rozwiń zwiń

Walentynowicz. Anna szuka raju

Okładka książki Walentynowicz. Anna szuka raju
Marek SterlingowDorota Karaś Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
500 str. 8 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2020-03-02
Data 1. wyd. pol.:
2020-03-02
Liczba stron:
500
Czas czytania
8 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324060658
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Walentynowicz. Anna szuka raju w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Walentynowicz. Anna szuka raju



książek na półce przeczytane 2402 napisanych opinii 731

Oceny książki Walentynowicz. Anna szuka raju

Średnia ocen
7,9 / 10
117 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
385
82

Na półkach:

Bardzo interesująca biografia Walentynowicz autorskiego duetu Doroty Karaś i Marka Sterlingowa, którzy odżegnują się od pokazywania twórczyni Solidarności wyłącznie w pozytywnej perspektywie. Przedstawione zostały takie wydarzenia z życia Walentynowicz, nad ktorych oceną czytelnicy sami się muszą zastanowić. Niemniej pozostawiają niejednokrotnie wątpliwości jesli chodzi o ocenę. Ale jednocześnie bohaterka książki została tak pełnokrwiście ukazana, że nawet budzące pewne wątpliwości postępowanie bohaterki łatwiej można zrozumieć. Autorzy nie tworzą hagiografii Walentywnowicz, choć jej samej ta biografia pewnie by nie przypadła do gustu. Miała skłonność do ostrych sądów, ciętego języka, lubiła skupiać na sobie uwagę rozmówców, dużo o sobie opowiadać, miała twardy kręgosłup moralny, potrafiła walczyć o swoje, traktowała jak walec wszystkie przeszkody na swojej drodze, ale jednocześnie podporządkowywała świat sobie, a prezentowana przez nią jej własna biografia miała być jedyną. Żeby dowiedzieć się, do jakich oszust uciekała się Anna, by utrwalić pewną wizję siebie, zakopać wstyd, zapomnieć o upokorzeniach trzeba przeczytać tę książę. Fascynująca lektura, po której sama nie wiem, czy polubilabym Panią Annę. Chyba nie, ale mam duży szacunek do niej, jej pelnego wyzwań życia i konsekwencji działania.

Bardzo interesująca biografia Walentynowicz autorskiego duetu Doroty Karaś i Marka Sterlingowa, którzy odżegnują się od pokazywania twórczyni Solidarności wyłącznie w pozytywnej perspektywie. Przedstawione zostały takie wydarzenia z życia Walentynowicz, nad ktorych oceną czytelnicy sami się muszą zastanowić. Niemniej pozostawiają niejednokrotnie wątpliwości jesli chodzi o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

392 użytkowników ma tytuł Walentynowicz. Anna szuka raju na półkach głównych
  • 246
  • 140
  • 6
69 użytkowników ma tytuł Walentynowicz. Anna szuka raju na półkach dodatkowych
  • 41
  • 7
  • 7
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Walentynowicz. Anna szuka raju

Inne książki autora

Okładka książki Urban. Biografia Dorota Karaś, Marek Sterlingow
Ocena 7,8
Urban. Biografia Dorota Karaś, Marek Sterlingow
Marek Sterlingow
Marek Sterlingow
Były dziennikarz „Gazety Wyborczej” i Radia Gdańsk. Wspólnie z Dorotą Karaś w 2020 roku napisał biografię Anny Walentynowicz. W 2023 wspólnie wydali kolejną książkę – Urban to reporterska biografia kontrowersyjnego rzecznika rządu generała Wojciecha Jaruzelskiego i czarnej legendy PRL.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oświęcim. Czarna zima Marcin Kącki
Oświęcim. Czarna zima
Marcin Kącki
„Oświęcim. Czarna zima” to bardzo dobrze napisany i niezwykle interesujący reportaż. Marcin Kącki ukazuje w nim znane polskie miasto, które kojarzy się przede wszystkim z obozem koncentracyjnym. Ale nie tylko przez ten pryzmat patrzymy na to miejsce oczyma różnych bohaterów. A bohaterowie są różni. To m.in. ludzie interesujący się historią, mający konkretną misję przybliżania prawdy o lagrze, ale też szerzenia idei pokoju, tolerancji i pamięci. Jak się okazuje, nie każdy tak samo rozumie i interpretuje te pojęcia, a ich zestawienie w ujęciu prezentowanych postaci może nieraz zadziwiać i szokować. Podobnie jak swego rodzaju „konkurowanie” między sobą przez dwie znane instytucje. Marcin Kącki rozmawia nie tylko z mieszkańcami Oświęcimia, ale również tymi, którzy tu zagościli. Jedni wpadli tylko na przysłowiową chwilę, inni zostali na dłużej. Są tacy, którzy kochają to miasto, i tacy, którzy mają przykre wspomnienia, bo stali się na przykład ofiarami rasistowskich i antysemickich