-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać371 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać30 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać141
Biblioteczka
2026-03-18
2026-03-02
Tym razem Reacher nie wpada nagle w kłopoty, tylko jest to historia z czasów jego młodości, gdy był jeszcze żandarmem i zostaje wysłany do Niemiec na misję odnalezienia człowieka, który prawdopodobnie chce sprzedać coś nielegalnego, a sugeruje to cena jakiej żąda, czyli sto milionów dolarów. Służby nie wiedzą kto to jest i co chce sprzedać i zadaniem Reacher'a jest by się tego wszystkiego dowiedzieć. W części tej pojawia się długo nie "widziana" Neagley, podwładna Reacher'a ze 110 jednostki. Podwładna, a jednocześnie przyjaciółka na zabój i to dosłownie, a nie tylko w przenośni o której dopiero co pomyślałem czytając poprzednią część, czyli „Zmuś mnie” i jak na życzenie Frances Neagley się pojawia i towarzyszy Jack'owi w europejskiej misji.
Historia opowiadana jest także z perspektywy drugiej strony, która jest szukana przez służby amerykańskie, ale mimo wszystko autor nie odkrywa przed nami tajemnicy i prawie do samego końca trzyma nas w niewiedzy, a nawet gmatwa ją na sam koniec, żeby finał nie był dla nas zbyt oczywisty, co jest naturalnie częstym zabiegiem pisarzy. Nie wiem czy kogokolwiek takie coś szokuje, ale mnie przeważnie nie. Przynajmniej nie w takich niezbyt ambitnych kryminałach jak te pisane przez Lee Child'a, które stawiają głownie na akcję, a nie dramat.
Dziwne uczucia mną miotają czytając książki tego autora, ponieważ raz narzekam, że nierealne jest by ktoś ciągle wikłał się w jakieś tarapaty jak to jest w przypadku naszego głównego bohatera i uważam, że lepiej byłoby, gdyby Lee Child pisał opowieści z czasów działalności Reacher'a w Armii Amerykańskiej, a po przeczytaniu właśnie takiej historii już mi tęskno do Jack'a cywila, błąkającego się samotnie po mieścinach Stanów Zjednoczonych. Widzę tu pewien paradoks mojego myślenia, ale wyjaśnieniem jest chyba to, że ja po prostu lubię czytać Reacher'a i jestem usatysfakcjonowany jego historią w każdej formie.
Wywiad amerykański działający na terenie innego kraju oczywiście nie ma tam jurysdykcji i musi prowadzić akcję w cieniu, więc jako, że akcja „Stu milionów dolarów” dzieje się w Niemczech, więc jak coś się sypie, to Amerykanie się denerwują, bo misja jest ściśle tajna i nie chcą by zbyt dużo osób było w nią zaangażowane ze względu na ewentualne przecieki, co widzimy często w powieściach kryminalnych i w filmach i nasuwa się pytanie czy ta nielojalność mundurowych jest tylko fikcją, czy rzeczywistość jest taka sama i nie można zaufać nikomu, nawet z najwyższych służb wywiadowczych danego kraju? Obawiam się, że tak jest w rzeczywistości i, że każdego, nieważne na jakim stanowisku można skorumpować, ponieważ ludzie są gatunkiem niesłychanie chciwym i raczej niemającym honoru.
Tym razem Reacher nie wpada nagle w kłopoty, tylko jest to historia z czasów jego młodości, gdy był jeszcze żandarmem i zostaje wysłany do Niemiec na misję odnalezienia człowieka, który prawdopodobnie chce sprzedać coś nielegalnego, a sugeruje to cena jakiej żąda, czyli sto milionów dolarów. Służby nie wiedzą kto to jest i co chce sprzedać i zadaniem Reacher'a jest by się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-26
W tomie „Zmuś mnie” Reacher powraca do wpadania nagle w tarapaty, a dokładniej mówiąc wikła się na własne życzenie w sprawę, która go kompletnie nie dotyczy, ale on jak to on, oczywiście nie przepuści okazji, żeby pogrążyć jakichś kryminalistów, jednocześnie komuś innemu pomagając. Ta upartość kiedyś doprowadzi go do śmierci. Coś czuję, że tak właśnie Lee Child zakończy serię o byłym żandarmie, czyli jego śmiercią, która będzie na własne życzenie.
