-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Biblioteczka
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Mam dla Was coś, co OBOWIĄZKOWO powinno się znaleźć na Waszym jesiennym TBR. Pumpkinheads to powieść graficzna, która idealnie wprowadza w jesienny nastrój, otula kocykiem i umila chłodny wieczór. Ja jestem totalnie oczarowana!
Zacznę od tego, że powieść jest wydana prześwietnie! Ma zintegrowaną okładkę, przeurocze ilustracje, charyzmatycznych bohaterów i nawet mapkę farmy, na której dzieje się cała akcja. Na ogromny plus zasługuje również cała kolorystyka: od okładki, po ilustracje. Wszystko tutaj ma swój sens. Z każdej strony aż wycieka klimat jesieni i Halloween. Mamy tutaj bardzo przyjemną dla oka kreskę, a każda ze scen narysowana jest czytelnie i zawiera sporo detali, które niewątpliwie cieszą oko - UWIELBIAM.
Sama historia jest bardzo prosta w swoich założeniach. Deja i Josiah pracują na farmie dyń i są dobrymi przyjaciółmi. Oboje jednak kończą swoją karierę, ponieważ wybierają się do college’u. Deja chce zrobić wszystko, aby ten dzień był wspaniałą przygodą dla obojga i takim sposobem wybierają się pozwiedzać farmę, skorzystać z atrakcji i przekąsek. Sama wyprawa kryje drugie dno, o którym musicie dowiedzieć się sami, ale powiem Wam, że to przeurocza opowieść, która ociepli serduszko w te chłodne dni. Wątki poboczne, choć są niewielkie, ubarwiają tę historię i sprawiają, że nabiera odpowiedniej dynamiki.
I choć cała historia jest prosta, a czyta się ją błyskawicznie, to nie zabraknie tutaj morału, o którym warto pamiętać, mimo że jest dość banalny. Lubię takie dzieła, które nie są skomplikowane, nadadzą się dla większości odbiorców, a dodatkowo mają swoją wartość dodaną, taką wisienkę na torcie.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego, co nastroi Was na tę piękną porę roku, to musicie sięgnąć po Pumpkinheads. Myślę, że będzie to dobra pozycja do rozpoczęcia przygody z powieściami graficznymi, a jeśli jesteście już zaprawieni to nie martwcie się! Wam również sprawi ogrom przyjemności. Swoją formą zachwyci niejedno oko, a historia każdemu sprawi przyjemność. Moim zdaniem jest to obowiązkowa pozycja dla każdej jesieniary! 🍁🎃🧡
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Mam dla Was coś, co OBOWIĄZKOWO powinno się znaleźć na Waszym jesiennym TBR. Pumpkinheads to powieść graficzna, która idealnie wprowadza w jesienny nastrój, otula kocykiem i umila chłodny wieczór. Ja jestem totalnie oczarowana!
Zacznę od tego, że powieść jest wydana prześwietnie! Ma zintegrowaną okładkę, przeurocze ilustracje,...
[współpraca reklamowa @wydawnictwostorylight ]
Zapomnijcie proszę o pierwowzorze Szekspira. Dajcie się ponieść i odkryjcie to, co obecna Lady Makbet ma Wam do przekazania. A ma do przekazania naprawdę przykrą, ciężką i momentami brutalną opowieść o swoim losie, niesprawiedliwości, przedmiotowości traktowania kobiet i męskim honorze, który liczy się bardziej, niż cokolwiek innego. Brzmi ciekawie? Mam nadzieję! Ale uprzedzam, że nie jest to książka dla każdego.
W rolę tytułowej Lady Makbet wciela się Roscille z Breizh, którą ojciec przekazał w ręce Makbeta, w ramach sojuszu. Roscille jest siedemnastoletnią dziewczyną, która ma nietuzinkową urodę oraz wyjątkowe umiejętności działające wyłącznie na mężczyzn i to przez nich właśnie uznawana jest za niebezpieczną. Sama bohaterka jest pełna sprzeczności: silna, ale bezbronna; sprytna, ale przerażona.
Makbet natomiast to bohater, który ocieka aspiracją do panowania nad wszystkim, czym tylko może. Wojownik, który nie zatrzyma się przed nikim i niczym. Rosły mężczyzna, którego nie sposób się nie bać. Człowiek, który z człowieczeństwem ma niewiele wspólnego.
Muszę przyznać, że miałam ogromne oczekiwania co do tego tytułu i długo biłam się z myślami, czy zostały one w pełni zaspokojone. Poniekąd tak, ponieważ dostałam klimatyczną historię, która na pewno utkwi mi w pamięci i regularnie będzie o sobie przypominać, ale z drugiej strony przyznaję, że bywały momenty w których się gubiłam, nie mogłam złapać rytmu i tego, co autorka chciała przekazać. Elementem, który sprawiał mi największą trudność było to, że występuje tutaj cała masa różnych nazw postaci, rodów, krajów. Mimo słowniczka na początku lektury naprawdę ciężko było się w tym wszystkim połapać. Brak konsekwencji w nazewnictwie skutecznie sprawiał, że gubiłam wątki, bo nie wiedziałam kto jest kim i za co odpowiada. Dlatego ta pewna złożoność i zabieg, o którym wspominam może odstraszyć.
Kolejnym moimi zarzutami są: nierówne tempo historii, rozwleczone opisy oraz ciężki język. Nie jest to lektura, którą czyta się błyskawicznie od deski do deski jednym haustem. Styl autorki oraz język w jakim napisana jest ta książka sprawiają, że trzeba poświęcić więcej czasu na zrozumienie tego, co się dzieje oraz przeanalizowania biegu wydarzeń. Bywały momenty gdzie miałam wrażenie, że brakuje mi informacji w niektórych wątkach, dużo należy bowiem do domysłów czytelnika. Rozwleczone opisy nie ułatwiały tego zadania, bo momentami jeszcze bardziej wybijały z rytmu i gmatwały cały sens.
Jednak mimo moich zarzutów książka ta dała mi do myślenia, a sama Lady Makbet wzbudziła we mnie ogrom uczuć. Zdecydowanie nie jest to cukierkowa opowieść. Znajdziecie tu wszystko, co niepoprawne, gorszące, przykre i smutne. Klimat jest ciężki, oblepiający, ale.. wciągający. Z każdą stroną coraz bardziej chcemy poznać zakończenie. Z każdą stroną coraz bardziej nienawidzimy pewnych bohaterów. Z każdą stroną coraz bardziej rozumiemy Roscille i jej motywacje. I chcemy, aby odnalazła swój wewnętrzny głos i siłę. Nie tę pozorną o której tylko mówi, ale tę prawdziwą, z czeluści jej duszy. Ta książka wzbudziła we mnie uczucia zgorszenia, nienawiści i bezsilności. Poruszyła same ciemne struny.
Mam nadzieję, że zrozumiecie mój chaotyczny wywód, bo taki chaos też czuję w głowie. Mam wrażenie, że pomysł był świetny, ale realizacja nie do każdego trafi mimo, że sama historia jest intrygująca i wciągająca ♥️
[współpraca reklamowa @wydawnictwostorylight ]
Zapomnijcie proszę o pierwowzorze Szekspira. Dajcie się ponieść i odkryjcie to, co obecna Lady Makbet ma Wam do przekazania. A ma do przekazania naprawdę przykrą, ciężką i momentami brutalną opowieść o swoim losie, niesprawiedliwości, przedmiotowości traktowania kobiet i męskim honorze, który liczy się bardziej, niż cokolwiek...