ataków. Autor ciekawie przestawia także odległą historię miasta, która okazuje się fascynująca. Przy okazji przywołuje pewną legendę związaną z rzekomą klątwą rzuconą na miasto. Bez względu na czary i klątwy, miasto tworzyli i tworzą ludzie, a ci różnią się bardzo. I tak jest od wieków. Wojenna historia Oświęcimia przeraża z przyczyn oczywistych. Jednak i dzisiejszy obraz może jeżyć włosy na głowie, czego dowodem są wypowiedzi pełne obojętności, niefrasobliwości, głupoty, a nawet wrogości. Kącki udowadnia, że zakończenie II wojny światowej nie zakończyła Zła (przez duże „Z”) panoszącego się na świecie. Nie jest ono związane tylko z jednym, konkretnym miejscem, jednak Oświęcim odgrywa w świadomości Polaków szczególną rolę. Tym bardziej przerażają odradzające i panoszące się dziś i u nas, i za granicami nacjonalistyczne ruchy, a nawet partie, których przedstawiciele zasiadają w parlamentach. Książka Marcina Kąckiego uwiera i skłania do wielu refleksji; dla niektórych może być niewygodna, bo nie pokazuje Polaków jako nieskazitelnych bohaterów, wspaniałych patriotów i miłosiernych katolików. Ale właśnie dlatego jest prawdziwa – po lekturze chce się powiedzieć „A to Polska właśnie”, cytując klasyka. Takie książki o Oświęcimiu i Auschwitz warto czytać, a nie grafomańskie banialuki, jakie zasypują ostatnio nasz księgarski rynek. POLECAM SZCZERZE – do przemyślenia, dyskusji, ku przestrodze…
allison - awatar allison
ocenił na 8 8 dni temu
M. Syn stulecia Antonio Scurati
M. Syn stulecia
Antonio Scurati
M. Syn stulecia to książka znakomita, imponująca rozmachem i przejmująco aktualna. Dawno już żadna pozycja z półki "literatura faktu" nie dała mi tyle do myślenia. Nie jest to jednak klasyczna biografia Mussoliniego. To literacki fresk obejmujący kilka kluczowych lat z życia twórcy faszyzmu: od końca I wojny światowej, przez brutalną drogę do władzy, aż po wstrząsające zabójstwo Giacomo Matteottiego, ostatniego opozycjonisty, który z ław włoskiego parlamentarnych opanowanych przez faszystów nie bał się wykrzyczeć słów protestu przeciwko dyktatorowi. Scurati nie tworzy pomnika czy oskarżycielskiego pamfletu. Przedstawiając opisy spotkań, wieców, wydarzeń rekonstruuje mechanizmy rodzącego się totalitaryzmu. Pokazuje, jak chaos powojennej rzeczywistości, lęk włoskiego społeczeństwa i polityczna krótkowzroczność otworzyły drogę człowiekowi, który początkowo wydawał się jedynie radykalnym publicystą. Gdyby nie słabość króla, oportunizm i podziały wśród elit, hasła Mussoliniego mogłyby pozostać jedynie marginalnym krzykiem. To właśnie pokazując bierność „elity władzy” okazały się współodpowiedzialne za nadciągającą katastrofę. Konstrukcja książki jest oparta na scenach spotkań, wieców, narad, przeplatanych autentycznymi cytatami bohaterów i fragmentami ówczesnej prasy. To wszystko nadaje książce niesłychaną dynamikę. Czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, obserwuje je na miejscu, historia niemal dzieje się na naszych oczach. Choć pierwsza część (ponad 700 stron) momentami może wydać się wymagająca, druga połowa uderza z pełną siłą. Opis narastającej przemocy i bezkarności prowadzącej do morderstwa Matteottiego jest wstrząsający i na wskroś pouczający. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak trafnie książka obnaża mechanizm manipulacji: jak łatwo porwać masy wielkimi hasłami, jak sprawnie przejąć instytucje państwa i jak szybko zdławić opór w imię „odnowy narodu”. W jednym z momentów Mussolini przyznaje, że faszyzm to „idea bez idei”. Mówi o tym, że to krytyka elit bez realnego programu. To zdanie brzmi niepokojąco współcześnie. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy bezrefleksyjnie ulegają radykalnym hasłom, ale również dla tych, którzy wierzą, że skrajność można oswoić, że wystarczy ją wysłuchać i włączyć do demokratycznej debaty. Historia pokazuje, jak złudne bywa to przekonanie. Z drugiej strony ciekawe, jak ta historia potoczyłaby się, gdyby w tamtych czasach istniał internet i media społecznościowe. Obawiam się, że tylko przyczyniłby się one do jeszcze większej popularności dyktatora, który i tak po przejęciu władzy jednym pociągnięciem elektronicznego pióra wprowadziłby ich cenzurę. Czytając Syna stulecia, trudno nie dostrzec analogii do niektórych dzisiejszych narracji politycznych. Jak blisko im do tamtych mrocznych czasów. Zdecydowanie zbyt blisko.
