczeniu okładki książki oraz przeczytaniu opisu byłam bardzo ciekawa tego, co w sobie kryje. Dodatkowo powieść wyskakiwała mi często na Instagramie, więc musiałam czym prędzej się za nią zabrać. Początek zaczął się dosyć ciekawie.

   Przekroczyliśmy próg lombardu, trafiając do innego świata - lombard nie był miejscem, do którego poboczna postać chciała trafić,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Przyznam się bez bicia, że sięgając po „Szczelinę Mroku” autorstwa Karoliny Ligockiej, już dawno zapomniałam, co działo się w pierwszym tomie. „Piekielne niebo” czytałam ponad rok temu, więc jedyne co mi świtało, to to, że pokochałam tę historię. Zresztą, jak można nie kochać książki, która ma w sobie mój ulubiony motyw nieba i piekła, aniołów i demonów. A co najważniejsze – jej akcja dzieje się w Rzymie! Byłam tam raz i zakochałam się w tym mieście!!

   A więc akcja książki zaczyna się od najazdu na piekło – jakby kurde, co tam się dzieje? Jak to możliwe? Nasi bohaterzy również nie mogą tego pojąć. Tego, kto jest na tyle potężny, by sprawić, iż wszystkie dusze z piekła nagle wyparują, a przede wszystkim doprowadzić do tego, by demony zagłady zaczęły umierać. Także no tutaj Autorka od razu wprowadziła nas w mocną i szybką akcję, która od samego początku ma nas wciągnąć do tego świata. I pomimo tego, iż dalej nie mogłam sobie przypomnieć poprzedniego tomu, tak od razu dałam się porwać emocjom i wydarzeniom, które po sobie następowały.

   W trakcie lektury wspomnienia tego, co działo się w „Piekielnym Niebie”, zaczęły do mnie wracać, ale to był dosłownie mały ułamek tego, co powinnam wiedzieć. Żałuję trochę, że przed „Szczeliną Mroku” nie zrobiłam sobie re-readu, ale jednocześnie dzięki temu, może za rok czy dwa będę mogła jeszcze raz przysiąść do całej serii (czekam teraz na kolejny tom!).

   Tyle działo się w tej historii, że sama nie wiem, o czym Wam napisać. Mamy tutaj naprawdę potężnego wroga, z którym bohaterzy muszą się zmierzyć, jednak najpierw muszą zastanowić się nad tym, jak go powstrzymać. Dodatkowo nasza Narida jest zagrożona, nie można jej odstępować na krok, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi atak, którego nawet jej wilk nie daje rady odeprzeć. No powiem Wam, że jestem po prostu zachwycona tym wszystkim!!

   Przyjemne pióro Autorki w połączeniu z wartką akcją, masą niepewności i świetnie wykreowanymi postaciami, jak i tym światem, to zdecydowany przepis na sukces. Zabierając się za książkę, możemy spodziewać się tego, że ona będzie nas do siebie wołać, jeśli choć na chwilę ją odłożymy. Z racji tego, że tak jak już wspomniałam, uwielbiam motyw nieba i piekła, tutaj zostałam kupiona od razu. Jednak nie jest to jedyna rzecz, która mnie przyciągnęła. Poza oczywiście wątkiem typowych demonów i aniołów znajdziemy również kilka ich odmian, jak np. nasza bohaterka, która jest upadłym aniołem, mamy również demonów mocy i zagłady – oba gatunki różnią się od siebie. Zetkniemy się tu również z magią, z jej kilkoma odmianami, w zależności od tego, kto nią włada. Poznamy też kilka innych mistycznych gatunków – i tu mam nadzieję, że z dwoma z nich będziemy mogli bliżej zapoznać się w kolejnym tomie, a może też poznać ich więcej.

   Także reasumując – w tej historii dzieje się bardzo dużo, ciężko jest to opisać tak, by nie zdradzić całości. Mogę Was jednak zapewnić, że jak już sięgniecie po ten tytuł, to raz-dwa go skończycie i będziecie chcieli więcej.

   Szczerze mogę przyznać, że książka od samego początku rozkochała mnie w sobie, sprawiła, że z wielką przyjemnością się w nią wczytywałam i z pewnością kiedyś do niej wrócę. Bardzo polubiłam bohaterów i chciałabym móc spędzić z nimi jeszcze więcej czasu, bo choć tam są, to jakoś mało mi o nich wiadomo. Relacja Naridy i Kaima dalej pozostaje dla mnie wielką niewiadomą i mam nadzieję, że kiedyś to w końcu się wyjaśni.

   Historia bohaterów zostawiła mnie z gigantycznym mętlikiem w głowie. Sprawiła, że mam ochotę na więcej, a wręcz domagam się kolejnego tomu, ponieważ czuję ogromny niedosyt! Autorka po raz kolejny dała z siebie wszystko i wiem, że wezmę od niej w ciemno wszystko, co napisze.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz! To była niesamowita przygoda, którą długo będę wspominać. Błagam o kolejny tom jak najprędzej!!!

   Przyznam się bez bicia, że sięgając po „Szczelinę Mroku” autorstwa Karoliny Ligockiej, już dawno zapomniałam, co działo się w pierwszym tomie. „Piekielne niebo” czytałam ponad rok temu, więc jedyne co mi świtało, to to, że pokochałam tę historię. Zresztą, jak można nie kochać książki, która ma w sobie mój ulubiony motyw nieba i piekła, aniołów i demonów. A co...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   "Falling like leaves. Jesienna miłość" Autorstwa Misty Wilson, przyciągnęła mnie swoją śliczną jesienną okładką. Byłam bardzo ciekawa, co znajduje się w jej wnętrzu i jakie emocje we mnie wywoła. Nie spodziewałam się jednak, że będzie ich tak wiele, i to nie tylko tych pozytywnych.

   Rodzice Ellis się rozstają i dziewczyna zostaje zmuszona do wyjazdu z mamą na jakiś czas, do małego miasteczka, w którym mieszka jej ciocia. Ta tymczasowa przeprowadzka całkowicie rujnuje jej plany. Miała właśnie starać się o staż, by pójść w ślady ojca, a musi to odłożyć w czasie. Dodatkowo, gdy już tam dociera, chłopak, z którym kiedyś się przyjaźniła, całkowicie ją olewa i wydaje się, jakby za nią za bardzo nie przepadał. Co się stało, że te kilka lat zmieniły jego uczucia względem niej? Jak Ellis odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Czy uda jej się choć trochę odpocząć i nacieszyć jesienią w miasteczku?

   Po przeczytaniu tej książki miałam ogromny problem, by ją ocenić. Musiałam przysiąść i pomyśleć nad plusami i minusami tej książki. W mojej głowie toczyła się walka o gwiazdkę w górę bądź w dół. Niby to tylko jedna gwiazdka, ale dzięki niej, gdybym chciała wrócić kiedyś do książki, to wiem, czy warto.

