-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać0 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać442 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2025-01-27
2025-01-18
Macie autora, po którego książki sięgacie w ciemno?
U mnie w czołówce są książki pani Agaty Romaniuk. Z niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej. W moim czytelniczym sercu „Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości” zajmuje wyjątkowe miejsce. Jeśli reportaże, to tylko w takim wydaniu.
Autorka kolejny raz porusza i zgłębia temat miłości, tym razem przypatrując się randkowaniu. Jest to zbiór rozmów z kilkoma osobami, które dzielą się swoimi wrażeniami z randek. Wplecione są też doświadczenia własne autorki. Są to gorzko-słodkie historie, widziane zarówno oczami mężczyzn i kobiet, co przyznam było dość ciekawe poznać perspektywę płci przeciwnej. Nasi randkowicze mierzą się z różnymi problemami, jak odwołanie spotkania w ostatniej chwili, nieprzybycie na spotkanie, kłopotliwe zachowania drugiej strony. Niektóre były naprawdę mocno zaskakujące, wprawiły mnie wręcz w osłupienie i cieszę się, że moje randki na szczęście tak nie wyglądały.
Poza opowieściami z randek autorka w ciekawy sposób przygląda się naszemu zachowaniu jako społeczeństwa i ukazuje, jak niewiele wystarczy dać od siebie, by potraktować drugiego człowieka z szacunkiem i empatią niezależnie od sytuacji. Podoba mi się to, że autorka nie ocenia, nie moralizuje, ale próbuje zrozumieć, skąd biorą się takie zachowania.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego i zabawnego, w dodatku w krótkiej formie to bardzo polecam. Ja przesłuchałam ją w audiobooku, bo uwielbiam interpretację autorki, gdyż sama czyta swoje książki. Dostarczyła mi solidnej dawki śmiechu, sarkazm pani Agaty bardzo ze mną rezonuje.
Macie autora, po którego książki sięgacie w ciemno?
U mnie w czołówce są książki pani Agaty Romaniuk. Z niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej. W moim czytelniczym sercu „Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości” zajmuje wyjątkowe miejsce. Jeśli reportaże, to tylko w takim wydaniu.
Autorka kolejny raz porusza i zgłębia temat miłości, tym razem przypatrując się...
2025-01-03
Wioska małych cudów w Bieszczadach to miejsce, które co roku przed świętami przyciąga swoim urokiem i atrakcjami tłumy rodziców z dziećmi. Niestety nie tak łatwo tu o zdobycie biletu wstępu. 10-letnia Zosia w tajemnicy przed rodzicami wysyła list do Wioski i wygrywa tam pobyt dla swojej rodziny, wierząc, że spełni się tam jej świąteczne życzenie.
Kiedyś bardzo lubiłam świąteczne powieści i gdy przychodził grudzień zaczytywałam się w nich bez końca. Jednak od paru lat sam fakt ich błogiego, świątecznego klimatu przestał mi wystarczać.
I tu było bardzo podobnie. Autorka stworzyła bardzo klimatyczne miejsce, naprawdę można się tam przenieść i poczuć zgrzytanie śniegu pod butami, poczuć zapach pierniczków. W dodatku wszystko otulone puszystym śniegiem, z dodatkiem elfów i wielu atrakcji. Ale to niestety na tyle, co mnie w niej urzekło. Historia jest bardzo klasyczna, kilka rodzin z problemami spotyka się w jednym miejscu i ich drogi się przenikają i łączą tworząc magiczne sytuacje i odnajdując szczęście. Tu niemal każdy bohater był nieszczęśliwy, a opuszczając wioskę oczywiście wszystko odmieniało się o 180 stopni. I jakby rozumiem, że takie książki mają z zamysłu być ciepłe i niosące radość, ale dobrze, gdyby te problemy bohaterów rozwiązały się w wytłumaczalny sposób, poprzez rozmowy czy działania, a nie jak za dotknięciem różdżki, bo dla mnie są przez to infantylne i zupełnie do mnie to nie trafia. Najbardziej jednak na moją ocenę wpłynęło to, że tu się praktycznie nic nie działo, od początku wszystko zmierzało w jednym, wyznaczonym kierunku. I jak na fakt, że środek był rozwleczony to zakończenie odebrałam jako ponaglone. Być może nie jestem już docelowym odbiorcą, albo źle ostatnio trafiam.
Wioska małych cudów w Bieszczadach to miejsce, które co roku przed świętami przyciąga swoim urokiem i atrakcjami tłumy rodziców z dziećmi. Niestety nie tak łatwo tu o zdobycie biletu wstępu. 10-letnia Zosia w tajemnicy przed rodzicami wysyła list do Wioski i wygrywa tam pobyt dla swojej rodziny, wierząc, że spełni się tam jej świąteczne życzenie.
Kiedyś bardzo lubiłam...
2024-12-10
Cześć :)
lubicie skandynawskie powieści? Ja uwielbiam je za ten surowy klimat i minimalizm.
Mariddja wraz z mężem Bierą mieszkają na dalekiej północy Szwecji. Oboje są u schyłku życia, oboje przestają radzić sobie z codziennymi czynnościami i oboje są Saamami mocno zakorzenienionymi ze swoim miejscem. Oboje stracili również lata temu swojego chłopca, siostrzeńca Biery, Heaika-Joná, którego wychowywali i kochali jak swojego syna, a który został im odebrany. Mariddja pragnie zdążyć odnaleźć dorosłego dziś już mężczyznę.
Kaj wraz z żoną przeprowadza się do nowego miejsca, gdzie próbuje uporządkować rzeczy po zmarłej matce, które przywołują wspomnienia i potrzebę odnalezienia swoich korzeni.
Zostawiłam tę lekturę na koniec roku z myślą, że będzie to moja książka roku. W końcu to książka roku 2023 w Szwecji. Nie każdy przez nią przebrnie, wielu ją porzuci i ja to rozumiem, bo sama niemal jej nie odłożyłam. Pierwsza połowa jest nudna, niemal męcząca przez chaos jaki w niej panuje. Przeskakujemy co chwila z wątku starszego małżeństwa na związek młodego małżeństwa słuchając o ich codziennym, zwykłym życiu. Ciężko dostrzec wspólną nić łączącą obie rodziny. Kiedy przez to przebrniemy w drugiej połowie wszystko zaczyna się klarować. I w tej części można się zakochać. Autorka ukazuje z jaką czułością i sentymentem nasi bohaterowie podchodzą do swojej tradycji i do korzeni. I to one grają tu główną rolę, pokazując nam jak mocno teraźniejszość jest zakorzeniona w przeszłości, jak nierozerwalne są z sobą. Postać Kaja uzmysławia nam jak można czuć się pogubionym i nie móc zaznać spokoju nie znając swojego pochodzenia i tożsamości. W to wszystko wpleciona jest historia Saamów, ich kultura, wierzenia i bolesna przeszłość przymusowego przesiedlenia. Okraszone to jest fragmentami joiku, ich ludowego śpiewu, co nadaje całości wyjątkowego klimatu i melancholii. Mamy też sporo specyficznego humoru, który mi akurat pasował tu bardzo. Wzruszyłam się na niej, skłoniła mnie do pewnych refleksji, zaciekawiła do zgłębienia tematu o Saamach, ale niestety druga część nie zrekompensowała mi nijakości w pierwszej.
