Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Kiedy kilka tygodni temu siedziałam sobie grzecznie w domu na L4, trafiła do mnie przesyłka - zaproszenie ślubne. Stwierdziłam, że na ten ślub bardzo chętnie pójdę, że nie odpuszczę!

A potem otrzymałam książkę.

Już z zapowiedzi wydawniczej wiedziałam, że ten tytuł zdobędzie moje serce. Nie myliłam się. Usiadłam do książki i już po chwili rżałam ze śmiechu. Autentycznie rżałam. Nie wiem, jak Czwarta Strona to robi, ale wydaje książki autorek, które powodują u mnie niekontrolowane napady śmiechu, a u mojego kota urocze zniesmaczenie ("matka-wariatka"). Na bieżąco zamęczałam co śmieszniejszymi fragmentami Mamę, Ciocię, Patryka, kota, ba, nawet koleżanki z pracy. To nic, że często było to przerywane czkawką.

Ale o co tyle hałasu?

Historia zaczyna się banalnie - panna młoda (Kalina) i pan młody (Patryk) przed ołtarzem, zamiast "i że cię nie opuszczę" okazuje się, że jednak ktoś tu kogoś opuścił, do tego z ciężarną przyjaciółką młodej (Jolantą). Standard. Nic, czego bym nie czytała już wcześniej. A POTEM SIĘ ROZKRĘCIŁO. Panna młoda, fanka Bridget Jones, wykorzystuje sprezentowany jej z okazji niedoszłego ślubu voucher i wyrusza w podróż, u celu której czeka na nią przeznaczenie - SPA.

Jednak tu zamiast spodziewanego odpoczynku mamy niespodziewaną pracę w podupadłym dworku, włamanie i... masaż olejem Kujawskim. Tak, to właśnie przy Kujawskim dostałam wspomnianej wcześniej czkawki.

Joanno Szarańska!

Chcę być tak samo zabawna, kreatywna i żeby ludzie tak samo świetnie się bawili przy moim pisaniu, jak bawiłam się przy Twojej książce :)

I dziękuję za bibliotekoznawstwo Kaliny! Ja, absolwentka tego samego kierunku, o jakże podobnym imieniu i partnerze Patryku :D "I że ci nie odpuszczę" najwyraźniej było mi przeznaczone.

Będę tęsknić za Kamiennym Kręgiem. Za Panią Elizą, za Nadzieją, za Szparką (mistrzostwo świata!!!), za wąsatym Karolem Broszko, za warszawiakami... No i za Kaliną i Markiem, oczywiście.



Jeśli lubicie powieści w stylu lekko pierdołowatej, ale przesympatycznej Bridget Jones połączone z klimatem polskiej wsi i odrobiną zabawnego kryminału - KONIECZNIE przeczytajcie "I że ci nie odpuszczę". Warto było czekać na tę książkę.

Kiedy kilka tygodni temu siedziałam sobie grzecznie w domu na L4, trafiła do mnie przesyłka - zaproszenie ślubne. Stwierdziłam, że na ten ślub bardzo chętnie pójdę, że nie odpuszczę!

A potem otrzymałam książkę.

Już z zapowiedzi wydawniczej wiedziałam, że ten tytuł zdobędzie moje serce. Nie myliłam się. Usiadłam do książki i już po chwili rżałam ze śmiechu. Autentycznie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Moje pierwsze spotkanie z Nataszą Sochą to właśnie ta książka. Mówię to na samym początku, dodając od razu, że na tej jednej się nie skończy. Najpierw muszę jednak dokupić zakładki indeksujące, bo w czasie lektury trochę ich zużyłam, zaznaczając ciekawe/śmieszne/mądre/motywujące cytaty...

Historia jest teoretycznie banalna - kura domowa i jej mąż, zdrada i rozwód, zawiedzione oczekiwania, przeprowadzka na niemiecką wieś i kilka nowych przyjaciółek plus szalony pomysł na karierę w Internecie. Ale wiecie co? To się naprawdę świetnie czyta!