Zagadka w tym tomie jest niezbyt oczywista i sam Reacher nie był w stanie się domyślić co się kryje w miasteczku o intrygującej nazwie „Matczyny Spoczynek”, a my czytelnicy też musimy czekać prawie do samego końca by odkryć brutalną prawdę o tej mieścinie. Wiedzcie jedno, że to jest chore, ale jak najbardziej prawdopodobne, ze względu na to, że jest wystarczająco popieprzonych ludzi na świecie.
Pod względem nowoczesności jest to chyba pierwszy tom w którym internet odgrywa tak ważną rolę, a dokładniej jego ciemna strona, czyli „Deep Web” tutaj nazywana „Głęboką siecią”, przez co przez jakiś czas zastanawiałem się o jakiej głębokiej sieci jest mowa, ponieważ jak do tej pory styczność miałem tylko z angielską wersją tej części internetu. Jest to jeden z rzadkich przykładów, gdy w polskiej wersji książki, uważam mogłaby zostać wersja angielska. A jak mowa o Dark Web czy Deep Web, to wytłumaczone zostaje co można tam znaleźć i jedną z rzeczy są sposoby na samobójstwo, które zostały tutaj bardzo szczegółowo opisane. Dla mnie akurat nie było tam nic odkrywczego, ponieważ już o tych sposobach słyszałem, ale zaciekawiła mnie jedna rzecz, a mianowicie śmierć po spożyciu cyjanku, która jak się okazuje jest bardzo bolesną śmiercią i jak możemy w książce wyczytać, jest to śmierć w agonii. Jestem osobą, która lubi weryfikować różne rzeczy, dlatego spytałem się sztucznej inteligenci u wujka Google'a i okazało się, że rzeczywiście: „Zatrucie cyjankiem (np. cyjankiem potasu lub sodu) prowadzi do stanu zwanego niedotlenieniem cytotoksycznym. Mechanizm ten polega na blokowaniu zdolności komórek do wykorzystywania tlenu z krwi, co uniemożliwia produkcję energii niezbędnej do funkcjonowania organizmu.”. Człowiek jest praktycznie nie do odratowania, dlatego był tak popularnym środkiem podczas np. II Wojny Światowej, gdy zostało się złapanym przez wroga i aby nie zostać poddanym torturom, lepiej było pożegnać się z tym życiem za jego pomocą. Prawdopodobnie nikt nikomu nie mówił prawdy jaka śmierć go czeka po jego spożyciu, bo wtedy wielu nie odważyłoby się na połknięcie tej kapsułki. Oczywiście jak wpisałem to hasło, to Google podało mi numer do Kryzysowego Telefonu Zaufania dla Dorosłych, hehe
Na koniec dodam, że Reacher jak Reacher, po tylu częściach wiadomo co się po nim spodziewać, ale czytam dalej.
W tomie „Zmuś mnie” Reacher powraca do wpadania nagle w tarapaty, a dokładniej mówiąc wikła się na własne życzenie w sprawę, która go kompletnie nie dotyczy, ale on jak to on, oczywiście nie przepuści okazji, żeby pogrążyć jakichś kryminalistów, jednocześnie komuś innemu pomagając. Ta upartość kiedyś doprowadzi go do śmierci. Coś czuję, że tak właśnie Lee Child zakończy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-22
Mój zachwyt Reacher'em po 19 częściach coraz bardziej opada i zaczynam szukać braku logiki w tych historiach. To chyba przez tę powtarzalność. Widocznie wszystko musi się kiedyś skończyć, żeby było uważane za dobre. Jako, że na chwilę obecną mam na półkach wszystkie wydane książki tego autora, więc i będę dalej czytał, ale to już niestety nie jest to samo co kiedyś i mimo, że „Sprawa osobista” była dość wciągająca i przebrnąłem przez nią bardzo szybko, to czuję jakbym czytał cały czas to samo. Oczywiście nie ma się co dziwić, bo co innego miałby jeszcze autor wymyślić, skoro głównego bohatera znamy na wylot? Może lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby wcześniej Lee Child nie pisał każdej historii z jednym bohaterem, tylko stworzył np. czterech, a każdy z nich byłby inny i przeplatałby książki między nimi.
