Stanąć na nogi

Okładka książki Stanąć na nogi
Oliver Sacks Wydawnictwo: Zysk i S-ka zdrowie, medycyna
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
zdrowie, medycyna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
A Leg to Stand On
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7150-183-8
Tłumacz:
Ewa Mikina
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Stanąć na nogi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Stanąć na nogi

Średnia ocen
7,1 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1738
34

Na półkach: ,

Nigdy dotąd opowieść o nodze nie była tak absorbująca.
O. Sacks jak zwykle mistrzowsko opisuje fascynujący świat neuropsychologii, którego odkrywanie skłania ku refleksji o człowieku i jego duchowej oraz neurologicznej naturze. Wyborne połączenie. Autor stwierdziwszy, że klasyczna neurologia nie jest wystarczająca do opisu funkcjonowania człowieka, wskazuje na elementy egzystencjalne. Dlatego w swoich rozważaniach przywołuje dzieła ze świata nauki oraz filozofii, dzieląc się swoimi jak najbardziej ciekawymi przemyśleniami.
Duchowość i różne takie -meta sprawy mogą się wydać oderwane od nauki, więc racjonalny czytelnik, zanim przeczyta tę książkę, może spojrzeć na nie podejrzliwie. Lecz obawy są niesłuszne, bo autor łączy te składniki w spójną, niegryzącą się kompozycję myślową. Nie narzuca przy tym swojego punktu widzenia, a wszystko jest krytycznie przemyślane.
Właśnie dzięki takiemu podejściu udało się jak najpełniej opisać historię choroby - tym razem z perspektywy pacjenta. Poprzez to doświadczenie Sacks odkrywa coś nowego, a i czytelnik nie zostaje z pustymi rękoma (czy też płatem czołowym).

Nigdy dotąd opowieść o nodze nie była tak absorbująca.
O. Sacks jak zwykle mistrzowsko opisuje fascynujący świat neuropsychologii, którego odkrywanie skłania ku refleksji o człowieku i jego duchowej oraz neurologicznej naturze. Wyborne połączenie. Autor stwierdziwszy, że klasyczna neurologia nie jest wystarczająca do opisu funkcjonowania człowieka, wskazuje na elementy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

580 użytkowników ma tytuł Stanąć na nogi na półkach głównych
  • 392
  • 182
  • 6
63 użytkowników ma tytuł Stanąć na nogi na półkach dodatkowych
  • 34
  • 8
  • 7
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Oliver Sacks
Oliver Sacks
Książka Olivera Sacksa "Stale w ruchu" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Autobiografia, biografia, wspomnienia. Angielski neurolog zamieszkały w Stanach Zjednoczonych, autor wielu książek popularnonaukowych, profesor neurologii na Uniwersytecie Columbia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przebudzenia Oliver Sacks
Przebudzenia
Oliver Sacks
O chorobie Parkinsona wiedziałem tyle, ile potrzebowałem, głównie z podręczników do biologii. Chcę przyznać, że Oliver Sacks w taki sposób przybliża zmagania z tą chorobą, że robi to wrażenie. Poza tym że to z pewnością świetny lekarz, to wcale nie gorszy pisarz. „Przebudzenia” to książka, która otwiera drzwi do świata pacjentów pogrążonych w letargu, ludzi dotkniętych śpiączkowym zapaleniem mózgu. Najmocniej uderzyło mnie to, jak cienka jest granica między euforią a ludzkim dramatem. Lek, który dawał nadzieję na „cudowne przebudzenie”, równie szybko potrafił obrócić się przeciwko pacjentom, sprowadzając na nich nowe cierpienia. Sacks nie ukrywa trudnych tematów, pokazuje zarówno momenty niezwykłego ożywienia, jak i dramatyczne nawroty choroby. W jego opowieściach czuć autentyczną troskę i szacunek do pacjentów, ale też bezradność wobec biologii, której nie da się przechytrzyć. Mimo naukowego kontekstu, język jest według mnie przystępny. Poza tym na końcu książki mamy przypisy oraz glosariusz, który jest bardzo pomocny, choć nie ukrywam, że dodałbym do niego wiele więcej terminów z wyjaśnieniami. Ta książka opowiada nie tylko o medycynie, ale o człowieczeństwie. O granicach nadziei, o tym, jak trudno pogodzić się z ograniczeniami własnego ciała i jak wielka jest siła przetrwania. Momentami czułem, że powtarzalność przypadków spowalnia narrację, jednak każdy z nich był nieco inny więc byłem ciekawy wszystkich.