Jestem w kategorii wiekowej "prawie 30" i próbowano już ze mnie zrobić kurę domową - z mizernym skutkiem, kogut bowiem zwiał hen, hen, daleko. Nie zmienia to faktu, że po latach szczęśliwie trafiłam na mojego P., który ma mocno osadzone w temacie nazwisko :D Przypadek? Nie sądzę! On jednak nie próbuje mnie "ukurzyć", jak robili to mężowie bohaterek książki. Być może dlatego - dość przewrotnie, ale doskonale - rozumiem Wiktorię, Marę, Judith i Leę. 

Cztery kury domowe, które myślą, że wzorzec kobiety - kury domowej jest jedynym słusznym. I które pod wpływem siebie wzajemnie i swojego niebanalnego pomysłu na gotowanie topless postanowiły wyrwać się z kurnika i podbić świat. Począwszy od YouTube. 

Książka spodobała mi się od początku. Lekki styl, ciekawy język, metafory na piątkę... I te kilka wulgaryzmów, których autorka nie boi się używać (dzięki Bogu!), a które dodają pikanterii całości, które są jak chilli dodane do czekolady. Po raz pierwszy od dawna bohaterki jakiejś książki nie wydawały mi się mdłe i bajkowe, sztuczne jak biust Pameli Anderson. I choć temat jest poważny, bo nie myślcie sobie, że ukurzenie to coś zabawnego, to w czasie lektury "Rosołu z kury domowej" niejednokrotnie śmiałam się, kilka razy wkurzałam, a raz miałam ochotę zamordować z premedytacją męża jednej z bohaterek. W afekcie. Za co - dowiecie się z książki. Zorientujecie się na sto procent, który to był moment.

Reasumując - książkę Sochy można odbierać na różne sposoby. Ktoś zobaczy w niej komedię, ktoś dramat, ktoś inny romans a jeszcze inny - poradnik. Gdybym była biblioterapeutą, polecałabym ją na pewno kobietom, którym mężowie weszli na głowę. I kobietom, które nie do końca wierzą w siebie albo nie umieją się odnaleźć poza swoim domem, a w nim udają, że wszystko jest OK. I takim, które uważają, że kura domowa to komplement i są z tej funkcji dumne. A nade wszystko - wciskałabym ją FACETOM - żeby zobaczyli, ile ich kobiety są w stanie dla nich poświęcić - bez narzekań - i docenili ich ciężką pracę.

Bo "Rosół z kury domowej" to mocno życiowa, mądra książka, nadająca się do czytania nie tylko przez kury domowe...

P.S. Zakochana jestem też w okładce. Po prostu zakochana. Nie dość, że jest totalnie adekwatna do treści, to jest jedną z najbardziej udanych okładek, jakie widziałam w życiu.

Moje pierwsze spotkanie z Nataszą Sochą to właśnie ta książka. Mówię to na samym początku, dodając od razu, że na tej jednej się nie skończy. Najpierw muszę jednak dokupić zakładki indeksujące, bo w czasie lektury trochę ich zużyłam, zaznaczając ciekawe/śmieszne/mądre/motywujące cytaty...

Historia jest teoretycznie banalna - kura domowa i jej mąż, zdrada i rozwód,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Lee Goldberg, wybitny amerykański autor kryminałów i scenarzysta, przedstawia nam kolejny tom przygód Adriana Monka. Niestety, ostatni swojego autorstwa. Lee Goldberg dwukrotnie nominowany był do Edgar Award i Shamus Award dla najlepszych powieści detektywistycznych. Od 2006 roku stworzył 15 tomów przygód detektywa Monka.

W tym tomie Adrian Monk, detektyw z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (co w jego przypadku jest zarówno urocze jak i nieco przerażające) szykuje się do ślubu brata. Jego umysł zaprzątają jednak trzy morderstwa, w które zamieszany jest pewien znany biznesmen, Cleve Dobbs. Nie ułatwia mu życia także powracający uparcie Dale „Płetwal” Biederbeck, którego Monk podejrzewa o zabójstwo swojej żony. Na domiar złego przyjaciel Monka, kapitan Leland Stottlemeyer, zostaje oskarżony o współudział w ucieczce Biederbecka ze szpitala.

W życiu Monka następuje przełom za przełomem – spotyka się z kobietą sprzedającą ekskrementy, jego asystentka Natalie wstępuje do policji w Summit, a w San Francisco na stanowisko Natalie zostaje przyjęta jej córka Julie. Czy Monka nie przerosną te zmiany? Czy po raz pierwszy jego geniusz nie zadziała i Monk nie wskaże mordercy? Czy pozostanie Monkiem, jakiego czytelnicy znają i kochają?