   A więc w przypadku tej książki miałam mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony zostałam oczarowana tym jesiennym klimatem, miasteczkiem, festiwalem. Czułam się tak cudownie, jakbym sama uczestniczyła w wydarzeniach rozgrywanych na kartach powieści, no po prostu z chęcią wskoczyłabym do tej książki, by móc przeżyć to wszystko, co bohaterowie. A potem mamy drugą stronę medalu, a mianowicie naszą bohaterkę, która skupia się wyłącznie na sobie i swojej "karierze". Pomimo wielu prób, by gdzieś wyruszyła, by zrobiła coś innego, spędziła czas ze znajomymi, to ona wiecznie ich odpycha. Można nawet porównać ją do Belli ze zmierzchu po zniknięciu Edwarda. I choć w takim przypadku bym totalnie zrozumiała takie załamanie, odpychanie innych, by zmierzyć się ze swoimi uczuciami, tak tutaj przyczyna była zgoła inna.

   Bardzo cieszyło mnie to, że mimo wszystko Ci znajomi nie odpuszczali i nawet stary przyjaciel, który ją olewał, miał więcej klasy niż ona. Także bohaterka irytowała mnie doszczętnie przez ponad pół książki. Nawet jeśli później jej zachowanie, wszystko, co się wokół działo zaczęło wracać na właściwe tory i dane było mi dowiedzieć się, dlaczego dziewczyna była tak uparta, poznać jej uczucia, wniknąć do jej głowy, to z drugiej strony dalej nie mogłam przeboleć wrażenia, które na mnie wywarła od pierwszych stron.

   Także od samego początku, aż do przewrócenia ostatniej strony byłam w impasie. Nie byłam w stanie określić czy książka wywarła na mnie dobre, czy złe wrażenie. Potrzebowałam czasu, by to przetrawić, przespać się z tymi myślami wokół niej i wreszcie podjąć decyzję. Nie była ona łatwa. Jednakże właśnie to, że historia bohaterki kazała mi się zatrzymać, dłużej nad nią zastanowić, a nie od razu przysiadać do kolejnego tytułu, sprawiło, że podjęłam decyzję.

   Także finalnie jestem zadowolona, że sięgnęłam po ten tytuł, choć nie był on idealny, choć częściej mnie irytował, niż wywoływał uśmiech na twarzy, ale dzięki temu, książka na dłużej zagości w moich myślach. Jest to historia, do której trzeba podejść na spokojnie i zobaczyć jak łatwo można zatracić się w swoim celu, który na końcu nie okazuje się być takim dobrym wyborem, jakim wcześniej się wydawał. Ale to rozmyślanie już zostawię dla Was.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Wilga za egzemplarz recenzencki. Polecam książkę tym, którzy uwielbiają małomiasteczkowy klimat i lubią, gdy bohaterzy sprawiają, iż nie są w stanie do samego końca zdecydować co im zrobić, za ich zachowanie.

   "Falling like leaves. Jesienna miłość" Autorstwa Misty Wilson, przyciągnęła mnie swoją śliczną jesienną okładką. Byłam bardzo ciekawa, co znajduje się w jej wnętrzu i jakie emocje we mnie wywoła. Nie spodziewałam się jednak, że będzie ich tak wiele, i to nie tylko tych pozytywnych.

   Rodzice Ellis się rozstają i dziewczyna zostaje zmuszona do wyjazdu z mamą na jakiś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Powiadają, że „stara miłość nie rdzewieje”, a co jeśli ta miłość wyrządziła nam kiedyś ogromną krzywdę? Czy lata rozłąki w jakiś sposób potrafią zniwelować ból, który przedtem nam doskwierał, czy może jednak rany na nowo się otworzą i zaczną krwawić? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to musicie zapoznać się z historią Tate i Grahama.

   Tate wraca do miasta, w którym się wychowywała, by wreszcie po tylu latach uwolnić się od przysięgi, która związała ją z obecnym jeszcze mężem. Z człowiekiem, który miał być jej opoką, który miał ją kochać i szanować, być z nią na dobre i złe. Musi wreszcie wziąć z nim rozwód.

   Graham od lat ukrywa się w cieniu swojego domu, nie wychodzi z niego. Pożar, w którym brał udział, na zawsze odmienił jego życie. Już nie jest tą samą osobą co kiedyś. Niegdyś pewny siebie, arogancki, przystojny, teraz jest tylko cieniem dawnego siebie. Życie wywróciło mu się do góry nogami i teraz, wraz z pojawieniem się Tate u jego drzwi, ma wywrócić się raz jeszcze...

   „Blue fire” autorstwa Karoliny Żyndy, to historia, w której smutek, żal, niekiedy rozpacz, przelewają się przez jej karty. Czytając, wchłaniamy te wszystkie negatywne emocje, a one sprawiają, że łezka kręci się w oku. Chcemy zabrać cały ten ból, który doskwiera bohaterom, ale bez niego, nie byliby oni tacy sami. Nie moglibyśmy poznać ich słabszych i silniejszych wersji, ich historii, która doprowadziła nas do takiego stanu. Ta historia sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać, nawet pomimo ogromnej ilości smutku, który przez nią czułam. Jak tylko weszłam w buty bohaterów, tak ciężko było je zdjąć, nie znając zakończenia.

   Książka skłania nas do chwili refleksji, do zastanowienia się nad sobą, nad swoją relacją z innymi osobami, nad miłością, którą z dnia na dzień pielęgnujemy. Sprawia, iż chcemy zapytać siebie, czy jesteśmy dobrymi partnerami, rodzeństwem, córkami itp. A dzieje się to dlatego, że historia bohaterów uświadamia nas w tym, że nawet najmniejszy przytyk, złe słowo do drugiej osoby, rozpoczyna spiralę, którą albo przerwiemy i naprawimy powstałe już draśnięcia, albo pozwolimy jej dalej się kręcić i tym samym skrzywdzimy osoby, które darzymy miłością. A jak wiemy, nie zawsze jesteśmy w stanie odkręcić to, co już uczyniliśmy.

   Historia jest piękna i bolesna zarazem, nakłania do przemyśleń, sprawia, że zaczynamy wierzyć w drugą szansę, ale najpierw musimy naprawić to, co kiedyś zepsuliśmy. Spędziłam z nią wyśmienicie czas, choć ten czas okupowany był moimi łzami. Ale właśnie to uwielbiam w książkach, że jak już kopią, to z całej siły.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz tej cudownej i jednocześnie tak smutnej historii. Nie mogę się już doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów, gdyż książka zostawiła mnie z ochotą na więcej. Polecam z całego serca!

   Powiadają, że „stara miłość nie rdzewieje”, a co jeśli ta miłość wyrządziła nam kiedyś ogromną krzywdę? Czy lata rozłąki w jakiś sposób potrafią zniwelować ból, który przedtem nam doskwierał, czy może jednak rany na nowo się otworzą i zaczną krwawić? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, to musicie zapoznać się z historią Tate i Grahama.

   Tate wraca do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Jeśli uwielbiacie małomiasteczkowy klimat, odrobinę dobrego humoru, książki, w których jednym z głównych bohaterów jest czworonóg, a dodatkowo wszystko to odbywa się jesienią, to historia bohaterów z „Jeśli to Cię uszczęśliwia” jest totalnie dla Was!

   Przyznam bez bicia, że pierwsze, co mnie skusiło do zapoznania się z tym tytułem, była okładka. No nie powiecie, że nie jest przepiękna? Te kolory, ten jesienny klimat, no po prostu coś pięknego, no i oczywiście para idąca z psem! Zastanawiałam się jaką rolę odegra nasz czworonożny przyjaciel i powiem Wam, że nieźle tam namieszał! Poza tym, że przyciągał kłopoty niczym magnes od dosłownie pierwszej strony, to okazał się być bardzo pomocny dla naszej bohaterki, ale dlaczego? No oczywiście, że Wam nie zdradzę! Musicie dowiedzieć się sami!