Paweł Pełka - awatar Paweł Pełka
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo Mirosław Wlekły
Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo
Mirosław Wlekły
Książka "Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo" ma charakter reportażu biograficznego. Przybliża czytelnikowi postać młodego walijskiego dziennikarza, będącego, przez kilka lat, zaufanym sekretarzem znanego brytyjskiego liberała i opiniotwórczego polityka Lloyda George'a. Gareth Jones to jednoznacznie pozytywny bohater, ale jego charakter jest złożony. Był człowiekiem dobrze wykształconym, obdarzonym wyjatkowo przenikliwym zmysłem politycznym i wyróżniającym się bezkompromisowym dążeniem do ukazywania prawdy, a jednocześnie osobą naiwną w ocenie intencji bliźnich. Wszystkie te cechy sprawiły, że życie Walijczyka trwało bardzo krótko i zakończyło się tragicznie. Gareth Jones znał rosyjski, niemiecki, francuski, był bardzo dobrze zorientowanym i docenianym, młodym dziennikarzem, który rozumiał współczesność i świetnie rozszyfrowywał polityczne mechanizmy. W propagandowej grze Hitlera i Stalina z Zachodem widział niepokojące rysy, coś, czego inni nie dostrzegali bądź dostrzegali, ale z rozmysłem to ignorowali. Jones nie uznawał dziennikarstwa, które rezygnuje z rzetelności i traktuje fakty w sposób dość swobodny, raczej starając się odpowiedzieć na określone zamówienie polityczne bądź ideowe. Uważał, że podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest dogłębne poznanie faktów i ujawnianie prawdy. W tamtych burzliwych czasach okazało się to jednak bardzo trudne – nikt nie chciał słuchać prawdy o tym, co na własne oczy zobaczył Walijczyk na terroryzowanej przez bolszewików ukraińskiej prowincji w 1933 r. Wykorzystując oficjalną zgodę Rosjan na odwiedzenie fabryki traktorów, młodzieniec nielegalnie opuścił pociąg, którym podróżował i pieszo przemierzył kilka ukraińskich wsi, w których szerzyła się śmierć na skutek niewyobrażalnej klęski głodu sztucznie wywołanej przez bolszewików na rozkaz Stalina. Ta podróż oczywiście nie mogła zostać niezauważona przez Rosjan. Młody dziennikarz otrzymał ostatecznie eskortę mundurowego i trafił na czarną listę NKWD. Gdyby Gareth Jones nie był postrzegany przez Rosjan jako zaufany współpracownik Lloyda George'a, z tej podróży zapewne nigdy by nie wrócił. Ale chociaż wrócił cały i zdrowy w zachodnim świecie uznano, że złamał niepisane zasady dyplomacji i naraził na szwank wiarygodność prominentnych polityków (m.in. Lloyda George'a), którym zależało na utrzymaniu dobrych relacji z ZSRR. Po opublikowaniu pierwszych artykułów o Hołodomorze młody Walijczyk był publicznie ignorowany, ośmieszany, deprecjonowany i szantażowany, a decyzja o publikacji kolejnych artykułów o tym, co zobaczył podczas Wielkiego Głodu, została odrzucona przez cały brytyjski establishment. Życie Garetha Jonesa miało tragiczny finał. Pomimo tego, że ostatni akt tej tragedii nie rozegrał się na terytorium ZSRR, istnieją poszlaki, wskazujące na to, że zamieszane było w nią NKWD. Wtedy jednak zachodni świat nie znał prawdziwego oblicza tych służb i także wcale nie zmartwił się śmiercią niesfornego dziennikarza. Książka zawiera dużo dobrze udokumentowanych informacji historycznych na temat wydarzeń politycznych mających miejsce w Europie i na świecie w latach 1930 - 1935. Autor zachował idealny balans pomiędzy prezentacją biografii swojego bohatera a ukazywaniem faktów historycznych. Nie zapomniał także o ukazaniu wątku polskiego, trudnych relacji polsko - niemieckich, polsko - rosyjskich, nieprzyjaznego stosunku brytyjskich polityków do Piłsudskiego po 1926 r. oraz nieskrywanej na Zachodzie niechęci do rządów sanacyjnych w II Rzeczpospolitej. Interesujące są również