Wartka akcja, genialny detektyw, morderstwo goniące morderstwo, a wszystko okraszone humorem w stylu Lee Goldberga – to TRZEBA przeczytać. Fani serialowego i książkowego Monka znajdą tu znanych sobie bohaterów, a pozostali czytelnicy na pewno sięgną do pozostałych tomów. Bo detektyw Adrian Monk uzależnia. I wyrównuje rachunki (w swoim stylu).

Lee Goldberg, wybitny amerykański autor kryminałów i scenarzysta, przedstawia nam kolejny tom przygód Adriana Monka. Niestety, ostatni swojego autorstwa. Lee Goldberg dwukrotnie nominowany był do Edgar Award i Shamus Award dla najlepszych powieści detektywistycznych. Od 2006 roku stworzył 15 tomów przygód detektywa Monka.

W tym tomie Adrian Monk, detektyw z zaburzeniami...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Petra van Laak to matka czwórki dzieci, żona, partnerka biznesowa swojego męża. Perfekcyjna pani domu. Nagle jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni – jej męża zaczynają nękać wierzyciele, rodzina się rozpada, a Petra zmuszona jest z kury domowej zmienić się w Mistrzynię Przedsiębiorczości.
Książka „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” to opowieść o tym, jak ciężko było samotnej matce przestawić się na oszczędne życie, o tym, jak zapewnić czwórce dzieci byt i jak nie zwariować. Petra van Laak podejmowała się różnych prac, by zarobić choćby kilka euro na chleb. Był to zarówno dla niej jak i dzieci szok – z willi nad jeziorem przeprowadzili się do obskurnego (jak na niemieckie warunki) mieszkania i musieli zacząć żyć bardzo oszczędnie. No właśnie, ale czy niemieckie „oszczędnie” oznaczałoby to samo w Polsce? W gruncie rzeczy, gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że w Polsce pani van Laak doznałaby załamania nerwowego: już sam fakt, że uznała sklepy typu Aldi czy Lidl za poniżej jej godności, jest widoczną różnicą w poziomie życia w Polsce i w Niemczech. W Polsce byłoby jej zapewne dużo ciężej.
Cytowana na okładce książki Magda Kumorek stwierdziła, że „jeśli w grę wchodzi walka o dobro naszych bliskich, jesteśmy w stanie przenosić góry”. Mimo to mam wrażenie, że Petra van Laak nie była gotowa na przenoszenie gór – odrzuciła pomoc socjalną, szukała przy tym pracy niemalże na siłę (a jak już ja dostała, ciężko jej było ją utrzymać). To, co dla przeciętnego Polaka jest codziennością, dla niej było niemalże życiową tragedią. W moim odczuciu jedynym poświęceniem ze strony Petry van Laak jako matki było odejście od męża i ucieczka z domu, w którym prześladował ich wierzyciel-szaleniec. Choć w sumie dom i tak musieliby opuścić z powodu długów...
Być może „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” w Niemczech było odebrane jako bajka o Kopciuszku, jednak w Polsce może budzić co najmniej zdziwienie. Jak to – zakupy w tanich sklepach to coś okropnego? Mieszkanie w bloku czy kamienicy to patologia? Nerwowi sąsiedzi przedstawieni niemalże jako potwory? Hej, przecież to całkiem normalne dla przeciętnego Polaka!
Może lepiej zrozumiałabym bohaterkę książki i jej dzieci, gdybym sama przeżyła taką sytuację – z bogatej pani domu została biedną, samotną matką. Bo na dzień dzisiejszy Petra van Laak jawi mi się jako Bill Gates, który musiał zamieszkać w slumsach w New Delhi. Uprzedza co prawda, że sporo koloryzowała, żeby wywołać lepszy efekt – pytanie tylko, czy było to potrzebne? Książkę i tak czyta się lekko, daje sporo do myślenia, a takie podkoloryzowanie nie wychodzi jej na dobre. Duży plus stanowią dialogi między matką a jej dziećmi – i to ratuje całą historię.