aliiensuperstar - awatar aliiensuperstar
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Piękno neurobiologii Jerzy Vetulani
Piękno neurobiologii
Jerzy Vetulani
Z wielu interesujących wypowiedzi prof. Jerzego Vetulaniego wynotowałem trzy dłuższe cytaty. Przytaczam je poniżej. Hipoteza mafijnego zachowania kukułek "W południowej Hiszpanii kukułki składają jaja w gniazdach srok, ale też od czasu do czasu te gniazda niszczą. Obserwacje wykazały, że znacznie częściej niszczone są gniazda srok, które wyrzuciły kukułcze jaja. Taka taktyka jest korzystna dla kukułek, ponieważ sroki, którym zniszczono gniazdo, budują nowe i składają w nim nowe jaja, pomiędzy które kukułka znów może podrzucić jajo. Pytanie: czy sroka nauczona doświadczeniem będzie mniej pochopnie usuwać intruza? Okazuje się, że tak: kukułki nauczyły sroki moresu i te ostatnie uświadomiły sobie, że lepiej się pomęczyć i wychować obce pisklęta obok własnych, niż ryzykować śmierć całego swego potomstwa. Okazało się też, że kukułki wcale nie są matkami obojętnymi na los swoich dzieci. Ewidentnie pilnują one sroczych gniazd zawierających kukułcze jaja i próbują odpędzić zbliżające się do nich zagrożenia. Takim zagrożeniem w ich pojęciu był także podchodzący do gniazda uczony. Kukułki są więc czułymi matkami, chociaż pochodzą ze zbrodniczego rodu". O delfinach "Mózg delfina okazuje się bardziej pofałdowany od mózgu człowieka. Zatem dlaczego to my hodujemy delfiny, a nie delfiny nas? Po pierwsze dlatego, że delfiny nie mają technologii. W wodzie nie da się rozniecić ognia, który jest jej podstawą. Po drugie, przechodząc do środowiska wodnego straciły chwytne kończyny (możliwość wytwarzania złożonych narzędzi). Niemniej jednak wydaje się niewątpliwe, że delfiny wykształciły mowę, podobnie jak ludzie, tj. mowę, która ma swoją gramatykę, składnię. Mowę, którą się celowo posługują, by porozumiewać się między sobą. Wskazuje na to analiza dźwięków wydawanych przez delfiny, wykazująca powtarzające się, uporządkowane sekwencje. Mamy zapis dźwiękowy, ale nie znamy języka (analogicznie do pisma linearnego A, którego wciąż nie potrafimy odczytać). Delfiny posiadają świadomość typu ludzkiego, potrafią się rozpoznawać, są empatyczne, uprawiają seks rekreacyjny. Nie wiemy, czy aby delfiny nie mają też fantastycznego świata umysłowego? Może mają jakieś wierzenia? Wprawdzie nie mają książek, lecz przecież ludzkość bardzo długo także doskonale bez nich się obywała, korzystając tylko z dobrej pamięci opowiadaczy. Mózg delfina wciąż się rozwija, czyli muszą być one umysłowo czynne, jako że mózg nie mógłby się rozwinąć, gdyby nie pracował. Gdyby udało nam się wejść w świat delfina, to na podstawie tych samych paradygmatów może moglibyśmy się porozumiewać z ewentualnymi cywilizacjami pozaziemskimi. Sądzę, że język delfina jest dla nas równie trudny, jak byłby język hipotetycznego E.T., przybysza z innej planety. My z delfinem żyjemy na tej samej planecie, a jednak w innych światach". Darwinizm neuronalny "Mózg noworodka ma stosunkowo niewiele neuronów, potem ich liczba szybko narasta i około siódmego roku życia w korze mózgowej znajduje się już olbrzymia liczba neuronów, która następnie zaczyna spadać: neurony zaczynają wymierać. W okresie największego potencjału twórczości