Cześć :)
lubicie skandynawskie powieści? Ja uwielbiam je za ten surowy klimat i minimalizm.
Mariddja wraz z mężem Bierą mieszkają na dalekiej północy Szwecji. Oboje są u schyłku życia, oboje przestają radzić sobie z codziennymi czynnościami i oboje są Saamami mocno zakorzenienionymi ze swoim miejscem. Oboje stracili również lata temu swojego chłopca, siostrzeńca Biery,...
2024-11-28
Hej :)
Bardzo rzadko sięgam po świąteczne książki, jedyną taką książką, do której powracam jest „Opowieść Wigilijna” Dickensa. W tym świątecznym czasie znacznie bardziej wolę filmy w tym klimacie, zwłaszcza te z lat 80 i 90. I nie będę ukrywać, że tę książkę wybrałam tylko ze względu na lektorkę, panią Kamillę Baar, której głos działa na mnie hipnotyzująco (nie wiem, nie pytajcie :D), więc nie wiem na ile to będzie w ogóle recenzja książki, a na ile lektorki :D
W małej, górskiej miejscowości ma się odbyć koncert znanego muzyka. Rodzina Skalskich przygotowuje się do 80 urodzin seniora rodu, które przypadają akurat w Wigilię. W ich rodzinnym domu od wielu pokoleń przykłada się dużą wagę do tradycji, święta są celebrowane wręcz z czułością. Nic nie zapowiadało, że znajomość Lidii Skalskiej z młodym chłopakiem z zespołu zburzy niestety tegoroczny spokój świąt, a pewna skrywana od lat tajemnica ujrzy w końcu światło dzienne.
Czy poczułam magię świąt podczas lektury? Niekoniecznie. Większa część dzieje się jeszcze w listopadzie, a sam śnieg otula wszystko dopiero w Wigilię. Autorka skupia się tu bardziej na rodzinnych relacjach i jest tu sporo takiej rodzinnej bliskości i ciepła. Całość niesie przesłanie o przebaczaniu i dawaniu drugiej szansy, ukazując nam, że nie ma idealnych rodzin, nawet jeśli na pozór takie się nam wydają. I to jest na plus, że ta historia nie jest przesłodzona. Niestety dla mnie to się za wolno rozkręca, za mało tu samej magii świąt, wyrazistych bohaterów i jakiegoś może zaskoczenia, bo tajemnica nie jest skomplikowana i łatwo się jej można domyśleć. Słuchało mi się jej przyjemnie, ale to jak już wiecie za sprawą lektorki.
Hej :)
Bardzo rzadko sięgam po świąteczne książki, jedyną taką książką, do której powracam jest „Opowieść Wigilijna” Dickensa. W tym świątecznym czasie znacznie bardziej wolę filmy w tym klimacie, zwłaszcza te z lat 80 i 90. I nie będę ukrywać, że tę książkę wybrałam tylko ze względu na lektorkę, panią Kamillę Baar, której głos działa na mnie hipnotyzująco (nie wiem, nie...
2024-11-15
Hej :)
Lubicie realizm magiczny w książkach? Jeśli tak, to ta książka powinna przypaść Wam do gustu.
Irlandia, początek XX w. Kochająca książki Opalina ucieka z rodzinnego domu, by uniknąć zaaranżowanego przez brata małżeństwa. Podejmuje pracę w księgarni, ale jeden z rękopisów sprowadza na nią kłopoty. Martha żyje w czasach współczesnych, ale również postanawia uciec od męża tyrana. Znajduje schronienie zatrudniając się jako gosposia w domu dość dziwnej madame Bowden. To tu poznaje Henrego, który szuka zaginionej księgarni a wraz z nią zaginionego przed laty rękopisu jednej z sióstr Bronte. W pewien sposób historie tych postaci łączą się ze sobą.
Zupełnie inne wyobrażenie miałam co do tej historii po przeczytaniu jej opisu. Moje uczucia po lekturze są dosyć mieszane, praktycznie pierwszą połowę ją męczyłam, sam pomysł na fabułę był ciekawy, ale była za bardzo rozwleczona i nie potrafiła przyciągnąć zbytnio mojej uwagi. Tylko dzięki postaci Henrego i lektora, który nadał mu cudownego charakteru i humoru kontynuowałam tę powieść dalej i w zasadzie nie żałuję, bo druga część bardziej już ze mną rezonowała.
Całość snuje się niespiesznie, nie ma tu jakiś zwrotów akcji. Dla mnie to opowieść o szukaniu nie tyle zaginionej księgarni, co szukaniu swojej drogi i miejsca na ziemi po trudnych przejściach. Wbrew pozorom nie jest to ciepła książka otulająca nas jak kocyk. Porusza wiele trudnych tematów jak przemoc, równouprawnienie kobiet czy alkoholizm. Mamy tu dwie linie czasowe i narrację z perspektywy trójki bohaterów. Losy Opaliny w I części były dla mnie nijakie, trochę może niepotrzebnie aż tak zawiłe, w II zaś jej losy skradły mi trochę serce i byłam ciekawa jak potoczy się jej historia dalej. Choć wnikliwie poznajemy przeszłość bohaterów to ich zarys był dla mnie jednak za słaby, jedynie postać Henrego była wyrazista i miała w sobie charyzmę. Książka jest dla mnie bardziej obyczajowa, elementy magii są tu bardziej dodatkiem i stanowią tło dla fabuły, co uważam akurat za plus. Uważam, że książka miała duży potencjał, ale nie do końca został wykorzystany.
Hej :)
Lubicie realizm magiczny w książkach? Jeśli tak, to ta książka powinna przypaść Wam do gustu.