Petra van Laak to matka czwórki dzieci, żona, partnerka biznesowa swojego męża. Perfekcyjna pani domu. Nagle jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni – jej męża zaczynają nękać wierzyciele, rodzina się rozpada, a Petra zmuszona jest z kury domowej zmienić się w Mistrzynię Przedsiębiorczości.
Książka „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” to opowieść o tym, jak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Prawie każdy z nas słyszał o serii przygód Mikołajka. Najwyższa pora poznać bliżej Marcela, okrzykniętego we Francji „Dziadkiem Mikołajka”. Dodatkową rekomendację stanowi fakt, że ilustracje do obu serii tworzył Jean-Jacques Sempé, znany francuski rysownik i ilustrator.
Wydawać by się mogło, że „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” to historie dla dzieci. Pozory jednak mylą, bo nawet dorosły znajdzie w niej coś dla siebie – przede wszystkim powróci do dzieciństwa, do świata marzeń i przygód. Marcel Pagnol opowiada o swoim życiu z dużym poczuciem humoru, ironią oraz dociekliwością.
Przygodę z bohaterem zaczynamy w Marsylii: wysłuchujemy jego opowieści o dzieciństwie i wakacjach na wsi, przyprawionej anegdotkami wywołującymi na naszych twarzach uśmiech. Marcel Pagnol opisuje świat, który już nie wróci – bezpieczny, pełen uczuć i zrozumienia między rodzicami a dziećmi, niemalże idylliczny. To świat, który pełen jest dziecinnych dramatów i perypetii, z których po latach możemy się już tylko śmiać.

„Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” to ponad czterysta stron relaksujących, ale także porywających historii wyjętych z magicznego świata małego Marcela. Historii, które zapewniają wspaniałą rozrywkę na każdą porę dnia i roku zarówno rodzicom, jak i dzieciom. Bo któż z nas nie chciałby znowu być beztroskim dzieckiem? Marcel Pagnol sprawia, że każdy z nas może poczuć się małym, uroczym i inteligentnym urwisem, jakim był on sam ponad sto lat temu...

Prawie każdy z nas słyszał o serii przygód Mikołajka. Najwyższa pora poznać bliżej Marcela, okrzykniętego we Francji „Dziadkiem Mikołajka”. Dodatkową rekomendację stanowi fakt, że ilustracje do obu serii tworzył Jean-Jacques Sempé, znany francuski rysownik i ilustrator.
Wydawać by się mogło, że „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” to historie dla dzieci. Pozory jednak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jeśli liczycie na książkę z gatunku „historia życia Freddiego Mercury'ego napisana przez jednego z wybitnych biografów” - przeliczycie się. Jeśli chcecie poznać życie u boku, jak mówi sam autor, „najlepszego zespołu rockowego XX wieku” i macie ochotę dowiedzieć się, jak powstawały ich największe przeboje - ta długo oczekiwana książka jest dla Was.
Peter Hince przez wiele lat był technikiem Freddiego Mercury'ego. W swojej książce wraca wspomnieniami do tras koncertowych, nagrań płyt i oczywiście do członków zespołu. Dzięki sprawnie opowiadanym anegdotom czujemy, jakbyśmy uczestniczyli w opisywanych przez Hince'a wydarzeniach. Niewiele tu elementów biograficznych, a mimo wszystko „Queen. Nieznana historia” sprawia, że nie możemy się oderwać od jej lektury. Pomysł na stworzenie książki autorstwa nieznanego niemalże nikomu technika o pseudonimie „Ratty”, który pokaże życie zespołu Queen od kuchni był genialnym posunięciem. W końcu sława to nie tylko wino, kobiety i śpiew, ale również kac (nie tylko moralny) i wieczne kłopoty w wielu dziedzinach życia.

Peter Hince nie boi się pisać o zespole Queen jako czterech mężczyznach mających swoje nałogi, humory i przede wszystkim – kochających muzykę, którą tworzą. Pokazuje ich jako szarych ludzi, swoich kumpli, a nie jako gwiazdy rocka.

Książka zawiera dodatkowo kilkadziesiąt unikatowych zdjęć z prywatnych archiwów Petera Hince'a, które pokazują członków zespołu w czasie tras koncertowych, a także podczas odpoczynku. W końcu kto znał ich lepiej niż ich technik, przebywający z nimi niemalże 24 godziny na dobę i znoszący ich fanaberie?