Standardowo Reacher wpada przypadkowo w kłopoty w jakichś mieścinach w Stanach Zjednoczonych, co też zaczyna być nielogiczne, bo ile razy człowiek może znaleźć się w takich sytuacjach, dlatego rozwiązanie z części dziewiętnastej uważam za logiczniejsze, ponieważ Jack zostaje wplątany w tę sprawę przez służby amerykańskie, które go zaangażowały, ponieważ sprawa miała związek z przeszłością byłego żandarma i ze snajperem, którego Reacher 16 lat wcześniej złapał i doprowadził do zamknięcia we więzieniu. Lee Child zdecydował się zrobić swojego głównego bohatera byłym wojskowym, a nie aktywnym, dlatego trudniej jest wymyślić historie w których Reacher ma jakieś zadanie do wykonania, ale to już była decyzja samego autora i czytając komentarze widzę, że nie tylko ja odczuwam monotonię po dziewiętnastym tomie.
Jak już wcześniej wspomniałem, „Sprawa osobista” jak najbardziej wciąga i jest dość ciekawą historią z nieprzewidywalnym zakończeniem i uważam, że nawet ten temat mógłby być dalej pociągnięty, ponieważ ma do tego podstawy ze względu na działania służb kilku krajów. Jakieś spiski na wyższych szczeblach, wzajemne szpiegowanie się narodów sojuszniczych, czyli USA i Wielkiej Brytanii. To wszystko zostało zaczęte w tej części, ale nie za bardzo rozwinięte, dlatego mimo wszystko nie dam tej książce słabej oceny, ponieważ jestem pewny, że gdyby to była pierwsza przeze mnie przeczytana historia z Jack'iem Reache'em w roli głównej, to byłbym nią zachwycony. Poza tym czytając strona po stronie w mojej głowie leciał bardzo dobry film akcji.
Ciekawym zabiegiem i z tego co pamiętam, to pierwszy raz się to zadziało jest obsadzenie Reachera jako narratora, przez co nie wiemy co się dzieje z drugiej strony barykady. Całą akcję widzimy z perspektywy Jack'a Reacher'a, który z pierwszej osoby opowiada cały przebieg akcji. Każdy kto zna zakończenie raczej rozumie, że inaczej autor nie mógł tej książki napisać, ponieważ wtedy za szybko wiedzielibyśmy jak nietrafne są domysły służb wywiadowczych.
Mój zachwyt Reacher'em po 19 częściach coraz bardziej opada i zaczynam szukać braku logiki w tych historiach. To chyba przez tę powtarzalność. Widocznie wszystko musi się kiedyś skończyć, żeby było uważane za dobre. Jako, że na chwilę obecną mam na półkach wszystkie wydane książki tego autora, więc i będę dalej czytał, ale to już niestety nie jest to samo co kiedyś i mimo,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-18
Przeczytałem już 18 części z Jack'iem Reacher'em, głównym bohaterze historii kryminalnych Lee Child'a. „Nic do stracenia” jest dwunastą częścią i przeczytałem ją dopiero teraz, ponieważ jakimś niewytłumaczalnym sposobem na mojej półce tom 12 zamienił się miejscami z tomem 18 i sięgając właśnie po tę osiemnastą książkę na półce, okazało się, że już ją przeczytałem i, że jest to tom dwunasty.
Jak do tej pory każda część była wg mnie dobra, jak nie bardzo dobra, a ta jest dużym zawodem ze względu na rażący brak logiki w kilku miejscach. Chodzi o to, że Reacher w jednym mieście popełnia przestępstwa o których wie policjantka z miasta sąsiedzkiego i ta zamiast go aresztować, pomaga mu uciec i chroni go, mimo, że dopiero co się poznali i to tylko przelotnie. Nie oczekuję oczywiście całkowitej logiki, ponieważ w każdej części Jack zabija ludzi, oczywiście tylko kryminalistów, co naturalnie jest karalne, bo cywili nie ma prawa zabijania, ale z tego względu, że nigdy nie zostawia po sobie śladów, władze pośrednio lub bezpośrednio współpracujące z nim wiedząc o tym, że on zabił jakieś osoby mimo wszystko przymykają na to oczy. W tym tomie wygląda to całkiem inaczej, ponieważ Reacher bije brutalnie dwóch policjantów z miasteczka obok, nie mając w ogóle żadnych podstaw poza samymi domysłami, by twierdzić, że są oni zamieszani w coś nielegalnego. Od samego początku negatywnie do tego podszedłem, ponieważ był to praktycznie początek książki i w normalnych warunkach nikt nie powinien tak reagować, a finał to już kompletna przesada. Wiem, że to jest tylko fikcja literacka, ale do tej pory nie przypominam sobie tak nielogicznych zagrań ze strony głównego bohatera i poza małymi szczegółami historie te były logiczne.