wątki związane z żyjącymi wówczas znanymi pisarzami takimi jak George Orwell i Bernard Shaw. Reportaż został oparty na publikacjach historycznych, dokumentach archiwalnych oraz na materiale reporterskim zgromadzonym przez samego autora. Mirosław Wlekły postanowił bowiem przemierzyć trasę, którą przez ukraińskie wsie w okresie Wielkiego Głodu wędrował Gareth Jones. Reporter przejrzał tamtejsze archiwa i rozmawiał z miejscowymi. Czas tej podróży nie sprzyjał jednak zbieraniu danych, bowiem na Ukrainie w 2018 r. nie było spokojnie. W książce mocno zaakcentowany został fakt, że w wyniku celowej zmowy nikt na Zachodzie nie uwierzył Jonesowi, pamięć o nim została wymazana z historii na wiele lat, także w rodzinnym mieście. Jedynym miejscem na świecie, gdzie przetrwała była Ukraina. Publikacja bez znieczulenia ukazuje, że zamykanie ust dziennikarzom, korupcja w mediach, tchórzostwo przywódców politycznych, obojętność społeczeństw i zbiorowe przymykanie oczu na zuchwałe poczynania dyktatorów wcześniej czy później doprowadzają do historycznych katastrof. W czasach, gdy żył tytułowy bohater następstwem takiej zbiorowej ignorancji było umocnienie się dwóch zbrodniczych totalitaryzmów, Hołodomor, Wielkie Czystki i zbrodnie stalinowskie, powstanie gułagów, wybuch II wojny światowej, funkcjonowanie obozów zagłady oraz Holokaust. Książka posiada wykaz bibliograficzny, indeks nazwisk oraz kalendarium życia głównego bohatera. Czyta się ją bardzo dobrze i zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Interesującym uzupełnieniem treści są archiwalne ilustracje. Również wersję audio słucha się doskonale dzięki świetnej interpretacji Pana Grzesława Krzyżanowskiego. Polecam lekturę tej publikacji. 🔰"Irlandzki pisarz George Bernard Shaw, piewca Lenina i Hitlera. Pierwszy jest wg. niego "naprawdę interesującym mężem stanu" a drugi "bardzo niezwykłym i zdolnym człowiekiem". Shaw zachwala też reformy Stalina." David Lloyd George 🔰"zaczyna zachwalać Stalina: -(...) to prawdziwy mężczyzna. Chylę czoło przed Stalinem i Mussolinim." 🇵🇱 "Gareth Jones w liście do rodziców z 5.08.1930 wspomina plany wybudowania w Polsce najlepszego lotniska na świece, które pomieściłby 40 samolotów wojskowych. Musi mieć na myśli Warszawskie Okęcie, które w założeniu miało być wyłącznie lotniskiem wojskowym. Dodaje: " wszędzie są tu żołnierze, a jednocześnie Polska jest beznadziejnie biedna". ☃️ Wyzwanie czytelnicze na styczeń 2026r. Przeczytam książkę z imieniem w tytule. (6)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 10 2 miesiące temu
Łódź. Miasto po przejściach Wojciech Górecki
Łódź. Miasto po przejściach
Wojciech Górecki Bartosz Józefiak
"Łódź. Miasto po przejściach" Autorzy: Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak Moja ocena: 7/10. Książka "Łódź. Miasto po przejściach" to fascynujący zbiór opowieści, który przedstawia Łódź przede wszystkim z perspektywy jej mieszkańców. Autorzy skupiają się na ludziach, ich osobistych historiach i doświadczeniach, co nadaje książce wyjątkową intymność i bliskość. Pod tym względem publikacja przypomina mi zeszłoroczną "Jerozolima. Nowa biografia starego miasta", gdzie również głównym bohaterem byli mieszkańcy miasta, a nie tylko jego architektura czy historia. Wojciech Górecki, którego prace darzę dużym szacunkiem, wprowadza w książkę swój charakterystyczny styl i dbałość o szczegóły, co z pewnością wpływa na moją ocenę. Jego podejście do reportażu jest zawsze wnikliwe i pełne szacunku dla opisywanych postaci. Bartosz Józefiak, choć mniej mi znany, również dobrze wpisuje się w ten schemat, tworząc z Góreckim zgrany duet. Styl książki jest przejrzysty, ale niepozbawiony głębi, choć momentami może wydawać się zbyt podobny do innych tego