[współpraca reklamowa @papieroweserca]
✨ „Życie nigdy nie jest proste. Jesteśmy ludźmi. Zawsze się potykamy i popełniamy błędy, niezależnie od tego, w jakich czasach żyjemy. Liczy się to, żebyśmy na tych błędach się uczyli. Stawali się dzięki nim lepsi.” ✨
Przychodzę opowiedzieć Wam dzisiaj o książce, która ogromnie mnie poruszyła i odbiła się echem gdzieś w środku. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że oglądam jakiś niszowy film rozgrywany w małym nadmorskim miasteczku. Taki właśnie ma ona klimat: wyjątkowy, inny, intymny, niespieszny, ale niepowtarzalny. Zaintrygowałam? Mam taką nadzieję.
Uważam, że to książka z tych ważnych, ale trudnych. Czasami wręcz poetycko rozkłada życie i przemijanie na czynniki pierwsze. Wykłada nam elementarne emocje takimi, jakie są. Nic za tym, nic po tym. Jest podzielona na części i niespiesznie opowiada historię z różnych perspektyw pozwalając nam odkrywać sens tego wszystkiego. Bo to nie jest tylko opowieść o miłości, stracie, starości i nadziei. Pojawia się tutaj mieszana narracja, która pozwala nam to zrozumieć i odkryć, a narratorami są: Alba, Dziadek, Enol oraz.. Morze. Nie mylicie się! Dokładnie to bezkresne i piękne morze pojawia się tutaj jako jeden z narratorów opowieści. Jako cichy, postronny obserwator wydarzeń, który widzi więcej, niż nam się wydaje. Jego perspektywa opowiada o przeszłości, o tym co działo się, gdy bohaterowie byli młodzi. Opowiada nam nie jedną, a dwie historie miłosne. Coś wspaniałego. Dzięki temu możemy jeszcze bardziej zrozumieć bieg i konsekwencje wydarzeń.
Jeśli chodzi o bohaterów, to muszę przyznać, że Alba regularnie mnie irytowała, ale chyba dlatego, że w niej mogłam zobaczyć siebie. Musicie wiedzieć, że to bohaterka z niesamowicie wysublimowanym charakterem i podejściem do życia. Chowa w sobie całe morze uczuć, których nie rozumie. Ale one tam są i bardzo ją gniotą.
Natomiast Enol to człowiek, który mimo swego młodego wieku posiada niesamowitą życiową mądrość, ale jak my wszyscy, nie jest idealny. To człowiek morza, który mimo młodego ciała posiada starą duszę.
Moje serce skradł jednak Pelayo, który jest starym latarnikiem z uciekającymi wspomnieniami. I uwierzcie mi, rozkładał mnie na łopatki. To jak został wykreowany, to perfekcja. Jego zachowanie, urywki pamięci, rzadkie uśmiechy poruszały we mnie najczulsze struny.
Klimat miasteczka, w którym wszystko się rozgrywa jest tak wspaniały, że nadal widzę wszystko oczyma wyobraźni. To taka bezpieczna, ciepła przystań, która pomieściła ogromną ilość uczuć i emocji.
Wiecie co? Tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Trzeba to poczuć, przeżyć. Nie jest to ekscytująca opowieść, która porywa wartką akcja. Oj nie. Jest niespieszna i z każdą stroną odsłania nam kolejny kawałek układanki, przy okazji pozwalając nam zrozumieć swoje wewnętrzne „ja”. Mogę śmiało powiedzieć, że odnalazłam w niej spory kawałek siebie.
„Latarnia uśpionych miłości” opowiada, między innymi, o dawaniu drugiej szansy. Opowiada o tym, że spróbowanie czegokolwiek po raz pierwszy nie sprawi, że od razu będzie to wyjątkowe. Opowiada o tym, że z odpowiednią osobą u boku, wszystko nabiera właściwego sensu. Porusza również temat pożegnań, bo są one elementarną częścią życia. Nie wszystkie są smutne. Nie skłamię, gdy powiem, że naprawdę wiele tu odkryjecie.
Ta historia momentami boli, sprawia że łzy lecą po policzkach, ale daje uczucie, że tak musi być. Bo w życiu też tak jest. To wspaniała opowieść, która zostanie w mojej głowie na długo. I to książka z tych, do których się wraca. Ja na pewno to zrobię, a Wam po stokroć polecam po nią sięgnąć.
[współpraca reklamowa @papieroweserca]
✨ „Życie nigdy nie jest proste. Jesteśmy ludźmi. Zawsze się potykamy i popełniamy błędy, niezależnie od tego, w jakich czasach żyjemy. Liczy się to, żebyśmy na tych błędach się uczyli. Stawali się dzięki nim lepsi.” ✨
Przychodzę opowiedzieć Wam dzisiaj o książce, która ogromnie mnie poruszyła i odbiła się echem gdzieś w środku....
[współpraca reklamowa @wydawnictwonowabasn ]
Przysięgam, że dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Tę książkę się po prostu POCHŁANIA. Jest to drugi tom serii „Bractwo czarnego sztyletu” i zapnijcie pasy, bo od początku do końca tyle się tu dzieje!
„Miłość nieśmiertelna” została wydana w 2006 roku. Teraz mamy do czynienia ze wznowieniem i chwała wydawnictwu za to, że wskrzesiło tę serię! Każda z książek opowiada o innym z braci wspomnianego wyżej bractwa. Tym razem historia opowiada o Rhage’u, którego losy splatają się z Mary. Oboje zmagają się z własnymi demonami, które usiłują pokonać, a ich charaktery są godne podziwu. Ten tom podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy i autentycznie przykro mi, że mam już go za sobą. A klimat? Wczesne lata 2000 aż wyciekają z każdego rozdziału!
Żeby nie było tak kolorowo muszę przyznać, że w pewnym momencie Mary grała mi na nerwach. Jej zachowanie to niesamowita sinusoida. Niektóre reakcje pozostawały wiele do życzenia, ale mimo wszystko nie odbierało mi to przyjemności z czytania. A Rhage? Jego się po prostu uwielbia i kropka. Wspaniały bohater, którego niejednokrotnie chciałoby się pogłaskać po głowie.
Znajdziecie tutaj krótkie rozdziały z mieszaną perspektywą. Część rozdziałów poznajemy ze strony Rhage’a i Mary, ale mamy też perspektywę zakonu martwiaków, którzy polują na wampiry, aby wybić całą rasę. Przyznam, że rozdziały z tego POV były tymi mniej przeze mnie lubianymi, bo jestem #teambractwo całym serduszkiem.
Bardzo podoba mi się to, że w dany tom wpleciona zostaje nitka z wątkiem kolejnego brata, który będzie bohaterem następnego tomu. Nie ukrywam, zacieram rączki na historię Zsadista, bo ten gość jest turbo intrygujący!