Cała historia nie była zbyt wciągająca, co jest wyjątkowe w książkach o byłym Żandarmie, dlatego jestem troszkę zawiedziony, ale nie mam urazu do tego autora i już zabrałem się kolejny tom przygód Reacher'a. Mała wpadka nie zmniejszy mojego zachwytu nad dziełami tego autora.
Na koniec mała ciekawostka, czyli: „Sklepy z ubraniami roboczymi były jego najnowszym odkryciem. Zwykłe, mocne, dobrze uszyte ciuchy za rozsądną cenę”. Jakie to jest odkrywcze! Rzeczywiście robocze ubrania są znacznie trwalsze niż zwykłe ubrania i przykładowo bezdomni powinni zaopatrywać się właśnie w robocze ubrania, ponieważ wytrzymają one zdecydowanie dłużej niż inne rzeczy.
Przeczytałem już 18 części z Jack'iem Reacher'em, głównym bohaterze historii kryminalnych Lee Child'a. „Nic do stracenia” jest dwunastą częścią i przeczytałem ją dopiero teraz, ponieważ jakimś niewytłumaczalnym sposobem na mojej półce tom 12 zamienił się miejscami z tomem 18 i sięgając właśnie po tę osiemnastą książkę na półce, okazało się, że już ją przeczytałem i, że jest...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-02-22
Po ukończeniu i zamknięciu książki powiedziałem do siebie: „ufff, w końcu”, ponieważ męczyłem to niemiłosiernie. Historia zawarta w tej powieści nie interesowała mnie praktycznie od samego początku. Nie wiem dlaczego, ale może dlatego, że od początku ciężko było mi się połapać kto jest kim, gdzie się znajduje i co właściwie robi. Rzucani jesteśmy na głęboką wodę i nawet jak próbujemy się w tym odnaleźć, to autor nie ułatwia nam tego, a raczej utrudnia, ponieważ łatwo jest zgubić wątek, jeśli na chwilę myśli uciekną, dlatego, że czytamy dwa akapity o jednej postaci, później jest linijka przerwy i są kolejne dwa czy trzy akapity o kompletnie innej osobie itd. Łatwiej byłoby, gdyby akapity zaczynały sie od imienia danej osoby, ale często jest tak, że imię pojawia się dopiero po kilku zdaniach, albo nie pojawia się wcale i nie raz zastanawiałem się o kim to w ogóle jest, co i gdzie się właściwie działo? Tak jest właściwe przez całą książkę i później oczywiście jest łatwiej, bo nawet jeśli nie zapamiętaliśmy jednej rzeczy, to zapamiętaliśmy drugą i dzięki temu jesteśmy w stanie zidentyfikować daną postać i akcje obecnie się dziejącą. Jednakże czasami nawet imię nie pomagało, dlatego, że prawie wszystkie postaci w tym fantasy mają podwójne imiona, albo pseudonimy, a niektórzy posiadają dwa imiona i jeszcze pseudonim do tego i wszystkie te nazwy używane są naprzemiennie i jak wcześniej nie wyłapaliśmy, że to jest pseudonim danej postaci, to myślimy, że czytamy o kimś innym. Pisząc takie coś, osoba trzecia pomyśli, co z niego za czytelnik i jak może nie pamiętać co się działo wcześniej w książce, którą aktualnie czyta? Jednakże zdarza się to u mnie bardzo rzadko i raczej wyłapuję nieścisłości, które często są np. w kryminałach, gdy autor za bardzo chce zagmatwać fabułę, a także często wyłapuję powtórzenia, gdy autor opisuje drugi raz tę samą sytuację, czego też nie lubię, ale czasami są takie książki jak „Fionavarski gobelin” ( À propos, nie mam pojęcia czym jest tytułowy Fionavarski gobelin i albo ominąłem to czytając, albo nie było to zbyt istotne dla treści. Jedno nie wyklucza drugiego i może ominąłem, bo nie było to zbyt istotne), że po prostu podczas czytania męczymy się, nasze myśli ciągle uciekają i często musimy czytać daną stronę jeszcze raz, bo po skończeniu jej zauważyliśmy, że kompletnie nic z niej nie zrozumieliśmy. Ostatnią taką książką, którą pamiętam, że nie pamiętam (treści) jest „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormac'a McCarthy'ego. Tylko, że tam nie było 1300 stron, jak tutaj. Historia nie interesowała mnie do tego stopnia, że nie byłem w stanie zżyć się z jakimkolwiek bohaterem i w ogóle mnie nie obeszło, gdy któryś z nich zginął, co wydarza się u mnie wyjątkowo rzadko, przez co czasami podejrzewam u siebie hiperempatię.