typu publikacji. Brak nowatorskiego podejścia lub mocniejszych akcentów sprawia, że Łódź. Miasto po przejściach może nie wywoływać aż tak silnych emocji, jak niektóre inne reportaże. Pomimo to, książkę polecam każdemu, kto jest zainteresowany Łodzią jako miastem pełnym kontrastów i niezwykłych historii jej mieszkańców. Choć moja ocena może być nieco zawyżona z powodu osobistego szacunku dla Góreckiego, jest to z pewnością wartościowa pozycja, szczególnie dla tych, którzy chcą lepiej poznać tę część Polski. ** 23:35 * 26.03.2025 * 28/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 1 rok temu
Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia Cezary Łazarewicz
Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia
Cezary Łazarewicz
„Zabiłem człowieka, ale nie czuję się mordercą. Czułem się żołnierzem na wojnie, której nikt inny nie chciał wypowiedzieć”. Cezary Łazarewicz, laureat Nagrody Nike, w swojej książce Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia podejmuje się zadania niezwykle trudnego: próby zrozumienia człowieka, który dla jednych jest bezwzględnym rasistą i mordercą, a dla innych ostatnim „żołnierzem wyklętym” walczącym z komunizmem. Autor z reporterską rzetelnością prześwietla życiorys Polaka, który w 1993 roku zastrzelił Chrisa Haniego, lidera południowoafrykańskich komunistów, niemal doprowadzając RPA na skraj wojny domowej. Moja ocena to solidne 7/10: to reportaż chłodny, analityczny i niezwykle potrzebny, choć momentami pozostawiający czytelnika z poczuciem poznawczego dystansu. Reporterskie śledztwo w cieniu apartheidu Siłą Łazarewicza jest jego niechęć do łatwych ocen. Autor nie staje po żadnej ze stron, lecz z niemal chirurgiczną precyzją rekonstruuje drogę Walusia – od radomskiego dzieciństwa, przez emigrację do RPA, aż po radykalizację w szeregach afrykanerskiej prawicy. Fascynujące są fragmenty opisujące duszny klimat schyłkowego apartheidu, w którym lęk przed zmianą mieszał się z fanatyzmem. Łazarewicz świetnie oddaje mechanizm, w którym przeciętny człowiek, wiedziony specyficznie pojmowanym poczuciem misji, staje się narzędziem w rękach wielkiej polityki. Warsztatowo książka jest bez zarzutu – krótkie, mięsiste zdania i doskonały research sprawiają, że przez tę historię płynie się z niesłabnącym zainteresowaniem. Autor unika taniej sensacji. Zamiast skupiać się wyłącznie na samym momencie zamachu, analizuje jego konsekwencje – zarówno te globalne, jak i osobiste. Portret Walusia, który wyłania się z rozmów i dokumentów, jest wielowymiarowy i przerażająco ludzki. To studium człowieka, który uwierzył we własną mitologię, stając się więźniem idei nawet dekady po upadku systemu, z którym walczył. Mimo ogromnej wartości dokumentalnej, książka bywa momentami nużąca w partiach dotyczących zawiłości prawnych i procedur związanych z procesem ułaskawieniowym. Choć są one kluczowe dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji Walusia, narracja traci w tych miejscach swój reporterski pazur. Do pełnej ósemki zabrakło mi także nieco szerszego nakreślenia tła społecznego współczesnego RPA, co pozwoliłoby lepiej zrozumieć, dlaczego ta sprawa wciąż budzi tak gigantyczne emocje po obu stronach barykady. Nic osobistego to ważny głos w dyskusji o granicach ideologii i cenie, jaką płaci się za radykalizm. Cezary Łazarewicz napisał książkę, która nie daje łatwych odpowiedzi, ale zmusza do zadania trudnych pytań o naturę zła i sprawiedliwości. To lektura obowiązkowa dla fanów reportażu, którzy od czarno-białych schematów wolą skomplikowane odcienie szarości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 14 dni temu
Jan Sehn. Tropiciel nazistów Filip Gańczak
Jan Sehn. Tropiciel nazistów
Filip Gańczak
