Wiedźmy

Okładka książki Wiedźmy
Roald Dahl Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura dziecięca
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-06-01
Data 1. wydania:
1983-01-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
8372982945
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wiedźmy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wiedźmy

Średnia ocen
7,3 / 10
887 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2841
2751

Na półkach: ,

"Wiedźmy" Roalda Dahla to opowieść o chłopcu, który odkrywa prawdziwe czarownice nienawidzące dzieci. Uwielbiałam tę książkę jako nastolatka, dlatego sięgnęłam po nią ponownie w dorosłości – by przypomnieć sobie fabułę, dawne czasy i obudzić w sobie tę małą duszę dziecka. To wciągająca, z humorem i nutą grozy historia, która nadal potrafi oczarować.

"Wiedźmy" Roalda Dahla to opowieść o chłopcu, który odkrywa prawdziwe czarownice nienawidzące dzieci. Uwielbiałam tę książkę jako nastolatka, dlatego sięgnęłam po nią ponownie w dorosłości – by przypomnieć sobie fabułę, dawne czasy i obudzić w sobie tę małą duszę dziecka. To wciągająca, z humorem i nutą grozy historia, która nadal potrafi oczarować.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1647 użytkowników ma tytuł Wiedźmy na półkach głównych
  • 1 363
  • 284
348 użytkowników ma tytuł Wiedźmy na półkach dodatkowych
  • 194
  • 67
  • 31
  • 14
  • 13
  • 12
  • 10
  • 7