Irlandia, początek XX w. Kochająca książki Opalina ucieka z rodzinnego domu, by uniknąć zaaranżowanego przez brata małżeństwa. Podejmuje pracę w księgarni, ale jeden z rękopisów sprowadza na nią kłopoty. Martha żyje w czasach współczesnych, ale również postanawia uciec od...
2024-11-07
Dosyć często mam tak, że gdy o jakimś tytule lub autorze jest bardzo głośno to jakoś nie spieszno mi i sięgam dopiero, gdy opadnie wrzawa. Nie inaczej było z książkami Ruth Ware. Przyznam, że po tym tytule chyba nie bardzo rozumiem ten cały fenomen wokół jej twórczości.
Rowan ma 25 lat i pracuje jako opiekunka w przedszkolu. Gdy natrafia na bardzo korzystne ogłoszenie do opieki nad czwórką dzieci porzuca pracę bez namysłu. Nie zniechęcają jej dziwne pogłoski krążące o poprzednich nianiach, które z dnia na dzień porzucały swoją posadę ani to, że ponoć posiadłość jest nawiedzona. Kiedy przybywa do domu Elincourtów i zostaje sama z dziećmi zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
Myślałam, że będzie to jedna z tych książek, która i mnie zachwyci. Opis obiecywał wszystko, co tak bardzo lubię w tego typu powieściach- krążące pogłoski o dziwnych wydarzeniach, stary nawiedzony dom z ciekawą przeszłością jego mieszkańców, w dodatku odizolowany w lesie od reszty społeczeństwa. I początkowo bardzo mi się podobała, miała drobne elementy grozy, które uwielbiam i które sprawiają, że nie potrafię oderwać się od lektury. Ale im dalej tym to wszystko się dla mnie rozjechało i stało nijakie. Zaczęła być masa powtórzeń, ciągłe te same rozważania naszej bohaterki przy braku jakiś nowych wydarzeń i posunięcia całości do przodu. Przestała trzymać w napięciu, a zrobiła się nagle taka przegadana. W dodatku postać Rowan zachowywała się dla mnie momentami tak absurdalnie niepoważnie, że aż dziw iż przypisano jej rolę niani, a która pozostawiała małe dziecko bez opieki i wychodziła z domu z elektroniczną nianią tłumacząc sobie, że przecież gdyby coś się zadziało to usłyszy i przybiegnie na pomoc. Może przez to ta książka przestała ze mną rezonować, bo nie była dla mnie wiarygodna ani autentyczna. Jeśli chodzi o samo zakończenie, które widziałam, że u jednych budziło zachwyt, u innych rozczarowanie, to jestem gdzieś pomiędzy. Ogólnie zaskoczyło mnie i plus za to, że nie do końca je przewidziałam, ale po części ono też było absurdalne, a przez to dla mnie wręcz niewykonalne, ale tu nie mogę nic Wam więcej zdradzić.
Dosyć często mam tak, że gdy o jakimś tytule lub autorze jest bardzo głośno to jakoś nie spieszno mi i sięgam dopiero, gdy opadnie wrzawa. Nie inaczej było z książkami Ruth Ware. Przyznam, że po tym tytule chyba nie bardzo rozumiem ten cały fenomen wokół jej twórczości.
Rowan ma 25 lat i pracuje jako opiekunka w przedszkolu. Gdy natrafia na bardzo korzystne ogłoszenie do...
2024-11-04
Malownicze Alpy spowite jesiennymi mgłami, a wśród nich w szwajcarskiej dolinie ekskluzywna klinika, ośrodek dla zmęczonych i przepracowanych ludzi, którzy potrzebują odpocząć pod profesjonalną opieką.
To tu na kilka dni przyjeżdża Daniel, by odwiedzić swojego brata bliźniaka, Maxa. Nie mieli nigdy zbyt bliskiej relacji, więc cieszy go, że będą mogli spędzić trochę czasu razem. Na miejscu brat prosi go o przysługę, by zamienili się miejscami. Musi wyjechać na 2-3 dni załatwić kilka prywatnych spraw, ale ośrodek jest strzeżony i nie wypuszczą go dokąd nie skończy się cały pobyt. Zdezorientowany nieco Daniel spostrzega, że nim podjął decyzję, Max już wyjechał pod jego imieniem. Kiedy mija tydzień a Max nie wraca, Daniel zaczyna zdawać sobie sprawę, że brat przed czymś uciekł, a to na pozór ustronne, beztroskie miejsce to prawdziwe piekło na ziemi i więzienie dla najbardziej niebezpiecznych psychopatów.
Bardzo zaintrygował mnie opis fabuły, niespotykany zbyt często w literaturze. W dodatku uwielbiam motyw oddalonych i odizolowanych miejsc, niedostępnych dla innych ludzi. Mają taki duszny i hermetyczny klimat. W dodatku uwielbiam, gdy akcja toczy się w oddalonych i odizolowanych od świata i ludzi miejscach. Mimo, że autorce udało się świetnie wykreować miejsce i stworzyć uczucie narastającego napięcia to według mnie było sporo niedopracowanych momentów, gdzie wkradała się monotonia.
Zakończenie też odebrałam jako takie spisane naprędce, brakło mi w nim ważnych wytłumaczeń i informacji. Za to spodobał mi się bardzo główny plot twist, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń i plus za umiejętne wodzenie czytelnika za nos, w pewnym momencie mamy wątpliwości, czy Daniel istnieje, czy jest kolejnym wymysłem Maxa, czy polekowymi majakami, ale to już musicie sami przeczytać jeśli chcecie poznać prawdę :)
Malownicze Alpy spowite jesiennymi mgłami, a wśród nich w szwajcarskiej dolinie ekskluzywna klinika, ośrodek dla zmęczonych i przepracowanych ludzi, którzy potrzebują odpocząć pod profesjonalną opieką.
To tu na kilka dni przyjeżdża Daniel, by odwiedzić swojego brata bliźniaka, Maxa. Nie mieli nigdy zbyt bliskiej relacji, więc cieszy go, że będą mogli spędzić trochę czasu...
2024-10-29
Chyba żaden inny autor nie chwyta mnie tak za serce swoim stylem pisarskim, jak Zafon. Już sam epilog bardzo mnie poruszył. A że to właśnie jego przeczytałam w pierwszej kolejności (takie skrzywienie czytelnicze :D) byłam przekonana, że będzie to zupełnie inna historia niż ta, którą otrzymałam. Nie czuję rozczarowania, a jedynie zaskoczenie i to duże, bo nie miałam pojęcia, za co się zabieram.