Jan Sehn, którego imię nosi dziś Instytut Ekspertyz Sądowych to był polskim prawnikiem niemieckiego pochodzenia. W czasie wojny nie doświadczył osobiście represji okupanta. Zajmował skromną posadę w stowarzyszeniu restauratorów. A jednak to właśnie on po zakończeniu wojny brał udział w przygotowywaniu procesów przeciwko niemieckim zbrodniarzom wojenny, między innymi członkom załogi obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. W pamięci ówczesnych zapisał się jako niezwykle pracowity, skrupulatny ekspert, który stał się swoistym motorem polskich rozliczeń z okupantem. Jego nazwisko nie raz pojawiało się w pracach autorów, piszących o tzw. łowcach nazistów, jednak najczęściej było to kilka zdań, krótki rozdział opowiadający o działalności profesora. Filip Gańczak podjął się zadania wręcz karkołomnego. Postanowił napisać o Janie Sehnie książkę. Trudno ją nazwać biografią, gdyż informacji o bohaterze jest tu niewiele i koncentrują się one głównie na jego działalności zawodowej. Nie dziwi to, gdy posłucha się wspomnień, jego byłych pracowników, którzy określają profesora jak osobę skrytą, zamkniętą w sobie a czasami wręcz oschłą. Autor kładzie więc nacisk na prace Jana Sehna: śledztwa dotyczące zbrodni popełnionych głównie w Auschwitz i Płaszowie. To on przesłuchiwał i gromadził dowody przeciwko komendantowi Auschwitz Rudolfowi Hössowi oraz Amonowi Göthowi, komendantowi Płaszowa, którego sylwetkę w "Liście Schindlera" tak sugestywnie przedstawił Stephen Spielberg. "Jan Sehn. Tropiciel nazistów" to pozycja oparta na dokumentach archiwalnych, aktach śledczych, listach. Jednak w mojej ocenie to bardziej lektura o powojennych procesach zbrodniarzy wojennych niż opowieść o życiu profesora. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to bardzo ciekawa pozycja, która wydobywa z cienia zapomnienia postać polskiego prawnika, bez którego ciężkiej pracy wiele procesów by się nie odbyło. Polecam tę książkę miłośnikom historii, szczególnie tym zainteresowanym tematyką II wojny światowej.
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 7 3 miesiące temu
Wieczny początek. Warmia i Mazury Beata Szady
Wieczny początek. Warmia i Mazury
Beata Szady
"U was, jak dzieciak na asfalcie rysuje dom, to szuka choćby kawałka cegły, żeby dach pokolorować na czerwono!" - to odkrycie mojej zdziwionej kuzynki, która w latach 90-ych przyjechała do nas z "centrali". Wiedziałam, że u nich na Mazowszu królował biały pustak i dachy ze szlachetnego, szarego eternitu, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego dachy zawsze koloruję na czerwono. To było naturalne: trawa - zielona, woda - niebieska, dach - czerwony... Z perspektywy małej ojczyzny pewne rzeczy są oczywiste. Jak pagórki. Kuzynka żaliła się na nie, że niby widok zasłaniają. Mnie było żal jej, że ma u siebie nudny krajobraz, płaski jak stół, i żadnej przyzwoitej górki do zjeżdżania na sankach. Warmia i Mazury. Katolicy i protestanci. Polacy i Niemcy. Tutejsi i napływowi. Podziały wydają się takie proste i wygodne. Ale już pierwsza z opisanych w książce historii pokazuje, że życie weryfikuje i burzy te budowane przez nas regularne konstrukcje tworzone "pod linijkę". W takich miejscach jak Warmia czy Mazury ktoś z nazwiskiem na "-ski" mógł czuć się Niemcem, ktoś o niemieckim nazwisku mógł czuć się Polakiem. Mazurskim ewangelikom zdarzało się chodzić na pielgrzymki do sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Wioska zamieszkała wyłącznie przez Polaków mogła w plebiscycie w 100% opowiedzieć się za dobrze sobie znanymi Prusami Wschodnimi, a nie za odległą Polską. Warmiacy i Mazurzy, przez Niemców nazywani "Polaczkami" po wojnie byli przez przybyszów z "centrali" nazywani "Szwabami". Niemcy, którzy po wojnie wyjechali