Peter Hince opowiada całą swoją historię związaną z zespołem z dużą dawką angielskiego humoru, dla którego naprawdę warto zagłębić się w lekturze „Queen. Nieznana historia”.

Jeśli liczycie na książkę z gatunku „historia życia Freddiego Mercury'ego napisana przez jednego z wybitnych biografów” - przeliczycie się. Jeśli chcecie poznać życie u boku, jak mówi sam autor, „najlepszego zespołu rockowego XX wieku” i macie ochotę dowiedzieć się, jak powstawały ich największe przeboje - ta długo oczekiwana książka jest dla Was.
Peter Hince przez wiele...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Najnowsze wydanie zwierzeń Marilyn Monroe wpisuje się idealnie w panującą ostatnio modę na Marilyn Monroe”. Marilyn jako bohaterka filmu, Marilyn jako bohaterka pamiętników, a w końcu Marilyn jako pacjentka pewnego psychoterapeuty, zwierzająca się ze swoich problemów.
Aktorka uchodziła za klasyczny przykład blondynki z dowcipów – pustą, głupiutką lolitkę. Tak naprawdę była jednak zagubioną, nieszczęśliwą kobietą, niedocenianą intelektualistką, która uwielbiała czytać, była bardzo wrażliwą osobą, a do tego profesjonalistką w swoim zawodzie. Spisane z zaginionych już taśm i opublikowane wiele lat po śmierci Marilyn Monroe treści jej ostatnich seansów psychoterapeutycznych ukazują nam Marilyn, jakiej nie znaliśmy. Prawda jest bowiem taka, że autor umiejętnie łączy dokument z fikcją – zamiast rozwiązywać zagadki, których pełno jest wokół MarilynMonroe – autor zasiewa w nas, czytelnikach, ziarno niepewności co do ich rozwiązania.

Jaka była prywatnie Norma Jeane Mortensen? Jak to było naprawdę ze śmiercią Marilyn? Cóż, tego nie dowiemy się zapewne nigdy, ale Michel Schneider w swojej wersji wydarzeń zaprasza czytelnika do swoistej gry. A to wielki plus tej publikacji. Książkę czyta się jednym tchem (potwierdzam zdanie wypisane na okładce), więc jeśli tylko jesteście w stanie poświęcić kilka długich godzin na jej lekturę – zachęcam do przeczytania „Marilyn. Ostatnie seanse”.

Najnowsze wydanie zwierzeń Marilyn Monroe wpisuje się idealnie w panującą ostatnio modę na Marilyn Monroe”. Marilyn jako bohaterka filmu, Marilyn jako bohaterka pamiętników, a w końcu Marilyn jako pacjentka pewnego psychoterapeuty, zwierzająca się ze swoich problemów.
Aktorka uchodziła za klasyczny przykład blondynki z dowcipów – pustą, głupiutką lolitkę. Tak naprawdę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Środowisko tabloidowych dziennikarzy, gwiazdy i opowieści zza kulis świata brukowych mediów. „Cena plotki” to zaskakująco prawdziwe, a jednocześnie zabawne wspomnienia dziennikarki, która przez lata pracowała w brytyjskich brukowcach.
Jak powstają artykuły publikowane w najpoczytniejszej prasie kolorowej? Co musi zrobić dziennikarz, by napisać artykuł na pierwszą stronę? Jak się poluje na gwiazdy? I do czego zdolny jest celebryta, by odświeżyć swą sławę na łamach gazet?
Sharon Marshall opisując pracę tabloidowych dziennikarzy, demaskuje mechanizmy, jakie rządzą w tym środowisku, cynizm redaktorów i często absurdalne czy – zdawałoby się – niewykonalne zadania stawiane przed żurnalistami. Autorka przytacza liczne historie ze swego dziennikarskiego podwórka i czasami śmiesząc, czasami oburzając, daje Czytelnikowi dawkę świetnej zabawy. Możemy – choćby na moment – zanurzyć się w świecie celebrytów (i przy okazji się przekonać, jaki potrafi być zepsuty), uczestniczyć w przedziwnych, przerażających wieczorach swingersów czy fetyszystów bądź też dowiedzieć się, jak przeprowadzić wywiad z męską prostytutką.
Autorka nie oszczędza swojej branży: jest krytyczna, ostra i obiektywna. A co najważniejsze, jako doświadczona dziennikarka, potrafi to wszystko przekazać w pasjonujący i lekki sposób.