   Skoro już zgodziliśmy się, że okładka jest przepiękna, to teraz porozmawiajmy o fabule, a działo się w środku naprawdę dużo! Zacznijmy od tego, że bohaterkę poznajemy w niesprzyjających okolicznościach, mianowicie na pogrzebie własnej matki, nie dość, że to jest bardzo przygnębiające, to jeszcze się okazuje, że akurat w tym czasie musi pozałatwiać sprawy z byłym mężem, o czym nikt z rodziny nie miał pojęcia. Na domiar złego chłop zostawia jej psa, psa, który od początku nie pała za dużą sympatią do Michelle, ale no, cóż zrobić... Myślicie, że to już wszystko? Ogromnie się mylicie. Kobieta zostaje, szczerze mówiąc trochę przymuszona do tego, by wyjechać do małego miasteczka i zająć się pensjonatem po zmarłej mamie, przez czas, w którym jej młodsza siostra skończy studia. Niby to zaledwie trzy miesiące, ale dla kogoś totalnie niedoświadczonego, a w dodatku nietowarzyskiego, to będzie wyzwanie jak żadne inne. I tutaj z pomocą przychodzi nieziemsko przystojny sąsiad, który zna rodziców Michelle. Złożył kiedyś obietnicę mamie bohaterki, że gdy jej zabraknie, on pomoże przy zajmowaniu się pensjonatem. No z pewnością nie zajmie się TYLKO pensjonatem.

   Ta historia była pełna zawirowań, ale jednocześnie była tak urocza i ciepła, że długo będę o niej pamiętać. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam na te jesienne wieczory, gdy za oknem padał deszcz. Potrafiła mnie rozbawić, sprawić, bym poczuła tę jesień w ten dobry sposób, a nie myśląc jedynie o brzydkiej pogodzie za oknem, która pojawia się coraz częściej. Świetnie się bawiłam, towarzysząc Michelle w zmaganiach, których musiała się podjąć, móc widzieć jak z dnia na dzień zaczyna otwierać się przed Cliffem, dzięki czemu staje się bardziej pogodną osobą. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, gdy tylko wyobrażałam sobie, jak próbuje zrobić idealne ciasteczka, a wychodziły tak, że trzeba było je później wyrzucić, bo nie nadawały się do jedzenia. Na myśli mam oczywiście jej minę, ale nie tylko. Jak wiemy, kilka osób zaczęło ją odwiedzać, proponując pomoc. Bardzo też rozczulałam się nad podejściem Cliffa do swoich córek, a zwłaszcza do najmłodszej. Ona była chodzącą słodyczą, ale jednocześnie dość sporo broiła, oczywiście nie sama, ale ćsii...

   Ta lekka książka umiliła mi czas. Sprawiła, że uśmiech zagościł na mojej twarzy i mogłam, choć na krótką chwilkę przenieść się do innej rzeczywistości. Jeśli szukacie historii idealnej na jesień, taka właśnie jest ta książka.

   Dziękuję serdecznie wydawnictwu za egzemplarz! Bawiłam się świetnie wraz z bohaterami i momentami żałuję, że nie jest to przynajmniej dylogia. Polecam gorąco!

   Jeśli uwielbiacie małomiasteczkowy klimat, odrobinę dobrego humoru, książki, w których jednym z głównych bohaterów jest czworonóg, a dodatkowo wszystko to odbywa się jesienią, to historia bohaterów z „Jeśli to Cię uszczęśliwia” jest totalnie dla Was!

   Przyznam bez bicia, że pierwsze, co mnie skusiło do zapoznania się z tym tytułem, była okładka. No nie powiecie, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Tytuł książki „Jeśli mówisz o ryzyku” autorstwa Aleksandry Maciejowskiej, nie wskazywał na to, co faktycznie znajdziemy w środku. Spodziewałabym się raczej jakiegoś lekkiego kryminału? No coś w ten deseń. Jednak z pomocą przychodzi nam okładka, na której widnieje masa książek i czaszka – czaszka nawiązująca do Szekspira i jego słynnego monologu „Być albo nie być – oto jest pytanie”. Czyli wejdziemy w świat literatury, poezji, starcia dwóch studentów, których jedyną misją jest zdobycie upragnionego stażu. Co stanie się w międzyczasie? O tym sami musicie się przekonać...

   Zaglądając do pierwszych stron książki, poznamy historię Evie, historię przykrą, przez którą dziewczyna została zmuszona przenieść się do innej szkoły, do innego miasta. Nie chciała, by ktokolwiek wiedział, kim jest, a przede wszystkim, co takiego sprawiło, że zapragnęła uciec jak najdalej. Postanowiła, że w nowym miejscu nie będzie się wychylać, nie będzie szukać znajomych, zatopi nos w książkach, postara się zdobyć jak najlepsze oceny i dostanie się na upragniony staż. Jednak już pierwszego dnia wszystkie jej plany szlag trafia. Jeszcze przed zaczęciem zajęć nagabuje ją młody chłopak, którego o dziwo udaje jej się spławić, jednak nie na długo. Jak się później okazuje, Aiden również studiuje literaturę i wydaje się być zdolniejszy i bardziej oczytany od naszej Evie. Jednego bądźcie pewni – właśnie zaczyna się rozgrywka.

   Ta historia była naprawdę przyjemna! Zresztą czego innego można spodziewać się po wątku hate-love, po słodkiej rywalizacji dwójki nieznajomych, która przemienia się w coś więcej. No dla takich książek to ja żyję! Dodając do tego jeszcze ciężkie przeżycia z obu stron, niesnaski w rodzinie, takie jak chociażby brat, który olewa swoją siostrę, bądź ojciec, któremu nigdy nic się nie podoba. I pomimo takich wątków, jak chociażby przeżycia bohaterki, o których dowiadujemy się na samym początku, książka wydaje się być lekka. Lekka, czasami zabawna, do samego końca nie traci też głównego wątku rywalizacji pomiędzy bohaterami, co wychodzi nam na plus. Nawet pomimo pojawienia się uczuć, ta dwójka cały czas sobie dogryza. No powiem Wam, że emocji jest naprawdę sporo. Cały czas coś się dzieje i tego właśnie oczekiwałam po tym tytule. Pomimo tego, że jest to moje pierwsze spotkanie z piórem Autorki, to jakoś tak czułam, że książka przypadnie mi do gustu. Nie jest to może tytuł, któremu dałabym pełną pulę punktów, ale nie znaczy to, że się z nią dobrze nie bawiłam. Naprawdę spędziłam z nią miło czas, polubiłam bohaterów i ich słowne przepychanki, a jednocześnie to, że pomimo wszystko starali się sobie nawzajem pomóc. Pozytywnie ją odebrałam i z pewnością mogę ją Wam polecić.

   Dziękuję serdecznie wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz recenzencki i możliwość poznania tej historii. Na pewno jeszcze kiedyś skuszę się na któryś z tytułów napisanych przez Autorkę! 
 