do Niemiec mogli czuć się tam obco. Były wyjazdy, ale i powroty, choć często nie było już do czego wracać. Pokręcone to wszystko i tragiczne. Książka Beaty Szady jest bardzo głęboko zakorzeniona w moich rodzinnych stronach. Gdybyście wiedzieli, jak pięknie wygląda plaża w Kikitach, gdy się o zachodzie słońca nadjedzie od Biesowa... Tym bardziej mnie cieszy, że jest to książka dobrze napisana, którą pochłonęłam już dwa razy nie tylko dlatego, że potwierdza to, co słyszałam na własne uszy od starszych. Autorka świetnie pokazuje specyfikę regionu. Nie tylko opisuje zawiłe losy rodzin, ale i porusza trudne kwestie jak gwałty przez radzieckich "wyzwolicieli", bandycka działalność szabrowników tuż po wojnie, siłowe przejmowanie przez katolików kościołów poewangelickich a także sprawy bardziej współczesne, jak niszczenie tradycyjnej architektury czy napływ "nowych", którzy chcą zachowywać stare i tworzyć nowe w swojej wybranej małej ojczyźnie. W książce zawarła też przydatną ściągę dla barbarzyńców, którzy nie odróżniają Warmii od Mazur. Pracę włożoną przez Autorkę doceniam również z jeszcze jednego, przyziemnego powodu: doskonale rozumiem, jak trudno jest przemieszczać się na warmińskiej prowincji, gdy się "dla dobra ludzkości" nie prowadzi samochodu. Dotarcie rowerem do miejsc i rozmówców mieszkających na wygwizdowie wymagało sporo wysiłku. Serdecznie pozdrawiam z warmińskiej kolonii 1,5 km od przystanku, na który rzadko coś przyjeżdża, łącząc się w bólu, ale bez nadziei, że sytuacja ulegnie poprawie. PS. Błagam, nie mylcie Warmii z Mazurami. To zbrodnia, z którą równać się może chyba tylko pomylenie Zagłębia ze Śląskiem.
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 8 6 dni temu
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu Michał Potocki
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu
Michał Potocki Karolina Baca-Pogorzelska
Zanim napiszę kilka słów o „Czarnym złocie”, niewielki komunikat: tak, pani Karolina Baca-Pogorzelska (obecnie Kuzema) podobno trochę nawywijała na Ukrainie. Pisały o tym Wirtualne Media czy Interia. Jak było naprawdę – nie wiem, nie będę wyrokował. Dowiedziałem się o zarzutach kierowanych w stronę autorki dopiero po przeczytaniu książki, gdy sprawdzałem, kto zacz. Gdybym wiedział wcześniej o rzeczonych kontrowersjach, raczej nie sięgnąłbym po ten reportaż, bo sprawa ewidentnie nie jest jednoznaczna. I w sumie miałbym czego żałować, bo „Czarne złoto” to rasowa dziennikarska robota. W zasadzie od samego początku można zauważyć, że autorzy niezbyt dbają o dobre samopoczucie czytelników, zasypując nas lawiną dat, nazwisk oraz faktów. Ktoś, kto lubuje się w tego rodzaju literaturze i jednocześnie lubi poczytać sobie o szeroko rozumianym górnictwie węgla kamiennego, powinien być bardzo zadowolony z „Czarnego złota”. Dodajmy do tego wątki polityczne, którym autorzy poświęcili sporo czasu, konfrontując się chociażby zarówno z polskimi, jak i unijnymi politykami. A także wyraźnie wskazaną niejednoznaczną rolę niektórych ukraińskich polityków w procederze handlu de facto kradzionym węglem – i mamy przepis na naprawdę interesującą książkę. Doskonale udokumentowaną, bo bibliografia jest doprawdy imponująca. Mój jedyny realny problem z tą książką jest taki, że chyba się trochę zdezaktualizowała. Pisano ją oraz redagowano gdzieś w okolicach 2019 roku – i to niestety widać. Niby gdzieś tam w tle majaczy rosyjski niedźwiedź, który ma chrapkę na wschodnią Ukrainę, ale o większym zagrożeniu – na przykład regularną wojną – raczej w tej książce nie przeczytamy. Przecież Rosjanie eksploatują donbaskie kopalnie w zasadzie od 2014 roku. Na Krymie też są już od ładnych paru lat – i generalnie niewiele z tego wynika. Nawet ukraińscy politycy wydają się być pogodzeni z istniejącym stanem rzeczy, a niektórzy z nich wręcz współpracują z władzami „zbuntowanych” Doniecczyzny i Ługańszczyzny. Czas pokazał, jak bardzo wszyscy się mylili. Dlatego gdy obecnie potraktujemy „Czarne złoto” jak dokument, książka spokojnie się obroni. Jednak jako reportaż chyba odrobinę straciła na aktualności. Nie żałuję, że ją przeczytałem, ale na tę chwilę nie planuję powrotu.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 6 4 miesiące temu