Óscar Drai niemal codziennie po skończonych zajęciach wymyka się z internatu by snuć się mglistymi i opuszczonymi uliczkami Barcelony. Pewnego dnia zapuszczając się do opustoszałej w jego przekonaniu rezydencji poznaje Marinę, z którą od tej pory spędza niemal każdą wolną chwilę. Dziewczyna zabiera go na cmentarz, by pokazać mu bezimienny grób, na którym widnieje jedynie symbol czarnego motyla. To tam zauważają tajemniczą damę w czerni, która wygląda niczym kobieta z innej epoki. Zaintrygowani postanawiają ją śledzić, nie mając pojęcia do jakich tajemnic ich to doprowadzi.
Cóż to była za podróż. Nigdy nie sądziłam, że można tak płynnie i zgrabnie połączyć literaturę piękną z grozą. A tej ostatniej mamy tu pod dostatkiem. Czuć tu napięcie i niepokój kryjący się w każdym zaułku. Chwilami miałam gęsią skórkę i niemal czułam strach i koszmarny odór, który czuli nasi bohaterowie. Zachwycił mnie realizm magiczny To powieść szkatułkowa, w której nasi bohaterowie napotykając różne osoby, poznają odmienne wersje wydarzeń tej samej historii, walcząc jednocześnie ze swoimi własnymi demonami. Autor dostarcza nam wielu doznań przenosząc nas do historii niczym z Frankensteina, czuć makabryczność w ukrywanej prawdzie i niemal fizyczny ból. Jednocześnie otulająca nas realizmem magicznym. Groteskowa, pełna smutku, a zarazem pięknie ujęta historia o próbie oszukania śmierci, przechytrzenia jej za wszelką cenę. O obsesji i o stracie, która naznacza nasze życie. Zafon znów mnie oczarował, tak bardzo ubolewam, że już nic nie wyjdzie spod jego pióra.
Chyba żaden inny autor nie chwyta mnie tak za serce swoim stylem pisarskim, jak Zafon. Już sam epilog bardzo mnie poruszył. A że to właśnie jego przeczytałam w pierwszej kolejności (takie skrzywienie czytelnicze :D) byłam przekonana, że będzie to zupełnie inna historia niż ta, którą otrzymałam. Nie czuję rozczarowania, a jedynie zaskoczenie i to duże, bo nie miałam pojęcia,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-10-20
Cześć :)
Zdarza Wam się przysłuchiwać rozmowom toczącym się tuż obok?
Janice jest sprzątaczką, od lat opiekuje się stałymi domami jak i ich domownikami, choć żyje w przekonaniu, że dla nich pozostaje tylko sprzątaczką. Utwierdza ją w tym zresztą codziennie jej mąż Mike, z którym niewiele już ją łączy. Najbliższy wydaje jej się Decjusz, pewien wesoły foksterier i historie, innych ludzi które zbiera przez całe życie. Pewnego dnia zaczyna opiekować się ekscentryczną starszą panią B, która pragnie poznać jaka jest prawdziwa opowieść o Janice skrywana tak wiele lat.
Wydaje mi się, że żaden opis tej książki nie oddaje tego o czym ona tak właściwie jest. Ja też spodziewałam się czegoś innego, trochę może lepszego. Choć książka jest bardzo dobrze napisana to pierwsza połowa bardzo mi się dłużyła, przytaczane opowieści nie były jakoś za specjalnie ciekawe, zwykłe historie poznanych ludzi, jedne mniej lub bardziej interesujące czy poruszające. Warto jednak było wytrwać do momentu, w którym pojawia się pani B, kobieta która była szpiegiem i nie przebiera ani w słowach ani przekleństwach. To jej postać jak i Decjusza kradną całą uwagę i nadają książce sarkazmu i ironii, którą ja tak bardzo lubię. No bo jak się nie roześmiać, gdy nasza bohaterka wyprowadza psa na spacer w deszcz, otwiera sobie parasol, a pies spogląda na nią oburzony i mówi- „co ty k***a nie powiesz?” Sami widzicie :D To, co jeszcze mi się w niej bardzo spodobało to prawdziwość z niej wybrzmiewająca. Ukazuje nasze życie takim jakie jest ze wszystkimi jego odcieniami, co nadało jej autentyczności. W dodatku porusza trudne tematy alkoholizmu, przemocy i traum noszonych całe życie. Dla mnie nie ma tu tajemnicy do odkrycia, dla mnie to książka o takim nieświadomym krzywdzeniu siebie poprzez nasze błędne przekonania, o noszonym latami poczuciu winy, o sile przyjaźni i uczuciu, które przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Ma w sobie jesienny klimat, więc idealna na obecne wieczory.
Cześć :)
Zdarza Wam się przysłuchiwać rozmowom toczącym się tuż obok?
Janice jest sprzątaczką, od lat opiekuje się stałymi domami jak i ich domownikami, choć żyje w przekonaniu, że dla nich pozostaje tylko sprzątaczką. Utwierdza ją w tym zresztą codziennie jej mąż Mike, z którym niewiele już ją łączy. Najbliższy wydaje jej się Decjusz, pewien wesoły foksterier i...
2024-09-26
Aspirant Anna Rzecka przyjeżdża w swoje rodzinne strony do Lądka-Zdroju, by zaopiekować się babcią, a jednocześnie nabrać dystansu do swoich prywatnych spraw i przygotować się do roli matki. Odpoczynek nie jest jej jednak dany, bo zostaje zaangażowana w miejscowe śledztwo, w które wciąga swojego kolegę po fachu, Konrada Cicheckiego. W rzece znaleziono ciała brutalnie zamordowanego małżeństwa. W dodatku ich starszy syn zaginął, a młodszy został odnaleziony w przydomowej szopie. Sprawa bardzo porusza miejscową społeczność, gdyż równo 30 lat temu doszło tu do identycznej zbrodni, również z zaginięciem dziecka zamordowanych, a policjant który prowadził to śledztwo przepadł bez śladu.
Powiem szczerze, że mam trochę problem z oceną tej książki. Mam wrażenie, że ostatnie kryminały przyzwyczaiły nas do szybkiego tempa i ogromnej ilości zwrotów akcji. Tu jest inaczej. Już w zasadzie w pierwszej połowie książki padają podejrzenia naszych bohaterów kto i dlaczego dokonał zbrodni 30 lat temu. Rozdziały przeplatają przeszłość z teraźniejszością przybliżając nas powoli do prawdy i wydarzeń sprzed 30 lat, odsłaniając jednocześnie wspólne ogniowo między tymi morderstwami. Sprawia to, że nie ma w tej historii większego zaskoczenia (no może poza jednym elementem na samym końcu), a mimo to czułam się nawet wciągnięta w fabułę i słuchałam jej z zainteresowaniem, ale bez większego zaangażowania. Autor stworzył bardzo udany klimat małej społeczności. Postacie zarówno pierwszo jak i drugoplanowe są charakterystyczne i starannie wykreowane. Nie sposób nie polubić babci Wiesi, która wniosła sporo domowego ciepła i humoru nadając całości taką wiarygodność.