Inne książki autora

Roald Dahl
Roald Dahl
Brytyjski pisarz, poeta, scenarzysta i pilot myśliwca. Jego książki sprzedały się w ponad 250 milionach egzemplarzy na całym świecie. Dahl urodził się w Walii w rodzinie norweskich imigrantów i służył w Royal Air Force w czasie II wojny światowej. Został pilotem na froncie afrykańskim, później brał udział w Bitwie o Ateny, a następnie został oficerem wywiadu, awansując do rangi wypełniającego funkcję podpułkownika lotnictwa. W 1942 roku stacjonował w Waszyngtonie jako wojskowy attaché, wykonując pracę dla wywiadu, w tym pisanie tekstów propagandowych. Zakończył służbę w 1946 r, w randze majora. Miał na swoim koncie 5 potwierdzonych zestrzeleń, co kwalifikowało go jako asa. W czasie pobytu w Waszyngtonie poznał C.S. Forestera, który zachęcił go do pisania. Jego pierwsze teksty były inspirowane doświadczeniami w wojsku - w 1943 roku napisał inspirowane lotniczą legendą "Gremliny". Z czasem stał się najbardziej znany właśnie ze swoich utworów dla dzieci, jak "Charlie w fabryce czekolady" i innych. Nazwano go "jednym z największych twórców historii dla dzieci XX wieku". Jednocześnie z sukcesem tworzył także literaturę dla dorosłych, opowiadania z odrobiną makabry i humoru, które przyniosły mu kilka nagród. Najbardziej znanym z nich jest "Man from the South". Dahl dorabiał, pisząc teksty dla Hollywood. Stworzył wiele scenariuszy filmowych, m.in. do serialu "Alfred Hitchcock przedstawia" oraz dla piątego filmu o Jamesie Bondzie - "Żyje się tylko dwa razy". Był dwukrotnie żonaty – z aktorką Patricią Neal (1953–1983) i Felicity Ann d’Abreu Crosland (1983–1990). Felicity przyczyniła się do późniejszej ekranizacji powieści Dahla. Zmarł na białaczkę w 1990 r. w Oksfordzie. Został skremowany z ulubionymi rekwizytami – whisky, ołówkami, czekoladą i piłą tarczową.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Matylda Roald Dahl
Matylda
Roald Dahl Quentin Blake
„Matylda” Roalda Dahla od zawsze jest moją ulubioną książką tego autora, i choć dorosłam, jej lektura nadal mnie porusza. To opowieść nie tylko o niezwykłych zdolnościach dziewczynki, ale przede wszystkim o sile wyobraźni, ciekawości świata i odwadze, by sprzeciwiać się krzywdzie. Czytając ją, czuję zachwyt nad tym, jak Dahl traktuje dzieci poważnie, nie moralizując ani nie popadając w patos. Najbliższa mojemu sercu jest pani Jennifer Honey – dorosła, która rozumie Matyldę, szanuje jej inteligencję i daje poczucie bezpieczeństwa. W kontraście do niej są Pani Trunchbull i rodzice Matyldy. Trunchbull była fizycznie silna i wzbudzała strach samym swoim zachowaniem; jej przesadne, absurdalne kary były tak dziwaczne, że trudno było na nie poskarżyć się dorosłym spoza środowiska szkolnego: ktoś, kto jej nie znał, mógłby zarzucić dziecku, że zmyśla. Rodzice Matyldy byli niedoceniający, egocentryczni i niezdolni do prawdziwego zainteresowania dzieckiem, pokazując, jak brak uznania i empatii rani równie mocno jak jawna przemoc. Humor, groteska i subtelna sprawiedliwość sprawiają, że książka jest jednocześnie zabawna i przejmująca. Matylda jest symbolem tego, że dobro, empatia i mądrość mają znaczenie, a świat, nawet pełen dorosłych krzywdzących innych, może być miejscem, w którym odwaga i spryt zwyciężają. Kiedyś darzyłam ją bardziej otwartym uczuciem oraz znaczyła dla mnie więcej, ale dalej jest dla mnie ważna. Ocena jest kompromisem między przeszłością a teraźniejszością.
Tamaryszka - awatar Tamaryszka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Sówki Carl Hiaasen
Sówki
Carl Hiaasen