intelektualnej człowiek ma mniej neuronów niż dziecko, ale jakościowo nie są one takie same. Znikają neurony niepotrzebne, zostają najlepsze. Można by rzec, że w sensie neuronowym dziecko musi umrzeć, by stać się dorosłym człowiekiem. Jest pewien rytm przechodzenia do dorosłości. To zresztą ma swoje odbicie w różnych kulturach, chociażby rytualne przejście do męskości. Tak zwana teoria darwinizmu neuronalnego zakłada, że neurony, które są wytworzone w nadmiarze walczą o to, aby trafić na odpowiednią tarczę. Przykładowo, pierwszy neuron, który dojdzie do włókna mięśniowego rozwija się, a inne już nie są przyjmowane. To tak jak z plemnikami. Następuje wybór pierwszego. W późniejszym wieku liczba neuronów zmniejsza się już powoli. Mózg zmniejsza się z upływem czasu, gdyż zmniejsza się liczba wypustek nerwowych, objętość neuronów, a więc i struktur przez nie zbudowanych. Jeśli jednak mózg nie podlega chorobie neurodegeneracyjnej, same neurony wymierają powoli. Te neurony, które pozostają, wykorzystujemy. Ich pełne wykorzystanie możliwe jest dzięki bardzo ważnej cesze mózgu: plastyczności, którą definiujemy jako zdolność mózgu do przekształcania fizycznej struktury połączeń w odpowiedzi na warunki zewnętrzne. Ta plastyczność wzrasta, kiedy neurony zmuszane są do wysiłku, a spada, gdy pozostają bezczynne. Zgodnie z mądrością Talmudu Babilońskiego: Na starość głupi głupieją, a mądrzy mądrzeją".
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na 7 3 lata temu
Pies Miha Mazzini
Pies
Miha Mazzini
„Boimy się tylko tego, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a wierzymy tylko w to, co potrafimy zrozumieć”. Kto by pomyślał, że tak głęboka myśl może zrodzić się w tak brzydkim mężczyźnie. Przecież żył w społeczeństwie, którego oczekiwania w stosunku do pojedynczych osobników sprowadzały się do jednego – „głupi mają być brzydcy mężczyźni i piękne kobiety”. Główny bohater był brzydki. Bardzo brzydki. No dobrze, nie będę delikatna – ohydny i odrażający. Jego widok zawsze przyciągał ciekawski wzrok, by po chwili zamienić się w wyraz obrzydzenia. Ewidentnie zakłócał poczucie estetyki patrzącego. Każde spojrzenie na niego „wyrażało zdziwienie, jak może istnieć coś tak potwornie szkaradnego i dlaczego t o stoi przed nim, psując mu widok”. W jego pracy brzydota była jednak atutem. Należał do świty Maestra. Miejscowego mafiosa świata przestępczego. Człowiekiem niezastąpionym w wymuszaniu długów i haraczy. Wystarczyło, że stanął pod drzwiami lokalu dłużnika i chwilę popatrzył, by natychmiast otrzymać żądaną kwotę. To pozwalało mu na prowadzenie niezależnego, ustabilizowanego życia z dala od ludzi, w którym rutyna była tym, co cenił sobie najbardziej. Aż do nietypowego zlecenia. Maestro powierzył jego pieczy młodą kobietę Hanę. Bardzo ważnego świadka będącego alibi dla szefa. Miał opiekować się nią i pilnować do rozprawy sądowej. Tylko tydzień i aż tydzień! Relacjonowany przez głównego bohatera, dzień po dniu i godzina po godzinie, przypominający formą narracji dziennik, stał się historią przemiany bezwzględnego, brutalnego, cynicznego, pełnego nienawiści do ludzi autsajdera w człowieka, który odkrył w sobie pozytywne uczucia. Wśród nich największe – miłość do swojego pracodawcy. Kochał go tak, jak pies swojego właściciela. Tej