Prawda jest taka, że nie są to książki, które odkrywają koło na nowo. Klimat i styl jaki znajdziemy w książce również nie każdemu może przypaść do gustu, ale jeśli tylko spróbujecie i dacie szanse, to gwarantuje Wam, że autorka zapewni Wam taką jazdę, że zanim się zorientujecie, zostaniecie największymi fanami Bractwa Czarnego Sztyletu! Tomów jest ponad 20 i liczę na to, że poziom się utrzyma. Polecam Wam ogromnie ♥️
[współpraca reklamowa @wydawnictwonowabasn ]
Przysięgam, że dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Tę książkę się po prostu POCHŁANIA. Jest to drugi tom serii „Bractwo czarnego sztyletu” i zapnijcie pasy, bo od początku do końca tyle się tu dzieje!
„Miłość nieśmiertelna” została wydana w 2006 roku. Teraz mamy do czynienia ze wznowieniem i chwała wydawnictwu za to, że...
[współpraca reklamowa @editio.red]
Miałam spore oczekiwania co do książki, którą widzicie na zdjęciu. Słyszałam same pozytywne opinie i na szczęście bawiłam się tak fajnie, jak zakładałam, że będę!
Historia opowiada o Rhettcie Eatonie - gwieździe rodeo oraz kobiecie, która zostaje oddelegowana z agencji, aby.. być jego nańką. Gburowaty kowboj ma zdolności do niszczenia swojej własnej reputacji, na co nie może sobie więcej pozwolić. Jak możecie się domyślić Summer Hamilton to jego totalne przeciwieństwo, więc ich współpraca nie jest usłana różami.
Ona - woda. Stawia innych ponad siebie i dba o nich na każdym kroku. Typ osoby, która poświęci swoje dobro na rzecz innych, ale niech Was to nie zwiedzie, ma dziewczyna cięty język.
On - ogień. Facet, który nie dba o nic i nikogo, a już na pewno nie o siebie. Zafiksowany na punkcie swojej kariery, nie widzi nic poza nią. Nie potrafi zejść ze sceny mimo, że lata świetności ma za sobą.
Ogromnie podobało mi się tutaj poczucie humoru! Rhett potrafił w moment wywołać uśmiech na mojej twarzy, a docinki Summer były piękną wisienką na torcie. Na plus zasługuje również to, że oboje mieli swoją własną historię. Nie byli nijacy, a każdy element ich charakteru i tego kim byli, był pokłosiem pewnych sytuacji z ich życia prywatnego. I mimo, że znajdziecie tutaj humor, fajny klimat i lekką treść, to nie zabraknie też cięższych rodzinnych tematów, w które można się wczuć i jeszcze bardziej zrozumieć motywacje bohaterów.
Wiecie, generalnie rzecz biorąc to jest to ten typ romansu, który wszyscy znamy. Nie znajdziecie tutaj nic odkrywczego, a historia nie jest poprowadzona w jakiś wysublimowany sposób. Mimo to czuć jakiś powiew świeżości. Czuć coś innego, lekkiego i wciągającego zarazem. Myślę, że w moim przypadku spowodowane jest to pierwszym spotkaniem z kowbojskimi klimatami, bo to nie tak, że wcześniej ich nie było. I dzięki temu czuję, że mam teraz ochotę sięgnąć po więcej!
Z motywów znajdziecie tu między innymi: enemies to lovers, who did this to you, only one bed. Książka zawiera również spicy sceny! 🌶️
Jest to pierwszy tom cyklu Chestnut Springs i czekam na kolejne ♥️
[współpraca reklamowa @editio.red]
Miałam spore oczekiwania co do książki, którą widzicie na zdjęciu. Słyszałam same pozytywne opinie i na szczęście bawiłam się tak fajnie, jak zakładałam, że będę!
Historia opowiada o Rhettcie Eatonie - gwieździe rodeo oraz kobiecie, która zostaje oddelegowana z agencji, aby.. być jego nańką. Gburowaty kowboj ma zdolności do niszczenia...
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Powiem Wam szczerze, że chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego problemu z oceną książki, jak w tym przypadku. Zacznę od tego, że moje oczekiwania co do tego tytułu, a to co faktycznie dostałam, to jakaś przepaść.
Taylor-Verse jest napisane przez absolutną fankę Taylor Swift, co czuć od samego początku. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że momentami nie da się tego czytać. Zdania są skonstruowane w tak wymuszenie wysublimowany sposób, że niekiedy trudno wyłuskać z nich prawdziwy sens. Mam też wrażenie, że autorka momentami dodaje swoją filozofię do treści z twórczości Taylor.
Każdy rozdział jest omówieniem płyty Taylor. I zamysł jest wspaniały! Nastawiałam się, że zrozumiem wiele więcej, niż dotychczas. Myślałam, że uda mi się odkryć część siebie w jej piosenkach. Niestety jednak czuję, że treść każdego omawianego albumu, jest kalką poprzedniego. Takie masło maślane, to chyba najlepsze określenie.
Wiecie, nie nazwałabym się Swiftie. Nie jestem wielką fanką Taylor, ale chciałam tą książką przybliżyć sobie jej fenomen. Zrozumieć być może to, co mi umykało. Chciałam zakochać się w jej twórczości tak, jak zakochani są najwięksi fani. Niestety i mówię to naprawdę z bólem, ale ta książka zadziałała na mnie wręcz przeciwnie - nie poczułam większej sympatii do Taylor.
Myślę, że jest to pozycja od fanki dla fanów. Swifties, którzy kochają Taylor bezgranicznie mogą być usatysfakcjonowani tą pozycją. Zrozumieją wszystkie zawarte w niej ciekawostki i omawiane easter eggi. Osoby, które nie uważają się za wielkich fanów twórczości artystki mogą być rozczarowani tak, jak ja. Jako osoba, która lubi jej muzykę, ale nie jest wielce zaznajomiona z niuansami jej twórczości nie potrafiłam zrozumieć mimo wszystko pewnych kwestii fenomenu piosenkarki.
Na ogromny plus i czapkę z głów zasługuje wydanie. Jak możecie zauważyć na kolejnych zdjęciach, ma ono ogrom detali. Książka ta jest niesamowicie dopracowana i przyciąga uwagę swoimi smaczkami wizualnymi. To akurat bardzo mi się podoba! Ale dla mnie osobiście tutaj plusy się kończą, nad czym bardzo ubolewam.
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Powiem Wam szczerze, że chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego problemu z oceną książki, jak w tym przypadku. Zacznę od tego, że moje oczekiwania co do tego tytułu, a to co faktycznie dostałam, to jakaś przepaść.
Taylor-Verse jest napisane przez absolutną fankę Taylor Swift, co czuć od samego początku. Nie byłoby w tym nic...
[współpraca reklamowa @wydawnictwomando ]
Przychodzę do Was z kolejną książką z serii Flory Steele i ponownie bawiłam się świetnie. Ta seria ma w sobie coś, co działa bardzo pokrzepiająco!
