-
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2
Biblioteczka
małe ostrzeżenie dla wrażliwych - Atlus sparodiował krzyż (i inne katolickie symbole)w grze "Cathrine", natomiast w serii Persona szatan to coś w rodzaju twojego pokemona.
małe ostrzeżenie dla wrażliwych - Atlus sparodiował krzyż (i inne katolickie symbole)w grze "Cathrine", natomiast w serii Persona szatan to coś w rodzaju twojego pokemona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Nie ma sensu pisać tu o mandze, gdy polska wersja NIGDY nie powinna zostać wydana w takim kształcie. Oto na przykład wymiana zdań W TYM SAMYM KADRZE:
"-Zniknęło już około pięćdziesięciu uczniów, wygląda to na porwanie.
- Szefie! Wygląda na to, że winną jest Mała Pandora...".
Błędy (np. "słońca" zamiast "księżyca"), literówki, zanikająca interpunkcja, mechaniczne tłumaczenie (nadmiar zaimków, bliskie powtórzenia), kompletny brak nadzoru redakcyjnego i korekty...
Zdanie z innego kadru: "Coś zakłóca harmonię to nieszczęście" (!) dobrze podsumowuje całość polskiego wydania.
Nie ma sensu pisać tu o mandze, gdy polska wersja NIGDY nie powinna zostać wydana w takim kształcie. Oto na przykład wymiana zdań W TYM SAMYM KADRZE:
"-Zniknęło już około pięćdziesięciu uczniów, wygląda to na porwanie.
- Szefie! Wygląda na to, że winną jest Mała Pandora...".
Błędy (np. "słońca" zamiast "księżyca"), literówki, zanikająca interpunkcja, mechaniczne...
Ocena dla całej serii.
Plusy:
- informacje ze świata wydawnictw mangowych.
Minusy:
- kreska,
- papierowe, całkowicie nieprawdopodobne postaci,
- seksizmy i stereotypy,
- tłumaczone chyba z angielskiego (tylko moje podejrzenia, ale takie np. "eh?" to typowy pytajnik w angielskim właśnie - a tu się pojawia zbyt wiele razy jak na zwykły przypadek),
- żenujący "rozwój" postaci (np. bardzo dumna z własnej sztuki mangaczka, nie zniżająca się do tego i owego, NAGLE i bez żadnego powodu przestaje mieć jakiekolwiek opory przed erotycznym ukazywaniem majtek i podwiniętych spódniczek i pilnie się uczy, jak się w tym poprawić...),
- wymęczony humor,
- kompletnie niepotrzebny i bardzo źle prowadzony wątek miłosny (plus idiotyczne romanse pobocznych postaci),
- promowanie histerycznego pracoholizmu,
- promowanie masowego rysowania damskiej bielizny (głównie majtek na pośladkach) jako normalnej twórczości dla chłopców,
- wszyscy świetni mangacy są bardzo chudzi (i młodzi), natomiast jedynie (okropnie) tyjący jest niespełniony mangaka po trzydziestce, który staje się coraz bardziej obleśnym typem.
Z największą przykrością nie polecam.
Ocena dla całej serii.
Plusy:
- informacje ze świata wydawnictw mangowych.
Minusy:
- kreska,
- papierowe, całkowicie nieprawdopodobne postaci,
- seksizmy i stereotypy,
- tłumaczone chyba z angielskiego (tylko moje podejrzenia, ale takie np. "eh?" to typowy pytajnik w angielskim właśnie - a tu się pojawia zbyt wiele razy jak na zwykły przypadek),
- żenujący "rozwój" postaci...
Kupiłam tylko dla rysownika, ale zawiodłam się.
Ogólnie to bardzo przeciętny komiks - z profesjonalną, ale nudną i jakby wymęczoną (jak na autora) kreską - z do bólu przewidywalną historią i papierowymi bohaterami.
Kupiłam tylko dla rysownika, ale zawiodłam się.
Ogólnie to bardzo przeciętny komiks - z profesjonalną, ale nudną i jakby wymęczoną (jak na autora) kreską - z do bólu przewidywalną historią i papierowymi bohaterami.
Myślę, że ta książeczka dużo by zyskyła, gdyby o wiele klarowniej wyjaśniała, jak przebiega lectio divinia, a dopiero po rzetelnym objaśnieniu pouczała, co jest dziś złego i wypaczonego w tej metodzie modlitwy/czytania Biblii. Jeśli jednak ktoś ma już doświadczenia z LD, to ten poradnik może mu pomóc wyzwolić się z intelektualnego "odrabiania lekcji" . Przedstawiona tu metoda czytania "stop and go" to chyba NAJLEPSZA interpretacja dość tajemniczo dziś brzmiących pouczeń ojców Kościoła o naśladowaniu pszczoły (przy czytaniu), jaką widziałam.