Tytuł książki „Jeśli mówisz o ryzyku” autorstwa Aleksandry Maciejowskiej, nie wskazywał na to, co faktycznie znajdziemy w środku. Spodziewałabym się raczej jakiegoś lekkiego kryminału? No coś w ten deseń. Jednak z pomocą przychodzi nam okładka, na której widnieje masa książek i czaszka – czaszka nawiązująca do Szekspira i jego słynnego monologu „Być albo nie być – oto jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Uwielbiam motyw przeznaczenia, połączenia dwóch różnych ras, które są do siebie wrogo nastawione. Zawsze można znaleźć w takiej książce ten dreszczyk emocji, ekscytacji w oczekiwaniu jak losy bohaterów się połączą bądź rozdzielą. Jak trudną drogę będą musieli przejść, by w końcu zaznać szczęścia.

I choć "Echa klątwy" była baaardzo krótką historią, bo miała zaledwie 100 stron, to i tak te emocje mi towarzyszyły. Oczywiście nie były one wygórowane, gdyż przyznajmy szczerze, historia bohaterów była raczej przystawką, zachęceniem do poznania pióra Autorki. Zobaczenia, jak podchodzi do fantastyki, czy jej pióro może nam się spodobać. Po prostu sprawdzenia, czy zaiskrzy. I ja tu szczerze mogę się przyznać, że zaiskrzyło.

Bardzo spodobało mi się te krótkie opowiadanie, chociaż było zdecydowanie za krótkie. Sprawiło, że mam apetyt na więcej. Z chęcią poznałabym rozwinięcie historii bohaterów, czyli poznanie tego co działo się w środku, tuż po ich pierwszym spotkaniu aż do finału. Bo co tu nie mówić, działo się naprawdę mało, ale tak jak wspominałam wcześniej, nie było tu po prostu miejsca na rozwinięcie fabuły.

Jednak przy takiej ilości stron mogę szczerze powiedzieć, że jestem zadowolona. Pióro Autorki okazało się naprawdę przyjemne i z chęcią zapoznałabym się z kolejnymi jej książkami, mając jednak nadzieję, że tym razem będą to pełnowymiarowe historie.

Dziękuję serdecznie Autorce za ebooka recenzenckiego. Bawiłam się świetnie przy poznawaniu świata, który wykreowałaś.

Uwielbiam motyw przeznaczenia, połączenia dwóch różnych ras, które są do siebie wrogo nastawione. Zawsze można znaleźć w takiej książce ten dreszczyk emocji, ekscytacji w oczekiwaniu jak losy bohaterów się połączą bądź rozdzielą. Jak trudną drogę będą musieli przejść, by w końcu zaznać szczęścia.

I choć "Echa klątwy" była baaardzo krótką historią, bo miała zaledwie 100...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   "Serce z odzysku" to książka tak piękna, a jednocześnie tak bolesna, że nie mogłam się od niej oderwać. Już po przeczytaniu pierwszego akapitu zrobiłam coś, co bardzo rzadko mi się zdarza. Mianowicie - pędziłam szukać znaczników. Serio, chyba jedynie przy swoich patronatach używałam znaczników, a tutaj czytając, co chwila coś zaznaczałam.

   Historia Sydney uderzyła mnie dogłębnie, czytając, czułam się tak, jakbym czytała pamiętnik kogoś bliskiego. "Serce z odzysku" rozrywało moje na tysiące kawałeczków. Łzy lały się strumieniami, gdy przerzucałam stronę za stroną. I choć to bolało, nie chciałam rozstać się z tą książką. To było cudowne uczucie, móc przeżywać te wszystkie emocje, które kłębiły się w bohaterce. Zobaczyć jak ponownie stawia swoje pierwsze kroki w świecie, w świecie, w którym ma zdrowe serce. W świecie bez tych wszystkich aparatur, które utrzymywały ją przy życiu, bez obawy, że to może być jej ostatni dzień. Te chwile szczęścia, gdy bohaterka starała się żyć z całych sił, sprawiały, że i ja się uśmiechałam, że czułam to wszystko, tę jej radość. Jednak nie tylko. Ponieważ były momenty zwątpienia. Wątpiła, czy dobrze robi, czy nie powinna przestać dążyć ku celu, który tak naprawdę trzymał ją przy życiu, przy samej ochocie, by spróbować, by zrobić coś więcej. Zastanawiała się, jak długo będzie w stanie ukrywać prawdę przed bliskimi, co się stanie, gdy to wyjdzie na jaw?

   Tak, to była ciężka historia, piękna, aczkolwiek bolesna. Pisząc tę recenzję, przypominając sobie te wszystkie emocje, które mną targały, łzy napływają mi do oczu. Czułam się po niej wydrenowana. Serce bolało. Jedna ze scen doszczętnie mnie zniszczyła. Musiałam przerwać czytanie i ochłonąć, i oczywiście napisać do przyjaciółki, która miała dany moment już za sobą. Nie mogłam tego w sobie trzymać.

   Myśląc o tym, co przeżywają osoby, które czekają na dawcę, czułam się przytłoczona, nie życzyłabym najgorszemu wrogowi czegoś takiego. Bo nigdy nie wiesz, czy jakimś cudem znajdzie się odpowiedni dawca, czy dany dzień nie będzie Twoim ostatnim. Nawet jeśli pogodziłaś/eś się z myślą, że możesz umrzeć, to mimo wszystko jest to ciężkie. A do tego myśl, jak rodzina, którą tak kochasz, przeżyje ten moment, jeśli nic nie da się zrobić? No naprawdę, ciężki, bardzo ciężki temat. Aż brak mi słów, by to opisać.

   Tak więc powiem tyle, czytajcie kochani, ta historia uderzy w Was z całą swoją mocą, sprawi, że łzy będą lały się strumieniami. Będzie bolało, ale to książka warta poznania, pomimo tego całego bólu.

   Na koniec chce jeszcze dodać, że książka jest po części na faktach, gdyż na samym końca jest notka od Autorki, która również miała przeszczep serca, tak samo jak nasza Sydney. I właśnie to sprawiło, że chciała po części podzielić się swoją historią. Szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem, że po tak ciężkim czasie, jakim był jej sercowy problem, choroba, z którą się mierzyła, miała w sobie siłę, by podzielić się z nami częścią siebie. Aż nie wiem, co powiedzieć. Chyba tylko, że życzę jej wszystkiego, co najlepsze i przede wszystkim dużo zdrowia i radości.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Jaguar za egzemplarz recenzencki! Pokochałam tę historię całym moim sercem i z pewnością będę do niej wracać! Gorąco polecam! Ale nie zapomnijcie przyszykować chusteczek!

   "Serce z odzysku" to książka tak piękna, a jednocześnie tak bolesna, że nie mogłam się od niej oderwać. Już po przeczytaniu pierwszego akapitu zrobiłam coś, co bardzo rzadko mi się zdarza. Mianowicie - pędziłam szukać znaczników. Serio, chyba jedynie przy swoich patronatach używałam znaczników, a tutaj czytając, co chwila coś zaznaczałam.

   Historia Sydney uderzyła...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Po "Szamance od umarlaków" byłam pewna, że koniecznie muszę poznać dalsze losy naszej Idy.

