rozwiń zwiń

Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie

Okładka książki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie
Wojciech Górecki Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2024-07-31
Data 1. wyd. pol.:
2024-07-31
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381919258
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie i



Przeczytane 2931 Opinie 732 Oficjalne recenzje 288

Opinia społeczności książki  Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie i



Książki 4943 Opinie 1562

Oceny książki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie

Średnia ocen
7,2 / 10
270 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
138
127

Na półkach: , ,

Wojciech Górecki w reportażu pt. „Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie” dzieli się z czytelnikami i czytelniczkami swoimi wrażeniami, refleksjami i przygodami ze swojej eskapady po Kazachstanie, którą miał okazję odbyć w 2022 r. tuż po przejęciu przez Federację Rosyjską inicjatywy w trwającym od 2014 r. konflikcie we Wschodniej Ukrainie. Autor odwiedza niemal wszystkie ważniejsze miasta i miejsca na terenie Kazachstanu, przybliża ich historię, sylwetki mieszkańców i rozmówców, dzieli się również własnymi przeżyciami z poprzednich wizyt. Jako osoba związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich W. Górecki skupia się bardziej współczesności (sytuacja polityczna po rozpadzie ZSRR), a także na trudnej i złożonej historii wiecznego państwa (Kazachstanu) w XX w., którą przedstawia przez pryzmat rosyjskiego ekspansjonizmu i kolonizacji. Autor sugeruje, iż transformacja ustrojowo-gospodarcza w kraju ze stolicą w Astanie jest tożsama z dekolonizacją, z kolei obecny Kazachstan lawirujący pomiędzy Rosją, Chinami i Zachodem zmaga się z całkiem realnym zagrożeniem rosyjskiego rewizjonizmu. W mojej ocenie Wojciech Górecki całkiem interesująco, na dobrym poziomie merytorycznym i z literackim polotem przedstawił współczesny Kazachstan. Niepokoją mnie natomiast dość wyraźnie okazywana w książce niechęć autora wobec Rosji i Rosjan, która w mojej ocenie w pełni zasadnie zasługuje na miano rusofobii.

Wojciech Górecki w reportażu pt. „Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie” dzieli się z czytelnikami i czytelniczkami swoimi wrażeniami, refleksjami i przygodami ze swojej eskapady po Kazachstanie, którą miał okazję odbyć w 2022 r. tuż po przejęciu przez Federację Rosyjską inicjatywy w trwającym od 2014 r. konflikcie we Wschodniej Ukrainie. Autor odwiedza niemal wszystkie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1067 użytkowników ma tytuł Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie na półkach głównych
  • 723
  • 328
  • 16
125 użytkowników ma tytuł Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie na półkach dodatkowych
  • 56
  • 21
  • 15
  • 12
  • 9
  • 7
  • 5