To jest drugi tom cyklu, ale ja w żaden sposób nie odczułam tego, śmiało można czytać oddzielnie.
Aspirant Anna Rzecka przyjeżdża w swoje rodzinne strony do Lądka-Zdroju, by zaopiekować się babcią, a jednocześnie nabrać dystansu do swoich prywatnych spraw i przygotować się do roli matki. Odpoczynek nie jest jej jednak dany, bo zostaje zaangażowana w miejscowe śledztwo, w które wciąga swojego kolegę po fachu, Konrada Cicheckiego. W rzece znaleziono ciała brutalnie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-19
XVII-wieczna wieś, a w niej Nawojka, dziewczynka która od samych narodzin została uznana za mieszkańców za inną, odmienną, bo słyszała myśli ludzi i zwierząt. By uchronić dziewczynkę przed śmiercią rodzice odesłali ją do Akaszy, miejscowej szeptuchy.
Dla mnie tej książce brakuje...fabuły. Tak fabuły. Jak dla mnie jej tam po prostu nie ma.
Zacznijmy od tego, że zbliżająca się wielkimi krokami jesień sprawia, że uwielbiam zanurzać się w lekturach z motywem wiedźm, znachorek, słowiańskich mitów i wierzeń. I tej książce nie można zarzucić ich braku, bo jest tu tego pełno, jakie zioła na jakie przypadłości, jakie szeptania i zaklęcia na wygnanie z ciała złych duchów.
„Laudanum robi się z maku, mleczka, które wypływa z naciętych makówek. Gdy się na nich krople pojawią to się je zbiera. Sok szybko zmienia barwę na ciemno brązową i robi się miąższ. Tak lejąca, śmierdząca masa z czasem twardnieje i się ją suszy. Potem robi laudanum dolewając alkoholu. Ono bólu uśmierza, odpręża, uspokaja i na kaszel dobrze działa. Jest i bieluń i sporysz, co na zbożach pasożytuje...itd”
I takie fragmenty byłyby świetne, gdyby stanowiły dodatek. Dla mnie one zdominowały książkę. Każdy rozdział poprzedzały fragmenty wierszy i cytatów, które były dla mnie niepotrzebne, bo nic według mnie nie wnosiły. Słuchałam jej w audiobooku i pierwsze 5h czekałam na rozwinięcie fabuły, na rozpoczęcie by coś się zaczęło w ogóle dziać, bo słuchałam głównie o tym jak Nawojka radzi sobie mieszkając sama w lesie, jak zbiera zioła i które na co pomagają. Kiedy w końcu dotarła do miasta i liczyłam, że pewien wątek śmierci zostanie pociągnięty i wyjaśniony, to książkę znów opanowały zwyczaje i wierzenia mieszkańców, ich ubiór i miejscowe ploteczki. A gdy już wątek tajemniczej śmierci zaczął się rozwijać, to książka się skończyła, pozostawiając czytelnika z domysłem, że pewnie będzie kontynuacja. Ja z pewnością po nią nie sięgnę mimo pięknej okładki, która mnie skusiła.
XVII-wieczna wieś, a w niej Nawojka, dziewczynka która od samych narodzin została uznana za mieszkańców za inną, odmienną, bo słyszała myśli ludzi i zwierząt. By uchronić dziewczynkę przed śmiercią rodzice odesłali ją do Akaszy, miejscowej szeptuchy.
Dla mnie tej książce brakuje...fabuły. Tak fabuły. Jak dla mnie jej tam po prostu nie ma.
Zacznijmy od tego, że zbliżająca...
2024-07-25
Fannie Flagg <3
Musicie wiedzieć, że kocham książki Flagg, więc nie wiem czy moja opinia będzie tak w pełni obiektywna ;)
Jak dla mnie żadna autorka czy autor nie tworzą tak niesamowitych postaci jak Fannie Flagg! Jej bohaterowie są tak autentyczni i jakże różni od siebie, a na dokładkę są to złożone i tak barwne charaktery, że czytając jej książki ma się wrażenie, że słuchamy historii o ludziach, których znamy. Jakbyśmy siedli przy ognisku i słuchali o zwykłych ludziach i ich niezwykłym życiu.
Mamy lata 20 XX wieku, upalne lato w Alabama, wielki kryzys i czasy, gdzie był bardzo silny podział na białych i czarnoskórych. Czasy, gdzie czarnoskórzy nie mieli prawa wstępu do restauracji, pociągu czy salonu fryzjerskiego dla białych, gdzie mieszkali w barakach na obrzeżach miasta i często wręcz głodowali. I w tym wszystkim mamy Idgie, młodą, niezależną i trochę buńczuczną dziewczynę, która prowadzi wraz z Ruth kawiarnię Whistle Stop, w której każdy potrzebujący znajdzie pracę i ciepły posiłek. Między kobietami rodzi się silne uczucie, za które przyjdzie im w tamtych czasach wiele poświęcić i skrywać latami mroczną tajemnicę. A wszystko to opowiada po wielu latach pewnej zakompleksionej i znudzonej życiem Evelyn Couch w domu opieki wiekowa już Ninny, która była kiedyś częścią tej historii i zna wiele jej sekretów. Ich relacja przemienia się w przyjaźń i sprawia, że Evelyn odzyskuje wiarę w siebie.
W tej opowieści mamy bardzo wiele postaci, ale każdy jest tu nieprzypadkowo, każdy stanowi jakiś ważny element w życiu drugiego człowieka. i takie właśnie są książki Fannie Flagg. Pełne różnych relacji, tych pięknych i dobrych, ale często też tych trudnych, bolesnych, ale tworzy w nich piękne poczucie wspólnoty. Jak zawsze w jej książkach duże tło stanowi przemijanie, i chyba ukazuje go w możliwie najpiękniejszy sposób, ze wszystkimi jego odcieniami. Jak zwykle śmiałam się i wzruszałam podczas jej historii, pokochałam jej bohaterów i nie potrafiłam się z nimi pożegnać. Wzbudziła we mnie ogrom emocji i tradycyjnie złamała mi trochę <3
Fannie Flagg <3
Musicie wiedzieć, że kocham książki Flagg, więc nie wiem czy moja opinia będzie tak w pełni obiektywna ;)
Jak dla mnie żadna autorka czy autor nie tworzą tak niesamowitych postaci jak Fannie Flagg! Jej bohaterowie są tak autentyczni i jakże różni od siebie, a na dokładkę są to złożone i tak barwne charaktery, że czytając jej książki ma się wrażenie, że...