dramatycznej, a momentami komicznej, przemianie towarzyszył koktajl emocji przeżywanych i opisywanych przez głównego bohatera, który bardzo mało mówił i tylko, kiedy musiał, ale za to bardzo dużo myślał. Jego wewnętrzne monologi, komentarze, wnioski, wspomnienia z przeszłości stanowiły swoistą mieszankę filozofii, sarkazmu, ironii, moralizatorstwa i czarnego humoru przez łzy, by ostatecznie pozostawić mnie z myślami pełnymi goryczy. Dotyczącymi współczesnego społeczeństwa. Tak naprawdę ta opowieść o losach jednego człowieka wyrzuconego przez ostracyzm na margines społeczny była pretekstem do zawarcia w niej krytyki ludzkiego systemu wartości hołdującemu urodzie, konsumpcjonizmowi, globalizacji i wychowującemu jeden pożądany model obywatela – niezauważalnego. „Człowieka, który nie będzie się głośno śmiał, płakał, skakał, nie będzie hiperaktywny, tylko będzie siedział na jednym, odgórnie przydzielonym miejscu i robił swoje. Niewzruszony lub – jak zwykło się to określać – kulturalny i dobrze ułożony. Niczym nie wolno mu się wyróżniać”, za to żyć długo i płytko. Miał być wierny jak pies. Tylko takim przeciętniakom, miernym, biernym, ale wiernym, społeczeństwo daje szansę wolności wyboru. Problem w tym, że tacy ludzie nie potrafią z niej korzystać, bo gdyby potrafili, nie byliby przeciętni. Wielu tkwi w tej społecznej pułapce tak, jak tytułowy pies i jak pies traktowanych. Cokolwiek by nie zrobili dla swojego pana. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu
Czas Piotr Ibrahim Kalwas
Czas
Piotr Ibrahim Kalwas
Mocna krytyka Kościoła katolickiego. Apologia islamu, ale tego, który nie ma nic wspólnego z fanatycznym fundamentalizmem. A jest taki? - ktoś zapyta. Odpowiem: - A jak wyglądałaby historia katolicyzmu opisująca wyłącznie: krucjaty, nienawiść do innowierców i „braci odłączonych” antysemityzm, sojusz z każdą władzą, także zaborczą, służący analfabetyzmowi zakaz samodzielnego czytania Biblii, sprzeciw wobec przeszczepów, nakaz „przyjmowania bólu dla Jezusa” narzucony przez zaburzoną świętą, sprzęgniecie religii z nacjonalizmem, obsesję na tle seksualności, księży-donosicieli UB i księży pedofilów, pazerność na mamonę towarzyszącą ostentacyjnej wystawności, nienawiść do osób kochających inaczej oraz do UE, wspólne ideały z czarcim patriarchą Cyrylem, całkowity zakaz aborcji, a to wszystko pod znakiem wrogości do tego „co nie nasze”, podlane sosem z Torunia rodem… Warto zatem choćby od Kalwasa dowiedzieć się o złotym wieku islamu w czasach al-Andaluz, gdy najwięksi mędrcy chrześcijaństwa jeździli po nauki do arabskich akademii w dzisiejszej Hiszpanii; ze normalny islam zawsze szanował „wyznawców Księgi”- czyli żydów i chrześcijan, bynajmniej ich nie prześladując, tak jak niedouczki uważają; że nasza cywilizacja ma źródła także na ternach dzisiejszej Etiopii, gdzie powstało państwo chrześcijańskie, a gdzie dziś wspaniałe klasztory sprzed setek lat, które Autor odwiedza… I tak można by długo. Pytanie tylko po co, skoro nikt jeszcze nie przekonał (i nie przekona) do czegokolwiek kogokolwiek nieprzekonanego. Ale i przeciwnie: nie zraził do czegoś zawołanego tego czegoś stronnika. I tak samo Kalwas: nie zamierza nikogo do niczego przekonywać. Po prostu spisuje to co przeżył, co widział, czego się dowiedział..