Tagi i tematy do książki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie

Inne książki autora

Okładka książki Uporządkować rzeczywistość. Poradnik analityczny Ośrodka Studiów Wschodnich. Michał Bogusz, Kamil Całus, Maria Domańska, Adam Eberhardt, Wojciech Górecki, Jakub Jakóbowski, Kamil Kłysiński, Marek Matusiak, Marek Menkiszak, Andrzej Sadecki, Marta Szpala, Karol Wasilewski, Piotr Żochowski
Ocena 0,0
Uporządkować rzeczywistość. Poradnik analityczny Ośrodka Studiów Wschodnich. Michał Bogusz, Kamil Całus, Maria Domańska, Adam Eberhardt, Wojciech Górecki, Jakub Jakóbowski, Kamil Kłysiński, Marek Matusiak, Marek Menkiszak, Andrzej Sadecki, Marta Szpala, Karol Wasilewski, Piotr Żochowski
Okładka książki Łódź. Miasto po przejściach Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak
Ocena 6,3
Łódź. Miasto po przejściach Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak
Okładka książki Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Ocena 7,3
Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Wojciech Górecki
Wojciech Górecki
Wojciech Górecki, ur. w 1970 roku w Łodzi, ukończył historię i dziennikarstwo. Zadebiutował w 1986 roku na łamach "Sztandaru Młodych". Współpracował m.in. z "Razem", "Gazetą Wyborczą", "Życiem Warszawy", "Więzią", "Res Publicą Nową" i "Tygodnikiem Powszechnym". Członek zespołu redakcyjnego "Tygla Kultury". Współautor filmu dokumentalnego Boskość Stalina w świetle najnowszych badań (TVP 1998). Autor książek: Łódź przeżyła katharsis (1998), Planeta Kaukaz (2002) oraz La terra del vello d'oro. Viaggi in Georgia (2009). Tłumaczony na język włoski, uhonorowany Nagrodą Giuseppe Mazzottiego. W latach 2002-2007 pierwszy sekretarz, a następnie radca w Ambasadzie RP w Baku. Był ekspertem misji UE badającej okoliczności wojny w Gruzji w 2008 roku. Pracuje w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach Bartosz Panek
Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach
Bartosz Panek
“Na mnie i podobnych do mnie przyszłość kraju dziś spoczywa! Czy wy chociaż wiecie na wsi co to jest egzekutywa?! Mnie tu męczą, że mam ojca, który ziemi źle używa! Weź ty się skolektywizuj! Nie ma to jak w kolektywach!” - Jacek Kaczmarski “Korespondencja klasowa” Krzysztof Panek w publikacji “Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach”, nie tylko próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak było w Państwowych Gospodarstwach Rolnych, ale również jak sytuacja wygląda dzisiaj, w następstwie przemian ustrojowych. Nie jest to temat nowy, liczni autorzy podchodzili do problematyki w różnoraki sposób, od reporterskich, przez socjologiczne, po publicystyczne. Lecz pomimo tego książka Panka obiła się szerokim echem, co wskazuje na zapotrzebowanie poruszania tematu pegeerów. Pierwsza część skupiająca się na czasach PRL-u, zaczyna się krótką wstawką stricte historyczną, pozwalającą zrozumieć kontekst wydarzeń, choć moim zdaniem zbyt skrótowo, oczekiwałem większej ilości statystyk, żeby na starcie mieć pewną obiektywną wiedzę. Uważam, że można było treściwiej opisać dzieje pegeerów, na przykład Panek tylko wspomina o wzroście dobrobytu na początku rządów Gierka, a potem o upadku, bez większego rozwinięcia. Następnie autor przenosi czytelnika po wsiach i miastach, rozmawiając z ludźmi o ich historii, pod kolektywnym butem. Panek dociera do ludzi z różnych grup społecznych, od robotnicy, przez artystę, po dyrektora. Pozwala to na zrozumienie różnych perspektyw na temat pegeerów. Bohaterowie mówią o rzeczach sobie bliskich, swojskich, ludzkich, dlatego łatwo jest utożsamić się z nimi. Lecz problemem według mnie jest zbyt chaotyczne skakanie przez autora z postaci na