2024-06-28
Chcielibyście znać swoją datę śmierci? To pytanie towarzyszyło mi przez całą powieść.
„Dwanaście godzin temu odebrałem telefon i usłyszałem, że umrę. Teraz żyję bardziej niż wtedy.”
To historia Mateo i Rufusa, dwóch niemal już dorosłych chłopaków, którzy zaczęli swoje prawdziwe życie w dniu, w którym mają umrzeć. W ich czasach to już niemal naturalne, że Prognoza Śmierci dzwoni na 24h przed śmiercią z informacją, że to dziś. Nikt nie wie jak to się stanie, ani dokładnie kiedy, ale jedno jest pewne, zawsze się sprawdza i nie ma mowy o pomyłce. Obydwoje logują się do aplikacji Ostatni Przyjaciel, poprzez którą można poznać osoby, którym pozostały 24h życia i postanawiają spędzić ten dzień wspólnie, by był choć trochę bardziej znośny, by przeżyć go dobrze, bez żalu.
Nie sądziłam, że ta książka tak mnie poruszy. Jest na swój sposób niezwykła, a jednocześnie tak prosta i dobrana w słowa, które sprawiały mi uścisk w sercu. I pewnie ma minusy, może nawet ma jakieś nudniejsze fragmenty, ale mi one zupełnie nie przeszkadzały. Już sam zamysł na fabułę wydał mi się intrygujący. Historia nie skupia się na tym, by ukazać, jak wbrew pozorom wiele zachwycających rzeczy możemy uczynić w ciągu tych kilkunastu godzin, które nam zostały. I nie chodzi tu o żadne wycieczki do wymarzonych krajów, ale o wyprawę w głąb samego siebie. Mamy tu piękną przemianę Mateo, który tak wiele czasu dojrzewał, by odważyć się żyć po swojemu i podobało mi się, że ta zmiana wyszła bardzo wiarygodnie mając swoje uzasadnienie. Autor próbuje nam przekazać, że nie należy marnować żadnej minuty i tracić czasu na zamartwianie się, co inni o nas pomyślą, że kiedy masz ochotę tańczyć w deszczu i śpiewać to zrób to i ciesz się tą chwilą w pełni. Dawno nie czytałam książki, w której bohaterowie i ich relacje były tak prawdziwe, naturalne, że byłam skłonna uwierzyć, że istnieli naprawdę i tyczy się to również pobocznych bohaterów.
„Zmarnowałem te wszystkie wczoraj i skończyły mi się wszystkie jutra. Może jeden dobry dzień jest lepszy od całego życia błędów”.
Trochę złamała mi serce, ale jest tego warta.
Chcielibyście znać swoją datę śmierci? To pytanie towarzyszyło mi przez całą powieść.
„Dwanaście godzin temu odebrałem telefon i usłyszałem, że umrę. Teraz żyję bardziej niż wtedy.”
To historia Mateo i Rufusa, dwóch niemal już dorosłych chłopaków, którzy zaczęli swoje prawdziwe życie w dniu, w którym mają umrzeć. W ich czasach to już niemal naturalne, że Prognoza Śmierci...
2024-05-16
Historia przenosi nas do początku XX wieku, na Dolny Śląsk. Do czasów trudnych i brutalnych zwłaszcza dla kobiet bez szlachetnego pochodzenia, które pracując jako służące u swoich „panów”, zdawałoby się wykształconych, były okrutnie, a wręcz przedmiotowo traktowane. Poniżanie, przemoc i gwałty były o zgrozo wpisane jakby w ten zawód. Medea, nasza bohaterka niestety doskonale poznała takie życie od podszewki. Jej ojciec został sam z piątką dzieci i powiesił je, popełniając na koniec samobójstwo. Tylko Mada ocalała, ale od tej pory jej życie było pasmem bolesnych zdarzeń. Kiedy trafia do nowego, zamożnego pracodawcy, na odludną wyspę wisielców traktuje to niemal jak wybawienie po latach życia w strachu i biedzie. Niestety po pewnym czasie dostrzega, że Andreas nie jest taki, za jakiego się podawał i nie ma wobec niej dobrych zamiarów. Gdy pewnego dnia na wyspę przybywa nowy ogrodnik Johann, Mada czuje, że to szansa dla niej na opuszczenie wyspy i na rozpoczęcie nowego, lepszego życia. Tylko, czy jej pracodawca pozwoli jej opuścić wyspę i czy faktycznie nowe życie okaże się być lepszym?
Ta powieść skradła moje serce i porwała mnie od pierwszych stron. Wywołała we mnie cały wachlarz emocji. Czytając nie mogłam chwilami przeboleć praw, jakimi rządziły się tamte czasy i tych absurdalnych konwenansów, gdzie bez szlachetnego tytułu było się tak naprawdę nikim. A my kobiety nie mogłyśmy o niczym decydować, ani o swoim wykształceniu, ani zamążpójściu, ani nawet o ubiorze. Autorka bardzo namacalnie oddała okrutne realia tamtych czasów i podjęła trudny temat przemocy. Wszystko to okrasiła pięknym stylem, wplatając do tej historii grecki mit o Medei z Kolchidy, co nadało naszej bohaterce pewnych cech i pokierowało jej losem. Zachwyciła mnie również złożonością relacji między bohaterami, w dodatku bardzo wyrazistymi. Z pewnością na długo ze mną pozostanie i nie mogę się już doczekać jej kontynuacji.
Historia przenosi nas do początku XX wieku, na Dolny Śląsk. Do czasów trudnych i brutalnych zwłaszcza dla kobiet bez szlachetnego pochodzenia, które pracując jako służące u swoich „panów”, zdawałoby się wykształconych, były okrutnie, a wręcz przedmiotowo traktowane. Poniżanie, przemoc i gwałty były o zgrozo wpisane jakby w ten zawód. Medea, nasza bohaterka niestety...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-05-08
Zachęcona wysokimi ocenami sięgnęłam po nią, licząc na wzruszającą opowieść i trochę zderzyłam się z rzeczywistością 😃🤭
14-sto letnia Eliza zostaje porzucona przez kochającą matkę z obietnicą, że niebawem wróci. Niestety kobieta nie wraca i Elizie przychodzi dorastać pod opieką surowej babki i ojca, którzy twierdzą, że jej matka nie żyje. Kiedy Eliza jest już dorosłą kobietą i szczęśliwą żoną i matką, dostaje wiadomość, że w Gdyni w hospicjum umiera jej matka i pragnie się z nią spotkać. Wstrząśnięta i targana wątpliwościami Eliza wyrusza na drugi koniec Polski by wyjaśnić tą pomyłkę i zmierzyć się z prawdą.