Niekodowanie sobie w pamięci zdarzeń z tej historii doprowadziło do tego, że nie wiem, czy coś pod koniec pierwszego tomu mnie ominęło, czy autor nie miał pomysłu na wyjaśnienie, ale na początku drugiego tomu wszyscy Ziemscy przyjaciele są z powrotem na Ziemi i są razem, mimo, że w tomie pierwszym zostali rozdzieleni, a jedna z osób została zniewolona przez jednego ze złych. Jak to się stało, że znowu są wszyscy razem zostaje wyjaśnione w jednym zdaniu po kilku stronach. I niestety, ale uważam to za proste, prymitywne rozwiązanie, którego nie oczekiwałbym po fantasy- jedna z bohaterek dzięki magicznemu kamieniowi, który otrzymała sprowadziła wszystkich na Ziemię. Później jeden z bohaterów ginie i nie wiem nawet jak zginął. Ostatnie z nim co pamiętam, to to, że podawał się za swojego brata, poszukiwanego przez siły Ciemności. Następna wzmianka o nim, po iluś stronach była taka, że on nie żyje. W ostatnim tomie nagle się pojawia, przez co ja już całkiem zgłupiałem. W końcu sie okazuje, że jednak nie do końca żyje, tylko został przywrócony jako Zombie przez Maga Ciemności. To wszystko mi umknęło, ponieważ nie byłem w stanie się skupić na tym co czytam, tak nudne to było.
Właściwie to nie wyjaśniłem całego konceptu w którym normalni Ziemianie nagle pojawiają się w magicznym świecie i dodatkowo okazuje się, że każdy z nich ma jakąś moc, dla mnie osoby o wybujałej wyobraźni brzmi jak coś pięknego, dlatego bardzo chciałbym, żeby to mi się spodobało, ale nijak nie byłem w stanie zagłębić się w ten magiczny świat. Po prostu nie kupiłem tego w jaki sposób autor to wymyślił. Poza tym, może nie powinienem tak myśleć, bo to jednak ma być rozrywka, ale gdyby dzisiejszy Ziemianin znalazł się w magicznym świecie i zobaczył potwory brutalnie mordujące siekierami towarzyszy jego podróży, popuściłby niechybnie w spodnie, ale nie bohaterowie książki Guy'a Gavriel'a Kay'a. Oni bardzo szybko odnaleźli się w tym świecie i dodatkowo odgrywali główne role, mimo, że mieszkańcy tamtego świata żyli na nim od setek lat i od setek lat ćwiczyli się w magii czy w walce z siłami Ciemności.
Jeszcze jednym moim zarzutem jest to, że to jest momentami jakieś żałosne romantasy w którym wolna miłość jest czymś normalnym i wstawki seksu między bohaterami, które pojawiały sie ni z tego ni z owego były wg mnie kompletnie zbędne i przede wszystkim, to nie tego szukam w fantasy. To chyba jakaś chora fantazja autora była...
Miałem nadzieję, że finał historii wynagrodzi mi całą mękę, ale niestety, nawet na tym się zawiodłem, a dodatkowo po finale jest ok. 20 stron opisujących co dalej się z bohaterami działo, które wymęczyły mnie już kompletnie, bo mnie w ogóle to nie interesowało. Na tyle okładki jest cytat niejakiego Andre Norton'a, który tę książkę uznał za: „jedna z najlepszych powieści fantasy, jakie ukazały się od czasów Tolkiena!”. Aż zaśmiałem się szyderczo w głoś po przeczytaniu tego zdania...
Po ukończeniu i zamknięciu książki powiedziałem do siebie: „ufff, w końcu”, ponieważ męczyłem to niemiłosiernie. Historia zawarta w tej powieści nie interesowała mnie praktycznie od samego początku. Nie wiem dlaczego, ale może dlatego, że od początku ciężko było mi się połapać kto jest kim, gdzie się znajduje i co właściwie robi. Rzucani jesteśmy na głęboką wodę i nawet jak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to