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 4 lata temu
Jak błądzić skutecznie. Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską Zbigniew Mikołejko
Jak błądzić skutecznie. Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską
Zbigniew Mikołejko Dorota Kowalska
Do tego wpisu przygotowywałam się długo – ze względu na to, że oddaję w ręce czytelników tą recenzją bardzo drogocenny dla mnie skarb, jakim jest możliwość podzielenia się jedną z ważniejszych dla mnie książek ostatnich lat i tym samym możliwości zauważenia istnienia tak wyjątkowej pozycji literackiej przez potencjalnych odbiorców. Oddaję, więc także mam nadzieję, że zostanie ciepło i dobrze przyjęta. Pomiędzy prozą Sándora Márai, Emila Ciorana, Izaaka Babla, Franza Kafki, Fiodora Dostojewskiego, Isaaca Bashevisa Singera, György Dragomána, Lwa Tołstoja, ks. J.Tischnera, Jerzego Nowosielskiego, Jerzego Pilcha, Sylvii Plath, Margaret Atwood, Romy Ligockiej, Agnieszki Osieckiej, Olgi Tokarczuk czy Agaty Tuszyńskiej, ważne miejsce zajmują na moich półkach dwie czy trzy książki prof. Zbigniewa Mikołejko, a wśród nich ta szczególna: „Jak błądzić skutecznie. Prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską”. Na pewnym etapie, profesor rozplątywał niemal wszelkie zawiłości, niepewności i „kłębki” mojego życia. Później bywało raz lepiej, raz gorzej, książkę odkładałam na dłużej, ale co znamienne, nieustannie przez lata do niej zaglądałam. Ostatnio z dużej potrzeby serca i ducha ponownie przeczytałam ją dla siebie, na nowo zachwycając się ważnymi odpowiedziami autora. Dobrą odpowiedź uzyskamy zwykle na zręcznie zadane pytanie, ale myślę, że i bez pytań ta książka i jej rozliczne wątki, byłyby snute przez pana profesora w nieskończoność, co nie umniejsza tutaj oczywiście roli pytającej. Dorota Kowalska dotyka w rozmowie z Mikołejką tematów w życiu człowieka fundamentalnych. Pyta o znaczenie marzeń sennych i wspomnienia z dzieciństwa, o to jak wielki czas dorastania ma wpływ na nasze dorosłe życie. O to, co decyduje o naszym losie - czy istnieje przeznaczenie, życie pozagrobowe. O wolność, o znaczenie historii i jej trybów w losach kolejnych pokoleń. Kowalska wspólnie ze Zbigniewem Mikołejką zastanawia się nad tym, czy istnieje Bóg i w jaki sposób filozof pojmuje istotę wiary. W tle rozmowie „towarzyszą” doskonałe lektury polecane przez Pana Zbigniewa oraz arcydzieła malarstwa światowego. Profesor jasno staje za tym, że owego Boga oraz życia po śmierci dla niego nie ma, a zmartwychwstanie przedstawia nam w wymiarze wyłącznie duchowym – może to ważne, by do tej książki zajrzeli także zagorzali katolicy, bo tutaj profesor zwraca uwagę na rzecz ważną - że to ludzie wierzący, a przynajmniej za takich się uważający, najbardziej powinni dociekać, pytać, może właśnie nawet błądzić. Skutecznie. Co daje mu nadzieję, gdy myśli o śmierci? Oboje rozmówcy snują refleksje dotyczące uczuć i zmysłów, opowiadają o swoich pragnieniach, postrzeganiu roli kobiety oraz mężczyzny w świecie, o ukochanych miejscach i autorytetach. Rozmawiają też na temat przyszłości i na temat tego, jak się na nią przygotować. Jestem zachwycona każdym zdaniem w tej książce wypowiedzianym (to idealne słowo!). Dla mnie to encyklopedia dobrego życia, przewodnik po świecie i szablon, który możemy sobie przykładać do ludzi i sytuacji. Przy czym