Wypadałoby wreszcie zacząć wzmianką o autorze i tak też zrobię. Carl Hiaasen jest Amerykaninem, co niezwykle mnie zdziwiło, bo wydaje mi się, że znalazłam wstawki z hiszpańskiego. Niby nic dziwnego, jednak od razu rzuciło mi się oczy. Zazwyczaj tłumacze zostawiają słowa w ojczystym języku autora, a nie inne. Co dziwniejsze – akcja dzieje się na Florydzie, a nie było zaznaczone, by któryś z bohaterów pochodził z Hiszpanii. Może coś przeoczyłam…? Autor zapulsował u mnie tym, że jest dziennikarzem, który potrafi napisać coś więcej niż wywiad. Zazwyczaj, kiedy spotykamy się z dziełami ludzi medialnych, mamy do czynienia z reportażem bądź sprawozdaniem, tudzież właśnie wywiadem. Czy to nie irytujące? Książka to dla mnie książka. Akcja, fabuła, bohaterowie, a nie suche fakty. Trzeba umieć odróżnić pracę od pasji. Pan Hiaasen umiejętnie wykorzystuje zdobyte wiadomości do stworzenia czegoś realistycznego. Uznanie mu się słusznie należy, wszak wielu pisarzy porywa się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia. Sówki, ciekawy tytuł, prawda? Jeśli mam być szczera, po przeczytaniu opisu byłam skłonna stwierdzić, że tytułowe Sówki to nikt inny jak grupka uczniów, którzy przyjęli w swoje szeregi Roy’a Eberharda, nowego ucznia. Nigdy jednak nie wpadłabym na pomysł, że chodzi tu o prawdziwe sowy. Tak samo jak tytuł, zaskakująca była fabuła. Interesujące jest to, że książki, po których spodziewamy się nużącej akcji, lichych pomysłów oraz skopiowanych bohaterów, najbardziej zaskakują. Niby ta niepozorna, kolorowa książeczka dotyczy historii dwunastoletniego chłopca, a okładka do zachwycających nie należy, wartości moralnych mamy wiele. Amerykański pisarz jest naprawdę znakomity w tym, co robi. Ze zwykłej opowieści stworzył coś, co może posłużyć za przewodnik dla młodszych. Główny bohater zmaga się ze zwykłymi, codziennymi problemami. Po przeprowadzce do innego stanu zostaje bez znajomych, których musi zdobyć. I zdobywa, aczkolwiek w dziwnych okolicznościach. Garrett to jedyna osoba, z którą chłopiec często rozmawia. Można powiedzieć, że są początkującymi przyjaciół. Jednak z czasem wszystko się zmienia. Fabuła zaczyna się z chwilą, kiedy Roy jedzie szkolnym autobusem do szkoły. Zwykły, najzwyklejszy początek zmienia się w drogę pełną wyborów, w której to chłopiec mentalnie dorasta. A wszystko zmienia bosy chłopiec, biegnący obok pojazdu. Dwunastolatek, tak zaciekawiony bosonogim, postanowił się czegoś o nim dowiedzieć. W ten sposób poznaje Beatrice, która przypominała mi Bellatrix z Harry’ego Pottera i zaczyna interesować życiem zagrożonego gatunku sówek ziemnych. Na temat fabuły to by było tyle. Wszak nie będę przecież zdradzać, jak się wszystko zakończył, bo to przecież powinno pozostać niespodzianką. Widać, że autorowi słowo pisane nie jest obce. Niestety książka przeznaczona jest dla młodszych, dlatego też znajdą się i minusy. Chyba najbardziej z tego wszystkiego irytowało mnie nazwisko policjanta prowadzącego śledztwo na placu budowy. Występował często, jako jeden z ważniejszych bohaterów i ja, zamiast DELINKO, czytałam DELFINKO. Aż się dziwiłam, jak tak można było kogoś nazwać… Ksywka bosego chłopca do najciekawszych też nie należała. Paluszek. Dla mnie strasznie mdło i nijak. Z początku denerwował mnie też fakt, że główny bohater ma tylko dwanaście lat. Wydawało mi się, że wszystko będzie dziecinne, a przygody dotyczyć będą tylko i wyłącznie jakiś zabaw. Miłe zaskoczenie. Ale czego się spodziewać po dziennikarzu, który we krwi ma pisanie powieści sensacyjnych i przygodowych, charakteryzują się czarnym humorem i nagromadzeniem elementów satyrycznych? Tylko tego, co najlepsze. Za to plusów było znacznie więcej. Sam pomysł na rozwiązanie problemu sówek był, można by rzec, pomysłowy. Zaryzykuję stwierdzeniem, że Carl Haaisen jako jeden z nielicznych potrafił zakończyć powieść w sposób realistyczny i nie zrobił z Roy’a bohatera, który w niewyjaśniony sposób uratował sówki. Zachowania bohaterów również są adekwatne do ich wieków, chociaż przyznaję, że policjant Delinko i pan Kędziorek, nadzorujący postępy w budowie, byli w pewnym stopniu dziwni. Wybaczam to jednak autorowi, gdyż jako specjalista w śledztwie dziennikarskim ma pewne doświadczenie z takowymi osobami. Co mogę na koniec powiedzieć? Niezaprzeczalnie warto przeczytać Powieść ani trochę się nie dłuży, a sam zamysł historii jest ciekawy. Warto poznać Roy’a, jego przyjaciół i sówki. Książeczka ma te trzysta stron, ale czas przy nich mija szybko.
Annalynne - awatar Annalynne
ocenił na 7 14 lat temu
Malowana mama Jacqueline Wilson
Malowana mama
Jacqueline Wilson