Środowisko tabloidowych dziennikarzy, gwiazdy i opowieści zza kulis świata brukowych mediów. „Cena plotki” to zaskakująco prawdziwe, a jednocześnie zabawne wspomnienia dziennikarki, która przez lata pracowała w brytyjskich brukowcach.
Jak powstają artykuły publikowane w najpoczytniejszej prasie kolorowej? Co musi zrobić dziennikarz, by napisać artykuł na pierwszą stronę?...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Książka „Z nowego wspaniałego świata” to jeden z bardziej znanych i cenionych przykładów tzw. reportażu wcieleniowego, który zalicza się w tym przypadku do reportażu społeczno-obyczajowego.
Günter Wallraff wykazuje duże autorskie zaangażowanie w opisywane przez siebie sytuacje. Jego reportaże przybierają formę przede wszystkim relacjonującą, z pewną dozą informacji (głównie dotyczących okoliczności powstawania reportażu, wyboru tematyki). Wallraff opowiada
o wydarzeniach z perspektywy głównego bohatera, w którego zresztą wciela się w każdym
z rozdziałów książki. Ze względu na formę jest to reportaż literacki, świetny pod względem warsztatu.
Reportażysta powinien być obiektywny, rzetelny – Günter Wallraff zdecydowanie taki jest. Wcielając się np. w Somalijczyka czy pracownika Call Center, nie pozostawia nam – czytelnikom – złudzeń, że coś zostało pominięte w jego reportażach. Bo nie zostało. Poznawał sytuację opisywanych przez siebie osób (w które wcielał się często przez wiele miesięcy) od podszewki, zdobywając informacje w sposób sprytny i czasami, wydawać by się mogło, nie do końca legalny, lecz uczciwy od początku do końca wobec czytelników. Rzadko można spotkać tak rzetelną próbę reportażu, zwłaszcza w czasach, gdy reportażystą może być tak naprawdę każdy. Jego metoda zdobywania informacji zyskała nawet prawną nazwę - „lex Wallraff” - i w końcu została uznana za legalną.
Długo zastanawiałam się nad treścią książki Wallraffa. Wzbudził we mnie potrzebę myślenia o sposobie traktowania człowieka we współczesnym świecie. Czy jesteśmy tolerancyjni? Czy traktujemy innych tak, jak powinniśmy ich traktować? A nade wszystko – czy potrafimy być empatyczni? Nie sądzę. Günter Wallraff doskonale ukazuje obraz niemieckiego społeczeństwa (choć mogłoby to być każde społeczeństwo czy drobna społeczność) jako nieczułego na drugiego człowieka i jego prawa, potrzeby, uczucia. Doskonale ukazał to we fragmencie rozdziału „Czarne na białym”, gdy ucharakteryzowany na Somalijczyka próbował wziąć udział w pieszej wycieczce. Był skutecznie ignorowany, a chwilami wyśmiewany przez innych piechurów, którzy widząc kolor jego skóry – nie chcieli mieć z nim nic do czynienia, wykluczyli go z grupy.
Lektura reportaży Wallraffa zawartych w tomie „Z nowego wspaniałego świata” nie jest lekka, łatwa i przyjemna ani nawet prosta w odbiorze. Ale czy dobry reportaż ma się czytać jedynie z przyjemnością?

Książka „Z nowego wspaniałego świata” to jeden z bardziej znanych i cenionych przykładów tzw. reportażu wcieleniowego, który zalicza się w tym przypadku do reportażu społeczno-obyczajowego.
Günter Wallraff wykazuje duże autorskie zaangażowanie w opisywane przez siebie sytuacje. Jego reportaże przybierają formę przede wszystkim relacjonującą, z pewną dozą informacji...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Wałkowanie Ameryki” Marek Wałkuski

Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania Amerykanów niezrozumiałe dla Polaków.
W „Wałkowaniu Ameryki” Marek Wałkuski na nieco ponad 300 stronach przedstawił specyficzny obraz statystycznego Amerykanina, tzw. „Przeciętnego Józka”, jego – czasami dosyć dziwne - zwyczaje, pochodzenie, historię, wyznawaną religię a nawet używany język i podejście do obcokrajowców oraz ludzi innych ras. Wszystko to okraszone zostało opowieściami z życia autora w Stanach Zjednoczonych. Tytuł nawiązuje bowiem nie tylko do nazwiska dziennikarza i jego przeżyć, ale też Ameryka zostaje naprawdę przez niego „przewałkowana”. Wałkuski dowodzi, że każda nacja ma swoje racje i w życzliwy dla obu stron sposób konfrontuje je ze sobą.
Książkę czytać zaczęłam rano, skończyłam następnego dnia wieczorem – pochłonęła mnie bez reszty. Język jest na tyle przystępny i czasem wręcz dowcipny, że nawet ludzie niezainteresowani socjologią czy Stanami Zjednoczonymi znajdą w „Wałkowaniu Ameryki” coś dla siebie. Warto w ramach porównania przeczytać „Zapiski z wielkiego kraju” Billa Brysona – myślałam, że będzie to podobny typ literatury, i cóż, myliłam się. O dziwo – lepiej czytało mi się książkę Wałkuskiego od zabawnych felietonów Brysona.
„Wałkowanie Ameryki” polecam wszystkim, którzy są otwarci na poznawanie innych kultur, którzy chcą zrozumieć Amerykanów i dowiedzieć się całej masy ciekawostek na temat ich i ich ojczyzny (lub, jakby to lepiej ująć, ich ojczyzny z wyboru). Naprawdę warto.

„Wałkowanie Ameryki” Marek Wałkuski

Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Ptak smutnego stulecia. Edith Piaf” Joanna Rawik

Joanna Rawik (czyli Joanna Gronkowska, urodzona w 1934 roku) to dziennikarka, aktorka i piosenkarka pochodzenia rumuńskiego. Pseudonim przyjęła pod wpływem lektury książki Ericha Marii Remarque'a. Karierę rozwijała w latach sześćdziesiątych, m.in. nagrywała płyty i grała w filmach i serialach. Aktualnie jest wykładowcą historii piosenki francuskiej w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku. Książka „Ptak smutnego stulecia. Edith Piaf” to kolejna pozycja biograficzna w jej dorobku literackim dotycząca tej francuskiej piosenkarki.
Autorka przedstawia w swojej książce biografię Edith Piaf, koncentrując się na anegdotach związanych z Francuzką. Poznajemy Edith Piaf od podszewki – zarówno jej życie artystyczne, jak i to prywatne, uczuciowe i rodzinne. Wydawać by się mogło, że na temat Piaf już wszystko zostało powiedziane i napisane, a jednak książkę Joanny Rawik czyta się z zapartym tchem, patrząc na jej bohaterkę zupełnie z innej perspektywy, niż przy lekturze innych jej biografii. Odkrywamy Edith Piaf na nowo i jest to naprawdę ciekawa przygoda. Jak napisała w epilogu Joanna Rawik: „Książka ta jest skromnym hołdem dla Artystki, która nauczyła mnie, że życie i sztuka to jedno”. To prawda – dla Piaf było to jedno i to samo.
„Ptak smutnego stulecia...” opatrzony jest ciekawymi, archiwalnymi zdjęciami artystki i jej bliskich. Są wisienką na torcie, jakim jest ta książka. Torcie, którym można się delektować godzinami lub połknąć go w całości i oblizać palce z lukru. Rzadko zdarza się tak perfekcyjnie napisana biografia, która nie nudzi, a wręcz przeciwnie, pobudza nasze rozgrzane tegorocznymi upałami umysły. To idealna lektura nie tylko dla fanów Edith Piaf, ale i dla każdego, kto chce poznać bliżej jedną z najciekawszych postaci XX wieku. Ja w każdym razie nie żałuję tego bliskiego spotkania z Edith Piaf...

„Ptak smutnego stulecia. Edith Piaf” Joanna Rawik

Joanna Rawik (czyli Joanna Gronkowska, urodzona w 1934 roku) to dziennikarka, aktorka i piosenkarka pochodzenia rumuńskiego. Pseudonim przyjęła pod wpływem lektury książki Ericha Marii Remarque'a. Karierę rozwijała w latach sześćdziesiątych, m.in. nagrywała płyty i grała w filmach i serialach. Aktualnie jest wykładowcą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to