postać. Czytamy o artyście, a wtem o biednej kobiecie ciężko pracującej. Brakuje w książce bardziej płynnego przechodzenia między bohaterami. Tak samo tematy poruszane przez bohaterów, rozwijane ewentualnie odrobinę przez autora, nagle ucinane, na przykład temat kobiet na stanowiskach kierowniczych, nie został należycie doprowadzony do końca. Treść książki liczne zdobią fotografie, przedstawiające, na przykład prace w polu czy “Plener Malarski Garbno” z 1974 roku. Ilustracje oraz prosty język, niewymagający zaglądania do słownika w trakcie lektury, dobrze dopełniają i umożliwiają skuteczniejsze zagłębienie się w opowieści bohaterów. Przemiany systemowe, rozpoczęte w roku 1989 r. zmieniły drastycznie życie mieszkańców pegeerów, o czym opowiada druga część książki. Pegeerom są ucinane dotacje, ludzie muszą brać kredyty na duży procent, a niedługi czas później są zupełnie likwidowane. Autor buduje wizję brutalnego planu Balcerowicza, który nie miał litości. Rozumiem założenie autora, iż oddaje głos ofiarom, lecz traci się w taki sposób pełne spektrum obserwacji, nie ma dobrze opisanego stanowiska chroniącego reform gospodarczych, z którymi czytelnik mógłby samodzielnie ocenić ówczesne wydarzenia. Same tragedie ludzkie są przedstawione w sposób dobry, tym bardziej, że nie jest to odległa przeszłość, tylko wręcz współczesność. Krzysztof Panek w świetny sposób przypomina, iż dramatyzm pegeerów trwa obecnie, nie jest jeszcze historią. Pomimo wad, jak chaotyczna konstrukcja czy stronniczość, uważam, iż jest to książka warta uwagi, szczególnie ludziom niezaznajomionym w temacie. Jest to publikacja popularnonaukowa, która wzięła sobie za cel, ukazanie tragedii ludzi, nie jako historię w podręczniku, a jako rzeczywistość, moim zdaniem ten cel spełnia. Liczę, iż dzięki tej pracy temat pegeerów wróci do debaty publicznej, gdzie wszelkie sprawy dyskusyjne będzie można wyjaśnić
Natan Kosinski - awatar Natan Kosinski
ocenił na 6 2 miesiące temu
Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce William Sommer
Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce
William Sommer
Ta książka miejscami bawi, miejscami przeraża, ale przede wszystkim przygnębia. Wydawałoby się, że w XXI wieku, kiedy dostęp do informacji jest tak łatwy, oszołomi powinni wyginąć. Zdaje się, że jest jednak odwrotnie - dzięki mediom społecznościowym rosną w siłę. Najbardziej zaskoczyło mnie jedno zdanie, zamieszone w ostatnim rozdziale - o tym, że pod płaszczykiem prawicowych fantazji, wyzwawcy QAnonu marzą skrycie o świecie obiecywanym przez... lewicę. Zredykalizowali się, bo czuli się zmarginalizowani przez system, oszukani, pozostawieni samym sobie. Autor postuluje wręcz, że sprawny publiczny system zdrowia, podniesienie pensji minimalnej i przystępne cenowo mieszkania mogą być skutecznym lekarstwem na brednie QAnonu. Ma to sens - frustraci, którzy nie mają się do kogo zwrócić, zwracają się w końcu do innych frustratów oraz cyników, którzy ich frustrację wykorzystują. Kiedyś był to kościół. Z kościołem jednak jest ten problem, że głosi słowo boże przekazane ludzkości dwa tysiące lat temu - lub nawet wcześniej. Przeciętny człowiek w XXI wieku nie widzi jasnego związku między przypowieściami biblijnymi a własnym życiem. Jeszcze 200 lat temu świat niewiele różnił się od czasów Jezusa, jednak wraz z nadejściem ery przemysłowej, wszystko gwałtownie ruszyło do przodu, pozostawiając w tyle zdezorientowanych ludzi. W takiej sytuacji tym łatwiej uwierzyć im w szalone teorie spiskowe, zwłaszcza jeśli ich głosiciele obiecują im "raj na ziemi" i to, że sprawiedliwości stanie się zadość. Szczególnie ciekawa jest fiksacja na punkcie maltretowania, w tym - molestowania - dzieci. To nie tylko odniesienie się do naturalnej potrzeby ludzi, żeby chronić dzieci, jak twierdzi autor. To też odpowiedź na coraz częstsze rewelacje o zbrodniach kościoła. Skoro mainstream może atakować kościół, to dlaczego by nie zaatakować mainstreamu? To, że oskarżenia są wyssane z palca, nikogo nie interesuje, ważne, że można powiedzieć: kościół może i jest zły, ale jego oskarżyciele są jeszcze gorsi. Niepokojąca jest skłonność do przemocy wyznawców QAnonu. Z drugiej strony, nie dziwi - skoro są wśród nich głównie konserwatyści, dla których posiadanie broni jest niezbywalnym prawem człowieka. Majaki QAnonu to wołanie o pomoc - błaganie o godne życie. Szkoda tylko, że jest wykorzystywane przez szarlatanów, a nie jest - jak chciałby tego autor - przyczynkiem do dojrzenia problemów trawiących społeczeństwo i walki z nimi. Oraz edukacji, edukacji, edukacji.
Ida - awatar Ida
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu Jakub Benedyczak
Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu
Jakub Benedyczak
O książce jak i jej autorze dowiedziałem się z ciekawego artykułu pt. „Woda na młyn Putina” [nr 7/2026 r.] w tygodniku „Wprost”. Wynika z niego, że większość materiałów o sytuacji w Rosji, np. vlogerów kręcących filmiki na potrzeby internetu, szczególnie „Kanału Zero” jest kontrolowane m.in. przez rosyjskie służby jak FSB. Tekst nie jest długi i zawiera wypowiedzi autora „Oddziału chorych na Rosję”. Maria Wiernikowska dla „Kanału Zero” zrealizowała serię reportaży z Rosji. Na razie wyemitowano odcinek z Kaliningradu, który w mediach rozpętał burzę. Pełne półki w sklepach, nowoczesna Mo­skwa, olśniewające zabytki Sankt Pe­tersburga. Rozmowy ze „zwykłymi” Rosjanami o sytuacji w kraju, a nawet wojnie. To widzimy w relacjach polskich vlogerów i dziennikarzy, któ­rzy pojechali do Rosji. O tym, jak powstają ta­kie materiały, opowiada w podcaście „Rozmowa Wprost” DR KUBA BENEDYCZAK, analityk PISM. - To jest kontrolowane – zaznacza. Nie tylko Maria Wiernikowska z „Kanału Zero”, ale też kilku popularnych polskich vlogerów odwiedziło w ostatnich miesiącach Rosję. W ich materiałach widzimy pełne półki w sklepach, drogie samochody, nowoczesną Moskwę, słyszmy zachwyt nad zabytkami Sankt Petersburga. Za każdym razem twórcy tłumaczyli, że chcą obalić mity i stereotypy, po­kazać prawdziwe oblicze tego kraju, zwyczajnych Rosjan i ich codzienność. Pytanie jednak, gdzie postawić granicę między obiektywnym, podróżniczym lub dziennikarskim materiałem a takim, który jest wodą na młyn rosyjskiej propagandy. Odpowiedzi szuka w podcaście „Rozmowa Wprost” doktor Kuba Benedyczak, analityk PISM i autor książki „Oddział chorych na Rosję”. - Wiem, na jakie ustępstwa musieli pójść. Jak bardzo to, co pokazują, jest trochę jak wycieczka po Korei Północnej. Pokazują tylko to, na co dostali pozwolenie od smutnych pań i panów z FSB, od władz regionalnych, od pograniczników, którzy ich sprawdzają - zauważa Benedyczak. - Po części robią dobrą robotę w tym sensie, żebyśmy nie trak­towali Rosjan już kompletnie jako orków ludojadów, bo jednak tam żyją normalni ludzie, którzy płaczą, chorują, śmieją się. Ale w ten sposób normalizujemy też kraj, który w zeszłym roku dwu­krotnie nas zaatakował, stanowi dla nas zagrożenie - mówi dalej nasz gość. I podkreśla, że materiału, który pokazywałby praw­dziwą rosyjską rzeczywistość, nie da się zrealizować „w realiach półtotalitarnej Rosji”. Czego więc twórcy materiałów z Rosją nie pokazują? - Nikt nie pokazuje tego, że połowa ludności wiejskiej nie po­siada dostępu do normalnej toalety, że szkoły wyglądają jak z lat 60., sale się rozpadają, a w wielu miastach 50-tysięcznych nie ma karetek