   Od samego początku wiedziałam, że pech cały czas ma ją na swoim oku i nie oprze się pokusie, by pokrzyżować jej plany. Chociaż z drugiej strony dziewczyna sama wpakowała się w niezłe tarapaty składając nieśmiertelną przysięgę. Tik tak tik tak - czas tyka, ucieka, a Ida musi jak najszybciej wymyślić, jak wyrwać duszę Mikołaja z lustra. Z lustra, którym włada demon, kusiciel i jednocześnie szaleniec. Jeśli nie zdąży na czas przepadnie ona i jej dusza, a przecież miała dożyć paruset lat, tak jak jej ciotka...

   Nie uwierzycie, co to były za emocje! Przepadłam dla tej historii! Był to istny wyścig z czasem! Zaciskałam pięści podczas wertowania stron, tak bardzo wczułam się w postać bohaterki, jakbym to ja sama nią była. Dopingowałam z całych sił, by się nie poddawała, gdy miałam ku temu przesłanki. Ale Ida na szczęście to twarda sztuka, a z pomocą mojej najukochańszej ciotki Tekli, to już w ogóle duet idealny! Tak tak, wiem, znowu o niej wspominam, znowu ją faworyzuje, ale bez ciotki ta książka nie byłaby taka sama! A już szczerze obawiałam się, że o niej nie usłyszę, ale Autorka nie zawiodła i dała nam kolejne świetne przygody z jej udziałem!

   Ogólnie cała kreacja postaci i świata tego, w którym żyje Ida, świata zmarłych i tego w lustrze, to po prostu mistrzostwo! Te wszystkie zwroty akcji, to jak serce przyśpieszało z każdą kolejną minutą - I'm in love! A historia dworu i demona luster, to też coś, czego byłam ciekawa od samego początku. I w ogóle nie dość, że dostaliśmy tutaj świetną fantastykę, to jeszcze kroi nam się mały romansik, któremu gorąco kibicuje! A no i Ruda to ruda, jakby jeśli czytaliście to wiecie, troszkę mnie zaskoczyła.

   Ah no i jeszcze nie mogłabym nie wspomnieć o Pechu - on naprawdę istnieje i de facto to prześwietna postać, czekam na jego dalsze poczynania!

   Podsumowując pokochałam drugi tom, tak samo jak i pierwszy. Autorka zrobiła tutaj taką robotę, że szczęka to nie raz mi opadała. Kreacja bohaterów, wszystkich światów, akcja, która gnała, aż serce przyśpieszało swoje tempo. To była taka historia, do której z pewnością nie raz wrócę i taka, którą będę polecać z całego serca. A książki Autorki zdecydowanie muszę przeczytać, wszystkie jakie napisała i jeszcze napisze, no nie mogę powiedzieć nie komuś, kto tak perfekcyjnie posługuje się piórem.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Mięta i Autorce za egzemplarz recenzencki! Ta historia zostanie w moim sercu na zawsze! Nie mogę doczekać się poznania dalszych losów bohaterki i jej nieodłącznych przyjaciół.


Psst. Najnowsze wydanie zawiera opowiadanie "Gdy zapłacze rajski ptak" - mam nadzieję, że skusicie się na przeczytanie tej książki w nowym wydaniu, by poznać dodatkowe części!

   Po "Szamance od umarlaków" byłam pewna, że koniecznie muszę poznać dalsze losy naszej Idy.

   Od samego początku wiedziałam, że pech cały czas ma ją na swoim oku i nie oprze się pokusie, by pokrzyżować jej plany. Chociaż z drugiej strony dziewczyna sama wpakowała się w niezłe tarapaty składając nieśmiertelną przysięgę. Tik tak tik tak - czas tyka, ucieka, a Ida musi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Odkąd poznałam pióro Pauliny Świst, z wielką przyjemnością i ogromnym zaciekawieniem sięgam po jej powieści. Po serii „Fighter”, w którą wsiąknęłam, nie mogłam doczekać się, aż zapoznam się z „Incognito”. Tym razem na bok odkładamy walki MMA i szemrane interesy w klubach, a przechodzimy do o wiele poważniejszych rzeczy. Mianowicie do zabójstw. Czujecie to? Od razu nastawiłam się na zawiłą fabułę, charakternych bohaterów i zagadkę, która wcale nie będzie taka prosta do rozwikłania. Czy dostałam to, czego chciałam?


W trakcie czytania momentalnie poczułam, jakbym znała bohaterów, ich zachowanie, sposób wypowiedzi, no praktycznie wszystko przypominało mi o Poli i Patryku z poprzedniej serii. Nie, żeby było to coś złego, a gdzie tam! Bardzo polubiłam styl Autorki i to jak kreuje postaci, dodaje im pazura i niezłego poczucia humoru. Myślę, że to będzie jedna z tych rzeczy, która cały czas będzie przyciągać mnie do jej książek. To, że choć poznajemy nowych bohaterów, całkowicie inne historie, to mimo wszystko wydaje nam się, jakbyśmy już ich znali.


W tej serii poznajemy Artura i Anię, prokuratora śledczego oraz dziennikarkę, którzy znają się już dobrych parę lat. Przyjdzie im pracować nad dość zawiłą sprawą morderstw. Seryjnych morderstw, które są tak łudząco podobne do tych, przy których ślęczeli kilka lat wcześniej. Stara ekipa ponownie zbiera szyki, by jak najszybciej dowiedzieć się, kto jest mordercą. Jednak ich droga będzie wyboista. Każde z nich musi mieć się na baczności, bo to oni mogą być następnym celem...


W tej historii zdecydowanie nie zabraknie dreszczyku emocji, napięcia towarzyszącego rozwiązaniu sprawy i uczuć, które zaczynają przyciągać do siebie przyjaciół. Autorka po raz kolejny zrzuca na nas bombę w postaci pytań, na których odpowiedzi trzeba będzie czekać praktycznie do końca, gdyż książka nie jest ani trochę przewidywalna. Dostarczy nam wielu wrażeń w związku z samymi bohaterami, których już na starcie można polubić. Akcja cały czas będzie gnać do przodu, a my dalej będziemy się zastanawiać nad tym, kto jest tym złym. Tutaj nie będzie prostej odpowiedzi, choć kilka razy może wydawać nam się, iż coś zaczynamy rozumieć, że do ułożenia tych puzzli wiele nie brakuje, a jednak jakby co chwila nam ich ubywa. Zdecydowanie będzie to zawiła przeprawa, jednak pełna będzie naprawdę dobrego humoru, który wywoła uśmiech na twarzy.


Bardzo miło spędziłam czas z książką, dostarczyła mi tego, czego oczekiwałam. Świetnych bohaterów, humoru, za który uwielbiam Autorkę, zagadkę, którą wspólnie próbowałam rozwiązać z Anią i Arturem, cały czas bacznie śledząc tekst. Autorka kolejny raz pokazała mi, że pomimo tylu wydanych powieści, nie zwalnia tempa i cały czas podnosi poprzeczkę wyżej. Teraz wręcz nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom serii i będę mogła raz jeszcze wcielić się w detektywa.


Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za tak emocjonującą lekturę! Bawiłam się świetnie podczas wertowania kart powieści i już zacieram ręce na ciąg dalszy! Polecam gorąco!