Tym razem bohaterowie udają się do Kornwalii. Dla Flory ten wyjazd miał być zasłużonym urlopem i odpoczynkiem od dotychczasowych wydarzeń. Dla Jacka miał to być czas pracy nad książką, do której się zobowiązał umową. Wyszło, jak można się domyślić, poniekąd inaczej i przeznaczenie wylosowało dla tego duetu kolejną sprawę do rozwiązania. Chciałoby się rzec, że nieszczęścia działają na tę dwójkę jak magnes! Jednak niezmiennie błyskotliwość Flory i zdrowy rozsądek Jacka to idealne połączenie, a ja uwielbiam historie z tej serii, ponieważ dają mi ogrom komfortu. Ten tytuł, tak jak i poprzednie, bardzo angażuje i wręcz przenosi do Anglii lat 50-tych.
Klasycznie podczas zagłębiania się w opowieść poznajemy kilka potencjalnych osób, które mogłyby mieć motyw do popełnienia zbrodni i mimo, że akcja tym razem dzieje się w Kornwalii, a nie w Abbeymead jak poprzednio, to wcale nie zwalnia tempa i nie traci swojego uroku. Flora i Jack po raz trzeci stają na wysokości zadania i krok po kroku odkrywają co stało się w małej wiosce Treleggan.
Bardzo przyjemnie było też obserwować jak ich relacje, tym razem w odosobnionym wyjeździe, zaczynają się zacieśniać. To urocze i wręcz platoniczne! Ale ponownie, nie uświadczycie tutaj wątku romantycznego.
Również tym razem bohaterowie drugoplanowi zostali świetnie wykreowani oraz zaangażowani w fabułę. Nie są natrętni i dopchnięci do fabuły na siłę. Każdy z nich ma swoje odpowiednie miejsce i rolę do odegrania, co uwielbiam!
Książki z tej serii można czytać niezależnie, ale ja polecam iść w kolejności od pierwszej wydanej. Jesteśmy wtedy bardziej zżyci z bohaterami oraz świadomi ich cech charakteru i z czym zmagali się dotychczas!
Historia jest schematyczna i przewidywalna, ale nie odbiera to przyjemności w odkrywaniu tajemnicy, ani śledzenia przygód bohaterów.
To urocza i przyjemna pozycja, idealna na kilka wieczorów, aby zrelaksować się przy czymś, co da nam mnóstwo komfortu. Serdecznie Wam polecam!
[współpraca reklamowa @wydawnictwomando ]
Przychodzę do Was z kolejną książką z serii Flory Steele i ponownie bawiłam się świetnie. Ta seria ma w sobie coś, co działa bardzo pokrzepiająco!
Tym razem bohaterowie udają się do Kornwalii. Dla Flory ten wyjazd miał być zasłużonym urlopem i odpoczynkiem od dotychczasowych wydarzeń. Dla Jacka miał to być czas pracy nad książką,...
Jak ja się cudownie przy tym bawiłam! Ta książka wywołała we mnie całą kaskadę emocji 🥺
Opowieść zaczyna się niespiesznie, ale systematycznie się rozkręca. Dzięki pięknym opisom jedzenia, zapachów i kolorów przenosimy się w głąb tej historii i od razu zostajemy wciągnięci w niesamowity klimat Saverio. To piękna wyspa, nieubłaganie zbliżająca się do kataklizmu, od którego uchronić ją może tylko wybrana. Jest nią młoda, posiadająca śmiercionośną moc Alessa.
To, ile emocji siedzi w tej bohaterce i czemu musi stawić czoła jest naprawdę niesamowicie wykreowane. Kibicuje się jej od samego początku często nie rozumiejąc, jak ludzie mogą być tak okrutni i małostkowi. Historia ta pokazuje jak egoistyczni są ci, którzy się boją. Ogromnie współczułam Alessie, ale i niesamowicie w nią wierzyłam. Odizolowana od wszystkich gasła w swoich komnatach niczym więzień, a miała być przecież tą najważniejszą.
Na szczęście na horyzoncie pojawia się Dante, który okazuje się jej jedynym sprzymierzeńcem oraz prywatnym ochroniarzem. Jest on istnym promykiem nadziei, ale i ostoją w narastającym przerażeniu. Pokazuje Alessie do czego tak naprawdę jest zdolna, o czym zdążyła już zapomnieć.
Relacja tej dwójki jest idealnie wykreowana. Ich gry i przepychanki słowne to złoto. To relacja z tych, których nie ma się dość, wręcz przeciwnie. Czuje się tę chemię między nimi, ale nie jest ona wymuszona, a niesamowicie naturalna i przyciągająca.
Jeśli miałabym wskazać czym ta opowieść stoi, to powiedziałabym, że są to relacje właśnie. Autorka prześwietnie je wykreowała. Od tych służbowych, przyjacielskich, aż po romantyczne. Jest to książka, która nie wciska czytelnikowi w twarz tego, co powinien wiedzieć. To po prostu czuć i to jest wspaniałe.
Nie znajdziecie tutaj gorącego wątku romantycznego, chociaż niejednokrotnie serce zabije Wam szybciej. Nie znajdziecie tutaj pełnych uniesień wyznań miłości, ale znajdziecie to, co zadziała jak plaster na Wasze serce. Niczego tej książce nie brakuje, emocji jest masa i jestem pewna, że uronicie kilka łez podczas zapoznawania się z tą historią 🥺💜
Jak ja się cudownie przy tym bawiłam! Ta książka wywołała we mnie całą kaskadę emocji 🥺
Opowieść zaczyna się niespiesznie, ale systematycznie się rozkręca. Dzięki pięknym opisom jedzenia, zapachów i kolorów przenosimy się w głąb tej historii i od razu zostajemy wciągnięci w niesamowity klimat Saverio. To piękna wyspa, nieubłaganie zbliżająca się do kataklizmu, od którego...
2024-04-28
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Ta książka wciągnęła mnie od samego początku. Nie mogłam przestać o niej myśleć i doczekać się kiedy do niej wrócę, gdy tylko musiałam ją odłożyć. Wnętrze jest krótkie, ale bardzo treściwe i odpowiednio wyważone! Nic tu nie jest przeciągnięte, a idealnie na swoim miejscu!
Ten tytuł pochłania się w trybie natychmiastowym. Rozdziały są odpowiedniej długości, a na dodatek wynikają jeden z drugiego, przez co nie jesteśmy wybijani z rytmu skokami w fabule.
Bohaterowie są absolutnie wspaniali. Niby różni, ale łączy ich więcej, niż myślą. I naprawdę z przyjemnością obserwowało się rozwój ich relacji.
Kendall jest taką bohaterką, z którą niejedna z nas może się utożsamić. Jest zapalonym molem książkowym, który pracuje w bibliotece uniwersyteckiej. Uwielbiane książki przekłada na wiele sytuacji życiowych.
Vincent to nietypowy sportowiec. Jest kapitanem drużyny koszykarskiej, ale jest zdecydowanie inny od swoich kumpli z zespołu. Potrafi być bezpośredni, ale to połączenie poczucia humoru i wrażliwości najbardziej mnie w nim urzekły. Czuję, że skradnie Wasze serca 🤭
Przyjaciele głównych bohaterów też mają swoje miejsce w tej historii. Najbardziej polubiłam przyjaciółki Kendall, które potrafiły wylać jej kubeł zimnej wody na głowę kiedy trzeba, ale też potrzymać za rękę, jeśli wymagała tego sytuacja.