Myślę, że ta książeczka dużo by zyskyła, gdyby o wiele klarowniej wyjaśniała, jak przebiega lectio divinia, a dopiero po rzetelnym objaśnieniu pouczała, co jest dziś złego i wypaczonego w tej metodzie modlitwy/czytania Biblii. Jeśli jednak ktoś ma już doświadczenia z LD, to ten poradnik może mu pomóc wyzwolić się z intelektualnego "odrabiania lekcji" . Przedstawiona tu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
+ kreska w stylu retro
+ brak nauczyciela zaręczającego z dwunastoletnią uczennicą, jak w CardCaptorSakura (tak, nadal czuję przez to głębokie obrzydzenie do Clampa)
- dopiero zaczęłam czytać, a już strony zaczęły wypadać (kiepsko...)
- jak zwykle zniechęcające tłumaczenie JPF-u
- papierowe postaci
- dość marnie prowadzona akcja
- wymuszony humor
+ kreska w stylu retro
+ brak nauczyciela zaręczającego z dwunastoletnią uczennicą, jak w CardCaptorSakura (tak, nadal czuję przez to głębokie obrzydzenie do Clampa)
- dopiero zaczęłam czytać, a już strony zaczęły wypadać (kiepsko...)
- jak zwykle zniechęcające tłumaczenie JPF-u
- papierowe postaci
- dość marnie prowadzona akcja
- wymuszony humor
"Na nadzieję trzeba zapracować. Nadzieję się odkrywa, gdy włoży się w to trochę pracy".
Książka sprzedawana jest jako poradnik, ale bardziej podpada pod nurt blogowo-wyznaniowy - autorka analizuje, dlaczego pewne porady/taktyki/zasady nie sprawdziły się w jej życiu, a które prowadziły do pozytywnych zmian. Wg niej najbardziej pomocne są małe, proste, ale codzienne nawyki i pozbawianie się możliwości podejmowania decyzji (np. poniedziałek to dzień prania i z tym nie dyskutujemy - nie myślimy więc o praniu przez kolejne 6 dni; jeśli nawet nie wiem, że mam jakąś rzecz, to znaczy, że jej nie potrzebuję, więc należy się jej pozbyć, a nie gdybać, do czego mogłaby mi się przydać za 30 lat).
Przyznaję, że problemy autorki są dla mnie abstrakcją - choć nie jestem idealną panią domu, nie mogę pojąć, jak zmywanie naczyń może być największym z problemów. I to prowadzącym do dokupywania coraz nowszych misek i talerzy (!), by się miało z czego jeść (!!!). Przez pierwszy tydzień 4 tygodniowego programu sprzątania autorka zaleca WYŁĄCZNIE zmywanie naczyń. NIC - N I C - poza tym.
Dla mnie to raczej czytadło niż realna pomoc w szukaniu dobrej rutyny sprzątaniowej. Ale nie czytało się źle.
"Na nadzieję trzeba zapracować. Nadzieję się odkrywa, gdy włoży się w to trochę pracy".
Książka sprzedawana jest jako poradnik, ale bardziej podpada pod nurt blogowo-wyznaniowy - autorka analizuje, dlaczego pewne porady/taktyki/zasady nie sprawdziły się w jej życiu, a które prowadziły do pozytywnych zmian. Wg niej najbardziej pomocne są małe, proste, ale codzienne nawyki i...
Podobno nie ocenia się książki po okładce, ale... dlaczego?
Spotkałam w życiu paru wydawców, wiem, że zaglądają na LC z wypiekami na twarzy (choć - jak mi się zdaje - bez pozytywniejszych uczuć dla samego serwisu) - jest więc duża szansa, że zobaczą komentarz kogoś, kogo okładka boli i to bardzo.
I inna mała szansa - że w ogóle nie przyszło im do głowy, jak bardzo mogą ranić albo że nikt nie odważył się im tego powiedzieć.
Dlatego kasowanie komentarza o samej okładce przez LC uważam za niezwykle niesprawiedliwie (i zupełnie nieuzasadnione).
Jeśli okładka mnie boli i przez nią nakręcam się na mówienie "NIE" autorowi i wydawcy, dlaczego LC nie daje szansy, by zarówno autor jak i wydawnictwo dowiedzieli się przez co właściwie stracili klienta?
Podobno nie ocenia się książki po okładce, ale... dlaczego?
Spotkałam w życiu paru wydawców, wiem, że zaglądają na LC z wypiekami na twarzy (choć - jak mi się zdaje - bez pozytywniejszych uczuć dla samego serwisu) - jest więc duża szansa, że zobaczą komentarz kogoś, kogo okładka boli i to bardzo.