warto zaznaczyć, że na wiele pytań nie ma oczywiście jednoznacznej odpowiedzi, bo też nie zawsze ta może się pojawić; profesor jawiący się jako agnostyk nie ucieka jednak od tematu wiary i podziwia rolę Chrystusa jako postaci historycznej. Dużo opowiada także o jego zdaniem, niezauważanej roli Judasza w historii ukrzyżowania, wywracając momentami całe nasze poukładane myślenie do góry nogami. Fantastyczne, bo niejeden chrześcijanin nawet nie pokusił by się o diagnozy przedstawione w tej książce. Pan profesor jest bardzo czułym przewodnikiem po jednak delikatnej i kruchej materii, jaką jest życie. Na ile można je zamknąć w jakichś kanonach, odwiecznych prawach, wskazać od–do, te ścieżki którymi trzeba podążać, a te na które wchodzić nie wolno. Pan profesor szczerze opowiada o swoim przemocowym dzieciństwie, matce cierpiącej na chorobę afektywną dwubiegunową, o samotności wśród rówieśników i gnębieniu w szkole, o błąkaniu się od domu do domu, kojone tylko ogromnymi ilościami „pożeranych” lektur. Przez to staje się jeszcze bardziej ludzki i o dziwo, nie pojawia się we mnie jako czytelnicce żadne fałszywe współczucie dla profesora, ani przekonanie, że tak zniszczony w dzieciństwie człowiek koniecznie musiał „iść w książki”, naukę i profesurę, by sobie, a zwłaszcza światu coś udowodnić. Nie, myślę że poszedł tam, bo był ciekawy świata i życia i wbrew często pesymistycznemu przekazowi tej rozmowy (zwłaszcza w tematach tak dla większości z nas fundamentalnych jak zmartwychwstanie, życie po śmierci, eutanazja, starość czy samobójstwo), zostawia nam jednak nadzieję i bardzo prosty przekaz, że trzeba żyć tu i teraz, chwilą, dniem. Banał? W żadnym wypadku. Przekonacie się po przeczytaniu tej rozmowy, jak wielowymiarowe jest życie, odkryjecie tematy z zakresu sztuki, filozofii, religii, które nawet ludziom niewierzącym zamieszają w głowie, ale może właśnie o to w tym chodzi, by wzbudzić w nas, czytelnikach, słuchaczach tej książki (tak, miałam wrażenie, że pan profesor siedzi naprzeciwko mnie, a ja słucham go z zapartym tchem) jednak jakąś iskrę, drobinę nadziei, że nie wszystko przepadło. Myślę że u pana profesora Mikołejki wcale nie pesymizm wysuwa się na plan pierwszy, to raczej rodzaj realizmu, przekonania, że jesteśmy tylko raz tutaj, na tej ziemi i musimy dogrzebać się do jakiejś mocy, siły, nadziei w sobie by każdego dnia walczyć, trwać pomimo wszystko. Poza tym, że cudownie czyta się wynurzenia takiego erudyty, można się z nim także „posiłować” myślowo, niekoniecznie zgadzając się z wszystkimi stawianymi przez rozmówcę tezami. Jednych ta książka ugruntuje w ich negowaniu świata i jego wartości, religii, Boga. Dla innych będzie zbawiennym światłem wiedzy, nadziei, szansą na skonfrontowanie się ze swoim światopoglądem. Dla wszystkich będzie natomiast prawdziwą ucztą słowa – klarowny przekaz ubrany w przepiękną, momentami może staromodną polszczyznę, dla mnie osobiście stanowi jedną z największych wartości tej książki. Wszyscy będą musieli postawić sobie po przeczytaniu tej książki pytanie: „Czym tak naprawdę jest życie?”. Pytanie trudne, bolesne i co pocieszające, odpowiedź na nie nawet dla profesora Mikołejki staje się odwieczną zagadką. A mimo to, po tej lekturze wielu z nas, jestem tego pewna, postawi sobie pana profesora za wzór i wielki autorytet w dziedzinie życia. RECENZJA JEST MOIM AUTORSKIM TEKSTEM. ZAKAZ KOPIOWANIA, POWIELANIA I WYKORZYSTYWANIA CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI PUBLIKACJI, BEZ MOJEJ WCZEŚNIEJSZEJ ZGODY. WSZYSTKIE RECENZJE POCHODZĄ ZE STRONY, NA KTÓRĄ ZAPRASZAM: https://www.facebook.com/TatraLang/