Uwielbiam to, że motyw książek oraz poezji przewijał się przez całą opowieść i był to tak naprawdę jej fundament. Myślę, że wszystkie książkary zostaną tym kupione. Sama chętnie sprawdzałam dzieła wymienianych poetów! Lubię takie zabiegi, gdy poruszany temat nie jest zrealizowany po macoszemu, a przedstawiony tak, że czytelnik chce się w niego wgłębić nawet na własną rękę. Autorka naprawdę odrobiła lekcje. Wszystko było zwięźle i sensowne wplecione w fabułę.
Sama historia jest dość prosta w swoich założeniach, ale to w niczym nie przeszkadza i uważam, że niczego jej nie brakuje. Jest urocza, zabawna, wciągająca i bawiłam się naprawdę świetnie. Jest to książka, która trafia na listę moich komfortowych tytułów, do których z ogromną przyjemnością będę wracać!
17+!
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Ta książka wciągnęła mnie od samego początku. Nie mogłam przestać o niej myśleć i doczekać się kiedy do niej wrócę, gdy tylko musiałam ją odłożyć. Wnętrze jest krótkie, ale bardzo treściwe i odpowiednio wyważone! Nic tu nie jest przeciągnięte, a idealnie na swoim miejscu!
Ten tytuł pochłania się w trybie natychmiastowym. Rozdziały...
[współpraca reklamowa @wydawnictwonowabasn ]
Przyznaje, że nie mogłam się wkręcić w te książkę. Bałam się, że nie kliknie między nami i że się z nią przemęczę. Na szczęście męczyć się nie musiałam i bawiłam się świetnie!
Pierwsze wydanie miało miejsce w 2005 roku i totalnie to widać. Jest lekki chaos, specyficzny język, wysublimowany klimat. Tu po prostu czuć, że odbywamy podróż do literackiej przeszłości. Nie jest to złe, absolutnie! Ale jeśli planujecie po nią sięgnąć to nastawcie się, że konsumuje się ją trochę inaczej niż aktualne dzieła.
Mamy tutaj narrację trzecioosobową, a autorka skacze po perspektywach różnych bohaterów, ale są to głównie pov: Beth, Wrath’a, Butch’a i Pana X. Najbardziej przypadły mi te ze strony Beth i Wrath’a (szczególnie jego🙂↕️). Sama narracja mi nie przeszkadzała, bo książka jest napisana takim językiem, że sprawnie pochłania się rozdziały, ale przez spory kawałek gubiłam się w tych mieszanych perspektywach i odbierało mi to przyjemności z czytania. Potem jednak przestałam zwracać na to większą uwagę.
Historia jest ciekawie poprowadzona. Znajdziemy tutaj zagadkę kryminalną, zwaśnione bractwa, klimat rodem z Matrixa (no tak mi się kojarzy przez te okulary i skórzane ciuchy). Dużo testosteronu i terytorializmu ze strony męskich bohaterów oraz czasami wątpliwe decyzje głównej zainteresowanej, czyli Beth. Dlaczego wątpliwe? Cóż, czasami dużo jej nie trzeba było, aby poszła w ciemno z obcym gościem. Wszystko też działo się niesamowicie szybko. W połowie książki zdałam sobie sprawę, że minęło raptem kilka dni, a nie tygodni, jak obstawiałam.
Cieszę się, że wydawnictwo postanowiło zrobić wznowienie tej serii, bo z ciekawością ją nadrobię! Tak, jak nie mogłam poczuć tej książki na początku, tak potem nie mogłam jej odłożyć i rozumiem, dlaczego skradła wtedy tyle serc. Mnie kupiła najbardziej poczuciem humoru! Jest super 🤌🏻
Jeśli na myśl o wampirach widzicie te ze Zmierzchu, to szybciutko wyjaśniam: wyobraźcie sobie odzianego w skórzane ciuchy Edwarda z długimi, czarnymi włosami i ciemnymi okularami. Aha! No i jest ogromny. Taki wiecie, dwumetrowy bad guy. Teraz jesteście gotowi 🕶️
18+🌶️
[współpraca reklamowa @wydawnictwonowabasn ]
Przyznaje, że nie mogłam się wkręcić w te książkę. Bałam się, że nie kliknie między nami i że się z nią przemęczę. Na szczęście męczyć się nie musiałam i bawiłam się świetnie!
Pierwsze wydanie miało miejsce w 2005 roku i totalnie to widać. Jest lekki chaos, specyficzny język, wysublimowany klimat. Tu po prostu czuć, że...
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Pisze to z bólem serca, ale niestety „Każdym skrawkiem duszy” nie będzie moim ulubieńcem. Zaznaczę, że patrzę na nią ze świeżej perspektywy, bo czytałam ją po raz pierwszy mimo, że w oryginale została wydana w 2014 roku.
Zacznę od tego, że miałam ogromne wymagania co do tego tytułu. Tyle się nasłuchałam, że książki autorki są świetne, łamią serca i gdy na początkowych rozdziałach wylałam trochę łez to pomyślałam, że zapowiada się super! A potem moje oczekiwania zaczęły spadać.
Po pierwsze nieodpartym uczuciem było to, że ta książka źle się zestarzała. Dialogi były specyficzne, niektóre zdania dziwnie skonstruowane, pojawiały się też zbędne powtórzenia (jak nieszczęsna katatonia), co skutecznie studziło mój zapał. Do tego doszło dość stereotypowe zbudowanie postaci, które przez całą książkę nie uległo praktycznie zmianie, po prostu mnie męczyło.
Tak samo jak męczyło mnie nieustanne odpychanie i przyciąganie się głównych bohaterów. Wiecie, rollercoastery emocjonalne w takich książkach są wspaniałe, ale tutaj miało się po prostu wrażenie, że wszystko jest na siłę. Wybijało mnie z rytmu również ciągle powtarzanie jakim Josh nie jest łamiącym serca objawieniem wśród innych chłopaków, jaki to nie jest seksowny bad boy ze złą reputacją.
Jednak mimo swoich wad książka mnie wciągnęła i wzruszyła, tak jak na początku, tak i na końcu. Zagrała na czułych strunach, ponieważ tematyka rodzin wojskowych jest niesamowicie emocjonująca. Obecnie mogę stwierdzić, że na pewno chętnie sięgnę po kolejne tomy choćby z ciekawości, żeby zobaczyć jak warsztat autorki się rozwijał, bo „Każdym skrawkiem duszy” był debiutem autorki, ale niestety ta książka mimo, że była w porządku do przeczytania, nie zostanie w moim serduszku na dłużej. Jestem jednak pewna, że te 10 lat temu byłabym tą historią zachwycona.
Myślę, że ta historia znajdzie swoich zwolenników, więc nie odradzam zapoznania się z nią. Wręcz przeciwnie! Może Was skomplikowany świat Ember i Josha porwie w swoje ramiona bardziej, niż mnie ♥️
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Pisze to z bólem serca, ale niestety „Każdym skrawkiem duszy” nie będzie moim ulubieńcem. Zaznaczę, że patrzę na nią ze świeżej perspektywy, bo czytałam ją po raz pierwszy mimo, że w oryginale została wydana w 2014 roku.