Odkąd poznałam pióro Pauliny Świst, z wielką przyjemnością i ogromnym zaciekawieniem sięgam po jej powieści. Po serii „Fighter”, w którą wsiąknęłam, nie mogłam doczekać się, aż zapoznam się z „Incognito”. Tym razem na bok odkładamy walki MMA i szemrane interesy w klubach, a przechodzimy do o wiele poważniejszych rzeczy. Mianowicie do zabójstw. Czujecie to? Od razu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Na "Szamankę od umarlaków" autorstwa Martyny Raduchowskiej miałam ochotę już kilka lat temu, gdy była jeszcze w starym wydaniu. Jakoś nigdy nie było mi po drodze by ją kupić, więc gdy @zapatrzonawksiazki zapytała czy chcę z nią czytać, to od razu sprawdziłam czy jest gdzieś dostępna online. Tutaj przyszło mi z pomocą legimi.

   Jak się okazało nowe wydanie zawiera również opowiadanie "Maszkarada" - nawiązuje ono do tego, co działo się przed Szamanką. Tutaj jednak nie będę nic zdradzać. Jednak dzięki opowiadaniu mogłam choć trochę poznać naszą Idę i to co nią kierowało, by całkowicie wyparła się magii. Jednak los jest przewrotny i mimo wszystko dziewczyna musiała się oddać w jego ręce.

   Książka od samego początku sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać! Nauka szamaństwa przez Idę, poznanie zakręconej ciotki, która była martwa - no kosmos! I jak na początku dziwnie było mi przyzwyczaić się, że Tekla rozmawia trochę inaczej, tak potem zaczęło mnie to bawić i wyczekiwałam pojawienia się jej w książce. Bardzo uwielbiam motyw zaświatów, więc bawiłam się świetnie, gdy mogłam poznać kolejną "teorię" jak to wygląda. Tutaj nasza bohaterka nie dość, że musi nauczyć się przeprowadzać dusze na drugą stronę, to jeszcze okazuje się, że potrafi przewidzieć śmierć pewnych osób i od tego momentu jest za te osoby odpowiedzialna. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że dziewczyna od samego początku widzi duchy, a te najfajniejsze pojawiają się podczas jej misji. Dodatkowo dochodzi tutaj motyw demonów, czarnej magii i tak jakby strażników, którzy nie dość, że są policją to jeszcze część z nich ma również magiczne moce.

   Jest to wszystko tak zakręcone, tak dużo przez ten jeden tom się dowiadujemy, iż można pomyśleć, że nie ogarniemy co i jak. A jednak książka została tak poprowadzona, że każdy dodatkowy element, nowa postać, sprawia, że tym bardziej nie idzie się oderwać od czytania!

   Co by tu długo pisać, dosłownie zostałam porwana do tego świata i nie mogę nadziwić się, jak dobrze został skonstruowany! Martyna Raduchowska zdecydowanie wiedziała co robi, pisząc tę książkę. Jej pióro zachwyca, bawi i dodaje energii. A zakończenie to dopiero jest bomba, nie mogę się doczekać aż przeczytam kolejny tom i będę mogła poznać dalsze losy naszej Idy!! Polecam z całego serducha!

   Na "Szamankę od umarlaków" autorstwa Martyny Raduchowskiej miałam ochotę już kilka lat temu, gdy była jeszcze w starym wydaniu. Jakoś nigdy nie było mi po drodze by ją kupić, więc gdy @zapatrzonawksiazki zapytała czy chcę z nią czytać, to od razu sprawdziłam czy jest gdzieś dostępna online. Tutaj przyszło mi z pomocą legimi.

   Jak się okazało nowe wydanie zawiera...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Pokochałam tę historię już przy pierwszym tomie, a w tym ta miłość tylko się umocniła. Co prawda zaczęłam ją dość szybko, ale przez jakiś czas nie miałam ani chwili, by po nią sięgnąć, więc tak czekała na odpowiedni moment. Ale jak już się do niej zabrałam, tak ciężko było mi ją odłożyć. To było coś nie z tej ziemi. Leaf nie miała łatwo mając w sobie Lore, ale bez niego, wszystko jeszcze bardziej się poplątało. Było ciężej. Przy życiu trzymał ją wyłącznie Falco i uczucia, którym go darzyła...

Oh to była niezapomniana podróż przez męki głównej bohaterki, przez te wszystkie intrygi ze strony zakonu, intendenta i wszystkich innych egzorcystów. A to, co robiły demony, co planowała Una, kosmos! Tyle akcji, tyle wrażeń! Czytając, czułam się tak, jakbym sama była jedną z nich. To uczucie, jakbym to ja uczestniczyła w ich życiu- niecodzienne. Książka dosłownie wciągnęła mnie do środka! Naprawdę myślałam, że drugi tom nie dorówna emocjom pierwszemu, ale byłam w błędzie. Poprzeczka została postawiona jeszcze wyżej. Po prostu nie mogę doczekać się trzeciego tomu!

To, co Autorka nam tu pokazała, jak potrafiła wejść w głąb postaci, wykreować ich w tak cudowny sposób. Z całego serca ich pokochałam. Leaf, Lore, Falco, Craina i Zero. Ciocia Zelda to też niezłe ziółko i naprawdę ciekawa postać! Poproszę więcej! A samo zakończenie? To był dopiero zwrot akcji! Czegoś takiego się nie spodziewałam! Naprawdę tę historię ktoś powinien zekranizować! Najlepiej w postaci serialu!

Podczas czytania momentami przeszywał mnie strach o to, co za chwilę się wydarzy... Czułam radość, zdenerwowanie, fascynację- po prostu gigantyczny rollercoaster! Aż brak mi słów, by opisać, jak fantastyczna była to książka. 10/10 to zdecydowanie za mało, by wyrazić moją ocenę. Autorka dała z siebie wszystko i liczę na to, że nie poprzestanie na laurach.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu za egzemplarz recenzencki! To była niezapomniana przygoda, zakochałam się w tej historii i czekam na więcej! Polecam z całego serca!

Pokochałam tę historię już przy pierwszym tomie, a w tym ta miłość tylko się umocniła. Co prawda zaczęłam ją dość szybko, ale przez jakiś czas nie miałam ani chwili, by po nią sięgnąć, więc tak czekała na odpowiedni moment. Ale jak już się do niej zabrałam, tak ciężko było mi ją odłożyć. To było coś nie z tej ziemi. Leaf nie miała łatwo mając w sobie Lore, ale bez niego,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po pierwszej przygodzie z serią „W objęciach magii” wiedziałam, że na bank sięgnę po kolejne tomy. Dlatego bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że w niedługim czasie będę mogła sięgnąć po drugą część, a raczej piątą, gdyż nie wiedzieć czemu, seria jest w Polsce wydawana od środka. Mimo wszystko, tak jak wspominałam przy recenzji „Miłość od elfiego wejrzenia”, ta kolejność wydawania, nie zabiera radości z czytania i całkiem łatwo idzie odnaleźć się w świecie wykreowanym przez Autorkę.


Zabierając się za „Syrenę w błękitnej toni”, moje wyobrażenie względem treści było troszkę inne. Tytułowa syrena tak mnie zaciekawiła, iż serio spodziewałam się ją tam spotkać, a dostałam coś zgoła innego. Jednak czy czułam się zawiedziona? A gdzież tam! Prawdę mówiąc, całkowicie urzekło mnie to, kim ta postać okazała się naprawdę i jak miała się ona do całej fabuły.