i szpitali. Jest mnóstwo wyludnionych wsi, na Syberii jest ogromny problem z alkoholizmem, a poziom HIV jest równy krajom afrykańskim, gdzie toczą się wojny - wymienia doktor Benedyczak. - Myślę, że (vlogerzy - przyp. red.) mogą udawać, że nie wie­dzieli o „ogonie” albo go nie zauważyli, ale nie wierzę w to, że nie byli tego świadomi - mówi dalej doktor Benedyczak. Stwierdza też, że wielu ujęć, które widzimy w materiałach, nie dałoby się zrealizować bez wiedzy służb. - Rosjanin DOSKONALE WIE, w jakim kraju żyje, nawet jeśli tego głośno nie powie. On tak po prostu Polakowi z kamerą, obywatelowi jednego z najbardziej wrogich państw NATO, bo to słyszy Rosjanin co­dziennie w telewizji, nie pozwoli wsiąść do swojej ciężarówki, pojeździć po mieście i porozmawiać. To jest kontrolowane. „Gorzej niż za Stalina" Nasz gość tłumaczy również, że poruszanie się po Rosji nie jest tak proste, jak wynika to z niektórych materiałów. Podobnie pro­blematyczne może być zdobycie pozwolenia na wjazd. O tym, jak trudno jest pracować w Rosji przedstawicielom mediów, świadczy jego zdaniem choćby to, ilu zostało w Moskwie korespondentów. Zauważał, że w tej kwestii jest dzisiaj „gorzej niż w czasach sta­linowskich” a w Moskwie pracuje jedynie korespondent BBC. - To nie są błahe rzeczy, że ktoś po prostu pojedzie i powiemy, że będzie pokazywał inny obraz Rosji. Bo Krzysztof Stanowski sobie wymyśli, że to jest nisza, którą wyeksploatuje tak samo jak reklamę podpasek - ocenia doktor Benedyczak. - Prawdopo­dobnie Rosja nie cofnie się przed atakami wobec Polski, jesteśmy doskonałym przykładem, żeby pokazywać krajom europejskim, że jak będą nadal pomagać Ukrainie, to takie hale jak przy Mary- wilskiej będą płonąć, być może będą ginąć ludzie. Ekspert przestrzega również tych, którzy mogą chcieć pójść w ślady podróżników jeżdżących do Rosji. - Dwa, trzy razy może się udać, a za piątym razem już nie - ostrzega. - Trafi się na zbyt nadgorliwego pracownika służb albo ktoś we władzach uzna, że warto mieć kolejnych pięciu Polaków w więzieniach, którzy będą przetrzymywani. To jest ryzyko. [Tekst: PIOTR BAREJKA] zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność Siddharth Kara
Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność
Siddharth Kara
Bardzo dobra - choć miejscami przerażająca - opowieść o Demokratycznej Republice Konga, która od wieków łupiona jest przez obcych, w obecnych czasach skupiających się na eksploatowaniu bogatych złóż surowców (miedzi i kobaltu) bez poszanowania zarówno środowiska naturalnego, jak i Kongijczyków. Na plus autorowi trzeba na pewno zapisać, że był na miejscu i na tyle, na ile mu pozwolono, mógł zobaczyć własnymi oczami, jak wygląda cały proces wydobywczy. W dużym skrócie: poza dużymi koncernami będącymi w rękach Chińczyków lub też globalnych korporacji (Glencore, Trafigura) w Pasie Miedzionośnym na obszarze DRK funkcjonują również liczne obszary tzw. wydobycia rzemieślniczego, co jest zgrabną nazwą opisującą wydobywanie kobaltu z ziemi przez kongijskich górników bez jakiegokolwiek specjalistycznego sprzętu. Górnicy ci wydobywają znaczącą część surowca w kraju, ale niestety otrzymują za to bardzo niskie wynagrodzenia - między nimi a globalnym rynkiem kobaltu znajdują się jeszcze kolejne piętra piramidy mającej rozmyć to, w jakich warunkach pozyskiwany jest ten minerał. Górnicy najczęściej sprzedają swój urobek handlarzom posiadającym motory/samochody, którzy następnie dostarczają je do punktów skupu, a stamtąd kobalt trafia dopiero do dużych zakładów rafinacyjnych wraz z produktem przemysłowym. W efekcie niemożliwe jest zweryfikowanie, w jakich warunkach był wydobywany. Często niestety górnikami zostają