Zacznę od tego, że miałam ogromne wymagania co do tego tytułu. Tyle się nasłuchałam, że książki autorki...
2024
Powiem Wam, że ogromnie żałuję, że dałam tej książce leżakować na półce od dnia premiery i dopiero teraz się za nią zabrałam.
Tak naprawdę zostawiłam ją „na później”, bo hype, który powstał wokół najpierw Fourth Wing, a potem Iron Flame zadziałał na mnie odwrotnie, niż powinien i po prostu bałam się sięgnąć po ten pierwszy tom. Bałam się, że mnie rozczaruje, nie porwie tak bardzo, ale muszę powiedzieć, że ta obawa była bezpodstawna, bo przepadłam na dobre.
Wczoraj skończyłam i nie mogę przestać o tej książce myśleć. Podobało mi się tutaj absolutnie wszystko: od bohaterów pierwszo- i drugoplanowych, po wykreowany świat i smoki, z którymi w takiej ilości miałam do czynienia po raz pierwszy. W ogóle motyw tego, że to smoki są górą ogromnie przypadł mi do gustu.
Historia jest prowadzona tak, że wciąga już od samego początku i przenosimy się do świata elitarnej, acz brutalnej uczelni wojskowej, w której to przetrwają najsilniejsi i najbardziej sprytni. Niejednokrotnie wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń, a syndrom „jeszcze jednego rozdziału” towarzyszył mi przez cały czas.
Ale żeby nie było aż tak kolorowo, to jedna kwestia irytowała mnie przez 3/4 książki, a było to nagminne podkreślanie i wciskanie w oczy czytelnikowi, że Vi jest krucha, mała, słaba, delikatna i tak dalej. Zrozumiałam za pierwszym razem i uważam, że ciągłe podkreślanie tej kwestii zadziałało odwrotnie, niż miało. Wiem, że było to celowym zabiegiem aby konkretne wydarzenia odpowiednio wybrzmiały, ale czułam się trochę tak, jakby ktoś stał mi nad głową i upewniał się, czy na pewno zrozumiałam, że Vi jest krucha i słaba, a mimo to przeszła ogromną drogę.
Reasumując, czy mam kaca po tej książce? TAK.
Czy chcę swojego smoka? TAK.
Czy muszę kupić IF i nie zwlekać z przeczytaniem? ZDECYDOWANIE.
Jeśli jeszcze jakimś cudem zwlekaliście z przeczytaniem Fourth Wing, tak jak ja, to koniecznie to zmieńcie i zabierzcie się za czytanie! Nie będziecie żałować! Ja się podpisuję po tym wszystkim, ogromnie polecam 🐉🖤
Powiem Wam, że ogromnie żałuję, że dałam tej książce leżakować na półce od dnia premiery i dopiero teraz się za nią zabrałam.
Tak naprawdę zostawiłam ją „na później”, bo hype, który powstał wokół najpierw Fourth Wing, a potem Iron Flame zadziałał na mnie odwrotnie, niż powinien i po prostu bałam się sięgnąć po ten pierwszy tom. Bałam się, że mnie rozczaruje, nie porwie...
2024
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Przyszedł ten dzień! W końcu opowiem Wam o moim pierwszym patronacie i mam nadzieję przekonam Was, dlaczego warto sięgnąć po tę książkę!
„Powiedz tak” to młodzieżówka, która kryje w sobie ogrom humoru, świetnie wykreowanych bohaterów (Jimena i Vitaly forever), bardzo wciągającą treść i przesłanie, które niezwykle porusza. Ma dla mnie wszystko to, co dobra młodzieżówka powinna zawierać, a do tego świetny styl autorki, który sprawia, że przez treść się płynie.
Wciągnęłam się w tę historię od samego początku, bo nie sposób inaczej! Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń z życia niesamowicie energicznej, siedemnastolatki Jimeny. Szybko się okazuje, że nic nie jest takie, jak powinno. Nic nie jest pewne, stabilne. Dziewczynie grozi deportacja, a ona stara się myśleć logicznie i znaleźć rozsądne wyjście, mimo swojego młodego wieku.
Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, to byłoby to słowo HUMOR. Historia jest przezabawna! Dla mnie to idealne wyważenie, bo mimo poruszania poważnych problemów, dostajemy zabawną i uroczą opowieść, której nie chce się odkładać na bok.
Słów kilka o głównych bohaterach:
🌸 Jimena: romantyczna, porywcza dusza, która uważa, że małżeństwo może być wspaniałe, dać szczęście i spokój. To dziewczyna, która pod maską popularnej laski, której wszystko się udaje, jest wrażliwa, delikatna i niesamowicie czuła.
🌸 Vitaly: twardo stawiający kroki młody mężczyzna, dla którego nauka jest fundamentem. Nie wierzy w związek małżeński. Uważa, że szczęście można znaleźć gdzieś indziej. Mimo swoich poglądów, jest niesamowicie cierpliwy i troskliwy.
Oboje są jak ogień i woda, ognisty temperament i stoicki spokój. Razem tworzą idealnie wyważone połączenie, jak słony karmel!
Pamiętam, że jak zaczęłam czytać PDF przed podjęciem decyzji o objęciu książki patronatem, zastanawiałam się jak kwestia nielegalnego pobytu głównej bohaterki może zostać przestawiona w tak lekkiej i przyjemnej książce. Ale wiecie co? To tak totalnie ze sobą gra: lekka treść z fajnym humorem i życiowe kwestie oraz problemy, którym główna bohaterka musi stawić czoła. I w jednym momencie śmiejesz się z kolejnego błyskotliwego tekstu, a następnie kiwasz głową rozumiejąc z czym się zmaga i ogromnie jej współczujesz.
Przy „Powiedz tak” śmiałam się w głos, niedowierzałam, ekscytowałam się i wzruszałam. Przeżyłam cały kalejdoskop emocji, a od książki nie mogłam się oderwać. Znajdziemy tu nawet nawiązania do malarzy z różnych epok!
Opowieść jest krótka i pochłania się tę książkę błyskawicznie, a historia Jimeny zasługuje na to, żeby dać jej szansę. Mam nadzieję, że Was również oczaruje tak, jak mnie 🌸💕 Powiedzcie Jimenie TAK i poznajcie jej losy!
Książka 14+!
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Przyszedł ten dzień! W końcu opowiem Wam o moim pierwszym patronacie i mam nadzieję przekonam Was, dlaczego warto sięgnąć po tę książkę!
„Powiedz tak” to młodzieżówka, która kryje w sobie ogrom humoru, świetnie wykreowanych bohaterów (Jimena i Vitaly forever), bardzo wciągającą treść i przesłanie, które niezwykle porusza. Ma dla...
2024-03-10
[współpraca reklamowa @gorzka.czekolada.wydawnictwo ]
Wiecie, jest mi strasznie przykro. Po skończeniu „To, co chcemy zostawić za sobą” dotarło do mnie, że to już koniec przygód w Knockemout. Jak żyć?! Ta seria zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę, ale dzisiaj swoją chwilę chwały ma ostatni tom serii.