A więc, co do fabuły, to tak jak przy pierwszym tomie, momentalnie wsiąknęłam w historię najmłodszej z „sióstr”. Była ona tajemnicza, zawiła, jednak nie dla nas. My znaliśmy część prawdy o przeznaczeniu bohaterki, wiedzieliśmy, kto ma być jej wybrankiem, znaliśmy kilka istotnych faktów, których Maeve mogła się jedynie domyślać, bądź szukać odpowiedzi po omacku. Jednak moim zdaniem nasza świadomość, w jaką stronę zmierza jej historia, ani trochę nie przeszkadzała w tym, byśmy razem z bohaterką tych odpowiedzi szukali. Z czasem na wierzch zaczęły wychodzić kolejne tajemnice, które sprawiały, że jeszcze bardziej ciągnęło nas do książki, do odkrycia ich wszystkich i do oczekiwanego happy endu. Jednak on nie chciał szybko przyjść i musieliśmy wraz z naszą syrenką walczyć o tę wiedzę i wszystko, co wraz z nią miało nadejść.


„Syrena z błękitnej toni” to opowieść o sile miłości, przyjaźni oraz o przeznaczeniu, które ma zostać wybawieniem od wszelkiego, czyhającego za rogiem zła. To piękna historia o magicznych istotach, nad którymi od urodzenia wiszą ciemne chmury. O odwadze, waleczności, która ma zaprowadzić pokój na świecie, o tym, by nigdy się nie poddawać. Opowiada o młodej dziewczynie, która ze wszystkich sił będzie starała się ocalić tych, którzy już dawno przestali wierzyć w dobro. Pomoże jej w tym mężczyzna, nad którym wisi klątwa, przez co większość swojego życia spędza pod postacią psa. Aż ciężko opisać mi słowami to, jak cudownie czułam się, gdy czytałam ich historię. Jak zaciskałam pięści i trzymałam kciuki, by wszystko, co sobie zaplanowali, ziściło się. Nie raz łza zakręciła mi się w oku, gdyż było to tak piękne i jednocześnie bolesne, gdy już zajrzało się za kurtyny. Maeve, tak jak jej siostry nie znała swoich rodziców i pomimo tego, że nie pokazywała, iż ta niewiedza sprawia jej ból, w niektórych momentach można było to poczuć. Tak jak w przypadku cierpienia Brody'ego, który przez tyle lat był psem i nic nie mógł z tym zrobić. A te scenki z wyspy, na której się pojawił i odwiedził widzącego? Myślałam, że serce pęknie mi na milion kawałków...


Poza cudownymi momentami w książce i tymi, które sprawiały, że łzy spływały po mojej twarzy, mogę Wam obiecać, że nie zabraknie też wciągającej akcji. No bo jak to tak, miałoby być nudno? Nie ma nawet takiej opcji. Ta historia, tak jak i poprzednia, dostarcza całej masy przeróżnych wrażeń, nie tylko przez wzgląd na emocje, ale i na świat, w którym będziecie mogli się znaleźć, jeśli skusicie się zapoznać z tą serią. Jest ona po prostu magiczna!


Dziękuję serdecznie wydawnictwu za egzemplarz recenzencki! Po raz kolejny dałam się porwać w wir przygód bohaterów i nie żałuję żadnej chwili spędzonej z nimi. A wręcz nie mogę się doczekać, aż zapoznam się z kolejnym tomem! Polecam z całego serca fanom Romantasy!

Po pierwszej przygodzie z serią „W objęciach magii” wiedziałam, że na bank sięgnę po kolejne tomy. Dlatego bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że w niedługim czasie będę mogła sięgnąć po drugą część, a raczej piątą, gdyż nie wiedzieć czemu, seria jest w Polsce wydawana od środka. Mimo wszystko, tak jak wspominałam przy recenzji „Miłość od elfiego wejrzenia”, ta kolejność...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

   Zaczynając tę książkę miałam pewne obawy, gdyż pierwszy tom "Ukochana gangstera" czytałam bardzo dawno temu. Pamiętałam jedynie tyle, że mi się podobała, jednak nic więcej. Musiałam wrócić do swojej recenzji, by przypomnieć sobie choć część tego, co tam się działo. Nie było to proste, lecz gdy zaczęłam czytać "Miłość gangstera" i mogłam zobaczyć wszystko oczami Logana, praktycznie od początku, wreszcie coś kliknęło i powolutku wkręcałam się w historię bohaterów.

   Jak już kiedyś wspominałam, bardzo podoba mi się to, gdy Autorzy pisząc kolejne tomy, na samym początku spokojnie wprowadzają nas w najważniejsze momenty, które mogliśmy przeczytać już wcześniej. Dlatego tutaj był to dla mnie ogromny plus, właśnie przez ten długi okres czasu, pomiędzy czytaniem pierwszego a drugiego tomu.

   Jednak tym razem miałam okazję spojrzeć na tę historię oczami Logana, czyli bezwzględnego gangstera. Mogłam zaznajomić się z jego emocjami, które raz za razem nim targały, gdy w pobliżu znajdowała się Elisabeth. Dowiedzieć się, dlaczego stał się takim draniem, co sprawiło, że serce ściskało mi się z bólu. Było to naprawdę fajnym doświadczeniem, móc ponownie przeżyć tę historię, jednak od tej drugiej strony i w późniejszych rozdziałach dowiedzieć się o wiele więcej o ich dalszym życiu.

   Aczkolwiek czegoś mi zabrakło, te emocje nie były aż tak silne, jak przy pierwszym tomie, przez co bardzo szybko zaczęłam zapominać fabułę. Mimo wszystko z chęcią sięgnę po ostatni tom, gdyż jestem ciekawa tego, jak go odbiorę.

   Książkę czytało się naprawdę szybko, było przyjemnie wrócić do świata bohaterów, jednak nie była ona na tyle dobra, by na długo zapadała w pamięci. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam ją przeczytać i że w niedługim czasie poznam trzeci i chyba ostatni tom "Ukochanej Gangstera". Oczywiście po tej serii z chęcią sięgnę po inne książki Autorki, gdyż jej pióro bardzo mnie ciekawi, a do tego lubię romanse mafijne, a takie w szczególności I.M. Darkss właśnie pisze.

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz recenzencki. Fanom romansów mafijnych polecam zapoznanie się z tą serią, gdyż jest naprawdę ciekawa!

   Zaczynając tę książkę miałam pewne obawy, gdyż pierwszy tom "Ukochana gangstera" czytałam bardzo dawno temu. Pamiętałam jedynie tyle, że mi się podobała, jednak nic więcej. Musiałam wrócić do swojej recenzji, by przypomnieć sobie choć część tego, co tam się działo. Nie było to proste, lecz gdy zaczęłam czytać "Miłość gangstera" i mogłam zobaczyć wszystko oczami Logana,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Black bird Academy" to książka, która przyciągnęła mnie samym swoim wyglądem, a po przeczytaniu opisu, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać! Jednak nie spodziewałam się, że tak mnie wciągnie i po jej skończeniu będę miała ochotę na więcej! A uwierzcie mi, że tam się tyle dzieje, iż ta historia siedzi w głowie non stop!