dzieci, nierzadko robią to też ciężarne kobiety oraz te z małymi dziećmi. Za dzień pracy otrzymują pojedyncze dolary, a dodatkowo cierpią również wtedy, gdy zamieszanie na rynkach globalnych ogranicza dochody koncernów, które w pewien sposób ograniczają straty poprzez zaniżanie płac górników rzemieślniczych, bo to najłatwiejsze... Z perspektywy przedstawionych historii szczęściarzami są ci, którzy pracują w rzemieślniczych odkrywkach. Najgorsze z przytoczonych historii dotyczą pracy w tunelach, które na głębokości kilkudziesięciu metrów drążone są wzdłuż odnalezionych żył heterogenitu. Nie są one w żaden sposób zabezpieczone i Kongijczycy często giną w osuwiskach... Materiały wideo relacjonujące pracę tych ludzi można bez problemu znaleźć w Internecie. Oficjalnie takie rzemieślnicze wydobycie jest regulowane i nawet istnieją tzw. "modelowe" kopalnie rzemieślnicze, które w zamyśle fundatorów (zachodnie koncerny, jak Google czy Microsoft) miały pozwolić na pracę i zarobek w bardziej cywilizowanych warunkach, ale w praktyce rzeczywiste warunki są dalekie od deklarowanych Czasem człowiek podczas lektury łapie się za głowę, gdy uświadamia sobie, w jakiej bańce żyjemy w zachodnim demokratycznym świecie. Poniżej przytaczam fragment rozmowy autora z Chińczykiem prowadzącym punkt skupu kobaltu. Choć zarabia w nim o wiele więcej niż górnicy, to jego los wcale nie jest tak kolorowy, a warunki kontraktu z chińską korporacją dalece odbiegają od obiecywanych. "Chen: Tutaj każdy może robić interesy, jeśli odpowiednio zapłaci. Ja: Ma pan na myśli łapówkę? Chen: Tak. To dobry system. Ja: Mówi pan, że łapówki są dobre? Chen: W Chinach nawet łapówka nie pomaga, jeśli się nie należy do elity. Tutaj wystarczy mieć pieniądze, by być elitą. Właśnie dlatego tylu Chińczyków przyjeżdża do Afryki. Ja: Rozumiem." Wszystko powyższe jest rezultatem słabego państwa, jakim jest wyzyskiwana od wieków DRK. Autor w swoją opowieść wplótł bogate wątki historyczne i chwała mu za to, bo pozwala to lepiej uzmysłowić sobie, jak długa droga jest jeszcze przed Kongijczykami... Najbardziej szkoda, że po latach wyzyskiwania przez Belgów nie udało im się zbudować silnego państwa w latach 60. - owszem, próbowali, ale gdy tylko spróbowali wybić się na większą niezależność, to premiera Patrice'a Lumumbę porwano i zamordowano. Został po nim tylko ząb, bo poćwiartowane ciało oprawcy inspirowani belgijskimi i amerykańskimi służbami rozpuścili w kwasie... Lektura jest dobra nawet pomimo nieścisłości wynikających z tego, że autor chyba nie zna wystarczająco dokładnie rynku bateryjnego. Wspomina o konieczności wykorzystania kobaltu do ogniw Li-ion nie wspominając o tym, że coraz szerzej stosowane są ogniwa Li-ion typu LFP, które - w odróżnieniu od typu NMC - kobaltu nie potrzebują. Miesza też kwestię baterii AA służących do zasilania radia z ogniwami Li-ion, które raczej nie są stosowane w tego typu rozwiązaniach. Wydaje mi się też, że w jednym miejscu myli się w szacunkach matematycznych, ale co do zasady to wszystko nie zmienia istoty całej książki. Do tego często ryzyko związane z wahaniami cen surowca jest
sendlaksz - awatar sendlaksz
ocenił na 8 2 dni temu
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem Derek Scally
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem
Derek Scally