Początek tej powieści zapowiadał się naprawdę ciekawie. Kiedy nasza bohaterka odebrała telefon, że w gdyńskim hospicjum umiera jej matka, matka która przecież od wielu lat nie żyje czułam się zaintrygowana pomysłem na fabułę. W dodatku jest dobrze napisana, pod kątem stylistycznym też bez zarzutów. Pomijając wątek choroby i przemijania, niewiele mnie w tej historii niestety chwyciło za serce, a wzruszam się dość łatwo. I abstrahując już od tego, czy wierzę, że można pokochać kogoś w kilka dni, by snuć poważne plany życiowe, to nie potrafiłam zupełnie uwierzyć w naiwność, a wręcz bolącą mnie infantylność Marii i to w tak ważnych i życiowych kwestiach. Nie było tu też dla mnie tak naprawdę żadnej tajemnicy dlaczego Maria odeszła, a powód który padł na końcu opowieści tylko zwiększył moje rozczarowanie sprawiając, że znów nie uwierzyłam, by ta historia mogła w ogóle być prawdziwa. Tak samo losy Marii po opuszczeniu córki wydały mi się mocno naciągane. Niestety nie polubiłam się z bohaterką Marią, nie przekonała mnie do siebie i zupełnie nie pojmowałam jej postępowania i wyborów, ale być może Wy się z nią polubicie i będziecie dla niej bardziej przychylni 🙃
Zachęcona wysokimi ocenami sięgnęłam po nią, licząc na wzruszającą opowieść i trochę zderzyłam się z rzeczywistością 😃🤭
14-sto letnia Eliza zostaje porzucona przez kochającą matkę z obietnicą, że niebawem wróci. Niestety kobieta nie wraca i Elizie przychodzi dorastać pod opieką surowej babki i ojca, którzy twierdzą, że jej matka nie żyje. Kiedy Eliza jest już dorosłą...
2024-04-23
Lubicie w książkach odkrywać wraz z bohaterami tajemnice sprzed lat? Ja bardzo lubię ten motyw, zwłaszcza jeszcze, gdy akcja powieści dzieje się dwutorowo. Tu dodatkowo autorka zainspirowała się na prawdziwymi wydarzeniami.
Igor Schutt, poczytny autor kryminałów wprowadza się do nowego domu w górskie okolice malowniczego jeziora Czortyńskiego by uporać się z przeszłością i utratą bliskiej osoby. Jednak już w pierwszych dniach zwiedzania okolicznych ruin natrafia na zwłoki młodej dziewczyny. To jednak dopiero początek zbrodni, które spowijają lękiem pobliskich mieszkańców, którzy od lat skrupulatnie skrywają mroczny sekret. Tak jak i ich stara, zalana pod wodą osada skrywa więcej ofiar, niż sądzono na początku. Rozpoczyna się poszukiwanie mordercy i walka z czasem.
Powiem Wam, że historia wciąga w sumie od pierwszych stron, a akcja nie zwalnia do samego końca. Czyta się szybko, nie ma w niej niepotrzebnych przestojów i nudnych momentów. Mamy tu klimat małego klimatycznego miasteczka z wieloma jego sekretami i ciekawe miejsce akcji. Podoba mi się jak autorka wplotła prawdziwe wydarzenia w swoją fikcję literacką. Czy zatem przypadła mi do gustu? Nie jest to taki mocny kryminał. Osoby, które lubią krwiste historie czy opisy zbrodni mogą czuć niedosyt. Autorka w dużym stopniu skupia się na aspekcie relacji małej zamkniętej społeczności, pewnej zmowie milczenia i powiązaniach między bohaterami. Dla mnie minusem i to takim dość znaczącym jest tu ilość postaci. Dodatkowo autorka raz posługuje się imieniem bohatera, raz nazwiskiem i momentami nie wiedziałam kto, z kim i dlaczego. Wprowadzało to lekki chaos i utrudniało śledzenie fabuły, bo wymagało skupienia by nie pogubić się w wydarzeniach. Nie przemówiło do mnie też trochę zakończenie i motyw sprawcy. Uważam jednak, że jak na debiut w tym gatunku całość nie wypada źle, widzę potencjał i jeśli ukażą się kolejne książki autorki w tym gatunku to chętnie po nie sięgnę.
Lubicie w książkach odkrywać wraz z bohaterami tajemnice sprzed lat? Ja bardzo lubię ten motyw, zwłaszcza jeszcze, gdy akcja powieści dzieje się dwutorowo. Tu dodatkowo autorka zainspirowała się na prawdziwymi wydarzeniami.
Igor Schutt, poczytny autor kryminałów wprowadza się do nowego domu w górskie okolice malowniczego jeziora Czortyńskiego by uporać się z...
2024-04-12
Zastanawialiście się kiedyś kim była Wasza praprapra***babcia? Znachorką, zielarką, a może wiedźmą? 😉
Historia trzech wyjątkowych kobiet z linii rodu Weyward, które dzielą stulecia, ale łączą je nie tylko więzy krwi, lecz również pewien niezwykły skrywany dar. Kobiety z ich rodu są silnie związane z naturą. Słyszą stukot czułek chrabąszcza, trzepot skrzydeł wrony w koronach drzew. Altha zostaje posądzona o używanie czarów i oczekuje na proces, w czasach gdzie trwa właśnie polowanie na czarownice. Violet ma 16 lat, żyje w XX wieku i marzy o zostaniu entomologiem. Niestety jest trzymana pod kluczem w rodzinnej posiadłości i nigdy nie pozwolono opuścić jej tego miejsca. Nie poznała również swojej matki, a wszelkie ślady jej istnienia są wręcz zacierane. Kate od 5 lat jest odcięta od świata, telefonu, kontaktu z rodziną, ale zbiera się w końcu na odwagę i decyduje się uciec od psychopatycznego partnera. Zaszywa się w rozpadającej się chacie odziedziczonej po ciotecznej babci.