  Po pierwsze to bardzo spodobał mi się jej zamysł. Akademia dla egzorcystów, nekromantów i shintonistów, to coś nowego, czego chyba jeszcze nie widziałam na polskim rynku. Przepadłam całkowicie dla tej fabuły, która została wykreowana w taki sposób, że nie idzie się od niej oderwać. Jednak to nie od samej akademii zaczynamy poznawać historię bohaterów.

   Zaczyna się ona w nietypowy sposób, gdyż poznajemy chłopca, który ucieka przed przerażającym stworzeniem, po czym nagle już nie jest chłopcem, a mężczyzną, którego życie sobie przywłaszczył. Nieoczekiwanie przeskakujemy do kolejnej postaci - Leaf, kelnerki, która nie wie, że za chwilę jej całe życie diametralnie się zmieni. I mniej więcej w tym momencie dzieją się rzeczy, które wciągają nas do tej historii jeszcze głębiej.

   Dziewczyna ma przed sobą nie lada wyzwanie, gdyż w jej głowie siedzi demon, którego inni będą chcieli się pozbyć za wszelką cenę, jednak w pewnym momencie dostaje propozycje nie do odrzucenia. Mianowicie - albo podejmie się nauki i z pomocą demona będzie wypędzać inne stwory z tego świata, albo ją zabiją. Jakby, ja tam bym się nad tym szczególnie nie zastanawiała 🤣.

   Od samego początku w miarę możliwości możemy zorientować się, jak działa akademia, na czym polegają konkretne "zawody", widzimy jak z biegiem czasu Leaf jest nieco łatwiej tę wiedzę przyswajać i jak zmienia ją każdy kolejny dzień tam. Akcji jest pełno, poprzez dziwne stwory, które wychodzą z zakamarków, więź, którą bohaterka nawiązuje z demonem i problemy, z którymi musi się mierzyć. Do tego książka jest przezabawna, chyba nigdy nie zapomnę, jak Lore śpiewał w głowie Leaf "All by myself"! Myślałam, że się popłaczę ze śmiechu!

   Emocje, które czułam podczas czytania, są nie do opisania, dosłownie brakuje mi słów! To tak jakbym biegła w maratonie, im bliżej mety, tym bardziej brakowało mi tchu, ale jednocześnie nie byłam w stanie się zatrzymać. Po jej skończeniu czułam niedosyt, zwłaszcza że pozostawia nas ono z ogromną masą pytań i pewnością, że jeszcze raz będziemy mogli zagłębić się w wykreowany przez Autorkę świat. Ja najchętniej już bym zabierała się za kolejny tom!

   Ogólnie moim zdaniem, ta historia powinna zostać zekranizowana, gdyż byłaby wielką gratką dla fanów fantastycznych filmów/seriali. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie byłoby to cudowne doznanie, móc obejrzeć te wszystkie najciekawsze momenty, które zostały tam zawarte. No nic dodać, nic ująć!

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu za egzemplarz tej przecudownej książki, która długo będzie zaprzątać moje myśli. Była to historia tak świetna, tak wspaniale wykreowana i totalnie trafiła w mój gust czytelniczy. Moje serce dosłownie rośnie na myśl, że będę mogła poznać jej kontynuację! Polecam z całego serca!

"Black bird Academy" to książka, która przyciągnęła mnie samym swoim wyglądem, a po przeczytaniu opisu, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać! Jednak nie spodziewałam się, że tak mnie wciągnie i po jej skończeniu będę miała ochotę na więcej! A uwierzcie mi, że tam się tyle dzieje, iż ta historia siedzi w głowie non stop!

  Po pierwsze to bardzo spodobał mi się jej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gdy zobaczyłam zapowiedź "Czy to jest przyjaźń?" Alexy Lavendy, od razu wiedziałam, że będę musiała po nią sięgnąć. Po lekturze "Chłopaka z sąsiedztwa" byłam oczarowana piórem Autorki, tą swobodą, z jaką poprowadziła książkę, lekkością i odrobiną humoru. Nie spodziewałam się jednak, że przy tym tytule emocji będzie co niemiara. Jak ja się dobrze przy niej bawiłam, no nie uwierzycie! Niektórzy mogą stwierdzić, że w książce było mnóstwo cringowych sytuacji, oczywiście będzie to prawdą, ale jakie to były sytuacje! W innym przypadku mogłabym być nieco zniesmaczona, ale tutaj śmiałam się, aż brakło mi tchu!

   Poczucie humoru Autorki uderzyło w mój czuły punkt i już wiedziałam, że przepadłam dla tej historii. Może nie wszystkich śmieszą przypałowe bąki podczas wystąpienia przed masą ludzi, ale dla mnie było to tak ubrane w słowa, że sama z resztą bohaterów wręcz pękałam ze śmiechu! A co jest najśmieszniejsze? Że to był dopiero początek takich momentów wyciągnięty wprost ze starych komedii. Ten typ humoru może albo zniesmaczyć, albo sprawić, że pokochacie tę historię, tak jak było w moim przypadku.

   No dobra, ale poza komedią, która złapała mnie w swoje sidła, była też druga strona medalu, czyli cały zamysł książki. A więc mamy czwórkę przyjaciół, którzy znają się od małego i postanawiają razem zamieszkać. Możemy poznać ich od tej opiekuńczej strony, gdyż są niczym trzej muszkieterowie - "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Wspierają się, jak tylko mogą, w każdej sytuacji, można by powiedzieć, że są jak bracia i siostry, jednak w pewnym momencie zaczyna się to zmieniać. Każde z osobna zaczyna patrzeć na siebie nieco inaczej, wiecie, w tym romantycznym stylu. I tutaj zaczyna się wkradać niepewność - czy uczucie, które zaczyna się w nich tlić, nie będzie końcem ich przyjaźni. Czy nie zmieni tego, co od tylu lat budowali? Jak to mówią "kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana", jednak ryzyko jest ogromne...

   Przyjemnie było wkroczyć do świata bohaterów, którzy z ostrożnością niczym chirurg, zaczynają pokazywać sobie nawzajem, że sympatia, jaką siebie darzą, zaczyna zmieniać się z typowo przyjacielsko-braterskiej, na romantyczną. Te podchody, ukradkowe spojrzenia, gesty, przywołują w głowie obraz naszych pierwszych miłostek. Obawa, że coś pójdzie nie tak, cały czas siedzi w nich głęboko, szepcze do ucha, że to się nie uda. Czy te wzrastające uczucie wygra ze strachem o przyjaźń? Przekonajcie się sami, sięgając po tę cudowną historię!

   Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za egzemplarz recenzencki! Ta historia wywoływała uśmiech na mojej twarzy, a czasem I łzy, gdy nie mogłam przestać się śmiać. Była jednocześnie tak ciepła, tak przyjemna, że nie szło się od niej oderwać. Polecam z całego serca!

Gdy zobaczyłam zapowiedź "Czy to jest przyjaźń?" Alexy Lavendy, od razu wiedziałam, że będę musiała po nią sięgnąć. Po lekturze "Chłopaka z sąsiedztwa" byłam oczarowana piórem Autorki, tą swobodą, z jaką poprowadziła książkę, lekkością i odrobiną humoru. Nie spodziewałam się jednak, że przy tym tytule emocji będzie co niemiara. Jak ja się dobrze przy niej bawiłam, no nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to