Stramer Mikołaj Łoziński
Stramer
Mikołaj Łoziński
Nigdy wcześniej nie rozumiałem nienawiści. Nie mam namyśli jakiejś konkretnej nienawiści ani kontekstu historycznego, etnicznego, religijnego czy też narodowego. Nie rozumiałem. jak można nienawidzić drugiego człowieka. Nie mam też na myśli kwestii czy to moralne by nienawidzić. Nie kwestionowałem tego czy dany konkretny ktoś kogoś nienawidzi, i czy ma do tego prawo, bo tego nie rozumiałem. Rozumiałem że czyjaś sytuacja życiowa może być zła, że może być zła głównie z powodu jakiejś konkretnej osoby. Rozumiałem rozgoryczenie i rozczarowanie, zawód i zdegustowanie, złość i frustracje. Rozumiałem nienawidzić jakichś sytuacji, w tym swojej; nienawidzić jakichś cech ludzkich, zarówno w abstrakcji jak i konkretnych cech konkretnych ludzi; nienawidzić jakichś bądź czyichś zachowań. Rozumiałem nienawidzić musu kontaktu z danym człowiekiem. Ale nie rozumiałem nienawidzić konkretnego człowieka. Nienawidzić jakiegoś człowieka to nie jedyne czego nie rozumiałem, i jako człowiek mało rozumiejący nie wiedziałem, jak można być tak pewnym, tak przekonanym, tak dobrze poinformowanym by pozwolić sobie, zarówno podświadomie jak i też świadomie, by kogoś nienawidzieć. Kogoś kto ma całe życie, o którym zapewne nic nie wiem. Kogoś kto ma całą głowę myśli i idei o których nic nie wiem. Po prostu kogoś. Po przeczytaniu Stramera dalej nie wiem, ale rozumiem. Poczułem tą nienawiść, nie do kogoś na szczęście, a do bohatera powieści, ale poczułem. To uczucie nieprzyjemne, frustrujące, napędzające same siebie spiralą, powodujące odruchowe skrzywienie twarzy, paraliżujące proces myśliwy, dławiące inne emocje. Kiedy nie rozumiałem, zastanawiałem się tak konkretnie, w którym momencie jakiegoś przykładowego dnia jakiś konkretny ktoś kogoś nienawidzi. Nie mogłem pojąć kiedy ma na to czas. Odpowiedzią jest w każdym momencie odrobinę, a w szczególnych chwilach niewyobrażalnie zaciekle. To nie na nienawiść nie ma czasu, to na co innego nie ma czasu, bo dogmatycznie JEST czas na nienawiść. Zawsze. Nienawiść ma pierwszeństwo. Ufam, że każdy widzi w moich słowach mój głęboki niepokój z nienawiścią związany, że czuje tragizm człowieka nienawidzącego, że boi się nienawidzić. Ufam, że nikt nie chce nienawidzić, jeszcze bardziej niż być nienawidzonym. Szczęśliwie, wbrew wszystkim paragrafom powyżej, dla mnie książka ma wymiar pozytywny. Wszystko dla tego, że już Nathaniela Stramera nie nienawidzę. Nie wiem czy uczucie które przychodzi po nienawiści, to które czuję obecnie ma jakąś konkretną nazwę. Nie ma goryczy przyznania się do błędu. Nie ma uniesienia związanego z wybaczeniem. Nie ma ekscytacji związanej z zaprzyjaźnieniem się. Jest spokój. Książka dała mi nie tylko spokój, ale i nadzieję. Ufam, że tak jak ja przestałem nienawidzić Stramera, tak Ci którzy nienawidzą ludzi, też kiedyś przestaną. Jednocześnie nie wiem czy da się zapomnieć jak prawdziwie złym uczuciem jest nienawiść, i czy jej wspomnienie, nie tylko intelektualne ale nawet bardziej emocjonalne, zostanie ze mną na zawsze.
Mikołaj - awatar Mikołaj
ocenił na 9 4 miesiące temu

Cytaty z książki Walentynowicz. Anna szuka raju

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Walentynowicz. Anna szuka raju