Tym razem śledzimy losy Sloane oraz Luciana i powiedzieć, że ta książka jest wręcz naelektryzowana emocjami, to jak nic nie powiedzieć. Z poprzednich tomów wiemy, że ta dwójka nie pała do siebie sympatią, jednak dopiero w tym tomie wchodzimy w głąb tej relacji i śledzimy z obu perspektyw przebieg wydarzeń. A dzieje się ich cała masa, jak to u Lucy Score bywa! Absolutnie nie ma czasu na nudę, na przestoje, nierówne tempo. Nic się nie dłuży mimo, że książka ma prawie 700 stron! Jeśli mam być szczera, nie obraziłabym się, gdyby była miała kolejne 200 😂
Ten romans nie jest słodki, usłany kwiatkami. To nie jest wyidealizowana historia o miłości. Znajdziemy tu ogrom starych, niewyleczonych ran, które najpierw trzeba rozgrzebać. Mamy poważne problemy, z którymi zmagają się bohaterowie takie jak strata, żałoba, samotność. Jednak nie brakuje również ciekawych wątków, dochodzenia po nitce do kłębka i wspaniałych, przezabawnych chwil! Ta książka żyje, tutaj wszystko ma swoje ręce i nogi. Pojawiają się też bohaterowie z poprzednich tomów i rozgrzewają serca, a powrót do tego świata, to jak powrót do domu. Tutaj wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna.
Drugi tom ostudził mój zapał do tej serii, ale Lucian i Sloane zdecydowanie mi to wynagrodzili. Myślę, że postawiłabym te książkę na równi z pierwszą. Zdarzają się okazjonalnie niefortunne określenia na różne intymne części ciała, ale według mnie natężenie tego nie jest aż tak ogromne, jak w poprzednich tomach. Wspominam o tym, bo sporo osób mnie o to pytało!
Naprawdę przepadłam – to było absolutnie świetne! Lucian i Sloane są idealnym połączeniem. Enemies to lovers? I TO JAKIE! Czytałam ich historię z ogromną przyjemnością i polecam z całego serduszka!
Pamiętajcie, że jest to książka 18+ i zawiera sceny oraz słownictwo nieodpowiednie dla osób poniżej tego wieku.
[współpraca reklamowa @gorzka.czekolada.wydawnictwo ]
Wiecie, jest mi strasznie przykro. Po skończeniu „To, co chcemy zostawić za sobą” dotarło do mnie, że to już koniec przygód w Knockemout. Jak żyć?! Ta seria zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę, ale dzisiaj swoją chwilę chwały ma ostatni tom serii.
Tym razem śledzimy losy Sloane oraz Luciana i powiedzieć, że ta...
2024-02-27
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Przychodzę dzisiaj pogadać Wam trochę, o drugim tomie serii „Beyond the Play”. Bohaterami są tym razem Penny oraz Cooper i niech nie zwiedzie Was piękna okładka! To książka 18+ i wręcz ocieka spicy scenami 🌶️
Sam zamysł historii przypadł mi do gustu: córka trenera po traumatycznych wydarzeniach w swoim życiu tworzy listę, którą chce realizować z odpowiednim partnerem, aby odzyskać kontrolę nad swoim życiem erotycznym. Partnerem okazuje się jeden hokeistów, który należy do drużyny jej ojca i jak możecie się domyślić, nie jest to plan idealny.
To wszystko brzmi fajnie, ale czegoś mi tutaj zabrakło i coś nie zagrało tak, jak myślałam. To znaczy sama historia w sobie była prosta, ale przyjemna, jednak sposób jej prowadzenia był czasami dla mnie męczący. Dlaczego? Myślę, że powodem były wspomniane przeze mnie sceny erotyczne, które są wręcz fundamentem tej książki i przez to mam wrażenie czułam czasami przesyt. Było ich po prostu zbyt dużo i jeśli mam być szczera, zbyt opisowo.
Bohaterowie są wykreowani tak, że nie da się ich nie lubić. Od samego początku wciągają nas w świat swoich problemów i własnych motywacji. Penny choć niepozorna, to bardzo ambitna dziewczyna, która nosi ogromny ciężar w sercu, natomiast Cooper choć wyidealizowany, rozgrzewa serduszko!
Tutaj, tak jak w pierwszym tomie, narracja jest prowadzona z perspektywy obu bohaterów, co ja osobiście uwielbiam, bo wprowadza to fajną dynamikę – tak też było w tym przypadku.
Oczywiście nie zrozumcie mnie źle, oprócz wszelkich scen różnorakich zbliżeń mamy tutaj wątki rodzinne, sprawy związane z karierą, które są naprawdę ciekawe! A końcówka sprawiła, że autentycznie miałam łzy w oczach, bo poruszyła moje czułe struny. Osobiście jednak bardziej podobał mi się pierwszy tom z Bex i Jamesem.
Mimo wszystko jeśli spodobał Wam się ten świat i chcecie poznać kolejną historię z serii, to sięgnijcie po Ucieczkę i sprawdźcie sami! Przygotujcie się proszę na naprawdę sporą ilość różnorakich scen zbliżeń 🌶️
[współpraca reklamowa @wydawnictwo.yana ]
Przychodzę dzisiaj pogadać Wam trochę, o drugim tomie serii „Beyond the Play”. Bohaterami są tym razem Penny oraz Cooper i niech nie zwiedzie Was piękna okładka! To książka 18+ i wręcz ocieka spicy scenami 🌶️
Sam zamysł historii przypadł mi do gustu: córka trenera po traumatycznych wydarzeniach w swoim życiu tworzy listę, którą...
2024-02-21
[współpraca reklamowa @editio.red ]
Q: Jaka książka poprawiła Ci ostatnio humor?
Ja, odpowiadając na to pytanie, śmiało mogę wskazać „Riley Thorn i powiew przeszłości”. Była to historia wciągająca od początku do końca. Czuć, że Lucy Score miała na nią pomysł i skrupulatnie go realizowała. Nic się w tempie nie rozjechało, wszystko było płynne i każda sytuacja sensownie wychodziła z drugiej. A humor? Jak zawsze top tier 🤝🏻
Uwielbiam styl autorki, szczególnie w serii z Riley Thorn. To jest tak specyficzny sposób przedstawiania wydarzeń, bohaterów, zagadki kryminalnej, zwrotów akcji, że łapię się za głowę. Jednak zdaję sobie nadal sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu ten sposób prowadzenia opowieści oraz jej humor. Ale właśnie on wpisuje się idealnie w mój i czytając perypetie całej ekipy: od zakochanych w sobie Riley i Nicka, jego współpracowników, po całą geriatrię (🤌🏻😂), czułam się jakbym oglądała dobry sitcom!
Jeśli chodzi o historie to tym razem w życiu Riley i Nicka pojawia się pewna osoba, która sprawia, że nadal nie mogą wytchnąć od nieustannych problemów. Zakup nowego domu miał okazać się wspaniałym początkiem, a jest wręcz tykającą bombą. Ilość spraw, które spadły im w związku z tym wszystkim na głowę (czasami dosłownie) mogłabym wymieniać do końca recenzji! Ale należy im się absolutny szacunek za wytrwałość, serio.
Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że Nick Santiago, to taka trochę łagodniejsza wersja Knoxa Morgana z serii Knockemout. Nie mówię, że to źle (absolutnie! 😏), ale faktycznie czuć momentami, jakby połączyły się te dwa uniwersa.
Zwroty akcji oraz sama fabuła były tak abstrakcyjne, że totalnie nieironicznie podziwiam kunszt autorki i to, że była w stanie wymyślić coś tak absurdalnego, co będzie świetnie działać i bawić czytelników.
Bo ta książka jest niesamowicie absurdalna, naprawdę! Jednak w tak dobry i intrygujący sposób, że nie można jej odłożyć. I uważam, że był to najlepszy tom ze wszystkich trzech! Drugi moim zdaniem był potknięciem, ale trzeci zdecydowanie wszystko wynagradza. I liczę, o czym mówi sama autorka, że to nie koniec przygód naszej „wybitnej inaczej” paczki bohaterów! 😂 Bardzo polecam!
[współpraca reklamowa @editio.red ]
Q: Jaka książka poprawiła Ci ostatnio humor?
Ja, odpowiadając na to pytanie, śmiało mogę wskazać „Riley Thorn i powiew przeszłości”. Była to historia wciągająca od początku do końca. Czuć, że Lucy Score miała na nią pomysł i skrupulatnie go realizowała. Nic się w tempie nie rozjechało, wszystko było płynne i każda sytuacja sensownie...
2024-02-14
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Przychodzę do Was z najsłodszą premierą jutrzejszego dnia, co w połączeniu z dzisiejszymi Walentynkami jest absolutnie czarującą mieszanką, po którą zdecydowanie warto sięgnąć! Raz na jakiś czas mam ochotę na cozy fantasy. Na coś, co otuli mnie niczym ciepły kocyk i zabierze na przygodę, przy której będę się świetnie bawić. I wiecie co? Taką książką jest właśnie „Coś jakby magia”.
Mamy tutaj świetnie wykreowanych bohaterów: piekareczkę (jak mawiała Iliana) Aurelię, łowczynię głów Ilianę, trollkę Kad i księcia Markota. Każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Każde z nich pochodzi z innych klas społecznych, a mimo to łączy ich wspólny cel, który ze strony na stronę sprawia, że i my się angażujemy i stajemy częścią ich opowieści. I może to moje błędne skojarzenie, ale miałam tu taki trochę vibe Kopciuszka! A to przez Panią Basil, która za każdym razem niesamowicie podnosi ciśnienie swoją bezdusznością, wyzyskując Aurelię do granic.
Sama historia jest bardzo lekka i prosta w swoich założeniach, a ja uwielbiam ją za to, jak w łatwy sposób przekazuje najważniejsze wartości bez zbędnego wyolbrzymiania. W iście bajkowym stylu, razem z bohaterami odkrywamy, co tak naprawdę jest ważne i że przyjaźń potrafi przybierać różne formy, ale nadal być tym samym. A miłość? Mimo, że się przed nią zapieramy, bierze z zaskoczenia i.. jest piękna. I niech Was nie zmyli jej słodycz! Potrafi zaskoczyć zwrotami akcji.
Ciekawym wątkiem była oczywiście tytułowa magia, ponieważ została wykreowana w inny sposób niż zwykle, a mianowicie nikt za nią nie goni i nikt jej nie pożąda. Magia potrafi przynieść więcej szkody, niż pożytku - w taki sposób myślą mieszkańcy królestwa. Ale czy na pewno? Czy coś, co zaczyna być zapomniane i nie jest praktykowane, jest całkowicie niepotrzebne? Żeby się o tym przekonać musicie sięgnąć po tę wspaniałą przygodę, która umili Wam wieczory i sprawi, że pośmiejecie się z ciętych ripost Iliany, zaskakujących przemyśleń nieporadnego księcia, bezpośredniości Kad, a wielkie, acz zmęczone serce Aurelii wzruszy Was niejednokrotnie! No i część akcji dzieje się w piekarni! 🍪 Czego chcieć więcej! 💕
[współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Przychodzę do Was z najsłodszą premierą jutrzejszego dnia, co w połączeniu z dzisiejszymi Walentynkami jest absolutnie czarującą mieszanką, po którą zdecydowanie warto sięgnąć! Raz na jakiś czas mam ochotę na cozy fantasy. Na coś, co otuli mnie niczym ciepły kocyk i zabierze na przygodę, przy której będę się świetnie bawić. I...
Zdaje sobie sprawę, że wyskakuje z tą książką z lekkiem poślizgiem, ale! Przychodzę do Was dzisiaj z paroma słowami na temat The Pumpkin Spice Café - lekkiego, ciepłego romansu, który umili wieczór!
Nie będę Wam ściemniać, to książka prosta w swoich założeniach, nieposiadająca raczej niczego odkrywczego, jeśli czytacie romanse na co dzień. Mimo to ma w sobie coś, co sprawiło mi przyjemność.
Znajdziecie tu małe miasteczko (uwielbiam ten motyw!), gdzie wszyscy się znają i wiedzą o sobie czasami aż za dużo. Do tego główna bohaterka Jeanie, która próbuje wykorzystać szansę jaką dostała od swojej cioci i przejmuje tytułową kawiarnię, próbując jednocześnie zmienić swoje dotychczasowe życie. Nie może zabraknąć trochę gburowatego, skrytego i oczywiście bardzo przystojnego rolnika Logana, którego serce, całkiem niedawno, mocno ucierpiało. Scenariusz raczej standardowy i dobrze znany, ale napisany jest w taki sposób, że pochłania się rozdział za rozdziałem, mimo że domyślamy się, w którą stronę to wszystko pójdzie. To taka bezpieczna pozycja, aby spędzić miło wieczór, zrelaksować się i poczuć klimat Dream Harbor - miasteczka, w którym dzieje się cała historia.
Z takich kwestii, które mi nie pasowały i trochę irytowały było usilne momentami „upupienie” Logana. Jasne, jego perturbacje życiowe mogły wpłynąć na jego zachowanie, sposób bycia i zdystansowanie do innych, niemniej miałam wrażenie, że autorka BARDZO chciała, żeby ten wątek do nas dotarł. Niestety postanowiła zrealizować go regularnie przypominając czytelnikowi z czym mierzy się mężczyzna. Przez to główna bohaterka została zepchnięta emocjonalnie na drugi plan i było mi jej po prostu szkoda.
Zrekompensowały mi to trochę i skradły moje serce lamy Logana 😂♥️
Na zagranicznym rynku jest więcej części z cyklu „Dream Harbor” i naprawdę chętnie po nie sięgnę, gdy tylko dotrą do nas!
Reasumując, jeśli zwyczajnie macie ochotę na przyjemny romans, to śmiało sięgajcie po tę pozycję! Myślę, że będziecie zadowoleni!
Zdaje sobie sprawę, że wyskakuje z tą książką z lekkiem poślizgiem, ale! Przychodzę do Was dzisiaj z paroma słowami na temat The Pumpkin Spice Café - lekkiego, ciepłego romansu, który umili wieczór!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie będę Wam ściemniać, to książka prosta w swoich założeniach, nieposiadająca raczej niczego odkrywczego, jeśli czytacie romanse na co dzień. Mimo to ma w sobie coś, co...