Irlandia przez dziesięciolecia uchodziła za bastion tradycyjnego katolicyzmu, a jej tożsamość narodowa była nierozerwalnie spleciona z nauką Kościoła. Było to państwo, w którym głos biskupa ważył więcej niż ustawa, a religijność definiowała każdy aspekt życia społecznego – od szkolnictwa, przez opiekę zdrowotną, aż po sferę najbardziej intymną. Derek Scally w swojej głośnej i bolesnej książce „Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem” podejmuje się karkołomnego zadania: próbuje zrozumieć, jak to możliwe, że ten monolityczny gmach wiary zawalił się w ciągu zaledwie jednego pokolenia. To reportaż rzetelny, surowy i niezwykle potrzebny, który oceniam na mocne 7/10. Anatomia upadku Scally, wieloletni korespondent „The Irish Times” w Berlinie, patrzy na swoją ojczyznę z pewnego dystansu, co pozwala mu dostrzec mechanizmy niewidoczne z wnętrza wyspiarskiego tygla. Autor nie skupia się wyłącznie na samych skandalach pedofilskich, choć stanowią one mroczne tło całej opowieści. Interesuje go przede wszystkim systemowa patologia – świat azyli sióstr magdalenek, domów matki i dziecka oraz brutalnych szkół przemysłowych. Scally stawia niewygodne pytania: gdzie byli rodzice? Gdzie byli sąsiedzi? Autor obnaża zbiorowe wyparcie i „zmowę milczenia”, która pozwoliła Kościołowi na przejęcie niemal totalitarnej kontroli nad duszą Irlandczyka. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych publikacji o kryzysie wiary, to odejście od prostej dychotomii „zły kler – dobre ofiary”. Scally sugeruje, że irlandzkie społeczeństwo było współuczestnikiem tego systemu. Kościół nie był obcą siłą okupacyjną; był częścią każdej rodziny. Autor z chirurgiczną precyzją analizuje proces, w którym Irlandczycy „pożegnali się” z instytucją, przechodząc od ślepego posłuszeństwa do całkowitej obojętności lub gniewu. To pożegnanie nie jest jednak radosnym wyzwoleniem; to proces pełen traumy, poczucia winy i pustki, której współczesna, zsekularyzowana Irlandia jeszcze nie nauczyła się wypełniać. Styl i konstrukcja Warsztat Scally’ego jest godny podziwu – pisze on językiem wyważonym, unikając taniego moralizatorstwa. Przeplata osobiste wspomnienia z wywiadami z politykami, ofiarami i hierarchami, tworząc wielowymiarowy fresk. Momentami książka staje się jednak nieco zbyt dygresyjna, co może rozpraszać czytelnika szukającego zwartej tezy, stąd ocena 7/10. „Najlepsi katolicy pod słońcem” to lektura obowiązkowa, szczególnie w krajach, które przechodzą podobny proces gwałtownej sekularyzacji. Scally nie daje gotowych recept, ale zmusza do refleksji nad tym, co dzieje się z narodem, gdy jego fundamenty moralne okazują się ufundowane na kłamstwie i przemocy. To gorzki, ale oczyszczający portret Irlandii, która przestała być „świętą wyspą”, by wreszcie stać się krajem ludzi wolnych, choć boleśnie poturbowanych przez własną historię. Książka zostawia nas z pytaniem: co pozostaje, gdy Bóg odchodzi, a instytucja, która go reprezentowała, traci twarz? To lektura, która boli, ale i uczy pokory wobec historii.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 11 dni temu
Macedonia Północna. W rytmie oro Justyna Mleczak
Macedonia Północna. W rytmie oro
Justyna Mleczak
Macedonia Północna w przedstawieniu Justyny Mleczak zawartym w reportażu podróżniczym pt. „Macedonia Północna. W rytmie oro” okazuje się niezwykle interesującym bałkańskim krajem, który wśród naszych rodaków nie zawsze najlepiej się kojarzy. Autorka stara się czytelnikom i czytelniczkom, i to z sukcesem oswoić ten niezbyt przyjazny wizerunek Macedonii Północnej, a także ukazać niezwykłość tego bliżej nieznanego nam miejsca na świecie. Macedonia, a raczej jej mieszkańcy Macedończycy są niezwykle skonfliktowaną ze wszystkimi swoimi sąsiadami nacją. Odcinają się od swoich związków z Bułgarami. W wyniku licznych zawieruch XX wieku wykształcili już własną tożsamość narodową, z czym nie do końca oswoili się ich wschodni słowiańscy krewniacy. Z Serbami łączy ich doświadczenie wspólnej państwowości w ramach Jugosławii, a także nie do końca do dziś