Mona - awatar Mona
oceniła na 9 1 rok temu
Lęk Antoni Kępiński
Lęk
Antoni Kępiński
Książka „Lęk” Antoniego Kępińskiego jest próbą zrozumienia lęku jako doświadczenia fundamentalnego dla człowieka oraz refleksja nad jego rolą w życiu. Autor podkreśla, że „być dobrym psychiatrą w praktyce oznacza umieć rozładować lęk swego pacjenta.” Lęk nie jest tu traktowany wyłącznie jako przejaw zaburzeń psychicznych, lecz jako zjawisko nierozerwalnie wpisane w egzystencję człowieka. Publikacja obejmuje szeroki zakres zagadnień; lęk nerwicowy, ataki lękowe, lęk anankastyczny, hipochondryczny, depresyjny, schizofreniczny, urojeniowy i inne. Kępiński szczegółowo opisuje genezę powstawania lęków, ich formy i dynamikę, a także przedstawia koncepcje teoretyczne oraz sposoby leczenia. Ważnym elementem książki jest analiza kształtu lęku i jego wpływu na funkcjonowanie człowieka. Zasadniczą cechą nieokreślonego niepokoju jest nieświadomość. Paraliżuje ona człowieka w wychodzeniu ku przyszłości i utrudnia opuszczenie niespokojnego czasu. Lęk staje się wówczas stanem zawieszenia, który blokuje rozwój i działanie. Antoni Kępiński wskazuje, że układ nerwowy nie jest jedynie układem „materialnym”, lecz ma również charakter „duchowy”. To, co odczuwamy jako ciało, jest przepojone symbolicznymi znaczeniami, swoistym „duchem”. Autor zaznacza, że „żywej materii” nie da się oddzielić od „ducha”, co nadaje jego rozważaniom wymiar filozoficzny. Szczególnie poruszające są refleksje dotyczące czasu i przyszłości: „Czas może być konstruktorem, ale też dekonstruktorem.” „Nieznana przyszłość, która tkwi w człowieku, i nieznana przyszłość świata, który go otacza – stwarzają atmosferę niepokoju i napięcia. Atmosfera ta jest tłem koniecznym do podjęcia wysiłku życia. Trzeba przemóc w sobie własny niepokój i wyjść na spotkanie przyszłości. Realizować siebie, nie wiedząc jednak, co właściwie się realizuje, gdyż nie zna się własnego planu, własnej przyszłości.” Autor trafnie odróżnia lęk u ludzi od lęku u zwierząt, podkreślając jego abstrakcyjny charakter: „Ból i lęk u zwierząt są bardziej konkretne, tj. silniej związane z realną sytuacją, a u człowieka bardziej abstrakcyjne, tj. oderwane od obiektywnej rzeczywistości.” „Lęk zwierzęcy na ogół odpowiada realnemu zagrożeniu. Natomiast lęk u człowieka niejednokrotnie przyczepia się do przedmiotów bezpośrednio nie zagrażających.” Autor pokazuje również, że lęk pełni funkcję ochronną: „(…) człowiek pozbawiony lęku byłby niezdolny do unikania sytuacji niebezpiecznych, analogicznie jak człowiek pozbawiony uczucia bólu jest niezdolny do unikania ciągłych uszkodzeń powierzchni swojego ciała.” „Lęk” nie jest książką łatwą. Wymaga uważnej lektury, robienia notatek i oswajania się z terminologią naukową. Niektórzy wskazują na jej terapeutyczny wymiar, jednak, moim zdaniem, lektura ta wymaga gotowości do zmiany, wewnętrznej pracy oraz odwagi zmierzenia się z własnymi lękami. Autor podchodzi do tematu z dużą empatią i uważnością. Książka może pomóc w lepszym zrozumieniu własnych emocji i mechanizmów, które nimi rządzą.