I inna mała szansa - że w ogóle nie przyszło im do głowy, jak bardzo mogą...
- mało wyrazista kreska
- mała rozpiętość tonów (przez to całe strony ociekają szarością)
- takie sobie tłumaczenie ("mendou" - którego się domyślam - naprawdę można zgrabniej przetłumaczyć, niż "upierdliwe", biorąc pod uwagę, że to relaksacyjna manga o milutkich, pozbawionych problemów, grzecznych dziewczynkach)
- bardzo dziwne noty redakcyjne - na dwóch sąsiadujących stronach mamy: "5000 jenów - 150 zł" ORAZ "5000 jenów - ok. 172 zł" (???)
- jak dla mnie zbyt mało ciekawostek biwakowych
- mało wyrazista kreska
- mała rozpiętość tonów (przez to całe strony ociekają szarością)
- takie sobie tłumaczenie ("mendou" - którego się domyślam - naprawdę można zgrabniej przetłumaczyć, niż "upierdliwe", biorąc pod uwagę, że to relaksacyjna manga o milutkich, pozbawionych problemów, grzecznych dziewczynkach)
- bardzo dziwne noty redakcyjne - na dwóch sąsiadujących...
Widziałam tylko fragmenty, ale nie wiem, jak bardzo musiałabym nienawidzić dzieciaka, żeby katować go czymś tak ordynarnie brzydkim i pozbawionym dobrej treści.
Parodie religii i "niepostępowych" polityków zazwyczaj są skrajnie ohydne, ale te strony są OGÓLNIE tak paskudne, a tekst tak nędzny i tak silący się na śmieszność, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście może autorom zarzucić jakąkolwiek parodię, bo ocenianie zawartości tego "dziełka" przypomina dopatrywanie się kształtów w plamach rozchlapanej brei (czy jedna postać to parodia biskupa czy TYLKO fatalny gust i gryzmoły szumnie nazwane rysunkami?).
Proszę, nie szkodźmy dzieciom czym takim.
Widziałam tylko fragmenty, ale nie wiem, jak bardzo musiałabym nienawidzić dzieciaka, żeby katować go czymś tak ordynarnie brzydkim i pozbawionym dobrej treści.
Parodie religii i "niepostępowych" polityków zazwyczaj są skrajnie ohydne, ale te strony są OGÓLNIE tak paskudne, a tekst tak nędzny i tak silący się na śmieszność, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy...
Jedna gwiazdka za paskudną parodię figury Maryi Panny z ciałem Chrystusa Pana.
Autorki dodały nimb do rysunku, żeby nie było wątpliwości o co chodzi.
Czyli wiedziały, co robią.
Nie chcę więcej widzieć tej serii na oczy.
Jedna gwiazdka za paskudną parodię figury Maryi Panny z ciałem Chrystusa Pana.
Autorki dodały nimb do rysunku, żeby nie było wątpliwości o co chodzi.
Czyli wiedziały, co robią.
Nie chcę więcej widzieć tej serii na oczy.
Tekst Vanitachi to jedyne, co przeczytałam z tego numeru, więc (na razie?) tylko o nim.
Autorka prowadzi kanał "Arcydzielnie" na yt i jest niesamowicie oczytana (sprawdźcie jej książkowe podsumowanie roku - robi wrażenie), byłam więc ciekawa, jak spodoba mi się jej krótka forma.
To smutny obrazek z możliwej przyszłości, gdzie znalezienie swobodnego czasu na malowanie wydaje się nieosiągalnym marzeniem, gdzie najcenniejszą rzeczą w domu może być pojedyncza szyszka z prawdziwej (!) sosny, a sterowany przez irytujące AI dom jest zdolny obrażać się, przypalając tosty, zaś pomoc w razie nagłego wypadku może przyjdzie, a może nie... jeśli cię na nią stać.
Przygnębił mnie ten tekst, nie powiem. Ta sytuacja dreptania w kółko bez wyjścia jest mi dobrze znana z doświadczenia, lecz Vanitachi umieszcza ją jeszcze w klaustrofobicznej klitce potwornych miast przyszłości znanych z tylu historii SF. Jeśli lubicie takie klimaty, docenicie to opowiadanie. Dla mnie to chyba zbyt smutne.
Tekst Vanitachi to jedyne, co przeczytałam z tego numeru, więc (na razie?) tylko o nim.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka prowadzi kanał "Arcydzielnie" na yt i jest niesamowicie oczytana (sprawdźcie jej książkowe podsumowanie roku - robi wrażenie), byłam więc ciekawa, jak spodoba mi się jej krótka forma.
To smutny obrazek z możliwej przyszłości, gdzie znalezienie swobodnego czasu na malowanie...