W jakiś sposób (być może za pomocą jakiegoś uroku) ta opowieść urzekła mnie i rozkochała w sobie. To historia o kobiecej sile, ale takiej niewidocznej na pierwszy rzut oka, drzemiącej głęboko w duszy. Autorka stworzyła trochę taką sentymentalną podróż po niewidzialnych niciach, które łączą nas z przodkami. Wielokrotnie skłoniła mnie do zadumy nad dziwnością jak te nasze losy potrafią się układać i ile nosimy w sobie z naszych dawnych krewnych nie mając nawet o tym pojęcia. Akcja rozkręca się stopniowo odsłaniając kolejne tajemnice ukryte w Weyward Cottage. Nie ma tu rzucania czarów, ważenia eliksirów ani czarnych kotów. Jest za to szukanie swojej wewnętrznej siły, swoich korzeni i czerpanie z nich odwagi do działania i wyzwolenia. W dodatku bohaterki są bardzo wyraziste, autentyczne i nie są wyidealizowane. Z każdą z nich poczułam więź i aż żal było mi się z nimi rozstawać. Zostanie ze mną na długo.
No i ta okładka, która oddaje detale z wnętrza powieści. Bardzo Was zachęcam do sięgnięcia po tę cudowną historię.
Zastanawialiście się kiedyś kim była Wasza praprapra***babcia? Znachorką, zielarką, a może wiedźmą? 😉
Historia trzech wyjątkowych kobiet z linii rodu Weyward, które dzielą stulecia, ale łączą je nie tylko więzy krwi, lecz również pewien niezwykły skrywany dar. Kobiety z ich rodu są silnie związane z naturą. Słyszą stukot czułek chrabąszcza, trzepot skrzydeł wrony w...
2024-03-17
Nie pamiętam kiedy czytałam tak prostą historię i to jeszcze w powieści kryminalnej, gdzie przeważnie ostatnio plot twist goni plot twist. Tu jest zupełnie inaczej, mamy jeden główny wątek-zaginięcie i tak naprawdę jeden duży zwrot akcji.
Milena po skończonych egzaminach chce zrobić rodzicom niespodziankę i przyjeżdża w piątkowy wieczór z niezapowiedzianą wizytą. Kiedy jednak nie zastaje w domu ani rodziców ani siostry próbuje dostać się do ogrodu po zapasowy klucz. W tym celu zwraca się o pomoc do sąsiadów z domu obok, tych samych którzy byli ponoć zamieszani w zaginięcie młodego chłopaka. Z uwagi na późną porę oferują jej pomoc. Gdy następnego dnia dziewczyna budzi się w zamkniętym pokoju bez okien i bez swojego telefonu nie zdaje sobie sprawy jaki koszmar ją czeka.
Mamy tu perspektywę dwóch stron, zaginionej Mileny i jej bieżącej sytuacji oraz jej rodziny, która próbuje ją odnaleźć. Początek nawet mi się podobał, motyw zaginięcia był ciekawy, czuć było pewien niepokój i byłam zaintrygowana tą historią, zwłaszcza że język i styl są proste i szybko brnie się przez kolejne rozdziały i naprawdę zapowiadało się dobrze. Niestety jak dla mnie im dalej, tym mniej emocjonująco było, nie czułam dreszczyku jaki odczuwa się zazwyczaj przy thrillerach. Śledztwo bardziej prowadziła siostra na własną rękę niż policjanci i tak naprawdę sprowadzało się w większości do rozmów z policją niż takich poszukiwań w terenie. Bohaterowie byli dla mnie jednolici i bezbarwni. Zakończenie to zupełnie nie moja bajka, bo gdy myślimy, że za moment poznamy motyw i przyczynę dowiadujemy się, że Milenę odnaleziono. Być może miało to być tzw. otwarte zakończenie, ale jak dla mnie zbyt wiele kwestii jest niewyjaśnionych.
Nie pamiętam kiedy czytałam tak prostą historię i to jeszcze w powieści kryminalnej, gdzie przeważnie ostatnio plot twist goni plot twist. Tu jest zupełnie inaczej, mamy jeden główny wątek-zaginięcie i tak naprawdę jeden duży zwrot akcji.
Milena po skończonych egzaminach chce zrobić rodzicom niespodziankę i przyjeżdża w piątkowy wieczór z niezapowiedzianą wizytą. Kiedy...
Agata przyjeżdża w Bieszczady, by odpocząć od pracy przed nową kampanią reklamową i przygotować się do maratonu. Podczas samotnego treningu po górach, zostaje napadnięta przez nieznanego napastnika. Ciężko ranna z kontuzjowaną nogą odzyskuje przytomność w małej, górskiej chacie w samym sercu Bieszczad. W dodatku burza śnieżna uniemożliwia wezwanie pomocy i wyruszenie po ratunek. Piotr, właściciel chaty i poczytny autor kryminałów otacza ją opieką, ale czy na pewno jest tym, za kogo się podaje i co go skłoniło do ukrywania się na odludziu?
„Ciekawość zaprasza grzechy do tańca”
W przypadku naszej bohaterki, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Do piwnicy w górskiej chacie skrywającej wiele tajemnic i okrucieństwa. Powiem Wam, że przepadłam przy tej książce. Ja wiem, że do różnych rzeczy można się w niej przyczepić, że bohaterowie, a zwłaszcza główna bohaterka zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji w jakiej się znalazła, ale tym razem to zupełnie nie odebrało mi przyjemności z lektury.
Od samego początku trzymała mnie w napięciu, ta obsesja bohaterki, że ktoś ciągle podgląda ją w tej chacie sprawiała, że sama zerkałam za okno i czułam niepokój. Autor doskonale oddał w niej piękno i tajemniczość Bieszczad oraz trudne, zimowe warunki. Obawiałam się trochę, że w pewnym momencie fabuła stanie się tak zawiła i poplątana jak w „Miasto mgieł”, ale na szczęście nie było tu takiego zabiegu. Bardzo przypadł mi tu również motyw pisarza mieszkającego w tak odizolowanym miejscu i jego tworzenie książki na podstawie obecnych wydarzeń. Tym razem autor trafił w moje poczucie humoru, sarkazm głównej bohaterki był tu dla mnie przedni. Na uwagę zasługuje również fantastyczny lektor, pan Janusz Zadura, który nadał jej charakteru. Chętnie ujrzałabym jej ekranizację.
Agata przyjeżdża w Bieszczady, by odpocząć od pracy przed nową kampanią reklamową i przygotować się do maratonu. Podczas samotnego treningu po górach, zostaje napadnięta przez nieznanego napastnika. Ciężko ranna z kontuzjowaną nogą odzyskuje przytomność w małej, górskiej chacie w samym sercu Bieszczad. W dodatku burza śnieżna uniemożliwia wezwanie pomocy i wyruszenie po...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to