rozwiązane zaszłości na tle wyznaniowym, o charakterze administracyjnym. Z kolei Albańczycy sukcesywnie zasiedlają zachodnie połacie kraju, które zostały już przez nich zdominowane. Grecy zarzucają Macedończykom zawłaszczanie „wyłącznie im przysługującej” tradycji antycznej Macedonii, z którą odlegli przodkowie współczesnych mieszkańców Hellady niekoniecznie się utożsamiali. Bardzo interesująca wydaje się polityka historyczna obecnej Macedonii Północnej, która przedstawia w zależności od oczekiwań poszczególnych zainteresowanych różne podejścia do tożsamości współczesnych Macedończyków z Macedonii Wardarskiej. Dość ciekawie autorka przedstawiła samą stolicę tego państwa, mowa o zbrutalizowanym Skopje, które podobnie, jak całe państwo tworzy prawdziwą mozaikę kulturową, etniczną i narodowościową – swoisty bałkański tygiel. Dość specyficzna i wyjątkowa jest występująca w Macedonii forma islamu, mam tu na myśli „Baktyszyzm” nawiązujący w swojej treści do mistycyzmu, a nawet chrześcijaństwa. Okazuje się, iż na terenie Macedonii chrześcijanie i muzułmanie mają wspólne święte miejsca. Autorka dzieli się z czytelnikami własnymi przygodami, a także refleksjami związanymi z codziennym przebywaniem wśród Macedończyków. Niewątpliwie jest to niezwykłe miejsce na mapie Europy, wciąż poza UE. Warto zapamiętać, iż Macedończycy uważają się za najlepszych znawców papryki wśród wszystkich bałkańskich nacji.
donekT - awatar donekT
ocenił na 8 21 dni temu
Sosnowiec. Nic śląskiego Anna Malinowska
Sosnowiec. Nic śląskiego
Anna Malinowska
jako, że jestem Ślonzokiym, nienawiść do Zagłębia, a przede wszystkim do Sosnowca, wyssałem z mlekiem matki. mogę więc śmiało napisać, że ta nienawiść we mnie, jest wręcz atawistyczna. żeby lepiej zrozumieć i potwierdzić swoje negatywne uczucia do tego chujowego miasta i regionu, postanowiłem sięgnąć po "Sosnowiec nic śląskiego" Anna Malinowska napisała kilkanaście reportaży, które zebrała w całość, a wydawnictwo Czarne wydało w formie książki. tematyczna różnorodność zaciekawiła by niejedną osobę chcącą zgłębić wiedzę nt. tego miasta, mieszkańców oraz miejsc.autorka, moim zdaniem, odpowiedziała na pytanie dlaczego z miasta #Sosnowiec robione są w Polsce podśmiechujki i dlaczego tak często trafia na memy. książka zawiera wiele ciekawych historii np historię Bombera z Zagórza, człowieka, który nienawidził ustroju komunistycznego. Ów bomber usiłował dwa razy wysadzić w powietrze komunistycznych dygnitarzy wizytujących pobliskie kopalnie i fabryki. szkoda, że temu panu, skazanemu na karę śmierci, nie postawiono pomnika. byłby równie popularny co Kiepura. równie ciekawa jest historia mieszkańca, który podobno otruł swoje dzieci talem. po przeczytaniu, zastanawiałem się, jaka korzyść wypłynęła dla mnie z tej książki. Otóż, potwierdziło się, że mieszkańcy Sosnowca czyli Somalii, bo mają SO w tablicach rejestracyjnych samochodów, pochodzą od mało inteligentnych przybyszów ze wschodu. potwierdziło się również, że miasto jest architektonicznie brzydkie i mówią to sami mieszkańcy. przeczytanie tej książki utwierdziło mnie również w przekonaniu, że będę kontynuował swoje postanowienie o nie jeżdżeniu do sosnowca bez przymusu i dalej będę hołdował śląskiemu przekonaniu, że tam się po prostu nie jeździ. #ksiazka dla kulturoznawców, socjologów i badaczy obyczajów. warsztat pisarski autorki, bez zarzutu.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na 6 11 dni temu

Cytaty z książki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie

Więcej
Wojciech Górecki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie Zobacz więcej
Wojciech Górecki Wieczne państwo. Opowieść o Kazachstanie Zobacz więcej
Więcej