Wraz z nowym rokiem rozpoczynam serię pt.: „Vibe lat…”. W tych dedykowanych wpisach będę wracała do książek, które czytałam jako nastolatka i sprawdzać, czy na przestrzeni lat moje odczucia do danego tytułu się zmieniły. Możliwe będzie, że odbieram coś tak samo jak w tamtym momencie. Na pierwszy ogień idzie „The Illustrated Mum”, czyli „Malowana mama” autorstwa Jacqueline Wilson. Na potrzeby tego wpisu i faktu, że reread powieści robiłam po angielsku, będę korzystała z zagranicznego tytułu. Była sobie Marigold. Marigold miała dwie córki – Star i Dolphin. I dwanaście tatuaży. Ale jednocześnie kobieta nie radziła sobie z ułożeniem swojego życia. „Opiekę” nad nią i młodszą siostrą przejęła więc Star. I tak sobie żyły. Do momentu, aż do miasta przyjechał ulubiony zespół muzyczny Marigold sprzed kilkunastu lat. To uruchomiło całą lawinę wydarzeń, będących dla Dolphin końcem jej świata. I to właśnie z jej perspektywy została opowiedziana cała historia. Zanim przeczytałam „The Illustrated Mum” byłam przekonana, że pamiętam jedną scenę z tej książki – mianowicie to, że ulubiona koszulka młodszej z sióstr została wyprana. Jednak jak się okazało, nic takiego nie miało miejsca. Teraz się zastanawiam, czy przypadkiem taki motyw nie wystąpił w innym tytule tej autorki i jakoś tak na przestrzeni lat te dwie lektury nałożyły się na siebie. Jak za dzieciaka nie rozumiałam zachowania Star i matki dziewczynki, tak teraz zrozumiałam powagę choroby i tego, jak one musiały funkcjonować. Jak musiała się czuć Star, widząc pijącą matkę, która jednocześnie cierpiała na depresję maniakalną. Jak ciężko im musiało być, kiedy w domu brakowało pieniędzy. A jeszcze była przecież Dolphin, którą Star starała się zajmować I faktycznie nigdy jej nie opuściła – nawet w momencie, kiedy próbowała sobie ułożyć życie. Główna bohaterka też została postawiona w nieciekawej sytuacji – kochała matkę, ale była w końcu tylko dzieckiem i jako dziecko nie powinna być świadkiem niektórych sytuacji. Pamiętam też, że bardzo podobały mi się tatuaże Marigold. Nawet nie przypuszczałam, że prawie czternaście lat po przeczytaniu tego tytułu, sama będę miała wytatuowane ręce. Tyle że moje tatuaże nie wzbudzają takiej sensacji jak tatuaże Marigold w tamtym czasie. Bardzo się cieszę, że mogłam wrócić do tej powieści i skonfrontować swoje odczucia.
KsiążkiOczamiAMN - awatar KsiążkiOczamiAMN
ocenił na 7 1 rok temu
Pięcioro dzieci i "coś" Edith Nesbit
Pięcioro dzieci i "coś"
Edith Nesbit
„Pięcioro dzieci i coś” to magiczna opowieść o rodzeństwie, które podczas wakacji odkrywa niezwykłe stworzenie — piaskoludka (Psammeada), spełniającego życzenia. Choć początkowo brzmi to jak spełnienie marzeń, szybko okazuje się, że każde życzenie niesie ze sobą nieoczekiwane i często kłopotliwe konsekwencje. Dzieci działają impulsywnie, kierują się emocjami, a ich przygody prowadzą do błędów, z których muszą wyciągać wnioski. Ponieważ książka została napisana na początku XX wieku, wiele elementów codziennego życia, ubioru i funkcjonowania społeczeństwa może wydawać się współczesnym dzieciom abstrakcyjne. Właśnie dlatego uważam, że obecność dorosłego podczas lektury może okazać się niezbędna — nie tylko do tłumaczenia realiów epoki, lecz także do wspólnej rozmowy o zachowaniach bohaterów. Zachowania dzieci przedstawione w książce również wydają się dziś nieco przestarzałe. Momentami są zbyt wyniosłe, inne zachowania — zbyt surowe czy pogardliwe. Trudno mi wyobrazić sobie współczesne dzieci reagujące w podobny sposób, co w pewnym stopniu wpływa na mój odbiór książki. Pod tym względem „Pięcioro dzieci i coś” nie zestarzało się najlepiej. Mimo tych zastrzeżeń jest to nadal przyjemna, lekka opowieść, raczej dla młodszych odbiorców. Nie jestem jednak przekonana, czy poleciłabym ją do samodzielnej lektury. Osobiście wolałabym czytać ją wspólnie z dzieckiem — nie tylko po to, by ułatwić zrozumienie realiów sprzed ponad wieku, lecz także po to, by móc wpływać na interpretację zachowań bohaterów i rozmawiać o wartościach, które wciąż są aktualne.
MaruMatsuka - awatar MaruMatsuka
oceniła na 6 4 miesiące temu

Cytaty z książki Wiedźmy

Więcej
Roald Dahl Czarownice Zobacz więcej
Więcej