lenonek - awatar lenonek
ocenił na 8 2 miesiące temu
Rozmowy Emil Cioran
Rozmowy
Emil Cioran
Właściwie nazwisko autora mówi o książce wszystko, czyli lekko, miło i przyjemnie nie będzie. Czytelnik musi być gotowy, że przeczyta: wiele rzeczy, po których na usta cisnąć się może jedynie: "O Matko Boska, jak on tak może" ( to o osobach duchowo usposobionych), albo: "o żesz k...", tutaj reakcja jednostek wybitnie laicyzujących. A poza tym lektura dla osób optymistycznie nastawionych do bytu, bo po depresji i katastrofizmie Ciorana przynajmniej średnia wyjdzie jako taka. Dlaczego Cioran może działać na nerwy? Może nie wszystkim, ale wielu na pewno. Pierwsza z brzegu irytująca teza, to ta, że dzieje człowieka to nieustanne awanturnictwo, bo człowiek ze swojej naturalnej zwierzęcości postanowił się wyrwać, postanowił przeżyć przygodę i być człowiekiem. I chociaż na pewno jest zwierzęciem genialnym to cała ta awantura może go doprowadzić tylko i wyłącznie do ruiny. To z kolei opinia o sensie, a właściwie bezsensie historii. Ilustruje to przykładem fal, które bujają się w tę i z powrotem i myślą, że to co robią jest postępem, bo działają przecież dla dobra Morza, a jak jest każdy widzi. I podobnie jest z człowiekiem, który każdemu, nawet najgłupszemu działaniu, nadaje metafizyczny sens. Są też opinie na temat naszego wielkiego wschodniosłowiańskiego brata, które niektórych mogą lekko zirytować. To, że Dostojewski to największy i najgłębszy pisarz wszechczasów to jeszcze nic, ale teza, że Europa ulegnie Rosji może u wielu czytających wzbudzić niepokój. Cioran twierdzi, że "narody Europy Zachodniej, która przestała wierzyć już w siebie, zużyły się". A Rosjanom w to graj, bo oni zawsze wierzyli, że zbawią świat i zaczną zbawiać świat od Europy Zachodniej. Cioran ma też ciekawą, ale i kontrowersyjną radę dla osób chcących zakończyć ze swoim życiem. Otóż twierdzi, że "gdyby nie myślał o samobójstwie dawno by się zabił". Jemu pomogło, czyli warto przećwiczyć na sobie...żartowałem... Warto w dobie niewątpliwej erotyzacji przestrzeni publicznej zapoznać się z Ciorana definicją miłości. Otóż zdaniem Ciorana "miłość to nieskończoność udostępniona pudlowi". Nie wiem, nigdy nie miałem pudla, ale właściciele pudli mogą tę prawdę zweryfikować. I już na koniec ciekawa konstatacja dotycząca "prawdy". Otóż Cioran twierdził, że najbliżej prawdy na temat podstawowych prawd są prości ludzie. Wykształcenie przesłania prawdę. Odwiedzając największa dziury w katolickich Włoszech i Hiszpanii uznał, że mieszkańcy owych miejsc są właśnie właścicielami prawdy, bo nie trzeba naukowych tytułów aby zrozumieć naturę i życie. Swoją drogą Polska też jest katolicka, a ja nawet mieszkam na największym zad..., czyli ścianie wschodniej, czyli kłamstwo powinienem wyczuć na odległość. A poza tym, coraz bardziej lubię Ciorana.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Stanąć na nogi

Więcej
Oliver Sacks Stanąć na nogi Zobacz więcej
Oliver Sacks Stanąć na nogi Zobacz więcej
Oliver Sacks Stanąć na nogi Zobacz więcej
Więcej